30.11.2014

Podsumowanie listopada


Jutro pierwszy dzień grudnia, a już za niedługo święta. Święta to jedyna rzecz, którą lubię w zimie. Poza tym nienawidzę tej pory roku, bo stan zdrowia nie pozwala mi wtedy na normalne funkcjonowanie. Także ja już nie potrafię się doczekać wiosny i lata.

Listopad minął mi bardzo szybko i pracowicie, bo już za kilka dni kończy mi się pierwszy semestr w szkole. Z tego też powodu miałam sporo testów i kartkówek, więc i na książki brakowało czasu. Jestem jednak zadowolona z wyniku, bo jest lepszy niż w ubiegłym miesiącu  (jednak czytanie w autobusie swoje robi) .

Co przeczytałam w listopadzie?
1. Jon Lier Horst - "Jaskiniowiec"
2. Stefan Darda - "Czarny wygon. Słoneczna dolina"
3. Patrycja Flejszer - "Maska pozornego szczęścia"
4. C.J Daugherty - "Dziedzictwo"
5. C.J Daugherty - "Zagrożeni"
6. Laura Summers - "Lato opowieści"
7. Marek Wałkuski  - "Wałkowanie Ameryki"
8. Wojciech Cejrowski - "Gringo wśród dzikich plemion"
9.Wojciech Cejrowski - "Rio Anakonda"

Razem 3016 stron, co daje średnio 100 stron dziennie.

Przeczytałam także dwa magazyny English Matters, o których pisałam TUTAJ.


W listopadzie po raz pierwszy zdarzyła mi się bardzo niemiła sytuacja w związku ze skrytykowaniem pewnej książki polskiej autorki. No cóż, kiedyś to musiało nastąpić, mam jednak nadzieję, że sprawa jest już skończona. Niesmak mi jednak pozostał.

Jeszcze wspomnę o mojej nauce języka. Z portalu Memrise.com nadal korzystam i uczę się tam codziennie. Postanowiłam sobie, że do końca grudnia na moim koncie pojawi się liczba 3000 poznanym słówek. Czyli muszę codziennie nauczyć się około 10 nowych, żeby taki wynik osiągnąć. Dam radę, a co!


I jeszcze wspomnę o Dniu darmowej dostawy, który odbędzie się 2 grudnia, czyli w najbliższy wtorek. Udział bierze dużo sklepów, w tym także różne księgarnie. Płaci się wtedy tylko za towar, a dostawa jest całkowicie za darmo. Warto skorzystać:)  (tutaj stronka: http://www.dziendarmowejdostawy.pl/)

Jak Wam minął listopad? Jesteście zadowoleni ze swoich wyników?

29.11.2014

Wojciech Cejrowski - Rio Anakonda

Tytuł: "Rio Anakonda"
Autor: Wojciech Cejrowski
Ilość stron: 455
Wydawnictwo: Zysk i S-ka














Mam tak, że jak spodoba mi się książka danego autora to jak najszybciej chcę poznać jego kolejne pozycje. Tak właśnie jest u mnie w przypadku pana Cejrowskiego. Ledwo skończyłam czytać "Gringo wśród dzikich plemion", a od razu sięgnęłam po kolejną jego książkę - "Rio Anaconda".

W "Rio Anaconda" Wojciech Cejrowski ponownie zabiera nas w podróż po Dzikich Ziemiach. Odbędziemy wyprawę do amazońskiej dżungli w poszukiwaniu ostatniego plemienia Dzikich.

Jak mam być szczera to jakoś bardziej podobała mi się poprzednia książka, czyli "Gringo wśród dzikich plemion". Ta już nie ma w sobie tego czegoś szczególnego i podobała mi się zdecydowanie mniej.  Było tu dużo sytuacji, w których autora, w mojej opinii, trochę poniosła fantazja. Wydaje mi się, że jest tutaj więcej fikcji niż w "Gringo...", za dużo tu tej dziwnej magii, w którą osobiście nie wierzę, a za mało o takim zwyczajnym życiu Indian. I niestety jest nudniej; byłby opisy, które po prostu bez żalu pomijałam. Trochę mi się dłużyła ta książka i nie pochłaniałam jest z jakimś szczególnym zainteresowaniem. Miałam uczucie, że ciągle czytam o tym samym.

Zaczęłam dosyć negatywnie, ale oczywiście książka ma swoje plusy. Nie brakuje w niej specyficznego humoru, w moim wydaniu są bardzo fajne zdjęcia, które oglądałam po kilka razy. Dowiedziałam się też czegoś nowego i ciekawego, ale w ogólnym rozrachunku książka jest po prostu przeciętna i jak dla mnie zbyt bardzo przechwalona. Może gdybym czytała ją jako pierwszą to oceniłabym ją wyżej. Nie zniechęcam się jednak i w przyszłości na pewno sięgnę po kolejne książki pana Wojtka.


Ocena: 5/10


 Polacy nie gęsi
Wyzwanie biblioteczne 

26.11.2014

Wojciech Cejrowski - Gringo wśród dzikich plemion

Tytuł: "Gringo wśród dzikich plemion"
Autor: Wojciech Cejrowski
Ilość stron:  304
Wydawnictwo: Bernardinum














Jak mam być szczera to nigdy mnie szczególnie do literatury podróżniczej nie ciągnęło. Lubię podróże, ale preferuję raczej te bliższe, najczęściej w kraju. Dlaczego więc sięgnęłam po książkę pana Cejrowskiego?  Ostatnio na wielu blogach recenzowana była jego najnowsza powieść i czytałam tyle pozytywnych słów aż zapragnęłam ją poczytać. Jednak na początek zdecydowałam się na "Gringo wśród dzikich plemion". I wiecie co? Nie sądziłam, że aż tak bardzo przypadnie mi do gustu.

 Kim jest gringo? Gringo to w Ameryce łacińskiej określenie białego człowieka. I takim właśnie gringo jest Wojciech Cejrowski, który zabiera nas ze sobą do niezwykle intrygującego świata Indian.

 Trochę miałam wątpliwości, czy książka mi się spodoba, a programów Cejrowskiego raczej nie oglądałam (chociaż teraz pewnie się to zmieni i nadrobię zaległości), więc nie do końca wiedziałam, czego mam się spodziewać. Jednak już po przeczytaniu pierwszych stron wiedziałam, że się nie zawiodę. Na uwagę zasługuje styl autora, który jest absolutnie świetny i taki gawędziarski, że nie można się oderwać od czytania. W dodatku w książce nie brakuje dawki humoru, a niektóre sytuacje naprawdę potrafią rozbawić. Język jest cięty, nie brakuje też ironii. Pan Wojtek ma naprawdę dar opowiadania. Na uwagę zasługują także przypisy tłumacza.

Momentami czytanie tej książki lekkie nie było. No cóż, czytanie o jedzeniu ogromnych mrówek delikatnie mnie obrzydzało. Wcześniej wspomniałam, że nie brakuje tutaj humoru, ale pojawiają się także sytuacje bardzo niebezpieczne, w których nie ma niczego śmiesznego, a raczej serce w czytelniku zamiera. Czytają tę książę czułam się tak jakbym była tam z panem Cejrowskim i razem z nim to wszystko oglądała i przeżywała.

Bardzo podziwiam pana Cejrowskiego, bo ja nigdy nie odważyłabym się na tak egzotyczne i niebezpieczne podróże. Naprawdę podziwiam i szanuję za jego pasje i spełnianie marzeń.

"Różnica między ludźmi, którzy realizują swoje marzenia, a całą resztą świata nie polega na zasobności portfela. Chodzi o to, że jedni przez całe życie czytają o dalekich lądach i śnią o przygodach, a inni pewnego dnia podnoszą wzrok znad książki, wstają z fotela i ruszają na spotkanie swoich marzeń."
Chcę więcej, oj chcę. Kolejna książka już czeka na przeczytanie, a ja nie potrafię się doczekać. I chociaż nigdy Cejrowskiego nie darzyłam ogromną sympatią to przyznać muszę, że autorem jest świetnym. 


Ocena: 8/10

Polacy nie gęsi
Wyzwanie biblioteczne 

24.11.2014

Marek Wałkuski - Wałkowanie Ameryki

Tytuł: "Wałkowanie Ameryki"
Autor: Marek Wałkuski
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Editio












Ameryka zawsze mnie ciekawiła, więc chciałam dowiedzieć się o niej czegoś więcej, zobaczyć jak się tam tak naprawdę żyje. Z książka pana Marka zdecydowanie mi się to udało.

"Wałkowanie Ameryki" to książka w całości poświęcona Ameryce i Amerykanom. Znajdziemy tutaj mnóstwo danych, statystyk i ciekawostek, o większości których nigdy wcześniej nie słyszałam (np. kościoły i kina samochodowe). Ameryka to mieszanka kulturowa i wielokrotnie podczas czytania byłam zdziwiona i zaskoczona, a miejscami nawet zazdrosna, że u nas tak nie jest. Ta książka zawiera odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania, które przyszły mi do głowy w związku z Ameryką. Możemy przeczytać m.in. o religii, polityce, gospodarce, życiu codziennym, zwyczajach Amerykanów itd.

 Ta książka to taki zbiór wiedzy o Ameryce, może i trochę suchy, może miejscami nużący, ale starannie i dokładnie przygotowany. Były rozdziały, które mnie nie interesowały, ale je po prostu pomijałam. Większość natomiast czytałam z przyjemnością. Brakuje mi tu jednak osobistych wspomnień autora, jego refleksji, a szkoda, bo lektura byłaby jeszcze lepsza. Może doczekamy się i takiej książki, kto wie. Statystyk natomiast nie brakuje, bo to na nich opiera się cała książka. Ja po przeczytaniu tej pozycji inaczej patrzę na USA, poznałam je trochę z innej strony niż dotychczas mi się kojarzyło.

Jeżeli tylko jesteście zaciekawieni kulturą Ameryki to warto do tej książki sięgnąć. Jestem pewna, że dowiecie się czegoś interesującego.

Ocena: 7/10

Polacy nie gęsi

22.11.2014

Cora Carmack - Coś do stracenia


Tytuł: "Coś do stracenia"
Autor: Cora Carmack
Ilość stron: 204
Wydawnictwo: Jaguar
Tom: I












Sama się sobie dziwię, że sięgnęłam po tę książkę, bo na ogól unikam takowych lektur. Jednak przeczytam wiele pozytywnych recenzji, ciągle się na tę książkę natykałam, więc stwierdziłam, że dam jej szansę.

Bliss Edwards ma nieco ponad dwadzieścia lat i ma poważny problem; jeszcze jest dziewicą i z tego powodu źle się czuje. Chce szybko pozbyć się swojego kłopotu, więc za radą swojej przyjaciółki Kelsey, idzie do baru i postanawia zapolować na jakiegoś mężczyznę, który poradzi sobie z jej problemem. Na miejscu poznaje przystojnego Garricka, ale jest pewien problem. Okazuje się on jej wykładowcą.

Książka jest u nas w Polsce dosyć kontrowersyjna, z tego co zauważyłam w recenzjach. Ale powiem Wam, że czytałam kiedyś notkę na blogu Polki mieszkającej w USA (linka dam Wam na końcu posta) i w Stanach Zjednoczonych podobno pytanie "Are you a virgin?" jest na porządku dziennym. No a autorka tejże książki jest właśnie Amerykanką, więc warto na to spojrzeć w ten sposób. Ja jestem w stanie uwierzyć, że dziewictwo jest tam powodem do wstydu. Wiadomo, że w Polsce trochę inaczej na to się patrzy, mamy inną mentalność.

Książka jest bardzo lekka i dobra na gorszy dzień. Przyjemnie mi się ją czytało, było troszeczkę humorystycznie, ale spodziewałam się jednak czegoś lepszego. Jest to raczej przeciętna, lekka powieść, ale nic poza tym. Może nie jestem najlepszą osobą do jej oceniania, bo rzadko sięgam po romanse i nie do końca lubuję się w takiej literaturze, ale tutaj jest niestety trochę przewidywanie i wiadomo, jak to wszystko się potoczy. Pomysł był fajny, bo romans uczennicy i nauczyciela to intrygujące połączenie (chociaż coraz bardziej oklepane), ale gorzej z realizacją. Zabrakło tutaj emocji, nutki ostrości, miejscami było po prostu nijako.

Obiecany link: http://stayy-positive.blogspot.com/2014/01/a-ty-jestes-jeszcze-dziewica.html

Ocena: 5/10

Książkę przeczytałam miesiąc temu, ale mam ogromne zaległości w regularnym publikowaniu postów. Teraz jeszcze mnie czytam, bo niestety koniec pierwszego semestru, który mam w połowie grudnia, robi swoje i częściej czytam podręczniki niż przyjemne książki. Ale w grudniu będzie już lepiej pod tym względem, przynajmniej taką mam nadzieję.

19.11.2014

C.J. Daugherty - Zagrożeni

Tytuł: "Zagrożeni"
Autor: C.J. Daugherty
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Otwarte
Tom: III













"Zagrożeni" to trzeci tom, dlatego w poniższej recenzji obecne mogą być spoilery z poprzednich części!

Allie bardzo cierpi po zabójstwie swojej przyjaciółki Jo i za wszelką cenę pragnie zemsty na jej mordercy. Postanawia działać na własną rękę, więc ucieka ze szkoły. Szybko jednak zostaje złapana i z powrotem wraca do Cimmerii. Tam, wraz ze swoimi przyjaciółmi,  próbuje znaleźć szpiega Nathaniela.

Przy recenzowaniu drugiego tomu napisałam, że w kolejnym będę oczekiwała czegoś ekstra. Poprzeczkę postawiłam wysoko, pragnęłam czegoś nowego i innego niż dotychczas, oczekiwałam ciągłej akcji. W "Zagrożonych" sporo się dzieje, nie brakuje Nathaniela i jego zagrywek. Jest całkiem ciekawie, trochę się wyjaśnia, ale najważniejsze kwestie oczywiście nie zostały jeszcze zdradzone, a na odpowiedź pewnie trzeba będzie poczekać do piątego tomu. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to przeciągane na siłę, bo zaczynam się tego trochę obawiać. Początek jest trochę nudniejszy, na rozwój wydarzeń trzeba poczekać. Oczywiście najlepsza i najbardziej trzymająca w napięciu jest końcówka, w środku różnie z tym bywało.

W wątku miłosnym natomiast niewiele się zmieniło. Allie nadal nie wie, czego chce, nie potrafi rozpoznać swoich uczuć. Na szczęście nie irytowała mnie już tak bardzo jak w poprzedniej części, bo trochę jednak zmądrzała.

Kurcze, ja sama nie wiem, co sadzić o tym tomie.Chyba zaczynam tracić sympatię do tej serii. Niby jest ciekawie, ale zaczynam się coraz bardziej irytować, a moje oczekiwania nie są do końca spełnione. Szkoda, wielka szkoda, ale szczerze powiedziawszy, mimo ciekawego zakończenia, jakoś nie mam ochoty na dalszą część. Przynajmniej nie w tym momencie. Może za jakiś czas sięgnę do kolejnego tomu. Na razie sobie odpocznę od tej serii.


Ocena: 5/10

15.11.2014

English Matters nr 49 i wydanie specjalne Only Women

 Dzisiaj zaprezentuję Wam dwa najnowsze numery English Matters: numer 49 i wydanie specjalne przeznaczone specjalnie dla kobiet.

Numer 49

Numer jest bardzo fajny ze względu na zawarte w nim teksty. Na samym początku, właściwie na rozgrzewkę, mamy horoskop, który należy potraktować z przymrużeniem oka. Później, w dwóch obszernych artykułach, pojawia się Benedict Cumberbatch, wcielający się w rolę Sherlocka Holmesa w słynnym serialu. Najpierw przeczytamy o samym aktorze, a później o serialu. To będzie nie lata gratka dla fanów tego serialu. 

W dziale Language znajdzie się także coś ciekawego dla moli książkowych, ponieważ mamy okazję poznać kilkanaście słów stworzonych przez pisarzy, które weszły do współczesnego słownika.

Od pewnego czasu w English Matters pojawia się dział, który skupia się w szczególności na nauce języka, analizowane są sytuacje z życia codziennego. W aktualnym numerze mamy rozmowę przez telefon, czyli jak się przedstawić, poprosić kogoś do telefonu itd. Bardzo lubię ten dział.

Ale to oczywiście nie wszystko, bo pojawiają się jeszcze inne teksty. Mamy możliwość przeczytania o vlogach i vlogowaniu, a przy okazji poznać ciekawe kanały na Youtube dotyczące nauki angielskiego, obecny jest także wywiad z Markiem Wałkuskim, autorem książki o Ameryce pt. "Wałkowanie Ameryki" (tak swoją drogą to chętnie bym ją przeczytała).

 Co jeszcze w tym numerze? Poruszony został temat emerytur w UK, który jest niestety nudny i trudny pod względem słownictwa, niewiele z niego zrozumiałam, niestety. Natomiast w dziale Technology kilka słów na temat niezwykłego pojazdu, a dla wielbicieli podróży - krótka, ale niezwykle urokliwa wycieczka po Pekinie.

A na sam koniec mała motywacja, a raczej przypomnienie, że zimą również powinno się o formę dbać, by lato przywitać pięknie wyrzeźbionym ciałem. Przeczytamy trochę o siłowni oraz słynnych instruktorkach fitnessu, z którymi i ja przez pewien czas ćwiczyłam przed ekranem komputera.

Do magazynu jest także dodatek z zimowymi idiomami, który pobrać można ze strony internetowej producenta.


Wydanie specjalne - Only women

Specjalnie dla kobiet, English Matters stworzyło obecne wydanie specjalne. Także panowie raczej się w nim nie odnajdą i zadowolić się będą musieli wydaniem normalnym albo własnym wydaniem specjalnym, który również dostępny jest już w sprzedaży.

Fakt, że wydanie przeznaczone jest tylko dla kobiet nie oznacza, że znajdziemy tutaj ploteczeki z życia gwiazd, czy porady odnośnie ubioru w tym sezonie, co to, to nie. Numer jest super zrobiony, a artykuły trafione.

Każda kobieta lubi o siebie dbać, więc często sumy wydawane na kosmetyki mogą przerażać. A gdyby tak zajrzeć do lodówki i zrobić samemu coś naturalnego? English Matters ma dla nas kilka przepisów. Mamy także trochę słów o botoksie oraz o sprzedaży osobistej, czyli o firmach takich jak Avon czy Oriflame. Tutaj jednak się rozczarowałam, bo niezbyt mnie ten tekst zaciekawił.

Przyjemnie czytało mi się także o idealnych kobietach według mężczyzn różnych narodowości. Przeważają opinie Polaków, ale znajdą się panowie także z innych krajów. Później artykuł o tym, jak rozpoznać, czy osoba, która nas interesuje jest homoseksualna. Pojawia się także analiza piosenki. Tym razem pod uwagę wzięto utwór: "Kiss from a Rose" Seala.


 O czym jeszcze przeczytamy? O słynnych celebrytach: Channingu Tatumie oraz Mirandzie Kerr, przeniesiemy się do romantycznego Nottinghamu, poznamy informacje na temat piżamy, odkryjemy ciekawe strony internetowe dla kobiet oraz dowiemy się, w jaki sposób otrzymać podwyżkę i dlaczego panie mają z tym większe problemy niż mężczyźni.


Oba numery oceniam pozytywnie, fajnie się czytało. Wiadomo, że jedne artykuły przypadły mi do gustu bardziej, drugie mniej, ale całość jest naprawdę na wysokim poziomie i pomaga w nauce języka angielskiego.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

13.11.2014

C.J. Daugherty - Dziedzictwo

Tytuł: "Dziedzictwo"
Autor: C.J Daugherty
Ilość stron: 440
Wydawnictwo: Otwarte
Tom: II













Wstyd się przyznawać, ale dopiero teraz miałam okazję zapoznać się z drugim tomem "Wybranych". Żałuję, że nie zrobiłam tego szybciej, bo jednak nie pamiętałam już wszystkich szczegółów z fabuły i oddaliłam się od bohaterów. Natomiast bardzo dokładnie pamiętam, jak czytałam pierwszą część, bo nie mogłam się od niej oderwać. A jak z drugim tomem?

  "Dziedzictwo" to drugi tom serii "Wybranych", dlatego recenzja może zawierać spoilery z poprzedniej części!

Kończy się przerwa wakacyjna, więc uczniowie wracają do prestiżowej szkoły z internatem - Akademii Cimmerii. Ze względu na tragiczne wydarzenia, jakie się w niej rozegrały, powrót nie należy do najłatwiejszych. Szkoła wymaga jeszcze remontu, a w nim pomagają uczniowie. Allie nie jest bezpieczna, więc dołącza do Nocnej Szkoły, która ma jej nauczyć samoobrony i radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

Ze względu na długą przerwę pomiędzy czytaniem obu części nie będę ich zbytnio do siebie porównywała. Drugi tom bardzo mi się podobał i również niezwykle mnie wciągnął. Natomiast wydaje mi się, że w pierwszej części trochę więcej się działo, a akcja pędziła. Tutaj jest spokojniej, zwłaszcza na początku, a dopiero później wszystko powoli nabiera rozpędu. Jednak nie można mówić o nudzie, co to, to nie. Kontynuacja trzyma poziom, pojawia się coś nowego, ale sądzę, że mogłoby być lepiej po tym względem. Szkoda, że niewiele się wyjaśnia w tej całej historii. Teraz jeszcze wybaczam, ale w trzecim tomie będę bardziej wymagająca i już teraz zapowiadam, że oczekuję czegoś niezwykłego i przede wszystkim przełomowego.

O ile w poprzedniej części polubiłam Cartera, a Sylvain mnie irytował to tutaj jest odwrotnie. Oczywiście jest obecny wątek miłosny, a właściwie trójkąt, ale która młodzieżówka tego nie zawiera? W każdym razie niezdecydowanie Alli zaczynało mnie dosyć mocno denerwować. Może przydałaby jej się moneta, którą mogłaby rzucać przy niezdecydowaniu? Carter natomiast wkurzał mnie swoją chorobliwą zazdrością, więc moja sympatia do niego zaczynała się gdzieś ulatniać. Ponadto w  książce pojawiają się także nowi bohaterowie, a my mocno skupiamy się na młodziutkiej, ale niezwykle silnej i inteligentnej Zoe, która na początku nie wzbudziła mojej sympatii, ale później bardzo ją polubiłam.

Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji poznać części pierwszej to bardzo zachęcam, bo jest to super seria młodzieżowa, ale i starsi mogą się przy niej dobrze bawić i przyjemnie spędzić czas.

Ocena: 7/10

11.11.2014

Patrycja Flejszer - Maska pozornego szczęścia

Tytuł: "Maska pozornego szczęścia"
Autor: Patrycja Flejszer
Ilość stron: 205
Wydawnictwo: Miasto Książek
Ebook













Poprzednią książkę, czyli debiut pani Patrycji, oceniłam wysoko, więc z przyjemnością zabrałam się za jej najnowszą powieść pt. "Maska pozornego szczęścia".

Daniel Cook nie ma łatwego życia; jego matka nie żyje, a ojciec jest pijakiem, który znęca się na nim fizycznie i psychicznie. Chłopak wagaruje, szuka szczęścia w imprezach i używkach. Ale potrafi też przybierać maski i kryć swoją trudną sytuację. Jest jeszcze Harley - dziewczyna z bogatej rodziny, której życie na pozór wydaje się idealne, ale jak jest w rzeczywistości? 

Z przykrością muszę stwierdzić, że nie czytało mi się łatwo tej książki, w pewnym momencie miałam ochotę ją zamknąć i już do niej nie wracać. Debiut był zdecydowanie lepszy, a tutaj po prostu coś nie wyszło.

Po pierwsze denerwował mnie styl autorki, a konkretnie wymyślanie, pewnie na siłę, synonimów. Zamiast używać imion bohaterów, autorka zastępowała je takimi słowami jak: blondynka, brunetka, jasnowłosa, niebieskooka itp. (Tutaj jeden z wielu przykładów: "Widząc, że jasnowłosa chce coś powiedzieć, natychmiast oznajmił")  I nie byłoby to nic złego, ale tutaj to po prostu jest aż nienaturalne i za każdym razem strasznie mnie to irytowało. W ogóle miałam wrażenie, że to wszystko jest tak strasznie topornie napisane i czytanie mnie po prostu męczyło. Przyczepie się także do błędów, bo niestety obecne są literówki i ciągle brakowało "ę" w słowie "chcę" dla pierwszej osoby liczby pojedynczej (np. "Nie chce cie").

Styl stylem, mogłaby wybaczyć, ale książka mi do gustu nie przypadła jeszcze z innego powodu. Według mnie brakuje w niej konkretnej akcji. Niby się tu coś dzieje, ale jednak wieje nudą. Owszem, poruszone są tutaj trudne i ważne dla nastolatków problemy i to się chwali, ale jest to zrobione w nieprzystępny sposób. Może to wynika z tego, że książka jest taka krótka, niektóre wątki wymagają rozwinięcia, a tutaj jest wszystko tak szybko, przeskakujemy z punktu do punktu i koniec. Tak naprawdę to ciężko mi było napisać krótki opis fabuły.

Kurcze, aż przykro mi wystawiać taką negatywną recenzję, biorąc po uwagę udany debiut autorki, ale trudno. Ja mimo wszystko przy następnej książce dam jej szansę, bo potencjał jest, ale jeszcze trzeba trochę popracować.


Ocena: 3/10

Za egzemplarz dziękuję autorce - Pani Patrycji Flejszer.

Wyzwania: 

09.11.2014

Jørn Lier Horst - Jaskiniowiec

Tytuł: "Jaskiniowiec"
Autor: Jørn Lier Horst
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Smak Słowa














Chyba nie ma osoby, która jeszcze o tej książce nie słyszała, bo ostatnio było o niej bardzo głośno, a jej recenzje zalewały blogosferę. Po tak wielu pozytywnych słowach po prostu musiałam po nią sięgnąć. Chociaż trochę tak dziwnie zaczynać czytanie od 9 tomu, bo na dzień dzisiejszy tylko taki został u nas w Polsce wydany. Horst porównywany jest do Nesbo. Ja pod tym kątem go nie ocenię, bo żadnej powieści pana Nesbo jeszcze nie miałam okazji czytać (tak, tak, wiem, że to wstyd).

Pewnego dnia, właściwie przypadkowo, zostają znalezione zwłoki starszego mężczyzny, który przez cztery miesiące po śmierci leżał w swoim fotelu w domu. Policja uznaje, że umarł z przyczyn naturalnych i ignoruje sprawę, ale córka policjanta, Williama Wistinga, pracująca jako dziennikarka, zainteresowała się tą sprawą i postanowiła napisać artykuł na temat samotności i poświęcić w nim uwagę zmarłemu.

Gdy Line pracuje nad artykułem, William Wisting ma sporo pracy, bowiem na plantacji jodły, zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Tym razem jednak istnieje podejrzenie, że śmierć nie była nieszczęśliwym wypadkiem. Rozpoczyna się śledztwo i próba zidentyfikowania mężczyzny.

Akcja w książce toczy się spokojnie, ale z czasem nabiera tempa. Nie oznacza to jednak, że jest nudno. W ogóle mam wrażenie, że autorowi wcale na akcji najbardziej nie zależało, bo skupia się on raczej nad aspektami psychologicznymi, opisuje problem samotności i jego poważne skutki. Jednak ja czytałam o tym z przyjemnością i chociaż napięcie pojawia się praktycznie tylko na końcowych stronach to kompletnie mi to nie przeszkadzało i nie odczuwałam braku tego. Także jeżeli ktoś oczekuje ciągłych zwrotów akcji, nieopuszczającego napięcia i grozy to będzie zawiedziony, bo to nie o to w tej powieści chodzi.

Książka daje do myślenia. Jak bardzo trzeba być samotnym, żeby o czyjeś śmierci albo zniknięciu nikt się nie dowiedział? Powiem Wam, że dla mnie taka wizja śmierci jest po prostu przerażająca, bo chyba każdy chce zostawić po sobie jakiś ślad, zostać w czyiś wspomnieniach na zawsze i mieć świadomość, że ktoś będzie za nami tęsknił. A my mamy tutaj człowieka, którym kompletnie nikt się nie interesował, był strasznie samotny i opuszczony. Przerażające.

Wadą tej książki są niezbyt dopracowani główni bohaterowie, bo niewiele się można o nich dowiedzieć. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że to jest dziewiąty tom z tej serii, więc może w poprzednich byli lepiej opisani. Ale niestety w Polsce na dzień dzisiejszy mamy tylko "Jaskiniowca", a na wcześniejsze tomy trzeba jeszcze poczekać. W sumie to dziwne, żeby w taki sposób wydawać książki i trochę bezsensowny, ale cóż poradzić. Na szczęście nie ma żadnych spojlerów z poprzednich części.


Ocena: 8/10


Pora przestać się wstydzić, że nie znam twórczości Nesbo, więc proszę Was o polecenie jakieś jego dobrej książki. 

06.11.2014

Stefan Darda - Czarny Wygon. Słoneczna dolina

Tytuł: "Czarny Wygon. Słoneczna dolina"
Autor: Stefan Darda
Ilość stron: 269
Wydawnictwo:Videograf II
Tom: I













Witold Uchmann jest dziennikarzem po pięćdziesiątce, a jego życie, zarówno zawodowe i prywatne, nie należy do najłatwiejszych. Pewnego dnia dostaje maila od tajemniczego mężczyzny, który chce podzielić się z nim swoją historią. Witold postanawia ją poznać i wyjeżdża do malowniczego Roztocza. Na miejscu dostaje od niego plik kartek, na których zapisana jest straszna i niewiarygodna historia.

 Książka zaklasyfikowana została jako horror, więc spodziewałam się mocnych wrażeń. Niestety trochę się przeliczyłam, bo nieszczególnie poczułam się przestraszona. Chociaż był moment, w którym lekki strach poczułam. Ale jak chcę horror, to chcę prawdziwą, mocną książkę, po której będę się bała wyjść z pokoju i spać. Tu tego po prostu nie było.

W sumie to nie wiem, co mogłabym o tej książce napisać, bo z jednej strony historia jest intrygująca, miejscami czuć specyficzny klimat i atmosferę, ale brakowało napięcia i zaczynałam skupiać swoją uwagę nie tylko na czytaniu. Czuję się nie do końca usatysfakcjonowana po lekturze tej książki, może zbyt bardzo się nakręciłam, że ta powieść będzie fantastyczna, a teraz jestem zawiedziona. Nie twierdzę, że książka jest fatalna i beznadziejna, ale do świetności i cudowności sporo jej jeszcze brakuje. Jest po prostu mocno przeciętna i mnie po prostu nie ujęła.

Sama jeszcze nie wiem, czy sięgnę po drugi tom. Jeżeli tak, to tylko i wyłączenie z ciekawości. Natomiast nie zrażam się do autora, bo podobno ma na swoim koncie świetną książkę pt. "Dom na wyrębach".


Ocena: 5/10

Wyzwania:
Polacy nie gęsi

02.11.2014

Bogowie reż. Łukasz Palkowski

Tytuł: "Bogowie"
Reżyseria:  Łukasz Palkowski
Scenariusz: Krzysztof Rak
Produkcja: Polska
Gatunek: Biograficzny, dramat
Premiera: 10 października 2014 (Polska) 18 września 2014 (świat)
Czas trwania: 1 godz. 52 min.











Ostatnio bardzo głośno się o tm filmie zrobiło, ciągle czytałam pozytywne recenzje, więc szybko poszłam do kina, żebym sama się mogła przekonać o jego fenomenie.

"Bogowie" to opowieść o docencie Zbigniewie Relidze (Tomasz Kot), znanym polskim kardiochirurgu. Chce on wdrożyć program przeszczepów serca, ale nie jest to takie proste, bo natrafia na opór innych lekarzy. Gdy dostaje propozycję własnej kliniki w Zabrzu postanawia wykorzystać okazję i walczyć o ludzkie życia.

Zanim poszłam do kina nie byłam przekonana do pana Kota w tej roli. Jakoś tak go nie widziałam w tym filmie. Na szczęście nie było się czego obawiać, bo naprawdę rewelacyjnie wcielił się w swoją rolę i oglądało się go z przyjemnością. Filmowy Religa robi wrażenie. Mnie podobał się jego specyficzny humor i wytrwałe dążenie do celu, mimo wcześniejszych niepowodzeń. Pan Kot naprawdę idealnie do tej roli pasuje. Wszystko było idealnie dopracowane; mimika, temperament i postawa - naprawdę świetne. I to jeszcze zagrane w taki swobodny i lekki sposób, bez fałszu. Mamy okazję nie tylko spojrzeć na Religę od strony zawodowej, ale też prywatnej; często brakuje mu cierpliwości, jest porywczy, a nazwany został wariatem ze skalpelem.  Po prostu warto zobaczyć ten film, by wiedzieć, o czym piszę. Ciężko mi to wyrazić słowami. Według mnie gra aktorska to zdecydowany i najmocniejszy atut "Bogów".

Bardzo podobało mi się to, że film jest nakręcony w humorystyczny sposób. To naprawdę świetne uczucie, gdy wszyscy w sali kinowej śmieją się razem z Tobą z tego samego. Oczywiście to w głównej mierze zasługa głównego bohatera. Co prawda nie było łez wzruszenia, ale niewiele brakowało, by się pojawiły, zwłaszcza w samej końcówce.

Charakteryzacja również zasługuje na uznanie. Ja co prawda nie znam z autopsji tamtych czasów, bo urodziłam się dużo później, ale widziałam sporo zdjęć, więc mniej więcej orientowałam się chociażby w ubraniach. I tutaj to wszystko było świetnie odwzorowane,czuło się ten specyficzny surowy klimat. Za to duży plus. W ogóle jak tak patrzyłam na ciągle palącego Kota to po prostu miałam wrażenie, że wszędzie czuję zapach papierosów. Film godny Oskara.

"Bogowie" to naprawdę świetny, polski (!) film, który polecam obejrzeć. W dodatku niesie on przesłanie, bo zmusza widza do zastanowienia się nad swoją śmiercią, a konkretnie tym, co stanie się z naszymi narządami; czy zabierzemy je ze sobą do grobu, a może uratują czyjeś życie? Jest to bardzo ważna sprawa wymagająca przemyślenia.


Ocena: 10/10
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka