29.12.2016

Katarzyna Berenika Miszczuk - Szeptucha


Tytuł: "Szeptucha"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B
Tom: I
Cykl: Kwiat Paproci






Gosława Brzózka to absolwentka uniwersytetu medycznego. Jednak od wymarzonej pracy dzieli ją jeszcze konieczność odbycia rocznego stażu u wiejskiej szeptuchy. Dziewczyna nie jest z tego powodu szczęśliwa, bo nie wierzy w te wszystkie ziółka, zabobony i bóstwa. Co więcej, jest przerażona koniecznością zamieszkania na wsi i chodzenia po lasach, bo szalenie boi się kleszczy oraz wszelkich innych chorób. Gdy Gosia przybywa na miejsce, poznaje tajemniczego Mieszka, który oferuje jej swoją pomoc, szeptucha też nie jest taka zła, więc może nie będzie aż tak tragicznie?

Teoretycznie ta książka nie jest dla mnie; nie jestem fanką fantastyki, a legendy i mitologie są mi w zasadzie obce. Nigdy nie lubiłam ich czytać. A jednak coś sprawiło, że po "Szeptuchę" sięgnęłam. Czy żałuję?

Nie. Nie żałuję, bo książka mi się spodobała. Przede wszystkim moje serce zdobyła Gosława, która jest trochę nieporadna, często wplątuje się w różne śmieszne sytuacje, z których potem próbuje wybrnąć. Jednak najbardziej rozbawiały mnie jej fobie i hipochondria. Gosia to naprawdę bardzo sympatyczna postać, której kibicowałam i razem z nią próbowałam odnaleźć się w tym szalonym świecie pełnym magii. Bardzo fajną postacią jest też szeptucha, zwana przez Gosię Babą Jagą. W niczym nie przypomina ona typowej wiejskiej baby, ale całkiem niezła z niej biznes woman, która wie, jak zarobić na ludzkiej naiwności i głupocie.
Rozczarowała mnie jednak postać Mieszka, bo był jakiś taki odległy, niedostępny, nie wywołał u mnie większych emocji. Dam jednak autorce czas i poczekam na drugi tom.

Głównie ze względu na główną bohaterkę, nie da się tej książce odmówić humoru. Autorka pisze lekko, potrafi rozbawić czytelnika i z łatwością wprowadzić go w wykreowany świat, Lubię takie lekkie książki, które potrafią wciągnąć i trzymają w napięciu, a "Szeptucha" właśnie się do nich zalicza. Od samego początku wsiąknęłam w ten magiczny świat i z zapałem śledziłam losy naszych bohaterów.

Bardzo spodobał mi się pomysł autorki na fabułę. Chociaż nie czytam zbyt wiele fantastyki to wydaje mi się, że pomysł jest oryginalny. Akcja dzieje się w Polsce, jest XXI wiek, a w tym wszystkim znalazło się miejsce na magię i mitologię słowiańską. Dla mnie było to coś nowego i odkrywczego, więc za to duży plus. Autorka stworzyła bardzo fajny klimat, podała też sporo ciekawostek o ziołolecznictwie i różnych zabobonach. Teraz pora na poznanie drugiego tomu!

27.12.2016

Cormac McCarthy- Dziecię Boże


Tytuł: "Dziecię Boże"
Autor: Cormac McCarthy
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Literackie








Pierwszy raz spotkałam się z autorem w "To nie jest kraj dla starych ludzi". Nie było to jednak spotkanie udane, bo książki nie doczytałam, a z tego, co pamiętam, to odłożyłam ją po kilku rozdziałach, bo nie potrafiłam przyzwyczaić się do stylu autora. Strasznie się wtedy zniechęciłam, ale postanowiłam dać mu kolejną szansę. "Dziecię Boże" również nie czytało mi się łatwo. Ciężko mi ubrać w słowa styl autora, bo jest dosyć specyficzny; na pewno minimalistyczny i surowy, rozdziały są krótkie i często pourywane, po czym autor opisuje inną sytuację, a dialogi nie są oznaczone. Jedno jest pewne; to nie jest książka, którą można wyciągnąć w każdym momencie i czytać gdziekolwiek. Potrzeba za to skupienia i wyciszenia.

Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, ale książka nie wzbudziła we mnie większych emocji, a wydaje mi się, że powinna, bo mnóstwo w niej brutalności. Mam jednak wrażenie, że "Dziecię Boże" jest jakoś tak sucho napisane, zbyt oszczędnie, by wywołać u mnie mocne uczucia, takie jak przerażenie czy strach. Nie potrafię niestety docenić jej fenomenu ani geniuszu autora.

Lester Ballad to postać, nad którą można długo rozmyślać, a zagłębianie się w jego psychikę może być naprawdę ciężkie dla wielu czytelników. Mężczyzna żyje w odosobnieniu, unika ludzi, zachowuje się prymitywnie, jest opóźniony i szalenie niebezpieczny. Morduje, gwałci, jest nekrofilem. Zachowuje się jak zwierzę, rządzą nim instynkty i żądze, których nie potrafi pohamować. Nie ma domu, błąka się, żyje jak jaskiniowiec. Co spowodowało taki stan? Co wydarzyło się w życiu tego człowieka, że taki się stał? Tego nie wie nikt, a autor nie daje nam żadnych wskazówek, wielu rzeczy trzeba się też domyślać, bo nie wszystko, co robi Ballad jet powiedziane wprost.

Być może jestem jeszcze za młoda, by docenić styl autora. Być może powinnam dać sobie czas i sięgnąć po inne jego książki za kilka lat. Może wtedy podejdę do nich inaczej. Jednak na chwilę obecną wolę bardziej przystępne napisane lektury.


24.12.2016

Wesołych Świąt! Oraz lektura idealna na święta


Kochani, tradycyjnie, jak co roku, chciałabym Wam życzyć w ten magiczny czas wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt, spędzonych w gronie rodzinnym oraz w fantastycznej atmosferze, wielu książkowych prezentów pod choinką, smacznych dań i spełnienia marzeń!

Oprócz życzeń chciałabym jeszcze napisać dosłownie kilka słów o książce, którą dopiero co przeczytałam (a raczej pochłonęłam). Jeśli znajdziecie trochę czasu w tej świątecznej gorączce to serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią. Jest to lektura idealna na świąteczny czas! Zapalcie świeczki, siądźcie przy choince z kubkiem herbaty, otulcie się kocem i przeczytajcie.


"Biuro przesyłek niedoręczonych"
Natasza Socha
304 strony
Wydawnictwo Pascal

Po przeprowadzce do nowego miasta, Zuzanna zatrudnia się w Biurze przesyłek niedoręczonych. Jest to miejsce, do którego trafiają wszelakie listy i przesyłki, które z jakiegoś powodu nie trafiły do adresata. Pewnego dnia odkrywa listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, a oboje bardzo tego pragną. Zuzanna postanawia pomóc nieznajomym i bierze sprawy w swoje ręce.

Nie ukrywam, że byłam nastawiona bardzo sceptycznie do tej książki, bo ja na ogół nie sięgam po obyczajówki, to totalnie nie moja bajka. Ale jakoś tak potrzebowałam czegoś lekkiego i idealnego na święta. I nie zawiodłam się. Co więcej, pokochałam tę historię od pierwszych stron.

Uważam, że książka pani Nataszy jest idealna właśnie na ten świąteczny czas albo na chwile zwątpienia w życiu, kiedy czujemy, że wszystko straciło sens i że przydałby się nam jakiś cud. "Biuro przesyłek niedoręczonych" to ciepła, pełna nadziei i miłości historia, z fantastycznym klimatem. Akcja dzieje się w okolicach świąt, dzięki czemu autorce udało się mnie wprowadzić w odpowiedni nastrój i poczuć tę dawno już zapomnianą przeze mnie atmosferę świąt.

Może i historia jest momentami przewidywalna, może i za dużo w niej zbiegów okoliczności i słodyczy, ale to nic. Takie książki też są potrzebne, bo nadrabiają swoim klimatem i mądrością."Biuro przesyłek niedoręczonych" pokazuje, że na miłość nigdy nie jest za późno, że zawsze warto czekać i walczyć,  nie tracić nadziei do samego końca. A! I cuda się zdarzają, a życzliwi ludzie są wśród nas, naprawdę!

22.12.2016

Alicja Pruś - Lalki

Tytuł:"Lalki"
Autor: Alicja Pruś
Ilość stron: 258
Wydawnictwo: Siedmioróg

Baronowa Krzeszowska umiera, a jej mąż, baron Krzeszowski, nie wierzy, że upadek z okna był samobójstwem. By wyjaśnić okoliczności zdarzenia zwraca się po pomoc do niezwykle wpływowej Stefanii Meliton, która od razu zabiera się do pracy i uruchamia swoje kontakty, angażując w śledztwo trzech studentów, mieszkających w kamienicy barona Krzeszowskiego.

"Lalki" zapowiadały się świetnie. Początek wręcz mnie zauroczył i stwierdziłam, że autorka miała bardzo dobry pomysł, by napisać kryminał zainspirowany "Lalką" Bolesława Prusa. Mój zachwyt szybko jednak zaczął wygasać. Początkowy, zresztą świetnie zapowiadający się wątek kryminalny, w trakcie jakoś się schował i średnio odczuwałam, że czytam kryminał. Dostałam za to potężną dawkę nudy, która ciągnęła się ze mną do samego końca. A co na końcu? Szybkie wyjaśnienie zagadki, mało dopracowane, pisane chyba na siłę i żeby to wszystko miało jakieś ręce i nogi. Oj, szkoda, szkoda, bo zmarnowanie tak dobrego pomysłu na książkę jest niewybaczalne.

Bohaterowie, których możemy spotkać na kartach  "Lalek" nie będą obcy czytelnikom "Lalki" Bolesława Prusa. Mamy tu słynną swatkę, czyli Stefanię Meliton, są studenci, którzy uwielbiali stroić sobie żarty z baronowej Krzeszowskiej, ale wspominany jest też Wokulski, czy Szlangbaum. Ja najbardziej polubiłam studentów, dzięki którym książka nabrała trochę humoru.

Krótko podsumowując. Pomysł był świetny, z realizacją dużo gorzej. Chociaż może fanom "Lalki" by się spodobało.

17.12.2016

Colleen Hoover - November 9

Tytuł: "November 9"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte









Nie jestem fanką YA i w większości przypadków moje spotkania z książkami tego gatunku kończą się krytyką. Nie lubię ckliwych historyjek, głupiutkich bohaterek i dziecinnej miłości, która z miłością tak naprawdę nie ma nic wspólnego. Tę książkę zauważyłam w bibliotece i z racji tego, że nie miałam pomysłu, co dalej czytać, stwierdziłam, że zabiorę ją do domu. I muszę powiedzieć, że nie żałuję.

Dziewiąty listopada. Dla wielu z nas to dzień jak co dzień, kolejna nic nie znacząca data. Ale nie dla Fallon. To właśnie tego dnia jej życie runęło; uległa poważnemu wypadkowi w pożarze i ledwo co przeżyła. Teraz jej ciało pokrywają blizny, których nie sposób w całości ukryć. I chociaż Fallon była dobrze zapowiadającą się aktorką, to przez wypadek jej kariera momentalnie zakończyła się, a ona zaczęła wpadać w kompleksy i straciła całą pewność siebie. 
Dwa lata po tym wypadku Fallon spotyka się ze swoim ojcem, informując go o jej przeprowadzce do Nowego Jorku, by tam spróbować swoich sił w teatrze. Jednak jej "ukochany" tata próbuje wybić jej ten pomysł z głowy, wprost przypominając o jej wyglądzie i nikłych szansach na sukces. Nagle, podczas ich rozmowy, do stolika podchodzi zupełnie obcy chłopak - Ben, który podaje się za sympatię Fallon. Zdezorientowana dziewczyna nie wie początkowo, jak zareagować, ale szybko korzysta z jego pomocy, by dokopać ojcu. Po tym wszystkim spędza z Benem wieczór, którego oboje nigdy nie zapomną. Postanawiają sobie bowiem, że będą spotykali się tylko raz w roku, każdego 9 listopada, przez kolejne 5 lat. Co z tego wyniknie?

Lubię, gdy bohaterowie wywołują emocje, nawet te negatywne. A mistrzem w tychże jest ojciec Fallon, którego podłe zachowanie strasznie mnie wkurzyło. Nie wiem, jak można być takim egoistą i niszczyć marzenia własnego dziecka. To jeden z gorszych, książkowych rodziców.
Co zaś się tyczy głównych bohaterów, to przyznaję, że trochę się obawiałam, że mnie zawiodą. Jednak, o dziwo, bardzo ich polubiłam i zżyłam się z nimi. Szczególnie bliska stała mi się Fallon, w pewnych sprawach mogłam się z nią utożsamić.
Ben także zdobył moją sympatię. Intrygował mnie od samego początku swoim zachowaniem, byłam ciekawa, co nim kieruje, co ukrywa. Polubiłam jego teksty, a w późniejszym etapie bardzo mu współczułam. Myślę, że to taki chłopak, o którym marzy większość dziewczyn. 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę jeśli chodzi o młodzieżówki, ale ta książka naprawdę mnie wzruszyła. Podczas czytania nagle zorientowałam się, że na mojej twarzy pojawiły się łzy. Ogólnie ten tytuł to trochę taki wyciskacz łez. Co mnie jeszcze zaskoczyło to to, że "November 9" to całkiem nieprzewidywalna książka. Pewne wydarzenia można oczywiście odgadnąć, ale autorce wielokrotnie udało się mnie zaskoczyć, a zwłaszcza pod koniec. Podobał mi się też pomysł autorki na fabułę. Według mnie był oryginalny i z zaciekawieniem śledziłam kolejne rozdziały, by dowiedzieć się, jak ten dosyć szalony pomysł bohaterów ze spotykaniem się tylko raz w roku na nich wpłynie. Jak dla mnie to najlepsza młodzieżówka, jaką miałam okazję w tym roku przeczytać. 


11.12.2016

Językowo: Angielski z kryminałem - Danger in High Places

Chcesz zacząć czytać po angielsku, ale przerażają się Cię duże objętościowo książki? Boisz się, że przyjemność z czytania zostanie zastąpiona ślęczeniem nad słownikiem? W takim razie mam coś dla Ciebie!

Angielskie kryminały wydawnictwa Edgard miałam już okazję czytać, zarówno w wersji papierowej, jak i mobilnej. Dzisiaj prezentuję kolejny tytuł, ale tym razem w nowej odsłonie, bo zmieniona została szata graficzna.



Inspektor Robert Nowak zostaje wezwany na plac budowy centrum handlowego, gdyż znalezione zostają tam zwłoki aktywisty, zacięcie walczącego z deweloperami. Jak się okazuje, nie jest to pierwszy trup znaleziony w tym miejscu...

"Danger in High Places" to raczej takie opowiadanie kryminalne. Książka ma ponad 100 stron, ale oprócz tekstu zawiera także mnóstwo ćwiczeń i słowniczek, więc sama historia nie jest jakaś długa. Dlatego też będzie to idealna opcja dla osób, które chciałaby czytać po angielsku, ale nie są gotowe jeszcze na sięgnięcie po bardziej rozbudowane powieści. 

Ja co prawda przeczytałam już kilka książek w oryginale, ale nie odważyłam się jeszcze na żaden kryminał. Powód jest prosty. Kryminały wymagają dokładnego zrozumienia treści, bo łatwo można się pogubić. A ja nie lubię ślęczeć nad słownikiem, kiedy czytam, więc na chwilę obecną wybieram tytuły z łatwiejszym słownictwem.

Dlatego dla mnie te angielskie kryminały wydawnictwa Edgard są świetnym rozwiązaniem i traktuję je jako rozgrzewkę przed sięgnięciem po pełnowymiarowy kryminał. Ok, wiadomo, że jest to książka edukacyjna. Nie da się ukryć, że różni się od pochłanianych przeze mnie kryminałów. Nie ma tu szalonych zwrotów akcji, a tempo jest raczej wolne. Jednak mimo to nie nudziłam się i z zaciekawieniem przewracałam kolejne kartki. I przy okazji się uczyłam.

Akurat ten tytuł jest dedykowany osobom na poziomie B1-B2, czyli takim, na jakim jestem ja. I przyznać muszę, że jej czytanie nie było bułką z masłem, tak jak to sobie wyobrażałam. Słownictwo nie należy do najłatwiejszych i często korzystałam z dołączonych na marginesach słowniczków, które są bardzo pomocne. Według mnie jest to właśnie lektura dla osób na poziomie B1-B2, raczej nie polecałabym jej dla niższych, bo będzie zbyt trudna. Tym bardziej, że oferta wydawnictwa jest bogata i każdy znajdzie coś dopasowanego na swój poziom. Listę dostępnych tytułów znajdziecie tutaj - KLIK.

Trudniejsze słówka, które znaleźć można na pomarańczowych marginesach, są w tekście pogrubione, co umożliwia szybkie tłumaczenie. 


Dodatkowo po każdym rozdziale czeka na nas kilka ćwiczeń, które sprawdzają naszą wiedzę, oceniają zrozumienie przeczytanego tekstu. Zadania są różnorodne i wcale nie takie łatwe. Po ich wykonaniu można z tyłu sprawdzić poprawność swoich odpowiedzi. Znajdziemy tu np. wykreślanki, krzyżówki, pytania abc, tłumaczenia zdań, transformacje językowe, uzupełnianki, itd. 




Oprócz słówek na marginesie, z tyłu znajdziemy ogólny słownik, ale z zachowaną kolejnością alfabetyczną. Jest to fajny pomysł, bo zawsze można wrócić do poznanych już słówek i sobie je przypomnieć, bez konieczności szukania ich po rozdziałach.


Podsumowując. Uważam, że zdecydowanie warto sięgnąć po książki ze słowniczkiem, zwłaszcza jeśli nie czujemy się jeszcze na siłach, by przeczytać normalną powieść lub gdy chcemy sięgnąć po coś krótszego. Kolejną zaletą jest łatwa dostępność i przystępna cena (każdy tytuł to ok. 15-20zł). Według mnie to świetny sposób na urozmaicenie swojej nauki. Warto pamiętać, że nie wystarczy się tylko uczyć samych słówek. Trzeba za to poznawać je w kontekście, zobaczyć je w zdaniu. A to właśnie najlepiej zrobić przez czytanie. Ze swojej strony - polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuje wydawnictwu Edgard.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

07.12.2016

Cecelia Ahern - Skaza


Tytuł: "Skaza"
Autor: Cecelia Ahern
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Akurat
Tom: I

Idealność. Mało kto jej nie poszukuje. Chcemy być najlepsi, dążymy do perfekcyjności, ale w tych działaniach wielokrotnie się potykamy, popełniamy multum błędów, spadamy, a potem się podnosimy i próbujemy ponownie.

A teraz wyobraźcie sobie świat,w którym obsesyjnie dąży się do idealności, a wszystkie błędy są surowo karane. Osoba, która dopuści się jakiegoś przewinienia, zostaje naznaczona; na jej ciele wypada się literę "S", wykluczając ją tym samym ze społeczeństwa. Naznaczony jest traktowany jak trędowaty. Ludzie ich unikają, patrzą pogardliwie, a nawet brzydzą się nimi. Każdy też, kto chciałby w jakiś sposób pomóc Naznaczonemu, będzie surowo ukarany.
W takim właśnie świecie żyje Celestine razem z rodzicami i swoją siostrą. Dziewczyna nie ma skazy na charakterze, wiedzie idealne życie, ma kochającego chłopaka i plany na przyszłość. Nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Jednak pewnego dnia, w autobusie, dzieje się coś, co na zawsze zmieni życie jej i jej najbliższych. Celestine popełnia błąd. Ogromny błąd. Decyduje się pomóc Naznaczonemu, przed kilkunastoma świadkami...

Według mnie trochę jest ta historia przegadana. Być może w przypadku powieści obyczajowych i romansów, z których znamy autorkę, nie jest to wadą, ale tutaj przydałoby się jednak więcej dynamizmu. Biorąc pod uwagę treść opisu z tyłu okładki, a miejsce tych wydarzeń w książce, to można powiedzieć, że autorka nieźle wszystko rozwlekała. Generalnie na chwilę obecną jestem jeszcze w stanie jej to wybaczyć, bo to dopiero pierwszy tom i szczerze liczę na to, że w kolejnym będzie już coś więcej się działo. Tym bardziej, że potencjał jest, a zakończenie powieści też wygląda obiecująco, więc myślę, że autorka popchnie akcję do przodu i czymś mnie zaskoczy.

Ciężko jest napisać coś nowego, świeżego. Ciężko uniknąć powielania pewnych schematów, znanych z innych dystopii, I autorce też się to nie udało. Są elementy, które znam z innych książek, są wydarzenia, które łatwo przewidzieć. Być może autorka inspirowała się pewnymi, znanymi nam wszystkim tytułami. Bo z tą dystopią to tak średnio tutaj. Są zdecydowanie dużo lepsze książki w tym gatunku, a "Skaza" się nie wyróżnia. Tutaj przyczepić mogę się jeszcze do słabo wykreowanego świata, który sobie po prostu jest, jest, ale gdzieś tam w tle, nie wywoływał we mnie tak wielkich emocji, jakich bym sobie życzyła. Ciężko w niego wsiąknąć, wyobrazić go sobie, mając tylko kilka informacji. Gdzie jakieś szczegóły?

Z tą dystopią jestem bardziej na nie niż na tak, ale docenić muszę pomysł autorki z wpleceniem w tę historię problemu idealności. Problemu, bo przecież w dzisiejszym świecie często aż zanadto dążymy do bycia bez skazy. Boimy się popełniać błędy, chcemy być zawsze najlepsi. przygotowani, podziwiani.  Często boimy się coś zrobić, nie chcemy być oceniani przez innych. "Skaza" idealnie pokazuje, że świat nie jest tylko biały ani tylko czarny, a ideałów nie ma i nigdy nie będzie. Bo każdemu z nas zdarza się popełniać błędy.

Ogólnie książkę czytało mi się dobrze i pomimo spokojnego tempa akcji, całkiem szybko. Byłam zaciekawiona dalszymi wydarzeniami, ale czasami już trochę się niecierpliwiłam i chciałam konkretnej akcji. Myślę, że sięgnę po kontynuację, licząc na wyższy poziom. "Skazę" mogłabym podsumować następująco - "Skaza" to książka nie bez skazy. Dobra, ale nic ponadto.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

05.12.2016

Podsumowanie listopada 2016


Aż ciężko uwierzyć, jak ten czas szybko płynie. Czuję się tak, jakby listopada w ogóle nie było. Przespałam nawet jego podsumowanie, ale dzisiaj nadrabiam zaległości.

Listopad upłynął mi głównie na nauce angielskiego, a to za sprawą Wyzwania Poliglotki, w którym brałam udział. Z tego powodu na książki miałam mniej czasu, ale i tak udało mi się przeczytać sporo, w tym nawet tytuł po angielsku, z czego jestem najbardziej dumna.

W listopadzie przeczytałam:
1. Kathrin Lange - "Serce z popiołu"
2. Aneta Jadowska - "Złodziej dusz"
3. Remigiusz Mróz - "Behawiorysta"
4. Katarzyna Berenika Miszczuk - "Szeptucha"
5. Kevin Lewis - "The Kid" ("Dzieciak")
6. Remigiusz Mróz - "Świt, który nie nadejdzie"
7. Tomasz Kowalski - "Mędrzec kaźni"
8. Cormac McCathy - "Dziecię Boże"
9. Cecelia Ahern - "Skaza"

Razem 3285 stron.

Co więcej, wciągnęłam się w oglądanie po angielsku serialu "Jane the Virgin", więc wieczory zamiast z książką, spędzam teraz głównie z serialem. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego to jak najbardziej polecam. Do nauki języka także.

Pod koniec miesiąca udało mi się jeszcze obejrzeć jeden film - "Legalną blondynkę". Aż wstyd, że dopiero teraz go zobaczyłam, bo to świetna komedia. Niby naiwna historyjka, ale mój poziom motywacji jakoś nagle wzrósł, zwłaszcza, że przeżywam teraz jakiś mały kryzys i nie potrafię skupić się na nauce.

Jak wspomniałam wyżej, w listopadzie brałam udział w językowym wyzwaniu. Jak to wszystko wyglądało, możecie zobaczyć w tych wpisach:
Wyzwanie Poliglotki - start
Wyzwanie Poliglotki - I tydzień
Wyzwanie Poliglotki - II tydzień
Wyzwanie Poliglotki - III tydzień
Wyzwanie Poliglotki - IV tydzień + podsumowanie

Plany na grudzień?
Chciałabym wprowadzić się w świąteczną atmosferę, bo na razie kompletnie nie czuję nadchodzących świąt, żyję w ciągłym pośpiechu, nie mając ochoty zupełnie na nic. Ah, tęsknię za tą dziecięcą magią świąt. Ale do rzeczy. W grudniu planuję intensywną naukę z eTutorem, chciałabym też obejrzeć trochę filmów i tradycyjnie przeczytać jak najwięcej dobrych książek, które miło zakończą ten rok.

Jak Wasz listopad? Jakie plany na grudzień? Jesteście przygotowani na nadchodzące święta?


03.12.2016

Językowo: nowości#1

Moja językowa biblioteczka coraz bardziej się rozrasta. Ostatnio trafiły do niej kolejne tytuły, które mają uprzyjemnić mi naukę angielskiego. O czym wkrótce będziecie mogli przeczytać w ramach kącika językowego?

Jakoś w połowie listopada zamówiłam sobie nowe książki do czytania po angielsku. Książki kosztowały naprawdę grosze, bo każda około 5 zł, a chyba nawet mniej, także tylko brać i korzystać. Co prawda nie są one nowe i widać wyraźne ślady użytkowania, ale za taką cenę nie narzekam. Tym bardziej, że zazwyczaj tytuły w oryginale są bardzo, bardzo drogie.


Zdecydowałam się na następujące tytuły:
Tim Rushby-Smith - "Looking up" i tutaj liczę na motywującą, życiową historię. Z tego co się orientuję, to w Polsce nie została ona wydana.
Alice Sebold - "The Lovely Bones", czyli "Nostalgia anioła".
Jill Mansell - "Rumour Has It" - liczę tutaj na lekką historię i łatwe słownictwo. W Polsce wydana pod tytułem "To tylko plotki".

Na zdjęciu widzicie też Angielski Kryminał z ćwiczeniami od wydawnictwa Edgard. Ja już kiedyś o tych książkach pisałam (KLIK, KLIK), a teraz trafił do mnie kolejny tytuł - "Danger in High Places" autorstwa Kevina Hadley'a. Jednak na jej temat pojawi się wkrótce osobny wpis.

A teraz podręczniki:


"Angielski obłędnie" od wydawnictwa Edgard. Książka zawiera ponad 100 ćwiczeń i omówiono w niej najczęstsze błędy językowe, które popełniamy. Co ciekawe, jest przeznaczona dla osób na każdym etapie nauki. Więcej o niej wkrótce.

"Angielski w tłumaczeniach 3" wydawnictwa Preston Publishing. Długo ta książka za mną chodziła, więc w końcu ją sobie kupiłam. Dostępnych jest 6 części, ja zdecydowałam się na 3, bo najbardziej odpowiada mojemu poziomowi. Zastanawiałam się jeszcze nad 4, ale na chwilę obecną byłby to chyba dla mnie zbyt trudny podręcznik. Pierwsze strony już przerobione i póki co jestem zachwycona.

Tyle z książek, ale to jeszcze nie koniec, bo od wczoraj, w ramach współpracy z portalem eTutor.pl, uzyskałam roczny dostęp do nauki w tej właśnie internetowej szkole.


Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Już wczoraj spędziłam tam blisko dwie godziny na nauce. Więcej napiszę za około miesiąc, jak już lepiej się zaznajomię z tą platformą i poznam wszystkie jej możliwości.

Tyle z nowości. Jak widać, kącik językowy w najbliższym czasie odżyje, a ja liczę na to, że z tyloma świetnymi materiałami, będę miała nieustanną motywację do nauki.

Dajcie znać, czy znacie którąś z tych książek, a może korzystaliście już z eTutora? Jak wrażenia?


30.11.2016

Językowo: Przeczytane w oryginale - The Kid - Kevin Lewis

Dzisiaj kilka słów o kolejnej książce, którą udało mi się przeczytać w oryginale - "The Kid" Kevina Lewisa.

Tytuł: "The Kid"
Autor: Kevin Lewis
Ilość stron: 242
Wydawnictwo: Penguin

Książka została także wydana w Polsce pod tytułem "Dzieciak".

"The Kid" to prawdziwa historia, próba poradzenia sobie Kevina Lewisa z traumatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa. Kevin wycierpiał wiele. Wychowywał się, a raczej próbował przetrwać w patologicznej rodzinie, gdzie nie było odpowiednich warunków do życia. Los, jaki zagotowali mu biologiczni rodzice był straszny i aż trudny do wyobrażenia. A brak jakiejkolwiek pomocy ze strony opieki społecznej chyba jeszcze gorszy.

"The Kid" to lektura ciężka do czytania pod względem psychicznym. Nie łatwo bowiem być świadkiem tych wszystkich okropności, mając świadomość, że to wydarzyło się naprawdę, że są tacy ludzie, jak biologiczni rodzice Kevina, którzy pozostają bezkarni. Ludzie, którzy bez skrupułów znęcają się nad własnymi dziećmi, czyniąc ich życie piekłem.

I chociaż takich historii jest wiele, to każda równie mocno chwyta mnie za serce.

Jako że przeczytałam tę książkę w oryginale, to chciałabym podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat jej poziomu trudności. Powiem tak; pierwsze podejście do tej książki miałam jakiś rok temu, ale darowałam sobie jej czytanie po kilku stronach, bo czułam, że będzie dla mnie za ciężka. Teraz przeczytałam ją już w całości i nawet nie musiałam korzystać zbyt często ze słownika, by zrozumieć treść. Na pewno nie jest to odpowiednia książka dla osób bardzo początkujących, ale myślę, że dla poziomu B1 i wyżej oczywiście, będzie ok. Jest to historia prawdziwa, którą napisało życie, więc i takie "życiowe", codzienne słówka tutaj znajdziemy. Napisana jest dość prosto, bez poetyzmów, jak zresztą wiele książek tego typu, dlatego dobrze się je czyta jeśli chodzi o naukę języka.

Jeżeli będziecie mieli okazję przeczytać w oryginale to oczywiście polecam. Jeśli nie, a lubicie takie życiowe historie, to oczywiście w języku polskim także jest dostępna.

Więcej o czytaniu w oryginale pisałam tutaj - KLIK
Zobacz też: książki, które przeczytałam w oryginale:
"Girl, Missing" Sophie McKenzie 
"Ugly" Constance Briscoe 
J.K.Rowling - "Harry Potter and the Philosopher's Stone" 
"Cold Little Hand"

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

28.11.2016

Wyzwanie Poliglotki - Tydzień IV i podsumowanie!

Wyzwanie Poliglotki dobiegło końca. Cztery tygodnie intensywnej nauki angielskiego za mną, więc pora na podsumowanie.  Na początku chciałam jednak podziękować Sandrze, czyli pomysłodawczyni wyzwania, za całą tę akcję oraz za jej filmiki na Youtube, które w ewentualnych chwilach słabości przypominały mi o konieczności działania. Liczę na kolejne takie wyzwania w przyszłości!



Podsumowanie IV tygodnia

Na początek krótko o czwartym tygodniu nauki, który upłynął mi pod znakiem słuchania ze zrozumieniem. Wciągnęłam się w serial "Janet the Virgin", który jest niezwykle lekki, przyjemnie się go ogląda i wciąga - zdecydowanie wciąga! Co więcej, wydaje mi się być fajny do nauki, bo słownictwo nie jest jakieś wyszukane i naprawdę sporo rozumiem, a oglądam bez pomocy napisów.


Dodatkowo poznałam 10 angielskich przysłów, zrobiłam sobie arkusz maturalny z podstawy z angielskiego,a dzisiaj oprócz kolejnego odcinka "Janet the Virgin" planuję jeszcze poćwiczyć gramatykę.
+ każdego dnia powtórka słówek na Memrise, ale to jest moją codzienną rutyną chyba już od roku.

Podsumowanie całego wyzwania

Może na początek krótko o tym, dlaczego postanowiłam wziąć udział w tym wyzwaniu, skoro zanim je rozpoczęłam uczyłam się angielskiego systematycznie. Powód jest prosty - chciałam zrobić jeszcze więcej. Długi czas uczenia się pozwolił mi na wyrobienie sobie systematyczności, ale też sprawił, że popadłam w językową rutynę. Generalnie moja nauka była bardzo monotonna, skupiłam się na najbardziej wygodnych dla siebie tematach i metodach. I chyba trochę utknęłam. Uczyłam się, ale tak naprawdę stałam w miejscu.

Wyzwanie to pozwoliło mi na odkrycie nowych metod nauki. Zobaczyłam na przykład, że nauka słówek to nie tylko mój ukochany Memrise, gdzie są już gotowe listy, ale też można oglądać wszelkiego rodzaju filmy i to z nich wyłapywać przydatne zdania i od razu uczyć się ich w odpowiednim kontekście. A to, jak już teraz sama się przekonałam,  jest bardziej wartościowy sposób nauki.
Co więcej, dzięki temu wyzwaniu zmotywowałam się w końcu do przeczytania kolejnej książki w oryginale. Odważyłam się także na oglądanie filmów, czy serialu bez pomocy napisów i zobaczyłam, że naprawdę dużo rozumiem i jeszcze kilka miesięcy intensywnej nauki i powinno tylko lepiej. Nawet nie wiecie, jak bardzo jestem teraz zmotywowana do dalszego działania, bo w końcu czuję, że coś ruszyło, a moje językowe cele mają szansę się spełnić. 

Wyzwanie się skończyło, ale dla mnie tym samym rozpoczął się kolejny językowy etap. Czuję, że zrobiłam potężny krok naprzód i jestem z siebie naprawdę zadowolona!

A teraz kilka słów do osób, które uczą się języków: bierzcie udział w takich wyzwaniach, bo one naprawdę potrafią zmotywować, są pomocne w nauce i pozwalają na poznanie swoich słabych i mocnych stron językowych. 


26.11.2016

Remigiusz Mróz - Świt, który nie nadejdzie


Tytuł: "Świt, który nie nadejdzie"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 528
Wydawnictwo: Czwarta Strona









XX-lecie międzywojenne. Były pięściarz, Ernest Wilmański, po straceniu wszystkiego i wraz z chęcią rozpoczęcia nowego życia, udaje się do Warszawy, licząc, że w stolicy pożegna się ze swoją przeszłością. Szybko jednak wpada w poważne tarapaty, gdy chcąc ratować nieznajomą dziewczynę popada w konflikt z Bannikami, którzy są najgroźniejszą grupą przestępczą, a ze swoimi przeciwnikami rozprawiają się bez skrupułów.

Może ciężko w to uwierzyć, ale przed przeczytaniem tej książki nie wiedziałam, o czym będzie. Nie popatrzyłam nawet na tył okładki, nie czytałam recenzji. Może gdybym to zrobiła, to bym po nią nie sięgnęła. Ale nie, pewnie i tak by do mnie trafiła, bo Mróz to Mróz. Czytam wszystko, co napisze. I to być może jest błąd. Autor pisze różnorodnie, obraca się w różnych gatunkach. Tym razem jest tu trochę historii, bo akcja toczy się w przedwojennej Warszawie oraz gangi. Generalnie to nie moja bajka. Nie potrafiłam się w tej książce odnaleźć. Męczyłam ją i męczyłam, czytałam ze względu na sympatię do autora, licząc chyba na to, że moje odczucia się jeszcze zmienią. Przyznaję to z wielkim bólem, ale wynudziłam się okropnie. Brakowało mi zwrotów akcji, elementów zaskoczenia, bo było niestety przewidywalnie.

Najbardziej jednak rozczarowali mnie bohaterowie. Remigiusz Mróz przyzwyczaił mnie do wyrazistych postaci, które zapadają w pamięć. Tutaj ich nie ma i jestem pewna, że za kilka dni całkowicie już o nich zapomnę. Nikt się tutaj jakoś specjalnie nie wyróżnia, rzekłabym, że postaci są papierowe.

Mimo swojej nieprzychylnej opinii przyznaję, że pomysł na książkę jest naprawdę fajny i oryginalny, bo chyba niezbyt wiele podobnych tytułów można przeczytać. Być może osobom, które lubią takie klimaty przypadnie do gustu, ale ja tym razem pasuję.

A na koniec pewien paradoks. Mimo że przez większą część nie czułam zainteresowania tą książką, a bohaterowie byli mi już całkowicie obojętni, to zakończenie mnie zawiodło i mam żal do autora, że urwał w takim momencie, pozostawiając niezamknięte wątki i zmuszając czytelnika do dopowiedzenia sobie dalszego ciągu.

23.11.2016

Aneta Jadowska - Złodziej dusz

Tytuł: "Złodziej dusz"
Autor: Aneta Jadowska
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Dora Wilk
Tom: 1








Dora, a właściwie Teodora Wilk, to kobieta o dwóch twarzach. Policjantka i wiedźma, mieszkająca w Toruniu. Po rodzicach odziedziczyła geny wiedźmy płodności oraz Pani Północy. Chociaż powinna mieszkać w Thonie, czyli alternatywnym świecie, razem z innymi magicznymi postaciami, to wybrała mieszkanie w Toruniu i ludzką pracę.

Na początku byłam oczarowana. Wiele dobrego słyszałam o książkach pani Jadowskiej i z wielkim entuzjazmem sięgnęłam po ten cykl. I faktycznie, pierwsze rozdziały bardzo mi się spodobały, od razu polubiłam główną bohaterkę i czytałam zafascynowana. Pozytywne emocje szybko jednak gdzieś się zgubiły, a ja stopniowo zaczęłam tracić zainteresowanie. Nie ukrywam, że inaczej wyobrażałam sobie tę historię, początkowo traktowałam tę książkę jako taki fantastyczny kryminał, ale to jednak nie było to.

Główna bohaterka bardzo przypadła mi do gustu, czego niestety nie mogę powiedzieć o pozostałych bohaterach, którzy byli mi obojętni i pozbawieni charakteru. Jedynie jako tako moje zainteresowanie wzbudzili koledzy z pracy Dory, ale wszystkie te diabełki, wilkołaki i aniołki to niewykorzystany potencjał. Wracając jeszcze do głównej bohaterki to czasami irytowało mnie jej poczucie o własnej doskonałości, ale poza tym wydała mi się sympatyczna, pomimo całej swojej złośliwości.

"Złodziej dusz" to raczej takie kobiece fantasy, bo sporą rolę odgrywa tutaj wątek miłosny, który mnie osobiście nie zachwycił, ale też na szczęście nie denerwował. Tutaj niestety było przewidywalnie, a więc i nudno.

Świat wykreowany przez autorkę również mnie nie zachwycił, nie potrafiłam się w nim odnaleźć, wyobrazić go sobie. Brakowało konkretów, bardziej plastycznych opisów. Powiedziałabym, że "Złodziej dusz to lektura dla mało wymagających czytelników. Ja oczekiwałam czegoś lepszego.

Jestem na nie, ale niewykluczone, że autorka dostanie ode mnie kolejną szansę, ale to już w innej serii, bo z Dorą Wilk po raz kolejny nie zamierzam się spotykać.

21.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień III

Językowe Wyzwanie Poliglotki, w którym biorę udział, powoli dobiega końca. Przede mną jeszcze jeden intensywny tydzień nauki, a potem pora na podsumowanie i wyciągnięcie wniosków.


Co robiłam przez cały tydzień?

15.11 - SŁOWNICTWO BRANŻOWE już po raz kolejny, a do tego UWAŻNOŚĆ, czyli słuchanie ze zrozumieniem.

16.11 - UWAŻNOŚĆ

17.11 - DUOLINGO - ostatnio robiłam na Duolingo powtórki z racji tego, że dawno mnie tam nie było, a tym razem ruszyłam z materiałem dalej. Chociaż początkowo uważałam tę stronkę za zbyt łatwą na mój poziom, to przyznać muszę, że i tak pozwala mi się w pewien sposób rozwijać.

18.11 - FILM DOKUMENTALNY - już po raz trzeci. Tym razem obejrzałam "Murderball". Jest to historia niepełnosprawnych zawodników rugby. I chociaż nie jestem fanką tego sportu, to film bardzo mi się spodobał, dał mi motywacyjnego kopa, ale też wzruszył. Wielki szacunek dla chłopaków!

\
19.11 - GRY - co prawda nie mam możliwości zagrania w realu w Scrable po angielsku, ale od czego jest internet? Coś na kształt Scrabli znaleźć można na tej stronie - KLIK. Do wyboru mamy grę albo z komputerem, albo z realnym przeciwnikiem.

Przyznaję, że początkowo obawiałam się, że nie dam rady, bo czas na myślenie jest ograniczony itd, ale udało mi się nawet kilka razy pokonać przeciwników. Nie wygrana jest jednak najważniejsza, ale fakt, że poprzez taką zabawę można się sporo nauczyć. Zauważyłam też, że mój mózg wyłączał myślenie w języku polskim. Także grom słownym w języku angielskim mówię zdecydowane TAK. Spróbujcie sami:)

20.11 - KSIĄŻKA oraz UWAŻNOŚĆ - książka w dalszym ciągu ta sama, czyli "The Kid" Kevina Levisa, ale tym razem już ją skończyłam czytać i planuję kolejny tytuł po angielsku. Zakupiłam nawet trzy nowe książki, więc nie ma wymówek:)

21.11 - AUDIOBOOK - Oj, ciężki to był dzień, ciężki. Postanowiłam, że skoro jest taka piękna, jesienna pogoda to żal słuchać audiobooka w domu, skoro można połączyć to ze spacerem. Tak też zrobiłam, ale wiał tak silny wiatr, że z godzinnego audiobooka nie zrozumiałam praktycznie nic. Z pogodą się nie wygra, niestety. Audiobooka jednak wysłuchałam do końca w domu już ze znacznie lepszym rezultatem, chociaż chyba za wysoko postawiłam sobie poprzeczkę, decydując się na "Przygody Sherlocka Holmesa" a konkretnie pierwsze opowiadanie pt. "A Scandal in Bohemia".  Słownictwo było dla mnie momentami za trudne, nie rozumiałam niektórych scen i musiałam posiłkować się streszczeniem.

Trzymajcie za mnie kciuki jeszcze przez kolejny tydzień!


18.11.2016

Remigiusz Mróz - Behawiorysta


Tytuł: "Behawiorysta"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 550
Wydawnictwo: Filia








Dotychczas sądziłam, że seria o Chyłce i Zordonie, która od razu zdobyła moje serce, to najlepsze książki Remigiusza Mroza. Ale teraz to "Behawiorysta" zajmuje pierwsze miejsce na podium. Ja wiem, że są zwolennicy i przeciwnicy autora, ale tę książkę po prostu trzeba przeczytać!

Jakiś szaleniec zajmuje przedszkole, grożąc śmiercią dzieci i wychowawców i transmituje swoje poczytania przez internet. Rozpoczyna się Koncert Krwi, a oprawca zaczyna grę ze swoimi widzami, pozwalając im zadecydować o życiu jego zakładników. Publika ma wybrać, kogo ocalić, a kogo zabić.

Służby, w akcie desperacji, proszą o pomoc byłego, dyscyplinarnie zwolnionego prokuratora, Gerarda Edlinga. Jest on bowiem specjalistą od ludzkich zachowań i komunikacji niewerbalnej. Można by powiedzieć, że to specjalista od spraw beznadziejnych, ale czy da radę i w tej sprawie?

Autor przyzwyczaił mnie już do tego, że bohaterowie jego książek są wyraziści i często specyficzni. Tak też było i tym razem. Gerard Edling zdecydowanie się wyróżnia. Mężczyzna jest profesjonalny, dba o wszystkie szczegóły, ma obsesję na punkcie prawidłowego wysławiania się i jest pewny siebie, często aż za bardzo, Myślę, że to jest postać, którą się albo pokocha, albo znienawidzi. Mnie czasami Gerard irytował tą swoją zbytnią pewnością siebie. Trochę też naciągane wydało mi się to, że z najmniejszego gestu potrafił przewidzieć, co wydarzy się dalej.

Co zaś się tyczy Kompozytora to jest to brutalna bestia, pozbawiona skrupułów, ale też cholernie inteligentna. Autor stopniowo odkrywa przed czytelnikiem jego naturę, zagłębia się w jego zranioną psychikę.

"Behawiorysta" to powieść, która angażuje czytelników. Gdy Kompozytor rozpoczynał swoje koncerty i grę z publicznością, czułam się tak, jakbym i ja miała zdecydować, komu ocalić życie. Straszne uczucie!

Przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele thrillerów i mało co mnie już rusza, jeśli chodzi o krwawe i brutalne sceny. Remigiusz Mróz sprawił jednak, że "Behawiorystę" czytałam czasami z przerażeniem i niedowierzaniem. Nie będę kryć, że to lektura nie dla każdego, bo poziom brutalności jest tutaj ogromny i domyślam się, że to właśnie te fragmenty autor pisał "wbrew sobie", jak wspomina w posłowiu. Uwierzcie, że to naprawdę mocny tytuł, zdecydowanie nienadający się dla wrażliwych. Ja czuję, że jeszcze przez długi czas będę miała wszystkie te straszne sceny w głowie.

"Behawiorysta" mnie zaskoczył. Nie kryję, że bałam się trochę jej poziomu, bo autor pisze z prędkością światła, ale po raz kolejny zostałam usatysfakcjonowana. Jakby się uprzeć to można oczywiście szukać podobieństw to innych powieści Mroza i z pewnością je znaleźć (tutaj mam na myśli serię z komisarzem Forstem), ale nie będę tego robiła, bo nie było to dla mnie rażące.
"Behawiorysta" to książka, która trzymała mnie w napięciu do samego końca. Nawet te brutalne sceny nie pozwalały mi na przerwanie lektury, ale zmuszały do patrzenia na to wszystko.

Przeczytajcie, warto!

14.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień II

Dzisiaj minął drugi tydzień językowego wyzwania Poliglotki, w którym biorę udział. Więcej na ten temat pisałam tutaj - KLIK, a podsumowanie I tygodnia można znaleźć tutaj - KLIK.

Tak obecnie wygląda mój językowy kalendarz:


Jestem z siebie dumna, bo dotychczas każde okienko zostało zapełnione, mimo że czasami dopadało mnie straszne lenistwo. Jak widać, wyzwanie motywuje, a publiczna deklaracja tym bardziej.

8.11 - GRAMATYKA - na warsztat wzięłam bezokoliczniki i formy gerund.

9.11 - FILM DOKUMENTALNY - drugi raz podczas tego wyzwania. Tym razem obejrzałam "Fat, sick and nearly dead". Jest to historia Joe'go, który postanowił na 60 dni zamienić fast foody na soki owocowe. O tym, że zmiana diety ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie sama miałam okazję się już przekonać, więc takie dokumenty zawsze oglądam z chęcią.

10.11 - SŁOWNICTWO BRANŻOWE - nauczyłam się kilku słówek związanych z chemią.

11.11 - LITEROWANIE - z przeliterowaniem po angielsku swojego imienia i nazwiska nie mam najmniejszych problemów, ale dużą trudność sprawia mi pisanie tego, co ktoś literuje. Przekazywane w ten sposób informacje jeszcze napawają mnie strachem, ale internet pełen jest nagrań i  testów, dzięki którym można poćwiczyć tę umiejętność. Zdecydowanie muszę częściej dołączać ten punkt do swojej językowej rutyny.

12.11 - FILM - zdecydowałam się na "Keeping Mum". Jest to brytyjska komedia z Rowanem Atkinsonem w roli głównej, która opowiada o rodzinie pastora, w której zaczyna źle się dziać. Żona zauroczona jest swoim instruktorem golfa, syn pada ofiarą szkolnych łobuzów,  a córka zmienia chłopaków jak rękawiczki. Gdy w ich domu pojawia się nowa gospodyni, wszystkie problemy nagle zaczynają znikać, a jej metody? No cóż, są dosyć brutalne.

13.11 -KSIĄŻKA + UWAŻNOŚĆ - w dalszym ciągu czytam "The Kid", a co do uważności to był to kolejny live na Youtube.

14.11 - PRZEPIS - jako że brakowało mi pomysłu na kolację to postanowiłam zainspirować się jakimś przepisem z internetu i przy okazji połączyć to z tym wyzwaniem. Mój wybór padł na makaron z bazyliowym pesto. Najprawdopodobniej dzisiaj poćwiczę jeszcze rozumienie ze słuchu, jak starczy mi czasu.



+ każdego dnia nauka na Memrise, powtórka starych słówek i nowe wyrażenia.

Kolejne podsumowanie za tydzień. Trzymajcie za mnie kciuki!

13.11.2016

Kathrin Lange- Serce z popiołu


Tytuł: "Serce z popiołu"
Autor: Kathrin Lange
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Muza
Tom: III

Przez długi czas byłam przekonana, że nie przeczytam tej części, bo zniechęciłam się okropnie drugim tomem. Przeczytałam jednak kilka recenzji i stwierdziłam, że może jednak warto dać autorce jeszcze jedną szansę. Nie ukrywam, że byłam też ciekawa finału tej historii. Czy "Serce z popiołu" spełniło moje oczekiwania?

Charlie żyje. Ta wiadomość zaszokowała wszystkich. I chociaż wydawać by się mogło, że teraz życie Juli i Dawida może wrócić na dobre tory, bo chłopak nie musi się już obwiniać o jej śmierć, to wcale tak nie jest. Charlie nie odpuszcza i postanawia odzyskać byłego narzeczonego, nie zważając na nic. Duch Madeleine Bower także nie daje spokoju Juli, wpędzając ją w coraz większy obłęd...
Czy ta historia może skończyć się szczęśliwie?

Pierwszy tom podobał mi się bardzo, drugi za to okazał się kompletnym rozczarowaniem, bo było nudno i autorka się powtarzała. Nic więc dziwnego, że niekoniecznie ciągnęło mnie do finału tej historii. Niestety nie mogę powiedzieć, że "Serce z popiołu" mnie oczarowało. Liczyłam na to, że spotkam się tutaj z klimatem, który zastałam w pierwszym tomie. Ale się przeliczyłam. Generalnie nie jest źle, ale w dalszym ciągu odnoszę wrażenie, że autorka momentami za bardzo wszystko przeciągała i korzystała z tego, co już było. W pewnym momencie ten obłęd Juli zaczął mnie męczyć, bo ileż można czytać o tym samym. No właśnie. Nie wiem, czy autorce zabrakło pomysłów, czy co się stało, ale w porównaniu z pierwszym tomem, to jest przeciętnie. Pomysł był świetny, ale z wykonaniem niestety jest już gorzej. Gdzieś autorka się chyba po drodze pogubiła. Ja niestety i tym razem jestem na nie.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business&Culture.


09.11.2016

Charlotte Link - Gra cieni




Tytuł: "Gra cieni"
Autor: Charlotte Link
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Sonia Draga

David Bellino, pozbawiony skrupułów bogacz, pławiący się we własnym luksusie, otrzymuje pogróżki. Tajemnicze wiadomości stają się pretekstem do konfrontacji z przeszłością. Mężczyzna postanawia znaleźć sprawcę i zaprasza w tym celu do swojego domu czwórkę dawnych przyjaciół. Jest przekonany, że wśród nich znajduje się osoba, która pragnie jego śmierci.

Każdy z czterech przyjaciół Davida tak naprawdę miał powód, by się go pozbyć, by odpłacić mu za wyrządzone zło. Pomimo upływu lat niechęć do niego pozostała niezmienna, zadane rany ciągle były świeże. David popełnił wiele błędów; skomplikował życie każdego ze swoich przyjaciół i być może wpłynął na cały ich los. Był człowiekiem pozbawionym skrupułów, który szybciej robił, a dopiero potem myślał. Jednak warto się zastanowić, czy te wszystkie nieszczęścia to wina tylko i wyłącznie Davida, czy może szukanie kozła ofiarnego, którego można obwinić za zło całego świata?

Opis z tyłu okładki sugerował mi, że "Gra cieni" to kryminał. Od razu jakoś tak skojarzyła mi się książka "Dziesięć małych żołnierzyków" Agathy Christie. Byłam jednak w błędzie, bo chociaż jest trup, jest morderstwo i są podejrzani, to autorka nie skupia się w ogóle na żadnym śledztwie, ale za to tworzy złożoną powieść psychologiczną, przepełnioną ludzkimi tragediami i trudnościami, które mają wpływ na życie człowieka. Zajmuje się bardziej portretem psychologicznym przyjaciół Davida, a zagadka rozwiązuje się sama.

Uważam, że książka jest dobra, ale do doskonałości sporo jej brakuje, Przydałoby się tu chociaż trochę dynamizmu, żeby więcej się działo. Autorka też odrobinę zaszalała z tym ogromem ludzkich tragedii, co wyszło lekko naciągane, tym bardziej, że wszystkiemu w życiu bohaterów miał być winny David.

07.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień I

Tydzień językowego wyzwania Poliglotki za mną. Pora na pierwsze podsumowanie.



31.10 - Pierwszy dzień wyzwania. Co prawda dowiedziałam się o nim wieczorem i nie miałam czasu, żeby mocniej się pouczyć, ale w ciągu dnia uważnie słuchałam przez godzinę, więc podciągam to pod UWAŻNOŚĆ.

1.11 - dzień, który średnio sprzyjał nauce, bo większość czasu spędziłam poza domem, ale dla chcącego nic trudnego. We wtorek był PORZĄDEK - czyli w końcu posegregowałam swoje notatki, uporządkowałam linki do różnych pomocnych stron na Evernote, żeby zobaczyć, jakie materiały mam do nauki i ułatwić sobie korzystanie z nich. Ponadto poćwiczyłam GRAMATYKĘ - tutaj przerobiłam materiał potrzebny na sprawdzian w szkole, czyli przypomniałam sobie podstawowe czasy.

2.11 - KSIĄŻKA - rozpoczęłam czytanie "The Kid" Kevina Lewisa. Tę książkę kupiłam za grosze już ponad rok temu, ale ciągle nie mogłam się za nią zabrać. Wyzwanie jednak mnie zmobilizowało i przeczytałam ponad 30 stron.



3.11 -  KSIĄŻKA - w dalszym ciągu lektura "The Kid", przeczytałam około 100 stron oraz GRAMATYKA.

4.11 - W piątek przyszedł czas na FILM DOKUMENTALNY. Zdecydowałam się na "No impact man". Jest to historia Colina i jego rodziny, który zdecydował się sprawdzić, czy życie bez elektryczności i wytwarzania śmieci jest w XXI możliwe. Warto obejrzeć!


5.11 - Ponownie trening UWAŻNOŚCI - tym razem obejrzałam dwugodzinny live na Youtube oraz po długiej przerwie zawitałam ponownie na DUOLINGO i odświeżyłam swoją wiedzę.

6.11 - RADIO - wybrałam pierwszą lepszą stację radiową z Wielkiej Brytanii i słuchałam przez ponad godzinę. Nie ukrywam, że ciężko było mi wszystko zrozumieć, bo tempo mówienia było bardzo szybkie, ale myślę, że będzie tylko lepiej i jeszcze kilka razy powtórzę ten punkt.

7.11 - KSIĄŻKA ("The Kid") + ARTYKUŁ. Artykuł miał być z obcej dziedziny, żeby wzbogacić słownictwo, z którym na co dzień nie ma się styczności, ale ja zdecydowałam się zmodyfikować trochę ten punkt i przeczytałam kilka tekstów dotyczących tego, co mnie interesuje, bo nie ukrywam, że w tematach medycznych i zdrowotnych mam wiele braków i chcę najpierw tutaj nadrobić zaległości. No i czerpię też większą przyjemność z czytania o czymś, co lubię.



+ codzienna nauka na Memrise

Pierwszy tydzień za mną, zakończony sukcesem, bo codziennie coś zrobiłam. Trzymajcie kciuki, by i dalej szło tak dobrze!

05.11.2016

Remigiusz Mróz - Immunitet

Tytuł: "Immunitet"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 648
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Tom: IV
Cykl: Joanna Chyłka








Sebastian Sendal, najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego, zostaje oskarżony o morderstwo sprzed kilku lat. Tak się szczęśliwie składa, że zna jeszcze z czasów studenckich Joannę Chyłkę i zwraca się do niej o pomoc. Chociaż nic nie wskazuje na winę sędziego, to prokuratura dąży do uchylenia immunitetu. Sprawa nie jest łatwa, a do tego bardzo głośna, ale Chyłka podejmuje się zadania. Po cichu liczy też na powrót do dobrej, prawniczej formy.

W poprzednim tomie zachowanie Chyłki zaczęło mnie już trochę irytować. Bo ileż można czytać o jej pijackich wyczynach i spadaniu na samo dno. Serce mnie bolało, bo to nie taką Chyłkę pokochałam. W ""Immunitecie" na szczęście zaczyna się wszystko zmieniać. Nie da się ukryć, że dalej ma problem z alkoholem, ale odżywa i wraca na dawne tory, co bardzo mnie cieszy. Nie brakuje jej ostrego języka i nie zawsze legalnych metod działania.
Zordon zaś w dalszym ciągu pnie się na wyżyny i nie przypomina już tego zagubionego, niepewnego siebie chłopaka z pierwszego tomu. Zaczyna się liczyć, staje się samodzielny i skuteczny w tym, co robi. Ale co się dziwić, przecież miał dobrego nauczyciela, a raczej nauczycielkę.
Wiem, że już to pisałam, ale jeszcze się powtórzę. Chyłka i Zordon to naprawdę bardzo charyzmatyczna para, która czyni całą tę serię wyjątkową. Bo to właśnie ich perypetie najbardziej mnie przyciągają, uwielbiam ich dialogi i słowne przepychanki. Uwielbiam tę skomplikowaną relację pomiędzy nimi, ten brak banałów i przewidywalności. Oby tak dalej!

W poprzednim tomie, mimo że trzymał poziom, trochę wszystko zwolniło. Z kolei w "Immunitecie" autor znowu funduje nam szybką akcję i zawiłą sprawę, w której nic nie jest jednoznaczne. Tę książkę się po prostu pochłania pomimo jej sporej objętości.

Jeśli chodzi o zakończenie to spodziewałam się zaskoczenia i byłam świadoma, że z niecierpliwością będę wyczekiwać na kolejne spotkanie z Chyłką i Zordonem. Jednak nie spodziewałam się takiej bomby, jaką autor przygotował. Szczęka opada. Tego się po prostu nie spodziewałam. Jestem ciekawa, jak rozwiąże się cała sprawa. Panie Remigiuszu, poproszę szybciutko o kolejny tom, który skróci męki związane z oczekiwaniem!

02.11.2016

Podsumowanie października 2016

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta... Aż ciężko uwierzyć, że jest już listopad. Dla mnie to taki czas zadumy i rozmyślań, ale też niestety i spadku energii, bo szybko robi się ciemno i pogoda także nie zachwyca. Ale szybko zleci i będę mogła cieszyć się nadchodzącymi świętami.


Październik nie był dla mnie najlepszym miesiącem; spędziłam trochę czasu w szpitalu, żyłam w ciągłym stresie i generalnie moje samopoczucie pozostawiało wiele do życzenia. Ale to wszystko już za mną i powoli wracam na dobre tory.

W październiku udało mi się sporo przeczytać, bo 10 książek, obejrzałam nawet kilka filmów (pobyt w szpitalu na pewno mi w tym pomógł).

1. Dan Brown - "Zaginiony symbol"
2. Richard Paul Evans - "Na rozstaju dróg"
3. Przemysław Piotrkowski - "Droga do piekła"
4. Dan Brown - "Inferno"
5. Remigiusz Mróz - "Parabellum. Prędkość ucieczki"
6. Charlotte Link - "Gra cieni"
7. Remigiusz Mróz - "Immunitet"
8. Dariusz Kortko, Judyta Watoła - "Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga"
9. Sylvia Plath - "Szklany klosz"
10. Anna Janyska - "To nie jest opowieść dla młodych ludzi"

Razem 4413 stron.

Z serii językowo pojawiła się recenzja numeru specjalnego English Matters - KLIK 

Obejrzałam też kilka komedii, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa:
Żandarm z St. Tropez
Żandarm się żeni
Żandarm w Nowym Jorku
Żandarm i kosmici 

oraz:
Chłopaki nie płaczą
Wołyń

A co w listopadzie?
Listopad będzie u mnie miesiącem bardzo językowym, bo podjęłam się Wyzwania Poliglotki, o którym pisałam tutaj - KLIK . Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić wszystkie cele i zobaczę efekty.

Jak Wam minął październik? 

31.10.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - dołączam i ja!

Właśnie dowiedziałam się o niezwykle ciekawej akcji, która rozpoczęła się w dniu dzisiejszym, a mowa o językowym Wyzwaniu Poliglotki, które będzie trwało przez miesiąc. Ja bez wahania podejmuję wyzwanie i jestem pełna nadziei, że uda mi się w ten sposób jeszcze bardziej zmobilizować do nauki angielskiego (bo ten język sobie wybrałam). Myślę też, że ta akcja pomoże mi wyjść poza językową rutynę, w którą wpadłam i że odkryję mnóstwo nowych sposobów na naukę.



Ale po kolei. O co w ogóle chodzi?

Wyzwanie rozpoczęło się dzisiaj - 31 października i polega na codziennej, intensywnej nauce wybranego przez nas języka ( u mnie angielski) poprzez realizowanie wymyślonych przez autorkę zadań. Zadań jest 28, ale nie trzeba wypełniać ich wszystkich; można na przykład wybrać kilka i powtórzyć je kilkakrotnie. Wybór należy do Was. Ważne jest jednak to, by codziennie coś zrobić. Bez wymówek. Bez usprawiedliwień.


Więcej na temat akcji na blogu Poliglotki - KLIK

Zmobilizować ma nas też kalendarz specjalnie przygotowany przez autorkę . Ja swojego jeszcze nie wydrukowałam, nie mam też na chwilę obecną konkretnych planów na każdy dzień, bo o akcji dowiedziałam się przed momentem, ale jutro ruszam pełną parą. Na blogu planuję też wpisy związane z wyzwaniem i koniecznie podsumowanie po całym miesiącu. Jestem strasznie ciekawa rezultatów!

Podejmujecie wyzwanie?

29.10.2016

Językowo: English Matters - New York - The city that never sleeps (Wydanie specjalne)

Na blogu regularnie pojawiają się recenzje magazynu English Matters. Jest to dwumiesięcznik, ale co jakiś czas ukazują się tematyczne wydania specjalne. "New York - The City That Never Sleeps" poświęcone zostało w całości, tak jak sugeruje już sam tytuł, Nowemu Jorkowi.  I cieszy mnie to bardzo, bo miasto to zawsze mnie fascynowało swoim ogromem.


Wydania specjalne nie różnią się zbytnio od zwykłych wydań, jeśli chodzi o kategorie:

W This and That zobaczymy, jakie są symbole Nowego Jorku, poznamy też kilka ciekawostek oraz przeczytamy o specjalnej karcie, która umożliwia korzystanie z wielu atrakcji, często z uniknięciem kolejek.

W dziale People and Lifestyle spotkamy się ze znanym serialem "Seks w wielkim mieście" oraz dowiemy się czegoś więcej o Carrie Bradshaw - jednej z głównych bohaterek. Następnie trochę o faktach i mitach dotyczących Nowego Jorku oraz  kilka króciutkich życiorysów znanych nowojorczyków (m.in. Calvin Klein, Woody Allen, czy Derek Jeter). A na koniec w tym dziale wywiad z z Ewą Buono, która mieszka w Nowym Jorku od ponad 15 lat. (To zdecydowane mój ulubiony artykuł z tego numeru!)


Następnie trochę historii, ale to już w dziale Culture. Na początek trochę o mężczyznach, którzy przyczynili się do powstania Nowego Jorku, a potem poważniejszy artykuł, bo o atakach terrorystycznych na World Trade Center, które miały miejsce w 2001 roku.

Z kolei w Conversation Matters czeka na nas mnóstwo przydatnych zwrotów, które warto znać, będąc chociażby na wycieczce w Nowym Jorku.


Dział Travel należy do moich ulubionych, więc ucieszyły mnie aż dwa artykuły w tym numerze. W pierwszym z nich możemy przeczytać o atrakcjach turystycznych, które po prostu trzeba zobaczyć, będąc w Nowym Jorku. Drugi zaś pokazuje, że NY to nie tylko ogromne, zatłoczone miasto, ale też miejsce, w którym można odpocząć, patrząc na cuda natury.


Nowy Jork to miejsce, które kojarzy mi się z imprezami. Warto więc wiedzieć, gdzie można się udać, by trochę się rozerwać. O tym w dziale Leisure.

A na koniec muzycznie, bo czeka na nas analiza utworu "New York City" Lenny'ego Kravitza. Posłuchajcie;)


  Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

A może są tu osoby, które uczą się niemieckiego? Dla nich wydawnictwo również przygotowało wydanie specjalne, ale poświęcone praktycznej stronie języka biznesowego:

Więcej informacji tutaj: KLIK

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK


24.10.2016

Sarah Waters - Złodziejka


Tytuł: "Złodziejka"
Autor: Sarah Waters
Ilość stron: 728
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka









Wiktoriańska Anglia, 1862 rok. Poznajemy dwie dziewczyny.

 Susan Trinder jest córką nieżyjącej już złodziejki i morderczyni, a obecnie przebywa pod opieką oszustów i paserów, dzięki którym sama dobrze poznała nieuczciwe sztuczki, dzięki którym można zarobić.

Maud Lilly jest sierotą, wychowywaną przez wujka o dość specyficznych zainteresowaniach. Dziewczyna jest wykształcona jak na te czasy, mieszka w ogromnym domu ze służbą. Jest jednak strasznie samotna.

Zdawać by się mogło, że dziewczyny nie mają ze sobą nic wspólnego. Wkrótce jednak ich losy się połączą...


"Złodziejka" to moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie, spotkanie z twórczością Waters. Chociaż początkowo trochę przeraziła mnie objętość tej książki, to teraz wiem, że nie było się czego obawiać, a te 700 stron pochłonęłam sama nawet nie wiem kiedy.


"Złodziejka" to książka, która nie pozwoliła mi się od siebie oderwać. Nie brakuje tu nagłych zwrotów akcji - i to jakich! Książka podzielona jest na trzy części, a po pierwszej nie mogłam wyjść ze zdumienia, bo byłam tak mocno zaskoczona tym, co autorka przygotowała. W ogóle uważam pierwszą część za najbardziej emocjonującą, ale kolejne są równie dobre i książka trzyma poziom do samego końca, a to przy takiej cegle jest naprawdę dużym pisarskim osiągnięciem. Brawa dla autorki! Intryga goni tu intrygę, nie brakuje nagłych zwrotów akcji, a i serce czasami mocnej mi zabiło. W "Złodziejce" nie ma miejsca na chwilę wytchnienia, a pojęcie nudy tutaj nie istnieje.

Na uwagę zasługują także świetne opisy XIX-wiecznej Anglii, które tworzą duszny, lekko mroczny klimat. Opisy są wyraziste i pozwalają na dokładne wyobrażenie sobie tamtych czasów - z całym tym brudem, zaduchem i ogólnym skażeniem i przyrody, i ludzkich dusz. Dla fanów wiktoriańskiej Anglii będzie to lektura obowiązkowa!

22.10.2016

Dan Brown - Zaginiony symbol


Tytuł: "Zaginiony symbol"
Autor: Dan Brown
Ilość stron: 623
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: III
Cykl: Robert Langdon







Po przeczytaniu "Kodu Leonarda da Vinci" od razu zapragnęłam przeczytać też inne książki autora. Byłam pełna podziwu dla jego wyobraźni i wiedzy w dziedzinie sztuki. "Zaginiony symbol" to kolejny tom z Robertem Langdonem. I  nie jest to już tak kontrowersyjny tytuł jak jego poprzednik, stąd też książka nie jest aż tak popularna, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Na prośbę swojego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, Robert Langdon ma wygłosić wykład na Kapitolu.  Po przyjeździe do Waszyngtonu okazuje się jednak, że żadnej prelekcji nie zaplanowano. Zamiast tego znajduje odciętą dłoń swojego przyjaciela i sam wpada w poważne kłopoty.

Jeśli miałabym porównywać "Zaginiony symbol" z "Kodem Leonarda da Vinci" to przyznać muszę, że podobało mi się trochę mniej. Ale tylko odrobinkę. Autor znowu przygotował dla czytelnika mnóstwo tajemnic i zagadek, na których rozwiązanie przenigdy bym nie wpadła. Jestem pod wrażeniem jego wyobraźni i umiejętności połączenia tego wszystkiego w jedną całość tak, aby czytelnik nie pogubił się w trakcie czytania. Widać, że książka jest dopracowana, autor serwuje nam sporo ciekawostek.

Przyznaję jednak, że w pewnym momencie trochę ta historia zaczęła mnie męczyć. Tu wszystko dzieje się tak szybko, ciągłe tajemnice robią mętlik w głowie i nadmiar informacji zaczął mnie przytłaczać. Jest też trochę za bardzo filozoficznie. Zauważyłam też, że autor pisze według pewnego schematu. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu na książki pana Browna mam ogromny apetyt i kolejna już czeka na przeczytanie.


16.10.2016

Magda Omilianowicz - Bestia. Studium zła

Tytuł: "Bestia. Studium zła"
Autor: Magda Omilianowicz
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: Od deski do deski
Seria: Na F/Aktach








Bestia. Wampir z Bytowa. Popełnił przynajmniej 67 morderstw, głównie kobiet, jednak ostatecznie skazany został za jedno. Sprawca? Leszek Pękalski. Wyrok? 25 lat więzienia i wyjście na wolność w 2019 roku...

Tematyka zbrodni zawsze mnie fascynowała, stąd też moje zainteresowanie wszelkimi thrillerami psychologicznymi. Tylko, że inaczej czyta się powieść fikcyjną, a inaczej reportaż o prawdziwym zwyrodnialcu i szaleńcu, który już wkrótce może znów być na wolności, no chyba, że tzw. "ustawa o bestiach" pozwoli zatrzymać go dalej w zamknięciu.

Leszek Pękalski. Z pozoru niewinna sierota, biedak, zaniedbany brudas, który zamiast strachu wzbudza raczej współczucie. Mężczyzna od zawsze pragnął ciepła i miłości, a tego nigdy nie zaznał, był popychadłem od najmłodszych lat. Pragnął kobiet, pragnął seksu. I ten seks najpierw kulturalnie kobietom proponował, naiwnie myśląc swoim chorym umysłem, że tak się to robi i że każda będzie chętna. Ale nie były i musiały ponieść karę. W rzeczywistości Pękalski to świetny manipulant i bestia, której postępowania nie da się zrozumieć i zaakceptować. Nie oczekujmy od niego też skruchy i wyrzutów sumienia. A teraz wyobraźcie sobie, że w 2019 roku może być na wolności. I to nie żart. Bo Pękalski to nie postać fikcyjna, to nie wymysł autorki. Wyjdzie i co dalej? Specjaliści są zdania, że będzie zabijał dalej i nic go nie powstrzyma.

Tak naprawdę to tutaj powinnam skończyć i tak też zrobię. Zachęcę Was jedynie do przeczytania tego przerażającego reportażu, po którym długo się nie otrząśniecie. Warto przeczytać tę książkę także dla przestrogi, by się przekonać, że czasami groźni ludzie wcale na takich nie wyglądają i zachowują pozory normalności i spokoju.

11.10.2016

Przemysław Piotrowski - Droga do piekła


Tytuł: "Droga do piekła"
Autor: Przemysła Piotrowski
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Videograf SA









Pewnego dnia, gdy były amerykański żołnierz, John Pilar, wraca do domu, znajduje zwłoki swojej żony i dzieci. Zostaje niesłusznie oskarżony o ich zamordowanie i skazany na śmierć. Wkrótce wyrok zostaje wykonany.

Lukas, młodszy brat Johna, jest byłym policjantem, a obecnie detektywem z problemem alkoholowym. Mężczyzna nie wierzy w winę swojego brata i przy organizowaniu jego pogrzebu zauważa, że coś jest nie tak. Ciało Johna zostało skremowane, a ten przed śmiercią życzył sobie tradycyjnego pogrzebu w mundurze i z polską flagą położoną na sercu. Lukas postanawia wyjaśnić tę sprawę i razem z młodą i uzdolnioną dziennikarką, Rose Parker, rozpoczynają prywatne śledztwo, które doprowadzi ich do śmiertelnego niebezpieczeństwa. Co odkryją?

"Droga do piekła" to mocna książka, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że męska. Autor bez skrupułów serwuje swoim czytelnikom straszne i brutalne opisy, które niejednego mogą przyprawić o dreszcze. Takie książki to ja lubię, ale wrażliwców przestrzegam, bo momentami jest naprawdę wulgarnie, przemocy też nie brakuje. Także czytacie na własną odpowiedzialność.:)

"Droga do piekła" to dobrze napisany thriller z elementami horroru, który ma wszystko to, czego książce z tego gatunku potrzeba; jest świetnie odczuwalny nastrój grozy, pędząca akcja i dosyć oryginalny pomysł, co tym bardziej zasługuje na pochwałę. Wizja piekła Piotrowskiego jest przerażająca, a samo to miejsce świetnie zostało opisane. Aż człowiek zaczyna martwić się o swoje życie w zaświatach, naprawdę.

Tę książkę czyta się błyskawicznie. Nie ma tu miejsca na nudę, a wszystkie te brutalne opisy, mimo że przerażają, to nie pozwalają na przerwanie lektury. Autor ciągle mącił mi w głowie z tym piekłem, w pewnym momencie już sama nie wiedziałam do czego zmierza ta historia. Jednak traktuję to moje zdezorientowanie jako plus.Co do finału to bardzo mnie zaskoczył; przyznaję, że nigdy bym tego nie przewidziała, nie ma najmniejszych szans. Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie jesteście przekonani do tej książki, a kręci Was ten gatunek, to może ten nieprzewidywalny i przerażający finał was zachęci. Bo ja osobiście jestem nim zachwycona.

Było to moje pierwsze spotkanie z panem Piotrowskim i przyznać muszę, że to świetnie zapowiadający się polski autor, po którego następne książki również mam ochotę sięgnąć.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf.

04.10.2016

Tom Hillenbrand - Diabelski owoc. Kryminał kulinarny


Tytuł: "Diabelski owoc"
Autor: Tom Hillenbrand
Ilość stron: 304
Wydawnictwo:Smak Słowa
Tom:I






Jedzenie jest częścią naszego życia. Każdy z nas ma swoje ulubione potrawy, gotujemy sami lub korzystamy z różnych restauracji, dostając na talerzu gotową potrawę. Ale czy wiemy, co tak naprawdę siedzi w naszym przepysznym deserze, zupie, czy mięsie?

Xavier Kieffer jest właścicielem małej, przytulnej restauracji w Luksemburgu. Pomimo swojego wielkiego talentu i dobrych rekomendacji nie jest zainteresowany wielkim światem i zdobywaniem gwiazdek w rankingach. Woli serwować proste i smaczne regionalne potrawy, dbając o ich jakość.

Pewnego dnia, ku zdziwieniu wszystkich pracowników, w jego restauracji pojawia się ważny i ceniony francuski krytyk kulinarny. Xavier stara się jak najlepiej przyjąć gościa i serwuje mu swoje najlepsze potrawy. Jednak cel jego wizyty pozostaje niewyjaśniony, bo mężczyzna nagle umiera w jego lokalu...

"Zabójczy owoc" to pierwszy tom z Xavierem Kiefferem, otwierający cykl kulinarnych kryminałów. Przyznaję, że skusił mnie ten tytuł, bo jest to coś nowego na rynku wydawniczym, więc byłam zaintrygowana. Koperta, w której ukryta była książka, głosiła, że nie jest to kolejny krwawy kryminał i to faktycznie prawda. Ja co prawda jestem zwolenniczką mocnych scen, nagłych zwrotów akcji, krwi, trupów itd., ale "Diabelski owoc" nawet mnie usatysfakcjonował. A z tego względu, że jest to kryminał łagodny i pozbawiony strasznych opisów, nada się dla większości czytelników.

Co szczególnie mnie ucieszyło to poruszenie przez autora tematu produkcji żywności na wysoką skalę. Oczywiście wszyscy wiemy, że w jedzeniu jest całe mnóstwo chemii i często na własne życzenie powoli się zabijamy. Każdy z nas słyszał też pewnie o słynnym glutaminianie sodu, który jest dla koncernów spożywczych objawieniem i potrafi uczynić niejadalną potrawę jadalną i uzależniającą smakiem. To wszystko to jeden wielki biznes, bitwa o klienta i jego podniebienie. Tak samo jest z restauracjami. W "Diabelskim owocu" autor pokazuje, że w świecie wielkiej kuchni nie ma miejsca na uprzejmości.

Czytając tę książkę można zrobić się głodnym. Sporo tutaj o jedzeniu, wymieniane są różnorakie dania, więc ślinianki zaczynają pracować. Denerwować może to, że często w tekst wplatane są nazwy obcojęzyczne, co trochę dezorientuje. Z tyłu jednak umieszczono specjalny słowniczek, który ułatwia sprawę, chociaż według mnie przypisy byłyby dla czytelnika wygodniejsze. Szkoda, że nie ma tutaj wtrąconego żadnego przepisu, bo pasowałoby to do określenia "kryminał kulinarny".

Kuleje niestety kreacja bohaterów. Są oni jacyś tacy papierowi, zepchnięci na dalszy plan. Nie zżyłam się z nikim, nawet główny bohater był mi obojętny, ciężko mi go nawet opisać. Być może w kolejnych tomach autor się poprawi i zadba przynajmniej o lepsze poznanie Xaviera.

"Diabelski owoc" to kryminał poprawny. Czyta się go szybko i lekko, wyróżnia się tematyką, ale nie jest to żadne dzieło sztuki. Są pewne niedociągnięcia, nie jest idealnie, momentami akcja trochę się dłuży, nie ma też większych zwrotów akcji. Smakosze kryminałów mogą więc poczuć się zawiedzeni. Dla mnie to taka kryminalna przystawka.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

03.10.2016

Za co lubię jesień?

Jesieni nie lubię. Zawsze patrzyłam na tę porę roku z niechęcią, bo to taki przedsionek nadchodzącej zimy, której z całego serca nienawidzę i zawsze staram się jakoś ją przeżyć i nie wpaść w depresyjne nastroje, ani nie zamarznąć w drodze do domu.

Powodów do narzekań na jesień mam wiele; a bo za szaro, coraz zimniej, deszczowo, depresyjnie itd. Trzeba jednak cieszyć się życiem i we wszystkim szukać pozytywów, więc za co jesień lubię?



Wolniej płynący czas
A raczej złudzenie wolniej płynącego czasu. Niby szybciej robi się ciemno i pogoda przygnębia, ale zawsze jakoś tak jesień mnie rozleniwia, przystopowuję, nie śpieszę się, a raczej delektuję chwilę. A na leniwe spędzenie wolnego czasu najlepsza jest...

...dobra książka + ciepły koc + rozgrzewająca herbata
O tak! Jesień to idealna pora dla moli książkowych. A niech sobie pada za oknem, niech krople deszczu uderzają o szybę, ja mam swój koc, swoją herbatę i dobrą lekturę, z którymi to żadne jesienne obrazy mi nie straszne.



Klimat
Jesień to pora niezwykle różnorodna. Gdy mieni się na złocisto, a słońce przyjemnie grzeje to aż miło. Sprawa komplikuje się, gdy zaczyna lać, robi się szaro, a wiatr zdaje się dostawać każdą szczeliną. Ale i taki klimat można zamienić na coś pozytywnego, a wielbiciele mrocznych thrillerów i horrorów chyba już wiedzą o co mi chodzi? Wiatr dobijający się oknami, grube krople walące w szybę i książkowy nastrój grozy tworzą klimat, jakiego nie da się uświadczyć w innej porze roku.

Źródło inspiracji
Jesień to czas, w którym zawsze mam ochotę na coś nowego. Latem zazwyczaj się rozleniwiam, a upały przegrzewają mój mózg. Za to jesienią staję się bardziej kreatywna, nachodzi mnie więcej refleksyjnych myśli itd. Mam nadzieję, że w tym roku przełoży się to także na blogowanie.

Jabłka
Uwielbiam owoce i mogłabym zjadać je tonami. Jesień to czas dla jabłek, a jako że mam w ogródku dwie spore jabłonie, to mogę zajadać się do woli i cieszyć ich smakiem i świadomością, że są pozbawione sklepowej chemii. Pieczone jabłka z cynamonem? Mus jabłkowy użyty do robienia muffinek, czy jako dodatek do wszelkiego rodzaju naleśników, placuszków, serniczków, a nawet makaronów? Mmmm, pycha! Uwielbiam!



Chodzenie po kałużach
Odkąd zakupiłam swoje nowe kalosze, żadna kałuża mi nie straszna. Ba! Celowo w nie wchodzę, przypominając sobie czasy dzieciństwa.

Kolorowe liście




A za to Ty lubisz jesień, nawet jeśli twierdzisz, że jej nie lubisz?

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka