30.08.2014

Mateusz Czarnecki - Otwórz oczy, zaraz świt (recenzja przedpremierowa)

Tytuł: "Otwórz oczy, zaraz świt"
Autor: Mateusz Czarnecki
Ilość stron:  214
Wydawnictwo: AL REVÉS
Data premiery: 4 październik 2014













Teo jest mieszkańcem Warszawy. Ma dobrze płatną pracę, fajny samochód, jego dni są doskonale zaplanowane. Jednak podczas wycieczki do Indii jego życie zmienia się o 180 stopni. Poznaje tam muzułmankę, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Od czasu tego spotkania wiele się zmienia...

Jestem oczarowana stylem pana Mateusza. Wszystko jest tak pięknie i realistycznie opisane, że czułam się tak, jakbym chodziła krok w krok z Teo po ulicach Indii. Autor serwuje nam szczegóły z życia mieszkańców, podaje ciekawostki. Ja na ogół nie lubię długich opisów, ale tutaj mogłabym je czytać bez końca. Ale to nie wszystko. Autor ma też talent w opisywaniu sytuacji z życia codziennego. Wszystko jest takie barwne i realistyczne. Ach, takie książki czyta się z przyjemnością.

Książka porusza niezwykle istotny temat. Ukazuje dorosłość, która przeraża. Ludzie w dzisiejszych czasach gonią za pieniędzmi, większość życia spędzają w pracy i nie widzą poza nią świata. Człowiek nie pokazuje swojego prawdziwego oblicza i ciągle przybiera maski. Miłość? Odchodzi w zapomnienie i bardziej przypomina wymianę handlową. Liczy się zysk i pieniądz, a nie prawdziwe wartości. Smutne, ale prawdziwe. Ludzie wolą wybierać dobrze znaną drogę na skróty zamiast poznać inną, być może przynoszącą coś wartościowszego. Autor pokazuje nam, co jest w życiu najważniejsze. Uczy cieszenia się z codziennych drobnostek. Teo odkrywa samego siebie, podróżuje i po Indiach, i w głąb własnego serca, a my razem z nim. Ta książka to pewnego rodzaju rachunek sumienia, który warto sobie zrobić od czasu do czasu. Rachunek sumienia, w którym trzeba zadać sobie pytanie, kim tak naprawdę się jest. W dzisiejszym czasie brakuje nam chwili, żeby posłuchać własnego serca i pragnień.

Autor w niezwykle obrazowy i szczegółowy sposób ukazuje Indie, głównie z tej gorszej strony. Opisuje obskurne hostele, brud, biedę, ciężkie warunki. A w dodatku robi to niezwykle realistycznie. Można bez problemu sobie wyobrazić miejsca, w których bywa Teo. Ja czytałam i przed oczami miałam obraz Indii.

Podobało mi się jeszcze to, że autor zdecydował się na znajomość mężczyzny chrześcijanina i kobiety muzułmanki, bo na ogół jest odwrotnie. Ale o tym wątku cichosza, bo nie chcę zdradzać zbyt dużo.

"Otwórz oczy, zaraz świt" to historia inspirowana czymś, co autor sam przeżył. A z tyłu okładki widnieją jeszcze następujące słowa: "Kiedy mnie pytają, czy ta historia jest prawdziwa, zastanawiam się, czy powiedzieć prawdę". Jestem bardzo ciekawa, ile Mateusza znajduje się w Teodorze albo na odwrót. Może kiedyś się dowiem.

"Otwórz oczy, zaraz świt" to bardzo mądra i wartościowa powieść, do której być może wrócę po latach. Czyta się ją niezwykle przyjemnie. Akcja toczy się wolnym tempem, ale nie ma tu miejsca na nudę. Ja z zapartym tchem śledziłam losy Teo i z całego serca mu kibicowałam. Ale wiecie co? Ta książka ma jedną poważną wadę; jest zdecydowanie zbyt krótka i kończy się w najmniej odpowiednim momencie. Czekam na ciąg dalszy.

Ocena: 10/10

A już teraz mam dla Was świetną wiadomość. Za niedługo na moim blogu odbędzie się konkurs dla czytelników bloga, w którym będzie można wygrać właśnie tę książkę. Także warto śledzić bloga lub Facebooka, żeby go nie przegapić.

Książka dostępna na www.zarazswit.pl

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu AL REVÉS i autorowi, panu Mateuszowi Czarneckiemu.

Z literą w tle 

UWAGA! od 5.09 do 20.09 na blogu trwa konkurs, w którym możecie wygrać właśnie tę książkę.  Zapraszam serdecznie! KLIK

27.08.2014

Sara Shepard - Pretty Little Liars. Doskonałe oraz Niewiarygodne

Tytuł: "Pretty Little Liars. Doskonałe"
Autor: Sara Shepard
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Otwarte
Tom - III












Uwaga! Osoby, które nie czytały poprzednich części proszę o opuszczenie opisów fabuły, gdyż zawierają spoilery z poprzednich tomów.

Fabuła

Tajemnic ciąg dalszy. Aria, Hanna, Emily i Spencer w dalszym ciągu dręczone są przez tajemniczego nadawcę. Relacje pomiędzy dziewczynami nie są proste; odsuwają się od siebie, a na jaw wychodzą nowe tajemnice. W Rosewood pojawia się podglądacz. Czy to ta sama osoba, która dręczy dziewczyny? Jakby tego było mało do mediów trafia filmik z udziałem Alison i jej przyjaciółek.

Opinia

Cała ta część jest świetna, ale zakończenie jest tak intrygujące, że po prostu nie można nie przeczytać kolejnego tomu. Jak tak dalej pójdzie to przez najbliższy miesiąc czytać będę tylko tę serię. Najbardziej intryguje mnie tutaj A, bo w dalszym ciągu nie wiadomo, kto nim/nią jest.

W tej części pojawia się nowy bohater, a jest nim Lucas. Od samego początku go polubiłam, bo wydaje się taki normalny i miły. Liczę na to, że będzie się pojawiał częściej w następnych częściach. Natomiast Hanna mnie zaczyna trochę irytować.

"Doskonałe" są na takim samym poziomie, jak dwie poprzednie części. Oczywiście nie brakuje zagadek, napięcia i zawirowań w życiu nastolatek. Normalnie czuję, że się powtarzam, bo ciągle piszę to samo, ale cóż poradzić. Ta seria jest po prostu bardzo dobra, a Wy za chwilę mnie znienawidzicie za ciągłe jej recenzje i takie chwalenie, haha.

Ocena: 9/10




Tytuł: "Pretty Little Liars.Niewiarygodne"
Autor: Sara Shepard
Ilość stron: 328
Wydawnictwo: Otwarte
Tom: IV












 Fabuła

Hanna po ciężkim wypadku przebywa w szpitalu, Emily zmuszona jest opuścić dom i przeprowadzić się do ciotki na wieś do Iowa, Spencer wpada w kłopoty związane z konkursem Złotej Orchidei, a jedynym wyjściem Arii jest zamieszkanie z jej ojcem i jego nową kobietą. I oczywiście jest jeszcze A, który/która nie przestaje dręczyć dziewczyn.

Opinia
Po lekturze czwartego tomu mam w głowie jeden wielki mętlik. Ja już chyba wiem, jaka jest prawda, bo akurat dzisiaj natrafiłam na pewną recenzję, w której zostało zbyt dużo powiedziane i mam nadzieję, że nie był to spoiler z ostatnich części, bo ja dziękuję za taką przyjemność czytania. Dobra, wyżaliłam się, więc przejdę dalej. Czwarta część jest jak na razie najciekawszą. Już myślałam, że wszystko się skończy, a ostatnie strony znowu uświadomiły mi, że jestem w błędzie. Myślałam, że przeczytam teraz coś innego, ale nie ma szans. Mam ogromy apetyt na piąty tom. Nie jest to literatura wysokich lotów, ale działa jak magnes i ciągle zachęca do czytania. Idealna do odstresowania.

W "Niewiarygodnych" zaczęła mnie strasznie irytować Hanna. Z pewnością nie jest to moja ulubiona bohaterka i czasami mam serdecznie dość jej zachowań. Jeżeli miałabym powiedzieć, która bohaterka najbardziej przypadła mi do gustu to wskazałabym Spencer. Dlaczego? Sama nie wiem. Po prostu lubię o niej czytać. Tak było już od samego początku.

Wiele osób napisało, że ta seria jest fajna do czasu. Jestem bardzo ciekawa, długo będzie mnie aż tak wciągała, bo na dzień dzisiejszy jestem zachwycona. I oby tak zostało! Całe szczęście, że mam jeszcze kilka dni wolnego, bo jak dalej tak to będzie wciągać to nieciekawie zacznę nowy rok szkolny.

Ocena: 9/10

25.08.2014

Sara Shepard - Pretty Little Liars. Bez skazy

Tytuł: "Pretty Little Liars. Bez skazy"
Autor: Sara Shepard
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte
Tom - II













Po niezwykle udanym spotkaniu z pierwszą częścią tej serii od razu zabrałam się za tom drugi. Nie jest to nic ambitnego, ale tak straszliwie wciąga, że nie mogłam się oderwać. Jak jest z tą częścią?

Uwaga! Jeżeli jeszcze nie czytaliście części pierwszej to pomińcie poniższy akapit, gdyż może on zawierać spoilery.

Akcja drugiej części PLL zaczyna się tam, gdzie kończy się część pierwsza. Po pogrzebie Alison, dziewczyny myślą, że mogą odetchnąć. Niestety są w błędzie. Aria, Hanna, Emily i Spencer w dalszym ciągu otrzymują maile i wiadomości od tajemniczego nadawcy, który posługuje się inicjałem "A". Jednak tym razem robi się niebezpiecznie, a dziewczyny zmuszane są do robienia różnych rzeczy. Muszą trzymać się razem i zaufać sobie, ale nie jest to takie proste.Tymczasem do Rosewood wraca Toby Cavanaugh razem ze swoją siostrą Jenny. Dziewczyny podejrzewają, że to właśnie on wysyła te wszystkie wiadomości. Tym bardziej, iż ma ku temu powody.

Troszeczkę denerwowało mnie to, że autorka ciągle przypominała o tym, co wydarzyło się w poprzedniej części. Z pewnością gdybym czytała te książki z większym odstępem czasu to odebrałabym to pozytywnie, bo wtedy z łatwością bym sobie wszystko przypomniała. Także jest to i dobre, i niedobre.

Przy recenzowaniu poprzedniej części napisałam, że bohaterki to takie typowe Amerykanki. Swoje zdanie podtrzymuję, ale w "Bez skazy" bardziej je polubiłam. Dlaczego? Autorka ukazuje ich problemy; jest zdrada, walka o pełną rodzinę, anoreksja itp. Cieszy mnie to, bo książka nabiera teraz więcej ambitności i nie jest już tylko pustym czytadłem, a czytelnicy mogą utożsamiać się z bohaterkami.

Ponadto poruszona została tematyka stalkingu, czyli uporczywego nękania. W tej części już doskonale widać, jak te wszystkie tajemnicze wiadomości wpłynęły na dziewczyny i jak bardzo ich życie uległo zmianie w tak krótkim czasie.

"Bez skazy" jest jeszcze bardziej wciągająca niż jej poprzedniczka. Autorka stosuje język młodzieżowy, który jest lekki i przyjemny w odbiorze, a książkę czyta się wyjątkowo szybko. Nie brakuje tajemnic i napięcia. Parę razy serce szybciej mi biło i z ogromnym zaangażowaniem przewracałam kolejne kartki. Zakończenie jest tak intrygujące, że nie można ot tak sobie skończyć czytanie tej serii. O nie! Trzeba już, natychmiast, zaraz, z prędkością światła (niepotrzebne skreślić) wziąć do ręki następną część. Tyko pamiętajcie, że ta seria trochę czasu pochłania, więc lepiej zarezerwować sobie dla niej czas.

Ocena: 9/10

23.08.2014

Sara Shepard - Pretty Little Liars. Kłamczuchy

Tytuł: "Pretty Little Liars. Kłamczuchy"
Autor: Sara Shepard
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: Otwarte
Tom - I













W ostatnim czasie bardzo dużo się naczytałam o tej serii i zapragnęłam ją przeczytać. Przygotowana byłam na lekturę lekką i odprężającą. I taką też dostałam.

Alison DiLaurentis jest najpopularniejszą dziewczyną w Rosewood Day. Przyjaźń z nią to niezwykłe wyróżnienie. I właśnie taki zaszczyt spotkał czwórkę dziewcząt: Spencer Hastings, Arię Motgomery, Emily Fields i Hannę Marin. Wszystkie różnią się od siebie, ale połączył je pewien sekret. Sekret, który pod żadnym pozorem nie może zostać wydany. Pewnego dnia dzieje się coś dziwnego. Podczas jednej z imprez Alison wychodzi i już nie wraca. Nie ma po niej śladu.

Od tamtego wydarzenia mijają trzy lata. Dziewczyny zmieniły się nie do poznania, już się nie przyjaźnią, każda ma swoje życie. Jednak zaczyna dziać się coś dziwnego. Dziewczyny zaczynają otrzymywać tajemnicze liściki, maile i SMS'y, wszystkie podpisane inicjałem "A.".

Bardzo polubiłam bohaterki, chociaż diametralnie się ode mnie różnią i teoretycznie nie znalazłabym z nimi wspólnego języka. Bohaterki to takie typowe Amerykanki; ich zachowanie czasami jest płytkie, a wartości schodzą na dalszy plan. Chociaż z drugiej strony bez tego książka mogłaby nie być aż tak ciekawa. Autorka poświęca każdej z dziewczyn tyle samo czasu, każdy rozdział skupia się na jednej z bohaterek. Jest to fajny zabieg, bo można dobrze poznać każdą dziewczynę i różne punkty widzenia.

Styl autorki jest niezwykle lekki, a to sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Ja nie potrafiłam się od niej oderwać i już nie mogę doczekać się kolejnej części. Dla mnie jest to połączenie obyczajówki z thrillerem młodzieżowym. Książka trzyma w napięciu i intryguje, a zarazem jest niezwykle lekka. Idealna do pochłonięcia w jeden dzień. Do odprężenia po ciężkim dniu jest super. Jestem przekonana, że kolejne części będą jeszcze lepsze, bo w "Kłamczuchach" poznajemy dobrze wszystkie bohaterki i wszystko zaczyna się rozwijać. Dalej musi być tylko lepiej.


Ocena: 8/10

21.08.2014

John Green- 19 razy Katherine

Tytuł: "19 razy Katherine"
Autor: John Green
Ilość stron: 303
Wydawnictwo: Bukowy Las














Gdy pierwszy raz zobaczyłam tę książkę to wręcz skakałam z radości, bo bardzo cenię sobie twórczość autora. Nawet nie czytałam opisu z tyłu okładki tylko w ciemno chciałam przeczytać. Jak mi się spodobała?

Colin Singleton nie jest zwykłym nastolatkiem. Cechuje go niezwykła inteligencja, kręcą go dziewczęta wyłącznie o imieniu Katherine. Jednak jest jeden problem. Miał on ich już dziewiętnaście, a każda go rzuciła. Po rozstaniu z Katherine XIX Colin postanawia wyruszyć w podróż wraz ze swoim przyjacielem Hassanem. Czy chłopakowi uda się zapomnieć o byłej dziewczynie?

Bardzo dużo w tej książce matematyki; wykresy, funkcje, wzory. Teoremant, nad którym pracował Colin, dla mnie jest bezsensowny i kompletnie niezrozumiały. Przepraszam, ale długie i skomplikowane wzory matematyczne zdecydowanie nie są dla mnie, a już na pewno nie w książkach. Od tego mam podręcznik do matematyki.

Głównemu bohaterowi też mam sporo do zarzucenia. Colin do cudowny dzieciak, który uwielbia tworzyć anagramy, czyta 400 stron dziennie, biegle zna jedenaście języków, na nauce upływa mu większa część dnia, a jego wskaźnik inteligencji jest bardzo wysoki. Zdecydowanie jest to postać oryginalna, ale bardzo irytująca. Starałam się go polubić, ale nie potrafiłam. Strasznie marudził i był tak egoistyczny, że nie potrafiłam go przez to zaakceptować. Ciągle chciał słyszeć, jaki to on nie jest genialny.

Natomiast sytuację trochę ratuje przyjaciel Collina, Hassan. Jest to pulchny Muzułmanin, ma specyficzne poczucie humoru, jest wielbicielem reality show "Sędzia Judy" i ogólnie jest to przyjemna postać.

Tak naprawdę to ta książka nudziła mnie od samego początku. Na ogół w takich sytuacjach daję sobie spokój i zabieram się za czytanie czegoś innego. Jednak tutaj, mimo iż czytanie nie sprawiało mi radości, coś mnie przy tej książce trzymało. Pewnie myślałam, że w końcu coś się zacznie dziać i zainteresuję się lekturą. Tak się jednak nie stało. Dla mnie ta książka jest bezsensowna i o niczym. Można powiedzieć, że męczyłam się do samego końca i czytałam, żeby tylko skończyć. Zdecydowanie zawiodłam się na autorze i uważam, że jest to najsłabsza z jego książek. Naprawdę ciężko uwierzyć, że John Green to napisał. W ogóle mam wyrażenie, że wszystkie jego książki są pisane schematycznie, no może oprócz "Gwiazd naszych wina".

Co jeszcze zarzucam tej książce? Wydarzenia w niej przedstawione są nieprawdopodobne; 19 dziewczyn o tym samym imieniu, zamieszkanie u obcych osób, samotna wycieczka, która nie spotkała się ze sprzeciwem rodziców. Dla mnie jednak tych nieprawdopodobieństw jest zbyt dużo, tym bardziej iż książka mnie kompletnie nie zainteresowała. Gdyby mnie zaciekawiła to być może przymknęłabym na to oko.

Ewentualnie mogę docenić przypisy autora, bo niektóre naprawdę były śmieszne; napisane z dawką ironii i sarkazmu. Ale same przypisy nie są w stanie uratować książki przed tyloma wadami.

Fani Green'a tę książkę na pewno przeczytają (ja sama czytałam o niej dużo niepochlebnych recenzji, ale i tak miałam na nią ochotę). Jednak jeżeli nie czytaliście jeszcze żadnej jego książki to polecam zacząć od czegoś innego. Ja z wielką przykrością musiałam tę książkę skrytykować i wystawiam jej niska ocenę.

Ocena: 3/10

17.08.2014

Olga Rudnicka - Cichy wielbiciel

Tytuł: "Cichy wielbiciel"
Autor: Olga Rudnicka
Ilość stron: 440
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka














Chyba każda kobieta lubi dostawać kwiaty albo prezenty, prawda? Wyobraźmy sobie, że mamy swojego wielbiciela, przez którego jesteśmy doceniani i kochani. Romantyczne? Owszem, ale nie zawsze. Bo jak się okazuje, między uwielbieniem a nękaniem jest cienka granica.

Julia Rogacka to zwyczajna kobieta. Skończyła studia, pracuje jako doradca klienta w salonie firmowym operatora komórkowego. Jest szczęśliwą, młodą, zakochaną osobą. Gdy pewnego dnia dostaje kwiaty od tajemniczego wielbiciela, zaczyna się jej koszmar; prezenty, głuche telefony, nękanie, strach i poczucie zagrożenia.

Pani Olga świetnie napisała tę książkę. Stalking opiera się na rutynowych czynnościach wykonywanych przez dręczyciela, a mimo to nie ma tutaj miejsca na nudę. Czytając ją, czułam się trochę tak jak główna bohaterka i z napięciem śledziłam dalsze działania prześladowcy. Odczuwałam niepokój, czekałam na dalsze kroki bohaterów.

Bohaterowie są świetnie wykreowani. Mamy możliwość zagłębienia się w psychikę Julii, stalkera i najbliższych dziewczyny. Bohaterowie są niezwykle realistyczni i dopracowani. Obserwujemy jak Julia z pełnej życia kobiety zmienia się nie do poznania. Ponadto autorka oddaje głos stalkerowi, więc możemy poznać także jego myśli i uczucia.

W "Cichym wielbicielu" mamy okazję poznać kolejne wcielenie Olgi Rudnickiej. Tym razem nie jest to humorystyczna książka, a powieść dosyć poważna i traktująca o niezwykle ważnym temacie, jakim jest stalking. Z tym pojęciem się już spotkałam wielokrotnie, wiedziałam na czym polega, ale nie sądziłam, że może to osiągnąć aż takie rozmiary. A najgorsze jest to, że każdy z nas, nawet mężczyźni, może zostać ofiarą stalkera. Czasami wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Naprawdę się cieszę, że problem ten został poruszony. Przy okazji wplecione są rady dla ofiar stalkingu udzielone przez profesjonalistę.

"Cichy wielbiciel" to także przestroga przez zbytnim ujawnianiem się w internecie. Nie da się ukryć, że niektóre osoby traktują portale społecznościowe jak pamiętnik i dzielą się wszystkim z innymi, często obcymi, ludźmi.

Olga Rudnicka jak zwykle spisała się na medal. "Cichego wielbiciela" naprawdę warto przeczytać. A jeżeli chodzi o autorkę to po tylu przeczytanych powieściach stwierdzam, że dołącza ona od grona moich ulubionych autorów. I nie spocznę, póki nie przeczytam wszystkich jej książek. Mam nadzieję, że uda mi się zachęcić Was do poznania jej twórczości. Bo warto, naprawdę!

Ocena: 9/10

Polacy nie gęsi

10.08.2014

Olga Rudnicka - Czy ten rudy kot to pies?|wakacje

Tytuł: "Czy ten rudy kot to pies?"
Autor: Olga Rudnicka
Ilość stron: 230
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tom - 2












"Czy ten rudy kot to pies?" to kontynuacja "Martwego jeziora", o którym pisałam w poprzednim poście. Z przyjemnością zabrałam się do czytania, tym bardziej, że polubiłam bohaterów.

Tym razem główną bohaterką jest Ula Nowacka. Po wyrzuceniu z pracy za romans z szefem, dziewczyna postanawia wyjechać na jakiś czas do Irlandii. Jednak przez przypadek trafia do maleńkiej wioski pod Wrocławiem. Tam zostaje wzięta za inną osobę i zaczynają się kłopoty.

"Czy ten rudy kot to pies?" to zdecydowanie lepsza część od poprzedniej. Nie brakuje tu humoru i ciekawych sytuacji, a Ulka jest fantastyczną postacią. Oj, można się przy niej uśmiać. Jest sprytną, pomysłową kobietą, ale też trochę niezdarną. Cieszę się, że to ona przeważa w tym tomie, bo Beata jest bardziej poważna i nie tak interesująca jak jej przyjaciółka.

Oczywiście zachęcam do sięgnięcia po część pierwszą, bo w tej autorka do niej nawiązuje. Bez poprzedniego tomu możecie nie zrozumieć, o co chodzi. "Czy ten rudy kot to pies?" to lekka książka obyczajowa z niezbyt rozbudowanym wątkiem kryminalnym. Czyta się ja bardzo szybko i przyjemnie, miło spędziłam z nią czas, ale w dalszym ciągu twierdzę, że autorka ma lepsze książki. Tutaj historia jest lekko przewidywalna i miejscami naciągana, ale mimo to wciąga niesamowicie. Dużym atutem jest humor. Ja często wybuchałam śmiechem.

Ocena: 6/10

Polacy nie gęsi
Wyzwanie biblioteczne

Najprawdopodobniej przez najbliższy tydzień na blogu będzie cisza, bo jutro wyjeżdżam na wakacje w góry. Oczywiście zabieram ze sobą czytnik, ale nie wiem, czy będę miała czas (i ochotę) na pisanie recenzji. W końcu trzeba się trochę oderwać od komputera. Także życzcie mi dobrej pogody.:)

09.08.2014

Olga Rudnicka - Martwe Jezioro

Tytuł: "Martwe Jezioro"
Autor: Olga Rudnicka
Ilość stron: 231
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tom - 1













"Martwe Jezioro" to kolejna książka Olgi Rudnickiej, jaką przeczytałam. Teraz już jestem w stu procentach pewna, że jak potrzebuję czegoś lekkiego do poczytania to się nie zawiodę.

Beata Rostowska ma trzydzieści lat i mieszka wraz ze swoją przyjaciółką Ulką. Podczas badań okresowych kobieta odkrywa, że rodzina coś przed nią ukrywa. Wie, że ojciec na pewno nim nie jest, ale musi dowiedzieć się prawdy. Zwraca się o pomoc do detektywa. Nieoczekiwanie Beata dostaje zaproszenie na ślub swojej siostry Anki. Co ukrywa rodzina kobiety?

"Martwe Jezioro" to debiut pani Olgi i faktycznie trochę to widać, zwłaszcza gdy przedtem czytało się jej kolejne powieści. Są pewne niedociągnięcia i brakuje "tego czegoś", co w kolejnych książkach już jest. A "to coś" to chyba doświadczenie. Jednak stwierdzam, że i tak jest to dobra książka.

Przyznaję, że tę książkę wzięłam w ciemno i nawet nie czytałam opisu z okładki. Byłam przekonana, że biorę do ręki kryminał, ale jak się później okazało dostałam powieść obyczajową. Oczywiście wątek kryminalny jest obecny, ale zdecydowanie nie przeważa. Brakuje też humoru autorki. To jednak nie zmienia faktu, że książka mi się podobała i bardzo fajnie czytało się ją w ten upalny dzień.

"Martwe Jezioro" to książka, w której główną rolę gra tajemnica. I chociaż wątek kryminalny nie jest zbytnio rozbudowany to wzbudza ciekawość. Przyznaję, że nie spodziewałam się takiego zakończenia. Co tu dużo pisać. Książka jest lekka, przyjemna, szybko się ją czyta, ja nie mogłam się oderwać. Mówiłam sobie, że przeczytam jeszcze kilka stron, ale ostatecznie książkę zamknęłam, gdy się skończyła. Bohaterów polubiłam i cieszę się, że jest kolejna część.

Ocena: 6/10

Polacy nie gęsi

08.08.2014

Khaled Hosseini - Tysiąc wspaniałych słońc

Tytuł: "Tysiąc wspaniałych słońc"
Autor: Khaled Hosseini
Ilość stron: 431
Wydawnictwo: Albatros














Bardzo cenię sobie tego autora po przeczytaniu jego "Chłopca z latawcem". Postanowiłam sięgnąć też po "Tysiąc wspaniałych słońc". Przygotowana byłam na ciężką literaturę i taką właśnie dostałam.

Przenosimy się do Afganistanu, gdzie poznajemy dwie kobiety, Mariam i Lajlę. Mariam jest harami, czyli nieślubnym dzieckiem.  Z tego powodu jej życie nie było lekkie, znosiła mnóstwo upokorzeń i bardzo szybko została wydana za mąż za dużo starszego mężczyznę. Natomiast Lajla wychowywała się w całkiem innych warunkach, a nawet uczyła się w szkole. Dwie całkiem różne bohaterki, ale ich losy wkrótce splatają się ze sobą.

Bardzo ważną rolę odgrywa tutaj historia Afganistanu, która ma wpływ na losy bohaterów. Ja przyznaję, że te wszystkie sprawy polityczne są dla mnie słabo zrozumiałe i nie do końca wiem, o co w tym wszystkim chodzi, więc poniekąd zostałam zmuszona do większego zainteresowania się tym tematem. To naprawdę straszne, co przez te 30 lat się tam wydarzyło i do jakich okropnych zmian doszło.

Sytuacja afgańskich kobiet jest przerażająca. Ja nie wyobrażam sobie, jak opisywane sytuacje mogą jeszcze mieć miejsce w XXI wieku. Ilekroć czytam takie książki to zawsze jestem w szoku, jak bardzo w tamtych mężczyznach zakorzeniony jest brak szacunku do kobiet i przedmiotowe traktowanie. Naprawdę ciężko się o tym czyta i czuję się wręcz głupio, że ja sobie czytam książkę w ciepłym łóżeczku, w otoczeniu kochających osób albo wychodzę swobodnie na zakupy, a tam kobiety dostają lanie od swoich mężów. Wstyd mi, że często narzekam na miejsce, w którym żyję, a tak naprawdę to jest to zdecydowanie niebo w porównaniu do rozgrywającego się w Afganistanie piekła.

"Tysiąc wspaniałych słońc" to powieść, którą po prostu trzeba przeczytać. Jest to historia niezwykle bolesna, wstrząsająca, wzruszająca, ale i piękna. Opowiada o niezwykłej przyjaźni, sile, miłości i nadziei. Na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci i Wam serdecznie ją polecam. Poczekajcie jednak na odpowiedni dzień, bo lektura wymaga skupienia i odpowiedniego podejścia. Ja nie potrafię napisać już nic więcej, bo i tak wiem, że nie uda mi się dobrze przekazać emocji. Po prostu przeczytacie, proszę.

A na sam koniec mam dla Was dobrą radę. Nie czytajcie opisu z okładki, bo zdradza zdecydowanie zbyt dużo. Tak samo było w przypadku "Chłopca z latawcem". Uważajcie też na niektóre recenzje, bo często roi się w nich od spoilerów.

Ocena: 10/10

Wyzwanie biblioteczne

07.08.2014

English Matters - English Spoken Today (wydanie specjalne)



Dzisiaj zaprezentuję najnowsze wydanie specjalne magazynu English Matters, które dotyczy współczesnego języka angielskiego. O czym przeczytamy tym razem?


W artykule People Who Have Influenced the English Language przeczytamy o osobach (a także wydarzeniach), które miały wpływ na ukształtowanie się języka angielskiego.

Jest też trochę o tabloidach ( Read All About it – in the Tabloids). Najbardziej mnie tutaj zaintrygowały nazwy nagłówków i ich wytłumaczenia. Jak się okazuje, dla osób, które nie są native speakerami są często trudne do odszyfrowania przez zastosowaną grę słów.

W artykule What's in a Language? bardzo ciekawy temat dotyczący "przywłaszczania" sobie przez inne kraje słówek angielskich. Pierwsze zdanie mówi samo za siebie: "Sorki, but I just put a słitfocie of meself on Fejsie. I'll lovciam cię if you lajkować it." Ale nie tylko w Polsce istnieje to zjawisko. Podobnie jest np. z Francją.

Następnie (Wash Your Mouth Out!) przeczytamy o przekleństwach i słowach powszechnie używanych za wulgarne. Trochę tego jest.

W kolejnym artykule została poruszona kwestia slangu (Slang in the English Language). Jest to temat istotny, bo nie oszukujmy się - slang jest obecny i mało który native speaker będzie mówił pięknie i słownikowo, a niektóre wyrażenia po prostu warto znać.

Następnie uczymy się angielskiego na podstawie analizy piosenki. Tym razem pod lupę wzięto kawałek zespołu Outkast pt. "Hey... Ya". Tutaj skupiamy się na potocyzmach, które używane są bardzo często w twórczości artystów. O niektórych nigdy nie słyszałam.

Kolejny artykuł dotyczy Dr. Phila (Dr. Phil - the Cure for the Modern Times?), który na wizji, w swoim programie talk show, rozmawia z ludźmi, których spotkała jakaś tragedia, czy też mają problemy. Program jest dosyć kontrowersyjny, ale wcale mnie to nie dziwi.

Kolejny tekst (Literature and Its Borders) będzie szczególny dla moli książkowych, bo dotyczy kontrowersyjnej literatury. LGBT to skrót od lesbian, gay, bisexual i transgender. Tutaj pojawia się Oscar Wilde i jego "Portret Doriana Graya", Tennessee Williams, James Baldwin i inni. Przyznaję, że mam sporo zaległości w takiej literaturze.

Czy wiecie, gdzie mówi się aż 521 językami, ale angielski jest oficjalnym? Nigeria jest naprawdę mieszanką językową, ale często dochodzi tam do różnych nieporozumień związanych właśnie z językiem.

Wnt2go 4 a cofy l8r? A po ludzku "Want to go for a coffie later? " Bardzo smutne, ale tak właśnie teraz pisane są wiadomości. Dla mnie trochę jak hieroglify. Ja jestem fanką pisania poprawnych SMS-ów także ten artykuł (From Texting to Sexting) mnie trochę zszokował. A może jestem po prostu zacofana?

Na sam koniec (Computer Says No), English Matters prezentuje kilka najbardziej znanych kursów do nauki języka angielskiego. Wszystkie wydają się fajne, ale niestety ceny często zwalają z  nóg.

Numer oceniam bardzo dobrze, bardzo szybko i przyjemnie mi się go czytało. Większość artykułów mnie zainteresowało. Cieszy mnie zapis fonetyczny przy słówkach, ale mam nadzieję, że w kolejnych numerach będzie on przy wszystkich słówkach ze słowniczka, a nie tylko wybranych.
Ja jestem bardzo zadowolona z tego magazynu (jak i innych numerów). Jeżeli uczycie się języków to warto do nich zerknąć i sprawdzić, czy taka forma nauki wam odpowiada i czy będzie u was skuteczna.

  Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

06.08.2014

Alex Kava - Ostateczny cel

Tytuł: "Ostateczny cel"
Autor: Alex Kava
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Mira
Cykl: Maggie O'Dell (tom 11)













Bardzo lubię thrillery Alex Kavy, zwłaszcza te z agentką Maggie O'Dell w roli głównej. Z przyjemnością zabrałam się za czytanie najnowszej części z jej przygodami. Tutaj też zaznaczę, że warto czytać po kolei, ale wcale nie jest to konieczne. Najwyżej ominie nas kilka szczegółów z życia osobistego Maggie O'Dell. Ja nie czytam chronologicznie tych książek.

Parking przy autostradzie to miejsce, gdzie zatrzymuje się mnóstwo kierowców. Można tam odpocząć, wyspać się, ale też stać się łatwym celem dla seryjnego mordercy. Tym razem agentka specjalna FBI, Maggie O'Dell i R.J Tully muszą zmierzyć się z szaleńcem, który wybiera sobie ofiary właśnie na parkingach. Bardzo szybko okazuje się, kto jest jego ostatecznym celem.

 Bardzo lubię thrillery Alex Kavy, ale ten jej po prostu nie wyszedł. Przede wszystkim książka jest straszliwie przewidywalna, nietrudno się domyślić, kto jest mordercą, bo autorka sama nam to podsuwa. Cenię sobie thrillery, w których dużą rolę gra psychologia. Tutaj niestety tego zabrakło. Brakowało mi porządnego portretu psychologicznego sprawcy. Może wtedy nawet przymknęłabym oko na przewidywalność.

Niestety czułam znużenie podczas czytania. W lekkim napięciu trzymały mnie tylko końcowe rozdziały, ale poza tym nie było zbyt ciekawie. Niby jest dużo zwłok i brutalne morderstwa, ale nijak mnie to ruszało. A o uczuciu przerażenie czy obrzydzenia też mowy nie było. Wszystkie potrzebne składniki są, ale coś nie wyszło w tworzeniu. Jestem po prostu nieusatysfakcjonowana.

Ale dostrzegam też plusy. Tutaj bardzo podobało mi się wprowadzenie do śledztwa psów tropiących. Można zobaczyć, w jaki sposób pracują i jak się okazuje ich tresura jest bardzo ciężka.

Jeżeli macie ochotę na jakąś książkę pani Kavy to "Ostatecznego celu" polecać nie będę. Autorka ma zdecydowanie lepsze książki w swoim dorobku. Chociaż może osoba, która rzadko czyta thrillery poczuje się usatysfakcjonowana "Ostatecznym celem". Dla mnie jest zbyt słaba lektura i wiem, że autorkę stać na więcej.

 Ocena: 4/10

Wyzwanie biblioteczne


05.08.2014

Agatha Christie - I nie było już nikogo

Tytuł: "I nie było już nikogo"
Autor: Agatha Christie
Ilość stron: 220
Wydawnictwo: Dolnośląskie














O Christie słyszał chyba każdy. Moje pierwsze spotkanie z tą autorką nie było zbytnio udane, później miałam okazję przeczytać jeszcze jeden jej kryminał i spodobał mi się bardziej. Jednak jakoś tak zawsze było mi nie po drodze z jej książkami. Postanowiłam się jednak przełamać i sięgnęłam po bardzo polecany kryminał pt. "I nie było już nikogo".

Grupa dziesięciu nieznanych sobie bliżej osób zostaje zaproszona na Wyspę Żołnierzyków. Jedni pod pretekstem pracy, inni wypoczynku, czy też spotkania z dawnymi znajomymi. Ta interesująca wycieczka szybko staje się koszmarem, gdy podczas kolacji nieznajomy głos oskarża ich o popełnione zbrodnie, za które nie ponieśli kary. Jest jeszcze wiersz o dziesięciu żołnierzykach, według którego działa morderca.

Po lekturze tej książki zrozumiałam, na czym polega fenomen tej autorki. "I nie było już nikogo" to świetny kryminał. Mój mózg pracował na najwyższych obrotach, a w głowie miałam mętlik, bo ciągle wybierałam sobie innego podejrzanego i dumałam, kto jest mordercą. Nie wiem, czy jest osoba, która rozwiązała tę zagadkę przed przeczytaniem ostatnich stron. Jeśli tak to szczerze podziwiam. Jednakże wątpię w to, bo autorka świetnie sobie to wszystko zaplanowała. Ja się przez chwilę cieszyłam, że odgadłam, kto jest zabójcą, ale bardzo szybko się okazało, że jestem w błędzie. Zakończenie jest zaskakujące, ja z niedowierzaniem kiwałam głową i czytałam wyjaśnienia. Rewelacja! Jeżeli macie ochotę na coś naprawdę nieprzewidywalnego to polecam tę książkę. Pod tym względem na pewno się nie zawiedziecie.

Jestem pod ogromnym wrażeniem jeżeli chodzi o tę książkę. Agatha Christie w najlepszym wydaniu. Teraz mam ogromną ochotę na innej jej kryminały. Może coś polecicie? Myślę nad "Morderstwem w Orient Expressie", bo podobno jest to jednak z lepszych jej książek.

Ocena: 10/10

Z literą w tle
Wyzwanie biblioteczne

03.08.2014

Melissa De La Cruz - Błękitnokrwiści

Tytuł: "Błękitnokrwiści"
Autor: Melissa De La Cruz
Ilość stron: 320
Tom - I
Wydawnictwo: Jaguar













Byłam przygotowana, że ta książka może okazać się klapą, bo w sieci widnieje mnóstwo negatywnych recenzji. Miałam jednak cień nadziei, że mi się spodoba.

Elitarna szkoła Duchesne w Nowym Jorku. To tutaj uczy się piętnastoletnia Schuyler oraz grupa zepsutych dzieciaków, dla których liczą się tylko imprezy i drogie ciuchy. Gdy ginie jedna z młodych wampirzyc zaczyna się robić niebezpiecznie. Wampiry są zagrożone.

Książka jest fatalna. Tak bym ją najtrafniej podsumowała, ale oczywiście rozwinę swoją tezę. Co konkretnie mi się nie podobało? Po pierwsze, bohaterowie to dla mnie jakieś nieporozumienie. Nie wiem jak wy, ale mnie wkurzają puste dziewczyny, które myślą, że są pępkiem świata, a najważniejsze dla nich jest to, co ma się na sobie ubrane. Jedynie pod tym względem nie denerwowała mnie Schuyle, ale nie oznacza to, że ją polubiłam. Dla mnie bohaterowie byli bardzo nijacy i mało charakterystyczni. Ewentualnie dowiedziałam się, w jakich ubraniach chodzą, ale szczersze powiedziawszy interesowało mnie to tyle, co zeszłoroczny śnieg. Autorka zamiast skupić się na charakterze swoich postaci to szczegółowo pisała o ich wdziankach i sprawie operowała nazwami drogich marek. Tak swoją drogą to o większości nawet nie słyszałam. Ale cóż poradzić. Nie jestem amerykańską nastolatką.

Kolejny zarzut, jaki mam do tej książki to fakt, że jest ona pozbawiona wartości. Może za dużo oczekuję od takiej tematyki, ale tutaj nie ma niczego wartościowego. No chyba, że kogoś interesują te wszystkie drogie i cenione marki ubrań to wtedy może czuć się w niebie. Jednak to nie moja bajka.

A teraz najważniejszy minus. W książce niewiele się dzieje i niemiłosiernie wieje nudą. Ba! Według mnie to tu się nic nie dzieje. Może wynika to z tego, że jest to część pierwsza, a dopiero później zacznie się rozkręcać, ale mnie już niedane będzie się o tym przekonać. Po część drugą na pewno nie sięgnę. Szkoda czasu. Ale do rzeczy. Pierwsza połowa książki to kompletna klapa. W sumie to nie wiadomo, o co chodzi i praktycznie nic się nie dzieje. Ale oczywiście opisów ubrań nie brakuje (tak, wiem, czepiam się niemiłosiernie, ale nie mogę przestać). Dopiero od połowy coś zaczyna powoli, delikatnie i stopniowo ruszać do przodu, ale ja już byłam tak wynudzona poprzednimi wywodami, że nie miałam siły tego czytać. Sama się sobie dziwię, że dobrnęłam do końca. Normalnie czuję się bardzo wykończona po tej książce, jakby wyssała ze mnie siły. Jakaś magia, czy jak?

Kończę już narzekać, ale muszę jeszcze wspomnieć o stylu autorki, który kompletnie nie przypadł mi do gustu. Czułam się jakbym czytała czasopismo o modzie, a nie powieść. Przepraszam, ale ciuchami mnie nie zainteresujesz, a raczej znudzisz. Nie moje klimaty. Mogłoby być fajnie, bo był potencjał, ale wyszło jak wyszło.

Jedyne, co mi się podobało to wygląd książki. Numery stron są przyozdobione kwiatkiem, czcionka duża, ułatwiająca czytanie. Ale szata graficzna to nie wszystko i nie wpływa na moją ocenę.

Także nie polecam, nawet nastolatkom, bo nie warto tracić czasu na tę książkę (chociaż tu chętnie użyłabym innego słowa, ale pozostańmy przy tym). Dla mnie jest jednym wielkim nieporozumieniem i nie rozumiem, jak mogła zostać bestsellerem. Dla mnie jej czytanie było katorgą.

Ocena: 2/10

Z literą w tle
Wyzwanie biblioteczne

02.08.2014

Podsumowanie lipca

Lipiec był dobry miesiącem jeżeli chodzi o czytanie. Są wakacje, więc czasu na przyjemności mam dużo.

W ubiegłym miesiącu przeczytałam 16 książek:
1. Carnegie Dale - "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" (recenzja: Klik)
2. Nick Vujicic - "Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń" (recenzja: Klik)
3. Stephen Chbosky - "Charlie" (recenzja: Klik)
4. Heather O'Neil - "kołysanki dla małych kryminalistów" (recenzja: Klik)
5. Dorota Terakowska - "Córka czarownic" (recenzja: Klik)
6. Khaled Hosseini - "Chłopiec z latawcem" (recenzja: Klik)
7. Betty Mahmoody, Zana Mushsen - "Sprzedane" (recenzja: Klik)
8. Olga Rudnicka "Lilith" (recenzja: Klik)
9. Jane Austen - "Duma i uprzedzenie" (recenzja: Klik)
10. Janet Evanovich - "Po pierwsze dla pieniędzy" (recenzja: Klik)
11. Janet Evanovich - "Po drugie dla forsy" (recenzja: Klik)
12. Alice Hoffman - "Gołębiarki" (recenzja: Klik)
13. Aldous Huxley - "Nowy wspaniały świat" (Recenzji brak, ale książka mi się bardzo podobała)
14. Piotr Rozmus - "Bestia" (recenzja: Klik)
15. Janet Evanovich - "Po trzecie dla zasady" (recenzja: Klik)
16. Olga Rudnicka - "Fartowny pech" (recenzja: Klik)

Razem 5342 strony.

Ponadto zrecenzowałam magazyn English Matters - Klik oraz napisałam recenzję filmu pt. "Charlie" - Klik.

W lipcu mój blog obchodził swoje drugie urodziny, post urodzinowy znajdziecie TUTAJ

Zdecydowałam się także na założenie fanpage na Facebooku, zarówno bloga Kinga czyta, jak i spisu blogów książkowych.

Kinga czyta
Spis blogów książkowych

Nie jest źle, ale jak porównuję wyniki z zeszłego roku, gdzie czytałam ponad trzydzieści książek miesięcznie, to trochę spadłam. Ale mam też inne zainteresowana i w końcu nie samym czytaniem człowiek żyje. Nie ważny wynik, grunt, żeby sprawiało to przyjemność.

A jak Wasze wyniki?

01.08.2014

Katarzyna Bonda - Dziewiąta runa

Tytuł: "Dziewiąta runa"
Autor: Katarzyna Bonda
Ilość stron: 425
Wydawnictwo: Videograf














Popularna autorka polskich seriali, Nina Frank, zostaje brutalnie zamordowana w swoim domu. Mieszkańcy Mielnika są wstrząśnięci. Do miasteczka przyjeżdża Hubert Meyer, profiler, którego zadaniem jest stworzenie profilu psychologicznego mordercy. Angażując się w sprawę, odkrywa coraz więcej faktów z życia prywatnego gwiazdy. Jakie sekrety skrywa Nina? Kto zabił?

Książka niby jest ciekawa, bo na jaw wychodzą ciągle nowe tropy, ale mnie po prostu nie wciągnęła. Czytałam, ale ciekawość mnie nie rozpierała, nie czułam napięcia. Bez problemu mogłam odłożyć ją na bok i zająć się czymś innym. Zero emocji i zaangażowania w czytanie. Miejscami miałam wrażenie, że czytam na siłę, żeby tylko skończyć. Nie porwała mnie, po prostu.

Jest to książka na swój sposób oryginalna, bo skupiamy się w niej na pracy profilera, czyli osoby, której zadaniem jest stworzenie portretu psychologicznego sprawcy, przybliżenie policjantów do przestępcy. Jest to bardzo istotny człowiek, a jego praca przydatna. Dla mnie ten temat jest bardzo interesujący, więc ucieszyłam się, że profiler gra tutaj pierwsze skrzypce. Jednak nie ukrywam, że sam Hubert Meyer nie wzbudził we mnie prawie żadnych uczuć.

Nina Frank również szczególnie mnie nie zainteresowała. Ba! Nawet denerwowała, ale ważne, że przynajmniej wzbudzała emocje. To taka kobieta-gwiazda. Ładna buźka nadrabiająca przeciętny talent. Dla mnie była pusta. Nie polubiłam jej i już.

Kolejny zarzut, może trochę głupi, mam do nazw rozdziałów. Niektóre mocno sugerowały, co za chwilę się wydarzy i nie miałam już niespodzianki podczas czytania. Może się czepiam, ale to naprawdę kilka razy mnie porządnie zirytowało. Natomiast jeżeli chodzi o treść to dopatrzyłam się kilku nieścisłości.

Zawiodły mnie również końcowe rozdziały i w dalszym ciągu nie wiem, po co w ogóle zostały one napisane. Dla mnie to jakieś nieporozumienie. Nie wiem, co mam o tym myśleć. Po przeczytaniu siedziałam i normalnie zbaraniałam. Nie lubię takich niejasności i zabiegów. Może ktoś mi wyjaśni, o co chodzi i jak to mam interpretować.

Pierwsze spotkanie z twórczością autorki okazało się nieudane, ale na pewno dam jej kolejną szansę. Przecież debiuty nie zawsze są fantastyczne, a pani Kasia jest tak chwaloną autorką, że nie mogę się tak szybko zrażać.

Ocena: 3/10

Polacy nie gęsi
Wyzwanie biblioteczne
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka