30.01.2015

Regina Brett - Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym

Tytuł: "Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym"
Autor: Regina Brett
Ilość stron: 300
Wydawnictwo: Insignis














"Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym" to zbiór 50 felietonów, które mają nam pomóc w uczynieniu naszego życia lepszym oraz sprawić, by niemożliwe stało się możliwe.

Książkę czyta się bardzo szybko, ja nawet nie zauważyłam, że jestem na samym końcu, ale jest ona zdecydowanie mniej motywująca i podnosząca na duchu niż debiut autorki. Tutaj praktycznie na każdej stronie czyha na nas nowotwór, a szczęście i pomyślność jest działaniem Boga. Niektóre porady są bardzo fajne, tylko trzeba wziąć pod uwagę, że jest to książka amerykanki, a tam realia są całkiem inne, więc czytałam o tym z przymrużeniem oka. Niestety dla mnie ten poradnik to taka kopia "Bóg nigdy nie mruga". Czytając, miałam wrażenie, że to już było, w pewnym momencie zastanawiałam się nawet, czy tej książki już nie czytałam. Aż musiałam zerknąć na swojego bloga. Nie ukrywam, że jestem zawiedziona, bo oczekiwałam czegoś pięknego i mądrego, a dostałam - sama nie do końca wiem co. Jest jakoś tak chaotycznie, miejscami autorka sama sobie przeczy. Czyżby pani Regina gubiła się w swoich mądrościach?

Dużo tu o Bogu, podobnie jak w poprzedniej książce autorki. Jednak tutaj może to już razić, jest to taka bardziej katolicka książka, jeżeli mogę to tak określić. "Bóg nigdy nie mruga" jest jednak dla szerszej grupy odbiorców. Tutaj natomiast lepiej się przed zakupem zastanowić, czy nie będzie nam taka treść przeszkadzała. Osobom niewierzącym zdecydowanie odradzam.

"Bóg nigdy nie mruga" - tak, "Jesteś cudem" - niekoniecznie. To tak w skrócie dla osób, które zastanawiają się nad sięgnięciem po książki autorki.

Ocena: 4/10

"Bóg nigdy nie mruga" - KLIK

29.01.2015

Sophie McKenzie - Zaginiona

Tytuł: "Zaginiona"
Autor: Sophie McKenzie
Ilość stron: 271
Wydawnictwo: Akapit Press














Dla wielu z nas odpowiedź na pytanie "kim jestem?" nie stanowi żadnego problemu. Niestety nie każdy ma to szczęście, że zna swoją przeszłość i korzenie. Lauren ma czternaście lat, a gdy miała trzy została adoptowana. Zadanie szkolne zmusza ją do refleksji i chęci poznania swojej przeszłości. Nie jest to jednak takie łatwe, bo jej rodzice nie są skorzy do odpowiadania na jej pytania. Lauren bierze więc sprawy w swoje ręce i zaczyna podejrzewać, że została porwana. Postanawia dowiedzieć się prawdy  i wraz ze swoim przyjacielem planuje podróż do USA.

Może i książka jest trochę naciągana, a niektóre wydarzenia wydają się nieprawdopodobne, ale naprawdę mnie niesamowicie wciągnęła i byłam strasznie ciekawa, jak dalej potoczą się losy bohaterów, co zrobi Lauren i jej rodzina. Bardzo podoba mi się, że nie ma tu tak znienawidzonego przeze mnie trójkąta miłosnego, ani że na pierwszy plan nie wysuwa się nastoletnia miłość. W książce dużo się dzieje, nie ma miejsca na nudę.

Jeżeli chodzi o bohaterów to mam mieszane uczucia do Lauren. Nie da się ukryć, że jest to egoistyczna osóbka, zwłaszcza na początku. Jednak jej wytrwałe i uparte dążenie do celu jest godne podziwu. Z czasem jednak coraz bardziej ją lubiłam i kibicowałam jej. Z kolei Jam mi się spodobał, był bardzo dojrzały jak na swój wiek. Bohaterowie z czasem dojrzewają, stają się coraz mądrzejsi.

Jest to książka pisana z myślą o młodzieży i myślę, że to takich czytelników najbardziej trafi. Mnie zmusiła do refleksji i zastanowienia się, co ja zrobiłabym na miejscu Lauren. Poruszany tutaj temat adopcji jest bardzo ważny i warto się czasami zastanowić nad życiem osób adoptowanych, ich uczuciami i pragnieniami.

Ocena: 7/10

JĘZYKOWO: Jako że książkę czytałam w oryginale to wspomnę trochę o języku, gdyby ktoś miał ochotę również ją po angielsku przeczytać. Według mnie słownictwo nie jest najtrudniejsze, mnie osobiście bardzo przyjemnie i szybko się ją czytało. Myślę, że osoby z poziomem B1 spokojnie sobie poradzą z jej przeczytaniem.


27.01.2015

Językowo: Moja pierwsza książka po angielsku - przeczytana! Jak zacząć czytać w oryginale?

Jestem dzisiaj strasznie podekscytowana, bo chciałam się pochwalić swoją pierwszą książką, którą przeczytałam po angielsku. Jest to "Girl, Missing" Sophie McKenzie. Satysfakcja jest ogromna, a motywacja wzrosła o kilka stopni. O książce napiszę za jakiś czas, bo została też wydana w Polsce, a jest bardzo fajna i warta przeczytania, ale dzisiaj kilka rad początkującej dla początkujących. :)


Wybierz książkę, która Cię interesuje
Jeżeli w rodzimym języku czytasz kryminały to wybierz kryminał itd. Książka musi być dla nas interesująca, żeby czytało się ją z przyjemnością. Z tym, że ja w przypadku osób początkujących uważałbym na fanstastykę i science-fiction, bo różnie tam z tym słownictwem bywa i może się skończyć nad ciągłym ślęczeniem nad słowniczkiem, a w końcu zniechęceniem, a przecież nie o to chodzi.

Przygotuj dobry słownik
Słownik zdecydowanie się przydaje, ale jak wybrać najlepszy? Ja na początku przygotowałam sobie dwa tradycyjne, papierowe słowniki. Szybko jednak odłożyłam je na półkę, dlaczego? Raz, że wielu słówek w nich po prostu nie było, a ja traciłam dużo czasu na samo ich szukanie. Poza tym często podane było tylko jedno znaczenie, które często nijak pasowało do czytanych przeze mnie treści.

Dlatego też ja polecam słownik diki.pl. Jest on dostępny na komputery i telefony (aplikacja do pobrania za darmo, ale potrzebny jest dostęp do internetu) . Wpisujemy słówko i szybko mamy gotowe tłumaczenie i automatycznie wymowę (dźwięk można oczywiście wyłączyć). Ponadto jeżeli wpisujemy słówko w wersji amerykańskiej, to od razu dostajemy też w brytyjskiej. Mamy też przykładowe zdania oraz wyrażenia z danym wyrazem. Dla mnie jest to słownik idealny. A! I są też w nim potocyzmy, a i one się w książce zdarzają.

Na początek coś łatwego
Nie warto na samym początku stawiać sobie poprzeczki za wysoko i decydować się np. na grube tomy albo książki z trudną dla nas terminologią. Wiecie dlaczego tak szybko po kupnie tej książki zdecydowałam się zacząć jej czytanie? Z ciekawości otworzyłam sobie pierwszą stronę. Przeczytałam ją i zrozumiałam wszystko. Podobnie było z kolejną. Dla mnie najważniejszy jest pozytywny start. Jeżeli zniechęcamy się już na samym początku to mało prawdopodobne, że dotrzemy do końca. Trzeba się najpierw dowartościować i uwierzyć w swoje możliwości.

Dlatego polecam wybrać jakąś łatwą książkę. Moje propozycje są następujące:


  • życiowe książki/biografie - w takich powieściach słownictwo na pewno jest łatwiejsze niż np. w fantastyce. W końcu ucząc się języka w pierwszej kolejności poznajemy te najbardziej potrzebne dla nas zwroty dotyczące naszej codzienności 
  • książka, którą już czytaliśmy w języku polskim - mnie osobiście mogłoby to nudzić, bo raczej nie czytam dwa razy tej samej książki, ale jeżeli macie jakieś swoje ulubione, ukochane powieści, to dlaczego by nie przeczytać ich w oryginale? (wiem, że sporo osób poleca Harrego Pottera)
  • książka dla dzieci - to opcja dla osób początkujących, które szukają czegoś naprawdę łatwego na start. Mała liczba stron, często obrazki i bardzo łatwe słownictwo

Nie przejmuj się każdym słówkiem
Jeżeli miałabym sprawdzać w słowniczku każde słówko, którego nie znam, to czytałabym tę książkę dużo, dużo dłużej i najzwyczajniej w świecie bym się męczyła i zniechęciła. Owszem, chciałam łączyć miłe z pożytecznym i poznawać nowe słówka, ale robiłam to tylko wtedy, gdy naprawdę nie potrafiłam zrozumieć zdania albo gdy jakieś słówko ciągle mnie prześladowało na kolejnych stronach.

A na koniec napiszę coś pocieszającego dla wszystkich osób, które właśnie myślą sobie, że nie dają rady. Sama nie jestem na wysokim poziomie (testy, które robiłam kilka miesięcy temu pokazują poziom B1), ale dałam radę. Wy, jeżeli oczywiście chcecie, też dacie radę. Wszystko zależy od doboru odpowiedniej książki.

Ode mnie to już wszystko. Jeżeli kogoś przekonałam do przeczytania książki w oryginale to zachęcam do zerknięcia do TEGO postu. Polecam tam bardzo fajny i tani antykwariat internetowy.

A Wy czytacie książki w oryginale? 

Zobacz też: książki, które przeczytałam w oryginale:
"Girl, Missing" Sophie McKenzie 
"Ugly" Constance Briscoe 
J.K.Rowling - "Harry Potter and the Philosopher's Stone" 
"Cold Little Hand"

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

25.01.2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Cukiernia pod Amorem. Hryciowie

Tytuł: "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie"
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Ilość stron: 504
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tom: III












"Hryciowie" to trzeci tom trylogii "Cukierni pod Amorem". Recenzja może zawierać spoilery do poprzednich części!

W trzecim tomie trylogii przenosimy się do czasów II wojny światowej i dalej poznajemy losy rodu Zajezierskich. Celina Cieślak, córka Pawła Cieślaka, poznaje Adama Toroszyna. Młodzi zakochują się w sobie, jednak wojna jest bezlitosna i rozdziela tę dwójkę.

Przenosimy się także do roku 1995 i współczesnego Gutowa. Iga boi się o swojego ojca i nie podoba jej się jego romans. Jakby tego było mało, do Gutowa na otwarcie szkoły kwietanek przybywa sam Adam Toroszyn wraz ze swoim wnukiem Xavierem. Czy Idze uda się rozwikłać rodzinną tajemnicę? Kim jest kobieta, które ciało znaleziono w czasie wykopalisk?

Jeżeli chodzi o ten tom to mam mieszane uczucia. Niby mi się podobało, bo było ciekawie, akcja szybko gnała do przodu, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że jakoś tak to moje czytanie miejscami było na siłę. Poczułam się taka zmęczona od nadmiaru informacji, a ich w tej książce nie brakuje. Dla mnie ta część jest tylko dobra, najlepsza według mnie jest pierwsza. Czyta się ją dobrze i szybko, ale nie jest aż tak porywająca. Miejscami miałam wrażenie, że mam przed sobą jakiś suchy artykuł pozbawiony emocji.

A na koniec o zakończeniu, które mnie osobiście lekko zdezorientowało, ponieważ wszystko skończyło się tak nagle, nie poznałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Było tylko takie zdziwienie, że to już jest koniec. Trochę mnie to rozczarowało i czuję niedosyt. Autorka chyba bardzo się spieszyła i chciała szybko zakończyć serię, a tymczasem urwała w najciekawszym momencie. Czyżby brakowało jej pomysłów?

Ocena: 6/10

Polacy nie gęsi

19.01.2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie

Tytuł: "Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie"
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Ilość stron: 472
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tom: II











"Cieślakowie" to drugi tom trylogii "Cukiernia pod Amorem". Recenzja może zawierać spoilery do poprzedniej części!

Druga część trylogii to kontynuacja opowieści o rodzie Zajezierskich. Pojawia się także nowa rodzina - Cieślakowie. Co tak w skrócie znajdziemy na kartach powieści? Marianna Blatko rodzi w Ameryce syna Tomasza Zajezierskiego, poznajemy też córkę Kingi Toroszyn - Grażynę, która pragnie zostać artystką i z uporem dąży do swojego celu.

Oczarowana pierwszym tomem z wielką przyjemnością sięgnęłam po kolejny. Podobał mi się troszeczkę mniej niż poprzedni, ale seria nadal trzyma wysoki poziom, zwłaszcza pod względem tła historycznego.

Poprzednią część bardzo polubiłam za bohaterów. Wiadomo jednak, że ktoś się rodzi, a ktoś umiera, więc jest trochę nowych postaci, a z niektórymi już się niestety nie spotykamy. W drugim tomie pojawia się przebojowa Grażyna, córka Kingi Toroszyn, która niewątpliwie różni się od tamtejszych kobiet. Dziewczyna jest uparta i stanowcza, dąży do swoich celów, chce został sławną aktorką. I za to ją polubiłam. Pojawia się też tytułowa rodzina Cieślaków, jednak to wcale nie oni przeważają w tej książce.

Bardzo mnie zawiodło to, że autorka nie kontynuowała klasztornego wątku Wandy, bo zapowiadał się niezwykle ciekawie i w poprzedniej części bardzo lubiłam o tym czytać. A tutaj po prostu został urwany. Autorka, ku mojej uciesze, znowu skupia się bardziej na historii rodu aniżeli na współczesnych bohaterach. To z jednej strony jest plusem, bo polubiłam te postaci, ale z drugiej właściwie w ogóle nie przesuwamy się do rozwiązania zagadki tajemniczego pierścienia. Jestem bardzo ciekawa, jak to będzie w kolejnym, już ostatnim, tomie. Czy też będzie to tak pomijane, a może role się odwrócą i już więcej czasu poświęcone zostanie współczesnym wydarzeniom.

Nie da się ukryć, że autorka musiała się przy tej serii napracować, bo tło historyczne jest świetnie opisane, bardzo obrazowo, ale momentami miałam wrażenie, że jednak jest tego zbyt dużo. Nadmiar informacji bywa przytłaczający, niestety. Ale ja z historią jestem na bakier, więc może temu odniosłam takie wrażenie. Okres I wojny światowej i dwudziestolecia międzywojennego jest mi raczej obcy, bliżej mi jednak do II wojny światowej.

Serię polecam przede wszystkim dla kobiet, bo dużą rolę odrywają tutaj postaci kobiece, jest też coś z romansu. Jednak ogromne znaczenie ma tło historyczne, które zostało przygotowane z dbałością o szczegóły, więc jeżeli lubicie takie powieści, to ja jak najbardziej polecam.

Ocena: 6/10

Polacy nie gęsi

17.01.2015

Językowo: Nauka słówek jest nieskuteczna? | Kenis - 15-dniowy kurs angielskiego

Zawsze myślałam, że podstawą w nauce języka jest znajomość słówek. I na tym się ciągle koncentrowałam. Dziennie uczyłam się około 10-20 słówek, czasami więcej. Teraz jednak wiem, że nie można całej swojej nauki opierać tylko na wkuwaniu pojedynczych słówek, a jeszcze gorzej, gdy są one wyrwane z kontekstu. Dlaczego?

Jakiś czas temu na darmowym, internetowym uniwersytecie Kenis (pisałam o nim w lipcu, ale dopiero niedawno wystartował) zapisałam się na 15 dniowy kurs języka angielskiego. Pomyślałam sobie, że to będzie pewnie bułka z masłem. Byłam w błędzie.

Ale najpierw trochę o samym kursie, bo może ktoś się zainteresuje:

"Piętnastodniowy kurs języka angielskiego to 1500 zdań oraz ich angielskich tłumaczeń. Codziennie, począwszy od pierwszego dnia kursu, będzie stało przed Tobą niełatwe zadanie, które będzie wymagało skupienia i na pewno będzie dla Ciebie męczące. Do przetłumaczenia na język angielski (w ciągu paru sekund, bez słownika!) otrzymasz aż sto zdań dziennie. Poznasz też wymowę każdego z nich. Dla wielu osób jest to najbardziej skuteczna metoda nauki. Ale poradzą sobie tylko osoby, które skupią swój umysł na materiale." źródło: Kenis.pl

Polega to na tym, że na ekranie wyświetla nam się zdanie w języku polskim, a my mamy 5 sekund na jego przetłumaczenie. Po tym czasie zostanie ono przeczytane i ukazane na ekranie. Dziennie poznajemy 100 zdań, a na koniec czeka na nas krótki tekst.





Myślałam, że nie będzie ciężko, pierwsze kilka zdań poszło mi rewelacyjnie, ale potem było tylko gorzej. Zdałam sobie sprawę, że chociaż umiem słówka to ułożenie zdania, czy też pytania sprawiają mi kłopot, zwłaszcza, gdy ma się tylko 5 sekund. Bo wiecie; ze mną jest tak, że zanim coś powiem to się 5 minut zastanawiam. Najpierw jakiego czasu użyć, a potem jeszcze ustalam szyk zdania itd. A wiecie z czym mam największy problem? Nie umiem sobie wybić z głowy, że angielski to nie polski i nie można tłumaczyć słowo po słowie, bo będzie niepoprawnie. Szyk zdania też jest całkiem inny.

Wynik, który osiągnęłam z tego krótkiego, ale niezwykle intensywnego kursu chociaż jest dobry, to wiem, że sama oceniłabym się dużo, dużo niżej. Bo tak naprawdę te krótkie testy dołączone do każdego nagrania jeszcze o wiedzy nie świadczą. Kurcze, aż jest mi wstyd, że potykam się często na głupich i z pozoru łatwych zdaniach. Ale już przynajmniej wiem, jaki sposób nauki wybrać i na czym się skoncentrować.


Bardzo się cieszę, że wypróbowałam ten kurs, bo pozwolił mi zobaczyć swoje błędy, a dzięki temu będę mogła opracować nowy plan nauki. Owszem, słówka są ważne i trzeba je znać, ale umiejętność użycia ich w zdaniu jest jeszcze istotniejsza. Teraz moją naukę koncentrować będę głównie na nauce fraz, których wkuwanie jest trudniejsze, ale z pewnością bardziej opłacalne niż pojedyncze słówka.

Trochę się rozpisałam, więc na koniec chcę ten kurs tak krótko podsumować. Polecam spróbować, bo trwa tylko 15 dni i jest darmowy, ale przede wszystkim możemy się sprawdzić i zobaczyć, czy nie mamy problemów z tworzeniem zdań. Mnie ten kurs mimo tak krótkiego czasu pomógł. Codziennie, przez 15 dni, patrzyłam na 100 zdań. Po 1500 przykładach mam większe wyczucie w ich tworzeniu, szybciej w mojej głowie kreuje się prawidłowy szyk, poznałam nowe zwroty i czuję się już pewniej. Jednak przede mną jeszcze długa droga.

Żeby nie było tak pięknie to muszę jeszcze wspomnieć o wadach. Na utworzenie zdania po angielsku mamy tylko 5 sekund. Nie wiem, może to jest wystarczający czas, ale mnie często go brakowało, zwłaszcza gdy było bardzo długie zdanie to ja go zdążyłam tylko przeczytać i czas mijał. Dla krótkich wyrażeń jest to dobry czas, dla długich już niekoniecznie. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Ponadto w kursie było kilka błędów; w sensie źle zmontowanych filmików, ale zgłosiłam to i już wszystko powinno być ok. Dodam jeszcze, że nie możemy oczekiwać, iż po tych 15 dniach będziemy znali 1500 zdań, bo to nie jest realne; ja sobie te bardziej przydane zapisywałam i teraz się ich uczę na pamięć.

Kurs znajdziecie tutaj ---> Klik (Wystarczy tylko założyć konto)


Jestem Ciekawa, czy Wy opieracie swoją naukę na wkuwaniu samych słówek, a może uczycie się fraz, idiomów?

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

15.01.2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk - Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy

Tytuł: "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy"
Autor: Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Ilość stron: 472
Wydawnictwo:  Nasza Księgarnia
Tom: I













Lato 1995 roku. W Gutowie właśnie trwają wykopaliska archeologiczne, a archeolodzy znajdują mumię, która na swym palcu ma jakiś pierścień. W tym czasie do miasteczka przyjeżdża wnuczka właścicielki Cukierni pod Amorem, Iga. Dziewczyna bardzo angażuje się w sprawę mumii, bo jak się okazuje, pierścień, który przy niej znaleziono, jest od wielu lat obecny w opowieściach rodzinnych. Iga postanawia sama rozwiązać zagadkę i odkryć prawdę o swoich przodkach.

Oprócz wydarzeń rozgrywających się we współczesności, poznajemy także bohaterów z dziewiętnastego wieku, a konkretnie ród Zajezierskich. Nie brakuje tutaj rodzinnych tragedii, miłości, romansów, zaplanowanych ślubów, czy też śmierci.

Pierwsze podejście do tej książki miałam dosyć dawno temu. Wtedy też dałam sobie z nią spokój po zaledwie kilku stronach, teraz sama nie wiem dlaczego. Chociaż przyznaję, że do sag rodzinnych mnie raczej nie ciągnie, kojarzą mi się one raczej ze starszymi czytelniczkami.  Postanowiłam podejść do niej drugi raz i nie żałuję. Początkowo myślałam, że to nie jest historia dla mnie, ale czym więcej jej czytałam, tym trudniej było mi się oderwać. Obiecywałam sobie, że przeczytam jeszcze jeden rozdział i koniec, a ostatecznie, jak łatwo się domyślić, na tym się nie kończyło. Bardzo podoba mi się, że autorka dużo więcej czasu poświeciła na tę dawniejszą historię, bo dla mnie była ona bardziej interesująca.

Urzekła mnie ta historia. Chociaż początek był trochę nudnawy i mnogość nazwisk mnie delikatnie przytłaczała, to z czasem historia stała się naprawdę niezwykła. Najbardziej podobała mi się ta dziewiętnastowieczna sceneria, czuć było świetny klimat, bohaterowie również przypadli mi do gustu. Jednak było ich bardzo dużo, więc czasami, gdy zawędrowałam myślami gdzieś indziej, łapałam się na tym, że nie za bardzo wiem, o kim czytam. Ponadto brakowało mi chronologicznego uporządkowania. Najpierw czytamy o dorosłym Tomaszu, kilka stron później jest dopiero małym dzieckiem, innym razem jeszcze nie ma go na świecie. Obecny jest chaos, który utrudnia czytanie, ale z czasem się do tego przyzwyczaiłam. Wracając jeszcze do tych czasów to bardzo zaciekawiło mnie życie tamtejszych ludzi; te wszystkie planowane małżeństwa, w których zazwyczaj nie było miłości, te uczty, dworki, stroje - to wszystko zostało bardzo obrazowo opisane. I ja, osoba, która na ogół za starodawnymi historiami nie przepada, wciągnęłam się i chcę więcej.

Jeżeli chodzi o bohaterów to bardzo ich polubiłam, szczególnie tych dziewiętnastowiecznych, bo to ich miałam okazję lepiej poznać. Nie jestem w stanie wymienić tutaj wszystkich postaci, bo było ich zbyt dużo, ale moją największa sympatię zdobyła Barbara i Adrianna Zajezierskie. Bardzo ciekawie śledziło mi się też losy Tomasza Zajezierskiego. Dużą role w książce odgrywają po prostu kobiety. Ukazana została ich determinacja, samodzielność, ale też trudy życia codziennego. Jeżeli chodzi o współczesnych bohaterów to za Igą tak średnio przepadam. Jakoś tak ta bohaterka trochę denerwuje swoim zachowaniem.

Powiem Wam, że naprawdę mnie ta książka pozytywnie zaskoczyła, bo to raczej nie moja tematyka, myślałam, że będzie co najwyżej średnia, a tu taka niespodzianka. Tak chwalę i chwalę, więc mam nadzieję, że drugi tom mnie nie zawiedzie. Fajnie by też było gdyby coś się zaczęło wyjaśniać odnoście tego pierścienia, bo na razie był to taki obszerny wstęp. A przydałoby się więcej akcji.

Ocena: 7/10

Polacy nie gęsi

13.01.2015

Mitch Albom - Zaklinacz czasu

Tytuł: "Zaklinacz czasu"
Autor: Mitch Albom
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: Znak literanova













Najpierw poznajemy Dor'a, który żyje w bardzo odległych czasach. To on jako pierwszy zajmuje się określaniem czasu, jest jego ojcem. Za karę został zesłany do jaskini, by wysłuchiwać próśb wszystkich ludzi odnośnie czasu. Jedni proszą o więcej, inni chcą go spowolnić itd.

Natomiast w czasach współczesnych poznajemy dwie całkiem odmienne postaci; nastoletnią Sarah, która właśnie się zakochała i odlicza do każdej chwili, którą spędzi ze swoim wymarzonym chłopakiem oraz bogacza Victora, który przegrywa walkę z rakiem i pozostało mu już niewiele czasu. Mężczyzna chce za wszelką cenę przedłużyć sobie życie, przechytrzyć czas.

Trzej bohaterowie i trzy historie, które w pewnym momencie się ze sobą połączą.

Podobno ta książka ma czegoś nauczyć, stać się inspiracją do zmiany swojego życia. Pomyślałam, że to na pewno będzie coś mądrego, fajnego i przydatnego. Niestety się zawiodłam. Książka faktycznie jest mądra, traktuje o ważnych dla współczesnego człowieka sprawach, ale nie przypadła mi do gustu forma. Przy czytaniu brakowało mi emocji, trochę się też nudziłam i przewracałam kolejne strony ciągle zerkając, ile mi jeszcze zostało do końca. Bohaterowie byli mi całkowicie obojętni. Na szczęście książkę czyta się bardzo szybko, rozdziały są króciutkie, nie brakuje dialogów. Z jednej strony fajnie, ale denerwowało mnie ucinanie wątku i przenoszenie go do kolejnego rozdziału. Takie to chaotyczne było. Najchętniej określiłabym tę książkę jako dziwną, bo taka od początku mi się wydawała. Ten jej mitologiczno-bajkowy charakter nie do końca do mnie przemawia. Jest też przewidywalnie; od samego początku wiadomo, jak to się skończy.

Dla mnie ta książka jest przereklamowana i co tu dużo pisać; mnie nie zachwyciła. Czy skłoniła do refleksji? Niekoniecznie, raczej szybko o niej zapomnę. Do mnie nie trafiła.

Ocena: 4/10

12.01.2015

Językowo: Tani antykwariat z książkami obcojęzycznymi

Tak, tak. Ja doskonale wiem, że ostatnio na blogu pojawia się bardzo dużo wpisów z serii językowo i w styczniu przeważają one nad recenzjami książek. Mam nadzieję, że wszystkie niezainteresowane osoby mi wybaczą, bo wkrótce pojawią się już normalne, książkowe posty.

Dzisiaj chcę się z Wami podzielić bardzo fajnym antykwariatem, który sprzedaje książki głównie w języku angielskim (ale nie tylko) w naprawdę niskich cenach. Gdy to zobaczyłam, to byłam w szoku, bo często polskie, używane książki są dużo droższe. Antykwariat, o którym mowa, oferuje wiele tytułów po złotówce! Są też takie po 3, czy też 5 zł, zdarzają się droższe, ale to i tak wyśmienite ceny. Według mnie - żal nie skorzystać, zwłaszcza jeżeli uczymy się języka obcego.

Może najpierw pokażę Wam, na jakie tytuły się zdecydowałam:


1. Sophie McKenzie - "Girl, Missing" za 3 zł
2. Constance Briscole - "Ugly" za 1 zł
3.  Kevin Lewis - "The Kid" za 3 zł

Razem z wysyłką zapłaciłam jakoś 15 zł. Starałam się wybrać takie książki, które chciałam przeczytać w języku polskim, ale jeszcze nie miałam okazji, zdecydowałam się też na jedną młodzieżówkę, licząc na w miarę łatwy język.

Ogólnie jestem trochę przerażona, bo czytanie krótkich artykułów, a czytanie całych książek to znacząca różnica, ale nie zaszkodzi spróbować.

A na koniec podaję linka do tego antykwariatu ( sklep znajduje się na Allegro) KLIK


Zobacz też: książki, które przeczytałam w oryginale:
"Girl, Missing" Sophie McKenzie 
"Ugly" Constance Briscoe 
J.K.Rowling - "Harry Potter and the Philosopher's Stone" 
"Cold Little Hand"

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

10.01.2015

Językowo: English Matters nr 50

 Najnowsze wydanie English Matters jest wyjątkowe, bowiem to już 50 numer, a co za tym idzie idealna okazja do świętowania. Dla czytelników przygotowano dwa konkursy , w tym jeden, w którym wygrać można roczną prenumeratę wybranego magazynu wydawnictwa Colorful Media.


Na początku przeczytamy kilka słów od edytora magazynu, a potem zamiast tradycyjnego i dobrze znanego nam This and That przeczytamy w pigułce o tym, co w czasie tych 50 numerów się wydarzyło. Mamy zbiór sławnych osób, z którymi spotkać się można na łamach magazynu, ciekawe miejsca, czy też wydania specjalne, które się dotychczas ukazały. I konkurs, o którym już wyżej wspomniałam (czas do 15 stycznia)


Później dział People and Lifestyle; na początku słynna królewska rodzina, potem wywiad z Adele Rupper, urzędniczką służby dyplomatycznej, która opowie nam o swojej pracy. Na koniec, w tym dziale, przeczytamy o sposobach na naukę. To jeden z moich ulubionych artykułów z tego numeru, bo o więziennej kuli z łańcuchem chyba nigdy bym się nie dowiedziała.

W dziale Culture spotkamy się ze znaną książką, której chyba tylko ja nie czytałam, a mowa o "50 twarzach Grey'a". Następnie znajdziemy duży plakat o phrasal verbs, czyli o czasownikach frazowych i ich umieszczaniu w zdaniach. Później pora na uniwersytety z duszą (o istnieniu większości nie miałam pojęcia), a na koniec analiza piosenki pt. "American Pie", której autorem jest Don McLean. I tutaj też pojawia się drugi konkurs, w którym wygrać można wybrane wydanie specjalne (czas również do 15 stycznia)


Później pora na idiomy z imionami i ich pochodzeniu (o tym w dziale Language),a później mój ulubiony tekst z tego numeru. W dziale Travel zawędrujemy do Amsterdamu, który mnie bardzo zaskoczył i dowiedziałam się o nim ciekawych rzeczy. Czy wiecie, że Coffee Shops to wcale nie kawiarnia, w której można napić się kawy, a lokal, w którym legalnie sprzedaje się narkotyki?

Następnie mała pomoc dla osób wyjeżdżających na narty za granicę np. przy wypożyczaniu sprzętu, meldowaniu się w hotelu, a na koniec kilka słów o świętowaniu.

Tym razem numer przypadł mi do gustu mniej niż poprzednie. Artykuły niekoniecznie mnie zainteresowały, ale miłym urozmaiceniem jest plakat oraz dwa urodzinowe konkursy. Tradycyjnie do każdego tekstu dołączony jest słowniczek z trudniejszymi słówkami i wyrażeniami. Ponadto niektóre artykuły można sobie odsłuchać.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

08.01.2015

Sara Shepard - Gra w kłamstwa

Tytuł: "Gra w kłamstwa"
Autor: Sara Sherapd
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Otwarte
Tom: I












Emma nie ma łatwego życia; błąka się od jednej rodziny zastępczej do drugiej, nigdzie nie jest szczęśliwa, pragnie rodzinnego ciepła. Gdy pewnego dnia trafia na filmik z udziałem dziewczyny, która wygląda dokładnie tak samo, zaczyna odkrywać prawdę. Wtedy też domyśla się, że ma siostrę bliźniaczkę, z którą zostały rozdzielone w dzieciństwie. Emma szybko znajduje ją na portalu społecznościowym i umawiają się na spotkanie. Na miejscu jednak okazuje się, że Sutton nie żyje, a Emma musi zająć jej miejsce i udawać swoją siostrę. Dziewczyna zostaje wciągnięta w jakąś dziwną grę i stara się odkryć prawdę. Co się stało z Sutton?

Emma i Sutton żyją w całkiem innych światach. Emma zdana jest właściwie sama na siebie, błąka się po różnych rodzinach, nigdy nie zaznała prawdziwego rodzinnego ciepła. Sutton natomiast ma kochająca rodzinę, niczego jej nie brakuje, jest popularna w szkole. I nagle ta trochę zagubiona dziewczyna musi wskoczyć na miejsce swojej siostry, której tak naprawdę nawet nie zdążyła poznać.

Gdybym nie wiedziała, kto jest autorką książki, to i tak domyśliłaby się, że jest nią Sara Shepard. Są podobieństwa do serii Pretty Little Liars, bohaterki też nie są szczególnie oryginalne; mnie bardzo przypominają dziewczyny z PLL. Ogólnie dostrzegam tutaj dużo podobieństw. I to mnie właśnie martwi, bo nie mam znowu ochoty na tasiemca, w którym na rozwiązanie będę musiała czekać tysiące części. Chyba mimo wszystko nie jestem aż tak tą książką pochłonięta. Owszem, wciągnęła mnie i zainteresowała, spędziłam z nią miłe popołudnie, ale to tyle. Fajna, lekka lektura, idealna na odstresowanie, ale aż takiego szału nie robi. Miejscami mnie nudziła, zwłaszcza na początku.

Wrócę jeszcze do bohaterów. Jedynymi postaciami, które polubiłam są Emma i Ethan. Z prostej przyczyny; oni jako jedyni wydają się tacy normalni i zwyczajni. Reszta bohaterów, a raczej bohaterek to takie typowe amerykańskie nastolatki, o typowych zachowaniach, które dla mnie są irytujące.

Książka mi się podobała, więc to, co zaraz napiszę pewnie wyda wam się dziwne. Bo z jednej strony chcę się dowiedzieć, co się stało z siostrą Emmy, ale z drugiej boję się, że to będzie tak jak w PLL, czyli przeciągane na siłę. Nie wiem, ile części będzie, na razie widziałam sześć. Nie jestem pewna, czy chcę się znowu w takie długie serie bawić, bo co za dużo to niezdrowo. Chyba sobie odpuszczę. Przyznaję, że ja w ogóle nie miałam pojęcia, że będzie tyle tomów. Myślałam raczej, że to jest trylogia.

Ocena: 6/10

07.01.2015

Językowo: Szukasz sposobu na naukę? Zainspiruj się

Wiele jest metod nauki języków obcych. Jednak jedno jest pewne: każdy z nas jest inny i nie u każdego te same metody przyniosą sukces. Co więc należy robić?  Szukać i próbować, sprawdzać, które sposoby nauki są dla nas. Ja bardzo lubię patrzeć na to, co polecają inni, bo przy okazji mogę odkryć jakieś nowe ciekawe materiały i zainspirować się. A może akurat i u mnie się sprawdzą.


Dzisiaj rano zaczęłam czytanie nowo powstałego, darmowego e-booka, który stworzony został przez 45 pasjonatów języków obcych. Mnie pomysł ogromnie się podoba, samo wykonanie również, bo jest przejrzyście i czytelnie.

Ten ebook to naprawdę świetny poradnik dla wszystkich, którzy uczą się języków obcych. Dla mnie jest to przede wszystkim kopalnia nowych linków i pomocy naukowych, o których wcześniej nie słyszałam. Autorzy zdradzają swoje ulubione metody nauki, polecają różne programy, aplikacje, ale też przestrzegają i niektóre sposoby odradzają. 

W książce spotkamy pasjonatów różnych języków: angielskiego, francuskiego, niemieckiego, włoskiego, hiszpańskiego, rosyjskiego, szwedzkiego, holenderskiego, czy tez japońskiego. Jest w czym wybierać i nawet jeżeli uczymy się tylko jednego języka z listy to można przeczytać od deski do deski, bo według mnie rady są uniwersalne. 

Mnie się bardzo podoba, dzisiaj już całkiem sporo przeczytałam i się inspirowałam. I do tego też wszystkich uczących się języków zapraszam. Warto skorzystać:) 

Ebook znajdziecie tutaj: KLIK 

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

06.01.2015

Tami Hoag - I w proch się obrócisz

Tytuł: "I w proch się obrócisz"
Autor: Tami Hoag
Ilość stron: 526
Wydawnictwo: Libros














Kremator to pseudonim, jaki został nadany przed policję seryjnemu mordercy. Tajemniczy sprawca najpierw torturuje swoje ofiary, a następnie pali ich zwłoki. Dwie pierwsze ofiary to kobiety trudniące się prostytucją. Jednak gdy policja znajduje trzecie zwłoki z odciętą głową, istnieje podejrzenie, że jest to ciało córki burmistrza. Rozpoczyna się śledztwo.

Książka jest niestety tylko dobra; niektóre wątki chętnie bym wyrzuciła albo przynajmniej przyspieszyła, bo momentami jej czytanie mi się dłużyło. Jednak największym zarzutem jest schematyczność. Autorka pokusiła się o wprowadzenie wątku miłosnego, który jest tak przewidywalny i znany z tylu thrillerów, że niekoniecznie miałam ochotę czytać znowu o tym samym.

Schematyczni są też bohaterowie, którzy nie wyróżniają się niczym szczególnym na tle postaci z innych powieści tego gatunku. Jedynie inna i stosunkowo nowa wydaje mi się policjantka Liska, ale czasami jej infantylne zachowanie mnie po prostu wkurzało. A potem mamy jeszcze jednego pracoholika, dla którego liczy się tylko praca, a wszystko inne ma niewielkie znaczenie, Kate, pracującą z ofiarami przestępstw, która ma za sobą trudną przeszłość i wiele innych postaci, które nie wyróżniają się niczym konkretnym. I to do tego stopnia, że podczas czytania zdarzało mi się ich mylić.

Na ogół jest schematycznie i przewidywalnie, ale autorce udało się mnie kilka razy zaskoczyć. Nie wytypowałam prawdziwego mordercy, chociaż podobne myśli chodziły mi po głowie. Tradycyjnie też najbardziej spodobała mi się końcówka, w której nie brakuje dynamiczności, a i serce szybciej zabiło. Tylko dlaczego dopiero w końcówce?

"I w proch się obrócisz" to thriller psychologiczny. Portret psychologiczny sprawcy jest faktycznie tworzony, a to bardzo mnie ucieszyło, ale czegoś mi tu jeszcze brakowało. Myślę, że można było poświęcić jeszcze więcej miejsca dla mordercy, dokładnie poznać jego dzieciństwo, bo to na pewno uczyniłoby książkę bardziej przerażającą i intrygującą. Nie wydaje mi się bowiem, żebym wcześniej w literaturze się z takim psychopatą spotkała.

Mimo że książka miejscami mi się dłużyła to mimo wszystko trzymała mnie w napięciu i pracowałam nad rozwiązaniem zagadki. Nie jest to nic niezwykłego i oryginalnego , ale można przeczytać. Ja chętnie sięgnę po inne książki autorki, bo jestem przekonana, że będą lepsze. A na koniec muszę skrytykować tę okładkę, bo według mnie jest okropna i zupełnie nie zachęca do czytania. Bardziej przypomina jakiś tani romans, prawda?


Ocena: 6/10

04.01.2015

Językowo: Ja i niemiecki?



Szaleństwo. Tak sama zareagowałam na swój pomysł z nauką języka niemieckiego. To był impuls, właściwie spontaniczny wymysł. Czy przetrwa? To się okaże.

Na początek krótka historia. Z językiem niemieckim męczyłam się od przedszkola. W czasie moich dwóch lat pobytu tam, miałam chyba z 6 nauczycielek, a żadna nie nauczyła mnie niczego konkretnego i nieszczególnie poczułam się zachęcona do tego języka.
Potem podstawówka. I tu było jeszcze gorzej. Trafiłam na fatalną nauczycielkę, która w ogóle nie potrafiła sobie poradzić z dziećmi i było to widać. Niemiecki miałam do końca 4 klasy podstawówki. To były 4 lata męki (+ 2 lata w przedszkolu). Przez ten czas nie nauczyłam się niczego, nie licząc dosłownie kilku słówek, które pamiętam do dziś. Ale jak ich nie pamiętać, skoro przez te wszystkie lata, na praktycznie każdej lekcji (nie przesadzam!) ciągle wałkowaliśmy je od nowa. To, czego uczyłam się w pierwszej klasie, poznawałam też w czwartej. Paranoja. Lekcje były przeraźliwie nudne i dłużyły się niesamowicie.

I ja się nie zniechęcić do języka? No nie da się. Niemiecki znienawidziłam do tego stopnia, że zatykałam uszy, gdy tylko do słyszałam. Gdy w gimnazjum trafiłam na język francuski to byłam szczęśliwa ( w sumie później szczęście mnie opuściło, bo nauczycielka skutecznie potrafiła zatruwać życie, ale to już nieistotne). Jednak minęło już sporo czasu i powoli chcę rozpocząć swoją przygodę z niemieckim. Jestem pełna obaw, ale myślę, że trudno mi się dziwić.

Jakiś czas temu opublikowałam post pt. "Brak celów=brak efektów". Więc jak się łatwo domyślić, cel mam. Wiąże się on właściwie tylko z moim realistycznym podejściem do życia, a mam zamiar się go nauczyć, by móc w razie czego emigrować sobie do Niemiec. Tak, tak, tak samo jak w przypadku angielskiego, ale w Niemczech byłoby mi łatwiej, bo mam tam rodzinę.

Uczenie się trzech języków jednocześnie pewnie łatwe nie będzie, ale chcę spróbować. Daję sobie dwa miesiące. Jeżeli po tym czasie w dalszym ciągu będę nienawidziła ten język, to sobie odpuszczę. Nic na siłę, nauka ma być przyjemnością, a nie przymusem. Nie wszystko jest dla każdego.

Naukę zaczęłam już 1 stycznia, na razie utknęłam w odmianie czasowników i zastanawiam się, w jaki sposób ja mam te wszystkie nieregularne formy wkuć. Ehh, już wiem, za co kocham angielski - tam nie ma tego problemu.


Trzymajcie za mnie kciuki! Z chęcią też się dowiem, z jakich programów, stron Wy korzystacie, jeżeli oczywiście niemieckiego się uczycie.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

03.01.2015

Andy Weir - Marsjanin

Tytuł: "Marsjanin"
Autor: Andy Weir
ilość stron: 384
Wydawnictwo: Akurat















Ares 3 to kolejna wyprawa na Marsa, w której udział bierze sześcioro astronautów. Pobyt na tej planecie ma trwać 31 dni, ale niespodziewanie mocna burza piaskowa krzyżuje im plany i szybko muszą wracać na statek kosmiczny. Nie wszystkim się to jednak udaje, bo w trakcie ewakuacji Mark Watney zostaje ranny, gdy uderza w niego oderwana antena. Wszystko wskazuje na to, że nie żyje. Załoga musi niestety szybko się pozbierać po stracie i wracać w niepełnym składzie. Takie są procedury.

I w taki oto sposób Mark Watney zostaje na Marsie całkowicie sam. Jest żywy i ma przesrane (to jego własne słowa). Od teraz musi liczyć tylko na siebie i wykorzystać swoja cenną wiedzę, bo tylko ona może go uratować. Wszakże zapasy kiedyś się skończą, a pomoc może nigdy nie nadejść.

Najmocniejszą stroną tej książki jest główny bohater, Mark Watney. Mężczyzna jest botanikiem i inżynierem, ale o jego niesamowitości świadczy ogromne poczucie humoru i umiejętność radzenia sobie w sytuacjach beznadizejnych. Mark najpierw robi jedno, a potem drugie, na ogół nie martwi się na zapas. Jest wyjątkowo zdolny i z największego bagna potrafi się otrząsnąć. To naprawdę świetna postać, której nie da się nie lubić. Moją sympatię zdobył od razu i może to głupio zabrzmi, ale zżyłam się z nim. Uwielbiam jego cięte riposty.


A teraz przejdę do wady, która może Was zniechęcać, ale pamiętajcie, że każdy może to odebrać zupełnie inaczej. Otóż dla mnie ta książka była zbyt skomplikowana. To moja pierwsza powieść science fiction, której akcja toczy się w kosmosie. Zawsze się takich książek bałam i ich unikałam. I trochę słusznie. Mnie "Marsjanin" miejscami przerastał, nie mam aż takiej wyobraźni, żeby to wszystko sobie w głowie otworzyć, te wszystkie sformułowania, jakieś kosmiczne sprzęty, to był dla mnie kosmos. Jednak zaznaczam, że nie mam kompletnie doświadczenia ani z filmami, ani z książkami z takiej dziedziny. I przyznaję, że gdyby nie świetny bohater, to pewnie nie czytałabym tej książki, bo nie lubię, gdy nie wiem, o czym czytam. Mój kobiecy umysł tego nie ogarnia. Miejscami mnie to męczyło, więc nie mogłam czytać jej bez przerwy, ale Mark Watney mnie hipnotyzował. Nie wiedziałam, o czym czytam, ale kibicowałam Markowi i tylko to się liczyło. Nie jest to lektura łatwa, ale warto dać jej szansę. Ja przeczytałam ją ze względu na głównego bohatera. Jednak fani tych wszystkich "kosmosowych" sprzętów, wypraw i nowoczesnej technologii będą zachwyceni.

A kibicować trzeba było dużo, bo Marka niestety ciągle trzymał się pech. Gdy już myślimy, że wszystko jest dobrze i cieszymy się z głównym bohaterem, to nagle wszystko się komplikuje i znowu trzeba myśleć od nowa. Ale to dobrze, bo przez to dużo się działo, czasami i serce mocniej zabiło. A przy czytaniu zakończenia moje oczy zrobiły się jakieś takie wilgotne. Owszem, miejscami jest nudno, zwłaszcza czy kolejny raz czytamy o jakieś skomplikowanej reakcji, ale w ostatecznym rozrachunku książka mi sie podobała.

Pod koniec tego powinien ukazać się film, który będę chciała obejrzeć. Może wtedy wszystko stanie się jaśniejsze.

Ocena: 7/10

02.01.2015

Moje noworoczne postanowienia


Rok 2014 był dla mnie dobrym rokiem. Nie zawsze było łatwo i przyjemnie, ale ostatecznie wszystko wychodziło na dobre. Ubiegły rok to rok nowości; nowa szkoła, znajomi, priorytety itd. Jestem zupełnie inną osobą.

Ale ten rok był przede wszystkim dobry, dlatego że w końcu zaczęłam coś zmieniać w swoim życiu, a co za tym idzie zaczęłam realizować swoje noworoczne postanowienia. Tak naprawdę to udało mi się to po raz pierwszy, bo nigdy przedtem nawet palcem nie kiwnęłam, żeby coś w tym kierunku zrobić. Kończyłam, zanim postanowiłam zacząć.


Jakie były moje cele?

1. Znaleźć sport dla siebie, czyli zacząć ćwiczyć i robić coś dobrego dla swojego ciała. I to mi się zdecydowanie udało, bo zaczęłam już w styczniu i tak kontynuuję do teraz  (nie licząc dłuższej przerwy spowodowanej chorobą). Niestety obecnie nie mam aż tyle czasu (no dobra, czas by się znalazł, ale nie umiem go sobie wygospodarować), żeby ćwiczyć codziennie, ale 3 razy w tygodniu trening jest.

2. Podszkolić angielski. Zaczęłam działać w tym kierunku, ale dopiero od drugiej połowy roku. Postanowienie jednak spełniłam i mam zamiar kontynuować go dalej. I oby szło mi tak dobrze, jak teraz.

3. Ograniczyć godziny spędzane przy komputerze. Ekhemm. No dobrze, przyznaję, że tutaj niezbyt mi się udało. Tzn., na pewno siedzę mniej przy komputerze niż rok temu, ale ciągle jeszcze zbyt dużo. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że komputer służy mi teraz również do nauki języka angielskiego, więc nie marnuję całkowicie przy nim czasu.

4. Nie chomikować, czyli śmieci do kosza. I tutaj kompletnie mi się nie udało, nawet nie starałam się niczego w tym kierunku robić. Ciągle chomikuję niepotrzebne mi rzeczy, a później przy świątecznych porządkach wyrzucam jeszcze starocie ze szkoły podstawowej.

5. Ograniczyć jedzenie słodyczy. Nie wyszło. Trudno. Będzie lepiej.

Ale miałam też jeden główny, najważniejszy, ale też najbardziej ogólny cel, a konkretnie zmiana swojego życia. Poniekąd się udał, bo spełnione postanowienia o czymś świadczą, ale przed sobą mam jeszcze dużo pracy. Ale to nie jest cel na jeden rok.

A jakie mam cele na ten rok?

1. Poznać podstawy języka niemieckiego
Nie liczę na to, że będę się go uczyła jak szalona, bo moim priorytetem w dalszym ciągu jest angielski, ale chcę poznać jego podstawy i osiągnąć poziom A1.

2. Kontynuować naukę angielskiego
Na razie dobrze mi idzie i chcę w dalszym ciągu kontynuować te postanowienie. Chcę jednak skupić się na tym, co gorzej mi wychodzi i w końcu opracować sobie konkretny plan działania.

3. Dbać o swoją kondycję
Mam niedowagę, zbędnymi kilogramami nie muszę się przejmować, ale chcę ćwiczyć dla zdrowia i lepszego samopoczucia (ujędrnienie i wyszczuplenie nóg też mile widziane:D). Tutaj problemu być nie powinno, bo już weszło mi to w nawyk i lubię ćwiczyć. A uczucie po treningu - bezcenne. Czasami jednak zdarza mi się taki leń, że nie mam ochoty na nic, a te postanowienie ma mnie w takich momentach obudzić.

4. Ograniczyć jedzenie słodyczy
W ubiegłym roku nic z tego nie wyszło, ale teraz muszę nad tym popracować. Słodycze to zło, przez które cierpi głównie moja skóra. Nie zamierzam rezygnować całkowicie, bo uważam, że nie ma nic złego w zjedzeniu kawałka czekolady raz na jakiś czas, ale przyda się jakieś ograniczenie.

5. Nie marnować czasu przed komputerem
Zdaję sobie sprawę, że przed komputerem spędzam dużo czasu, nawet bardzo dużo. Postanowiłam więc spędzać go produktywnie i nie marnować czasu na setne przeładowywanie tych samych stron itd. 


A jakie są wasze postanowienia?

01.01.2015

Podsumowanie 2014 roku

Witam w pierwszym noworocznym poście. Sylwester minął mi cudownie, towarzystwo było świetne, więc nawet fakt, że znowu jestem starsza, nie był przygnębiający. I strasznie nieprzytomna jestem, ale spałam tylko dwie godziny. Jednak do rzeczy. Pora na podsumowanie.


Pora przestać się oszukiwać; wyniku z zeszłego roku nie powtórzę już chyba nigdy. Wtedy przeczytałam rekordową dla mnie ilość książek - 276!

W tym roku jest to liczba o ponad połowę mniejsza, ale moje życie zmieniło się o 180 stopni i mam znacznie mniej czasu. Także mój obecny wynik uważam za świetny i chciałabym go w 2015 powtórzyć.

Jak to wygląda w liczbach?

Ilość przeczytanych książek w 2014: 126

Nie dla wszystkich znalazło się miejsce na blogu, ale czasami ciężko mi się zmobilizować do pisania, ale bywa też tak, że najzwyczajniej w świecie sama nie wiem, co o danej książce napisać.

Ilość przeczytanych stron: 37178

Trochę o zmianach na blogu:

Zawsze w nowy rok mam ochotę na jakieś zmiany. Zmianę w swoim wyglądzie już poczyniłam, ale kusi mnie też zrobienie nowego szablonu na bloga. Mam to w planach już od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie znalazłam niczego fajnego, co by mi pasowało. A jak już znajduję, to szablon kompletnie nie pasuje po wgraniu, zdjęcia są porozciągane, coś szwankuje, nie ma możliwości odpowiedzi na komentarze itd.. Jak będę miała czas i ochotę to postaram się sama pogrzebać w kodzie html. Kiedyś już to robiłam, wyszło ok, ale niestety sporo już zapomniałam. Marzy mi się wygląd minimalistyczny i elegancki zarazem. Na razie jednak zostaje ten szablon.

Trochę wspominania:

  • W 2014 roku na blogu wystartował Kącik Językowy i zaczęły się pojawiać posty oznaczone słowem "językowo". Piszę m.in. o magazynach językowych i innych stronach, książkach, materiałach pomocnych do nauki. Mam nadzieję, że w tym roku będzie więcej postów o nauce języków obcych ( i już nie tylko angielskiego), mam zamiar testować nowe metody nauki i rozwijać się w tym kierunku.
  • Od lipca ubiegłego roku, zaczęłam robić comiesięczne podsumowania i  zamierzam to w dalszym ciągu kontynuować. Sama też bardzo lubię takie podsumowania na innych blogach czytać.
  • Zdecydowałam się na założenie strony bloga na Facebooku. Tam informuję głównie o nowych postach, które pojawiły się na blogu. Stronę znajdziecie TUTAJ
  • Całkiem niedawno, bo w grudniu, wciągnęłam się w oglądanie filmów, dlatego też zaczęły się ukazywać posty na temat obejrzanych przeze mnie produkcji, więc teraz blog nie będzie już tylko książkowy. Ale jedno jest pewne: filmy go nie zdominują. 

Wiem, że blogerzy robią różne zestawienia, wybierają najlepsze książki itd. W 2014 roku przeczytałam wiele świetnych książek, ale trafiły się też pozycje średnie i takie, których nie byłam w stanie skończyć. Ciężko wybrać tylko kilka pozycji spośród tylu tytułów.

Jutro zapraszam Was na bloga, bo będę rozliczała się ze swoich zeszłorocznych postanowień i stworzę nową listę. Później napiszę też o "Marsjaninie" i mam już zaplanowany post z serii "językowo". Jeszcze na koniec się chwalę, bo wczoraj stuknęło mi 200 obserwatorów. Dziękuję, ze jesteście!


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka