17.05.2015

John Green, David Levithan- Will Grayson, Will Grayson

Tytuł: "Will Grayson, Will Grayson"
Autorzy: John Green, David Levithan
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Bukowy Las










Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch Willów Graysonów. Chociaż nazywają się tak samo, to są zupełnie inni. A jednak pewnego dnia, przez przypadek, spotykają się. Jeden Will to taka szara mysz, która za wszelką cenę unika wychylania się. Woli siedzieć niezauważony w kącie, ale sprawy nie ułatwia jego znany w całej szkole homoseksualny kumpel Cooper. Z kolei drugi Will jest gejem, cierpi na depresję, całe dnie spędza na portalach społecznościowych, pisząc ze swoim internetowym chłopakiem Izaakiem.

Tak myślę i myślę, co o tej książce napisać. Mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony było w niej coś intrygującego i wciągającego, ale czegoś chyba jednak mi zabrakło. Po przeczytaniu opisu z tyłu okładki moje wyobrażenia na temat tej powieści były inne, więc to, co dostałam, było dla mnie niespodzianką. Ale czy pozytywną?

Czyta się tę książkę szybko i przyjemnie, ale od pewnego momentu. Dosyć długo trzeba czekać, aż akcja nabierze tempa i zacznie się dziać coś konkretnego. Tutaj jest to dopiero moment spotkania obu Willów, a na ten trzeba trochę poczekać. Powiedziałabym, że jest nierówno; raz ciekawiej, a raz nudniej, nie miałam problemów z odłożeniem tej książki na półkę, pewnie szybko też o niej zapomnę. Takie czytadło na kilka wieczorów.

Na plus oczywiście tematyka. Fajnie, że porusza się kwestię akceptacji osób o innej orientacji seksualnej, bo jest to ważne. Autorzy robią to w sposób lekki, prześmiewczy, ale też trochę przerysowany i sama nie wiem, czy to mi się podoba. Jest tak trochę amerykańsko, miejscami wszystko wydawało mi się oderwane od rzeczywistości. Jednak i tak sądzę, że warto podejmować ten temat w książkach młodzieżowych i uczyć w ten sposób tolerancji. Oby więcej takich tytułów się ukazywało.

 Styl obu autorów przypadł mi do gustu, chociaż to, co pisał pan David Levithan trochę czytanie utrudniało. Dlaczego? W jego rozdziałach wszystko pisane jest małymi literami, nawet imiona, a ja nie jestem do takiego zabiegu przyzwyczajona. Ale nie powiem, bo było to na swój sposób oryginalne, miało też swoje uzasadnienie.

Nie jest to moja pierwsza książka Greena i w sumie jestem coraz bardziej nim zawiedziona. Ciągle pamiętam jego cudowne "Gwiazd naszych wina" i ciągle czekam na powtórkę. Ta niestety i w tym przypadku nie nadeszła. W ogóle zauważyłam, że Green pisze schematycznie, nie zaskoczył mnie. Szału niestety nie było i coraz mniej ciągle mnie do jego przyszłych książek. Schematyczności mówię stanowcze nie, bo ileż można czytać z przeświadczeniem, że to już gdzieś było, a to "gdzieś" to inne jego tytuły. Co do pana Davida to z ciekawości chętnie sięgnęłabym po jakąś inną jego książkę, żeby lepiej poznać jego styl bez wpływów innych autorów. Mam więc nadzieję, że wkrótce powieści te ukażą się w Polsce i będzie mi dane ich poznanie.

Ocena: 5/10

14 komentarzy :

  1. Ja na pewno nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem po jego trzech książkach i także zauważyłam pewną schematycznosc. A tej książki w planach nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie przepadam za twórczością tego pana :) Mimo, że go nie lubie i tak predzej czy później siegam po jego książki. Czemu? Nie wiem. Jeśli nadarzy sie okazja przeczytam tą książke, ale tak jak tobie, mi też sie pewnie za bardzo nie spodoba :) Ale cóż czasem można być masochistą :D
    Pozdrawiam :)

    http://papierowa-kraina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak czasami mam. Mimo że nie zachwyciło mnie kilka książek jakiegoś autora to daje mu ciągle szansę. Pewnie wynika to z pozytywnych ocen innych czytelników.

      Usuń
  4. Mnie każda, bez wyjątków, książka Greena zachwyca. Owszem jest schematyczny, ale te jego schematy są tak oryginalne, że można przymrużyć na to oko. Uwielbiam to jak kreuje bohaterów, każdy z nich jest na swój sposób... dziwaczny. Poza tym lepszy schemat Greena niż czytać ciągle o tych samych trójkątach miłosnych w paranormalach lub o podziałach ludzi w dystopiach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam serdecznie dość trójkątów miłosnych!

      Usuń
  5. Ze względu na Johna Greena chciałaybm przeczytać tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam tą książkę ostatnio w Biedronce.. Miałam nawet kupić, ale jakoś nie wyszło.
    Może kiedyś się przemogę i przeczytam..

    http://recenzje-sophie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupiłam ją zaraz po premierze ze względu na autora. Nawet nie czytałam opisu a tym bardziej recenzji. Trochę mnie dziwi twoja niska ocena, bo John Green raczej trzymał według mnie poziom... Ale książkę i tak przeczytam bo to jedyna tego autora, która mi została nietknięta ;)

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto przeczytać i wyrobić sobie własne zdanie:)

      Usuń
  8. Greena przeczytałam tylko Gwiazd naszych wina i nie byłam zachwycona tą książką, chociaż większość była nią oczarowana. Po inne książki autora raczej nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wczoraj na targach miałam spory problem co wybrać: Papierowe miasta, Will Grayson, Will Grayson czy Jeden dzień. Ostatecznie wzięłam Jeden dzień i chyba nie będę żałować, zwłaszcza po Twojej średnio-przychylnej recenzji "Willa...". :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam, podobnie oceniam. Trochę mnie rozśmieszyła ta książka, bzdura goniła bzdurę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Graysona czytałam i osobiście mi się spodobał, ale nie zachwycił. Jeśli chodzi o twórczość Greena, to w moim osobistym rankingu numer jeden zajmuje zdecydowanie "Szukając Alaski". :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka