23.12.2014

Choć goni nas czas reż. Rob Reiner

Tytuł: "Choć goni nas czas" ("The Bucket List")
Reżyseria:  Rob Reiner
Scenariusz: Justin Zackham
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat, komedia
Premiera: 28 marca 2008 (Polska) 16 grudnia 2007 (świat)
Czas trwania: 1 godzina 37 minut











Wszyscy mamy jakieś marzenia i cele w życiu, ale bardzo często jest tak, że na ich realizację brakuje nam czasu, może też uważamy, że są zbyt trudne do wykonania. I tak sobie żyjemy zamknięci w swojej monotonii, a czas nieubłaganie płynie. I nagle zapada wyrok. Pół roku życia, może rok. Co robić? Załamać się? Modlić o cud? Spędzić te chwile z zegarkiem w ręku czekając na śmierć? A może dobrze się bawić i maksymalnie wykorzystać czas, który pozostał? Może to w końcu czas na spełnianie swoich marzeń?

W takiej właśnie sytuacji zostało postawionych dwóch, całkiem różnych od siebie mężczyzn. Ich spotkanie nie odbyło się w zbyt miłym miejscu, bo w szpitalu na oddziale onkologicznym. Edward Cole (Jack Nicholson) jest białym bogaczem, który zbił fortunę na swojej korporacji, a Carter Chambers ( Morgan Freeman) zwykłym, czarnoskórym mechanikiem samochodowym. Mają inne priorytety, ale łączy ich nowotwór i nieuchronnie zbliżająca się śmierć. Sześć miesięcy życia, może więcej, może mniej. To bardzo mało czasu, ale wystarczająco, by spełnić marzenia. Carter i Edward wyruszają w podróż życia wraz z listą celów.

Jack Nicholson, który wcielił się w rolę Edwarda Cole'a i Morgan Freeman, który zagrał Cartera Chambersa, spisali się rewelacyjnie. Edward został przedstawiony jako niedostępny, samotny i samolubny bogacz, który początkowo irytował mnie swoim zachowaniem. Natomiast Carter był tylko biednym mechanikiem, ale szczęśliwym i otoczonym rodziną. Dwa tak różne charaktery, które połączył jeden wyrok. To właśnie dzięki tym dwóm aktorom ten film sporo zyskuje.

"Choć goni nas czas" to film, który przede wszystkim zmusił mnie do refleksji i zastanowienia się śmiercią oraz marzeniami. Śmierć czeka każdego, jedni mają więcej czasu, inni mniej. Często przychodzi ona niespodziewanie, ale są osoby, które słyszą, że zostało im ileś miesięcy życia. I tak się właśnie zastanawiałam, czy chciałabym poznać swoją datę śmierci, czy wolę żyć w nieświadomości.
Z jednej strony można maksymalnie wykorzystać dany nam czas, ale z drugiej strony można się załamać i wpaść w depresję. Bohaterowie filmu skorzystali z pierwszej opcji i zaczęli spełniać swoje marzenia

"Tysiąc ludzi zapytano, czy chcieliby wcześniej znać dokładną datę swojej śmierci.96% odpowiedziało "nie". Zawsze jakoś skłaniałem się ku pozostałym 4%. Wydawało mi się, że wyzwalająca byłaby wiedza, ile jeszcze czasu pozostało mi do przepracowania. Wychodzi na to, że się pomyliłem."
Ten film to taka komedia o śmierci. Chociaż temat jest smutny to został opracowany w sposób humorystyczny, zdarzyło mi się uśmiechnąć kilka razy. Ale łzy też się ostatecznie pojawiły podczas końcowych scen. Śmierć jest pokazana tutaj  motywująco, jako bodziec do spełniania swoich marzeń. Jednak mimo tych plusów film nie jest dla mnie jakimś arcydziełem, bo taki motyw był już wykorzystywany wielokrotnie, a poza tym film momentami wydawał mi się po prostu niewiarygodny, naiwny i zbyt piękny, by coś takiego mogło się naprawdę wydarzyć. I wydaje mi się, że nie zapamiętam go na długo.

Ocena: 6/10

7 komentarzy :

  1. Muszę pooglądać :) trafiłaś idealnie, bo skończyly mi się filmowe propozycje, obejrzę w święta, dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się później wrażeniami :-)

      Usuń
  2. Już od dawna mam zapisany tytuł tego filmu, ale jakoś nigdy nie mam okazji aby go obejrzeć. Zachęciłaś mnie, chociaż pod koniec napisałaś, że zapomnisz o nim. Mam nadzieję, że jednak coś z niego zapamiętasz, bo napisałas o tej mądrości, która dotyczy naszego życia i śmierci, a o tym wydaje mi się, że trzeba pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesłanie w głowie mi utkwi na pewno, ale filmu szczegółowo pamiętać za niedługo pewnie nie będę

      Usuń
  3. Tego też nie oglądałam, ale w planach jest :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oglądałam kiedyś i całkiem miło go wspomina, choć wspomnienia te już nieco się zatarły. Trzeba by sobie odświeżyć ten obraz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomysł z wypełnieniem listy celów, gdy jest się śmiertelnie chorym, przewinął się już w kilku filmach. Nic nowego, ale mimo to film mam w planach. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka