29.07.2015

Jonas Jonasson - Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Tytuł: "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
Autor: Jonas Jonasson
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Świat Książki







Allan Karlsson mieszka w domu spokojnej starości, ale postanawia dać z tego miejsca nogę. A jego setne urodziny są ku temu najlepszą okazją. Starszy pan wyskakuje więc przez okno i rusza w świat.

Jest to książka na pewno oryginalna, nie brakuje w niej czarnego humoru, a przygody głównego bohatera są absurdalne, pokręcone i nieprawdopodobne. Poznajemy współczesne życie Allana, towarzysząc mu w jego ostatniej podróży, ale też jego życie przed domem starców. Autor bawi się tutaj historią, wszystko koloryzuje, wątki historyczne  przypominały mi przygody Forresta Gumpa. Allan poznał znane osobistości XX wieku, takie jak Stalin na przykład i miał wpływ na historyczne wydarzenia. Oj działo się w jego życiu, działo i na nudę narzekać zdecydowanie nie mógł.

Allana nie sposób nie polubić. Podobało mi się jego podejście do życia, a konkretnie to, że nie podobało mu się w domu starców, więc go opuścił i udał się w podróż. Allan do postać niezwykle sympatyczna i na pewno w jakiś sposób motywująca. To faktycznie taki szwedzki Forrest Gump.

Akcja jest wartka, ciągle coś się dzieje, absurd goni absurd. To całkiem przyjemna historia, idealna na odstresowanie się. Ja przyznaję, że nie czytałam wcześniej jej recenzji i sięgnęłam po nią znając tylko tytuł. Nastawiałam się na bardziej realną opowieść, coś motywującego, a dostałam coś zupełnie innego. Ale narzekać nie mogę, bo przyjemnie spędziłam z nią czas. Nie ukrywam jednak, że miejscami czułam jakieś takie znużenie, trochę też gubiłam się wśród wątków historycznych, ale współczesne losy Allana bardzo mnie wciągnęły. Aczkolwiek oczekiwałam, że ten humor bardziej do mnie trafi, a uśmiech nie zejdzie mi z twarzy. No cóż, mam najwyraźniej inne poczucie humoru, bo tylko gdzieniegdzie się do siebie uśmiechnęłam.

Ocena: 6/10

28.07.2015

Winston Groom - Forrest Gump, Gump i spółka

Nie wiem, jak to się stało, że nie opublikowałam jeszcze zaległych recenzji z maja, a więc dzisiaj nadrabiam zaległości i piszę o książkach, które znają chyba wszyscy, a cześć pierwszą na pewno. Mowa o Forreście Gumpie.



Tytuł: "Forrest Gump"
Autor: Winston Groom
Ilość stron: 238
Wydawnictwo: Prima
Tom: I




Całkiem niedawno dowiedziałam się o istnieniu tej książki. Zawsze kojarzyłam tylko film, którego nigdy nie miałam okazji obejrzeć w całości. Teraz mogę tylko żałować, że tak późno poznałam Forresta. Podobno film jest znacznie lepszy niż książka, ale też całkiem inny. Muszę więc szybko sama to sprawdzić.

Główny bohater książki, Forrest Gump, jest postrzegany przez społeczeństwo jako idiota. Jego iloraz inteligencji nie jest zbyt wysoki, co przekłada się na jego zachowanie, aczkolwiek natura nie poskąpiła mu za to wzrostu. Forrest ima się różnych zajęć, trafia w różne, często dziwne miejsca i ciągle, ale zazwyczaj nieświadomie, wpada w jakieś kłopoty. Jego życie jest jednak barwne, nie ma w nim miejsca na nudę. Forrest sam mówi o sobie w ten sposób: "może jestem idiota, ale nie jestem głupi". Jego postać budzi u mnie sympatię, wydaje się taki swojskim, prostym chłopakiem, a potem mężczyzną, którego mimo wszystko chciałoby się poznać.

Książkę tę można podzielić na dwie połowy. W pierwszej poznajemy dzieciństwo Forresta i jego młodość. Wydarzenia tutaj są bardzo realne. Później z kolei robi się troszeczkę absurdalnie, a sytuacje, w których uczestniczy Forrest, są oderwane od rzeczywistości. Można to uważać za wadę, ale ja miło spędziłam czas podczas czytania i naprawdę sporo się śmiałam.  A tekst "chce mi się siku" jest naprawdę genialny.

Ta książka to tylko 200 stron, a upchnięto tutaj tyle przygód,  ze naprawdę ciężko za Forrestem i jego szalonym życiem nadążyć. Ja tę powieść pochłonęłam i z zaciekawieniem śledziłam jego losy. Były łzy śmiechu, a i od czasu do czasu łezka kręciła się ze wzruszenia. Dla mnie to świetna książka.

Jeżeli chodzi o styl to na początku mnie denerwował. Książka celowo napisana jest z błędami stylistycznymi, żeby ukazać niski poziom  inteligencji Forresta. Z czasem jednak zyskało to dla mnie pewien urok i przyzwyczaiłam się.

Ocena: 8/10





Tytuł: "Gump i spółka"
Autor: Winston Groom
ilość stron: 255
Wydawnictwo: Albatros
Tom: II






"Gump i spółka" to druga część przygód Forresta Gumpa rozpoczynająca się od bardzo mądrych słów: "Każdemu zdarza się spudłować w życiu, dlatego wokół spluwaczek leżą gumowe wycieraczki".

Forrestowi trochę lat już przybyło, ale w dalszym ciągu przygód ma co nie miara i równie łatwo pakuje się w kłopoty. Ta część to kontynuacja przygód jego, jego syna Forresta i w większości dobrze nam już znanych postaci. Jak potoczą się ich losy? Przeczytajcie sami.

Ta część podobała mi się troszeczkę mniej niż poprzednia, jakoś nie czułam tego specyficznego klimatu z tomu pierwszego. Ponadto Forrest wielokrotnie irytował mnie swoim brakiem odpowiedzialności w stosunku do syna, ale jak ostatecznie sprawy się potoczyły - nie zdradzę. Wydaje mi się, że jest napisana trochę na siłę, naciągana, ale w dalszym ciągu można przy niej miło spędzić czas.

Ocena: 6/10

26.07.2015

E. Lockhart - Byliśmy łgarzami

Tytuł: 'Byliśmy łgarzami"
Autor: E. Lockhart
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: YA!








Rodzina Candence Sinclair jest bardzo bogata o czym świadczy na przykład ich prywatna wyspa, którą odwiedzają każdego roku w wakacje. Razem z kuzynami dziewczyna tworzy zgraną paczkę "Łgarzy". Nastolatkowie miło i beztrosko spędzają czas, ale wszystko zmienia tajemniczy wypadek Candence.

Dziwna. Tak, ta książka jest zdecydowanie dziwna. A nawet bardzo. I na tym właściwie mogłabym skończyć swoją ocenę, bo w głowie mam jeden wielki mętlik. Nie potrafię nawet do końca powiedzieć, czy mi się podobała. Ale spróbuję.

Początek zapowiada jakąś typową, niczym niewyróżniającą się młodzieżówkę. Coś się tam niby dzieje, ale jest niestety nudno. I tak przez dłuższy czas, ale mimo to dałam jej szansę i czytałam dalej. Później zainteresowała mnie już bardziej, byłam ciekawa, jak to wszystko zostanie rozwiązane i co tak naprawdę na wyspie się wydarzyło. Jest i końcówka, o której tak wiele osób wspomina. Mnie finał tej historii zaskoczył i to mocno. Pierwszy raz się z takim zabiegiem w książce spotkałam i dałam się zrobić w balona. I to dzięki zakończeniu jako tako mi się podobało, a czas przeznaczony na jej czytanie nie został do końca zmarnowany. Bo tak poza tym to szału nie ma i nie rozumiem tych wszystkich zachwytów nad tą książką. Dla mnie jest mocno przeciętna, żeby nie użyć określania "słaba". Potencjał jest i to spory, ale niestety niewykorzystany, a szkoda, bo mogło powstać z tego coś fajnego.

Chociaż bohaterów jest sporo to mam wrażenie jakby ich nie było. Są kompletnie papierowi, jednakowi i jutro już pewnie nawet nie będę pamiętała ich imion, bo niczym szczególnym się nie wyróżniali, autorka nie poświęca im zbyt wiele uwagi, nie ma szans na zżycie się z nimi ani w ogóle na ich poznanie.

Sposób pisania autorki zupełnie nie przypadł mi do gustu. Krótkie, często urywane zdania, zapisywane jak wiersz utrudniały mi czytanie, ale z drugiej strony dzięki temu zabiegowi i króciutkim rozdziałom te ponad 200 stron czytało się w miarę szybko. Zapisana w normalny sposób pewnie nawet dwustu by nie miała.


Ocena: 4/10

24.07.2015

Lisa Genova - Sekret O'Brienów

Tytuł: "Sekret O'Brienów"
Autor: Lisa Genova
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Filia








Joe O'Brien to czterdziestotrzyletni szanowany policjant, kochający mąż i ojciec czwórki dorosłych dzieci. Mężczyzna wiedzie szczęśliwe życie, ale nagle zaczyna dziać się z nim coś dziwnego; stale się potyka, wykonuje dziwne ruchy, jest zdekoncentrowany. Wina spada na stres, ale pewnego dnia słyszy wyrok - pląsawica Huntingtona. Najgorsze jest jednak to, że istnieje aż pięćdziesiąt procent szans, że każde z jego dzieci mogło ją po nim odziedziczyć.

Pląsawica Huntingtona to choroba, na którą nie ma lekarstwa. Objawia się niekontrolowanymi ruchami, tikami, drżeniem kończyn oraz agresją. Z czasem chory zaczyna bełkotać, ma problemy z codziennymi czynnościami i staje się całkowicie zależny od innych osób.

Ta książka bardzo do mnie trafiła, bo ostatnio sama często zastanawiam się, czy lepsze jest świadome życie z chorobą, a może niewiedza. Z jednej strony warto wiedzieć, z jakim przeciwnikiem przyjdzie nam się zmierzyć, ale jeżeli choroba i tak jest nieuleczalna? Szczerze powiedziawszy nie wiem, co ja zrobiłabym na miejscu dzieci Joe'go, czy miałabym w ogóle odwagę, żeby poznać wynik badania.

O pląsawicy Huntingtona miałam już okazję słyszeć. Mniej więcej też wiedziałam, na czym owa choroba polega. Jednak nie wyobrażałam sobie, że jest ona aż tak poważna i niebezpieczna dla samego chorego. Autorka jest lekarką, więc możemy mieć pewność, że informacje na temat choroby są prawdziwe. Jednak nie ma tutaj skomplikowanych zagadnień medycznych, więc wszystko jest łatwe do zrozumienia.

Bohaterowie są świetnie wykreowani, autorka zagłębia się w ich psychikę, ukazując ich ból, cierpienie, strach oraz niepewność w związku z chorobą.

Ale ta książka to nie tylko opis choroby. To także obraz rodziny, która została wystawiona na poważną próbę. Choroba Joe'go spada na nich jak grom z jasnego nieba i nie da się ukryć, że ich sielankowe życie już nigdy takie nie będzie. Pojawia się bezsilność, są łzy, ale wszyscy starają się walczyć i wzajemnie wspierać pomimo przeciwności losu.

Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, nie ukrywam, że w pewnym momencie nawet się popłakałam. Może i miejscami jest trochę monotonna, ale mnie pochłonęła całkowicie. Za to otwarte zakończenie trochę mnie zawiodło, bo nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa, jak to wszystko dalej się potoczy. A tak została mi jedynie niepewność, a resztę mogę spróbować sobie dopowiedzieć.

Ocena: 9/10

21.07.2015

Colleen Hoover - Maybe Someday

Tytuł: "Maybe someday"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 440
Wydawnictwo: Otwarte









Życie dwudziestodwuletniej Sydney Blake nagle się wali, gdy dziewczyna dowiaduje się, że jej chłopak zdradza ją z jej przyjaciółką Tori. Załamana próbuje sobie jakoś ułożyć życie i szuka schronienia po tym, jak spakowała walizki i wyszła z mieszkania. Z pomocą przychodzi jej gitarzysta Ridge. Jak się okazuje, tych dwoje może tworzyć coś wyjątkowego. Ridge bowiem ma blokadę twórczą, a Sydney pisze piękne teksty do jego muzyki. Wspólna praca powoduje, że zaczynają się do siebie zbliżać.

Gdy zaczęłam czytać tę książkę, to pomyślałam sobie, że znowu wpakowałam się w jakiś naiwny romans i zaczynałam zastanawiać się, skąd się wzięło tyle ochów i achów na jej temat. Dałam jej jednak szansę i cieszę się, że nie zrezygnowałam. Chociaż początek nie zapowiada się jakoś rewelacyjnie, a czytelnik może raczej odnosić wrażenie, że czeka na niego jakaś głupiutka historyjka, to wiedzcie, że jest inaczej.

Dla mnie była to bardzo przyjemna historia, idealna na letni dzień, ale nie da się ukryć, że jest trochę ckliwa i zbyt dużo w niej nieszczęść, które spotykają bohaterów, a to z kolei sprawia, że książka momentami jest przerysowana.

Bohaterowie przypadli mi do gustu, ale co najważniejsze - wzbudzali emocje. Te nie zawsze były pozytywne, bo czasami miałam ochotę ich udusić. Ridge początkowo wydawał mi się takim typowym muzykiem, łamaczem serc i nie wzbudzał mojej sympatii. Szybko jednak go polubiłam i zaczęłam podziwiać za talent i rozwijanie pasji pomimo choroby. Podobało mi się też jego wrażliwe podejście do muzyki. Sydney polubiłam, ale miejscami irytowała mnie jej płaczliwość i miałam ochotę dać jej po głowie, bo ileż można. Z jednej strony odważna i waleczna, ale często nie panowała nad swoimi emocjami.

Nie ukrywam, że momentami książka mnie naprawdę wzruszała, a w pewnym momencie był też czas na kilka dyskretnych łez. Na pewno jest to w pewnym stopniu lektura niezwykła i oryginalna. I chociaż mnie przejadła się taka tematyka i staram się raczej takich książek unikać, to przyznać muszę, że ta zrobiła na mnie ostatecznie spore wrażenie. Nie ukrywam, że bałam się schematyczności. Ba, nawet od początku mi się wydawało, że już wiem, jak to wszystko się potoczy. Chociaż co nieco można przewidzieć, to mimo to wielokrotnie zostałam przez bohaterów zaskoczona i nie żałuję lektury.

Ocena: 7/10

19.07.2015

Trzecie urodziny bloga!



Kochani, dokładnie trzy lata temu, 19 lipca 2012 roku, postanowiłam założyć własnego bloga książkowego i opublikowałam pierwszego, powitalnego posta. Nigdy nie sądziłam, że będę tutaj aż tak długo, ale blogowanie niezwykle mnie wciągnęło. Przez ten czas poznałam mnóstwo świetnych blogów i bardzo dobrze czuję się w książkowej blogosferze.

Nie ukrywam, że w czasie tych trzech lat miałam momenty zwątpienia, czasami mam je nadal, ale z bloga nie rezygnuję i za rok planuję cieszyć się z czwartych urodzin, a potem kolejnych i kolejnych.

W ciągu tych trzech lat na blogu trochę się zmieniało; były różne szablony i nazwy. W sumie w dalszym ciągu kusi mnie zmiana wyglądu na bardziej minimalistyczny, ale nie znalazłam jeszcze niczego idealnego. Podejrzewam, że jeszcze sporo może się tutaj zmienić, bo z moim czytaniem i pisaniem różnie teraz bywa, chciałabym trochę poszerzyć tematykę, skupić się na językach obcych, bo nie samymi książkami człowiek żyje. Zastanawiam się także nad zmianą systemu komentowania, ciągle jednak mam jakieś wątpliwości.

Chcę także podziękować Wam za to, że mnie odwiedzacie, czytacie i dzielicie się ze mną swoimi opiniami. To naprawdę bardzo wiele dla mnie znaczy i nadaje temu wszystkiego sens. Bo chociaż początkowo pisałam tylko dla siebie, to z czasem, gdy pojawiali się pierwsi czytelnicy, moje podejście się zmieniło. Dziękuję!

18.07.2015

Językowo: English Matters nr 53



W najnowszym numerze English Matters coś dla fanów Johnny'ego Deppa, bo to właśnie on widnieje na okładce najnowszego wydania. Ale o czym przeczytamy jeszcze?
  • Zacznę może od tytułowego przystojniaka, bo doczekał się on bardzo obszernego artykułu, który powinien zadowolić wszystkie jego fanki i pozwolić lepiej go poznać. Przed nami znany chyba wszystkim Johnny Depp.
  • Jakby Johnny Depp nie wystarczał to na tapetę wzięto także braci Leto - założycieli zespołu Thirty Seconds to Mars, a dla fanów ich muzyki przygotowano także analizę jednej z piosenek - "Closer to the Edge".

  • Wracając jeszcze do tematu aktorów, English Matters przygotował krótkie informacje na temat obiecujących rosyjskich, francuskich i hiszpańskich aktorów.
  • Jest o filmach, jest i o literaturze. Tym razem przeczytać możemy o zmianach w amerykańskiej literaturze pod wpływem II wojny światowej.
  • Lato to czas podróży, więc i artykułów o tej tematyce zabraknąć nie mogło. Już na samym początku poznamy trzy ciekawe i warte odwiedzenia miejsca, przeczytamy o Cyprze oraz dowiemy się, jakie są różnice pomiędzy północną a południową Anglią. Jak podróże to często także różne niezbyt przyjemne sytuacje, które mogą nas spotkać, a o tym w artykule "Travel nightmares."

  • Są jeszcze dwa artykuły; jeden o pracy jako au pair, drugi typowo do nauki języka, bo o zadawaniu pytań.
Ponadto ze strony wydawnictwa pobrać można darmowy dodatek "Idiom&Similes", który jest ładnie ilustrowany oraz zawiera przykładowe zdania z użyciem idiomów.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

17.07.2015

Marta Kisiel - Nomen Omen

Tytuł: "Nomen Omen"
Autor: Marta Kisiel
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Uroboros







Bohaterką książki jest 25 letnia Salka, a właściwie Salomea Klementyna Przygoda, dla której los nigdy nie był zbyt łaskawy. Zmęczona swoją własną szaloną rodziną postanawia uciec i przeprowadzić się do Wrocławia. Tam wynajmuje pokój w domu, który z jakiś dziwnych powodów odstrasza nawet taksówkarza. Nie da się też ukryć, że jego właścicielki to dosyć ekscentryczne starsze panie. A do tego wszystkiego w nowym życiu Salki pojawi się jeszcze jej brat Niedaś.

Początkowo byłam tą książką zauroczona; wydała mi się intrygująca i zabawna. I istotnie tak było, bo całkiem dobrze się bawiłam podczas czytania, nawet nie mogłam się oderwać. Niestety potem poczułam jakiś przesyt. Ten język, który początkowo był całkiem zabawny, później tylko irytował. Przydałby się tu umiar. I jeszcze ten dziwny slang, który kompletnie mi nie pasował i źle brzmiał z ust dorosłych ludzi, a co dopiero trzech staruszek. Kłóciłabym się też, czy w ogóle młodzież takiego języka jeszcze używa, bo ja na pewno nie. Eh,  nie ukrywam, że po przeczytaniu ostatniej strony odetchnęłam z ulgą, że to już koniec, bo ostatecznie mnie ta książka zmęczyła. Mam wrażenie, że autorka starała się być na siłę śmieszna, ale jej nie wyszło. Czytanie większości dialogów było męką właśnie przez ten infantylny język.

O ile początek mi się podobał, bo było jakoś tak tajemniczo, to później podobało mi się coraz mniej, a początkowe zaciekawienie powoli przeradzało się w znudzenie. I naprawdę sama sobie się dziwię, że dotarłam do końca. Cała ta historia niezbyt przypadła mi do gustu, przyznaję, że inaczej ją sobie wyobrażałam.

Bohaterowie są przerysowani i infantylni. O ile Salka jeszcze moją sympatię zdobyła, to reszta mnie mocno irytowała. A Niedaś szczególnie, bo nie ma niczego gorszego od dziecinnego, dorosłego faceta. Okropieństwo! Starsze panie są nie lepsze, a ich zachowania totalnie nie pasują do tak podeszłego wieku. Raz, że bohaterowie irytują, to jeszcze są słabo zarysowani. Klapa totalna.

Pierwsze spotkanie niestety nieudane, ale dam autorce jeszcze szansę i prawdopodobnie sięgnę po "Dożywocie". Może spodoba mi się bardziej.


Ocena: 3/10

Polacy nie gęsi

13.07.2015

Językowo: Filmy/seriale po angielsku - pomocna stronka

Tak, ja doskonale wiem, że są wakacje i dla wielu z nas jest to czas laby. A gdyby tak wykorzystać go choć trochę na naukę języków obcych? Myślę, że to bardzo dobry pomysł i chcę dzisiaj napisać o bardzo fajnej stronie z filmami i serialami, która naukę zdecydowanie nam ułatwi i będzie samą przyjemnością.

Zawsze miałam problemy z rozumieniem ze słuchu. Niby znam słówka, ale gdy przychodzi do oglądania filmów, czy słuchania podcastów to zaczynają się problemy. Czym więcej umiem, tym więcej rozumiem, ale i tak praktyka czyni mistrza. Wielokrotnie szukałam różnych porad, jak tę umiejętność poprawić i zawsze była mowa o oglądaniu filmów po angielsku.

Pomysł świetny, ale nie do końca dla mnie trafny. Bo oglądając film po angielsku bez napisów tylko bym się denerwowała, że większości nie rozumiem, więc jaka przyjemność z seansu? No właśnie. Z kolei oglądając film po angielsku, ale z polskimi napisami, kończyło się na tym, że moje oczy patrzyły tylko na te napisy, więc niekoniecznie jestem przekonana o skuteczności takiej nauki w moim przypadku.

A gdyby tak oglądać film po angielsku i w tym samym języku mieć napisy? Albo oglądać po angielsku a korzystać z napisów np. w języku rosyjskim, hiszpańskim, francuskim itd?  Dla mnie to własnie jest rozwiązanie i nie ukrywam, że właśnie takiej strony zawsze szukałam, a dopiero niedawno ją odkryłam.

ororo.tv, bo o tej stronie mowa będzie miejscem idealnym zwłaszcza dla fanów seriali, bo wybór jest ogromny. Są także filmy, ale tutaj niestety są pewne ograniczenia i konieczność wykupienia abonamentu. Mnie jednak to nie przeszkadza, bo dla mnie wybór jest wystarczający i oglądam sobie tylko seriale.



Co oferuje nam strona?

Plusy:
  • Ogromny wybór seriali 
  • Możliwość wyboru napisów w języku angielskim, francuskim, rosyjskim, hiszpańskim i włoskim. Można nawet jednocześnie włączyć sobie kilka języków.
  • Ustawienie tempa wypowiedzi - co dla mnie jest szczególnie fajną opcją, bo wolę, gdy tempo jest wolniejsze.
  • Wbudowany tłumacz - po najechaniu na słówko film się zatrzymuje i pojawia się okienko z tłumaczeniem. I tutaj uwaga! Jeżeli nie mamy założonego konta to tłumaczenie jest tylko na język rosyjski. Po założeniu możemy sobie zmienić ustawienia i wybrać polski (założenie konta jest darmowe).
Minusy:
  • Mały wybór filmów bez konieczności wykupienia abonamentu.
  • Dzienny limit, który wynosi jedną godzinę.
Podsumowując. Ja jestem z tej strony bardzo zadowolona, te limity także jakoś strasznie mi nie przeszkadzają, bo i tak oglądam sobie maksymalnie jeden odcinek dziennie. A Was serdecznie zachęcam do odwiedzenia i życzę przyjemnej nauki. Bo warto łączyć przyjemne z pożytecznym, a nauka w wakacje też może być przyjemnością, zwłaszcza dla serialomaniaków.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

12.07.2015

Lawrence Hill - Aminata. Siła miłości

Tytuł: "Aminata. Siła miłości"
Autor: Lawrence Hill
Ilość stron: 536
Wydawnictwo: Black Publishing







Aminata Diallo urodziła się w 1745 roku w zachodnioafrykańskiej wiosce Bayo. W wieku jedenastu lat przeżyła prawdziwe piekło, gdy jej rodzice umarli, a ona została porwana przez brytyjskich handlarzy niewolników. Dziewczynie udało się przeżyć podróż przez Atlantyk i tym sposobem znalazła się w Karolinie Południowej. Aminata pragnie jednak wolności i za wszelką cenę chce wrócić do rodzinnej wioski.

Opowieść o losach Aminaty trzeba poznać samemu. Na pewno podczas czytania nie zabraknie emocji i wzruszeń, a rozgrywające się na kartach powieści wydarzenia nie pozwolą na znudzenie się. Strasznie ciężko pisać mi o tej książce, bo ja czytałam ją wręcz z otwartymi ustami; ciężko było mi przyswoić ten ogrom smutku, który dotykał bohaterów. I chociaż jest to historia fikcyjna, to napisana została w niezwykle autentyczny sposób i na początku myślałam, że jest ona prawdziwa. Udało mi się poczuć ten klimat i kulturę.

Aminata to taka bohaterka, której z całych sił się kibicuje; niezwykle mądra i silna kobieta, która pomimo wielu przykrości, upokorzeń i okrucieństwa potrafi zachować swoją godność, podnosi się po każdym upadku i walczy o wolność. Gdybym ja była na jej miejscu, to dawno bym się załamała i modliła raczej o szybką śmierć.

Chociaż jest to jedna z tych poważniejszych lektur, to oprócz smutku zastaniemy tu także piękne uczucie, którym jest miłość. Miłość, która wielokrotnie zostanie wystawiona na próbę czasu. Ta historia podniosła mnie na duchu, pokazała, że zawsze warto walczyć o swoje marzenia i nie poddawać się, a Aminata jest dla mnie wzorem.


Ocena: 9/10

01.07.2015

Podsumowanie czerwca


I wreszcie są- upragnione i wyczekiwane wakacje. Mam nadzieję, że w końcu będę mogła wypocząć, ale w tym roku obiecałam sobie, że nie będzie u mnie tylko lenistwa, bo zamierzam jeszcze bardziej skupić się na nauce angielskiego i zabrać się za francuski. Jeżeli chodzi o szkołę, to jestem bardzo zadowolona, bo po raz kolejny udało mi się skończyć rok ze świadectwem z wyróżnieniem, co nie ukrywam - było dla mnie w tym roku sporym zaskoczeniem.

Te dwa miesiące będą dla mnie na pewno bardzo trudne i stresujące, pełne niepewności, ale wierzę, że wszystko się jakoś ułoży i będę mogła skupić myśli na rzeczach przyjemnych.

Jeżeli chodzi o czytanie, to nie ukrywam, że moje wyniki są gorsze w porównaniu z tymi sprzed roku. Ale zmieniło się trochę moje podejście, odkryłam swoje nowe hobby, którym jest sport, uczę się języków obcych, więcej czasu poświęcam na pielęgnowanie znajomości. I chociaż czytam mniej to w dalszym ciągu za mola książkowego się uważam, bo przecież nie ilość jest najważniejsza, a fakt, żeby sprawiało to przyjemność.

Po raz kolejny mam wątpliwości, czy to moje blogowanie ma sens. Coraz częściej rezygnuję z publikowania jakieś recenzji, mam w głowie jeden wielki mętlik, a słowa zdają się do siebie kompletnie nie pasować. Pewnie w najbliższym czasie będzie mnie na blogu mniej, być może zrobię sobie dłuższą przerwę, spróbuję to przeczekać albo poszerzę tematykę bloga. Się zobaczy! Wiem, że miesiąc temu obiecywałam nową serię na blogu, ale niestety nie udało mi się jej zrealizować i na razie rezygnuję.

Co przeczytałam w czerwcu?
1. Dan Millman - "Droga miłującego pokój wojownika"
2. Cristina Moracho - "Althea&Oliver"
3. Isabel Allende - "Dziennik Mai"
4. Eva Weaver - "Lalki z getta"
5. Janet Evanovich - "Po szóste nie odpuszczaj"
6. Lisa Genova - "Lewa strona życia"
7. Mark Haddon - "Dziwny przypadek psa nocną porą"
8. Pierre Lemaitre - "Koronkowa robota"
9. Gavin Extence - "Wszechświat kontra Alex Woods"
10. Beata Pawlikowska - "W dżungli podświadomości"

Ponadto stworzyłam wakacyjną listę rzeczy do zrobienia  (w której już co nieco odhaczyłam) i po raz kolejny odpowiedziałam na kilka pytań.

W czerwcu obejrzałam dwa filmy:
- "Siła spokoju" - na podstawie książki "Droga miłującego pokój wojownika". I film, i książkę serdecznie polecam.
- "Motyl Still Alice" - na podstawie książki "Motyl" Lisy Genovy i również ogromnie polecam.

Ponadto mocno wciągnęłam się w Dr Housa i oglądam już czwarty sezon.

A jak Wam minął czerwiec? 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka