27.05.2015

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA: Herbjørg Wassmo - Te chwile

Tytuł: "Te chwile"
Autor: Herbjørg Wassmo
Ilość stron: 357
Wydawnictwo: Smak Słowa
Premiera: 3 czerwca 2015








Herbjørg Wassmo to wybitna norweska pisarka, wielokrotnie nagradzana za swoje książki. Otrzymała między innymi prestiżową nagrodę literacką Rady Nordyckiej, Nagrodę Krytyków, Nagrodę Księgarzy oraz Nagrodę im. Amalie Skram.  "Te chwile" to jej najnowsza powieść wydana w Polsce.

Poznajemy bezimienną bohaterkę, z którą przejdziemy przez całe jej życie. Razem z nią będziemy przeżywać trudne dzieciństwo spowodowane relacjami z ojcem, nastoletnią ciążę, studia, pierwszą pracę, małżeństwo, początek pisarskich sukcesów. Nie zabraknie wzlotów i upadków, chwil radości i smutku. "Te chwile" to opowieść o życiu. Tak po prostu. Ale napisana w wyśmienity sposób. To znakomita książka dla każdej kobiety.

Książka napisana jest bardzo dojrzale; w stylu, który zmusza czytelnika do uważnej lektury. Mnie na początku było ciężko się do niego przyzwyczaić, troszeczkę się gubiłam. Czułam jakiś niepokój. Jednak czym bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej zaczynałam go doceniać i się nim delektować. Rozdziały są bardzo krótkie, poznajemy różne fragmenty z życia bohaterki, to uchwycone chwile.

Bezimienna bohaterka to kobieta, która stara się być silna, szuka swojej drogi i pragnie szczęścia. Przeżywa wzloty i upadki, gubi się w brutalnej rzeczywistości, jest samotna i nieszczęśliwa, czuje się wyobcowana, sprawia wrażenie niewidzialnej. To kobieta, do której czuje się sympatię i kibicuje się jej z całych sił.

To nie jest książka, którą można przeczytać w jeden dzień. Ja musiałam co jakiś czas trochę od niej odpocząć i do lektury wrócić następnego dnia. To książka, do której trzeba być gotowym, zacząć jej czytanie z głową, której nie zaprzątają żadne problemy, troski. Potrzebne jest absolutne skupienie. To też jednak z tych powieści, o których naprawdę ciężko mi pisać, więc pozostaje mi ją tylko polecić. A zwłaszcza kobietom.


Ocena: 8/10

Za książkę dziękuję Pani Karolinie z Business&Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.

17.05.2015

John Green, David Levithan- Will Grayson, Will Grayson

Tytuł: "Will Grayson, Will Grayson"
Autorzy: John Green, David Levithan
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Bukowy Las










Historię poznajemy z punktu widzenia dwóch Willów Graysonów. Chociaż nazywają się tak samo, to są zupełnie inni. A jednak pewnego dnia, przez przypadek, spotykają się. Jeden Will to taka szara mysz, która za wszelką cenę unika wychylania się. Woli siedzieć niezauważony w kącie, ale sprawy nie ułatwia jego znany w całej szkole homoseksualny kumpel Cooper. Z kolei drugi Will jest gejem, cierpi na depresję, całe dnie spędza na portalach społecznościowych, pisząc ze swoim internetowym chłopakiem Izaakiem.

Tak myślę i myślę, co o tej książce napisać. Mam trochę mieszane uczucia. Z jednej strony było w niej coś intrygującego i wciągającego, ale czegoś chyba jednak mi zabrakło. Po przeczytaniu opisu z tyłu okładki moje wyobrażenia na temat tej powieści były inne, więc to, co dostałam, było dla mnie niespodzianką. Ale czy pozytywną?

Czyta się tę książkę szybko i przyjemnie, ale od pewnego momentu. Dosyć długo trzeba czekać, aż akcja nabierze tempa i zacznie się dziać coś konkretnego. Tutaj jest to dopiero moment spotkania obu Willów, a na ten trzeba trochę poczekać. Powiedziałabym, że jest nierówno; raz ciekawiej, a raz nudniej, nie miałam problemów z odłożeniem tej książki na półkę, pewnie szybko też o niej zapomnę. Takie czytadło na kilka wieczorów.

Na plus oczywiście tematyka. Fajnie, że porusza się kwestię akceptacji osób o innej orientacji seksualnej, bo jest to ważne. Autorzy robią to w sposób lekki, prześmiewczy, ale też trochę przerysowany i sama nie wiem, czy to mi się podoba. Jest tak trochę amerykańsko, miejscami wszystko wydawało mi się oderwane od rzeczywistości. Jednak i tak sądzę, że warto podejmować ten temat w książkach młodzieżowych i uczyć w ten sposób tolerancji. Oby więcej takich tytułów się ukazywało.

 Styl obu autorów przypadł mi do gustu, chociaż to, co pisał pan David Levithan trochę czytanie utrudniało. Dlaczego? W jego rozdziałach wszystko pisane jest małymi literami, nawet imiona, a ja nie jestem do takiego zabiegu przyzwyczajona. Ale nie powiem, bo było to na swój sposób oryginalne, miało też swoje uzasadnienie.

Nie jest to moja pierwsza książka Greena i w sumie jestem coraz bardziej nim zawiedziona. Ciągle pamiętam jego cudowne "Gwiazd naszych wina" i ciągle czekam na powtórkę. Ta niestety i w tym przypadku nie nadeszła. W ogóle zauważyłam, że Green pisze schematycznie, nie zaskoczył mnie. Szału niestety nie było i coraz mniej ciągle mnie do jego przyszłych książek. Schematyczności mówię stanowcze nie, bo ileż można czytać z przeświadczeniem, że to już gdzieś było, a to "gdzieś" to inne jego tytuły. Co do pana Davida to z ciekawości chętnie sięgnęłabym po jakąś inną jego książkę, żeby lepiej poznać jego styl bez wpływów innych autorów. Mam więc nadzieję, że wkrótce powieści te ukażą się w Polsce i będzie mi dane ich poznanie.

Ocena: 5/10

16.05.2015

Językowo: English Matters nr 52

Dzisiaj o szczególną uwagę proszę mole książkowe i kinomanów, gdyż w najnowszym numerze English Matters sporo można przeczytać na tematy o kulturze. Zapraszam więc do prezentacji.


Już na samym początku, w This and That, spotkamy się z trzema książkami i ich krótkim opisem w języku angielskim. A ponadto wypisano kilka interesujących słówek z każdej pozycji. Jest także ramka, w której umieszczono 10 tytułów wierszy, które każdy znać powinien. Książki po angielsku już czytałam, może teraz pora poznać jakieś wiersze?

Następnie na chwilę odchodzimy od tematyki książkowej, bo w dziale People and Lifestyle przeczytać możemy o znanym, amerykańskim serialu komediowym, który znają pewnie wszyscy oprócz mnie. Mowa oczywiście o "Przyjaciołach".

 Następnie mamy artykuł o dwóch Polakach - Marcinie Iwińskim i Michale Kicińskim, którzy bardzo szybko stali się milionerami, a to za sprawą znanej gry "Wiedźmin".

A na koniec w tym dziale przeczytać możemy o kultowym zespole Queen i wokaliście Freddiem Mercurym. Tradycyjnie zachęcam teraz do posłuchania jednej z piosenek.


W dziale Culture miałam okazję powrócić do dzieciństwa i jednej z moich ulubionych książek. Mowa o "Kubusiu Puchatku" . Możemy trochę poczytać o tym, skąd się wziął pomysł na książkę oraz dlaczego wzbudzała ona kontrowersje. Prześledzimy też zmiany sławnego niedźwiadka.

Później przenosimy się do najsławniejszych studiów filmowych, by zajrzeć za kulisty. A na koniec działu coś dla fanów Agathy Christie i chyba wszystkim wielbicielom kryminałów dobrze znanego detektywa. Proszę państwa, przed nami Hercule Poirot!


W dziale Travel przeniesiemy się do Texasu, czyli do jednego z najwspanialszych stanów USA. Następnie, w Conversation Matters, poznamy przydatne zwroty do codziennej rozmowy np. z nowo poznanymi osobami, czyli tzw. "small talk". W dziale Language przeczytać możemy o zaproszeniach i prawidłowym ich pisaniu.

A na koniec, w dziale Leisure, bardzo fajny artykuł o trailerach i sztuczkach wykorzystywanych przez ich twórców. Dowiedziałam się naprawdę wielu ciekawych rzeczy.

Mnie ten numer podobał się szczególnie, a to ze względu na poruszone w nim tematy, które są bliskie mojemu sercu. Myślę, że każdy fan książek, czy też filmów znajdzie tu coś dla siebie. A co najważniejsze - połączy miłe z pożytecznym i nauczy się czegoś nowego po angielsku. Bo pamiętajmy, że na naukę nigdy nie jest za późno. Jedne artykuły są łatwiejsze, inne trudniejsze, ale bardzo pomocne są mini słowniczki przy każdym tekście.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

12.05.2015

Mateusz Kudrański - Co wylądowało w lesie Rendlesham?

Tytuł: "Co wylądowało w lesie Rendlesham?"
Autor: Mateusz Kudrański
Ilość stron: 404
Wydawnictwo: self publishing










Jest rok 1981. Poznajemy dwie grupy nastolatków. W skład pierwszej wchodzą: polscy bracia - Ice i Jersey oraz Maggie i Boogie. Ale to nie wszyscy bohaterowie, bo jest jeszcze grupa Anglików: BB, Red, Piguła i Andy. Między nimi jest rywalizacja, stale robią sobie na złość. Tak też było 11 lipca 1981 roku. Bo tak naprawdę to wszystko rozpoczęło się od bardzo śmierdzącego dowcipu jednej z drużyn. W tym dniu nastolatkowie są świadkiem bardzo dziwnego i tajemniczego wydarzenia. Otóż unosi się nad nimi jakaś dziwna chmura, pojawiają się tajemnicze pojazdy, a wszystkie zegarki stanęły w miejscu. Nie zważając na obustronną niechęć, nastolatkowie muszą połączyć siły i dowiedzieć się, co takiego wylądowało w lesie Rendlesham.

Ciężko mi pisać o fabule, bo w tej książce naprawdę dużo się dzieje, a nie chciałabym zbyt wiele zdradzać. Akcja wciąż pędzi do przodu, pojawiają się nowe postaci, problemy, ale też stopniowo coraz więcej się wyjaśnia. Jest to bardzo dynamiczna książka ze świetną atmosferą. Podczas czytania odczuwa się napięcie oraz niepokój w związku z tym, co może się wydarzyć za chwilę. Ja przyznaję, że czasami nie nadążałam za tym wszystkim i gubiłam się od nadmiaru wydarzeń, ale to wynikało tylko i wyłącznie ze złego skupienia się na lekturze.

Dużego plusa autor dostaje ode mnie za humor. Nie brakuje lekkich, humorystycznych dialogów, które wielokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy i można było się pośmiać. Może i miejscami jest infantylnie, ale wybaczam.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, barwni, różnią się od siebie. Nie potrafię wskazać, kogo polubiłam najbardziej, bo każdy miał w sobie to coś. Chociaż najwięcej humoru serwował mi Piguła, więc tak nieśmiało mogłabym go wybrać. Postaci nie są wyidealizowane, każdy ma jakieś swoje słabości, nastolatkowie idealnie się uzupełniają. I chociaż ilość bohaterów jest dużo to nie miałam najmniejszych problemów z ich rozróżnieniem.

Gdy zaczynałam czytać tę książkę to myślałam, że będzie co najwyżej dobra. Wiadomo, że różnie to z debiutami bywa, mnie ostatnio ciężko oczarować, trudno też o stworzenie czegoś naprawdę nowego. A tutaj miłe zaskoczenie, naprawdę! Zaczyna się niewinnie, nawet pomyślałam, że to będzie jakaś książka bardziej dla dzieci, ale później się dzieje, oj dzieje. O szybkości akcji już wspominałam, więc przejdę dalej. Zaskoczył mnie rozwój fabuły, totalnie nie spodziewałam się tego, co autor dla nas przygotował. Po prostu nie da się przewidzieć, jak to wszystko się potoczy. Autor zaskakuje nas do samego końca. To wszystko jest takie zakręcone, ale zarazem łatwe w odbiorze. Szalenie mi się to spodobało i stwierdzam, że takiej książki jeszcze nie czytałam. Dla mnie było to coś nowego, odkryłam zdolnego, polskiego pisarza i mam ochotę na więcej. Jestem ciekawa, jak wyglądałby film na podstawie tej powieści.

Jak w każdej młodzieżówce i tutaj znalazło się miejsce dla wątku romantycznego. Mnie one często irytują, ale tutaj było wyjątkowo subtelnie i nieprzytłaczająco. Dla mnie to tylko delikatne tło i całe szczęście.

Ja wiem, że wiele osób nie jest przekonanych do polskich autorów, podejmujących taką tematykę (ja też nie jestem), ale tę książkę naprawdę polecam. Jeżeli szukacie czegoś oryginalnego to zdecydowanie jest to powieść dla Was. Warto poznać tę historię!

Ocena: 9/10

Polacy nie gęsi

06.05.2015

Jørn Lier Horst - Psy gończe

Tytuł: "Psy gończe"
Autor: Jørn Lier Horst
Ilość stron: 387
Wydawnictwo: Smak Słowa














Jakiś czas temu w Polsce pojawiła się dziewiąta część cyklu, którego bohaterem jest komisarz William Wisting, pt. "Jaskiniowiec" . Teraz z kolei wydano tom ósmy zatytułowany "Psy gończe". Książka ta zdobyła wiele nagród, czym bardzo skusiła mnie do jej przeczytania. Czy było warto?

William Wisting jest doświadczonym policjantem z długim stażem pracy. Zawsze sumiennie podchodził do powierzonych mu spraw i spełniał się w swoim zawodzie. Jednak pewnego dnia dowiaduje się, że został oskarżony i zawieszony w czynnościach w związku z podejrzeniem o fabrykowanie dowodów w sprawie sprzed siedemnastu lat. Wtedy też zabita została Cecilia Linde, a karę poniósł Rudolf Haglund, który po wyjściu z więzienia oskarża śledczego o sfałszowanie dowodów. Teraz oskarżyciel staje się oskarżonym. William Wisting postanawia raz jeszcze cofnąć się do sprawy sprzed 17 lat i udowodnić swoją niewinność.

Ojcu pomaga jego córka Line, która jest zdolną i ambitną dziennikarką. W tym czasie kobieta zajmuje się sprawą zabójstwa Jonasa Ravneberga i szybko odkrywa, że te sprawy mogą się ze sobą jakoś łączyć. Wkrótce też ginie kolejna młoda dziewczyna i wszystko zaczyna się coraz bardziej komplikować.

Jeżeli miałabym porównać ten tytuł do "Jaskiniowca" to powiedziałabym, że jest na pewno inny. Tam autor skupił się bardziej na wątku społecznym, ukazywał problem samotności. Tutaj natomiast ważniejsze jest śledztwo. Od samego początku coś się dzieje, nie ma czasu na nudzenie się i taki wysoki poziom utrzymywany jest do samego końca. Akcja stopniowo się rozkręca, napięcie jest dawkowane, czuć także tajemniczą atmosferę pełną grozy. Wpada się w wir wydarzeń, nie ma niepotrzebnych opisów i spowalniaczy akcji.

Książkę czyta się bardzo szybko, a to za sprawą krótkich rozdziałów, które dodatkowo są przerywane w najciekawszych momentach, a przez to nie można się oderwać, bo chce się szybko odkryć nowe fakty. Autor przeplata oba wątki, stopniowo podaje nowe informacje.

Oprócz wątku kryminalnego moją uwagę przykuła praca dziennikarzy. A w zasadzie trochę się przeraziłam tą ich ciągłą walką o nowe tematy  i sposoby zdobywania materiałów. Dla mnie miejscami było to jak brak poszanowania dla siebie samego, a do innych ludzi już na pewno. Taki wyścig szczurów. Liczą się mocne zdjęcia, chwytliwe nagłówki, tragedie, które wzbudzą sensację. Jednakże dobrze przeprowadzona współpraca dziennikarzy i policji może być bardzo skuteczna i pomocna w prowadzonych śledztwach.

Podobało mi się to, że autor porusza też kwestię etyki w zawodzie policjanta. Coraz częściej słyszy się o błędnych wyrokach, bo jak się okazuje bardzo łatwo wsadzić kogoś do więzienia. Słusznie można porównać policjantów do psów gończych. Jest podejrzany, którego trzeba złapać, ale nie zawsze w tym wyścigu jest czas na dokładne przeanalizowanie wszystkiego. Jest tylko jeden trop, którym się podąża i którego się trzyma, a wszystko inne zostaje zepchnięte na bok.

Dobrze by było, gdyby książki zostały wydawane po kolei ( bo szczerze powiedziawszy liczę na to, że i wszystkie poprzednie tomy w Polsce się pojawią), ale bez problemu można je czytać bez określonej kolejności, bo autor nie spoileruje poprzednich spraw Wistinga. Tak więc mnie pozostaje teraz tylko czekać na jego kolejne powieści.

Ocena: 9/10

Za książkę dziękuję Pani Karolinie z Business&Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.

04.05.2015

James Fray - Milion małych kawałków

Tytuł: "Milion małych kawałków"
Autor: James Frey
Ilość stron: 517
Wydawnictwo: G+J














Bardzo lubię książki o takiej trudnej tematyce, wiele ich już przeczytałam i za każdym razem je mocno przeżywam. Z "Milion małych kawałków" było niestety inaczej.

"Milion małych kawałków" to powieść oparta na motywach autobiograficznych. Opowiada historię dwudziestotrzyletniego Jamesa Freya, który od wielu lat jest uzależniony od alkoholu i narkotyków. Mężczyzna nie pamięta, kiedy ostatni raz był trzeźwy. Jedynym ratunkiem jest pobyt w klinice zajmującej się leczeniem uzależnień. James trafia tam w bardzo złym stanie, a lekarze informują go, że teraz każda, nawet najmniejsza dawka narkotyku lub alkoholu, będzie dla niego śmiertelna. Terapia będzie drogą przez mękę, ale też jedyną szansą na życie, na wyjście z nałogu i uwolnienie się.

To, co teraz napiszę będzie pewnie dziwne. Tak, zapewne nie powinnam tego pisać, bo są w tej książce elementy autentyczne i trochę mi głupio, ale mnie straszliwie męczyło jej czytanie. I męczyło nie dlatego, że tematyka jest ciężka, tylko się strasznie nudziłam. Czytałam tę książkę praktycznie bez żadnych emocji. Tylko w jednym momencie poczułam okropne obrzydzenie i wręcz zrobiło mi się słabo. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie tę powieść i jestem zawiedziona.

Oczywiście bardzo współczuję autorowi, gratuluję odwagi i wytrwałości, ale sama książka niestety mi nie podeszła. Nie potrafiłam przeżywać tego wszystkiego z Jamesem, nie uderzały mnie te jego emocje, czułam obojętność. A po przeczytaniu wręcz odetchnęłam z ulgą i z przyjemnością zabrałam się za czytanie czegoś innego. Według mnie są lepsze i bardziej wstrząsające książki o takiej tematyce. O tej szybko zapomnę.

To, co przeżywał James z pewnością było męką i tak, jak już wyżej pisałam, strasznie mu współczuję. Na pewno przelewanie tego na papier nie było lekkie, o czym też świadczy styl, jakim książka jest napisana. Przez to też czytało mi się ciężko; dziwna interpunkcja, czy też sposób zapisu dialogów zdecydowanie nie ułatwiały mi czytania. Było chaotycznie, książka wymusza na czytelniku maksymalne skupienie, ażeby nie pogubić się w plątaninie myśli i skomplikowanych uczuć.

Czy warto poznać tę historię? Zdecydujcie sami. Ja powstrzymuję się od oceny, ale przyznaję, że mimo wszystko mam ochotę na jakąś inną książkę tego autora.

01.05.2015

Podsumowanie kwietnia

55 dni. Tylko tyle pozostało do wakacji. Ja już się nie umiem doczekać, ale przed nami dwa bardzo fajne miesiące, w tym mój ukochany maj. Z kwietnia zadowolona nie jestem, bo mam wrażenie, że przez cały miesiąc nie zrobiłam nic konkretnego, po prostu go zmarnowałam. Rozleniwiłam się, wszystko robiłam na ostatnią chwilę, a teraz usiłuję z tym walczyć i wrócić do dawnego zorganizowania. Pora zacząć żyć!
Jeżeli chodzi o wynik książkowy to jestem zadowolona. Udało mi się przeczytać 8 pozycji:
1. Olga Rudnicka - "Do trzech razy Natalie"
2. Gillian Flynn - "Zaginiona dziewczyna"
3. Roma Ligocka - "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku"
4. Rainbow Rowell - "Eleonora i Park"
5. Camilla Lackberg - "Syrenka"
6. Cathy Glass - "Nie zabierajcie mi dziecka"
7. James Frey - "Milion małych kawałków"
8. John Green - "Will Grayson, Will Grayson" 

Razem 3396 stron.

Nie wszystkie książki udało mi się zrecenzować, ale postaram się w ten weekend nadrobić zaległości i napisać choć kilka słów.

Obejrzałam też dwa filmy o tematyce sportowej, a konkretnie o gimnastyce. Ogólnie mam teraz ogromną ochotę na takie produkcje, bo są dla mnie, jako osoby ćwiczącej i dążącej do zrobienia szpagatu, inspirujące. I to jak! A przy okazji poruszają też współczesne problemy. W kwietniu obejrzałam:

"Cenę doskonałości" reż. Douglas Barr (1997)
"Historię Gabby Douglas" reż. Gregg Champion (2014)

Zaczęłam także z polecenia mojej przyjaciółki oglądać Dr Housa. Na razie jestem na pierwszym sezonie, ale bardzo mi się podoba. Tylko trochę przeraża mnie ilość odcinków.

Jeżeli chodzi o naukę angielskiego to wstyd się przyznawać, ale nie zrobiłam zbyt wielu postępów. Każdego dnia powtarzam poznane słówka, ale zbyt wiele nowego się nie nauczyłam. Wstyd. W maju obiecuję poprawę.

A jak Wam minął kwiecień?

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka