24.02.2015

Cassandra Clare - Miasto kości

Tytuł: "Miasto kości:
Autor: Cassandra Clare
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: MAG
Tom: I













Clary Fray wraz ze swoim przyjacielem Simonem udają się do klubu Pandemonium. Dzień ten na zawsze zmieni życie tej piętnastoletniej dziewczyny. W pewnym momencie zauważa intrygującego, niebieskowłosego chłopaka, od którego nie potrafi oderwać wzroku. Nagle widzi, że tajemniczy młodzieniec udaje się do magazynu za jakąś dziewczyną, a za nim podąża dwóch innych chłopaków, którzy są uzbrojeni. Przerażona, a zarazem zaciekawiona Clary postanawia reagować i wchodzi do magazynu. Okazuje się, że dziewczyna w ogóle nie powinna ich widzieć, bo są oni Nocnymi Łowcami niewidzialnymi dla zwykłych śmiertelników. Od tego momentu jej życie już nigdy nie będzie takie samo, a Clary wkroczy do tego dziwnego świata.

Gdy zdecydowałam się na przeczytanie pierwszego tomu, to byłam bardzo sceptycznie nastawiona i nieufna. Ostatnio mam pecha do znanych i wychwalanych książek, bałam się też schematyczności i typowych dla literatury młodzieżowych bohaterów.

Pierwsze, co mnie tutaj zaskoczyło, to duża ilość akcji. Często jest tak, że pierwsze tomy są nudniejsze, dopiero wprowadzają do danego świata, poznaje się bohaterów. A tutaj dużo się dzieje, nic się nie rozwleka, nie można się oderwać, a o nudzie nie ma mowy. Bałam przewidywalności, ale niepotrzebnie. No dobrze, przyznaję, że niektóre wydarzenia można było przewidzieć, ale  w większości czytałam z otwartymi z zaskoczenia ustami. Co do schematyczności to nie jest źle, chociaż na początku, gdy zaczęły się pojawiać demony itd. to zastanawiałam się, czemu ja to czytam. Wiadomo, że ciężko uniknąć schematyczności biorąc pod uwagę ilość takich książek, ale źle nie jest. Mnie czytało się bardzo dobrze.

Pora na bohaterów. Ci, którzy czytają mojego bloga regularnie, pewnie wiedzą, że żywię ostatnio straszną niechęć do większości książek młodzieżowych. I zaczynając lekturę "Miasta kości" od początku z podejrzliwością patrzyłam na te postaci. I tutaj przyznaję, że ani się nie mogę przyczepić, ale też na razie nie jestem w stanie stwierdzić, że jakoś mocno ich polubiłam. Myślę, że muszę ich lepiej poznać, zobaczyć, jak dalej będą postępowali. W każdym razie są to postaci wyraziste. I chociaż z początku Jace wydawał mi się samolubny i zbyt pewny siebie to z czasem zaczynałam zmieniać swoje zdanie i coraz bardziej lubić jego styl bycia. Z kolei Clary jest całkiem rozsądną nastolatką, ale dla mnie w sumie typową i niezbyt wyróżniającą się spośród innych bohaterek tego typu książek. Ale oczywiście wszystko jeszcze może się zmienić. Już bardziej intryguje mnie Isabelle, która jest absolutnym przeciwieństwem głównej bohaterki. Jest też Simon, przyjaciel Clary, z którego można się było pośmiać. Taki bardzo pocieszny jest.

Jak książka młodzieżowa to pewnie i wątek romantyczny. Tak sobie myślałam i tutaj przyznaję, że jest bardzo subtelnie, nienachalnie, nawet z dużym zaskoczeniem. O ile strasznie mnie ostatnio denerwują takie wątki, to tutaj się nie mogę przyczepić, bo ani się nie wysuwa na pierwszy plan, ani nie jest to nic irytującego. I oby tak zostało! Wiem, że wiele osób narzeka na to, co zrobiła na końcu autorka, ale ja przyznaję, że spodobał mi się ten pomysł. To w sumie coś nowego.

Ktoś może powiedzieć, ze to książka taka, jak ich wiele. W pewnym stopniu się zgadzam, ale mnie bardzo podoba się taki specyficzny humor autorki i bohaterów, których wykreowała. Drugi tom już czeka na przeczytanie i przyznaję, że jestem go bardzo ciekawa.

Ocena: 8/10

21.02.2015

3x Liebster Blog Award + DOGGY BOOK TAG

Dzisiaj nietypowo, bo odpowiadam na TAGI. A trochę się tych nominacji nazbierało w ostatnim czasie, dlatego połączę to w jeden post. Przede wszystkim bardzo dziękuję wszystkim nominującym i zapraszam do przeczytania moich odpowiedzi:)


 LIEBSTER BLOG AWARD




1. Najgrubsza książka, jaką przeczytałaś?
To w sumie jest ciężkie pytanie, bo ja rzadko czytam naprawdę grube książki. Z grubszych tomów sięgam po książki, które mają 600-700 stron, a takich już sporo było.  Z moich notatek wynika, że jest to "Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stiega Larssona (704 strony).

2. Posiadasz konto na Lubimyczytac.pl?
Tak. Mój profil znajdziecie tutaj: KLIK

3. Twoja największa pasja?
Zdecydowanie czytanie. Temu poświęcam mnóstwo czasu każdego dnia.

4. Ulubiony przedmiot w szkole?
Chemia.

5. Najbardziej wyczekiwana premiera książki?
Teraz Was pewnie zaskoczę, ale na nic szczególnie nie czekam. Jak można zauważyć, ja większość nowości czytam z opóźnieniem, a skupiam się bardziej na książkach wydanych kilka lat wstecz. I chociaż bloguję to nie jestem aż tak na bieżąco z nowościami i na nic się obecnie nie nakręcam.

6. Ulubiona trylogia/seria?
Ostatnio zakochałam się w Serii Księżycowej autorstwa Marissy Meyer.

7. Jakie są Twoje ulubione seriale?
Jedyny serial jaki oglądam to "Na dobre i na złe" i przyznaję, że bardzo go lubię.

8. Posiadasz własną półkę z książkami czy chowasz je wszędzie, gdzie się da?
Mam regał i większość przechowuję właśnie na nim.

9. Ulubiona okładka książki?
Tylko jedna? Mnóstwo jest pięknych okładek, które zachwycają, wiec nie jestem w stanie się zdecydować. Z ostatnio przeczytanych przeze mnie książek będzie to "Black Ice" , "Love, Rosie", "Motyl", "Miasto ślepców". Jednak wymieniać mogłabym jeszcze długo.

10. Wolisz okładki filmowe czy normalne?
To zależy. Ostatnio przeczytałam "Love, Rosie" i bardzo mi się spodobała ta filmowa okładka.

11. Jakiej muzyki słuchasz?
Różnej, nie patrzę na gatunek, ale na to, czy piosenka wpada mi w ucho. Jednak nie potrafię się przekonać do rapu i hip-hopu.


1. Ile książek liczy Twoja biblioteczka?
Jak na mola książkowego to mało, bo częściej decyduję się na e-booki lub książki z biblioteki. Jest to około 60 tytułów.

2. Na ekranizację jakiej książki czekasz najbardziej?
Zdecydowanie jest to ekranizacja "Marsjanina" Andy'ego Weira, ponieważ jestem ogromnie ciekawa, jak zostanie przedstawiony główny bohater i sama czerwona planeta. Ach, no i może w końcu zrozumiem te wszystkie skomplikowane działania, które czynił Mark.

3. Jaki jest Twój ulubiony gatunek literacki?
Kiedyś nie miałabym problemów z odpowiedzią na te pytanie i jednoznacznie wskazałabym na thrillery. W dalszym ciągu je uwielbiam, zwłaszcza medyczne, ale ostatnimi czasy trochę ten gatunek zaniedbuje i zdradzam z innymi.

4. Zdarza Ci się kupić książkę "oceniając ją po okładce" czy raczej nie?
Pewnym jest, że książki z ładnymi okładkami przyciągają mój wzrok i zachęcają do kupna, ale zawsze czytam opis wydawcy i wtedy dopiero albo się decyduję, albo nie.

5. Gdy idziesz na książkowe zakupy, wiesz od początku po jaką pozycję idziesz, czy kupujesz co akurat wpadnie Ci w oko?
Raczej wszystko jest zaplanowane i trzymam się planu, ale bywa różnie:D

6. Ulubiony film?
Filmów w swoim życiu widziałam niewiele, a jak już je oglądam to zazwyczaj trafiam naprawdę dobrze, więc to pytanie mimo wszystko jest dla mnie trudne. Tak myślę i myślę i dochodzę do wniosku, że chyba nie mam ulubionego filmu. Wiele produkcji wysoko oceniam, podobają mi się, ale żeby tak wyróżnić ten jeden jedyny - nie potrafię.

7. Czy oglądasz jakichś youtuberów-recenzentów? Jeśli tak to jakich?
Tak i powiem Wam, że to jest świetna sprawa i czasami sama am ochotę sobie tak pogawędzić o książkach. Oglądam Anitę z kanału Book Reviews by Anita, Esę z kanału Esa Czyta oraz Z kamerą wśród Książek.

8. Czy udało Ci się kiedykolwiek spotkać jakiegoś autora książki? Jeśli tak to jakiego?
Nie wiem, czy spotkania autorskie się liczą, ale jeżeli tak to spotkałam pana Jakuba Ćwieka i panią Tanyę Valko.

9. Twój ulubiony autor książek?
Jednego wymienić nie potrafię, ale dwie autorki, które praktycznie nigdy mnie nie zawodzą to Tess Gerritsen i Jodi Picoult.

10. Z jakimi książkowymi bohaterami utożsamiasz się najbardziej?
W sumie to często się utożsamiam z bohaterami, podświadomie nawet szukam cech wspólnych między nami i jak się okazuje często je znajduję.

11. Czy masz jakiś wyznaczony czas na pisanie postów czy raczej piszesz to spontanicznie, kiedy masz czas?
Czym szybciej się za to wezmę, tym lepiej. Lubię pisać od razu po skończeniu lektury, bo wtedy te emocje łatwiej mi przekazać i mam większe chęci do podzielenia się swoim zdaniem. Okładanie pisania na później u mnie kończy się najczęściej brakiem recenzji.




1. Jakie gatunki czytasz najczęściej?
Thrillery, chociaż w ostatnim czasie też sporo młodzieżówek.


2. Potrafisz czytać kilka książek naraz?
Nie, na ogół czytam tylko jedną książkę, a jak skończę to następną. Czasami wyjątkiem są lektury szkolne, bo np. zaczęłam sobie czytać jakąś książkę a tu nagle przypomniało mi się, że jutro mam sprawdzian z lektury i trzeba ją na szybko przeczytać. Jednak nie lubię takich sytuacji i staram się ich unikać.

3. Ulubiony cytat?
Wiele jest fajnych cytatów, ale najbardziej lubię te z "Małego Księcia" i mogę je przytaczać wyrwana w środku nocy. Wybrałam dwa ulubione:

"Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"

"Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe .A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół."


4. Oceniasz książkę po okładce?
Przyznaję, że mi się to zdarza jeśli chodzi o pierwsze wrażenie i wybór lektury. Nigdy jednak nie dałam żadnej powieści wyższej oceny za ładną okładkę.

5. Jaka powieść powinna być lekturą szkolną?
O lekturach szkolnych mogłabym się wiele rozpisywać, a przy tym i narzekać. Ja chętnie widziałabym wśród lektur szkolnych "Zabić drozda" albo "Pozłacaną rybkę". Nie zaszkodziłoby też trochę fantastyki i ogólnie brakuje książek współczesnych, takich, które zachęcałby do ich czytania.

6. Jesz, słuchasz muzyki podczas czytania?
Zdarza mi się jeść i czytać jednocześnie (oczywiście bardzo wtedy uważam na książki), ale muzyki nie słucham. Pewnie nie mogłabym się wtedy skoncentrować dokładnie na lekturze.

7. Ulubiona książkowa para?
Może to zabrzmi banalnie, ale tak po dłuższym namyśle stwierdzam, że chyba będzie to Romeo i Julia. Ze współczesnych książek ciężko mi wybrać, no chyba, że liczy się Jane Rizoli i Maura Isles, bohaterki książek pani Tess Gerritsen. Miłości tam nie ma, ale bardzo lubię te bohaterki, bo razem tworzą świetny duet w pracy.

8. Ulubiona piosenka?
Ostatnio ciągle słucham "Nothing's Gonna Stop Us Now" Starship potrafię odtwarzać ją 8 razy razy pod rząd i ciągle się zachwycam. Posłuchajcie sami:

Jednak tak samo mocno uwielbiam piosenkę "Demons" i "Radioactive" Imagine Dragons. To takie 3 moje ulubione piosenki z ostatnich miesięcy.

9. Lubisz czytać lektury?
Nie, nie i jeszcze raz nie. Zawsze je czytam, ale nie powiem, że lubię to robić. no cóż, ja lubię książki współczesne, a tego o lekturach szkolnych często powiedzieć nie można (są oczywiście wyjątki, ale jest ich zdecydowanie zbyt mało). Na samą myśl o lekturach odechciewa mi się czytać.

10. Co teraz czytasz?
"Carnivia. Bluźnierstwo" - Jonathan Holt.

11. Za co kochasz książki?
Dzięki książkom potrafię oderwać się od rzeczywistości, zapomnieć o swoich problemach i się zrelaksować. Mogę też się wielu rzeczy nauczyć i poznać ciekawych bohaterów. Tak w skrócie: nic tylko czytać, bo to same korzyści.

DOGGY BOOK TAG
A teraz bardzo ciekawy, psi TAG, który od razu mi się spodobał. Jednak nie ukrywam, że nad odpowiedziami długo się zastanawiałam i nie jestem pewna, czy wybrałam dobre książki. No to zaczynamy.:)


1. Jamnik, czyli książka, która niemiłosiernie mi się dłużyła.
Wiele takich książek było, ale ostatnio był to "Portret Doriana Graya". Coś mi nie idzie z tą klasyką.

2. Chart, czyli książka z pędzącą akcją.
Naprawdę wiele jest takich książek i ciężko wybrać jedną. Hmm, może zdecyduję się na "Wybranych" C.J Daugherty. Pamiętam, że nie mogłam się nawet na chwilę oderwać, bo ciągle się coś działo.

3. Rottweiler, czyli książka z dużą ilością agresji.
Hmm, jedyne książki, jakie mi przychodzą do głowy to wszystkie te prawdziwe historie z przemocą. Ostatnia książka, którą przeczytałam z dużą ilością agresji/przemocy, to "Powód by oddychać".

4. Chihuahua, czyli najcieńsza książka, którą przeczytaliśmy.
Do głowy od razu przychodzi mi "Oskar i Pani Róża". Swoją drogą to świetna książka!

5. Dog, czyli najgrubsza książka, jaką przeczytaliśmy.
"Dziewczyna, która igrała z ogniem" Stiega Larssona (704 strony).

6. Dalmatyńczyk, czyli książka z mnóstwem różnych wątków.
"Bestia" Piotra Rozmusa.

7. Basset, czyli najbardziej wzruszająca książka.
O jeju! Tylko jedna? Mnóstwo jest świetnych, wzruszających książek. Począwszy od historii pisanych przez życie po fikcję literacką. Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to "Gwiazd naszych wina", "Marley i ja", "Chłopiec w pasiastej piżamie" i tak jeszcze mogłabym wymieniać i wymieniać.

8. K9 lub Szarik, czyli najlepsza ekranizacja książki.
Mało ekranizacji widziałam, z filmami dużego doświadczenia nie mam, więc ciężko mówić o najlepszej. W każdym razie duże wrażenie zrobił na mnie "Charlie" i "Gwiazd naszych wina".

9. York, czyli przesłodzona książka.
Ciężko mi tutaj jednoznacznie wskazać jakąś książkę, bo w wielu młodzieżówkach takie przesłodzenie występuje; jest rycerz na białym koniu, piękna laska, oni strasznie się kochają, bla, bla, bla. Musiałabym wiele takich książek tutaj wskazać.

10. Kundelek, książka która nie jest zbyt popularna, ale mnie zachwyciła.
"Poczwarka" Doroty Terakowskiej.


17.02.2015

Agnieszka Turzyniecka - Dziewczynka z balonikami

Tytuł: "Dziewczynka z balonikami"
Autor: Agnieszka Turzyniecka
Ilość stron: 174
Wydawnictwo: Szara Godzina














Główna bohaterka, Marlena Serafin jest Polką, ale mieszka w Niemczech. Musi sobie radzić sama, jej relacje z rodziną nie są najlepsze, przez chorobę kobieta nie dała rady skończyć studiów, a jej obecna praca nie należy do wymarzonych. Marlena cierpi na depresję i nie potrafi sobie z nią poradzić. Postanawia szukać pomocy w szpitalu psychiatrycznym i tam podjąć walkę o własne życie. Pobyt tam nie będzie łatwy, a proces leczenia żmudny. Czy Marlenie uda się wygrać z chorobą? Czy depresję można wyleczyć?

"Dziewczyna z balonikami" porusza niezwykle ważny i coraz popularniejszy problem, jakim jest depresja. Coraz więcej osób choruje, a ilość sprzedawanych leków rośnie. Jednak często jest to przypadłość, którą społeczeństwo ignoruje, nie traktuje do końca poważnie, a osobom chorym zamiast wsparcia serwuje się jakieś mało przydatne hasła i każe się im wziąć w garść. A depresja to poważny problem, z którym wcale nie łatwo wygrać. Warto zwrócić uwagę na osoby z naszego otoczenia, ale też na samego siebie, bo zaczyna się często niewinnie. Bardzo się cieszę, że takie książki powstają i mam tylko nadzieję, że będzie ich przybywało.

Marlena, główna bohaterka, jest według mnie bardzo dobrze wykreowana i świetnie zrobiono portret psychologiczny osoby chorej na depresję. Kobieta wydaję się bardzo prawdziwa, a czytając miałam wrażenie, że to prawdziwa historia (może nawet taka jest). Z całych sił kibicowałam Marlenie, myślałam nad jej życiem i wpływem dzieciństwa na dorosłość.

Wspomniałam o wpływie dzieciństwa na dorosłość. Marlena od dziecka była poniżana przez matkę, która wpajała jej, że jest głupia i gruba oraz skutecznie obniżała jej samoocenę. Ta książka to kolejny przykład na to, że dzieciństwo ma ogromny wpływ na późniejsze funkcjonowanie.

Mamy też okazję zerknąć na oddział psychiatryczny. I tutaj przyznaję, że inaczej to wszystko sobie wyobrażałam, zawsze wydawało mi się, że ludzi traktuje się tam jak niebezpieczne zwierzęta. W sumie tutaj mamy opisany szpital w Niemczech, ale jestem ciekawa, jak to w Polsce wygląda. Czy chorzy mogą liczyć na wsparcie lekarzy, a może są tylko faszerowani silnymi lekami. Na pewno są tutaj łamane stereotypy, bo szpital psychiatryczny to nie tylko wariaci w kaftanach, ale i ludzie, którzy się pogubili, nie radzą sobie ze swoimi problemami.

Zarzucić mogę tej książce jedynie to, że jest za krótka. Autorka pisze w bardzo fajny sposób, czytałam z zapartym tchem, a tu nagle się skończyło. Szkoda, wielka szkoda, bo to wszystko można było bardziej rozwinąć i zrobić coś jeszcze lepszego. Mimo że poruszane tutaj tematy są ciężkie, to napisana jest dosyć lekko, więc aż tak nie przytłacza swoim ciężarem. Ja zdecydowanie polecam.

Ocena: 8/10

Polacy nie gęsi

11.02.2015

Rebecca Donovan - Powód by oddychać

Tytuł: "Powód by oddychać"
Autor: Rebecca Donovan
Ilość stron: 494
Wydawnictwo: Feeria
Tom: I













Emma ma szesnaście lat, jest zdolną uczennicą, osiąga doskonałe wyniki w nauce i sporcie. W szkole spędza dużo czasu, angażując się w zajęcia pozalekcyjne. Do domu nigdy jej się nie spieszy. Po śmierci ojca i uzależnieniu matki, dziewczyna trafia pod opiekę swojego wujostwa; ciotki Carol i wujka Georga. Tam jednak przeżywa codzienne koszmary, a ciocia znęca się nad nią psychicznie i fizycznie.

Emma jest szarą myszką, unika ludzi, jest zamknięta w sobie, ufa jedynie swojej przyjaciółce Sarze, która pomaga jej przetrwać kolejne dni i jest dla niej wsparciem. Jednak pewnego dnia w życiu Emmy pojawia się ktoś jeszcze, a jest nim intrygujący chłopak, Evan.

To dla mnie taka kolejna troszeczkę problematyczna powieść, bo z jednej strony mi się podobała, trafiła do mnie i wzbudzała emocje, ale momentami nie wszystko mi w niej pasowało. Bywało zbyt różowo i zbyt słodko, określiłabym, że tak amerykańsko, bo nie brakuje tutaj bogaczy, są imprezy w domach popularnych dzieciaków, a szafy niektórych osiągają niewyobrażalnie duże rozmiary. I to właśnie to niekoniecznie mi się podobało, ale w sumie tego właśnie należy się spodziewać biorąc do rąk książkę amerykańskiego autora.

No właśnie, bohaterowie. Emma i Evan zdobyli moją sympatię, ale nie da się ukryć, że nie wyróżniają się niczym szczególnym. Evan jest zbyt idealny i wyjęty mógłby być z większości książek młodzieżowych. To typowy przystojniak, rycerz na białym koniu, czyli nudaaa. Emma natomiast to taka szara myszka, dobra uczennica i sportsmenka, we wszystkim najlepsza. Ja rozumiem, że to była jej szansa na szczęśliwe życie w przyszłości, ale chyba jednak za dużo było tych jej zasług. Jest jeszcze Sara, czyli przyjaciółka Emmy. Dziewczynie dobrze się powodzi, jest zupełnym przeciwieństwem głównej bohaterki; jest popularna, lubiana, wyróżnia się z tłumu, ale jej brak stanowczych działań nie świadczy o niej najlepiej jako o przyjaciółce. Jak mam być szczera to ciężko mi uwierzyć w ich prawdziwą przyjaźń, bo różnice między nimi są ogromne, a w prawdziwym życiu ciężko je przeskoczyć.

Przeczytałam już naprawdę wiele takich historii, dużo z nich było oparte na prawdziwych wydarzeniach, dlatego coraz ciężej mnie zadowolić i zachwycić fikcją literacką. Szukam w książkach czegoś oryginalnego, a tutaj nic mnie pod tym względem nie zachwyciło. Owszem, to, co ciotka robiła Emmie było niewyobrażalne i okropne oraz zdecydowanie oddziaływało na emocje. Czytając te wszystkie przepełnione bólem opisy pękało mi serce. I to jest zdecydowanie plusem tej książki, bo pod tym kątem wrażenie robi. Tylko szkoda, że nie dane jest nam czytelnikom poznanie motywów Carol, bo jej zachowanie zdecydowanie nie było normalne i jakiś powód być musiał.

Oprócz poruszonego problemu przemocy domowej mamy także typowo nastoletnie problemy, sprawy, a konkretnie mój "ukochany" wątek romantyczny. Wyżej napisałam, że Evan to taki chłopak idealny, więc pewnie łatwo można sobie ten związek wyobrazić. Było oczywiście przewidywalnie i w głowie zaświeciła mi się lampka, że to już było; było wiele razy. Eh, chyba muszę w końcu porzucić te młodzieżówki, to może ten problem zniknie. Dobra, ostatecznie stwierdzam, że chociaż było "tradycyjnie i znajomo" to przynajmniej mnie te ich uczucie nie denerwowało. Było nawet uroczo i tak delikatnie.

Zakończenie zachęca mnie po sięgnięcie po kolejny tom i taki też ciągle miałam zamiar podczas czytania, ale jak tak teraz kończę pisać tę recenzję to mam coraz większe wątpliwości. Jakoś tak te wady, które dostrzegłam po dokładnym przeanalizowaniu powieści trochę mnie teraz odpychają. Myślę, że ta książka jest dobra dla osób mniej wymagających, nie mających zbyt dużego doświadczenia ani z taką tematyką, ani  z młodzieżówkami, no chyba, że nie przeszkadza wam schematyczność, oklepana fabuła i bezbarwni bohaterowie.

Ocena: 5/10

09.02.2015

Becca Fitzpatrick - Black Ice

Tytuł: "Black Ice"
Autor: Becca Fitzpatrick
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Otwarte














Podchodziłam do tej książki z pewną niepewnością. Czytałam na jej temat mnóstwo pozytywnych słów, ale też krytykę. Gdy jednak przeczytałam prolog to po prostu wiedziałam, że się nie zawiodę. I tak faktycznie było. Ach, i jeszcze ta hipnotyzująca okładka - coś pięknego.

Britt wraz ze swoją przyjaciółką Korbie wybierają się w podróż w góry. Okazuje się, że dołączy do nich także brat Korbie i zarazem były chłopak Britt. Dziewczyna uważa to za świetną okazję, żeby zaimponować swojemu byłemu i pokazać mu, ile stracił zrywając z nią. Plan jednak krzyżuje pogoda, a konkretnie szalejąca śnieżyca, która w połowie drogi uniemożliwia dziewczynom dotarcie do celu. Sytuacja zmusza je do szukania schronienia. Szczęśliwe znajdują małą, górską chatkę, a w niej dwóch młodych mężczyzn. Początkowa gościnność szybko się kończy, a dziewczyny wpadają w poważne tarapaty.

Główna bohaterka od samego początku średnio przypadła mi do gustu. Wydała mi się jakaś taka samolubna i ogólnie niezbyt fajna. Niektóre jej decyzje były po prostu głupie i niedojrzałe. Później Britt troszeczkę zaczęła się zmieniać, ale do końca nie uzyskała mojej sympatii. Była niezdecydowana, jej uczucia do byłego chłopaka, a raczej ich zmienność, mnie osobiście lekko denerwowały. I ciągle miałam wrażenie, że jest młodsza niż w rzeczywistości. Jest jeszcze przyjaciółka Britt, która mnie strasznie wkurzała, bo nie lubię tak zapatrzonych w siebie i głupich postaci. Nie, nie i jeszcze raz nie! Mason, jeden z chłopaków spotkanych w górskiej chatce, powodował we mnie różne emocje. Ja po prostu nie umiałam go rozgryźć i nie wiedziałam, czy mu zaufać, czy nie. I tak zostało do samego końca. Dla mnie to bardzo intrygująca postać. I ogólnie lepiej pani Fitzpatrick wyszli męscy bohaterowie, chociaż i tu do doskonałości im brakuje. Brakuje tu zdecydowanie dojrzałości, a takową w wieku osiemnastu lat już by mieć wypadało.

Jak tak czytam recenzje innych czytelników, to większość skarży się na przewidywalność. U mnie było odwrotnie, bo to, co działo się na kolejnych kartach powieści było dla mnie zaskakujące. W sumie to czytając tę książkę niezbyt myślałam i nawet nie zastanawiałam się nad niektórymi wątkami. Tylko śledziłam te szybko postępujące wydarzenia. Nie ma tutaj miejsca na nudę, ciągle się coś dzieje. Ja przeczytałam tę książkę w jeden dzień, bo nie mogłam się oderwać. I nawet te niezbyt inteligentne bohaterki, o dziwo, mi nie przeszkadzały. Według mnie najlepiej sięgnąć po tę książkę zimą, a konkretnie śnieżną zimą, żeby lepiej poczuć ten surowy klimat, bo na prawdę robi wrażenie.

A zakończę mniej optymistycznie, bo zakończenie mnie zawiodło. W sumie tego się spodziewałam, ale jednak miałam nadzieję, że zostanę zaskoczona. No cóż, nie można mieć wszystkiego.

Ocena: 7/10

07.02.2015

Cecelia Ahern - Love, Rosie

Tytuł: "Love, Rosie" ("Na końcu tęczy")
Autor: Cecelia Ahern
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Akurat














Oh, ta damsko-męska przyjaźń. Tyle się o niej słyszy, ale czy coś takiego istnieje? Przekonajcie się sami, poznając bohaterów "Na końcu tęczy" ("Love, Rosie").

Alex i Rosie są nierozłączni od dzieciństwa. Razem tworzą naprawdę świetnie połączenie. Są przyjaciółmi, wiedzą o sobie wszystko, razem przezywają swoje życie, dzieląc się i smutkami, i szczęściem. Los jednak lubi płatać figle i dosyć szybko wystawia młodych ludzi na próbę czasu. Alex wraz z rodzicami opuszcza Irlandię i przeprowadza się do Ameryki. Jak taka rozłąka na nich wpłynie? Czy przyjaźń przetrwa?

Książka jest taka niezwykła przez swoją formę. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim sposobem pisania. Całą historię poznajemy tylko i wyłącznie przez różne listy, liściki, e-maile, zaproszenia, pozdrowienia, zapisy rozmów z komunikatorów. I tak od początku do końca. Prawda, że oryginalne? Mnie to po prostu urzekło i zachwyciło. I chociaż można powiedzieć, że "to już było", bo istotnie tak jest, to na pewno nie w takiej formie. Dodam jeszcze, że historia rozciąga się na aż 50 lat, co tym bardziej mnie zachwyca.

Urzekli mnie także bohaterowie. Moją największą sympatię, o dziwo, zdobyła postać drugoplanowa, a mianowicie Ruby, przyjaciółka Rosie. No cóż, nie da się jej odmówić poczucia humoru, a najlepsze teksty wychodziły właśnie od niej. Żeby główni bohaterowie nie poczuli się pokrzywdzeni to oczywiście wspomnę też o nich. Z jednej strony wydaje mi się, że ich dobrze poznałam i wiem o nich wszystko, ale to nie jest prawda. Zwłaszcza jeżeli chodzi o Alexa. Ciężko poznać dokładnie ich emocje czytając tylko listy, które zresztą pisane były w różnych odstępach czasu. Czasami  nie byłam pewna, co tak naprawdę w ich głowach się kryje. Dlatego wydaje mi się, że ich znam, polubiłam ich, ale to zdecydowanie nie jest ta sama "znajomość" to w przypadku książek pisanych w sposób tradycyjny, z narracją. Kibicowałam głównym bohaterom, trzymałam za nich kciuki, ale miejscami nie potrafiłam zrozumieć ich postępowania i miałam ochotę wejść do książki, żeby nimi potrząsnąć.

Książka jest przeładowana emocjami. Potrafi bawić i spowodować niekontrolowane wybuchy śmiechu, ale sprawia też, że czytelnik zaczyna się wzruszać, myśli nad swoim życiem. W książce podjęte zostają różne współczesne problemy, można się zastanowić nad tą słynną przyjaźnią damsko-męską, więc jest to coś zdecydowanie dla kobiet i tych młodszych, i tych starszych; dla żon, córek i matek. Towarzysząc bohaterom od najmłodszych lat, możemy obserwować ich przemianę i stopniowe dojrzewanie, dążenie do celów i spełnianie marzeń.

Jednak jest coś, co mnie po prostu mocno denerwowało. O ile w początkowych listach mogłam zaakceptować celowe błędy, to później to ciągłe "wjem" używane przez Alexa (i nie tylko) mnie po prostu irytowało. W ogóle nie przepadam za takim zabiegiem i celowe błędy mnie po prostu rażą.

Ocena: 8/10

04.02.2015

Constance Briscoe - Brzydula. Historia niekochanej

Tytuł: "Brzydula. Historia niekochanej"
Autor: Constance Briscoe
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Bellona













Powieść ta znajdowała się dosyć długo na liście książek do przeczytania, jednak w tym czasie zdążyłam już o niej zapomnieć, więc gdy tylko dowiedziałam się, że jest to historia prawdziwa, to naprawdę byłam w szoku.

Constance Briscoe nigdy nie miała w życiu łatwo. Od najmłodszych lat stała się ofiarą własnej matki, która znęcała się nad nią psychicznie i fizycznie bez powodu. Pomocy nigdy nie otrzymała i była zdana sama na siebie. Dziewczyna była bita, torturowana i poniżana. Ciągle słyszała, że jest brzydka i głupia. Żyła w ciągłym stresie, przez wiele lat moczyła się do łóżka i wyłysiała, a na jej ciele regularnie pojawiały się blizny. Tak, ta historia jest prawdziwa...

Szok. Tak, to właśnie zszokowanie ciągle mi towarzyszyło przy czytaniu. I teraz, już po skończeniu lektury, nadal mam burzę w głowie i ciągle wracam myślami do bohaterki i tego wszystkiego, co ją spotkało. Czytanie nie było dla mnie przyjemnością, po skończonej lekturze czułam się okropnie przygnębiona i zaczęłam jeszcze mocniej doceniać swoje udane dzieciństwo i kochających rodziców.

Z każdej strony tej książki bije ogromny smutek i jedno wielkie okrucieństwo. Ja po prostu nie mogę zrozumieć, jak można nienawidzić swoje dziecko. Jak można je tak traktować bez kompletnie żadnych powodów. Ciągle się zastanawiam, czemu to właśnie Constance padła jej ofiarą? Skąd się wzięła tak duża niechęć rodzicielki?

"Brzydula. Historia niekochanej" to także historia o wytrwałym dążeniu do celu mimo wszystkich przeciwności losu. Naprawdę podziwiam Constance za to, że mimo tego całego piekła potrafiła się pozbierać i zacząć żyć. Ta opowieść to najlepszy przykład na to, że człowiek może wszystko. Można nie mieć nic i stać się kimś.






JĘZYKOWO: Książkę czytałam o oryginale, więc spróbuję teraz określić jej poziom. Dla mnie jej czytanie było już większym wyzwaniem, ale szczerze powiedziawszy bardzo mało korzystałam ze słowniczka, bo ogólny zarys fabuły dobrze rozumiałam. Myślę, że jest to książka dla osób od poziomu B1. Ja będę chciała przeczytać ją też w języku polskim, żeby jeszcze lepiej poznać losy autorki. Chociaż wiele słówek się powtarza, słownictwo związane jest z życiem codziennym, a zdania są stosunkowo krótkie.

01.02.2015

Podsumowanie stycznia

Tym razem bardzo się cieszę, że styczeń dobiegł końca. Był to dla mnie strasznie trudny i intensywny miesiąc, zarówno w szkole, jak i życiu prywatnym. Codzienne testy i sprawdziany są naprawdę wykańczające. Na szczęście mam teraz dwa tygodnie odpoczynku i czasu na naładowanie akumulatorów.

Mimo tej intensywności i ciągłego braku czasu udało mi się przeczytać aż 9 książek, w tym jedną po angielsku. Jestem bardzo zadowolona z tego wyniku, a zwłaszcza z powieści przeczytanej w oryginale. Co udało mi się przeczytać?


Jakie mam plany na luty?
Chcę przeczytać kolejną książkę po angielsku i ogólnie nadrobić książkowe i filmowe zaległości. Do tego oczywiście nauka angielskiego i maksymalne wykorzystanie wolnego czasu. 

Jak Wam minął styczeń? 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka