06.03.2016

Maxime Chattam - Upiorny zegar

Tytuł: "Upiorny zegar"
Autor: Maxime Chattam
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Sonia Draga









Maxime Chattam to jeden z moich ulubionych autorów thrillerów. Zdecydowanie potrafi mnie zachwycić, a jego książki dotychczas czytało mi się rewelacyjnie. W ciemno sięgnęłam więc po "Upiorne zegary" i niestety, ale mocno się zawiodłam. Do książki miałam dwa podejścia. Pierwszy raz przeczytałam jakieś pięć rozdziałów i sama nie wiem dlaczego, ale lekturę przerwałam. Tym razem ją skończyłam, ale nieźle mnie wymęczyła.

Rok 1900, Paryż. Młody, początkujący pisarz Guy ucieka od swojej żony i córeczki i zaszywa się w burdelu. Pewnego dnia jedna ze znanych mu prostytutek - Milaine-  zostaje w brutalny sposób zamordowana. Mężczyzna postanawia pomścić jej śmierć i razem z kurtyzaną Faustine i inspektorem Martialem Perottim rozpoczynają prywatne śledztwo, bowiem na policję tym razem liczyć nie można.

U tego autora brutalnie jest zawsze. I tym razem morderstwo jest wyszukane i opisane dosyć obrazowo. Początek zapowiadał się świetnie; straszne zabójstwo, nieznany sprawca i bohaterowie prowadzący śledztwo na własną rękę. Oczekiwałam na książkę mocną, pełną wrażeń, akcji i napięcia, a dostałam historię, która w większości mnie po prostu nudziła. Czekałam i czekałam aż coś się zacznie dziać i ewentualnie mogę się zgodzić, że w końcówce się to stało, chociaż i tutaj szaleństw się nie spodziewajmy. Zakończenie z pewnością jest makabryczne i przerażające, ale jakoś nie wywołało u mnie większych emocji; myślę po prostu, że byłabym już tak wynudzona, że chciałam tylko ją zamknąć i niewiele mnie już obchodziło. Oczywiście były też wątki ciekawsze, ale szkoda, że autor nie wykorzystał ich potencjału i w większości urwał je bez dokładnych wyjaśnień, zupełnie tak, jakby zabrakło mu pomysłów. Wiele razy zmuszałam się do czytania, sprawdzałam, ile stron pozostało mi do końca. Nie takiego Chattama oczekiwałam, ale mam za swoje, bo powinnam wcześniej przeczytać opinie innych czytelników.

Nawet miejsce i czas akcji niewiele podnoszą poziom tej powieści. Niby jest rok 1900, ale kompletnie tego podczas czytania nie odczuwałam. Szkoda, bo przynajmniej tło mogłoby być interesujące.

Bohaterowie również mnie nie zachwycili, bo byli niedopracowani. Guy zachowywał się jak nieodpowiedzialny nastolatek, ukrywając się przed własną żoną, był wręcz wszechwiedzący, uzdolniony w wielu dziedzinach, co do mnie niestety nie przemówiło. Morderca także był bez wyrazu, jego postać nie wzbudziła we mnie większych emocji, a w tym przypadku chyba powinna. Jednak Faustine nawet polubiłam. W końcu nie codziennie spotyka się w literaturze z kurtyzaną bawiącą się za detektywa.

Klimat? Bohaterowie? Akcja? Napięcie i groza? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Temu panu tym razem podziękuję. Do zobaczenia kiedyś, w mam nadzieję, lepszej książce.

2 komentarze :

  1. Jakże wielka szkoda, jednak od thrillerów wymaga się pewnego poziomu, który powali czytelnika na łopatki. Będę pamiętać, aby tę pozycję omijać. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A taki zachęcający jest tytuł książki, okładka i opis... ech, no trudno, jak widać po tę książkę w najbliższym czasie nie mam po co sięgać, skoro jest taka zła.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka