14.11.2015

Językowo: wychodzę ze swojej strefy komfortu

Stop! Koniec z wymówkami! Tak sobie mówię już od jakiegoś czasu, obiecując, że w końcu popracuję nad moim rozumieniem angielskiego ze słuchu. I chyba już jestem gotowa, by wyjść poza strefę swojego komfortu i zmierzyć z poważnym dla mnie przeciwnikiem.


Wielokrotnie już wspominałam, że nie lubię słuchania w języku obcym, bo zawsze wychodzi mi to najgorzej. Mimo że znam już całkiem sporo słówek i  z czytaniem na swoim poziomie nie mam problemów, to słuchanie jest u mnie jakąś katastrofą. Jest już lepiej niż było kiedyś, ale zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę umiem niewiele, bo najważniejszą umiejętnością w nauce każdego języka jest według mnie porozumiewanie się. A żeby rozmawiać, to jeszcze trzeba naszego rozmówcę zrozumieć. Ja nie potrafię. A skoro nie potrafię to...

...to muszę w końcu wziąć się za siebie i przestać szukać sobie usprawiedliwień, bo bez ćwiczeń nigdy się nie nauczę. Dotychczas ciągle sobie znajdowałam jakieś wymówki; a to, że mam za mało czasu, że i tak znowu większości nie zrozumiem, więc po co się męczyć, że zrobię to jutro, że najpierw wkuję z tysiąc nowych słówek to słuchanie przyjdzie z czasem itd.

Postanowiłam wyjść poza strefę komfortu i zmierzyć się ze swoim problemem, pokonać swoje bariery, włączyć do mojej nauki nowe metody, skupiające się na poprawie rozumienia ze słuchu. Nie będzie to łatwe, przede mną dużo pracy, ale wszystko jest do zrobienia. Chęci mam, plan się tworzy, więc do dzieła!

Co planuję?
- codzienny kontakt z językiem poprzez słuchanie jakiś podcastów albo oglądanie filmików na Youtube po angielsku
- jak na jakiś czas (gdy będę miała więcej wolnego czasu) będę oglądać dłuższe filmy, bajki dla dzieci, animacje - najlepiej bez napisów, żeby skupić się maksymalnie na słuchaniu
- nauka bierna i tutaj mam na myśli słuchanie np. brytyjskiego radia podczas wykonywania innych zajęć

Dla lepszej mobilizacji postanowiłam wszystko to, co robię, notować. Na razie wygląda to tak, ale moim celem jest wypełnianie każdego następnego okienka.


Może nie robię na razie zbyt dużo, ale zawsze lepszy krótszy kontakt z językiem niż żaden.

Was także namawiam do zmierzenia się ze swoimi słabszymi językowymi stronami, do wyjścia poza swoją strefę komfortu. Może aktualna pora roku nie sprzyja rozwojowi, ale odkładanie rzeczy na później wcale nie jest lepszą opcją.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

6 komentarzy :

  1. Widzisz, ja mam na odwrót - po stokroć wolę słuchać niż czytać. Mam wrażenie, że więcej można wynieść z kontekstu, coś dopytać, itd. Ale rozumie, że lepiej mieć tekst przed oczami i rozwiać wszystkie wątpliwości z podobnie brzmiącymi słówkami. Jeśli mogę Ci coś poradzić, bo kiedyś też zaczynałam naukę ze słuchu, idealnie sprawdzają się filmy z angielskimi napisami. Co nie dosłyszysz, to możesz podpatrzeć. I jeśli lubisz gry - koniecznie grać w oryginały. Ogrom słownictwa specjalistycznego powala. Ale kiedy później rozmawiasz z anglojęzycznymi osobami i zarzucisz zwrotem, to wynagradza to godziny nauki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podzielenie się radami:) O filmach z angielskimi napisami słyszałam, znam nawet fajną stronkę, więc też włączę tę metodę nauki. Co do gier to sama nie gram, ale widzę po moich znajomych, że można się w ten sposób wiele nauczyć i to jeszcze całkiem nieświadomie.

      Usuń
  2. Dla mnie też słuchanie wciąż stanowi pewien problem. Chociaż to wszystko zależy... Oglądam ostatnio sporo zagranicznych booktuberów i właściwie wszystko rozumiem. Ale z filmem/serialem mam już problem. Tak, jak napisała wyżej Anna, oglądanie filmów z angielskimi napisami, jest bardzo dobrym pomysłem. Sama tak robiłam. I oglądałam też w oryginale bajki Disneya, które znam prawie na pamięć. Osłuchiwałam się z językiem, a znajomość filmu pozwalała mi wychwycić znacznie więcej. Ostatnio nawet próbowałam z hiszpańskim (i z booktuberami, i z bajkami), ale tu jest duuużo gorzej :D
    Ja się cieszę, bo ostatnio się przełamałam i bez strachu sięgam po książki po angielsku. Zmusił mnie Egmont, który nie wydał "Cress" :D No to dobra, jak nie to nie, poradzę sobie. I od tej pory znacznie więcej czytam po angielsku, wcześniej próbowałam, ale dość szybko się zniechęcałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też jest łatwiej zrozumieć Youtuberów niż filmy:) Do do "Cress" to jestem wściekła na Egmonta, bo niewydanie takiej dobrej serii to grzech! Ja akurat znalazłam nieoficjalne tłumaczenie, ale być może ostatni tom przeczytam w oryginale. No cóż, jakoś trzeba sobie radzić.

      Usuń
  3. Najważniejsze to dobra motywacja i dobrze postawiony cel - widzę, że u Ciebie są obie te części :D
    Trzymam mocno za Ciebie kciuki w nauce - ja podobnie rozpoczęłam przygodę z angielskim i niemieckim!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczytne cele;) Ze swojej strony polecam słuchanie angielskich audiobookow;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka