28.10.2015

Katarzyna Kebernik - Wściekły


Tytuł: "Wściekły"
Autor: Katarzyna Kebernik
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Akurat










Siedemnastoletni Konstanty dalej jest gimnazjalistą; wagaruje, ma kłopoty z prawem, bierze udział w kibolskich bójkach. Zachowuje się jak furiat, jest agresywny, wywołuje u innych osób strach. Ale skrywa też wiele sekretów; jest tajemniczy i wrażliwy na muzykę - w wolnym czasie ją tworzy. Ale to jeszcze nic, bo nawiedzają go także bardzo realistyczne koszmary, w których sam jest bohaterem.

Kostek to bardzo oryginalny i charakterystyczny bohater. Z jednej strony furiat, unikający kontaktu z innymi ludźmi i buntownik, ale w głębi to tak naprawdę wrażliwy chłopak, potrzebujący zrozumienia. Jego życie nie jest kolorowe; matka Kostka popełniła samobójstwo, a w domu ojca i macochy nie czuje się najlepiej. Odtrącony przez społeczeństwo, duszący w sobie emocje, szukający szczęścia - taki właśnie jest. Kosa jest postacią złożoną i dobrze wykreowaną oraz zdecydowanie ciekawą.

Wściekły to połączenie powieści obyczajowej z fantastyką. Połączenie pewnie dla wielu czytelników niezbyt przekonujące. Jeżeli chodzi o mnie, to chyba bardziej przypadł mi jednak do gustu wątek obyczajowy. Elementy fantastyczne pojawiają się w snach Konstantego i są po prostu dziwne; zupełnie niecodzienne i do mnie jakoś to nie trafiło, bo kompletnie nie potrafiłam się wciągnąć.  Za to spodobał mi się wątek muzyczny, bo autorka w fantastyczny sposób ukazywała emocje Kosy, jego fascynację muzyką. Szkoda tylko, że nie zostało to bardziej rozwinięte.

Ta książka jest naprawdę dziwna, ale nie da się jej odmówić oryginalności. Coś takiego czytałam po raz pierwszy. I z jednej strony podoba mi się pomysł autorki, ale z drugiej jakoś ta książka do mnie nie trafiła i nie potrafiłam się wczuć. Czytałam ją, ale nie było tego słynnego "jeszcze tylko jeden rozdział i kończę". Bo w sumie to przez długi czas nawet nie wiadomo, dokąd ta historia zmierza, więc może temu nie potrafiłam w nią wsiąknąć. Często też się w niej gubiłam; nie wiedziałam, czy to, co widział Kosa było prawdą, a może tylko kolejnym jego snem. Autorka miała świetne pomysły, ale przy próbie ich połączenia zrobił się jakiś taki chaos.

Styl autorki pozostawia trochę do życzenia, jest nierówny. Nie brakuje wulgaryzmów, zwłaszcza w pierwszym rozdziale, bo później pojawiają się sporadycznie. Autorka, gdy pisała tę książkę, miała 17 lat, więc spodziewać możecie się właśnie bardziej młodzieżowego, luźnego stylu. Widać, że jest to debiut, nie wszystko jest takie, jakie być powinno, gdzieniegdzie pojawiają się też błędy. Mnie na przykład strasznie zirytował rozdział szósty, bo raz o pewnej postaci pisano w rodzaju męskim, a raz w żeńskim i to czasami nawet w jednym zdaniu.

"Wściekły"  to lektura specyficzna , więc na pewno wielu do gustu nie przypadnie. Ja po jej przeczytaniu mam w głowie jeden wielki mętlik... Ciężko mi ją też ocenić, bo zyskuje na oryginalności, ale mimo to mojego serca niestety nie zdobyła.

Ocena: 5/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

25.10.2015

Językowo: Angielski z kryminałem - The Perfume of Death

Jakiś czas temu pisałam Wam o bardzo ciekawej aplikacji na telefon z angielskim kryminałem wydawnictwa Edgard (post znajdziecie tutaj --> klik). Dzisiaj natomiast pokażę również taki kryminał, ale w formie papierowej.



Fabuła
"Podczas leniwych wakacji do rąk detektywa Nowaka trafia jedna z powieści popularnego pisarza Marcina Belskiego. Policjant ze zdziwieniem odkrywa, że fabuła przypomina jeden z badanych przez niego wypadków. W pozostałych książkach Belskiego Nowak trafia na wątki podobne do innych zamkniętych już spraw. Spotkanie z tajemniczym autorem wciąga detektywa w przygodę, w której fikcja niepokojąco miesza się z rzeczywistością..." (opis z tyłu okładki)

Historia podzielona jest na krótkie rozdziały (jeden ma około stronę lub dwie) i mimo, że jest to materiał przeznaczony dla uczących się języka to czyta się jak dobre opowiadanie. Przedstawione wydarzenia są ciekawe, jednakże akcja trochę długo się rozwija. Oczywistym jest, że nie będę tutaj oceniać tej książki pod takim kątem ani porównywać jej do innych czytanych przeze mnie kryminałów, bo byłoby to bez sensu. Najważniejsze, że nie było nudno i z ciekawością czytałam kolejne rozdziały, a nauka była samą przyjemnością.


Poziom
"The Perfume of Death" to książka skierowana dla osób na poziomie B2. Według różnych internetowych testów, które sobie robiłam, wychodzi na to, że znajduję się własnie gdzieś między B1 a B2, chociaż bliżej mi jednak to tego niższego poziomu. Jednak czytało mi się naprawdę przyjemnie, z pomocą dołączonych do kryminału list trudniejszych słówek dałam radę zrozumieć całość bez użycia dodatkowych pomocy. Więc według mnie osoby z poziomem B1 spokojnie sobie z lekturą "The Perfume of Death" poradzą, a te B2 to tak trochę na wyrost. 


Ćwiczenia
Przeważnie po przeczytaniu dwóch rozdziałów (albo po jednym dłuższym) czeka na nas kilka ćwiczeń, które pozwolą utrwalić słownictwo, poćwiczyć gramatykę, sprawdzić zrozumienie tekstu itd. Zadania są naprawdę różnorodne i podobają mi się bardziej niż te w aplikacji mobilnej. Niektóre były dla mnie dosyć ciężkie i zazwyczaj ich wykonanie zajmowało trochę czasu. Ponadto z tyłu znajdują się odpowiedzi, więc zawsze można sobie sprawdzić. Całość zawiera około 80 zadań.




Lepsza aplikacja czy wersja papierowa?

To zależy czego oczekujemy i jaka forma nauki jest u nas skuteczniejsza. Jeżeli chodzi o wersję papierową to tutaj zdecydowanie wadą, w przeciwieństwie do aplikacji, jest brak możliwości odsłuchania czytanego tekstu. I tyle, bo poza tym nie mam się do czego przyczepić. Jednak widzę, że w ofercie wydawnictwa są też audiobooki (chociaż tego tytułu wśród nich na dzień dzisiejszy nie znajdziemy), więc opłaca się zapłacić trochę więcej i mieć także płytę, bo wymowa i osłuchanie się z tekstem jest bardzo ważne.

 Warto jeszcze wspomnieć, że książka ma poręczne rozmiary, zajmuje niewiele miejsca w torebce, więc przyznaję jej za to dużego plusa. Ponadto na dzień dzisiejszy mamy większy wybór wśród wersji papierowych aniżeli w aplikacjach. No i nie trzeba się martwić, czy wystarczy baterii do przeczytania kolejnego rozdziału albo czy mamy wystarczająco dużo miejsca na telefonie. Mnie osobiście też łatwiej się skupić na czytaniu wersji papierowej, bo z telefonem w rękach różnie z koncentracją bywa. 


Dla kogo?
Dla uczących się języka angielskiego i będących na poziomie średnio-zaawansowanym (w przypadku tego konkretnego tytułu). Takie krótkie historie są bardzo ciekawą, ale też skuteczną formą nauki, mogą być dobrą rozgrzewką przez czytaniem książek w oryginale.

W ofercie wydawnictwa znajdziemy też inne tytuły dla osób o różnych poziomach zaawansowania. Szczegóły TUTAJ.

Za możliwość nauki dziękuję wydawnictwu Edgard!

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

20.10.2015

Sabaa Tahir - Ember In The Ashes. Imperium Ognia |Recenzja przedpremierowa

Tytuł: "Ember In The Ashes. Imperium Ognia"
Autor: Sabaa Tahir
Ilość stron: 511
Wydawnictwo: Akurat
Tom: I
Premiera: 4 listopada 2015








W Imperium ludzie podzieleni są na kasty. Laia wraz z bratem Darenem i dziadkami należą do Scholarów - kasty zepchniętej na margines społeczeństwa i stale prześladowanej. Pewnego dnia, gdy do ich domu przybywają Wojanie, Laia traci babcię i dziadka, Daren zostaje wzięty do więzienia, a jej samej natomiast udaje się uciec. Dziewczyna jest załamana, została całkowicie sama i jedyną jej szansą na odzyskanie brata jest wstąpienie w szeregi buntowników. Laia zmusza ruch oporu, by jej pomogli, ale musi zapłacić za to dużą cenę; zostaje ich szpiegiem, stając się niewolnicą nieobliczalnej Komendantki, zarządzającej Akademią specjalizującą się szkoleniem bezwzględnych żołnierzy - Masek. Poprzedni szpiedzy nie przeżyli, czy Lai się to uda?

Jednym ze studentów Akademii Czarnego Klifu jest Elias. Chłopak jest wychowywany na żołnierza od dziecka, ale zaczyna mieć wątpliwości, czy postępuje dobrze i czy na pewno chce życia, które go czeka.

Laia jest dla mnie bohaterką, która wyróżnia się na tle większości powieści tego gatunku. Od innych odróżnia ją to, że czuje strach, nie zgrywa wielkiej bohaterki, można nawet rzec, że jest tchórzliwa. Wielokrotnie walczy sama ze sobą, ze swoimi słabościami, zmusza się do odwagi, bo wie, w jak ważnym celu to czyni. Jej ogromna determinacja, siła i  miłość do brata jest godna podziwu.

 Elias również się wyróżnia. Od małego wychowywany był w świecie pełnym agresji, widok śmierci nie był mu obcy, sam przecież jest wojownikiem. A jednak cechuje go wrażliwość, różni się od innych Masek, pragnie zmian, dostrzega otaczające go zło. Mimo lat spędzonych w brutalnym świecie on pozostaje sobą, zachowuje duszę.

Główni bohaterowie są wykreowani z dużą starannością, ale podobnie jest z postaciami drugoplanowymi. Autorka poświęca wszystkim dużo uwagi, stworzyła postaci, które wzbudzają emocje. Wspomnieć chciałabym na przykład o Helenie - przyjaciółce Eliasa, która z jednej strony mnie denerwowała, ale ostatecznie zrozumiałam jej zachowania. Jest jeszcze Komendantka, którą znienawidziłam za to wszystko, co robiła. Z tak brutalną postacią dawno się nie spotkałam. Jej chłód zdawał się przenikać przez kartki papieru. Okropne babsko! Są także bohaterowie, którym nie wiadomo, czy ufać, nie wiadomo, po której stronie stoją i jakie są ich intencje.

Rozdziały podzielone są pomiędzy Laię a Eliasa. Sprawiało to, że jeszcze ciężej było mi oderwać się od lektury, bo zawsze u każdego z bohaterów działo się coś ciekawego i nie mogłam tak po prostu przerwać czytania.

W książce nie brakuje przemocy. Często jest brutalnie i niebezpiecznie. Autorka przygotowała dla czytelników coś naprawdę dobrego i wciągającego na maksa. Nie brakuje zwrotów akcji, uczucia niepewności, czy też momentów zaskoczenia. Jednak w tym brutalnym świecie znajdzie się także miejsce na odrobinkę magii, tajemniczości i chyba już tradycyjnie - miłości, która tutaj także jest wpleciona, ale nie dominuje i nie odrzuca ckliwością. "Imperium Ognia" nie bez przyczyny zachwyca się tak wiele osób z różnych krajów i do ja nich dołączam, oczekując z niecierpliwością kolejnego tomu.


Ocena: 9/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Pani Marcie z Business&Culture. 

17.10.2015

Lissa Price - Ender

Tytuł: "Ender"
Autor: Lissa Price
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Albatros
Tom: II








Recenzja może zawierać spoilery do części pierwszej!

Wydawać by się mogło, że wreszcie zapanuje spokój. Callie wraz ze swoim bratem Tylerem i przyjacielem Michaelem mieszkają w odziedziczonym przez bogatą renterkę domu. Chociaż Bank Ciał został zburzony to wojna dopiero się rozpocznie. Callie nie może czuć się bezpiecznie; Stary Człowiek ma nad nią kontrolę, a Starterzy ze wszczepionymi chipami są regularnie porywani. Dziewczyna nie zamierza tak tego zostawić, a z pomocą przyjdzie jej Hyden.

Z ogromnym entuzjazmem zabrałam się za czytanie tej książki. Po bardzo udanym tomie pierwszym miałam duże wymagania i chciałam, by i "Ednder" utrzymał wysoki poziom.

W "Enderze" dzieje się jeszcze więcej niż w poprzednim tomie, a akcja pędzi już od samego początku. Jednak podobało mi się mniej. W dalszym ciągu ciężko było mi się oderwać i z zaciekawieniem czytałam do samego końca, w międzyczasie wielokrotnie rozdziawiając usta z zaskoczenia. Bo wiedzieć musicie, że autorka potrafi czytelnika zaskoczyć, oj potrafi. Dlaczego podobało mi się mniej? W sumie to nie jestem sama do końca pewna, ale na przykład nie spodobało mi się to, że zakończenie jakoś szczególnie się nie wyróżniało. Owszem, dzieje się sporo, ale zbyt szybko. I jeszcze w kilku miejscach w książce tak jest; zaczyna dziać się coś ważnego i robi się naprawdę ciekawie, a tu nagle koniec i lecimy dalej. Trochę szkoda, bo w niektórych miejscach fajnie by było zatrzymać się na trochę dłużej, rozwinąć temat. A tak jest trochę chaotycznie.

Wątek romantyczny jest tutaj już bardziej rozbudowany niż poprzednio, ale w dalszym ciągu nie dominuje i przymykałam na niego oko. Bo ogólnie nudzą mnie już te wszystkie młodzieżówki z trójkącikami miłosnymi, bądź też ckliwymi  historyjkami. Tutaj uczucie się pojawia i nie było to dla mnie zaskoczeniem, cały ten wątek też był przewidywalny, ale tutaj ciężko o oryginalność. W każdym razie autorka zachowała umiar i ku mojej uciesze skupiła się na intrydze. Chwała jej za to.

Nowy tom to i nowi bohaterowie. Ale na początek jeszcze trochę o Callie, która  w dalszym ciągu pozostaje waleczna, angażuje się całkowicie w walkę ze złem. Czasami uważałam, że postępuję trochę naiwnie i nieostrożnie, ale nikt przecież nie jest idealny. W tej części pojawia się Hyden, który jest bardzo tajemniczą postacią i ciągle miałam wątpliwości, czy można mu zaufać.

Jeżeli zastanawiacie się, czy warto sięgnąć po książki z tej serii to odpowiadam, że tak. Dla mnie różnią się one od tak popularnych ostatnio młodzieżówek, bo autorka faktycznie miała dobry pomysł i powstała z tego niezwykle wciągająca historia. Mogę się jedynie przyczepić do tego, że nie wspomniano kompletnie o wojnie bakteriologicznej, która do tego wszystkiego doprowadziła. Szkoda, wielka szkoda, bo gdyby to rozwinąć, to byłoby jeszcze lepiej, a mnie po prostu zżera ciekawość jak do niej doszło i co spowodowało epidemię. Może kiedyś się dowiem, a może i doczekam się kolejnego tomu.

Ocena: 7/10

14.10.2015

Lissa Price - Starter

Tytuł: "Starter"
Autor: Lissa Price
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: ALbatros
Tom: I









Po wojnie biologicznej ze świata zniknęli ludzie pomiędzy szesnastym a sześćdziesiątym rokiem życia. Starterzy, czyli nastolatkowie, trafiają teraz do zakładów dla nieletnich, a Enderzy, czyli staruszkowie, mogą mieć wszystko, co tylko zechcą. Z pomocą firmy Prime Destinations mogą sobie nawet na pewien czas kupić ciało młodego człowieka i robić to, co tylko im się podoba.

W takim właśnie świecie żyje Callie ze swoim braciszkiem Tylerem i przyjacielem Michaelem. Nastolatkowie są zdani sami na siebie, nie mają żadnych krewnych, każdy ich dzień jest walką o przetrwanie. Callie, chcąc zapewnić swojemu bratu normalne warunki, decyduje się na oddanie swojego ciała jakieś Enderce, za odpowiednio wysoką kwotę, która mogłaby zapewnić rodzeństwu byt w normalnych warunkach. Miały to być tylko trzy wypożyczenia, ale niestety sprawy komplikują się, gdy okazuje się, że wszczepiony do ciała chip nie działa tak, jak powinien.

Książka oczarowała mnie od pierwszych stron. Szalenie spodobał mi się już sam pomysł autorki z tym wypożyczaniem i zamianą ciał. Dla mnie było to coś nowego i w jakimś stopniu wyróżnia to ten tytuł na tle innych powieści tego gatunku. Oczywiście są tu pewne schematy, ale tego już się chyba nie da uniknąć.

 Na okładce widnieje napis, że jest to książka dla fanów "Igrzysk Śmierci". Przyznaję, że mnie to akurat nie zachęcało, bo nie lubię takiego porównywania i bałam się, że dostanę jakąś marną kopię. A tutaj na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam. W ogóle uważam, że te porównanie można było sobie darować, bo dla mnie to są dwa zupełnie inne tytuły i jest to po prostu mylące. Niby dobry chwyt marketingowy, ale może się to też negatywnie na książce odbić, gdy ktoś faktycznie chce drugich Igrzysk. Owszem, jest kilka elementów wspólnych, ale to dwie zupełnie inne historie, inny klimat, inni bohaterowie, inne otoczenie.

Od młodzieżówek odpychają mnie miłosne trójkąty. Na szczęście nie mam się do czego przyczepić, chociaż takowy i tutaj występuje. Jest to jednak na tyle subtelne, że kompletnie mi nie przeszkadzał, nie dominował. I mam nadzieję, że tak też zostanie do samego końca.

Bohaterowie zasługują na uwagę; Callie jest odważną, walczącą o swoje dziewczyną, zdolną do poświęceń i ryzyka. Nawet postaci drugoplanowe są dobrze wykreowane i wzbudzają emocje. Poznajemy na przykład małą dziewczynkę Sarę, która zaimponowała mi swoją odwagą albo Starego Człowieka, który jest niezwykle tajemniczą postacią i do samego końca taki pozostaje, podsycając tylko cierpliwość czytelnika.

Mnie "Starter" podobał się bardzo i już nie mogę doczekać się przeczytania drugiego tomu. Wciągnęłam się niesamowicie i byłam wściekła, gdy musiałam przerywać sobie czytanie. Dla tej książki warto zarezerwować sobie caluteńki dzień. Nie brakuje tutaj nagłych zwrotów akcji, dużo się dzieje, są elementy zaskoczenia, nie ma miejsca na nudę, a akcja praktycznie nie zwalnia. Na początku wszystko wydawało mi się takie zagmatwane, ale autorka sprawnie łączy wszystkie wątki i stopniowo rozwiewała moje wątpliwości. Szkoda tylko, że nie dowiadujemy się czegoś więcej na temat tej wojny biologicznej, a poznajemy tylko jej skutki. To zaś autorka bardzo starannie opisuje, pozwala na wyobrażenie sobie tego nowego, przerażającego świata.

Ocena: 9/10

10.10.2015

Richard Matheson - Jestem legendą


Tytuł: 'Jestem legendą"
Autor: Richard Matherson
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Mag










Robert Neville jest jedynym człowiekiem, który przeżył zarazę zmieniającą ludzi w wampiry. Mężczyzna dzień w dzień wykonuje te sam czynności, które pozwalają mu przeżyć w obecności zarażonych; zabezpiecza swój dom, pali ciała wampirów i patrzy na zegarek, by wrócić do domu o odpowiedniej porze. Doskonale też zdaje sobie sprawę, że każdy, nawet najmniejszy błąd, może go kosztować życie.

Ta książka to znakomity obraz samotności i jej skutków w życiu człowieka. Robert przez lata po zarazie żył całkowicie sam, zamknięty we własnym domu. Sam jak palec. I tutaj od razu nasuwa się pytanie, czy warto jeszcze żyć. I jak żyć ze świadomością, że jest się jedynym ocalałym? Czy takie życie ma w ogóle sens? Robert stracił swoją rodzinę i przyjaciela. Nagle, z dnia na dzień, już nie miał z kim porozmawiać, zostało mu tylko jego własne towarzystwo i cztery ściany. Wizja przerażająca.

Według mnie to nie jest książka, od której powinno się oczekiwać szybkości akcji, ponieważ życie głównego bohatera jest dosyć monotonne, przebiega według pewnego schematu i aż tak dużo się tutaj nie dzieje. Brakuje dynamizmu, który zazwyczaj w tego typu książkach jest obecny. Nie odczuwałam też grozy, na którą liczyłam. Jednak i tak oceniam tę pozycję wysoko, ponieważ świetnie wykreowano głównego bohatera i ukazano przede wszystkim jego emocje. Dużo tu przemyśleń Roberta, a mało akcji. Owszem, odczuwam niedosyt, bo można byłoby tę historię bardziej rozwinąć, lepiej opisać nowy świat, a tego tu niestety zabrakło.

Ocena: 6/10

08.10.2015

Językowo: English Matters nr 54

Jesień to dla mnie czas powrotu do szkoły i jeszcze intensywniejszej nauki języka angielskiego, bo jak wiadomo - wszelkie testy i kartkówki są pewnego rodzaju motywacją. A gdy typowe formy nauki już się znudzą to świetnym rozwiązaniem jest czytanie w języku obcym czegoś przyjemnego. Z English Matters jest to jak najbardziej możliwe.


O czym przeczytamy w pięćdziesiątym czwartym numerze?

W This and That znajdziemy kilka krótkich tekstów a wśród nich zabawne zdania na podryw.

W People and Lifestyle przeczytamy z kolei o księciu Harrym. Ja przyznaję, że jakoś szczególnie mnie rodzina królewska nie interesuje, ale w sumie miło się czytało, bo jest to postać, która wzbudza trochę emocji. Dalej pojawia się dramatopisarz Tenessee Williams, o którym dowiedziałam się dopiero z tego magazynu. Tutaj mamy wywiad z Dr Robertem Bray'em. W tym samym dziale przeczytamy także o Polakach na Haiti, a już na sam koniec znajdziemy wywiad z Dr Witoldem Skowrońskim - znanym międzynarodowym tłumaczem konferencyjnym.

W dziale Culture przeczytać możemy tym razem o znanym amerykańskim serialu "The Walking Dead" , którego ja jeszcze nie miałam okazji oglądać, ale teraz mnie strasznie kusi. A od umarlaków przechodzimy do poważniejszych tematów, a mianowicie przed nami artykuł o euro.

Co prawda sezon podróżniczy się już skończył, ale zawsze można o ciekawych miejscach przeczytać. Tym razem w dziale Travel przeniesiemy się do malowniczego Sztokholmu.

W dziale Language tym razem nie analizujemy piosenki, a dialogi ze sztuki pt. "Tramwaj zwany pożądaniem".

W Conversation Matters trochę o asertywności i odmawianiu i w kulturalne, i w mniej grzeczne sposoby.

A na koniec coś dla fanów motoryzacji. W Leisure przeczytamy o driftingu. Wstyd przyznać, ale wcześniej nigdy o tym nie słyszałam.


I to by było na tyle. Tradycyjnie do każdego tekstu dołączony jest słowniczek z trudniejszymi słówkami, do niektórych słówek dodatkowo zapis fonetyczny. Niektóre artykuły można sobie także odsłuchać.

Akurat ten numer tematycznie niezbyt przypadł mi do gustu, ale znalazło się kilka naprawdę interesujących mnie artykułów np. ten o "The Walking Dead" albo podróż po Sztokholmie.


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

05.10.2015

Przedpremierowo: Randall Munroe - What if? A co gdyby?

Tytuł: "What if? A co gdyby?"
Autor: Randall Munroe
Ilość stron: 372
Wydawnictwo: Czarna Owca
Polska premiera: 7.10.2015









Randall Munroe jest twórcą jednego z najpopularniejszych komiksów internetowych na świecie - XKCD. W przeszłości był naukowcem NASA, a teraz napisał książkę.

"What If" to zbiór odpowiedzi na hipotetyczne i często absurdalne pytania. Jednak nie da się im odmówić pomysłowości; mnie wielokrotnie wprawiły w osłupienie, bo sama nigdy bym nie wpadła, by zapytać na przykład o to, co by się stało, gdyby każdy z nas miał na świecie tylko jedną, przypadkowo dobraną bratnią duszę albo o to, z jakiej wysokości trzeba by było upuścić stek, żeby w chwili uderzenia o ziemię był już usmażony. Jak widać - ludzka wyobraźnia i ciekawość nie zna granic. A pan Randall z cierpliwością podejmuje próby odpowiedzenia na te pytania; analizuje, pyta specjalistów, sprawdza i docieka, robi stymulacje, a następnie wyczerpująco zaspokaja ciekawość pytających. 


Są jednak takie pytania, przy których autor mówi "stop" i pozostawia je bez odpowiedzi, ale za to ze stosownym, zazwyczaj śmiesznym komentarzem przedstawionym za pomocą obrazków. W ogóle całość jest napisana lekko i z humorem, w sposób niezwykle przystępny, nawet dla takich laików jak ja. Z tą książką fizyka, chemia, technika i zagadnienia z innych dziedzin stają się tylko przyjemnością.


Niektóre rozdziały były dla mnie trochę taką czarną magią i moja wyobraźnia nie pozwalała mi na ogarnięcie tego wszystkiego, ale z pomocą przychodzą obrazki autora, które dodatkowo nadają tej książce smaku i pomagają zrozumieć treść. 


"What if" to według mnie taka książka, którą nie warto czytać od razu w całości, a lepiej sobie tę całą zawartą w niej wiedzę po prostu dawkować. Ja osobiście nie potrafiłabym jej przeczytać jednego dnia, bo ten nadmiar informacji by mnie przytłoczył. Ale już na przykład zapoznanie się z dwoma rozdziałami codziennie jest dla mnie świetną zabawą. I tak właśnie tę książkę traktuję - jako zabawę, ciekawostkę, a przy  tym wszystkim jeszcze można się czegoś nauczyć w przyjemny sposób. Wydaje mi się, że jest to też bardzo fajny pomysł na prezent i powinien w większości przypadków przypaść do gustu i dzieciom, i dorosłym. Mnie się bardzo podoba i serdecznie polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca oraz Business&Culture.

03.10.2015

Liebster Blog Award x2

Jestem chyba mistrzynią w pisaniu postów z ogromnym opóźnieniem. Dzisiaj odpowiadam na dwie nominacje Liebster Blog Award. Do zabawy zostałam zaproszona jeszcze w wakacje, ale jakoś tak się złożyło, że odpowiadam dopiero teraz, więc dziewczyny przepraszam za zwłokę. Tak więc zaczynajmy!



Pytania od Zaczytanej Karoliny

1. Która książka posiada twoim zdaniem najpiękniejszą okładkę?
Trylogia Czasu Kerstin Gier oraz trylogia Szeptem Beccy Fitzpatrick. Chociaż mogłabym wymienić dużo więcej tytułów.


2. Jaki jest twój/twoja ulubiony gatunek literacki?

Thrillery oraz książki science-fiction i fantastyka. 

3. Wolisz e-booki, czy tradycyjne książki?
Nie ma to dla mnie znaczenia. Czytam i e-booki i tradycyjne książki. Ważna jest dla mnie treść. Chociaż jak tak się zastanawiam to chyba bardziej wolę książki elektroniczne, bo czytnik zawsze zmieści się w torebce, zajmuje mało miejsca i mogę mieć na nim tyle tytułów, ile chcę, a ciężar jest ten sam.

4. Ile książek posiadasz?
Jak na mola książkowego to mało, bo częściej decyduję się na e-booki (tych mam naprawdę dużo) lub książki z biblioteki. Odpowiadając na pytanie - jest to około 60 tytułów.

5. Jaką książkę mi polecasz?
Te, które polecam na blogu, wiec byłoby tego sporo. Z ostatnich przeczytanych przeze mnie książek szczególnie polecam "Chustkę" Joanny Sałygi. 

6. Bohater książkowy, którego najmniej lubisz?
Dużo jest wkurzających i nielubianych przeze mnie postaci, ale podam przykład z Harry'ego Pottera, bo to tę serię ostatnio namiętnie czytałam. Zwycięzcą zostaje profesor Gilderoy Lockhart, który tak mocno mnie irytował, że miałam ochotę wejść do książki i coś mu zrobić. 

7. Co wolisz film, czy serial oparty na książce?
Żadnego serialu na podstawie książki jeszcze nie oglądałam, więc stawiam na filmy. Poza tym nie z żadnej książki można zrobić serial, więc filmy są bardziej uniwersalne. 

8. Jaki jest twój ulubiony film?
Filmy oglądam rzadko, wiec nie mam jakiś swoich rankingów i zazwyczaj jak już coś włączam to mi się podoba. Jednak ulubionego chyba nie mam. 

9. Czym się zajmujesz w wolnym czasie ? (oprócz czytania)
Chodzę do szkoły, uczę się, stawiam pierwsze kroki w kuchni oraz uprawiam sporty. 

10. Określ siebie jednym słowem (jeśli to możliwe)
Zmienna.

11. Wolisz kawę czy herbatę?
Zdecydowanie herbatę, bo kawę piję okazjonalnie.

Pytania od Carpe books

1. Do uniwersum jakiej książki/serii chciałabyś się przenieść?
Ciężko wybrać jedną książkę, ale wybiorę Trylogię Czasu Kerstin Gier. Albo do Hogwartu!


2. Jakiej muzyki słuchasz? Masz ulubionych wykonawców?

Słucham tego, co wpadnie mi w ucho, ale najczęściej jest to muzyka rockowa. Ulubieni wykonawcy? Jest ich wielu: Green Day, Imagine Dragons, Perfect, Dżem, System Of A Down, Queen, American Authors, Emerald Sunday, Guns N' Roses, Bastille, Passenger, OneRepublic.

3. Którą lekturę szkolną najgorzej wspominasz?
Wiele lektur szkolnych nie przypadło mi do gustu, ale w szczególności "Quo vadis". To była pierwsza lektura, w której pomagałam sobie streszczeniem, bo nie dałam rady tego czytać. Ale jeszcze wiele lektur przede mną, więc lista z pewnością się wydłuży. 


4. Najładniejszy tytuł książki to...
Nie wiem, czy najładniejszy, ale intrygująco brzmi "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął".

5. Ulubiony i najbardziej znienawidzony przedmiot w szkole?
Ulubiony - chemia, a znienawidzony - historia, bo strasznie mnie nudzi i jak na złość nie potrafię zapamiętywać dat.

6. Jeśli mogłabyś nagle zyskać jakąś magiczną moc, byłaby to...
Przenoszenie się w czasie, bo fajnie by było poznać losy przodków i uczyć się historii w taki sposób.

7. Jak zaczęła się Twoja przygoda z czytaniem?
Gdy tylko nauczyłam się sama czytać to bardzo mnie to wciągnęło. Byłam wtedy mała, moja karta biblioteczna bardzo szybko się zapełniała, a biblioteka stała się moim drugim domem. Zaczynałam od książeczek dla dzieci; pamiętam, że uwielbiałam "Martynkę", później był "Kubuś Puchatek" i "Dzieci z Bullerbyn", a jako starsza dziewczynka zaczytywałam się w serii o bliźniaczkach Olsen i bardzo żałowałam, że nie mam siostry w tym samym wieku. To były czasy!

8. Jeśli musiałabyś jeść tylko jedno danie do końca życia, byłoby to...
Naleśniki! Ach, uwielbiam je i mogłabym je jeść codziennie. I ogólnie u mnie rządzą słodkie dania.

9. Gdybyś mogła zmienić zakończenie (albo fragment) jakiejś książki, co byś zmodyfikowała i, przede wszystkim, która książka by to była?
Są takie książki, których zakończenie mi się nie spodobało i mnie zawiodło, ale chyba jednak nie chciałabym ich zmieniać, bo zapewne straciłyby na swojej wyjątkowości. Chociaż może trochę bym w Harrym Potterze pozmieniała, ale wtedy to już na pewno nie byłoby to samo i nie byłoby tych emocji. 

10. Z jakim książkowym bohaterem umówiłabyś się na spotkanie?
Hmmm, ciężkie pytanie. Może byłby to Ridge z "Maybe Someday", bo urzekła mnie jego wrażliwość do muzyki. Albo któryś z bohaterów Harry'ego Pottera.

11. Gdybyś mogła zmienić się w jakąś magiczną istotę, to stałabyś się...
Duchem, bo fajnie byłoby czasami być niewidzialną i przyglądać się innym ludziom.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka