26.08.2016

Max Brooks - World War Z

Tytuł: "World War Z"
Autor: Max Brooks
Ilość stron: 544
Wydawnictwo: Zysk i S-ka











"Hordy głodnych i wściekłych zombie nadciągają!
Jesteście przygotowani na WOJNĘ TOTALNĄ?

Najpierw w Chinach pojawia się pacjent „zero” zarażony dziwną i nieznaną chorobą, która powoduje niespotykaną dotąd degenerację ciała i późniejszą reanimację zwłok. Wkrótce z całego świata zaczynają napływać kolejne doniesienia o podobnych przypadkach. Rządy wielu państw ignorują zagrożenie i skrywają prawdę przed obywatelami. A ta jest szokująca – po całym globie z prędkością błyskawicy rozprzestrzenia się śmiertelny wirus zmieniający ludzi w żywe trupy żądne krwi...

Tak zaczęła się pandemia, którą przetrwali nieliczni. Świat po globalnej hekatombie stał się przerażającym i brutalnym miejscem pozbawionym zasad, gdzie można liczyć tylko na siebie. Dzięki Maksowi Brooksowi poznajemy historie z pierwszej ręki, o których dotychczas milczały raporty wojenne." (Źródło: opis wydawcy)

Czytało mi się tę książkę nierówno. Były fragmenty, które mnie wynudziły i nijak mogłam się wczuć w opowiadaną historię. Te zaś, które mi się spodobały, były zdecydowanie za krótkie. Ogólnie oczekiwałam od tej książki czegoś innego, przede wszystkim spodziewałam się innej narracji i jednej historii. Autor zdecydował się jednak na inną formę i walkę z zombie opisał za pomocą krótkich wywiadów z różnymi osobami, które tę wojnę przeżyły; mamy relację i zwykłych zjadaczy chleba (te najbardziej mi się podobały, ale też zbyt szybko się kończyły), ale też osób stojących u władzy, ważnych osobistości. Mamy okazję poznać różne punkty widzenia, zagłębić się w psychikę tych osób, zastanowić się nad ich decyzjami i postępowaniem.

Przyznaję, że nie czytałam recenzji zanim po tę książkę sięgnęłam. Nie przeczytałam też opisu, chciałam przeczytać tylko coś o zombie. Ta książka niby o tym traktuje, ale więcej czasu spędziłam przy jej czytaniu na skupianiu się na psychice bohaterów, niż na samej akcji, bo po tym względem w moim odczuciu było słabo. Czytało mi się ciężko. Miejscami nie czułam kompletnie zainteresowania, o emocjach już nawet nie wspominam. Moje zaangażowanie w lekturę było bliskie zeru. Czułam się jakbym czytała jakiś nudny, pisany bez emocji raport, suchą relację. Jakby tego było mało dobijał mnie wojskowo-polityczny bełkot, w którym się po prostu gubiłam i nie wiedziałam, o co chodzi. Fanką polityki nigdy nie byłam, więc raczej tego temu w książkach też unikam. Tutaj było go za dużo.

1 komentarz :

  1. Zgadzam się, że nie była napisana w zbyt emocjonalny sposób :/ To zdecydowanie jej największy minus, ale mimo wszystko ja ją miło wspominam :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka