03.01.2015

Andy Weir - Marsjanin

Tytuł: "Marsjanin"
Autor: Andy Weir
ilość stron: 384
Wydawnictwo: Akurat















Ares 3 to kolejna wyprawa na Marsa, w której udział bierze sześcioro astronautów. Pobyt na tej planecie ma trwać 31 dni, ale niespodziewanie mocna burza piaskowa krzyżuje im plany i szybko muszą wracać na statek kosmiczny. Nie wszystkim się to jednak udaje, bo w trakcie ewakuacji Mark Watney zostaje ranny, gdy uderza w niego oderwana antena. Wszystko wskazuje na to, że nie żyje. Załoga musi niestety szybko się pozbierać po stracie i wracać w niepełnym składzie. Takie są procedury.

I w taki oto sposób Mark Watney zostaje na Marsie całkowicie sam. Jest żywy i ma przesrane (to jego własne słowa). Od teraz musi liczyć tylko na siebie i wykorzystać swoja cenną wiedzę, bo tylko ona może go uratować. Wszakże zapasy kiedyś się skończą, a pomoc może nigdy nie nadejść.

Najmocniejszą stroną tej książki jest główny bohater, Mark Watney. Mężczyzna jest botanikiem i inżynierem, ale o jego niesamowitości świadczy ogromne poczucie humoru i umiejętność radzenia sobie w sytuacjach beznadizejnych. Mark najpierw robi jedno, a potem drugie, na ogół nie martwi się na zapas. Jest wyjątkowo zdolny i z największego bagna potrafi się otrząsnąć. To naprawdę świetna postać, której nie da się nie lubić. Moją sympatię zdobył od razu i może to głupio zabrzmi, ale zżyłam się z nim. Uwielbiam jego cięte riposty.


A teraz przejdę do wady, która może Was zniechęcać, ale pamiętajcie, że każdy może to odebrać zupełnie inaczej. Otóż dla mnie ta książka była zbyt skomplikowana. To moja pierwsza powieść science fiction, której akcja toczy się w kosmosie. Zawsze się takich książek bałam i ich unikałam. I trochę słusznie. Mnie "Marsjanin" miejscami przerastał, nie mam aż takiej wyobraźni, żeby to wszystko sobie w głowie otworzyć, te wszystkie sformułowania, jakieś kosmiczne sprzęty, to był dla mnie kosmos. Jednak zaznaczam, że nie mam kompletnie doświadczenia ani z filmami, ani z książkami z takiej dziedziny. I przyznaję, że gdyby nie świetny bohater, to pewnie nie czytałabym tej książki, bo nie lubię, gdy nie wiem, o czym czytam. Mój kobiecy umysł tego nie ogarnia. Miejscami mnie to męczyło, więc nie mogłam czytać jej bez przerwy, ale Mark Watney mnie hipnotyzował. Nie wiedziałam, o czym czytam, ale kibicowałam Markowi i tylko to się liczyło. Nie jest to lektura łatwa, ale warto dać jej szansę. Ja przeczytałam ją ze względu na głównego bohatera. Jednak fani tych wszystkich "kosmosowych" sprzętów, wypraw i nowoczesnej technologii będą zachwyceni.

A kibicować trzeba było dużo, bo Marka niestety ciągle trzymał się pech. Gdy już myślimy, że wszystko jest dobrze i cieszymy się z głównym bohaterem, to nagle wszystko się komplikuje i znowu trzeba myśleć od nowa. Ale to dobrze, bo przez to dużo się działo, czasami i serce mocniej zabiło. A przy czytaniu zakończenia moje oczy zrobiły się jakieś takie wilgotne. Owszem, miejscami jest nudno, zwłaszcza czy kolejny raz czytamy o jakieś skomplikowanej reakcji, ale w ostatecznym rozrachunku książka mi sie podobała.

Pod koniec tego powinien ukazać się film, który będę chciała obejrzeć. Może wtedy wszystko stanie się jaśniejsze.

Ocena: 7/10

17 komentarzy :

  1. Nie przepadam za tym gatunkiem, ale pewnie skusiłabym się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka ma coś w sobie, bo sięgają po nią osoby, które właśnie za science fiction nie przepadają:) To chyba ten hipnotyzujący Mark:D

      Usuń
  2. Kupiłam tę książkę szwagrowi pod choinkę, bo fascynuje go kosmos. Sama zaś nie jestem fanką ani gatunku, ani tematyki poruszanej w książce. Niemniej, może być ciekawa dla zainteresowanych "kosmicznymi" tematami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz z ciekawości po nią sięgnąć, ale nie namawiam:)

      Usuń
  3. Ojojoj, nienawidzę wszelakich powieści/filmów/ciekawostek o kosmosie, za scence-fiction też nie przepadam (toleruję tylko "FNiN" Rafała Kosika :P), więc sobie daruję. Poza tym nie mam ochoty znowu męczyć jakiejś książki (ostatnio chyba mam pecha) ^^ Ta powieść to... to dla mnie kosmos :))

    zaczarrowana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że wolałabym tę książkę zobaczyć na ekranie. Na lekturę jakoś nie mam ochoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film na pewno będzie łatwiejszy w odbiorze. Ja już jestem go strasznie ciekawa, a zwłaszcza przedstawienia głównego bohatera:)

      Usuń
  5. Wiele, wiele pozytywnych opinii. Może i ja się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnostwo o tej książce słyszałam, aż mnie skręca. Oczywiście jest na mojej liście must have. Jedni chwalą, inni troszkę narzekają na trudność słownictwa. Jestem ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  7. Science - fiction to dla mnie magia czarniejsza niż matematyka, więc tym razem sobie daruję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka absolutnie nie w moim guście. A mimo to chcę ją przeczytać. Naczytałam się tyle pozytywów na blogach ludzi, którzy na codzień takich książek nie czytając, że z czystej ciekawości muszę ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gatunek Science fiction bardzo lubię i z przyjemnością się w nim zaczytuję ;) Jestem zaintrygowana tą powieścią , może przeczytam ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba też by mnie profesjonalne nazewnictwo przerosło...

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznaję, że "Marsjanin" może przerosnąć, bo terminologia i zawiłości techniczne do łatwych nie należą. Ja już na początku lektury odpuściłam sobie próby zrozumienia czegokolwiek i część tekstu traktowałam jak obce nazwy w skandynawskich kryminałach - niby wiem, o co chodzi, ale upraszczam w głowie. ;) Po odrzuceniu tej całej otoczki książka jest naprawdę przyjemna i, tak jak napisałaś, bohater robi swoje. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest to książka, która znajduje się baaaardzo wysoko na mojej liście must read :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Trochę się naczytałam o tej książce, jednak SF to nie moje klimaty :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka