24.02.2016

Remigiusz Mróz - Wieża milczenia

Tytuł: "Wieża milczenia"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Damidos










Eh, ciężko mi to przyznać, ale ta książka naprawdę mnie zawiodła. Pociesza mnie jedynie fakt, że był to debiut autora, więc mogę mu to ewentualnie wybaczyć. Gdybym jednak zaczęła swoją przygodę z książkami Mroza od tego tytułu, to ciężko byłoby mnie przekonać do sięgnięcia po kolejne. Bywa i tak, niestety.

Ulice Lansing w stanie Michigan. W drodze z pracy, niedaleko swojego domu, zostaje zamordowana młoda kobieta. Jej chłopak, Scott Winton, postanawia znaleźć mordercę i angażuje się w śledztwo razem z policjantką Evelyn Thomsen. Wkrótce pojawiają się kolejne ofiary.

Uczucia mam mieszane. Książka zapowiadała się nieźle, w ogóle nie sądziłam, że coś może pójść nie tak - w końcu to książka Remigiusza Mroza, w dodatku nie moja pierwsza. A tutaj niemiłe zaskoczenie. Gdybym nie wiedziała, kto jest autorem, to nigdy w życiu bym się nie domyśliła. Przeczytałam tę książkę do końca tylko ze względu na sympatię do autora, po cichu licząc, że chociaż na końcu zostanę oczarowana.

Bohaterowie strasznie mnie irytowali. O ile Scott Winton początkowo mnie intrygował, bo jego zachowanie było dość niezwykłe, biorąc pod uwagę okoliczności, tak później już nie mogłam go znieść. Facet traci swoją ukochaną, sprawia wrażenie obojętnego i jeszcze zaczyna jakieś dziwne podchody do policjantki. W dodatku jest wszechwiedzący, gburowaty, zarozumiały i cyniczny. Ona irytowała mnie nie mniej;  jej zachowanie momentami naprawdę mnie zastanawiało, a poczucie humoru do mnie nie trafiało. Strasznie irytująca kobieta. Miejscami miałam wrażenie, że autor tworzy jakiś kabaret. Swoją drogą, niezbyt udany. Dostrzegam tutaj podobieństwo do duetu Chyłka i Oryński, ale o ile tamten pokochałam, tak ten znienawidziłam.

Od samego początku nie podobało mi się też to, że Scott, jako cywil, brał czynny udział w śledztwie, znał poufne informacje i rządził się, jakby był u siebie. Brak jakiegokolwiek realizmu aż uderza w tym tytule. Ja rozumiem, że to książka stylizowana na amerykański kryminał, ale autor chyba tym razem przesadził. Wszystkiego jest tutaj za dużo; nadmiar informacji przytłacza i są one wplecione jakby na siłę, niektóre nic nieznaczące szczegóły można by było wyrzucić. A poza tym wieje nudą. O ile początek zapowiada się ciekawie, tak później robi się absurdalnie, wiarygodność spada do zera, historia zaczyna zmierzać w jakimś dziwnym kierunku, a ja po tym wszystkim miałam w głowie jeden wielki mętlik i czekałam tylko na koniec, sprawdzając, ile stron pozostało mi do końca.

Jeżeli twórczość Remigiusza Mroza ciągle jeszcze przed Wami to błagam - nie zaczynajcie od tej książki. Sięgnijcie za to po "Kasację", która mnie osobiście zachwyciła. O "Wieży milczenia" chcę szybko zapomnieć.

11 komentarzy :

  1. Nie czytałam jeszcze żadnej książki Mroza, ale obiecuję, że zacznę od "Kasacji" :) Pozdrawiam cieplutko ^^

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do "Kasacji" serdecznie zachęcam:)

      Usuń
  2. Ostatnio kupiłam "Wieżę milczenia" i po Twojej recenzji zastanawiam się czy to było dobre posunięcie... Ale przeczytam, jestem ciekawa, czy będę miała podobne odczucia do Twoich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Tobie spodoba się bardziej. Czekam na Twoje wrażenia po lekturze:)

      Usuń
  3. Lubię twórczość autora, ale ''Wieży milczenia'' nie miałam jeszcze okazji czytać, więc się nie wypowiem na jej temat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Często jest tak, że debiuty znacznie odbiegają poziomem od znanej nam twórczości. Też parę razy miałam taką sytuację, że co jakiś czas zaglądałam na okładkę czy mi się aby nie pomyliły nazwiska... Plus jest taki, że dzięki temu wiesz jak rozwinął się pisarz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to fakt, ale jakiś taki niesmak pozostaje.

      Usuń
  5. Wiele słyszę o autorze, a jeszcze nie miałam okazji poznać jego twórczości.

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie się zawsze wydaje, że debiuty są najlepsze - bo najbardziej autorskie, jeszcze nie zepsute. zawsze. w muzyce, literaturze, wszędzie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze nic nie czytałam tego autora :) aż wstyd :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że nawet o tej książce autora nie słyszałam. Ale to dobrze, że od czasu debiutu tak się rozwinął. Cała jego twórczość jeszcze przede mną, ale nie mogę się doczekać (oczywiście debiut na razie sobie odpuszczę).

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka