23.06.2015

Pierre Lemaitre - Koronkowa robota

Tytuł: "Koronkowa robota"
Autor: Pierre Lemaitre
Ilość stron: 415
Wydawnictwo: Muza
Tom: I




Policja dostaje anonimowe zgłoszenie. Po przyjeździe na miejsce odkrywają makabryczną zbrodnię. Zbrodnię, jakiej jeszcze nigdy nie widzieli; okrutną, bestialską, będącą dziełem jakiegoś szaleńca. Ślad, który pozostawia morderca wskazuje na to, że nie jest to jego pierwsze dzieło. Wkrótce komisarz Camille Verhoeven odrywa, że wszystko zostało wykonane tak jak w znanej powieści pt. "American Psycho", a Literat, bo tak został nazwany szaleniec, składa hołd znanym klasykom. 

Książka jest naprawdę mocna i nie dla ludzi o słabych nerwach. Autor bardzo szybko przechodzi do rzeczy i od razu serwuje nam niezwykle brutalne opisy, których czytanie zrobi wrażenie nawet na znawcach tego gatunku. O tak! Jestem o tym przekonana. Także jeżeli macie słabe nerwy, to radzę tę lekturę dobrze przemyśleć. 

Lubię, gdy bohaterowie są wyraziści, a tutaj tak zdecydowanie jest. Komisarz paryskiej policji, Camille Verhoeven, jest zdecydowanie wyjątkowy i wyróżnia się na tle wszystkich innych tytułów tego gatunku. Dlaczego? Już sam jego wygląd przyciąga uwagę, ale też nie ułatwia pracy w policji. Camille ma tylko 145 centymetrów wzrostu,  a ludzie często patrzą na niego z góry, dosłownie i w przenośni. Cieszy się jednak bardzo dużym autorytetem wśród swoich kolegów z pracy, jest bardzo dobrym, inteligentnym policjantem, który musi zmierzyć się z tymi strasznymi zbrodniami. Poznajemy także życie prywatne pana komisarza, które zdecydowanie nie będzie pomagało mu w pracy, a to za sprawą jego ciężarnej żony, której chciałby poświęcić więcej uwagi. Ponadto autor poświęcił też dużo uwagi postaciom drugoplanowym, a portret psychologiczny mordercy jest bardzo dobrze nakreślony.

Ja bardzo lubię ostre i brutalne thrillery, w których nie brakuje akcji i napięcia. Tutaj brutalność zdecydowanie jest, śledztwo prowadzone jest bardzo dokładnie, autor ze szczegółami wszystko opisuje. I niestety odbiło się to na szybkości akcji. Przez pewien czas niewiele się dzieje, bo śledztwo stoi w martwym puncie, na szczęście dobre opisy ratują sytuację. Z czasem akcja nabiera tempa i już do samego końca nie można się oderwać. 

Gdy w Polsce ukazała się powieść tego autora pt. "Alex" to bardzo zapragnęłam ją przeczytać. Ciągle jednak nie było mi z nią po drodze, ale teraz mogę się tylko cieszyć. Dlaczego? Bo mam okazję poznać tę trylogię we właściwej kolejności. Więc jak widać; czasami opłaca się trochę poczekać bądź pozwlekać, jak kto woli. A tak przynajmniej miałam zaskakujące zakończenie, które mnie powaliło i pozostawiło w osłupieniu. Naprawdę duże brawa za tak odważny krok.

Ocena: 7/10

Za książkę dziękuję Pani Annie z Business&Culture oraz wydawnictwu Muza.

20.06.2015

Mark Haddon - Dziwny przypadek psa nocną porą

Tytuł: "Dziwny przypadek psa nocną porą"
Autor: Mark Haddon
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Świat Książki








Bohaterem i narratorem książki jest piętnastoletni, chory na zespół Aspergera Christopher Boone. Pewnego dnia chłopak znajduje na trawniku sąsiadki psa zabitego widłami. Podejrzenia od razu padają na niego, bo nastolatek dziwnie się zachowuje. Ten jednak się nie zraża i mimo zakazów ojca zaczyna prowadzić własne śledztwo. A przy okazji odkrywa prawdę o sobie i swojej rodzinie.

Najmocniejszą stroną tej książki jest jej bohater. Christopher ma piętnaście lat i cierpi na zespół Aspergera. Jego myślenie i zachowanie znacznie różni się od jego zdrowych rówieśników. Chłopak nie potrafi kłamać, nie rozumie przenośni, wszystko traktuje dosłownie, jest naiwny, jego dni są starannie, często co do minuty, zaplanowane, a wszelkie zmiany nie są mile widziane. I to właśnie ze względu na Christophera ta książka staje się wyjątkowa. Może opis z okładki sugeruje raczej śmieszną, lekką książeczkę dobrą dla młodzieży, ale tak wcale nie jest. Nie powiedziałabym też, że jest to kryminał, bo według mnie chodzi tutaj o coś zupełnie innego, a ten wątek jest tylko tłem, aczkolwiek niezwykle ciekawym i nieszablonowym. Autor niesamowicie dokładnie wykreował postać głównego bohatera; czytelnik ma okazję lepiej poznać chorobę Christophera i jego sposób myślenia. Naprawdę szalenie go polubiłam, kibicowałam mu z całych sił, ale też podziwiałam za niezwykłą inteligencję. Bo chociaż codzienne czynności często sprawiały mu trudności, to te wszystkie skomplikowane obliczenia, które wykonywał, były dla niego bułką z masłem.

Ta książka to także obraz rodziców chorego dziecka. Ja naprawdę podziwiałam ojca Christophera, który bardzo mocno się poświęcał dla syna, był cierpliwy i chciał dla niego jak najlepiej. Wychodziło niestety różnie, nie zawsze dobrze.

Pomimo poruszanej tematyki, książka jest napisana w bardzo fajny, lekki sposób, z humorem, co sprawia, że jej się nie czyta, a zdecydowanie pochłania. Ja nie mogłam się oderwać i czytałam w każdym możliwym miejscu. Co tu dużo pisać; ta powieść mnie zachwyciła. I chociaż czytałam już inne tytuły, gdzie zespół Aspergera był obecny, to "Dziwny przypadek psa nocną porą" ma w sobie to "coś", co ze strony na stronę coraz bardziej mnie zachwycało. To naprawdę genialna (tak! Genialna!) powieść psychologiczna, więc jeżeli jeszcze jej nie czytaliście to zdecydowanie trzeba nadrobić zaległości. W końcu nie bez powodu tytuł ten znajduje się na liście 100 książek, które trzeba przeczytać przed śmiercią.

Ocena: 10/10

19.06.2015

By nie zmarnować tych wakacji


Aaaa, wakacje za 3...2...1...! Rok szkolny zleciał mi ogromnie szybko i nie mogę uwierzyć, że wakacje już tuż tuż. I chcę ten czas dobrze wykorzystać.

Przyznaję bez bicia, że chyba jestem mistrzynią w marnowaniu wolnego czasu. Co roku, po wakacjach, feriach i długich weekendach, mam wrażenie, że spędziłam ten czas bardzo zwyczajnie i nudno, nie wykorzystałam go. I najgorzej, gdy okazuje się, że były to aż dwa miesiące. Dwa miesiące, które potrafię spędzić na jednym wielkim i nieproduktywnym lenistwie, robiąc praktycznie dzień w dzień to samo. Wstyd!

Ok, żeby było jasne; nie mam nic do lenienia się w wakacje, bo każdy tego od czasu do czasu potrzebuje, ale uważam, że wszystko powinno mieć jakieś granice. Dlatego też w tym roku postanowiłam sobie zrobić plan, a raczej listę rzeczy które chcę tego roku zrobić. I mam nadzieję, że we wrześniu będę mogła uczciwie przyznać, że to był udany, pełen przygód czas wolny, w którym mogłam się rozwijać, nauczyć czegoś nowego i odpocząć, ale bez totalnego rozleniwiania się, bo później bardzo ciężko wrócić na normalne tory.

Swoją listę powoli zapełniam, wypisuję nawet banały, żeby w razie jakiegoś napadu lenistwa móc się zainspirować i wziąć w garść.


Uważam, że wcale nie trzeba mieć długich wakacji, by taką listę sobie zrobić. Tygodniowy, czy dwutygodniowy urlop to również świetna okazja.

Jestem bardzo ciekawa, czy robicie sobie takie listy, a jeżeli tak, to co się w nich znajduje? Oraz jakie macie plany na tegoroczne wakacje?

17.06.2015

Lisa Genova - Lewa strona życia

Tytuł: "Lewa strona życia"
Autor: Lisa Genova
Ilość stron: 408
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc











Książki poruszające tematykę medyczną są przeze mnie często czytane; bardzo lubię, gdy pojawiają się takie wątki, bo zawsze mogę się czegoś ciekawego dowiedzieć. Tak też było i tym razem. Nie jest to moja pierwsza książka tej autorki, bo przedtem czytałam "Motyla" i byłam bardzo zadowolona z lektury. Jak było tym razem?

Sarah Nickerson jest żoną, matką i kobietą pracującą. Wiedzie szczęśliwe, ale zabiegane życie, spełnia się zawodowo, jej doba jest dokładnie zaplanowana. Jednak pewnego dnia ulega wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego doznaje urazu mózgu. Jej diagnoza to zespół pomijania stronnego. Polega to na tym, że mózg kobiety całkowicie ignoruje lewą stronę, w zasadzie to Sarah nawet sobie nie uświadamia, że jakaś lewa strona istnieje. Najprostsze czynności są dla niej prawdziwym wyzwaniem, więc staje się zależna od innych ludzi. Czy uda jej się wrócić do normalności?

Podobnie jak w "Motylu" spotkamy tutaj mądrą, wykształconą kobietę. Sarah to bardzo autentyczna bohaterka, niewyidealizowana i jestem pewna, że wiele kobiet mogłoby odnaleźć w niej cząstkę siebie. Autorka świetnie wykreowała tę postać. Przed wypadkiem cały świat należał do niej; stanowisko wiceprezesa w ważnej i dobrze prosperującej firmie, trójka dzieci, kochający mąż. A tu nagle moment nieuwagi sprawia, że jej życie legło w gruzach. Sarah musi poradzić sobie z nową sytuacją, przyjąć pomoc innych ludzi i walczyć. Wypadek sprawia, że ma wiele czasu do rozmyślania i przeanalizowania dotychczasowego życia. Jakie wnioski wyciągnie?

"Lewa strona życia" to bardzo wartościowa i warta przeczytania książka. Mnie przyciągnął jej wątek medyczny, który jest bardzo fajnie poprowadzony i faktycznie widać, że autorka wiedzę na ten temat ma. O zespole pomijania stronnego nigdy przedtem nie słyszałam, a podobno nie jest to wcale taka rzadka przypadłość, więc tym bardziej się cieszę, że nauczyłam się czegoś nowego. Oczywiście nie jest to żaden podręcznik dla studenta medycyny, a książka dla każdego. "Lewa strona życia" opowiada o życiu w niezwykle autentyczny sposób; ja podczas czytania wielokrotnie się wzruszyłam, było miejsce nawet na łzy. To też książka o miłości, przebaczeniu i o tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne, o tym, co mamy na wyciągnięcie ręki, a często jest to przez nas zaniedbywane. Serdecznie polecam!

Ocena: 9/10

11.06.2015

Odpowiadam na pytania:)

Jakiś czas temu zostałam otagowana przez Radka. Posty tego typu na blogu od czasu do czasu się pojawiają, osobiście sama bardzo lubię je czytać. Także pora na moje odpowiedzi:


A gdybyś był pisarzem, na klawiaturze szalał, to co byś napisał?
Najprawdopodobniej byłby to jakiś mroczny thriller, bo sama takie uwielbiam czytać i od czasu do czasu kreuję w swojej głowie jakieś historie.

Twoja biblioteczka nie ma już miejsca na żadną nową książkę. Gdzie zaczniesz składować zdobycze?
Miejsce na książki znajdzie się zawsze, ewentualnie te mniej lubiane tytuły ukryję na strychu albo sprzedam. W grę wchodzi też zawsze kupno większego regału.:)

Masz taką serię/książkę, którą mógłbyś czytać nieskończoną ilość razy i nadal się nią zachwycać?
Bardzo rzadko czytam tę samą książkę drugi raz, ale wyjątek zrobiłam dla "Małego Księcia" oraz "Oskara i Pani Róży".

Co myślisz o książkowych dodatkach, takich jak kubki, torby itd.?
Bardzo mi się podobają takie gadżety, ale sama niestety takowych nie posiadam (jeszcze:)). Podejrzewam jednak, że z takiego kubka dla mola książkowego herbata od razu lepiej smakuje.

Czy czytania można się wstydzić?
Wstydzić? Czytania? Nie ma w ogóle takiej opcji, to powód tylko i wyłącznie do dumy. Chociaż przyznaję, że czasami słyszę dosyć nieprzychylne komentarze, ale kto by się tam przejmował takimi bezsensownymi uwagami?

Gdzie uwielbiasz położyć się z książką, tak, żeby nikt ci nie przeszkadzał?
Łóżko to moje ulubione miejsce do czytania. Kiedyś musiałam mieć całkowitą ciszę, by skupić się na lekturze, ale szybko przyzwyczaiłam się do czytania w komunikacji miejskiej oraz miejscach publicznych, więc teraz delektuję się książkami w zasadzie wszędzie.

10.06.2015

Isabel Allende - Dziennik Mai

Tytuł: "Dziennik Mai"
Autor: Isabel Allende
Ilość stron: 432
Wydawnictwo: Muza









Maya to amerykańska nastolatka, która mieszka w Berkeley wraz ze swoją chilijską babką Nini i jej mężem Popo. W trójkę tworzą szczęśliwą i kochającą się rodzinę. Dziadek staje się dla dziewczyny autorytetem, jest dla niej wszystkim. Jednak gdy ten umiera, Maya nie potrafi poradzić sobie z jego śmiercią; zaczyna szukać szczęścia w używkach i pakuje się w coraz większe problemy. Wkrótce trafia do kryminalnego półświatka. Babcia, chcąc ratować swoją wnuczkę, postanawia wysłać ją na chilijską wyspę Chiloe, by tam mogła wrócić do normalności.

"Dziennik Mai" to książka młodzieżowa, więc podchodziłam do niej z pewnym dystansem. Bałam się, że będzie to kolejny utarty schemat z trójkątami miłosnymi, niezdecydowanymi nastolatkami itd. A tutaj pozytywne zaskoczenie! "Dziennik Mai" to taka nietypowa młodzieżówka. Nietypowa, bo napisana w naprawdę pięknym stylu, barwnym językiem wraz plastycznymi opisami, ale zarazem bardzo lekko. Coś pięknego! Takie młodzieżówki to ja rozumiem i czytać mogę.

Powieść ma formę dziennika z luźnymi zapiskami. Wydarzenia teraźniejsze przeplatają się z trudną przeszłością Mai, z którą dziewczyna próbuje się rozliczyć, oczyścić się i zacząć żyć. Stopniowo zaczyna dojrzewać do zmian, próbuje poskładać swoje życie, powoli otwiera się na świat i innych ludzi.

Zdecydowanie urzekł mnie klimat tej powieści a konkretnie ta maleńka chilijska wyspa Chiloe, na której panuje wieczny spokój, ludzie są pomocni i życzliwi, a czas zdaje się płynąć wolniej. Oh, aż chciałoby się takie miejsce odwiedzić, odpocząć i zapomnieć o codzienności! Kontrast z kolei stanowi Las Vegas, które tutaj zostało przedstawione jako miasto pełne niebezpieczeństw i zła.

"Dziennik Mai" to tak naprawdę książka dla wszystkich. Bo każdy może się w życiu pogubić, każdy może wpaść w pułapkę, z której później ciężko się wydostać. Ciężko, ale nie jest to niemożliwe, bo zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji, zawsze można się podnieść i poskładać rozsypane na milion kawałków życie. Jest to książka zdecydowanie życiowa, Maya bez owijania w bawełnę relacjonuje swoje życie, wciągając czytelnika w jej świat. I chociaż akcja toczy się powoli to nie nudziłam się i z zaciekawieniem do samego końca śledziłam losy bohaterów. Dodatkowo teraz mam ochotę na inne książki autorki.

Ocena: 8/10

03.06.2015

Cristina Moracho - Althea & Oliver

Tytuł: "Althea & Oliver"
Autor: Cristina Moracho
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Feeria Young










Mam ostatnio serdecznie dość wszelkich młodzieżówek i postanowiłam już po nie sięgać. A jednak kolejny raz to zrobiłam. Czy żałuję?

Althea i Oliver przyjaźnią się od najmłodszych lat. Jednak w pewnym momencie dziewczyna zaczyna czuć do swojego przyjaciela coś więcej. Wszystko się jednak komplikuje, gdy Oliver zapada na rzadką chorobę, która regularnie wyłącza go z życia na kilka tygodni. Chłopak cierpi na zespół Kleina - Levina, zwany także syndromem śpiącej królewny. Oliver po prostu nagle zasypia i budzi się po kilku tygodniach, towarzyszą mu także różne napady. Nikt nie wie, jak mu pomóc.

Sięgnęłam po tę książkę, bo zdecydowanie interesują mnie tematy medyczne i rzadkie choroby, a o zespole Kleina - Levina nie słyszałam nigdy przedtem, więc byłam bardzo zainteresowana i pomyślałam, że będzie to fajnym urozmaiceniem na tle innych młodzieżówek. I tak też po części jest. Oczywiście nie jest to żaden medyczny podręcznik, a choroba stanowi tu tylko tło, ale mimo to mogłam dowiedzieć się czegoś więcej.

Ogólnie książka mnie nie zaskoczyła. Oprócz choroby Olivera było dosyć przewidywalnie. Akcja nie pędzi, momentami było trochę nudno, nic mnie szczególnie nie zaskoczyło, nie do końca się wciągnęłam. Powiedziałabym, że to kolejna tego typu młodzieżówka na rynku. Nic niezwykłego, więc polecam ewentualnie osobom, którym jeszcze nie znudziły się takie książki albo tak jak ja są ciekawe tej tajemniczej choroby.

Nie podobało mi się także to, że autorka bardziej skupiła się na Althei niż na Oliverze. A dla mnie to właśnie on był ciekawszą postacią, miałam nadzieję, że jeszcze więcej dowiem się o jego chorobie, codziennym życiu, a tymczasem został on zepchnięty na bok. Prym wiedzie Althea, a czytelnik ma okazję śledzić jej drogę w poszukiwaniu siebie, pierwszych miłosnych krokach, ale także jej cierpienia i samotność. Olivera polubiłam bardzo. Z kolei Althea momentami mnie denerwowała, czasami zachowywała się egoistycznie oraz jak typowa buntowniczka.

Akcja książki osadzona została w latach dziewięćdziesiątych, ale szczerze powiedziawszy ja tego kompletnie nie odczułam, raczej miałam wrażenie, że czytałam o czasach współczesnych. Szkoda, bo można było stworzyć naprawdę niezły klimat. A tak wyszło bardzo zwyczajnie i nijako.

"Althea&Oliver" to powieść o dorastaniu, samotności, przyjaźni przeradzającej się w coś więcej, poszukiwaniu siebie oraz walce z ciężką chorobą. Jest nastoletni bunt, próby radzenia sobie z problemami, wkraczanie w dorosłe życie i eksperymenty, czyli tematy zdecydowanie bliskie młodemu człowiekowi. Język jest prosty, miejscami dosadny, młodzieżowy. Sprawiało to, że książkę czytało się szybko i całkiem przyjemnie. Ale do doskonałości brakuje niestety sporo.

Ocena: 6/10

02.06.2015

Podsumowanie maja

Maj był dla mnie najgorszym miesiącem jeżeli chodzi o książkowe wyniki. Liczba przeczytanych stron pozostawia wiele do życzenia, ale po części jestem usprawiedliwiona. Maj upłynął mi pod znakiem imprez, sama też miałam urodziny. Ponadto w końcu się obudziłam i zaczęłam "żyć". Zamiast siedzenia w domu stawiałam na aktywność. I jakoś tak na książki czasu brakowało ( no pomijając oczywiście podręczniki szkolne, ale to już inna para kaloszy). A gdy już znalazłam chwilkę to kompletnie nie potrafiłam skupić się na czytaniu. Czemu? Pojęcia nie mam, ale mam nadzieję, że ten stan szybko minie.

Co przeczytałam w maju?
1. Jørn Lier Horst - Psy gończe
2. Mateusz Kudrański - "Co wylądowało w lesie Rendlesham?"
3. Winston Groom - "Forrest Gump"
4. Winston Groom - "Gump i spółka"
5. Herbjørg Wassmo - "Te chwile" 
6. William Golding - "Władca much"

Przeczytałam także 52 numer English Matters - Klik

Razem 1864 strony, czyli słabo, biorąc pod uwagę poprzednie miesiące.

W czerwcu planuję rozpocząć na blogu nową akcję, ale na razie niczego nie zdradzam, bo sama jeszcze nie jestem pewna, czy wszystko się uda. Ale pomysł jest!

A ja Wam minął maj? 


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka