17.12.2016

Colleen Hoover - November 9

Tytuł: "November 9"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte









Nie jestem fanką YA i w większości przypadków moje spotkania z książkami tego gatunku kończą się krytyką. Nie lubię ckliwych historyjek, głupiutkich bohaterek i dziecinnej miłości, która z miłością tak naprawdę nie ma nic wspólnego. Tę książkę zauważyłam w bibliotece i z racji tego, że nie miałam pomysłu, co dalej czytać, stwierdziłam, że zabiorę ją do domu. I muszę powiedzieć, że nie żałuję.

Dziewiąty listopada. Dla wielu z nas to dzień jak co dzień, kolejna nic nie znacząca data. Ale nie dla Fallon. To właśnie tego dnia jej życie runęło; uległa poważnemu wypadkowi w pożarze i ledwo co przeżyła. Teraz jej ciało pokrywają blizny, których nie sposób w całości ukryć. I chociaż Fallon była dobrze zapowiadającą się aktorką, to przez wypadek jej kariera momentalnie zakończyła się, a ona zaczęła wpadać w kompleksy i straciła całą pewność siebie. 
Dwa lata po tym wypadku Fallon spotyka się ze swoim ojcem, informując go o jej przeprowadzce do Nowego Jorku, by tam spróbować swoich sił w teatrze. Jednak jej "ukochany" tata próbuje wybić jej ten pomysł z głowy, wprost przypominając o jej wyglądzie i nikłych szansach na sukces. Nagle, podczas ich rozmowy, do stolika podchodzi zupełnie obcy chłopak - Ben, który podaje się za sympatię Fallon. Zdezorientowana dziewczyna nie wie początkowo, jak zareagować, ale szybko korzysta z jego pomocy, by dokopać ojcu. Po tym wszystkim spędza z Benem wieczór, którego oboje nigdy nie zapomną. Postanawiają sobie bowiem, że będą spotykali się tylko raz w roku, każdego 9 listopada, przez kolejne 5 lat. Co z tego wyniknie?

Lubię, gdy bohaterowie wywołują emocje, nawet te negatywne. A mistrzem w tychże jest ojciec Fallon, którego podłe zachowanie strasznie mnie wkurzyło. Nie wiem, jak można być takim egoistą i niszczyć marzenia własnego dziecka. To jeden z gorszych, książkowych rodziców.
Co zaś się tyczy głównych bohaterów, to przyznaję, że trochę się obawiałam, że mnie zawiodą. Jednak, o dziwo, bardzo ich polubiłam i zżyłam się z nimi. Szczególnie bliska stała mi się Fallon, w pewnych sprawach mogłam się z nią utożsamić.
Ben także zdobył moją sympatię. Intrygował mnie od samego początku swoim zachowaniem, byłam ciekawa, co nim kieruje, co ukrywa. Polubiłam jego teksty, a w późniejszym etapie bardzo mu współczułam. Myślę, że to taki chłopak, o którym marzy większość dziewczyn. 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę jeśli chodzi o młodzieżówki, ale ta książka naprawdę mnie wzruszyła. Podczas czytania nagle zorientowałam się, że na mojej twarzy pojawiły się łzy. Ogólnie ten tytuł to trochę taki wyciskacz łez. Co mnie jeszcze zaskoczyło to to, że "November 9" to całkiem nieprzewidywalna książka. Pewne wydarzenia można oczywiście odgadnąć, ale autorce wielokrotnie udało się mnie zaskoczyć, a zwłaszcza pod koniec. Podobał mi się też pomysł autorki na fabułę. Według mnie był oryginalny i z zaciekawieniem śledziłam kolejne rozdziały, by dowiedzieć się, jak ten dosyć szalony pomysł bohaterów ze spotykaniem się tylko raz w roku na nich wpłynie. Jak dla mnie to najlepsza młodzieżówka, jaką miałam okazję w tym roku przeczytać. 


5 komentarzy :

  1. Przeczytałam dwie książki tej autorki i nie zamierzam na tym kończyć. Zainteresowałaś mnie tą powieścią. :D

    Pozdrawiam, Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
  2. Od lat nie czytałam takich książek, i kto wie, może po nią sięgnę dla urozmaicenia od kryminałów, które głównie pochłaniam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam jedną książkę autorki, ale jeszcze nie wiem, czy zdecyduję się na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory przeczytałam jedną książkę pani Hoover i z chęcią przeczytam więcej. "November 9" mam w planach.
    Pozdrawiam, Ola
    bookwithhottea.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam, ale bardziej spodobała mi się Maybe someday i Ugly love . ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka