30.03.2013

Życzenia Wielkanocne




Wszystkim czytelnikom mojego bloga życzę zdrowych, radosnych i przede wszystkim wiosennych świąt Wielkanocnych, smacznego jajka, mokrego dyngusa, ciepłej, rodzinnej atmosfery oraz czasu na czytanie!

29.03.2013

Iwo Zaniewski - Czego nie słyszał Arne Hilmen

Tytuł: "Czego nie słyszał Arne Hilmen"
Autor: Iwo Zaniewski
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B
Kategoria: thriller












"Czego nie słyszał Arne Hilmen" to debiut Iwa Zaniewskiego. Jest to polski malarz, fotograf, reżyser i dyrektor artystyczny. Wydał mi się ciekawą osobą, a opis książki mnie zaintrygował. W dodatku ta okładka, na której widnieje sam pan Iwo bardzo mi się spodobała.

Główny bohater Arne Hilmen to komisarz policji w jednym z norweskich miast. Pewnego dnia siedemdziesięcioletnia wdowa zgłasza zaginięcie swojej pokojówki. Dodatkowo w wielu domach coraz częściej włączają się alarmy i nie wiadomo co jest tego przyczyną. W sprawy te angażuje się Arne i zaczyna prywatne śledztwo, działa praktycznie sam.

Książka zapowiadała się fantastycznie i początkowo tak właśnie było. Pierwszą połowę książki czytało mi się bardzo szybko i z wielkim zainteresowaniem. Było kilka strasznych momentów, które nadawałyby się do horrorów. Napięcie ciągle mi towarzyszyło, miałam ciarki na skórze. Później jednak wszystko się zmienia i według mnie jest coraz nudniej. Poczułam się zawiedziona, bo to wymyślił pan Iwo kompletnie mnie zaskoczyło, ale niestety nie na plus.

Bohaterowie są płytcy, nie da się z nimi zżyć, są do siebie bardzo podobni i najzwyczajniej w świecie nudni. Arne mnie wkurzał i irytował, nie polubiłam go. Podobnie jest z klimatem. Niby dzieje się to w Norwegii, ale gdyby nie zostało to napisane to bym się na pewno nie zorientowała. W ogóle tego nie czułam.

Pomysł był niezły, ale wyszło średnio. Początkowo byłam zachwycona, ale druga połowa zawiodła na całej linii. Ciężko uwierzyć, że tak diametralnie może zmienić się opinia. Jakby nie pisał tego ten sam człowiek. Właściwie od połowy książka jest przewidywalna, wiemy co jest grane, tylko czekamy aż książka się skończy.


Ocena: 4/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.
Książkę zgłaszam też na konkurs klik
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony"(352 strony)

27.03.2013

Muzyka na każdą chwilę, czyli o Spotify słów kilka

Dzisiaj post trochę inny, bo o muzyce. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, potrafi poprawić humor, wzruszyć. Gdy tylko dowiedziałam się o Spotify to zaraz założyłam tam konto i sobie ściągnęłam. Program ten ma za zadanie walkę z piractwem komputerowym.

Dzięki Spotify można za darmo słuchać muzyki na komputerze. Na tablecie, telefonie i innych urządzeniach przenośnych już za opłatą. Darmowa wersja ma w sobie reklamy. Mnie to nie przeszkadza. Konto premium (płatne) możemy założyć za darmo na 30 dniowy okres próbny.


Wszystkim można dzielić się tym z innymi, polecać znajomym, podglądać ich biblioteczki muzyczne.Dodatkowo możemy "podglądać" celebrytów.  Dla osób, które chcą zachować w tajemnicy swoje utwory też jest taka opcja.

Mamy też radio, w którym możemy wybrać sobie stacje tematycznie. Jeżeli spodoba nam się jakaś piosenka i damy jej "łapkę" w górę wtedy system automatycznie szuka dla nas podobnych piosenek.

Oczywiście doskonały nie jest, bo brakuje niektórych piosenek, wykonawców, ale to pewnie jeszcze się zmieni.

Ja się bardzo wciągnęłam i zapewne jeszcze spędzę przy tym mnóstwo czasu. Chcę dodać wszystkie ulubione piosenki, a trochę ich jest, więc będzie co robić. Obsługa jest prosta, przyjemna i przyjazna słuchaczowi. Zapewne odkryję mnóstwo fajnych i nowych dla mnie kawałków.

Ja Was serdecznie zapraszam, bo pokochałam Spotify i na razie nie zamierzam się z nim rozstawać.


Dajcie znać co myślicie. Znaliście wcześniej?

26.03.2013

Tess Gerritsen - Ogród kości

Tytuł: "Ogród kości"
Autor: Tess Gerritsen
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Albatros
Kategoria: thriller












Wyobraź sobie, że kupujesz dom i pewnego dnia w ogrodzie odkopujesz szkielet kobiety. Straszne, prawda? Taki los spotkał Julię Hamill, która po rozstaniu z mężem kupuje stary dom i podczas prac w ogrodzie dokonuje szokującego odkrycia. Ta sprawa nie daje jej spokoju i chce się dowiedzieć czegoś więcej o tej kobiecie. Odpowiedzi szukać musi w innej epoce.

Boston, rok 1830.
Student medycyny, ubogi Norris Marshall staje się głównym podejrzanym trzech mordersw ze szczególnym okrucieństwem.Oprócz niego prawdziwego przestępcę widziała pewna młoda kobieta - Rose.

Po pierwsze byłam zszokowana medycyną tamtych czasów. Wyobraźcie sobie ginekologa, który bada kilka  pacjentek bez mycia rąk i bez rękawiczek. Przedtem jeszcze przeprowadzał sekcję zwłok. Ohyda!
Można się sporo dowiedzieć na temat medycyny tamtych czasów, studiów medycznych, sekcji zwłok, pozyskiwania ciał  na potrzeby studentów oraz rodzących kobiet, które umierają przez lekarzy.
Historia z tych czasów ma w tej książce duży urok i bardzo się cieszę, że autorka poświeciła większość książki na to.

Historia współczesna w tej książce była dla mnie trochę nudna. Zaczynało się fantastycznie, ale spodziewałam się czegoś lepszego.Na szczęście autorka poświęciła temu mało czasu. Ta historia to po prostu romans.

Uwielbiam twórczość pani Gerritsen. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na jej książkach.
W "Ogrodzie kości" również spotykamy Maurę Isles  - patologa sądowego, ale zaledwie na kilku stronach. Trochę nad tym ubolewam, bo lubię tę bohaterkę, ale przebaczam.

"Ogród kości" to świetna, wciągająca od pierwszych stron książka. Przeczytałam ją w jeden dzień. Od takiej historii nie można się oderwać. Bardzo podobały mi się opisy sekcji zwłok z dawnych czasów i ogólnie zafascynowała mnie medycyna właśnie z tego okresu.

Jak najbardziej polecam.!

Ocena: 9/10

Książkę zgłaszam na konkurs klik
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony" (416 stron)

25.03.2013

Krzysztof Ziemiec, Mira Suchodolska - Wszystko jest po coś

Tytuł: "Wszystko jest po coś"
Autorzy: Krzysztof Ziemiec, Mira Suchodolska
Ilość stron: 152
Wydawnictwo: M, Niecałe
Kategoria:literatura faktu












Pewnie większość z Nas kojarzy tego pana z okładki. Jest to Krzysztof Ziemiec, znany prezenter telewizyjny, laureat Wiktora 2011 dla najlepszego prezentera.

W 2008 roku Krzysztof Ziemiec został bardzo mocno poparzony w wyniku pożaru, który wybuchł w jego domu. Ucierpiał, bo ratował żonę i dzieci, którym dzięki niemu nic się nie stało. Po tym wydarzeniu życie pana Krzysztofa i całej rodziny bardzo się zmieniło.

Nie przepadam za długimi wywiadami, zazwyczaj ich nie czytam, ale ta książka bardzo mnie zainteresowała. Trochę o wypadku pana Krzysztofa słyszałam w telewizji, więc pomyślałam, że książkę warto by było przeczytać i dowiedzieć się czegoś więcej.

W wywiadzie przeprowadzonym przez Mirę Suchodolską pan Krzysztof opowiada nam zarówno o wypadku,  pobycie w szpitalu, rehabilitacji, życiu po tym wydarzeniu, ale również pokazuje nam swoją młodość, rodzinę, pierwsze kroki w dorosłym życiu.
Jest to książka o pokonywaniu własnych słabości i sile. Najgorsze co może zrobić człowiek to się załamać. Pan Krzysztof walczył, bo miał dla kogo żyć, starać się, nie był samotny. Jednak niewątpliwie wiele powodów do załamania miał m.in. straszliwy ból, bolesne zmiany opatrunków, trudności w funkcjonowaniu.
Jest jeszcze praca pana Krzysztofa, która po wypadku była dla niego prawdziwym wyzwaniem.

Pan Krzysztof mówi, że "wszystko jest po coś". Jego ten wypadek zmienił bardzo. Cierpienie to miało sens, przemieniło się w dobro. W dniu wypadku dostał nową "listę" zadań do wykonania.
W zadawanych mu pytaniach odpowiada szczerze. To co mówi daje do myślenia i zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem. Przyznaje się do swojej wiary, chwilach słabości, płaczu. Odsłania przed czytelnikami swoje życie.
Pokazuje swoją wiarę, bliskość z Panem Bogiem. Ta wiara pomogła mu przetrwać, mieć nadzieję, umocniła go w bólu. Opowiada jak z pokorą niósł swój krzyż.

Nie podoba mi się forma książki. Wywiady kojarzą mi się z magazynami. Ponadto o Mirze Suchodolskiej nigdy nie słyszałam, nie wiem kto to jest. Niektóre jej pytania były niepotrzebne, infantylne. Zdecydowanie lepiej by mi się czytało, gdyby forma była inna. 

Polecam przeczytać nawet jeśli nie znacie pana Krzysztofa, bo jest to książka wartościowa i napełnia siłą, która jest niezbędna, gdy jest bardzo ciężko. Nigdy nie wiadomo, czy nie będziemy w takiej samej lub podobnej sytuacji. Jest to pewnego rodzaju poradnik.

Ocena: 8/10


Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony"(152 strony)

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu M

24.03.2013

Diane Wei Liang - Oko jadeitu

Tytuł: " Oko jadeitu"
Autor: Diane Wei Liang
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Philip Wilson
Kategoria: kryminał












 Na książkę skusiłam się, bo biorę udział w wyzwaniu Book-Trotter. W tym miesiącu czytamy przynajmniej jedną książkę, której autor jest Chińczykiem. Ja wzięłam pierwszą lepszą jaką znalazłam w bibliotece, bo wyboru za dużego nie miałam.

 Mei jest atrakcyjną kobietą. Pracuje jako prywatny detektyw, mimo że ten zawód w Chinach jest zabroniony. Pewnego dnia do jej biura przychodzi mężczyzna zwany wujkiem Chenem i prosi kobietę o odnalezienie oka jedeitu - cennego przedmiotu z czasów dynastii Han. Mei nie waha się ani chwili i przyjmuje zlecenie. Przy okazji odkrywa bolesną prawdę o przeszłości swojej rodziny za czasów rewolucji kulturalnej.

 To moje pierwsze spotkanie z literaturą chińską i niestety bardzo nieudane. Tak nudnej książki nie czytałam już dawno, ale po kolei.

 Wątek kryminalny jest bardzo słaby. Brakuje napięcia i akcji. Autorka w ogóle mnie nie zaciekawiła. Ciągle czekałam aż coś się wydarzy, ale się nie doczekałam. Niektóre wątki w ogóle nie zostały rozwinięte, a szkoda, bo mogłoby być wtedy ciekawie.Właściwie poszukiwaniom oka jadelitu poświęcone jest dużo, dużo mniej stron niż życiu głównej bohaterki i innym wydarzeniom.

 Autorka dużo poświeciła głównej bohaterce. Ukazała jej życie i na jej przykładzie zwyczaje panujące w Chinach. Ta książka to właściwie tylko nudna opowieść o życiu Mei. Poznajemy jej studencką miłość, rodzinę, problemy z chorą matką.Niestety nie tego oczekiwałam.

 Książki nie polecam, bo mimo, że czyta się ją szybko to niczego nowego nie wnosi, nudzi i nie wiem jakim cudem jest to "Światowy bestseller".  Tej powieście sporo brakuje.

Ocena: 3/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania Book-Trotter
 Książkę zgłaszam też na konkurs klik
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony"(304 strony)

23.03.2013

Alicja Minicka - Morderstwo w Miłowie

Tytuł: Morderstwo w Miłowie
Autor: Alicja Minicka
Ilość stron: 234
Wydawnictwo Oficynka
Kategoria: kryminał












"Morderstwo w Miłowie" to przykład kryminału retro. Dla mnie jest to coś nowego i właśnie dlatego z chęcią zabrałam się do czytania.

Mamy rok 1928. Młoda malarka Samanta Greenwood przybywa do Miłowa, który położony jest pod Poznaniem. Jej wuj Janusz zawozi ją do pięknego, niezwykłego domu znanego architekta, Andrzeja Górskiego. Tam Samanta poznaje żonę Andrzeja i ich synka, Antosia. Do domu przyjeżdża też syn Andrzeja z pierwszego małżeństwa, Jerzy.
Pewnego dnia dochodzi do morderstwa. Trupem jest pan domu - Andrzej. Sprawą zajął się Łukasz Darski. Mężczyzna dochodzi do wniosku, że to ktoś z najbliższego otoczenia jest sprawcą, tylko kto? W czasie śledztwa wychodzą na jak różne tajemnice i sprawy z przeszłości...

Początek książki nie zaczyna się za ciekawie, powiedziałabym nawet, że jest nudo, ale spokojnie! Wszystko powoli się rozwija żeby potem wciągnąć bez końca. Zagadka goni zagadkę, na jaw wychodzą różne sprawy, o których  prawie nikt nie miał pojęcia.
Książkę czyta się bardzo szybko, bo jest ciekawa i jak najszybciej chciałoby się wiedzieć, kto jest sprawcą i dlaczego to zrobił. Mnie nie udało się rozwiązać zagadki. Miałam swojego podejrzanego, ale prawda okazała się jak zwykle inna.

Najfajniejsze w tej książce jest to, że akcja toczy się w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Jest to miłe urozmaicenie po przeczytaniu setek kryminałów z akcją w czasach współczesnych. Książka ma swój klimat, przyroda jest ładnie opisana.

"Morderstwo w Miłowie" kojarzy mi się z kryminałami pani Agaty Christie. Myślę, że fani tej autorki powinni sięgnąć po tę książkę, bo nie powinni się zawieść.

Ocena: 7/10

 Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.
Książkę zgłaszam też na konkurs klik
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony" (234 strony)

20.03.2013

Anna Fryczkowska - Kobieta bez twarzy

Tytuł: '"Kobieta bez twarzy"
Autor: Anna Fryczkowska
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Kategoria: kryminał












Hanna Cudny to matka Michaliny i Maksa. Dopiero co została wdową. Kobieta postanawia przeprowadzić się razem z dziećmi na wieś i zacząć życie od nowa. Dostaje pracę jako nauczycielka angielskiego.
Kobieta odnawia stare znajomości i zawiera nowe.
Hanna myślała, że ta wieś będzie dla niej wybawieniem, że zaczną wszystko od nowa i będą żyli normalnie. Niestety wszystko się komplikuje. Jej córka znajduje w pobliskim lesie zwłoki kobiety, a syn zaczyna się buntować i matka traci z nim kontakt, a w dodatku natyka się na kolejne zwłoki.Jakby tego było mało ktoś obserwuje ich dom i śledzi nauczycielkę.

Narracja jest prowadzona dwutorowo. Rozdziały są pisane z punktu widzenia matki i córki.. Uważam, że był to świetny pomysł, bo możemy poznać odczucia dwóch osób i ich punkt widzenia.

Co do bohaterów to podobała mi się postać Hanny. Kobieta próbuje pozbierać się po samobójczej śmierci męża i jeszcze poradzić sobie z dziećmi, które również wiele przeżyły. Jest bardzo silna i nie poddaje się.
Michaliny też nie sposób nie polubić. Dziewczynka jest bardzo inteligentna, dzielna i ciekawa świata. Podziwiałam ja za to, że nie załamała się po tym co zobaczyła w pobliskim lasie.

Gdy zaczynałam czytać nie spodziewałam się, że książka tak bardzo mi się spodoba. Jest bardzo ciekawa i nie mogłam się od niej oderwać. Początkowo jest spokojna później jednak zagadka goni zagadkę, wszystko się komplikuje i nie wiadomo kto jest dobry, a kto zły. Książka wydaje się przewidywalna, ale to tylko pozory. To, co autorka wyprawia z czytelnikiem nie dopuszcza do rozwiązania sprawy.

Ponadto autorka ukazuje piękno Podlasia. Mimo, że wieś wydaje się spokojna to i w takich miejscach zdarzają się morderstwa.

Polskie kryminały jakoś nigdy mnie nie ciągnęły. Jakoś tak wolałam czytać zagranicznych autorów i podziwiać ich twórczość. A tu się okazuje, że Polka napisała świetny kryminał, który dorównuje tym zagranicznym. Jest napięcie, groza, zagadka, tajemnica no i ciekawa historia. Tego właśnie potrzebowałam. W najbliższym czasie koniecznie muszę przeczytać jeszcze coś tej autorki .

Ocena: 9/10

Książka przeczytana w ramach wyzwania Polacy nie gęsi.
Książkę zgłaszam też na konkurs klik
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony"(416 stron)

16.03.2013

Alex Kava - Zło konieczne

Tytuł: "Zło konieczne"
Autor: Alex Kava
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Mira
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał












Amerykanie są wstrząśnięci, ponieważ ktoś w brutalny sposób morduje księży. Nie są zabijani przypadkowo. Każdy  nich był podejrzany o pedofilię. Ofiary księży, skrzywdzeni chłopcy dostają specjalne zaproszenie do gry od Pożeracza grzechów. Tam podają nazwiska tych którzy ich skrzywdzili. W taki sposób powstaje lista.
W tym samym czasie ktoś morduje młode kobiety, a ich głowy podrzuca w różne widoczne miejsca. Przyjaciółka agentki Maggie O'Dell Gwen staje się zamieszana w tą sprawę. W jaki sposób? O tym się przekonacie czytając :).

W tej części w życiu Maggie O'Dell znowu pojawia się ksiądz Keller ( pierwszy raz spotkamy się z nim w książce "Dotyk zła"). Ksiądz proponuje Maggie układ. Agentka zgadza się. Jak się okazuje Keller też jest na tej liście.

Czy za morderstwami księży i kobiet stoi jedna osoba? Czy może sprawców jest więcej?

Zazwyczaj w powieściach tej autorki wiem kto jest zabójcą lub można się tego łatwo domyślić. W tej części byłam bardzo zaskoczona, bo do ostatnich stron tego nie wiedziałam i byłam bardzo zaskoczona zakończeniem. Nigdy bym na to nie wpadła.

Maggie musiała podjąć bardzo trudną decyzję. Nie wiem co ja bym zrobiła na jej miejscu, czy postąpiłabym  tak samo, a może zrobiła inaczej.

Książka porusza trudny temat. Niestety, ale księża też mogą być pedofilami. Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego kościół jeszcze stara się ich kryć? Dlaczego wycisza sprawę, a nie wymierza sprawiedliwości?

Książka jest troszeczkę za długa. Uważam, że mogłaby być krótsza jakby wyrzucić z niej niektóre opisy, które miejscami niestety mnie nudziły.  Na plus, ze rozdziały są krótkie i mamy ukazane różne perspektywy.


Ocena: 7/10

  Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony" (512 stron)
 Książkę zgłaszam też na konkurs klik

13.03.2013

Cathy Glass - Okaleczona

Tytuł: "Okaleczona"
Autor: Cathy Glass
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: Hachette
Kategoria: Literatura  piękna












Cathy i John zdecydowali się na stworzenie rodziny zastępczej. Sami mieli problem z poczęciem dziecka. Do ich domu najpierw trafia Jack. Gdy chłopak już wyprowadził się z domu okazało się, że Cathy jest w ciąży. Mimo to dalej chcieli być rodziną zastępczą. W ich domu pojawiła się trzynastoletnia Dawn.  Z pozoru sprawiała wrażenie cichej, spokojnej. Była bardzo grzeczna, miła, wykonywała polecenia. Nic nie wskazywało na to, że będą z nią kłopoty.
Dziewczyna u swoich rodziców robiła co chciała, wagarowała, zadawała się ze złym towarzystwem. Nikt się nią nie interesował, była wolna. Tak samo zachowywała się u nowych opiekunów. Nie był to jednak jedyny problem Cathy i Johna. Okazało się, że dziewczynka choruje na somnambulizm, inaczej lunatykowanie. Największy problem był w tym, że w nocy Dawn przychodziła do sypialni opiekunów gdzie spał ich malutki synek Adrian. Skutkiem tego są wydarzenia z przeszłości...

To moje drugie spotkanie z tą autorką. Po przeczytaniu "Skrzywdzonej" postanowiłam, że zapoznam się z kilkoma książkami pani Glass. Wybór padł na "Okaleczoną".

Pierwsze na co zwróciłam uwagę to działanie instytucji opiekuńczych. Dzieci były tam ciężarem, chciano się ich jak najszybciej pozbyć, nie miały tam nawet z kim porozmawiać o swoich problemach. Dawn dopiero u Cathy zaznała miłości, ciepła, zrozumienia.

Za to, co stało się Dawn winę ponosili rodzice. Podczas gdy oni się rozwodzili i kłócili zaniedbali własne dziecko. Dawn wysłano do wujostwa i nie interesowano się nią. Gdy od nich wróciła nie była ją tą samo osobą. Gdyby wtedy rodzice jej nie porzucili, bo inaczej nazwać tego nie mogę to pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej.

Z podziwem patrzyłam na rodzinę zastępczą. Trzeba mieć niezwykła cierpliwość, by tyle znieść, by wychować dziecko, które przez całe swoje życie robiło co chciało, trzeba też umieć z nim rozmawiać, pokazać, że może ufać swoim nowym opiekunom.

Historia jest niestety prawdziwa, a nie powinna się w ogóle wydarzyć. Nie wiem jak można tak skrzywdzić własne dziecko.
W książce będziemy mieli do czynienia z krzywdą, samookaleczeniem, smutkiem u młodej dziewczyny, któa ma jeszcze całe życie przed sobą.

Ocena: 8/10

  Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony" (328 stron)

09.03.2013

W. Bruce Cameron - Misja na czterech łapach

Tytuł: "Misja na czterech łapach"
Autor: W. Bruce Cameron
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Iluminatio
Kategoria: literatura współczesna












Książki o psach uwielbiam i chętnie je czytam. Gdy tylko przeczytałam opis tej, to wiedziałam, że znajdzie się na mojej półce.

Czy pies rodzi się mając do wypełnienia jakąś misję? Co należy do jego zadań? Czy pies w ogóle ma jakąś misję?  Na te pytania odpowiedź z pewnością znajdziecie w tej książce.

Głównym bohaterem i zarazem narratorem "Misji na czterech łapach" jest pies. Ma on wiele imion, ras i wcieleń. Raz jest kundelkiem, który trafia razem z mamą i rodzeństwem do schroniska. Tam dostaje swoje pierwsze imię - Toby. Później gdy Toby zostaje uśpiony odradza się na nowo. Tym razem jest to piękny gold retriever. Pies trafia w ręce chłopca o imieniu Ethan. Chłopak nazywa go Bailey  Przy nim pies przeżywa wiele przygód. Kocha chłopca i poznaje swoją misję. Ma go chronić i sprawiać, by był szczęśliwy.

W książce poznajemy różne wcielenia głównego bohatera. Nosi różne imiona, jest różnej płci, ma innych właścicieli. Jednak zawsze pamięta o swoim chłopcu, o Ethanie.
Życie tego uroczego psiaka jest różne. Przeżył bardzo dużo, spotkał wiele osób.

Gdy pierwszy raz przeczytałam, że narratorem jest pies uśmiechnęłam się sama do siebie. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Jednak gdy sama zaczęłam czytać spodobało mi się to. Uważam, że gdyby narratorem był człowiek książka ta nie miałaby takiego uroku jaki ma. Uważam, że dzięki tej narracji łatwiej nam będzie zrozumieć psy, ich zachowania i uczucia.

Od dziecka wychowuję się z psem. Przeżyłam też śmierć swojego zwierzaka i bardzo to przeżyłam. Ogólnie nie wyobrażam sobie życia bez tych czworonożnych przyjaciół, które doskonale wiedzą kiedy jest mi źle i jak skutecznie poprawić mi humor. Psy to najlepsi przyjaciele człowieka  i ta książka temu dowodzi. Dzięki niej nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Uważam, że jest to książka dosłownie dla wszystkich: dla właścicieli psów, osób, które pieska nie mają, a chciałyby mieć oraz dla osób, które za psami nie przepadają. Jest to książka zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

Przyznaję się, że były momenty gdzie poleciały łzy i to całkiem sporo. Książka jest bardzo wzruszająca, a momentami zabawna. Dla mnie jest absolutnie genialna i będę ją polecać i jeszcze raz polecać.

Ocena: 10/10

  Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony"(304 strony)

05.03.2013

John Grogan - Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata

Tytuł: "Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata"
Autor: John Grogan
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Pierwsze
Kategoria: autobiografia













John i Jenny to młode małżeństwo. Decydują się na kupno psa. Ich wybór padła na golden retrivera, a dokładnie na szczeniaka z przeceny. Gdy tylko go zobaczyli wiedzieli, że jest wyjątkowy. Marley to bardzo energiczny pies, chciałoby się powiedzieć, że z ADHD, ma mnóstwo energii i potrzebuje dużo ruchu. W dodatku ciągle jest głodny. Ciężko nad nim zapanować, zdarzało się, że przewracał dom do góry nogami, niszczył co popadnie, a jego wyszkolenie graniczyło z cudem. Wylatuje nawet ze szkoły treserskiej.Ma też fobię na punkcie burzy. Musi wtedy zażywać tabletki uspokajające.
Mimo tych wszystkim wad, Marley na mnóstwo zalet. Jest przede wszystkim wiernym przyjacielem na dobre i na złe.

Bardzo spodobał mi się sposób narracji, bo jest nim sam autor, John Grogan. Opisuje życie swoje, swojej rodziny oraz psa.
Wszystko to jest napisane bardzo przyjemnym, łatwym językiem.

Przyznaję się, że się wzruszyłam. Łzy się lały co jakiś czas. Często płakałam ze śmiechu, bo takich momentów jest sporo, ale poleciały też łzy smutku. Wynika to pewnie z mojej duże wrażliwości na punkcie zwierząt, a psów to już w szczególności. Jeżeli o psach mowa to dużo mi do wzruszenia nie potrzeba.

Sama mam psa (uroczą jamniczkę) i doskonale rozumiałam właściciela Marleya. Wiem jak łobuzerskie mogą być psy, ale wiem też jak bardzo mogą okazywać swoją miłość i oddanie. Pies to najlepszy przyjaciel człowieka.

Książka bawi i wzrusza. Jest to powieść piękna i powinna to być obowiązkowa lektura dla każdego właściciela psa oraz ich miłośników. Pomaga lepiej zrozumieć psy, ich zachowania, reakcje. To historia w stu procentach prawdziwa i szczera. Książka też uczy miłości. Mimo, że Marley był "najgorszym psem świata" to był wyjątkowy i kochany.

Jest też film o takim samym tytule. Widziałam go już kilka razy i zawsze ryczę jak głupia i parskam śmiechem. Koniecznie polecam obejrzeć i oczywiście przeczytać!

Ocena: 10/10

 Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony" (344 strony)

02.03.2013

Casey Watson - Krzyk o ratunek

Tytuł: " Krzyk o ratunek"
Autor: Casey Watson
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Amber
Kategoria: Literatura faktu












Casey Watson prowadzi dom zastępczy dla dzieci z największymi problemami psychologicznymi i wychowawczymi. Do jej domu trafiają różne dzieci, ale z każdym z nich są jakieś problemy.
Sophia trafia do Casey na tymczasową opiekę, bo jej opiekunka, która opiekowała się nią po wypadku matki, przechodzi załamanie nerwowe. Co się stało z mamą dziewczynki? Spadła ze schodów i trafiła do szpitala, gdzie utrzymywana jest w stanie wegetatywnym.

Sophia ma dwanaście lat, ale wygląda na więcej; jest wysoka, dobrze rozwinięta, ubiera się niestosownie do swojego wieku. Jakby tego było mało prowokuje mężczyzn erotycznymi zachowaniami. Dobiera się nawet do syna i męża Casey. Dziewczyna jest nieposłuszna, wulgarna, ciężko się z nią dogadać. Do tego dochodzą różne napady.
Rodzina Watsonów tak naprawdę nie wie, kogo mają pod swoim dachem. Nie wiedzą o niej nic, a nawet się jej boją, nie czują się bezpiecznie.

Kolejna prawdziwa i ciężka historia. Podziwiam rodzinę Watsonów, że mieli dość siły, by zająć się dziewczynką i jeszcze z nią wytrzymać. Wytrzymali naprawdę długo, byli cierpliwi i starali się jej pomóc, dotrzeć do niej. Dla Casey była chorą, skrzywdzoną dziewczyną, której trzeba pomóc, słyszała jej krzyk o ratunek.

Oczywiście zachowanie dziewczyny nie jest bezpodstawne i nie dzieje się bez przyczyny. Bardzo dużo przeszła, jej życie nie było kolorowe, ale więcej zdradzać nie będę.

Dziewczyna ma tak naprawdę dwie tożsamości. Często zdarzają się jej napady złości, nie jest wtedy sobą, staje się wulgarna, przeklina, bije, wykrzykuje różne zdania.
Oprócz tego cierpi na chorobę Addisona. Jest to o tyle trudny przypadek, że łatwo można oszukiwać innych ludzi o swoim stanie, manipulować, by coś wymusić. Opiekunowie nie rozpoznają, czy dziecko symuluje, dają jej leki, bo jeśli byłby to atak, to brak zastrzyku hydrokortyzonu może być groźny i zagrażać życiu.

Taka młoda dziewczyna, a tyle ma problemów. Niestety historia wydarzyła się naprawdę i to właśnie dlatego warto tę książkę przeczytać. Jeżeli lubicie historie prawdziwe to zachęcam.


Ocena: 9/10
  
 Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Pochłaniam strony" (336 stron)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka