18.01.2016

Filmowe notatki #2 - Marsjanin (2015)

Po przeczytaniu "Marsjanina" wiedziałam, że film będę musiała zobaczyć obowiązkowo. Recenzując tę książkę trochę narzekałam, że lektura mnie momentami przerastała, że była zbyt skomplikowana, bo ciężko mi to wszystko było sobie wyobrazić. Pokochałam natomiast głównego bohatera, dla którego przeczytałam tę książkę w całości, a nawet znalazła się wśród innych wyróżnionych przeze mnie tytułów, które przeczytałam w ubiegłym roku. Moją recenzję znajdziecie TUTAJ. A co sądzę o filmie?

Tytuł: Marsjanin [The Martian]
Reżyseria: Ridley Scott
                                                             Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 2 godz. 21 min.

Podczas wyprawy na Marsa sześciu astronautów zaskakuje burza piaskowa. W trakcie ewakuacji jeden z nich, Mark Watney (Matt Damon), zostaje ranny. Reszta załogi jest przekonana, że ten nie żyje, więc samotnie wracają na Ziemię. Wkrótce jednak okazuje się, że Mark przeżył i został na Marsie zupełnie sam.

Film uważam za dobry. Najbardziej byłam ciekawa, jak spodoba mi się gra aktorska Matta Damona, który wcielił się w rolę uwielbianego przeze mnie książkowego Marka. Według mnie poradził sobie świetnie. Przypomnę, że Marka pokochałam za jego poczucie humoru; można powiedzieć, że mnie hipnotyzował. Mam wrażenie, że w filmie nie jest aż tak wyrazisty, ale mimo to jego humor bił z ekranu.
Po czytaniu książki narzekałam na skomplikowane słownictwo; cała ta nowoczesna technologia mnie przerastała, więc pomyślałam sobie, że po obejrzeniu filmu wszystko stanie się jasne. I tak, i nie. Owszem, lepiej sobie potrafiłam to wszystko, o czym czytałam rok temu, wyobrazić, ale zauważyłam, że w filmie pozbyto się większości technicznych szczegółów, nie wnikano, jak Mark sobie w danej sytuacji poradził, tylko wszystko szło jak z płatka. I to mnie trochę zawiodło, bo nie było już tych emocji i gdybym nie czytała książki, to nie wiem, czy zrozumiałabym, po co i w jakim celu mężczyzna właśnie daną rzecz robi i w jaki sposób. Trochę twórcy poszli na łatwiznę i wszystko spłycili. Oglądało mi się dobrze, nawet bardzo, ale uważam, że książka mimo wszystko jest lepsza. Aczkolwiek film jest fajnym dopełnieniem.

 Tak jak myślałam, skupiono się tutaj bardziej niż w książce na wydarzeniach, które maja miejsce na Ziemi, czyli na ratowaniu Marka i z tego tez powodu mam wrażenie, że on sam poszedł trochę w odstawkę. Ale tego można było się spodziewać.

Film wzbudzał we mnie emocje. Z zaciekawieniem śledziłam kolejne dni Marka na Marsie, a końcówka zaczęła wyciskać ze mnie łzy wzruszenia. To historia ukazująca walkę o przetrwanie, walkę tym bardziej trudną, bo samotną, z dala od innych, z ograniczoną ilością jedzenia, w trudnych warunkach.

22 komentarze :

  1. Chciałabym i zobaczyć film, i przeczytać książkę. Książkę sobie właśnie na ferie zostawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycyjnie zachęcam najpierw zacząć od książki:)

      Usuń
  2. Mój brat wraz zmoja mamą obejrzeli już ten film, jedak ja uważam, że nie jest dla mnie. Nie przepadam za takim kinem.
    Pozdrawiam i zapraszam na nową recenzję:
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym nie czytała książki to pewnie nawet na film nie zwróciłabym uwagi, bo to zupełnie nie moja bajka. Ale czego się nie robi dla świetnych bohaterów?

      Usuń
  3. Ja obejrzałam film zaraz po przeczytaniu książki. Cieszyło mnie, że zrezygnowano w nim z tego skomplikowanego technicznego "bełkotu", którego nie rozumiałam podczas lektury. Sam Matt dla mnie na plus :) Muzyka dobrana genialnie, Donna Summer i jej "Hot stuff" już zawsze będą kojarzyć mi się z tym filmem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka faktycznie świetnie dobrana:)

      Usuń
  4. Moim rodzicom bardzo się ten film podobał, więc i ja pewnie go obejrzę, ale najpierw chcę poznać książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na razie mam w planach książkę, a nad filmem pomyślę ;)
    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak książka CI sie spodoba to na pewno i film zobaczysz:)

      Usuń
  6. Też mi się wydaje, ze trochę za mało detali było w samym filmie. Ale poza tym to uczta dla oka, a Matt Damon świetnie odwzorował postać Marka, którego pokochali chyba wszyscy, którzy czytali książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marka chyba się nie da nie polubić:)

      Usuń
  7. Filmu nie widziałam, ale książkę czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam podobne odczucia do Twoich jeśli chodzi o film. Raziło mnie to, że część wątków została wycięta i końcówka filmu różni się od tej książkowej, ale w gruncie rzeczy jest to dobry, ciekawy film i Matt Damon jest naprawdę dobry w tej roli. Zasłużona nominacja do Oscara :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Mona Te [Blog]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie gdyby ich nie wycieli to film byłby bardzo, bardzo długi. Także z czegoś trzeba było zrezygnować

      Usuń
  9. Jestem zaintrygowana :D Chociaż szkoda, że jest więcej o akcji ratunkowej niż o Marku...
    Pozdrawiam i dodaję do obserwowanych :)
    myslamipisane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej niż w książce, ale Marka jest dużo:)

      Usuń
  10. Właśnie mam zamiar go obejrzeć, niestety przed przeczytaniem książki, a wszystko przez te nominacje do Oscarów :P
    Zawsze tak przy ekranizacjach jest, że muszą zrezygnować ze szczegółów, żeby nie rozwlec akcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jednak nadzieję, że i książkę przeczytasz:)

      Usuń
  11. Nie oglądałam ani nie czytałam, ale w tej chwili mam ferie, więc pewnie to nadrobię. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadrabiaj koniecznie:) A ferii zazdroszczę, ja mam dopiero od połowy lutego

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka