21.12.2015

Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle - W śnieżną noc

Tytuł: "W śnieżną noc"
Autorzy: Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las










"W śnieżną noc" to książka, którą chciałam przeczytać już rok temu, ale wtedy mi się to nie udało. Postanowiłam jednak, że przed tegorocznymi świętami na pewno ją zdobędę i sama się przekonam, czy to faktycznie taka świetna lektura, która wprowadzi mnie w odpowiedni nastrój.

Całą historię rozpoczyna opowiadanie pt. "Podróż wigilijna" Maureen Johnson i bardzo dobrze, że tak się stało, bo według mnie tylko ono zasługuje tutaj na większą uwagę, ale szału też niestety nie ma.
Jubilatka (tak, to jest imię) miała spędzić Boże Narodzenie ze swoim chłopakiem. Jednak bójka spowodowana wielką pasją jej rodziców i ich pobyt w więzieniu sprawia, że dziewczyna musi pojechać sama na Florydę do dziadków. Śnieżyca ma jednak swoje do powiedzenia i mocno wda się wszystkim we znaki.
Wciągnęłam się, jednak opowiedziana historia niczym szczególnym się nie wyróżnia, nie niesie też większych wartości. Ot, takie krótkie, przewidywalne czytadełko, które miło się czytało, ale na długo w pamięci nie zostanie. Chociaż może dziwne imię głównej bohaterki na dłużej w mojej głowie zagości. Jubilatka przypadła mi do gustu, podobało mi się jej poczucie humoru i sposób narracji. Według mnie jest to najlepsza część książki. Dalej niestety już tak pięknie nie jest.

Kolejna część należy do Johna Green'a, który po raz kolejny mnie zawiódł. Ciągle pamiętam jego cudowne "Gwiazd naszych wina", ale już kolejne jego książki mnie nie zachwycały. Jednak i tym razem miałam wobec niego wysokie oczekiwania, liczyłam na noś ekstra. Nie ukrywam też, że to właśnie jego nazwisko mnie do tego tytułu przyciągnęło. A tymczasem jego historia ("Bożonarodzeniowy cud pomponowy") okazała się najsłabsza.
Jest to opowiadanie o Tobinie i dwójce jego przyjaciół. Pędzą oni przez zaspę wraz z Twisterem do Waffle Haus, gdzie znajduje się grupa cheerleaderek.

Gdy czytałam tę historię to nie wiedziałam, co myśleć. Czułam głównie irytację, cała ta historia o nastolatkach pędzących na złamanie karku przez zaspy tylko po to, by zobaczyć grupę cheerleaderek, była według mnie bez sensu. Bohaterowie mnie denerwowali, byli dziecinni, a ich poczucie humoru do mnie nie przemówiło. No cóż, może się starzeję.  Końcówka trochę uratowała sprawę, ale po Greenie spodziewałam się czegoś innego. Ogólnie czułam się zażenowania podczas czytania. Johnie, naprawdę? Dla mnie porażka...

Finałem jest opowiadanie pt. "Święta patronka świnek" Lauren Myracle. Jest to historia Addie, która opłakuje swoje rozstanie z Jebem. Przez jeden pocałunek z innym chłopakiem straciła swojego prawdziwego ukochanego. Czy ten związek da się jeszcze uratować?
I to opowiadanie mnie nie zachwyciło, a nawet już z niecierpliwością oczekiwałam końca całej tej książki. Główna bohaterka niezwykle mnie irytowała, jej ciągłe humorki i narzekanie działały na mnie rozstrajająco, wszystko było tu jakieś takie sztuczne i po prostu nudne. Ogólnie bezsensowna ta historia i dziwna (inne słowo po prostu nie przychodzi mi na myśl).

Chociaż lektury nie mogę zaliczyć do udanych i uważam, że zmarnowałam przy niej czas, to przyznaję, że doceniam pracę autorów, którzy musieli naprawę ze sobą współpracować, żeby wszystkie te trzy historie ze sobą powiązać. Początkowo myślałam, że będę miała do czynienia z zupełnie odrębnymi opowiadaniami, ale okazało się, że wszystkie się ze sobą łączą.


12 komentarzy :

  1. Lubię Greena i na pewno dla niego zajrzałabym do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie spodoba się bardziej. Ja po kolejnej nieudanej pozycji Green'a już nie mam ochoty na kolejne jego książki.

      Usuń
  2. Mnie też się nie spodobało jakoś szczególnie - recenzja wisi na samej górze na blogu ;) Szkoda trochę, że to taki przeciętniak był...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz zerknę na Twoją recenzję:)

      Usuń
  3. Zamierzałam się do niej kilka razy, ale czytając już którąś negatywną opinię postanowiłam ją sobie odpuścić.:)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja rok temu czytałam praktycznie same pozytywy i strasznie się napaliłam na tę książkę, a teraz jestem po prostu zawiedziona;(

      Usuń
  4. Właśnie ją czytam i jestem ciekawa tej pozycji, ale po Twojej recenzji staram się nie mieć złudnych nadziei. Pozdrawiam ;*
    k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam więc na Twoją recenzję:)

      Usuń
  5. Nie jestem fanką tego typu powieści, a John Green swoim GWN nie zachwycił mnie na tyle, by przeczytać jego inne twory, więc najprawdopodobniej po tę książkę nie sięgnę - zwłaszcza że sama jej nie polecasz. Choć muszę przyznać, że okładka przyciąga uwagę i wprowadza w taki świąteczny nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  6. mi również najbardziej podobała się pierwsza opowieść. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja czytalam w zeszłym roku. Tez naczytalam sie super opinii DoD wszystkich a jak czytalam to jakos tak... Zalowalamze wydałam nie pptrzebnie na nią pieniądze. Niby jest ok, ale z bez szalu jak to sie wszyscy zachwycali

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka