04.10.2016

Tom Hillenbrand - Diabelski owoc. Kryminał kulinarny


Tytuł: "Diabelski owoc"
Autor: Tom Hillenbrand
Ilość stron: 304
Wydawnictwo:Smak Słowa
Tom:I






Jedzenie jest częścią naszego życia. Każdy z nas ma swoje ulubione potrawy, gotujemy sami lub korzystamy z różnych restauracji, dostając na talerzu gotową potrawę. Ale czy wiemy, co tak naprawdę siedzi w naszym przepysznym deserze, zupie, czy mięsie?

Xavier Kieffer jest właścicielem małej, przytulnej restauracji w Luksemburgu. Pomimo swojego wielkiego talentu i dobrych rekomendacji nie jest zainteresowany wielkim światem i zdobywaniem gwiazdek w rankingach. Woli serwować proste i smaczne regionalne potrawy, dbając o ich jakość.

Pewnego dnia, ku zdziwieniu wszystkich pracowników, w jego restauracji pojawia się ważny i ceniony francuski krytyk kulinarny. Xavier stara się jak najlepiej przyjąć gościa i serwuje mu swoje najlepsze potrawy. Jednak cel jego wizyty pozostaje niewyjaśniony, bo mężczyzna nagle umiera w jego lokalu...

"Zabójczy owoc" to pierwszy tom z Xavierem Kiefferem, otwierający cykl kulinarnych kryminałów. Przyznaję, że skusił mnie ten tytuł, bo jest to coś nowego na rynku wydawniczym, więc byłam zaintrygowana. Koperta, w której ukryta była książka, głosiła, że nie jest to kolejny krwawy kryminał i to faktycznie prawda. Ja co prawda jestem zwolenniczką mocnych scen, nagłych zwrotów akcji, krwi, trupów itd., ale "Diabelski owoc" nawet mnie usatysfakcjonował. A z tego względu, że jest to kryminał łagodny i pozbawiony strasznych opisów, nada się dla większości czytelników.

Co szczególnie mnie ucieszyło to poruszenie przez autora tematu produkcji żywności na wysoką skalę. Oczywiście wszyscy wiemy, że w jedzeniu jest całe mnóstwo chemii i często na własne życzenie powoli się zabijamy. Każdy z nas słyszał też pewnie o słynnym glutaminianie sodu, który jest dla koncernów spożywczych objawieniem i potrafi uczynić niejadalną potrawę jadalną i uzależniającą smakiem. To wszystko to jeden wielki biznes, bitwa o klienta i jego podniebienie. Tak samo jest z restauracjami. W "Diabelskim owocu" autor pokazuje, że w świecie wielkiej kuchni nie ma miejsca na uprzejmości.

Czytając tę książkę można zrobić się głodnym. Sporo tutaj o jedzeniu, wymieniane są różnorakie dania, więc ślinianki zaczynają pracować. Denerwować może to, że często w tekst wplatane są nazwy obcojęzyczne, co trochę dezorientuje. Z tyłu jednak umieszczono specjalny słowniczek, który ułatwia sprawę, chociaż według mnie przypisy byłyby dla czytelnika wygodniejsze. Szkoda, że nie ma tutaj wtrąconego żadnego przepisu, bo pasowałoby to do określenia "kryminał kulinarny".

Kuleje niestety kreacja bohaterów. Są oni jacyś tacy papierowi, zepchnięci na dalszy plan. Nie zżyłam się z nikim, nawet główny bohater był mi obojętny, ciężko mi go nawet opisać. Być może w kolejnych tomach autor się poprawi i zadba przynajmniej o lepsze poznanie Xaviera.

"Diabelski owoc" to kryminał poprawny. Czyta się go szybko i lekko, wyróżnia się tematyką, ale nie jest to żadne dzieło sztuki. Są pewne niedociągnięcia, nie jest idealnie, momentami akcja trochę się dłuży, nie ma też większych zwrotów akcji. Smakosze kryminałów mogą więc poczuć się zawiedzeni. Dla mnie to taka kryminalna przystawka.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

6 komentarzy :

  1. Zaciekawił mnie jako kryminał kryminalny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te niedociągnięcia nie zrażają mnie. Sam tytuł mnie zaintrygował, a do lektury jeszcze bardziej zachęca ciekawa nazwa cyklu. Jeśli nadarzy się okazja, z wielką ochotą przeczytam Diabelski owoc :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe ile jedzenia pochłonęłabym w czasie lektury. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w pełni z przypisami na dole danej strony. Nie było tego aż tyle, żeby zapchało pół każdej strony - raptem parę linijek co kilka stron tak naprawdę.

    Jestem właśnie na... hmm... początku (? - 70 stron) i jak na razie jest spoko, chociaż rzeczywiście czuć przystawkę. Liczę, że mnie bardziej bujnie, a następny tom będzie jeszcze lepszy. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tego typu książki nigdy nie czytałam. Nie wiem czy spodobałaby mi się ta tematyka, może kiedyś sie o tym przekonam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że kreacja bohaterów kuleje. Jak dla mnie to zbyt poważna wada.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka