14.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień II

Dzisiaj minął drugi tydzień językowego wyzwania Poliglotki, w którym biorę udział. Więcej na ten temat pisałam tutaj - KLIK, a podsumowanie I tygodnia można znaleźć tutaj - KLIK.

Tak obecnie wygląda mój językowy kalendarz:


Jestem z siebie dumna, bo dotychczas każde okienko zostało zapełnione, mimo że czasami dopadało mnie straszne lenistwo. Jak widać, wyzwanie motywuje, a publiczna deklaracja tym bardziej.

8.11 - GRAMATYKA - na warsztat wzięłam bezokoliczniki i formy gerund.

9.11 - FILM DOKUMENTALNY - drugi raz podczas tego wyzwania. Tym razem obejrzałam "Fat, sick and nearly dead". Jest to historia Joe'go, który postanowił na 60 dni zamienić fast foody na soki owocowe. O tym, że zmiana diety ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie sama miałam okazję się już przekonać, więc takie dokumenty zawsze oglądam z chęcią.

10.11 - SŁOWNICTWO BRANŻOWE - nauczyłam się kilku słówek związanych z chemią.

11.11 - LITEROWANIE - z przeliterowaniem po angielsku swojego imienia i nazwiska nie mam najmniejszych problemów, ale dużą trudność sprawia mi pisanie tego, co ktoś literuje. Przekazywane w ten sposób informacje jeszcze napawają mnie strachem, ale internet pełen jest nagrań i  testów, dzięki którym można poćwiczyć tę umiejętność. Zdecydowanie muszę częściej dołączać ten punkt do swojej językowej rutyny.

12.11 - FILM - zdecydowałam się na "Keeping Mum". Jest to brytyjska komedia z Rowanem Atkinsonem w roli głównej, która opowiada o rodzinie pastora, w której zaczyna źle się dziać. Żona zauroczona jest swoim instruktorem golfa, syn pada ofiarą szkolnych łobuzów,  a córka zmienia chłopaków jak rękawiczki. Gdy w ich domu pojawia się nowa gospodyni, wszystkie problemy nagle zaczynają znikać, a jej metody? No cóż, są dosyć brutalne.

13.11 -KSIĄŻKA + UWAŻNOŚĆ - w dalszym ciągu czytam "The Kid", a co do uważności to był to kolejny live na Youtube.

14.11 - PRZEPIS - jako że brakowało mi pomysłu na kolację to postanowiłam zainspirować się jakimś przepisem z internetu i przy okazji połączyć to z tym wyzwaniem. Mój wybór padł na makaron z bazyliowym pesto. Najprawdopodobniej dzisiaj poćwiczę jeszcze rozumienie ze słuchu, jak starczy mi czasu.



+ każdego dnia nauka na Memrise, powtórka starych słówek i nowe wyrażenia.

Kolejne podsumowanie za tydzień. Trzymajcie za mnie kciuki!

9 komentarzy :

  1. Gratuluję Ci wytrwałości! Oby tak dalej! Trzymam za Ciebie kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również gratuluję! Takie podsumowania na blogu są chyba dodatkowo motywujące, prawda?

    Ja się uczę słówek głównie dzięki aplikacji Quizlet. Próbowałaś? Dla mnie do słówek to najlepsza opcja. Wygryzła tradycyjne fiszki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak!

      Quizlet znam i czasami tam bywam. U mnie jednak na co dzień króluje Memrise:)

      Usuń
    2. Ja polubiłam quizleta ze względu na to, że sama mogę robić fiszki. I pasuje mi to, że nie ma tu żadnych fajerwerków. Zupełnie jakbym uczyła się z tradycyjnych kartoników. Sposób powtórek tez mi pasuje.

      Z Memrise też korzystam. I z Duolingo. Ale nie codziennie. ;)

      Usuń
    3. Mnie Memrise właśnie odpowiada najbardziej temu, że system automatycznie pokazuje mi, które słówka trzeba powtórzyć, więc stale mam motywację do nauki i powtórek. Przy tradycyjnych fiszkach mogłoby być u mnie z regularnością gorzej:) Ale Quizlet ma też różne opcje nauki do wyboru, więc tu zyskuje u mnie dużego plusa.

      Usuń
  3. Brawo za wytrałości i systematyczność 😊 Widzę, że rownież wybrałaś język angielski (podobnie jak ja). Moim zdaniem zaletą tego wyzwania jest już samo ruszenie tyłka do nauki języka a także znalezienie dla siebie przyjemnego źródła nauki 😊 Np. nie każdy lubi czytać książki, ale za to dużą frajdę może mu sprawiać oglądanie filmów. Jak jest z Tobą? Jaki sposób nauki najbardziej Tobie pasuje? Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wyzwania zawsze motywują, bo jak się już zadeklarujemy, to ciężko jest samego siebie zawieść. Mnie na przykład czytanie po angielsku sprawia dużą przyjemność i cieszy mnie fakt, że znam ten język na tyle, by poradzić sobie z książkami w oryginale, które nie zostały wydane w Polsce. Za to filmy oglądam mniej chętnie, bo i w języku polskim także niezbyt często je oglądam. Za to już filmy dokumentalne bardzo mi się spodobały i będę na pewno częściej dołączała je do swojej językowej rutyny.

      Usuń
  4. Oj zazdroszczę 😊 Ja jeszcze muszę popracować nad swoim angielskim aby w miarę swobodnie czytać książki lub oglądać filmy w oryginale. Ale nie poddaje się, wiem że warto! 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli i do przodu! Chociaż moim znaniem na każdym etapie nauki można czytać książki w oryginale, tylko trzeba dobrze je sobie wybrać. Dla początkujących dobre są chociażby książki dla dzieci albo świetną opcją się książki z dołączonym słownikiem:)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka