25.04.2016

Jenny Martin - Wyścig

Tytuł: "Wyścig"
Autor: Jenny Martin
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Muza
Tom: I









Na planecie Castra, rządzonej przez korporacje, mieszka siedemnastoletnia Phoebe Van Zant, która jest doskonałym i niezwykle utalentowanym kierowcą. Talent odziedziczyła po ojcu, ten jednak zniknął, gdy dziewczyna była dzieckiem. Ona postanawia jednak dalej brać udział w wyścigach, bo kocha tę adrenalinę. Pewnego dnia, razem ze swoim przyjacielem, wpadają w zasadzkę i Phoebe staje przed wyborem; więzienie i bestialskie warunki albo sprzedanie się w ręce wpływowego Benroyal'a, który tylko czeka aż dziewczyna dołączy do jego drużyny i będzie się dla niego ścigać.Wybór staje się oczywisty.

Z przykrością muszę stwierdzić, że wynudziła mnie ta książka okropnie, właściwie z trudem dotarłam do ostatniej strony i z niecierpliwością spoglądałam, ile jeszcze zostało mi do końca. Brakowało mi tutaj jakiejkolwiek akcji. Ok,  może pod koniec coś ruszyło i w końcu zaczęło się coś dziać, ale to o wiele za późno.

Bohaterowie kompletnie nie przypadli mi do gustu; byli papierowi i do samego końca pozostali mi obojętni. Postaci jest tu dosyć dużo i przez długi czas mi się mylili, brakowało mi w nich czegoś specyficznego, co pozwoliłoby ich lepiej zapamiętać. Główni bohaterowie również mnie zawiedli i  przez większość czasu tylko irytowali. Szczerze powiedziawszy to nawet nie wiem, jak miałabym ich opisać. Niby autorka próbowała stworzyć postaci z charakterem, ale ich styl bycia do mnie kompletnie nie trafił.

Wiedziałam, że mam się spodziewać miłosnego trójkąta i chociaż mam ich już od dawna serdecznie dość, to mimo to postanowiłam zaryzykować i po książkę sięgnąć. Na szczęście wątek romantyczny nie dominuje. Na szczęście, bo nie spodobał mi się i strasznie mnie męczyło czytanie wynurzeń Phoebe, która ewidentnie sama sobie stwarzała problemy i nie potrafiła się zdecydować. Tragedia.

Książka zapowiadała się dosyć oryginalnie; wyścigi samochodowe, wielkie korporacje na planecie. Dla mnie było to coś zupełnie nowego, ale niestety na dobrym pomyśle się skończyło, bo wykonanie totalnie do mnie nie przemówiło. Historia naprawdę miała potencjał, ale został on niewykorzystany, a całość raz że nudzi, dwa, że jest do tego jeszcze schematyczna i miejscami naciągana. Czuć ją po prostu niezbyt udanym debiutem. Wiem, że książka zdobyła wielu fanów, ja tym razem do nich nie dołączę.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

7 komentarzy :

  1. Ja mam naturę romantyczki więc trójkąty miłosne zniosę :-) Chętnie książkę przeczytam !

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale ta książka kojarzy mi się z Mad Maxem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nie ciągnie mnie do tej historii, więc pewnie się nie skuszę. :)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&tvseries&films

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę. Ja na książkę się nie zdecydowałam i jak widać słusznie. Dobrze, że szczerze wyraziłaś opinie, bo wydaje mi się, że niektórzy tego nie potrafią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, gusta są różne i każdemu podoba się co innego:)

      Usuń
  5. Fabuła nawet ciekawa, ale jakoś nie zainteresowała mnie ta książka na tyle, bym miała ją kupować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ksiązka faktycznie zapowiada się ciekawie, jeszcze nigdy nie czytałam żadnej o wyścigach samochodowych :)
    http://miqaisonfire.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka