31.12.2015

Szczęśliwego Nowego Roku!

Dzisiaj post bardzo szybki, bo przygotowuję się do zabawy sylwestrowej. Na większe i mniejsze podsumowania przyjdzie jeszcze czas.

źódło

Kochani, w 2016 roku życzę Wam samych sukcesów, dużo, dużo zdrowia, szczęścia, uśmiechu na twarzy, optymizmu i spełnienia najskrytszych marzeń. Oraz by wszelkie postanowienia i plany nie były tylko pustymi słowami, a Wam nigdy nie zabrakło motywacji do ich realizacji. Życzę też samych świetnych książek i sukcesów blogowych. A wszystkim, którzy dzisiaj świętują, udanego Sylwestra.

Do zobaczenia w 2016!


29.12.2015

Językowo: Aplikacja iFiszki+ Angielski

Nowy rok już za kilka dni, a wraz z nim pora na nowe postanowienia noworoczne. Być może jednym z nich będzie dla was nauka języka. Ja dwa lata temu właśnie takie postanowienie sobie wybrałam i udało mi się wytrwać, a nauka angielskiego z czasem mnie wciągnęła. W sumie ciężko się dziwić, bo gdy do wyboru mamy aż tyle świetnych pomocy naukowych, to zdobywanie wiedzy jest tylko przyjemnością.

Od nauki słówek uciec się nie da. Ale jak robić to skutecznie i z najlepszymi rezultatami? Według mnie najlepszym sposobem są albo tradycyjne fiszki, albo programy, aplikacje, działające na tej samej lub podobnej zasadzie.

źródło

iFiszki+ Angielski to aplikacja przeznaczona do nauki słówek. Są to fiszki, ale w wersji elektronicznej, dostępne na smartfony. Aplikację można pobrać za darmo i na start mamy odblokowane trzy kursy:
- pakiet startowy (B1-B2)
- czasowniki nieregularne (A1-C1)
- w podróży (A1-a2)

Później, za około 10-15 zł kupić możemy inne kursy. Od razu mamy też zaznaczone poziomy językowe, więc dla każdego coś się znajdzie.


Elementy aplikacji:
Nauka - tutaj znajdziemy słówka podzielone na różne kategorie. Podczas nauki danego słówka od razu możemy usłyszeć jego wymowę, jest ono też użyte w przykładowym zdaniu/pytaniu, które również możemy odsłuchać. Mamy też dwie opcje do wyboru: znam i nie znam. Słówka, których nie znamy przechodzą do powtórek i rozpoczyna się proces nauki.

Powtórka - w zależności od naszych ustawień powtórki będą pojawiać się w różnym czasie. Wykrzyknik i liczba w nawiasie informuje nas, że pora na odświeżenie poznanych słówek.


Postępy nauki - tutaj możemy zobaczyć, ile się już nauczyliśmy i w jakich kartonikach znajdują się poznane przez nas słówka.

Menadżer słówek - wszystkie słówka z danego kursu. Tutaj też możemy dodawać własne słownictwo.


Test - tutaj możemy sprawdzić znajomość słówek z całego działu


Audio kurs - tutaj możemy odsłuchać słówka, skupić się na wymowie


 Ustawienia - gdzie można dostosować aplikację do swoich potrzeb i wybrać np. czy chcemy uczyć się z angielskiego na polski, czy odwrotnie, ile maksymalnie słówek chcemy do powtórki itd.


Plusy:
- w przeciwieństwie do papierowych fiszek nie musimy pamiętać, kiedy należy robić powtórki, bo jesteśmy o tym powiadamiani, więc i motywacja do nauki, przynajmniej u mnie, jest większa
- możliwość nauki wszędzie. Na ogół telefon mamy zawsze przy sobie, więc w każdej wolnej chwili możemy się pouczyć, czy też powtórzyć poznane słówka
- wymowa każdego słówka oraz wymowa przykładowych zdań - dla mnie jest to największa zaleta tej aplikacji i duża przewaga nad tradycyjnymi, papierowymi fiszkami
- dostęp do internetu podczas nauki nie jest wymagany
- możliwość wprowadzenia własnych słówek
- możliwość wypróbowania aplikacji za darmo
- aplikacja jest łaskawa dla baterii telefonu
- aplikacja dostępna do nauki różnych języków (m.in hiszpański, niemiecki, włoski)

Minusy:
- czasami aplikacja się zacina i trzeba ją na wyłączyć i na nowo włączyć (ale nie zdarza się to często, więc wybaczam)

Aplikację polecam dla każdego, bo znajdziemy w niej kursy dla osób na różnym poziomie. Ja jestem bardzo zadowolona z wyboru słownictwa, bo chociaż jestem na poziomie średnio zaawansowanym to na dzień dzisiejszy większości z tych słówek jeszcze nie znam, więc przede mną sporo nauki (średnio w jednym kusie znajduje się 500-1000 słówek).

Aplikacje pobrać możecie:
TUTAJ - telefony z androidem
TUTAJ - iPhony
A informacje od producenta znajdziecie TUTAJ 

Za możliwość nauki dziękuję wydawnictwu Edgard.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

28.12.2015

Po prostu ubierz się i wyprowadź siebie na spacer



Ociężała po świątecznym łasuchowaniu zastanawiam się; iść czy nie iść? Walczę sama ze sobą, ze swoim niechemisiem, zrezygnowaniem i obojętnością. Jest południe, a ja wyleguję się w łóżku. Ciągłe siedzenie w domu staje się flustrujące. W końcu wstaję, szybko się przebieram i nie myśląc zbyt wiele pędem chwytam za mp3 i wychodzę.

Grudzień, a pogoda marcowa. Chłodny wiatr przyjemnie uderza mnie w twarz, a muzyka wydobywająca się przez słuchawki wprawia mnie w dobry nastój. Myslovitz, lepiej trafić nie mogłam.

Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz.
Wszystko trwa, sam dobrze wiesz,
Że upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem...
Uśmiecham się. Tak bez powodu. Żyję i cieszę się w tego dnia. Ogarnia mnie radość. Uświadamiam sobie, jak dawno temu, tak po prostu bez celu, wyszłam z domu na samotny spacer. Już zdążyłam zapomnieć, jak taka banalna rzecz może być przyjemna. Po raz pierwszy od dłuższego czasu idę, nie spieszę się, nie zerkam nerwowo na zegarek, nie martwię się, czy będę na czas. Nie muszę. Idę bez celu, pogrążam się w myślach. Minuty mijają, kilometry rosną, zaczyna robić się ciemno. Wracam do domu i rozpiera mnie energia. Chcę to szybko powtórzyć. Czuję się oczyszczona i odprężona. Odpoczęłam, przemyślałam niektóre sprawy. Czuję, że żyję.

Samotny spacer to takie katharsis. Teraz już wiem, co Beata Pawlikowska miała na myśli pisząc
Po prostu ubierz się i wyprowadź siebie na spacer
Samotny spacer? Spróbujcie!

27.12.2015

John Grisham - Darujmy sobie te święta

Tytuł: "Darujmy sobie te święta"
(inne tytuły: "Ominąć święta", "Uciec przed świętami")
Autor: John Grisham
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Albatros










Święta potrafią być wykańczające. A zwłaszcza przygotowania do nich. W świątecznej gorączce latamy od sklepu do sklepu, kupujemy produkty spożywcze i prezenty. A portfel robi się niebezpiecznie chudy. A gdyby tak ominąć święta? Tak po prostu zastrajkować i ku zdziwieniu wszystkich sobie odpuścić tę całą gonitwę, a zamiast tego pojechać na Karaiby i jeszcze zaoszczędzić przy tym pieniądze? Czemu nie!

Luther i Nora Krankowie po wyjeździe ich jedynej córki do Afryki postanawiają zrobić sobie wolne od świąt i zamiast tego spędzić ten czas na Karaibach i to tylko za trzy tysiące. A dodać trzeba, że ich poprzednie święta uszczupliły ich portfele aż o sześć tysięcy. Żyć nie umierać, ale okazuje się, że sąsiedzi mają swoje do powiedzenia i nie potrafią pogodzić się z ich decyzją.

Książka jest naprawdę świetna, bo pokazuje, jak bardzo co niektórzy potrafią na punkcie świąt oszaleć. Ludzie prześcigają się w świątecznych dekoracjach, kupują bez opamiętania różne pierdółki, a prezenty stają się coraz bardziej wyszukane. I gdzieś w tym całym szale zapomina się o tym, co tak naprawdę jest ważne. Jednak tradycja to tradycja, prawda?

Gdy Luther i Nora podjęli decyzję o wyjeździe na Karaiby musieli zmierzyć się ze swoimi sąsiadami, którzy nie mogli przeboleć tego, że ktoś może nie ubrać choinki, nie przystroić swojego domu i, o zgrozo, nie ustawić na dachu Śniegurka. Zbrodnia niewybaczalna! Aż strach wychodzić z domu i pokazywać się sąsiadom na oczy - grozi to morderczymi spojrzeniami, a nawet i pogróżkami.

Przeczytałam tę książkę w drugi dzień świąt, ale wspaniale wpasowała się jeszcze w ten świąteczny nastrój. Jest to lektura naprawdę lekka i zabawna, do przeczytania w jedno popołudnie. Mnie rozbawiła i cieszę się, że jednak udało mi się ją przeczytać w tym całym świątecznym szaleństwie. Może teraz jest już troszeczkę za późno na jej lekturę i lepiej zrobić do przed Wigilią, ale jeżeli macie okazję to polecam. Chociaż jest to mało realna historia, to naprawdę odprężająca.




Na podstawie tej książki powstał także film - "Święta Last Minute". Ja wczoraj po przeczytaniu książki od razu go sobie obejrzałam i również mi się spodobał. Jest to bardzo fajna, śmieszna komedia, idealna do obejrzenia z rodzinką. A moja ulubiona scena to ta z solarium.

26.12.2015

Xmas Book Tag


Dzisiaj drugi dzień świąt, więc to już taki ostatni dzwonek na świąteczne blogowe zabawy. Do Xmas Book Tag zostałam zaproszona przez dziewczyny z Koła Anonimowych Książkoholiczek, za co serdecznie dziękuję.


Adwent, czyli książka na której premierę wyczekiwałaś:

Wyczekiwałam na premierę "Winter" Marissy Meyer, bo Saga Księżycowa mnie oczarowała. W Polsce jednak jej wydawanie skończyło się na drugim tomie, więc będę musiała zmierzyć się z tym tytułem po angielsku albo ucałować osoby, które podjęły się nieoficjalnego tłumaczenia. Także książki jeszcze nie przeczytałam, ale mocno wyczekiwałam.

Ups! Nie ma białych świąt, czyli książka po której spodziewałaś się wiele, a się zawiodłaś:

Oj, wiele takich książek jest. Pozostając jednak w bardziej świątecznej i zimowej atmosferze wybieram "W śnieżną noc". Po tych wszystkich pozytywnych recenzjach oczekiwałam wiele i niestety bardzo się też zawiodłam. A Green rozczarował mnie najbardziej. 



Barszcz, czyli książka, którą możesz czytać cały czas:

"Mały Książę", bo jest to książka uniwersalna, niosąca wiele wartości. Lubię do niej co jakiś czas wracać i raz jeszcze odbyć podróż z Małym Księciem.

Karp, czyli książka, która staje się popularna w jakimś okresie:

Wydaje mi się, że można tutaj zaliczyć popularne ostatnio świąteczne opowiadania. Ja sama w tym roku poszukiwałam książek związanych właśnie z Bożym Narodzeniem, żeby lepiej poczuć ten klimat. 


Łańcuch na choinkę, czyli twoja ulubiona seria:

O Harrym Potterze oczywiście. Czy tutaj trzeba jakiegoś komentarza? Możecie mnie jedynie zlinczować, że tak późno po niego sięgnęłam. 

Światełka choinkowe, czyli książka, która ma wiele wątków:

"Bestia" Piotra Rozmusa.

Choinka, czyli książka, która jest pięknie wydana:

Książek z pięknymi okładkami jest sporo, ale ostatnio zachwyciło mnie wydanie "Stigmaty", bo i okładka przyciąga wzrok, i w środku jest bardzo klimatyczna, a to głównie za sprawą dołączonych zdjęć i ozdobnych stron.

Prezent, czyli książka, którą chciałabyś komuś dać:

"Harry Potter" dla osoby, która nie miała okazji jeszcze go poznać albo Saga Księżycowa Marissy Meyer, bo jest absolutnie genialna i oryginalna. Szkoda tylko, że nie wydano w Polsce dwóch ostatnich tomów:( 


Kolędy, czyli klasyk, który przeczytałaś i jesteś z tego dumna:

Klasyków czytam mało, ale pochwalić się mogę znajomością "Dumy i uprzedzenia".


Kevin, czyli książka, która kojarzy ci się ze świętami:

Najbardziej chyba "Opowieść wigilijna", bo jak słyszę "święta" to jest to pierwszy tytuł, który wymieniam.


To już koniec pytań. Do zabawy zapraszam wszystkich chętnych, czujcie się zaproszeni:)

Kochani, przed nowym rokiem jeszcze jakieś nowe wpisy na pewno się pojawią. W planach mam recenzję aplikacji do nauki angielskiego, a może i jeszcze dam radę o jakieś książce napisać. 

25.12.2015

Świąteczny Berek Książkowy


Święta to idealny moment na jakieś świąteczne zabawy. Dzisiaj zapraszam na książkowego berka, a jutro pojawi się kolejny tag. Do zabawy nominowana zostałam przez Natalię z bloga The Bookish City, za co serdecznie dziękuję.

Zaczynajmy:)



1. Kapcie, kominek, kakao - lektura na zimowe wieczory.
Większość pewnie wymienia tutaj książki, które otulą ciepłem. Ja natomiast polecę książkę, która zdecydowanie pozwoli na poczucie mroźnego, zimowego klimatu Alaski, a jest to "Dziecko śniegu" Eowyn Ivey, o której pisałam niedawno. Nie mamy prawdziwej zimy, wiec trzeba sobie jakoś radzić i przynajmniej na chwilę przenieść się do tej pory roku.




2. Śnieg - bohater, na myśl o którym robi ci się zimno.
Komendantka z książki "Ember in the Ashes. Imperium ognia". Ta kobieta jest tak okropna i zimna, że jej chłód przenikał przez kartki papieru. Babsko okrutne, bezlitosne, pozbawione serca. 



3. 12 dań - potrawa z książki, która powinna się znaleźć na Twoim świątecznym stole.
Kurcze, nie kojarzę książkowych potraw, ale świąt nie wyobrażam sobie bez karpia i makówek, robionych przez moją babcię. Pycha!


4. Renifer - bohater, który jest wspaniałym towarzyszem.
Mark Watney - bohater "Marsjanina". Z nim mogłabym wylądować nawet na Marsie i chętnie bym mu tam potowarzyszyła. Marka pokochałam za jego wspaniałe poczucie humoru i cięte riposty i to on sprawiał, ze lektura "Marsjanina" była taka wyjątkowa.

5. Kolędy - bohater, z którym chciałabyś pośpiewać świąteczne piosenki.
Śpiewam przeokropnie, więc wybieram kogoś utalentowanego, a jest nim Bradin Rothfeld z "Ostatniej spowiedzi". Kolędy w rockowym stylu? Czemu nie!

Polecam tę playlistę:
https://play.spotify.com/user/spotify_france/playlist/0EShuiwlPjlvSbjwICCv9x


6. Pod choinkę - książka lub seria, którą chciałabyś dostać w prezencie.
Marzy mi się cała seria Harry'ego Pottera po angielsku. Chociaż i polskie wydania chętnie bym na swoim regale zobaczyła.

7. Wigilia - książka, która przepełnia Cię rodzinną atmosferą.
"Motyl" Lisy Genovy, bo to historia nie tylko o nieuleczalnej chorobie, ale także o rodzinie i jej trudnościach w obliczu choroby osoby najbliższej. To książka piękna, niezwykle wzruszająca i dająca do myślenia.

8. Boże Narodzenie - anegdotka związana z Tobą, świętami i książkami.
Niestety żadnej historii tutaj opowiedzieć nie mogę.


9. Sylwester - miejsce, świat książkowy, w którym chciałabyś świętować ten dzień/noc.
Hogwart, zdecydowanie! Jak wystrzałowa zabawa pełna magii to tylko tam i oczywiście ze wspaniałymi bohaterami. Ciągle jeszcze liczę, że mój list z Hogwartu dotrze przed Sylwestrem (innej opcji nie widzę):D

10. Nowy Rok - książka, która ładuje twoje baterie nadzieją.
Książek, które dają nadzieję i pozytywnie nastrajają, jest mnóstwo. Ja wybieram "Bóg nigdy nie mruga", bo te krótkie felietony są niezwykle motywujące, a sama książka napełnia nadzieją, otwiera oczy na niektóre sprawy.

Do zabawy nominuję wszystkich, którzy mają ochotę odpowiedzieć na ten tag. Chętnie poznam Wasze odpowiedzi:) 

23.12.2015

Wesołych Świąt!



Nadszedł ten magiczny czas, więc życzę Wam wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt, spędzonych w gronie rodzinnym oraz w fantastycznej atmosferze, wielu książkowych prezentów pod choinką, smacznych dań i spełnienia marzeń!

21.12.2015

Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle - W śnieżną noc

Tytuł: "W śnieżną noc"
Autorzy: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las










"W śnieżną noc" to książka, którą chciałam przeczytać już rok temu, ale wtedy mi się to nie udało. Postanowiłam jednak, że przed tegorocznymi świętami na pewno ją zdobędę i sama się przekonam, czy to faktycznie taka świetna lektura, która wprowadzi mnie w odpowiedni nastrój.

Całą historię rozpoczyna opowiadanie pt. "Podróż wigilijna" Maureen Johnson i bardzo dobrze, że tak się stało, bo według mnie tylko ono zasługuje tutaj na większą uwagę, ale szału też niestety nie ma.
Jubilatka (tak, to jest imię) miała spędzić Boże Narodzenie ze swoim chłopakiem. Jednak bójka spowodowana wielką pasją jej rodziców i ich pobyt w więzieniu sprawia, że dziewczyna musi pojechać sama na Florydę do dziadków. Śnieżyca ma jednak swoje do powiedzenia i mocno wda się wszystkim we znaki.
Wciągnęłam się, jednak opowiedziana historia niczym szczególnym się nie wyróżnia, nie niesie też większych wartości. Ot, takie krótkie, przewidywalne czytadełko, które miło się czytało, ale na długo w pamięci nie zostanie. Chociaż może dziwne imię głównej bohaterki na dłużej w mojej głowie zagości. Jubilatka przypadła mi do gustu, podobało mi się jej poczucie humoru i sposób narracji. Według mnie jest to najlepsza część książki. Dalej niestety już tak pięknie nie jest.

Kolejna część należy do Johna Green'a, który po raz kolejny mnie zawiódł. Ciągle pamiętam jego cudowne "Gwiazd naszych wina", ale już kolejne jego książki mnie nie zachwycały. Jednak i tym razem miałam wobec niego wysokie oczekiwania, liczyłam na noś ekstra. Nie ukrywam też, że to właśnie jego nazwisko mnie do tego tytułu przyciągnęło. A tymczasem jego historia ("Bożonarodzeniowy cud pomponowy") okazała się najsłabsza.
Jest to opowiadanie o Tobinie i dwójce jego przyjaciół. Pędzą oni przez zaspę wraz z Twisterem do Waffle Haus, gdzie znajduje się grupa cheerleaderek.

Gdy czytałam tę historię to nie wiedziałam, co myśleć. Czułam głównie irytację, cała ta historia o nastolatkach pędzących na złamanie karku przez zaspy tylko po to, by zobaczyć grupę cheerleaderek, była według mnie bez sensu. Bohaterowie mnie denerwowali, byli dziecinni, a ich poczucie humoru do mnie nie przemówiło. No cóż, może się starzeję.  Końcówka trochę uratowała sprawę, ale po Greenie spodziewałam się czegoś innego. Ogólnie czułam się zażenowania podczas czytania. Johnie, naprawdę? Dla mnie porażka...

Finałem jest opowiadanie pt. "Święta patronka świnek" Lauren Myracle. Jest to historia Addie, która opłakuje swoje rozstanie z Jebem. Przez jeden pocałunek z innym chłopakiem straciła swojego prawdziwego ukochanego. Czy ten związek da się jeszcze uratować?
I to opowiadanie mnie nie zachwyciło, a nawet już z niecierpliwością oczekiwałam końca całej tej książki. Główna bohaterka niezwykle mnie irytowała, jej ciągłe humorki i narzekanie działały na mnie rozstrajająco, wszystko było tu jakieś takie sztuczne i po prostu nudne. Ogólnie bezsensowna ta historia i dziwna (inne słowo po prostu nie przychodzi mi na myśl).

Chociaż lektury nie mogę zaliczyć do udanych i uważam, że zmarnowałam przy niej czas, to przyznaję, że doceniam pracę autorów, którzy musieli naprawę ze sobą współpracować, żeby wszystkie te trzy historie ze sobą powiązać. Początkowo myślałam, że będę miała do czynienia z zupełnie odrębnymi opowiadaniami, ale okazało się, że wszystkie się ze sobą łączą.


18.12.2015

R.J. Palacio - Cud chłopak

Tytuł: "Cud chłopak"
Autor: R.J. Palacio
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Albatros











Tak na marginesie, mam na imię August. Nie powiem wam, jak wyglądam. Cokolwiek sobie wyobrażacie, w rzeczywistości jest pewnie gorzej.

Dziesięcioletni August Pullman przez jeden wadliwy gen urodził się ze zdeformowaną twarzą i dotychczas miał już 27 operacji. Rodzice zawsze starali się go chronić; chłopak uczył się w domu, unikał rówieśników, którzy na jego widok uciekali z krzykiem. Przyszedł jednak czas, by August zmierzył się z brutalną rzeczywistością i zaczął żyć, jak inne dzieciaki w jego wieku. Rodzice podejmują decyzję, że chłopak rozpocznie naukę w szkole.

Ta recenzja będzie trochę osobista, ale co mi tam. Emocje są przecież najważniejsze. Nie ukrywam, że jestem osobą nieśmiałą i zakompleksioną jednocześnie, a jedno pewnie wynika z drugiego. Są takie dni, gdy najchętniej zasłoniłabym wszystkie lustra i  nie wychodziła z domu. O tak, uwielbiam sobie znajdować jakieś defekty i szukać w sobie wad. Takie myślenie jest niestety bardzo niszczące i wpływa na różne aspekty mojego życia. Nie ukrywam, że lubię, a raczej potrzebuję sięgać po książki, które pokażą mi, że inni mają gorzej, dając mi przy tym kopa w tyłek. I "Cud chłopak" to właśnie taka lektura.

Historię Augusta poznajemy z kilku perspektyw; opowiada nam ją on sam, ale też jego siostra i znajomi. Mnie oczywiście najbardziej podobała się relacja Auggiego, ale fajnie było poznać też punkt widzenia osób mu najbliższych. I tutaj chciałabym jeszcze wspomnieć o jego starszej siostrze, która zasługuje na podziw, bo zawsze broniła swojego brata i chociaż w jej życiu były różne momenty, to nie wstydziła się go i wspierała. A mogła się przecież buntować, bo otrzymywała niewiele uwagi od rodziców i żyła w cieniu Augusta.

Augusta naprawdę podziwiam za wiele. Kurcze, wyobraźcie sobie dzieciaka, który miał w życiu po prostu pecha i urodził się ze zdeformowaną twarzą. Po 27 operacjach dalej nie wygląda dobrze i doskonale zdaje sobie sprawę. Nie jest to jednak jego wymysł, bo na jego widok dzieciaki uciekają z krzykiem, a dorośli nie wiedzą jak się zachować. Ciągłe gapienie się, obraźliwe komentarze i głupie pytania są z pewnością straszne i trzeba być naprawdę kimś wielkim, żeby to wszystko przetrzymać. A August ma do siebie dystans, właściwie jest juz do tego wszystkiego przyzwyczajony. Nie jest mu oczywiście lekko, czasami ma ochotę się poddać i wrócić do życia w skorupie, ale wewnętrzna siła mu na to nie pozwala. August mi zaimponował, naprawdę.

Jest mi głupio. Tak, po przeczytaniu tej książki stwierdzam, że jestem głupia, bo często nie doceniam tego, co mam i jeszcze narzekam. To niesamowite, ale ten 10 latek dał mi potężnego kopa w tyłek; dostałam sygnał, że pora się ogarnąć i zmienić postrzeganie własnej osoby. Może dla niektórych nie będzie w tej książce nic wyjątkowego, ja jednak potrafiłam Augusta zrozumieć i wczuć się w jego sytuację, bo wielokrotnie tak jak i on miałam ochotę nałożyć hełm i ukryć się przed światem. Przeczytanie tej książki dało mi wiele; jest to lektura wzruszająca i dająca do myślenia, bo pokazuje, że wygląd to nie wszystko, ważne natomiast jest wnętrze. Tylko tak łatwo jest oceniać po okładce, tak łatwo jest zdyskwalifikować człowieka na starcie, bo nie podoba nam się jego wygląd, tak łatwo kogoś wyśmiać i obrazić. Trudniej natomiast kogoś poznać, zajrzeć w jego wnętrze, zapytać o zainteresowania.

Uczmy się. Uczmy się patrzeć sercem...
Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w żuciu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nasz zwycięża ten świat.

14.12.2015

Eowyn Ivey - Dziecko śniegu


Tytuł: "Dziecko śniegu"
Autor: Eowyn Ivey
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Pascal










Marbel i Jack to małżeństwo, które nieustannie marzy o dziecku. Niestety los postanowił inaczej; lata mijają, a para ciągle nie ma potomstwa. Oboje decydują się przenieść na Alaskę, by tam znaleźć ukojenie i rozpocząć nowe życie z dala od ludzi. Zmiana otoczenia niekoniecznie jednak jest dobrym lekarstwem na ból i smutek. Marbel czuje się samotna i nieszczęśliwa, stopniowo zaczynają się z mężem od siebie oddalać.

Wkrótce spada pierwszy śnieg. Jack i Marbel zapominają na chwilę o swoich problemach i korzystając z chwili beztroski lepią ze śniegu postać dziewczynki. Jednak następnego dnia figurki już nie ma, są za to maleńkie ślady stóp na śniegu, a w pobliżu ich domu zaczyna kręcić się jakieś dziecko.

"Dziecko śniegu" to książka niezwykła, o wspaniałym baśniowym klimacie. Jest to lektura idealna na zimę, zwłaszcza śnieżną. Tej jednak nam brakuje, co nie zmienia faktu, że można poczuć ten chłód Alaski i mroźny klimat. Chociaż może będzie to i dobra opcja na upalne lato, żeby trochę się schłodzić, a to zdecydowanie jest przy tej książce możliwe.

Autorka świetnie wykreowała tę odległą krainę ukazując jej piękno, ale też i niebezpieczeństwa, które czyhają na jej mieszkańców. By przeżyć trzeba nieustannie toczyć z ziemią walkę i tylko ciężką pracą można przeżyć surową zimę. Niezwykle ważni są także przyjaciele, na których można liczyć. Takich też mieli Jack i Mabel, którzy razem z Esther i jej mężem Georgiem wzajemnie się wspierali. Chociaż opisy przyrody są długie, to bardzo urokliwe i kompletnie mi nie przeszkadzały.

Książka oparta jest na rosyjskiej baśni, więc i klimat jest baśniowy. Autorka łączy ze sobą świat rzeczywisty z magicznym, świetnie zacierając ich granice. Wszystko jest tutaj takie tajemnicze i w pewnym momencie już kompletnie nie wiadomo, w co można wierzyć, a co stanowi tylko wytwór wyobraźni.

"Dziecko śniegu" to piękna, wzruszająca, pełna magii historia, ale też dosyć smutna. To opowieść o miłości, która ma różne wymiary, przyjaźni, rodzinie, nadziei i codziennych trudach życia. Mnie chwyciła za serce i cieszę się, że ją przeczytałam, zwłaszcza teraz - przed świętami Bożego Narodzenia. Takiej lektury było mi trzeba. I Was także serdecznie zachęcam do tej literackiej podróży wgłąb odległej Alaski.

12.12.2015

Językowo: Extr@ - serial do nauki języków obcych

Statystyki pokazują, że codziennie po kilkadziesiąt osób trafia na mojego bloga szukając filmów i seriali idealnych do nauki języków obcych. Z przyjemnością dzielę się kolejną propozycją, która jest idealna i dla osób bardzo początkujących, i dla osób, które trochę języka już znają, ale chcą poćwiczyć rozumienie ze słuchu albo obejrzeć bardzo przyjemny serial, przy którym można się pośmiać.

Mowa o Extr@. Jest to brytyjski serial edukacyjny, który oglądać możemy po angielsku, niemiecku, francusku i hiszpańsku. Był on swego czasu emitowany w telewizji, ale teraz bez problemu można go teraz znaleźć na przykład na YouTube, czy innych stronach.

W angielskiej wersji językowej znajdziemy 30 odcinków, w pozostałych niestety tylko 13. Każdy odcinek trwa około 24 minut. Dostępne są wersje zarówno z obcojęzycznymi napisami jak i bez. Ja oczywiście polecam oglądać bez napisów, bo aktorzy mówią wolno i wyraźnie i na poziomie średnio zaawansowanym nie powinno być problemów z odbiorem treści, a napisy niepotrzebnie będą odwracały naszą uwagę od słuchanego tekstu. Aczkolwiek dla osób początkujących włączenie napisów może być na początek bardzo pomocne.

Ja oglądałam ten serial tylko po angielsku, ale zastanawiam się nad obejrzeniem wersji francuskiej (ale to już zdecydowanie z napisami). Początkowo obawiałam się, że mi się nie spodoba, bo w końcu jest to serial edukacyjny. Jednak nic z tych rzeczy, bo naprawdę się wciągnęłam i z przyjemnością oglądałam każdego dnia czasami po kilka odcinków. Żałuję tylko, że na tych 30 odcinkach się skończyło. Ja jestem na poziomie średnio zaawansowanym, ale mam problemy z rozumieniem ze słuchu, więc dlatego zdecydowałam się na właśnie taki łatwiejszy serial. I trafiłam w dziesiątkę.

Extr@ to historia czwórki przyjaciół. Annie, Bridget, Nicka oraz Hectora, który przyjeżdża z Argentyny i słabo mówi po angielsku (jest to wersja wersja brytyjska, w pozostałych bohaterowie są innej narodowości, imiona mogą się różnić, ale fabuła pozostaje ta sama). Serial porusza codzienne tematy, takie jak zakupy, poszukiwanie pracy, randki itd. i zawiera słownictwo proste, przydane w życiu codziennym.

Tutaj pierwsze odcinki wszystkich wersji językowych:

Angielski:


Niemiecki

Hiszpański

Francuski

Znacie Extr@, a może możecie polecić jakieś inne seriale idealne dla osób uczących się języków?

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

06.12.2015

Michael Crichton - Park jurajski

Tytuł: "Park Jurajski"
Autor: Michael Crichton
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Dream Books






Światowej sławy paleontolog Alan Grant wraz ze swoją studentką Ellie Satter dostają zaproszenie od Johna Hammonda na kostarykańską wyspę, na której za pomocą inżynierii genetycznej odtworzono dinozaury. Wyspa ta ma stać się wyrafinowanym parkiem rozrywki pełnym biologicznych atrakcji. Szybko jednak wszystko zaczyna wymykać się spod kontroli...

Czytałam tę książkę bardzo długo, miejscami mnie nawet męczyła. Dinozaury to zdecydowanie nie moja bajka, więc może dlatego nużyły mnie te wszystkie długie opisy i dyskusje bohaterów. Zabierając się za czytanie, oczekiwałam dobrego thrillera, liczyłam nawet na odrobię grozy. Od razu zaznaczę, że nie widziałam jeszcze filmu, więc nie będę porównywać, ale wydaje mi się, że ekranizacja mogłaby mi się spodobać bardziej, bo pewnie lepiej bym sobie to wszystko wyobraziła.

Nie jestem też zadowolona z kreacji bohaterów, bo dla mnie byli oni nijacy i zbytnio się od siebie nie różnili. Przez długi czas ciężko mi było zapamiętać, kto jest kim i jaką rolę odgrywa. Wykłady profesora Malcolma były nużące, a on sam mnie strasznie irytował, podobnie jak i inni bohaterowie; Hammond miał gdzieś bezpieczeństwo innych ludzi i ich tragedię, ciągle myślał o pieniądzach i ogromnych zyskach, jakie miał mu przynieść Park jurajski. 

Nie jest to książka zła, czy w całości nudna, ale na pewno nierówna. Były momenty naprawdę ciekawe, które czytałam z szybciej bijącym sercem i wypiekami na twarzy. A były też takie, które mogłabym spokojnie przespać albo pominąć. Gdyby skrócić tę książkę o połowę, to wyszłoby jej to tylko na dobre, bo zdecydowanie jest przegadana. Dla mnie było zbyt mało dynamicznie, a to właśnie pędzącej akcji oczekiwałam po przeczytaniu opisu z tyłu okładki. Jest też trochę chaotycznie i zdarzało mi się gubić w tym wszystkim. Na szczęście w książce znalazłam także kilka naprawdę mocnych i obrzydliwych zarazem opisów, które bardzo mi się podobały.

Jestem bardzo ciekawa, czy czytaliście tę książkę i możecie porównać ją do ekranizacji, bo zastanawiam się, czy warto obejrzeć film.

05.12.2015

Blogujesz? Darmowe e-booki czekają


Blogerzy i blogerki książkowe! Z przyjemnością informuję o świetnej akcji zorganizowanej przez wydawnictwo Wymownia, dzięki której będziemy mieli możliwość przeczytania e-booków całkowicie za darmo. A wiecie jak to jest, gdy w portfelu pustka, a tyle fantastycznych książek chciałoby się przeczytać.

"Pomysł na akcję zrodził się w nawiązaniu do zjawiska bookcrossingu. Podobnie, jak czytelnicy wymieniają się książkami papierowymi, my chcemy wymieniać się ebookami. XXI wiek jest czasem coraz mniejszej popularności książki papierowej. Nie chcemy jednak, by czytelnictwo zamierało i chcemy, byście pamiętały, że czytać można na rozmaite sposoby – na tablecie, telefonie, czytniku ebooków. Wszystko wskazuje bowiem na to, że czytelnictwo XXI wieku będzie miało taką właśnie, cyfrową formę."
Więcej szczegółów tutaj: http://wymownia.pl/darmowe-ebooki-dla-blogerek/

Dołączycie? 

01.12.2015

Podsumowanie listopada


Kolejny ciężki miesiąc za mną, ale grudzień powinien być już łaskawszy, bo w szkole czeka mnie za dwa tygodnie koniec pierwszego semestru, więc myślę, że w końcu znajdę więcej czasu na czytanie i ze spokojem będę mogła skupić się na lekturze. No i jeszcze są święta, więc i kilka wolnych dni, które planuję spędzić oczywiście z książkami i filmami, nadrabiając zaległości. Może znacie jakieś fajne filmy w świątecznym klimacie?

W listopadzie, o dziwo, udało mi się przeczytać aż 7 książek i sama nie wiem, jak to zrobiłam, bo ciągle miałam wrażenie, że czytałam niewiele, a tutaj miła niespodzianka. Przeczytałam:

1. Przemysław Skokowski - "Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową"
2. Beatrix Gurian - "Stigmata"
3. Daniel Keys - "Człowiek o 24 twarzach"
4. Harper Lee - "Idź, postaw wartownika"
5. Tess Gerritsen - "Umrzeć po raz drugi"
6. Ewa Nowak - "Dane wrażliwe"
7. Paula Hawkins - "Dziewczyna z pociągu"

Razem 2696 stron.

Z serii językowo ukazały się dwa wpisy. Pierwszy o 55 numerze English Matters, który znajdziecie TUTAJ. Postanowiłam też w końcu wyjść ze swojej językowej strefy komfortu i popracować nad rozumieniem ze słuchu - KLIK. Na razie idzie mi bardzo dobrze..

Plany na grudzień? Przede wszystkim wypocząć i z nową energią rozpocząć nowy rok. A jak Wam minął listopad?

29.11.2015

Paula Hawkins - Dziewczyna z pociągu

Tytuł: "Dziewczyna z pociągu"
Autor: Paula Hawkins
Ilość stron:  328
Wydawnictwo: Świat Książki.









O tej książce zrobiło się ostatnio tak głośno, że i ja koniecznie musiałam po nią sięgnąć i sama przekonać się, o co tyle krzyku. W sumie to nie do końca rozumiem te wszystkie zachwyty, ale od początku.

"Dziewczyna z pociągu" to historia Rachel, która każdego dnia dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. W czasie podróży wnikliwie obserwuje, co dzieje się za szybami. Pociąg zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem i wtedy kobieta widzi dom, który szczególnie sobie upodobała. Wydaje jej się, że dobrze zna jego mieszkańców; zazdrości im wspaniałego życia, o którym sama marzy, nadaje im nawet imiona, tworzy ich historię. Gdy pewnego dnia widywana przez okno kobieta znika, Rachel postanawia pomóc.

Gdy tylko zaczęłam lekturę, to pomyślałam sobie, że to na pewno będzie dobra książka, bo początek jest niezły, spodobał mi się pomysł autorki z tymi pociągami. Później jednak już tak pięknie nie było. Dobra, mogę przyznać, że książka na początku bardzo mnie zainteresowała, bo dobrze się zaczęła, byłam ciekawa, co wymyśli autorka. W głowie miałam jeszcze te wszystkie pozytywne recenzje, więc z nadzieją na genialny thriller czytałam dalej. Jedak początkowe zainteresowanie szybko słabło i później było już niestety bez fajerwerków. Brakowało mi tutaj akcji i napięcia, o grozie nawet nie wspominam; było bardzo monotonnie i pewnym momencie czekałam już tylko na zakończenie, licząc, że będzie dobre i podniesie poziom. Jednak gdy dobrnęłam do końca, to też odbyło się bez rewelacji. Finał nie był zaskakujący, można było z łatwością od dłuższego czasu przewidzieć, że tak się skończy, a i autorka napisała o tym wszystkich zupełnie bez większych emocji i napięcia.

Rachel również mojej sympatii nie zdobyła; z czasem stała się bardzo irytująca. Miałam już dość ciągłego czytania o o jej złym stanie po kilku kieliszkach i problemach z samą sobą. Ja rozumiem, że jest to thriller psychologiczny i autorka chciała zwrócić uwagę na problem samotności, odrzucenia i alkoholizmu, ale zrobiła to w tak monotonny sposób, że nie mogę tego docenić. Te pijackie monologi Rachel nie były tym, czego oczekiwałam. Może i początkowo jej współczułam, ale moja cierpliwość i zrozumienie szybko przerodziły się w niechęć.

Oprócz Rachel mamy też dwie inne bohaterki; zaginioną Megan oraz Annę - nową żonę byłego męża Rachel. Autorka podzieliła narrację pomiędzy je trzy, co było dobrym pomysłem, bo pozwoliło spojrzeć na rozgrywające się wydarzenia z różnych perspektyw i trochę odpocząć od monotonnego życia Rachel. Jednak nie mogę przyznać, że któraś z bohaterek moją sympatię zdobyła. Dla mnie one wszystkie były jakieś takie nijakie i pozostały dla mnie obojętne. Szkoda, że autorka nie dała głosu męskim bohaterom.

Uważam, że pomysł autorki miał duży potencjał, ale niestety nie udało się go wykorzystać. Rekomendacje znanych pisarzy postawiły tę książkę w naprawdę dobrym świetle; mnie przyciągnęło polecenie mojej ulubionej Tess Gerritsen. Oczekiwałam czegoś naprawdę ekstra, a dostałam przeciętny debiut. Wielka szkoda. Ale za to marketing oceniam na 6+.

Jestem bardzo ciekawa, jak wy odebraliście tę książkę i czy znajdujecie się wśród jej zwolenników, czy wręcz przeciwnie.

25.11.2015

Tess Gerritsen - Umrzeć po raz drugi

Tytuł" Umrzeć po raz drugi"
Autor: Tess Gerritsen
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Rizzoli&Isles (tom 11)







Właśnie uświadomiłam sobie, jak dawno nie czytałam dobrego thrillera. Brakowało mi tego, naprawdę, a Tess Gerritsen jak zwykle sprostała moim oczekiwaniom. Ja po prostu uwielbiam te jej thrillery z elementami medycznymi i jest moją guru jeżeli chodzi o ten gatunek. Chociaż "Umrzeć po raz drugi" trochę różni się od jej poprzednich książek, to jest to lektura warta poznania.

Tym razem detektyw Jane Rizzoli dostaje sprawę zamordowanego i powieszonego za nogi preparatora zwierząt - Leona Gotta, który został wypatroszony i oprawiony tak, jak jego zdobiące ściany trofea. Podczas śledztwa okazuje się, że podobne zbrodnie miały już miejsce na terenie całego kraju.

Sześć lat wcześniej. Grupa ciekawych świata osób decyduje się na przeżycie przygody swojego życia w Botswanie wśród dzikich zwierząt. Wycieczka okazuje się jednak prawdziwą walką o przetrwanie.

"Umrzeć po raz drugi" różni się od poprzednich książek z cyklu. Akcja toczy się dwutorowo; współczesne wydarzenia rozgrywają się w Bostonie, a historia sprzed sześciu lat ma miejsce w Botswanie. Mamy także dwóch narratorów; współcześnie jest to narrator wszechwiedzący, a w afrykańskiej historii mamy narratorkę pierwszoosobową.  Jednak to nie wszystko, bo dużą rolę odgrywają tu koty, a dokładnie te duże i śmiertelnie niebezpieczne dla człowieka. Obie historie czytałam z zainteresowaniem, chociaż wyprawa do afrykańskiego buszu zrobiła na mnie większe wrażenie i pozwoliła poznać panią Gerritsen z innej strony - według mnie świetnie sprawdziłaby się w jakieś powieści przygodowej. Kto wie, może i takich tytułów się doczekamy. Uważam, że sam ten wątek byłby już świetną bazą do jakiegoś thrillera - to by było coś!

Co tu dużo pisać; książka jest jak zwykle rewelacyjna. Trzyma w napięciu do samego końca, opisy są sugestywne, a zagadka intrygująca; jej rozwiązanie poznajemy dopiero na samym końcu. Tradycyjnie już myślałam, że odgadłam, kto jest zabójcą, ale autorka jak zawsze mnie zaskoczyła i znowu zostałam zrobiona w balona. Gerritsen stopniowo i sprawnie łączy wszystkie wątki, a zakończenie mnie usatysfakcjonowało, bo nie sądziłam, że pójdzie to w takim kierunku.

Seria o detektyw Rizzoli i doktor Isles to thrillery medyczne, więc i tutaj możemy dowiedzieć się czegoś ciekawego, ale w porównaniu do tomów poprzednich, jest tego dosłownie garstka, nazwałabym tę część raczej książką sensacyjno-przygodową aniżeli thrillerem medycznym. Jednak w tym przypadku nie mam tego autorce za złe, bo historia tak mnie wciągnęła, że nie potrafiłam się oderwać i po dosyć długiej przerwie od czytania thrillerów mam szaloną ochotę, by znowu do nich powrócić. Jeżeli jeszcze jakiś cudem nie mieliście okazji czytać żadnej książki Tess Gerritsen to gorąco namawiam (ale do serii Rizzoli&Isles, bo jej thrillerów romantycznych niestety polecić nie mogę). Według mnie warto czytać od początku, bo chociaż sprawy kryminalne zamykają się w danej części, to mamy odniesienia do życia prywatnego bohaterek z poprzednich tomów.


21.11.2015

Harper Lee - Idź, postaw wartownika

Tytuł: "Idź, postaw wartownika"
Autor: Harper Lee
Ilość stron: 362
Wydawnictwo: Filia










Jean Louise Finch, zwana Skautem, ma już dwadzieścia sześć lat i wraca z Nowego Jorku do rodzinnego Maycomb w stanie Albama, by odwiedzić swojego ukochanego ojca Atticusa. Spodziewa się zastać wszystko po staremu, ale po powrocie musi zmierzyć się z brutalną rzeczywistością. Wszystko wydaje się być inne, a osoby, którym Jean ufała, nagle ukazują swoje drugie oblicze. Jednak największym szokiem jest dla kobiety wiadomość o przynależności jej ojca do rasistowskiej organizacji.

Przeczytałam tę książkę i mam w głowie mętlik. Sama do końca nie wiem, jak mam ją interpretować, bo niby jest to kontynuacja "Zabić drozda", ale w rzeczywistości autorka najpierw napisała właśnie "Idź, postaw wartownika". Ten tytuł na pewno rzuca nowe światło na "Zabić drozda"  i może dla niektórych czytelników okazać się lekturą szokującą, być może nawet nie zechcecie po nią sięgnąć, żeby nie zepsuć sobie odbioru pierwszej części. Ciężko mi w ogóle stwierdzić, czy jest to książka dobra, czy niedobra, warta a może nie warta przeczytania, bo w dalszym ciągu sama się nad tym zastanawiam i chyba na tym etapie pozostanę.

"Pamiętaj i o tym: zawsze łatwo spoglądać wstecz i dostrzec, jacy byliśmy wczoraj albo dziesięć lat temu. Trudno natomiast zobaczyć, jacy jesteśmy. Będzie ci łatwiej, gdy opanujesz tę sztukę".

Bardzo polubiłam dziewięcioletnią Skaut, ale ta dwudziestosześcioletnia w dalszym ciągu zdobywa moją sympatię. Chociaż dorosła i fizycznie stała się kobietą, to mentalnie niewiele się zmieniła. W dalszym ciągu ma swoje racje, nie potrafi zaakceptować niesprawiedliwości i czuje się wyobcowana, doskonale pamięta swoje dzieciństwo i można powiedzieć, że jeszcze nim żyje. Tymczasem po powrocie do rodzinnego miasteczka musi zmierzyć się z rzeczywistością; poznaje nowe poglądy bliskich jej osób, zauważa to, czego w dzieciństwie nie dostrzegała. Jest to dla niej niewątpliwie ważna, ale niezwykle trudna i bolesna lekcja.

W książce wydarzenia teraźniejsze przeplatają się z dzieciństwem Jean. Mnie bardziej podobały się te retrospekcje, bo przypominały mi "Zabić drozda", a przygody dziewięcioletniej Jean były naprawdę ciekawe i świetnie się to czytało. Dzięki temu zabiegowi "Idź, postaw wartownika" stało się takim dopełnieniem poprzedniej książki autorki, pozwoliło to na lepsze poznanie bohaterów i spojrzenie na pewne sprawy już z perspektywy dorosłej osoby. I właśnie to stanowi większą część książki, co mnie bardzo zdziwiło, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Niektóre opisane wydarzenia zdają się do siebie nie pasować, momentami brakowało mi spójności. Z kolei wątek, który powinien być głównym, został zepchnięty na bok, zdominowany przez rozmyślania Jean i jej powroty do dzieciństwa. Czy to dobrze, czy niedobrze - ciężko mi to oceniać.

Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy jest to dobra książka, czy nie. Myślę, że w tym przypadku najlepszą opcją jest jej przeczytanie, ale najpierw polecam lekturę "Zabić drozda", a dopiero później "Idź, postaw wartownika", mimo że zostały napisane w innej kolejności. Ja ani nie polecam, ani nie odradzam, zadecydujcie sami, czy chcecie poznać historię "Zabić drozda" z innej strony.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia oraz Business&Culture.

20.11.2015

English Matters nr 55 (Pani Potter i mnóstwo dobrej muzyki)

W najnowszym listopadowo-grudniowym numerze English Matters czekają na nas bardzo ciekawe artykuły, które w większości przypadły mi do gustu i czytałam je z przyjemnością. Zapraszam na krótki przegląd.


People and Lifestyle
Gdy tylko zobaczyłam artykuł o J.K Rowling, to od razu zabrałam się za czytanie. Bo odkąd przeczytałam w wakacje po raz pierwszy Harry'ego Pottera to z zainteresowaniem poznaję też autorkę. Przeczytać możemy także o znanych głosach ze Skandynawii (m.in. o Kygo, Of Monsters and Men, Mansie Zelmerlowie i kilku innych). Przyznaję, że zakochałam się w kilku piosenkach. Tradycyjnie dołączam teraz coś do posłuchania:



W tym dziale pojawia się także Ben Barnes, który zagrał między innymi Doriana Gray'a i Księcia Kaspiana, poznamy też etymologię brytyjskich nazwisk oraz dowiemy się czym jest tzw. "strefa komfortu" (ja o wychodzeniu poza strefę komfortu w nauce angielskiego pisałam tutaj --> KLIK).

Culture
Zaczynamy bardzo kontrowersyjnie, bo od związków homoseksualnych i ich postrzeganiu, a później przechodzimy do kobiet, które potrafią rozbawić publikę.

Travel
W tym dziale przeniesiemy się na chwilę do Nowej Zelandii i zdecydowanie się rozmarzymy, bo widoki są bajeczne. Wspomnę jeszcze, że to tam rozgrywa się akcja m.in. "Hobbita". Coś pięknego!


Conversation Matters
Jesień i zimna sprzyjają chorobom, więc nie zaszkodzi poznać kilka przydatnych zwrotów i słówek dotyczących naszego zdrowia i wizyty u lekarza.

Leisure
Tutaj coś dla serialomaniaków, bo na tapetę wzięto serial Downton Abbey, o którym tak swoją drogą usłyszałam po raz pierwszy, ale zdecydowanie nie wpisuje się on w moje gusta.

 Language
A na sam koniec poznamy budowę samochodu. Temat może bardziej dla panów, chociaż ja z przyjemnością poznałam nowe słówka.

Do numeru dołączony został dodatek, który można za darmo pobrać ze strony internetowej wydawnictwa. Znajdziemy w nim m.in. nazwy ubrań, materiałów, czy też słówka opisujące wygląd człowieka, a wszystko to połączone jest z obrazkami, więc jest to idealna opcja dla wzrokowców oraz dla osób bardziej początkujących. Tradycyjnie można też pobrać słówka z tego numeru albo kartę pracy nauczyciela.

Jak zawsze obecne są słowniczki z trudniejszymi słówkami przy każdym artykule, a niektóre teksty możemy sobie dodatkowo odsłuchać.

 Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

18.11.2015

Daniel Keyes - Człowiek o 24 twarzach

Tytuł: "Człowiek o 24 twarzach"
Autor: Daniel Keyes
Ilość stron: 560
Wydawnictwo: Wielka Litera






"Człowiek o 24 twarzach"  to prawdziwa historia Billy'ego Milligana. Billy urodził się w 1955 roku, a w 1975 roku został aresztowany za porwanie i gwałt na trzech kobietach. Jest on pierwszą osobą w historii Stanów Zjednoczonych, która została uznana za niewinną popełnienia przestępstw ze względu na chorobę umysłową, polegającą na osobowości wielorakiej. Potocznie choroba ta jest nazywana rozdwojeniem jaźni, ale przypadek Billy'ego jest wyjątkowy. W jego wnętrzu żyły dwadzieścia cztery osoby, które różniły się od siebie wiekiem, pochodzeniem, charakterem i umiejętnościami. A sam Billy nie zdawał sobie nawet z tego sprawy. Został oskarżony o zbrodnie, o których nie miał pojęcia, ale które popełniły jego osobowości.

"Człowiek o 24 twarzach" to jedna z tych książek, które po prostu trzeba przeczytać. Jest mi strasznie ciężko napisać o niej coś konkretnego, bo do teraz aż ciężko mi uwierzyć, że taki przypadek istnieje. Oczywiście o rozdwojeniu jaźni słyszałam, ale nie sądziłam, że może to być aż tak groźne i tak bardzo zaawansowane. Gdyby nie fakt, iż jest to historia prawdziwa, to pomyślałabym, że autor książki ma dobrą i bogatą wyobraźnię. Jednak jest to literatura faktu, chociaż może i czasami ciężko w to uwierzyć i sobie wyobrazić. Dla mnie ta historia jest po prostu szokująca; pokazała mi do czego jest zdolny ludzki umysł i jak bardzo traumatyczne wydarzenia z przeszłości mogą na nas wpłynąć.

Chociaż Billy był przestępcą to mimo to wzbudzał przede wszystkim moje współczucie, a niekiedy nawet i sympatię. Bo patrzyłam na niego właściwie tylko przez pryzmat choroby, której był zdecydowanie był ofiarą.

Nie ukrywam, że momentami czytało mi się tę książkę ciężko. Ciągłe zmiany osobowości Billy'ego były dla mnie trochę męczące. Jest to też publikacja, która wymaga skupienia i uwagi, bo czasami naprawdę można się pogubić w tym wszystkim. Podziwiam autora, że zdołał te wszystkie wydarzenia z życia Billy'ego i jego osobowości uporządkować, bo to na pewno nie było łatwe.

Ciągle wspominam tylko o chorobie Billy'ego, ale ta książka to coś znacznie więcej niż tylko możliwość dowiedzenia się o niej czegoś więcej. Lektura ta zmusza też do refleksji na temat ludzi chorych psychicznie, pokazane są szpitale psychiatryczne i ich metody radzenie sobie z trudnymi przypadkami. Metody nie zawsze humanitarne, niestety. Świetnie też pokazano, jak postrzegane są osoby chore psychicznie przez społeczeństwo i trudno się dziwić, że Billy wzbudzał tak wiele negatywnych emocji wśród innych osób.

Książka już wkrótce zostanie zekranizowana, a Billy'ego zagra Leonardo DiCaprio. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawa tego filmu, ale też boję się tego, co zobaczę. Nie wiem, czy ktokolwiek poradzi sobie z taką rolą. Ja już czekam na film, a Was mocno zachęcam do poznania historii Billy'ego.

14.11.2015

Językowo: wychodzę ze swojej strefy komfortu

Stop! Koniec z wymówkami! Tak sobie mówię już od jakiegoś czasu, obiecując, że w końcu popracuję nad moim rozumieniem angielskiego ze słuchu. I chyba już jestem gotowa, by wyjść poza strefę swojego komfortu i zmierzyć z poważnym dla mnie przeciwnikiem.


Wielokrotnie już wspominałam, że nie lubię słuchania w języku obcym, bo zawsze wychodzi mi to najgorzej. Mimo że znam już całkiem sporo słówek i  z czytaniem na swoim poziomie nie mam problemów, to słuchanie jest u mnie jakąś katastrofą. Jest już lepiej niż było kiedyś, ale zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę umiem niewiele, bo najważniejszą umiejętnością w nauce każdego języka jest według mnie porozumiewanie się. A żeby rozmawiać, to jeszcze trzeba naszego rozmówcę zrozumieć. Ja nie potrafię. A skoro nie potrafię to...

...to muszę w końcu wziąć się za siebie i przestać szukać sobie usprawiedliwień, bo bez ćwiczeń nigdy się nie nauczę. Dotychczas ciągle sobie znajdowałam jakieś wymówki; a to, że mam za mało czasu, że i tak znowu większości nie zrozumiem, więc po co się męczyć, że zrobię to jutro, że najpierw wkuję z tysiąc nowych słówek to słuchanie przyjdzie z czasem itd.

Postanowiłam wyjść poza strefę komfortu i zmierzyć się ze swoim problemem, pokonać swoje bariery, włączyć do mojej nauki nowe metody, skupiające się na poprawie rozumienia ze słuchu. Nie będzie to łatwe, przede mną dużo pracy, ale wszystko jest do zrobienia. Chęci mam, plan się tworzy, więc do dzieła!

Co planuję?
- codzienny kontakt z językiem poprzez słuchanie jakiś podcastów albo oglądanie filmików na Youtube po angielsku
- jak na jakiś czas (gdy będę miała więcej wolnego czasu) będę oglądać dłuższe filmy, bajki dla dzieci, animacje - najlepiej bez napisów, żeby skupić się maksymalnie na słuchaniu
- nauka bierna i tutaj mam na myśli słuchanie np. brytyjskiego radia podczas wykonywania innych zajęć

Dla lepszej mobilizacji postanowiłam wszystko to, co robię, notować. Na razie wygląda to tak, ale moim celem jest wypełnianie każdego następnego okienka.


Może nie robię na razie zbyt dużo, ale zawsze lepszy krótszy kontakt z językiem niż żaden.

Was także namawiam do zmierzenia się ze swoimi słabszymi językowymi stronami, do wyjścia poza swoją strefę komfortu. Może aktualna pora roku nie sprzyja rozwojowi, ale odkładanie rzeczy na później wcale nie jest lepszą opcją.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

11.11.2015

Beatrix Gurian - Stigmata


Tytuł: "Stigmata"
Autor: Beatrix Gurian
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Muza

Siedemnastoletnia Emma nie może pogodzić się ze śmiercią swojej matki, która według policji zginęła w wypadku samochodowym. Pewnego dnia dziewczyna dostaje tajemniczą przesyłkę, a w niej czarno-białą fotografię małego dziecka i polecenie, by zaczęła szukać morderców matki oraz ulotka obozu dla młodzieży. W ten sposób Emma trafia do starego, zaniedbanego zamku w górach. Na miejscu czeka na nią sporo dziwnych i niebezpiecznych sytuacji, a Emma wraz z innymi uczestnikami obozu dla młodzieży zostaje wciągnięta w jakąś dziwną grę.

"Stigmata" to bardzo przyjemna książka, którą w szczególności polecam młodzieży, chociaż i starsi mogą znaleźć tu coś dla siebie. Historia jest ciekawa, a miejscami dla bardzo wrażliwych osób może okazać się nawet trochę straszna. Jednak horror to to zdecydowanie nie jest, ale thriller młodzieżowy już tak. Zdecydowanie autorka stworzyła dobry klimat, na który składa się między innymi stare zamczysko, tajemne przejścia, mroczne fotografie i straszne wydarzenia z przeszłości. Podczas czytania odczuwa się czyhające na bohaterów niebezpieczeństwa, ale także zdezorientowanie. Ja, podobnie jak Emma, nie wiedziałam, co się dzieje, czy to, co właśnie się wydarzyło, to tylko żart i jakaś głupia próba, a może wręcz przeciwnie. Jest tajemnica, która odkryta zostaje dopiero na końcu. Autorka wodzi czytelnika za nos i nie daje odkryć prawdy przed zakończeniem powieści. Momentami historia robi się trochę zawiła, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.  Jeżeli chodzi o rozwiązanie zagadki to jest ono na pewno zaskakujące, ale jak dla mnie bez większych rewelacji. Trochę to takie naciągane mi się wydaje, spodziewałam się czegoś innego.

Oprócz historii Emmy w książce znajdziemy też rozdziały poświęcone wychowywanej przez zakonnice Agnes. Dla mnie był to bardzo interesujący wątek, ale ze względu na dużo odniesień do wiary katolickiej może nie każdemu przypaść do gustu.

O bohaterach drugoplanowych niewiele mogę napisać, nie wyróżniali się niczym szczególnym i często ich ze sobą myliłam. Jednak postać Emmy jest już zdecydowanie lepiej wykreowana. Jest to bohaterka, którą można polubić. To taka zwyczajna nastolatka, ale zdeterminowana, by odkryć prawdę.

Książka zachęca do siebie już samą szatą graficzną. Okładka przyciąga wzrok, a w środku znajdziemy ozdobne, czasami kolorowe strony i klimatyczne zdjęcia stworzone przez Erola Guriana, które idealnie wpasowują się w treść książki i pozwalają nam na zobaczenie tego, co w danym momencie dostrzega Emma. Wygląd książki od razu sugeruje, jakiej tematyki można się spodziewać, tworzy też w pewien sposób klimat.


"Stigmata" to lekka książka idealna zwłaszcza na wieczór. Nie jest to długa historia, nie jest to też trylogia, nic nie jest przeciągane na siłę, co mnie bardzo cieszy. Co prawda nie jest to nic rewelacyjnego i odkrywczego, ale miło spędziłam czas na czytaniu "Stigmaty" i jako lekką lekturę też ją mogę polecić.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business&Culture. 

08.11.2015

Przemysław Skokowski - Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową

Tytuł: "Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową"
Autor: Przemysław Skokowski
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Muza










O Przemysławie Skokowskim pewnie wielu słyszało. Jest on znanym blogerem i autorem bestsellerowej książki pt. "Autostopem przez świat". Mężczyzna podróżuje właśnie autostopami (a właściwie wszelkimi stopami), a jego najnowsza powieść to historia podróży przez Atlantyk i Amerykę Południową. Przemek połączył pasję z pomaganiem, bo celem całej podróży było zebranie pieniędzy dla podopiecznych Fundacji Hospicyjnej oraz Hospicjum ks. Dutkiewicza w Gdańsku oraz zobaczenie wielu ciekawych miejsc. Czytając tę książkę będziemy towarzyszyć Przemkowi w jego pieszej pielgrzymce z Lourdes do Santiago de Compostela, wynoszącej ponad 1000 kilometrów, przemierzymy między innymi Kostarykę, Nikaraguę, Panamę, Kolumbię, Ekwador, Peru, a także prześledzimy jego podróż jachtostopem na wyspy Kanaryjskie.

Sam autor przyznaje, że ta książka różni się od jej poprzedniczki. "Autostopem przez życie" jeszcze nie czytałam, więc porównywać nie będę. "Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową" to książka, po której oczekiwałam między innymi dawki motywacji. I faktycznie na początku to dostałam. Śledziłam losy Przemka z zainteresowaniem, kibicowałam mu, podziwiałam przede wszystkim za odwagę. I tak też pozostało do końca, ale nie ukrywam, że czym dalej byłam, tym bardziej moje odczucia się zmieniały. Nie chcę tutaj dokładnie pisać, o co mi chodzi, żeby niczego nie zdradzać, ale wydaje mi się, że już przed przeczytaniem ostatnich stron udało mi się wyczytać uczucia autora pomiędzy wierszami.

Od samego początku oczekiwałam dawki motywacji, spodziewałam się trochę czegoś w stylu Cejrowskiego. Dostałam to, co chciałam, ale było inaczej niż to sobie wyobrażałam. Przemka zdecydowanie podziwiam i to nie tylko za odwagę, ale też za otwartość, ogromną wytrwałość, pozytywność i wiarę w ludzi. Pokazuje on, że można wszystko, wystarczy tylko chcieć. I nie są to tylko puste słowa, mądre cytaty, ale czyny. Nie ma tutaj wymądrzania się, styl jest lekki, więc książkę czyta się z przyjemnością. Ta książka to nie tylko opis podróży, bo znajdziemy tu także sporo przemyśleń autora, jest trochę o historii danych regionów, więc nudzić się na pewno nie będziemy.

Warto jeszcze wspomnieć, że co kilka rozdziałów znajdziemy kody QR, które umożliwiają zobaczenie filmików z podróży Przemka. Według mnie jest to świetne urozmaicenie, ale szkoda, że nie dołączono do książki zdjęć, bo uwielbiam je oglądać.

Po przeczytaniu epilogu zrobiło mi się jakoś tak smutno, gdzieś tam nawet łezka w oku się kręciła, ale z drugiej strony Przemek w tym momencie całkowicie zdobył moją sympatię. Lubię bowiem ludzi, którzy nie boją się szczerości, nie boją się wyznać, że nie zawsze wszystko jest takie piękne i cudowne, jak by się mogło początkowo wydawać. Mogłabym tutaj dużo pisać, bo te kilka stron zrobiło na mnie ogromne wrażenie, wiele uświadomiło, (w sumie to Przemka dobrze zrozumiałam, bo sama jestem na podobnym etapie życia) ale już cicho sza, żeby nie spoilerować.

Ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza oraz Busienss&Culture.

04.11.2015

Łukasz Orbitowski - Inna dusza

Tytuł: "Inna dusza"
Autor: Łukasz Orbitowski
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: Od deski do deski









"Inna dusza" to książka z serii Na/Faktach i jest to fikcja literacka oparta na faktach. Historia została zainspirowana wydarzeniami sprzed dwudziestu lat, kiedy to niejaki  Jacek B. dopuścił się mordów. Fakt, że te wydarzenia faktycznie miały miejsce i to w Polsce, jeszcze bardziej szokuje i wpływa na odbiór książki. Autor oczywiście zmienia dane bohaterów, ale z łatwością można w internecie odszukać interesujące nas artykuły i dowiedzieć się więcej na temat tej historii.

Bydgoszcz, lata 90 XX wieku. "Inna dusza" to historia trzech kolegów: Jędrka, Krzyśka i Darka. Chłopcy wiodą zwyczajne nastoletnie życie, szukają rozrywek w tym ponurym świecie pełnym biedy. A jednak jednego z nich coś popycha do strasznych czynów. Jędrek wydaje się być zwyczajnym nastolatkiem, pochodzi z porządnej rodziny, jest utalentowanym przyszłym cukiernikiem. Jednak gdy wstępuje w niego jakaś inna dusza - musi zabić, to silniejsze od niego...

Chociaż mamy tutaj zabójstwa to nie jest to żaden kryminał. Od początku bowiem wiemy, jak ta historia się skończy, nie ma też żadnego opisanego śledztwa. Autor natomiast skupia się na wniknięciu w psychikę sprawcy, pokazuje, że zło nie zawsze musi mieć przyczynę. Nic nie jest podawane tutaj czytelnikowi na tacy, na pytanie "dlaczego" musimy odpowiedzieć sobie sami. Można tu jednak tylko zastanawiać się, co popchnęło nastolatka z porządnej rodziny do zbrodni, kto zawinił i w którym momencie. Bo w Jędrka wstępuje inna dusza, która popycha go do zabijania, przejmuje nad nim kontrolę.

 Nie da się ukryć, że akcja nie pędzi, według mnie nawet się wlecze, ale tym razem nie jest to powód do narzekań i nie nudziłam się. Przez długi czas mamy tylko taką zwyczajną, prostą, nieszczególnie wyróżniającą się historię trójki kolegów, w której nie dzieje się nic szczególnego, ale mimo to jest ciekawie poprzez świetnie oddany klimat lat 90. Wydawać by się mogło, że to tylko opowieść o zwyczajnym życiu zwyczajnych chłopców. Później jednak robi się już poważniej, jesteśmy świadkami zbrodni, bardziej skupiamy się na Jędrku, jego postępowaniu i zmaganiach z własną tożsamością.

Oprócz głównego wątku, na uwagę zasługują także te poboczne. Mnie bardzo wciągnęła historia Krzyśka, który jest narratorem i z dużym zainteresowaniem śledziłam losy jego rodziny. Autor podjął tutaj problem alkoholizmu, pokazał człowieka, który zatraca się w nałogu; podnosi się i upada, niszcząc przy tym siebie, swoją rodzinę, relacje z synem.

"Inna dusza" to także obraz lat 90 XX wieku w Polsce. Ja tych czasów nie pamiętam, znam je jedynie z opowieści, ale autor przedstawił to bardzo szczegółowo. Zdecydowanie udało mi się poczuć ten klimat, a podczas czytania zwracałam na to dużą uwagę, chłonęłam to wszystko. Naprawdę autor wykonał tutaj kawał dobrej roboty i jak dla mnie mógłby to być nawet główny wątek całej książki i nie zanudziłabym się.

Przyznaję, że okładka jakoś nieszczególnie mnie do siebie przyciągała, za to pozytywne recenzje już tak. Sięgnęłam, przeczytałam i nie żałuję. Ta książka jest po prostu świetna i spodobała mi się ze względu na dobrze oddany nastrój, lekki styl i emocjonalność. Chociaż nie jest to lektura łatwa to czyta się ją z lekkością. Ja z przyjemnością sięgnę też po inne tytuły z tej serii oraz przyjrzę się pozostałym książkom pana Łukasza. Jeżeli macie okazję to naprawdę polecam przeczytać.

Ocena:9/10

02.11.2015

Podsumowanie października

źródło
Koniec października, więc pora na podsumowanie miesiąca. Dzisiaj będzie bardzo szybko i wyjątkowo o tak późnej porze, ale brak czasu i wszystkie szkolne sprawy sprawiają, że blog schodzi na dalszy plan.

Książkowo jest bardzo dobrze, biorąc pod uwagę ciągły brak czasu i setki obowiązków szkolnych. Czytanie w autobusie bardzo dużo daje i naprawdę pozwala na pochłonięcie sporej ilości stron w ciągu miesiąca.

W październiku przeczytałam:

1. Lisa Price - "Starter"
2. Lisa Price - "Ender"
3. Katarzyna Kebernik - "Wściekły"
4. Sabaa Tahir - "Ember In The Ashes. Imperium ognia"
5. Łukasz Orbitowski - "Inna dusza"

Czytałam także "Metro 2033" Dmitrija Głuchowskiego, ale jakoś w połowie odłożyłam tę książkę z powrotem na półkę, bo kompletnie mnie nie zainteresowała. Jednak ciągle mam jakieś lekkie wyrzuty sumienia, bo wszyscy dookoła ją chwalą i zastanawiam się, czy do niej nie wrócić (chociaż przeczytałam 250 stron, więc dawałam jej dosyć długo szansę, której nie wykorzystała). Cóż, może to po prostu książka nie dla mnie.

Razem przeczytałam 2374 stron.

Z serii językowo napisałam o angielskim kryminale do nauki języka - KLIK oraz o 54 numerze English Matters - KLIK. Jeżeli chodzi o moją naukę angielskiego to nie jestem z siebie zadowolona, bo trochę sobie odpuściłam, ale natłok obowiązków zrobił swoje. W listopadzie postaram się poprawić i jakoś porządnie zorganizować. W końcu dla chcącego nic trudnego.

Ponadto na blogu znalazły się odpowiedzi na dwie nominacje do LBA - KLIK.

W najbliższym czasie zapraszam na bloga na recenzję "Innej duszy" Łukasza Orbitowskiego oraz "Autostopem przez Atlantyk i Amerykę Południową" Przemysława Skokowskiego.

A jak Wasz październik? Macie jakieś czytelnicze plany na listopad? 

28.10.2015

Katarzyna Kebernik - Wściekły


Tytuł: "Wściekły"
Autor: Katarzyna Kebernik
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Akurat










Siedemnastoletni Konstanty dalej jest gimnazjalistą; wagaruje, ma kłopoty z prawem, bierze udział w kibolskich bójkach. Zachowuje się jak furiat, jest agresywny, wywołuje u innych osób strach. Ale skrywa też wiele sekretów; jest tajemniczy i wrażliwy na muzykę - w wolnym czasie ją tworzy. Ale to jeszcze nic, bo nawiedzają go także bardzo realistyczne koszmary, w których sam jest bohaterem.

Kostek to bardzo oryginalny i charakterystyczny bohater. Z jednej strony furiat, unikający kontaktu z innymi ludźmi i buntownik, ale w głębi to tak naprawdę wrażliwy chłopak, potrzebujący zrozumienia. Jego życie nie jest kolorowe; matka Kostka popełniła samobójstwo, a w domu ojca i macochy nie czuje się najlepiej. Odtrącony przez społeczeństwo, duszący w sobie emocje, szukający szczęścia - taki właśnie jest. Kosa jest postacią złożoną i dobrze wykreowaną oraz zdecydowanie ciekawą.

Wściekły to połączenie powieści obyczajowej z fantastyką. Połączenie pewnie dla wielu czytelników niezbyt przekonujące. Jeżeli chodzi o mnie, to chyba bardziej przypadł mi jednak do gustu wątek obyczajowy. Elementy fantastyczne pojawiają się w snach Konstantego i są po prostu dziwne; zupełnie niecodzienne i do mnie jakoś to nie trafiło, bo kompletnie nie potrafiłam się wciągnąć.  Za to spodobał mi się wątek muzyczny, bo autorka w fantastyczny sposób ukazywała emocje Kosy, jego fascynację muzyką. Szkoda tylko, że nie zostało to bardziej rozwinięte.

Ta książka jest naprawdę dziwna, ale nie da się jej odmówić oryginalności. Coś takiego czytałam po raz pierwszy. I z jednej strony podoba mi się pomysł autorki, ale z drugiej jakoś ta książka do mnie nie trafiła i nie potrafiłam się wczuć. Czytałam ją, ale nie było tego słynnego "jeszcze tylko jeden rozdział i kończę". Bo w sumie to przez długi czas nawet nie wiadomo, dokąd ta historia zmierza, więc może temu nie potrafiłam w nią wsiąknąć. Często też się w niej gubiłam; nie wiedziałam, czy to, co widział Kosa było prawdą, a może tylko kolejnym jego snem. Autorka miała świetne pomysły, ale przy próbie ich połączenia zrobił się jakiś taki chaos.

Styl autorki pozostawia trochę do życzenia, jest nierówny. Nie brakuje wulgaryzmów, zwłaszcza w pierwszym rozdziale, bo później pojawiają się sporadycznie. Autorka, gdy pisała tę książkę, miała 17 lat, więc spodziewać możecie się właśnie bardziej młodzieżowego, luźnego stylu. Widać, że jest to debiut, nie wszystko jest takie, jakie być powinno, gdzieniegdzie pojawiają się też błędy. Mnie na przykład strasznie zirytował rozdział szósty, bo raz o pewnej postaci pisano w rodzaju męskim, a raz w żeńskim i to czasami nawet w jednym zdaniu.

"Wściekły"  to lektura specyficzna , więc na pewno wielu do gustu nie przypadnie. Ja po jej przeczytaniu mam w głowie jeden wielki mętlik... Ciężko mi ją też ocenić, bo zyskuje na oryginalności, ale mimo to mojego serca niestety nie zdobyła.

Ocena: 5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

25.10.2015

Językowo: Angielski z kryminałem - The Perfume of Death

Jakiś czas temu pisałam Wam o bardzo ciekawej aplikacji na telefon z angielskim kryminałem wydawnictwa Edgard (post znajdziecie tutaj --> klik). Dzisiaj natomiast pokażę również taki kryminał, ale w formie papierowej.



Fabuła
"Podczas leniwych wakacji do rąk detektywa Nowaka trafia jedna z powieści popularnego pisarza Marcina Belskiego. Policjant ze zdziwieniem odkrywa, że fabuła przypomina jeden z badanych przez niego wypadków. W pozostałych książkach Belskiego Nowak trafia na wątki podobne do innych zamkniętych już spraw. Spotkanie z tajemniczym autorem wciąga detektywa w przygodę, w której fikcja niepokojąco miesza się z rzeczywistością..." (opis z tyłu okładki)

Historia podzielona jest na krótkie rozdziały (jeden ma około stronę lub dwie) i mimo, że jest to materiał przeznaczony dla uczących się języka to czyta się jak dobre opowiadanie. Przedstawione wydarzenia są ciekawe, jednakże akcja trochę długo się rozwija. Oczywistym jest, że nie będę tutaj oceniać tej książki pod takim kątem ani porównywać jej do innych czytanych przeze mnie kryminałów, bo byłoby to bez sensu. Najważniejsze, że nie było nudno i z ciekawością czytałam kolejne rozdziały, a nauka była samą przyjemnością.


Poziom
"The Perfume of Death" to książka skierowana dla osób na poziomie B2. Według różnych internetowych testów, które sobie robiłam, wychodzi na to, że znajduję się własnie gdzieś między B1 a B2, chociaż bliżej mi jednak to tego niższego poziomu. Jednak czytało mi się naprawdę przyjemnie, z pomocą dołączonych do kryminału list trudniejszych słówek dałam radę zrozumieć całość bez użycia dodatkowych pomocy. Więc według mnie osoby z poziomem B1 spokojnie sobie z lekturą "The Perfume of Death" poradzą, a te B2 to tak trochę na wyrost. 


Ćwiczenia
Przeważnie po przeczytaniu dwóch rozdziałów (albo po jednym dłuższym) czeka na nas kilka ćwiczeń, które pozwolą utrwalić słownictwo, poćwiczyć gramatykę, sprawdzić zrozumienie tekstu itd. Zadania są naprawdę różnorodne i podobają mi się bardziej niż te w aplikacji mobilnej. Niektóre były dla mnie dosyć ciężkie i zazwyczaj ich wykonanie zajmowało trochę czasu. Ponadto z tyłu znajdują się odpowiedzi, więc zawsze można sobie sprawdzić. Całość zawiera około 80 zadań.




Lepsza aplikacja czy wersja papierowa?

To zależy czego oczekujemy i jaka forma nauki jest u nas skuteczniejsza. Jeżeli chodzi o wersję papierową to tutaj zdecydowanie wadą, w przeciwieństwie do aplikacji, jest brak możliwości odsłuchania czytanego tekstu. I tyle, bo poza tym nie mam się do czego przyczepić. Jednak widzę, że w ofercie wydawnictwa są też audiobooki (chociaż tego tytułu wśród nich na dzień dzisiejszy nie znajdziemy), więc opłaca się zapłacić trochę więcej i mieć także płytę, bo wymowa i osłuchanie się z tekstem jest bardzo ważne.

 Warto jeszcze wspomnieć, że książka ma poręczne rozmiary, zajmuje niewiele miejsca w torebce, więc przyznaję jej za to dużego plusa. Ponadto na dzień dzisiejszy mamy większy wybór wśród wersji papierowych aniżeli w aplikacjach. No i nie trzeba się martwić, czy wystarczy baterii do przeczytania kolejnego rozdziału albo czy mamy wystarczająco dużo miejsca na telefonie. Mnie osobiście też łatwiej się skupić na czytaniu wersji papierowej, bo z telefonem w rękach różnie z koncentracją bywa. 


Dla kogo?
Dla uczących się języka angielskiego i będących na poziomie średnio-zaawansowanym (w przypadku tego konkretnego tytułu). Takie krótkie historie są bardzo ciekawą, ale też skuteczną formą nauki, mogą być dobrą rozgrzewką przez czytaniem książek w oryginale.

W ofercie wydawnictwa znajdziemy też inne tytuły dla osób o różnych poziomach zaawansowania. Szczegóły TUTAJ.

Za możliwość nauki dziękuję wydawnictwu Edgard!

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka