31.10.2014

Podsumowanie października

Dzisiaj ostatni dzień października, więc pora na moje czytelnicze podsumowanie. Ale ten czas szybko płynie; za niedługo święta. Ale dzisiaj nie o tym, więc przechodzę do konkretów.


Co przeczytałam w październiku?

1. Krzysztof Koehler - "Wnuczka Raguela" KLIK
2. Sebley Priscille - "Obietnica gwiezdnego pyłu" KLIK
3. Janet Evanovich - "Przybić piątkę"
4. Cora Carmack - "Coś do stracenia"
5. Regina Brett - "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu"  KLIK
6. Michael Katz Krefeld - "Wykolejnoy" KLIK
7. Anders Roslund, Börge Hellström - "Bestia" KLIK
8. Michelle Hodkin - "Mara Dyer. Tajemnica" KLIK

Filmy:
"Gwiazd naszych wina"  reż. Josh Boone KLIK
Byłam także w kinie na "Bogach", recenzja jeszcze nie napisana.

Językowo:
W ramach serii "językowo" opublikowałam następujące posty:

Memrise.com - miła nauka języków obcych i nie tylko KLIK
Brak celów = brak efektów KLIK

W październiku całkiem dobrze mi poszło jeżeli chodzi o czytanie. Myślałam, że będę miała znacznie mniej czasu na lekturę, a tu miła niespodzianka. 8 książek to całkiem dobry wynik. W ogóle strasznie przygnębia mnie obecna pogoda. Gdy wstaję rano to jeszcze jest ciemno, a jak wracam do domu to jest podobnie. Nigdy nie lubiłam okresu jesienno-zimowego.

Jak Wasze czytelnicze wyniki w październiku? 

29.10.2014

Michelle Hodkin - Mara Dyer. Tajemnica

Tytuł: "Mara Dyer. Tajemnica"
Autor: Michelle Hodkin
Ilość stron: 412
Wydawnictwo: YA
Tom: I













Ileż można się opierać książce, która zbiera tyle pozytywnych recenzji? No ile? Długo nie wytrzymałam, więc sama postanowiłam się przekonać, czy jest aż tak dobra, jak piszą o niej inni.

Mara Dyer budzi się w szpitalu i dowiaduje się, że jej przyjaciele umarli, a ona jedna wyszła cała z wypadku. Po wyjściu ze szpitala, dziewczyna próbuje zacząć swoje życie na nowo. Nie jest jej jednak łatwo, bo zespół stresu pourazowego daje o sobie znać. Nowa szkoła również przyniesie jej trochę problemów, ale na osłodę w jej życiu pojawi się pewien intrygujący przystojniak.

Z mojego opisu pewnie myślicie, że będzie to tani i banalny romans. Nie do końca. Owszem, wątek romantyczny jest obecny, ale to już standard jeżeli chodzi o tę kategorię książek. W sumie to tutaj jest bardzo schematycznie i można się domyślić, co się dalej stanie. Przyznaję jednak, że jakoś tak oczarował  mnie ten wątek i chociaż czytałam już wiele podobnych opowieści to ta ma sobie to "coś", co sprawia że czyta się to z przyjemnością i nie przeszkadza nawet ta schematyczność. Może i jest trochę słodko, ale do przyjęcia.

Wątek romantyczny nie byłby taki fajny, gdyby nie bohaterowie. Tutaj oczywiście nie będzie żadnego zaskoczenia, jeżeli napiszę, że Mara jest dziewczyną po przejściach, a Noah przystojniakiem, na widok którego szaleją wszystkie dziewczyny. W sumie to nic nowego, ale bardzo polubiłam bohaterów. Mara ma za sobą i przed sobą trudne chwile, a zespół wstrząsu pourazowego doprowadza ją do szaleństwa. No i jeszcze jest śmiertelnie niebezpieczna, ale to tylko taki szczegół. A Noah, no przyznaję, że fajnie by było takiego chłopaka w swoim życiu spotkać.

Książka zaintrygowała mnie od pierwszych stron, bo już samo wprowadzenie jest dosyć przerażające. Po takim początku już wiedziałam, że będę miała do czynienia nie tylko ze zwykłą miłosną historią. I chwała za to! A dalej jest jeszcze lepiej. W pewnych momentach nawet poczułam delikatny strach, a tego się kompletnie nie spodziewałam.

Ta książka to naprawdę świetna powieść młodzieżowa, na którą warto zwrócić uwagę. Oczywiście niektóre elementy są schematyczne, ale ten gatunek już tak ma. Ja czekam na kolejne tomy, bo zakończenie jest tak intrygujące i nieprzewidywalne, że po prostu trzeba sięgnąć po kolejne części.


Ocena: 8/10

25.10.2014

Językowo: Brak celów = Brak efektów

Odkąd tylko zaczęłam się uczyć języka angielskiego, czyli od 4 klasy szkoły podstawowej, bardzo polubiłam ten język i jego nauka nie sprawiała mi większych problemów. Jednak, gdy jakiś czas temu postanowiłam, że wezmę się za siebie i swój angielski, by poprawić jego poziom, to zaczęły się kłopoty.

Jestem przeokropnym leniem i gdy czegoś nie muszę robić, to najczęściej tego nie robię. Straszna wada, mówię Wam. A wygranie z leniem graniczy z cudem. Ja sobie dużo rzeczy postanawiam, a potem wychodzi, jak wychodzi. Czyli najprościej mówiąc - nie wychodzi. No i ja, leń patentowany, postanowiłam kilka miesięcy temu podszkolić swój język angielski. Jak się można łatwo domyślić, niewiele z tego wyszło. Oczywiście chwilowy zapał był, pozakładam konta na różnych stronach, ale na tym się nauka skończyła. Tylko, że tu wcale o lenistwo nie chodziło i teraz już to wiem. W czym tkwił problem?

Nie miałam celu. Cel to według mnie najważniejsza rzecz przy robieniu i nauce czegokolwiek. Gdy nie ma celu to nie ma i motywacji, i efektów. Gdy postanowiłam pierwszy raz wziąć się za swój angielski, to nie miałam celu. Chciałam się go uczyć no bo wiedziałam, że teraz bez angielskiego to ani rusz. Wiecie, wypadałoby znać, itp. Ale czy takie "wypadałoby znać" można nazwać celem? Według mnie nie.

Nadszedł w końcu w moim życiu taki dzień, że zaczęłam myśleć o swojej przyszłości. Nie jest za wesoło, o pracę ciężko, a i zarobki nie są satysfakcjonujące. Można być optymistą, ale realiów się nie oszuka. I wtedy coraz bardziej zaczęłam się nakręcać na to, że po studiach wyjadę za granicę, by tam znaleźć szczęście. I właśnie wtedy znalazłam swój cel, dzięki któremu mam chęci, zapał i energię do nauki angielskiego. Mam cel, więc gdy przychodzą momenty zawahania, a leń zaczyna się odzywać, ja się nie poddaję i "walczę" dalej.

Uczę się języka, bo chcę bez problemów porozumiewać się za granicą. Mój cel jest jasny. Oprócz tego mam też inne cele, które mam zamiar osiągnąć szybciej, ale ten to jest taki główny i najważniejszy, a by go osiągnąć najpierw muszę poradzić sobie z pozostałymi postanowieniami.

Gdy znalazłam sobie cel to wszystko stało się łatwiejsze, bo nauka nie jest niemiłym obowiązkiem tylko przyjemnością. Dziennie poświęcam na nią około godziny, wykorzystuję każdą wolną chwilę np. w autobusie, czy na przystanku. I ciągle powtarzam, uczę się nowych słówek. I wiecie co? Naprawdę to polubiłam i podchodzę do tego entuzjastycznie. Nauka języka to szalenie intrygująca sprawa, a mając cel na pewno osiągnie się sukces.

Trochę się rozpisałam, ale poczułam potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami. Jestem ciekawa, czy podzielacie moje zdanie oraz jakie są Wasze cele.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

24.10.2014

Anders Roslund, Börge Hellström - Bestia

Tytuł: "Bestia"
Autorzy: Anders Roslund, Börge Hellström
Ilość stron: 364
Wydawnictwo: Vesper
Tom: I













Bernt Lund, skazany na karę dożywotniego więzienia za brutalne zgwałcenie i zamordowanie dwóch dziewięcioletnich dziewczynek, ucieka podczas transportu do szpitala. Jest tylko kwestią czasu, kiedy zgwałci kolejne dzieci. Ojciec, jednej z zamordowanych dziewczynek, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i sam wymierzyć sprawiedliwość. Ale co w takiej sytuacji ma zrobić sąd?

Największą wadą tej książki jest jej styl. Ja po prostu się w niej gubiłam, według mnie było zbyt chaotycznie. Często po prostu nie wiedziałam, o kim w danym momencie czytam i co się właśnie stało. Dla mnie jest to istotny minus, bo lubię gdy wszystko jest jasne i mogę się wtedy całkowicie oddać lekturze.

Nie ukrywam, że miałam duże oczekiwania wobec tej książki, ale niestety nie okazała się aż tak dobra, jakbym tego chciała. Na pewno swoje zrobił ten nieszczęsny styl, ale brakowało mi tu też czegoś. Czytam tę książkę, ale mnie kompletnie nie wciągnęła. Nie było tak, żebym się nie mogła od niej oderwać. Owszem, są  brutalne opisy działań psychopaty, ale było tego bardzo mało. Ogólnie rozczarowałam się trochę, bo po przeczytaniu opisu fabuły wyobrażałam sobie inaczej tę książkę, a w środku czekało na mnie zaskoczenie. Czy pozytywne, czy negatywne? W sumie to sama nie wiem. Ciężko mi pisać o tej powieści, bo sama nie wiem, jak ją ocenić. Czytało się ją dosyć szybko, ale równie szybko o niej zapomnę. Brakowało tu jakieś takiej wyrazistości, czegoś szczególnego. Tutaj nawet bohaterzy są mgliści; jest ich dużo, ale niczego konkretnego o nich powiedzieć nie potrafię. Właściwie już nawet nie pamiętam, jak się nazywali.

Niestety się zawiodłam i nie polecam tej książki. Dla mnie jest po prostu przeciętna, więc i po kolejne części na pewno nie sięgnę. W sumie to przypomniało mi się, że drugą cześć już czytałam dawno temu i również mnie nie zachwyciła. Także tym autorom już podziękuję.

Ocena: 5/10

21.10.2014

Michael Katz Krefeld - Wykolejony

Tytuł: "Wkolejony"
Autor: Michael Katz Krefeld
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Literackie














Detektyw Thomas „Ravn” Ravnsholdt został wysłany na przymusowy urlop. Spowodowane było to załamaniem po stracie żony. Popadający w depresję mężczyzna znajduje ukojenie w alkoholu, a jego jedynym towarzyszem jest pies. Pewnego dnia Ravn zostaje poproszony przez swojego kumpla o pomoc w odnalezieniu Maszy, która zaginęła kilka lat wcześniej. Ravn rozpoczyna prywatne śledztwo.Ponadto w Sztokholmie grasuje zafascynowany taksydermią seryjny morderca.Czy obie sprawy mają ze sobą coś wspólnego?

Bardzo polubiłam głównego bohatera i z przyjemnością sięgnę po kolejne części tej serii. Ravn nie jest idealny; po zabójstwie żony popadł w depresję, zaczął się upijać i zamieszkał wraz ze swoim psem na jachcie. Mężczyzna jest wrakiem człowieka, nie potrafi sobie poradzić z własnymi emocjami. Autor naprawdę świetnie go wykreował, możemy skupić się na jego portrecie psychologicznym. Może i jest to oklepana postać, bo mnóstwo już takich policjantów w literaturze jest, ale dla mnie to było mało istotne.

"Wykolejony" to świetny kryminał, w którym naprawdę czuć specyficzny klimat. Praktycznie wszystko jest dopracowane, nie brakuje brutalnych opisów i emocji. Krefald przenosi nas do Skandynawii, ale nie takiej, jaką znamy z przewodników turystycznych. Wręcz przeciwnie.

Brakowało mi natomiast dokładniejszego zagłębiania się w psychikę mordercy, a konkretnie tego, co działo się między dorosłością a dzieciństwem. Szkoda, że autor tego nie dopracował, bo sam bohater był niezwykle przerażający, a to, co robił, patologiczne. Z chęcią też zagłębiłabym się w psychikę alfonsa i poznała jego motywy.

W książce poruszono temat handlu żywym towarem. Opisy, które serwuje nam autor są brutalne i przerażające. Bardzo dobrze, że porusza się ten problem w literaturze i zwraca na niego uwagę. To naprawdę przerażające, co dzieje się w tych wszystkich burdelach. Koszmar, prawdziwy ludzki horror! Co tu dużo pisać. Kobieta, która trafia w niewolę, bo tylko tak to można nazwać, jest nieszanowana, poniżana, a jej los zależy tylko od jej alfonsa i jego widzimisię.

Pierwsze spotkanie z twórczością autora uważam za niezwykle udane i tylko czekam na jego kolejne książki. A Wam, jeżeli macie ochotę na naprawdę dobry thriller, serdecznie polecam tę pozycję. Ja miałam zamiar przeczytać tylko kilka stron i wracać do obowiązków, ale ostatecznie odłożyłam ją dopiero po pochłonięciu całości. 

Ocena: 8/10

19.10.2014

Regina Brett - Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu

Tytuł: "Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu"
Autor: Regina Brett
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Insignis













Od czasu do czasu lubię sięgnąć po motywujące książki, a nawet poradniki. Wiem, że takich lektur potrzebuję, żeby zmienić coś w swoim życiu, naładować się pozytywna energią i zacząć działać. Po powieść Reginy Brett sięgnęłam zachęcona mnóstwem pozytywnych recenzji. Co o niej sądzę?

Na początku warto wspomnieć o samej autorce. Regina Brett to amerykanista felietonistka, której życie nigdy nie było usłane różami; zmagała się z uzależnieniem od alkoholu, molestowaniem, została samotną matką i zachorowała na raka. A mimo to udało jej się zacząć żyć pełnią życia, a teraz jeszcze chce się tym podzielić z innymi.

"Bóg nigdy nie mruga" to zbiór 50 króciutkich felietonów, które są niezwykle inspirujące i zawierają historie z życia samej autorki oraz innych osób. Dla mnie były one niezwykle motywujące i w czasie gorszych dni będę do nich wracać. Felietony te zmusiły mnie do zastanowienia się nad swoim życiem i postępowaniem, inaczej zaczęłam patrzeć na niektóre sprawy. Niektóre rady są banalne, ale często o nich zapominałam. Ja po prostu potrzebowałam, by sobie o nich przypomnieć.

Wiele jest poradników o tym, jak żyć, wiele już przeczytałam i stwierdzam, że ten jest naprawdę świetny. Podobało mi się to, że autorka opowiadała o swoim życiu, bo to czyniło jej felietony wyjątkowymi. To faktycznie osoba, która może bez wymądrzania się podpowiedzieć innym, jak żyć. Wiele z tej książki wyniosłam, a w głowie pozostały świetne cytaty. Moim absolutnym faworytem jest:
"Nie traktuj siebie tak poważnie. Nikt poza Tobą tego nie robi."

Tytuł sugeruje, że w książce będzie coś o Bogu. I tak faktycznie jest, ale sądzę, że nawet osoby niewierzące, czy też innej wiary mogą po nią bez przeszkód sięgać.

17.10.2014

Krzysztof Koehler - Wnuczka Raguela

Tytuł: "Wnuczka Raguela"
Autor: Krzysztof Koehler
Ilość stron: 248
Wydawnictwo: M













Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ spodobał mi się pomysł uczynienia ludzi bezdomnych głównymi bohaterami. Nie da się ukryć, że brakuje takich tytułów na rynku, a przecież powinno się zwracać na problem bezdomności uwagę. I to też czyni pan Krzysztof we "Wnuczce Raguela".

"Wnuczka Raguela" to historia ludzi bezdomnych. Młody chłopak znajduje się na ulicy i staje się bezdomnym. Pewnego dnia zauważa w tłumie młodą dziewczynę. Ta jednak jest bardzo pożądana przez bandę bezdomnych mężczyzn, którzy chcą jej tylko dla siebie. Dziewczyna znika, ale chłopak się nie poddaje i za wszelką cenę chce ją odnaleźć.

Nie powiem, żeby czytało mi się lekko tę książkę, bo jest ona napisana w taki sposób, że trzeba bardzo mocno się skupić, bo inaczej można się pogubić. Zdania są krótkie i często urywane, nie brakuje wulgaryzmów, tworzy się trochę taki chaos, akcja sprawia wrażenie zamazanej. Można się jednak do tego przyzwyczaić.

Głowni bohaterowie nie mają imion; my poznajemy ich tylko jako chłopaka i dziewczynę. To oczywiście był zabieg celowy, bo czyni to postaci bardziej anonimowe, podkreślając w ten sposób ich niską pozycję społeczną, ale też utożsamia ich z bezdomnymi na całym świecie.

Bardzo często spotykamy bezdomnych na przykład na dworcach i ulicy. Nasze uczucia z pewnością są różne. Często nawet się nie zastanawiamy, dlaczego ci ludzie tak żyją. Jakby tego jeszcze było mało, zazwyczaj nie traktuje się ich z szacunkiem, a dochodzi nawet to nieprzyjemności. We "Wnuczce Raguela" autor nie ocenia, on tylko ukazuje czytelnikowi ten bardzo niesprawiedliwy i kontrastujący świat bezdomnych. Prowadzi nas po ulicach, opisuje ten cały syf i przemoc. To naprawdę przerażające. Przyznaję, że ja po przeczytaniu tej książki spojrzałam trochę inaczej na ten problem. Ludzie, którzy mieszkają na ulicy trafiają tam z różnych powodów; te osoby to nie tylko pijacy i narkomani, jak często myślimy. To także młodzi, zagubieni ludzie, którym w życiu po prostu nie wyszło. Pamiętajmy o tym.

Tłem opowieści jest historia smoleńska, ale na szczęście nie jest to przedstawione w sposób nachalny i nie przeszkadza w odbiorze lektury.

"Wnuczka Raguela" to z pewnością książka wartościowa, bo zwraca uwagę na problem bezdomności, który niestety w dalszym ciągu jest obecny i często ignorowany przez społeczeństwo.Warto tę książkę przeczytać i lepiej poznać tych ludzi, ich codzienne życie, problemy i działania. Oby więcej takich książek na rynku, bo zdecydowanie ich brakuje.


Ocena: 8/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu M.

14.10.2014

Gwiazd naszych wina (FILM)

Tytuł: "Gwiazd naszych wina" ("The Fault in Our Stars")
Reżyseria:  Josh Boone
Scenariusz: Scott Neustadter Michael H. Weber
Produkcja: USA
Gatunek: Dramat, Romans
Premiera: 6 czerwca 2014 (Polska) 16 maja 2014 (świat)
Czas trwania: 2 godz. 5 min.











Są takie ekranizacje książek, które po prostu trzeba obejrzeć. I "Gwiazd naszych wina" właśnie do nich należy. Film pojawił się w kinach w czerwcu, ale ja dopiero teraz go zobaczyłam. Zwlekałam, bo czekałam na odpowiedni moment. Wiedziałam, że muszę się najpierw dobrze przygotować na jego obejrzenie. Nie chciałam też tego robić w kinie, bo wole płakać w samotności i nie chciałam, by przy oglądaniu  przeszkadzały mi szeleszczące paczki czipsów.

"Gwiazd naszych wina" to historia cierpiącej na raka tarczycy Hazel (Shailene Woodley), która za namową rodziców idzie na spotkanie grupy wsparcia. Tam spotyka Augustusa (Ansel Elgort), chłopaka, któremu amputowano nogę. Od czasu tego spotkania wiele się zmienia.

 Film jest absolutnie fenomenalny i cieszę się, że go obejrzałam. Uważam, że dorównuje książce i powinien być dołączony do niej w komplecie. "Gwiazd naszych wina" to ekranizacja, która dostarczyła mi ogromnej ilości emocji i łez; łez wzruszenia, smutku i radości. I jestem szczęśliwa, że książka jest wiernie odwzorowana.

 Gdy czytałam książkę to troszeczkę inaczej wyobrażałam sobie bohaterów, a zwłaszcza Augustusa, ale w żadnym razie nie jestem teraz zawiedziona, bo sądzę, że aktorzy świetnie się spisali. Szczególnie do gustu przypadł mi Ansel Elgort, który wcielił się w postać Augustusa. I chociaż był wyidealizowany to naprawdę super się na niego patrzyło. W rolę Hazel wcieliła się Shailene Woodley, która również spisała się na medal.

Jestem pełna podziwu dla tej ekranizacji, bo czuć tutaj typowy dla Greena styl. Jest ten specyficzny humor i emocje. Naprawdę nie sądziłam, że to się uda przedstawić, a jednak! Raz się śmiejesz razem z bohaterami, a za chwilę szukasz chusteczek, by otrzeć łzy. Cudowne! A najważniejsze jest to, że w tej historii jest przesłanie. To piękna i mądra historia, która potrafi nas czegoś nauczyć. Historia podnosząca na duchu. Historia, pokazująca że powinniśmy żyć pełnią życia i nie marnować go, bo nie wiemy, ile czasu nam jeszcze zostało.

 Ciężko mi o tym filmie pisać, bo jak przekazać jego doskonałość za pomocą słów? Po prostu trzeba go zobaczyć i samemu to wszystko poczuć. A jeszcze wcześniej warto przeczytać książkę. Polecam!

 Ocena: 10/10




11.10.2014

Językowo: Memrise.com - miła nauka języków obcych i nie tylko

Jak pewnie wiecie, od pewnego czasu intensywnie uczę się języka angielskiego. Próbuję więc różnych kursów, które umilą i uskutecznią moją naukę. Takim serwisem jest właśnie Memrise.com, gdzie można się uczyć ogromnej ilości języków, ale nie tylko, bo dostępne są kursy także z innych dziedzin np. historii, geografii, a nawet poznawać można rasy psów. Dla każdego coś dobrego.

Na Memrise zaczęłam się uczyć jakoś od sierpnia tego roku i coraz bardziej lubię tę stronę. Przede wszystkim za jej skuteczność. Przyznaję bez bicia, że jestem niesamowitym leniem i właśnie dla takich osób Memrise będzie idealne. Dlaczego? Bo system sam ustala dla nas powtórki, a my tylko "podlewamy" w odpowiednim momencie nasze słówka. Oczywiście trzeba chcieć się uczyć, bo samo się nic nie zrobi. Początkowo nowo poznane słówko musimy często powtarzać, ale później czas ten się wydłuża.

Na Memrise mamy do wyboru tysiące kursów z różnych dziedzin, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Można też tworzyć własne kursy. Ja właśnie z tej opcji korzystam i uczę się w tej sposób na język angielski w szkole.  Oprócz tego korzystam z gotowych kursów.

Tak wygląda moja strona główna:

A teraz pokażę Wam, jak wygląda nauka oraz powtarzanie (podlewanie) słówek.

Nauka:
 Można także dodać do każdego słówka obrazek. Bardzo dobra funkcja dla wzrokowców. Jest także możliwość dodania audio, a niektóre kursy już ją zawierają. Ale wiecie, mogą się błędy pojawić, bo kursy tworzone są przez użytkowników.

Nauka świeżo poznanych słówek




Podlewanie:

Na stronie głównej jesteśmy informowani, ile słówek mamy podlać. Wystarczy kliknąć w "Water" i zaczynamy powtarzanie. 


Proste, prawda? Memrise jest naprawdę łatwe i przyjemne w obsłudze, i jest za darmo. Oczywiście jest tam jakaś wersja premium, w której dostępne są chyba statystyki, ale mnie ona potrzebna nie jest. W wersji darmowej można się spokojnie uczyć bez ograniczeń.

Znajomi:
Na Memrise można śledzić swoich znajomych albo obce nam osoby. To super pomysł, bo można znaleźć przy okazji fajne kursy, w których oni uczestniczą, ale jest też to pewnego rodzaju rywalizacja, bo system zestawia nasze wyniki w rankingu tygodniowym, miesięcznym i ogólnym. Dla mnie jest to bardzo motywujące, bo czasami mam lenia i mi się nie chce, ale jak popatrzę, że inni się uczą to i ja zawsze jakieś słówka powtórzę albo nauczę się czegoś nowego.


Urządzenia mobilne
Memrise.com jest też dostępne na urządzenia mobilne. Jest to świetny sposób na wykorzystanie wolnej chwili np. podczas jazdy autobusem, czy czekania na przystanku. Jednak moim zdaniem jest to trochę niedopracowane, gdy mamy naprawdę potężny kurs, w którym znajduje się mnóstwo poziomów. Dlaczego? Taki kurs nie chce się otworzyć na telefonie i trzeba by było czekać chyba z pół godziny.  Z takimi mniejszymi kursami nie ma natomiast najmniejszych problemów.

Co jeszcze bym zmieniła w wersji mobilnej? Chciałabym, by było tak jak na komputerze, czyli jak wchodzimy na nasz profil to od razu wyświetla nam się, ile mamy słówek do "podlania". Na telefonie tego nie ma. Trzeba najpierw wejść na dany kurs, a dopiero potem nam się taka informacja wyświetla.

Na telefonie wygląda to trochę inaczej, bo również musimy wpisać dane słówko, ale częściej każą nam ułożyć dane wyrażenie albo wybrać spośród kilku opcji.

Tutaj możecie zobaczyć, jak to wygląda:


Mam nadzieję, że znajdzie się wśród Was ktoś, kogo zachęciłam do zarejestrowania się na stronce i nauki. Memrise to fajny sposób na efektywną i miłą naukę i to nie tylko języków.

Moje konto znajdziecie tutaj: KLIK. Śmiało można mnie zaobserwować, ja zrobię to samo i będziemy motywować się razem.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

09.10.2014

Priscille Sibley - Obietnica gwiezdnego pyłu

Tytuł: "Obietnica gwiezdnego pyłu"
Autor: Priscille Sibley
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Świat Książki














Matt i Elle to kochające się małżeństwo. Para bardzo pragnie potomstwa, ale kolejne próby kończą się śmiercią dziecka. Sytuacja nie jest łatwa; Ellie bardzo pragnie potomka, mimo że kolejna ciąża jest dla niej poważnym zagrożeniem. Jednak pewnego dnia dzieje się coś strasznego; Ella spada z drabiny, a w konsekwencji popada w stan śmierci mózgowej. Cała rodzina wie, że kobieta w takiej sytuacji życzyłaby sobie natychmiastowego odpięcia od respiratora, ale gdy okazuje się, że w jej łonie jest dziecko wszystko się komplikuje. Jaką decyzję podejmie Matt?

Książka jest absolutnie świetnie napisana. Autorka pięknie wykreowała bohaterów, a szczególnie Matta, który z całych sił walczył. Naprawdę było mi go ogromnie żal, ale przede wszystkim czuć było przez te kartki miłość. Ale taką prawdziwa miłość. Matt na pewno bardzo kochał swoją żonę i chciał dla niej jak najlepiej. Przyznaję, że było to wzruszające i emocjonujące. Ja nie wiem, jak zachowałabym się na jego miejscu. Podziwiałam jego siłę i wytrwałość. To naprawdę piękna historia o dojrzałej miłości, bez zbytniego słodzenia.

Czytanie tej książki nie jest łatwe, ponieważ dostarcza ogromnej ilości emocji, ale przede wszystkim zmusza człowieka do zastanowienia się. Podejmowane są tutaj tematy eutanazji i aborcji, więc trzeba się przygotować na to, iż jest to bardzo poważna lektura, na czytanie której trzeba się przygotować.

Tak naprawdę nie chcę tu dużo pisać i mówić, jak ja bym postąpiła, bo to nie o to chodzi. Myślę, że każdy powinien sobie to przemyśleć we własnej głowie, bo jestem zdania, że nie można udzielić w takich przypadkach jednoznacznych odpowiedzi. Skończyłam czytanie i w głowie pozostało mnóstwo pytań, na które nie potrafię sobie odpowiedzieć.

Piękna książka. Genialna. Niesamowita. Jedna z tych, które na długo zostaną zapamiętane. Warto przeczytać, naprawdę. Ja czekam na kolejne książki tej autorki.


Ocena: 10/10


01.10.2014

Podsumowanie września

Wrzesień nie był dla mnie zbyt dobrym miesiącem, a to niestety wpłynęło na moje czytelnicze wyniki. Ale najważniejsze jest to, że każdego dnia znalazłam choćby chwilkę by zanurzyć się w książce.


Co przeczytałam?

1. Sara Shepard - "Bez serca" KLIK
2. Sra Shepard - "Pożądane"
3. Sara Shepard - "Uwikłane"
4. Sara Shepard - "Bezlitosne"
5. Colleen Hoover - "Hopeless" KLIK
6. Cecilia Randall - "Hyperversum" KLIK
7. Sofokles "Król Edyp"
8. Jose Saramago - "Miasto ślepców" KLIK
9. Ruta Sepetys - "Wybory" KLIK

Zaczęłam również czytać "Feed" Miry Grand, ale odłożyłam na półkę, bo kompletnie mi się nie podoba. Może kiedyś dam jej jeszcze szansę, ale na razie wolę się skupić na ciekawszych książkach.

Oprócz książek przeczytałam także magazyny językowe:
English Matters - numer 48 KLIK
English Matters Fashion (wydanie specjalne) KLIK

We wrześniu na bogu pojawił się także konkurs z powieścią "Otwórz oczy, zaraz świt", który jednak już się zakończył. 

Jakie mam plany na październik?
Co prawda nie czytelnicze, ale przydałoby mi się więcej optymizmu. A jeżeli chodzi o książki to nie wynik jest przecież ważny. Zresztą jestem tak zawalona różnorakimi sprawdzianami, że ciężko mi się wyrobić. Także z każdego wyniku będę w tym miesiącu zadowolona, nawet gdy przeczytam tylko jedną książkę.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka