30.01.2016

Olga Rudnicka - Diabli nadali

Tytuł: "Diabli nadali"
Autor: Olga Rudnicka
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka











Książki Olgi Rudnickiej są dla mnie idealne, kiedy szukam do czytania czegoś z dużą dawką dobrego humoru. Z przyjemnością więc zabrałam się za jej najnowszą powieść pt. "Diabli nadali".

Monika Kapuśnik jest zwyczajną, uporządkowaną szarą myszką, która trafia z urzędu pracy do wielkiej korporacji, gdzie ma podjąć pracę jako sekretarka. Jej szefem okazuje się być Dyrektor Różyk, słusznie nazywany przez współpracowników Diabłem. Na jego widok kobietom majtki same spadają, a on doskonale wie, jak to wykorzystać. Monika początkowo jest przerażona tą pracą i dyrektorem, ale z czasem jej współpraca z Diabłem układa się coraz lepiej. Jednak pewnego dnia Monika wraz ze sprzątaczką znajdują ciało zamordowanego Różyka w jego gabinecie. Co gorsza, Monika zostaje główną podejrzaną.

Olga Rudnicka po raz kolejny spisała się na medal. Sposób, w jaki ona pisze, jest po prostu rewelacyjny; czuć tutaj nadzwyczajną lekkość, a książkę czyta się po prostu świetnie. Autorka trzyma poziom, pisze w sposób humorystyczny i barwny, więc o nudzie nie ma mowy, a ponadto wszystko jest dopracowane. Z pozoru banalna historia staje się naprawdę wciągająca, a przy rozwiązywaniu zagadki kryminalnej można się u Olgi Rudnickiej świetnie bawić. Cała ta historia jest nieprzewidywalna, a autorce wielokrotnie udało się mnie zaskoczyć i to nieźle.

Bohaterowie są trochę przerysowani, ale nie da im się odmówić wyrazistości. Mnie szczególnie intrygował Diabeł. A jak dodamy do niego jeszcze jego sekretarkę Monikę, czyli taką zwyczajną dziewczynę z zasadami, to powstaje bardzo fajny duet; ona z czasem staje się coraz bardziej zadziorna i śmiała, a on, chociaż jest kobieciarzem i zmienia kobiety jak skarpetki i może mieć każdą,  traktuje Monikę zupełnie inaczej.  Oprócz tej dwójki mamy sporo bohaterów drugoplanowych, którzy także się wyróżniają. Mnie bardzo spodobała się szalona rodzinka Moniki, a ostatnie rozdziały z udziałem jej brata powaliły mnie na kolana.

Chociaż jestem zwolenniczką mocnych i krwawych kryminałów, to lubię od czasu do czasu sięgnąć po wersję lżejszą i humorystyczną. Książki Olgi Rudnickiej nadają się idealnie, są świetne na odstresowanie, bo podczas czytania można się dobrze bawić w towarzystwie ciekawych bohaterów, czytając ich błyskotliwe dialogi i przemyślenia. Serdecznie polecam!



27.01.2016

Markus Zusak - Złodziejka książek

Tytuł: "Złodziejka książek"
Autor: Markus Zusak
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia







Liesel Meminger w wieku dziewięciu lat razem z bratem Wernerem ma zostać oddana przez matkę do rodziny zastępczej Rosy i Hansa Hubermannów. W drodze jednak braciszek dziewczyny umiera, a ona sama musi zmierzyć się z nową sytuacją. Podczas pogrzebu Wernera do Liesel przypadkowo trafia książka pt. "Podręcznik grabarza". Jest to jej pierwsza kradzież i pamiątka przypominająca o zmarłym bracie. Ponadto to z nią zacznie swoją naukę czytania i pozna magię słów wraz z ukochanym Hansem, nazywanym przez dziewczynkę papą. Czasy nie są jednak łaskawe. Jest wojna, a Hitler szaleje. Cierpienie dotyka wielu osób, w tym także zwykłych mieszkańców Niemiec.

"Złodziejka Książek" to lektura obowiązkowa. Dla każdego, bez wyjątku. Tak naprawdę ciężko opisać emocje, które we mnie wywołała. Patrzę na monitor, patrzę na klawiaturę i nie wiem, co napisać. Według mnie są takie książki, w przypadku których wystarczy zwykłe "polecam". Bez uzasadnienia, bo te każdy na pewno znajdzie, gdy po nią sięgnie. I "Złodziejka Książek" właśnie do takich książek należy. Ja jednak postaram się napisać coś więcej.

Pierwsze, co wyróżnia tę książkę to jej narrator, a jest nim Śmierć. Chociaż  sam siebie tak nie nazywa to łatwo można to wywnioskować po opisach. Pomysł naprawdę oryginalny, a ponadto książka napisana jest w niezwykle lekki sposób, biorąc pod uwagę poruszaną tematykę.

Książka ta zaczęła mnie wciągać już od samego początku, ale czym więcej stron miałam za sobą, tym bardziej się w niej zatracałam, z uwagą czytałam i delektowałam się nią. Akcja jest powolna, nie da się ukryć, ale jej fenomen tkwi w czymś innym. Może nie od razu potrafiłam to dostrzec, bo początkowo miałam inne wyobrażenia co do tej historii, ale później poczułam tę jej magię, te emocje.

A bohaterowie tej książki są równie fantastyczni. Mamy tutaj tyle różnych charakterów, tyle wspaniałe wykreowanych i zapadających postaci, że po prostu trzeba ich poznać. Główna bohaterka, Liesel Meminger, to dziewczynka silna, ale bardzo pokrzywdzona przez los. W końcu przyszło jej dorastać w hitlerowskich Niemcach wśród biedy, okrucieństwa i wojny. Mimo niewielu lat życia boleśnie je odczuła, tracąc swojego braciszka i rozstając się z ukochaną matką, a mimo to pozostała w niej chęć do życia, do walki, odwaga i ciekawość świata oraz zamiłowanie do książek.
Jednak moim ulubionym bohaterem został Hans Hubermann, którego pokochałam za jego dobroć, życzliwość i piękne wnętrze. Zupełnym przeciwieństwem Hansa jest jego żona Rosa, która nie stroni od wyzwisk w kierunku innych. Bardzo długo jej nie lubiłam, irytowała mnie, ale z czasem odkryłam jej prawdziwe wnętrze. Jest jeszcze Rudy, przyjaciel Liesel, który jest sympatycznym młodzieńcem, z głową szalonych pomysłów.

"Złodziejka książek" to głównie opowieść o wojnie. Pokazane zostały tutaj losy zwykłych obywateli Niemiec, którzy przez wojnę również ucierpieli; ciągłe bombardowania, bieda i bliska obecność śmierci nie była obca. Ale i w tych bolesnych czasach znalazło się miejsce dla miłości, przyjaźni i dobroci dla innych.

Przeczytajcie, koniecznie!

22.01.2016

Remigiusz Mróz - Ekspozycja

Tytuł: "Ekspozycja"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Filia
Cykl: Komisarz Wiktor Forst - tom I










Po "Kasacji" i "Zaginięciu" przyszedł czas na kolejną serię napisaną przez Remigiusza Mroza. Mój wybór padł na "Ekspozycję" z komisarzem Wiktorem Forstem na czele. Oj, nawet nie wiecie, jak duży problem miałam podczas jej czytania i jak różne sprzeczne emocje mi towarzyszyły. Ostatecznie jednak moja "mrozomania" trwa nadal.

Na Giewoncie zostają znalezione zwłoki mężczyzny. Ciało zamordowanego wisi nagie na krzyżu, a jedynym śladem jest pozostawiona w ustach zamordowanego moneta. Sprawę prowadzi niecieszący się dobrą opinią komisarz Wiktor Forst, jednak nie na długo, bo szybko okazuje się, że z jakiegoś powodu został zawieszony i odsunięty od śledztwa. Ten jednak nic sobie z tego nie robi i zaczyna szukać śladów na własną rękę wraz z dziennikarką Olgą Szrebską.

Na początku byłam zachwycona. Pierwsze strony, a Mróz przyszykował dla mnie wyszukane morderstwo. Z pozoru zwykłe powieszenie na krzyżu okazuje się być bardziej skomplikowanym, ale autor sprawnie wszystko tłumaczy. Co do Forsta to pierwsze wrażenie okazało się pozytywne, ale... No właśnie jest to "ale", bo o ile początek mi się spodobał, tak później moja opinia drastycznie się zmieniła, by potem znowu popaść w zachwyt. Taka amplituda emocji, ale od początku.

Sięgnęłam po tę książkę w ciemno, wystarczyło mi tylko nazwisko autora. Wiedziałam jedynie, że czeka na mnie morderstwo na Giewoncie. Normalnym jest więc, że spodziewałam się jakiegoś smakowitego thrillera. I niestety, na początku, w części pierwszej, bardzo się zawiodłam, bo absurd goni tutaj absurd, a "Ekpozycja" bardziej przypominała mi powieść przygodową albo sensacyjną. Owszem, działo się bardzo dużo, bo czasami aż ciężko mi było nadążyć i bywało, że się gubiłam. Autor zbombardował moją głowę swoimi pomysłami, a tych miał zdecydowanie dużo. Jednak ta pierwsza część do gustu niespecjalnie mi przypadła i nawet zaczęłam się zastanawiać czy nie darować sobie czytania. Na szczęście tego nie zrobiłam.

Druga część na szczęście już bardziej mnie wciągnęła, ale większość wydarzeń brzmi strasznie nieprawdopodobnie i chociaż w serii z Joanną Chyłką tamten lekki brak realizmu akceptowałam, tak tutaj na początku strasznie mnie to raziło i czytałam z takim powątpiewaniem. Później jednak już się wciągnęłam na maksa i bez zastanawiania się nad prawdopodobnością zdarzeń czytałam, ponownie zaczęłam się zachwycać i tak już zostało do ostatnich stron, a Mróz znowu zyskał w moich oczach.

Jeżeli chodzi o komisarza Wiktora Forsta to zdecydowanie jest on postacią wyrazistą, ale mojej sympatii jakoś nie zdobył. Pierwsze wrażenie było pozytywne, ale potem coraz częściej mnie denerwował. Forst ma gdzieś, co pomyślą o nim inni, jest chamski, szalony, agresywny, niecierpliwy, ma w życiu farta, lubi piękne kobiety i nie kryje swoich emocji. Ja z politowaniem patrzyłam na jego miłosne podchody. Ogólnie uważam, że jest to bohater przerysowany. Ba, nawet do herosa mu już niedaleko.
Z kolei dziennikarka Olga Szrebska była według mnie postacią bezbarwną i pozostawała w cieniu Forsta. W sumie to niewiele mogę o niej napisać, przez większą część książki była mi zupełnie obojętna.

Także jak widać, książka zdecydowanie nie pozostała dla mnie obojętna i towarzyszył mi szereg emocji. Cieszę się, że nie przerwałam czytania w pierwszej połowie, tylko że dałam szansę tej książce, bo sporo bym straciła. Do końca pierwszej części byłam pewna, że więcej z Forstem nie będę chciała się spotkać, a teraz nie mogę się doczekać, kiedy w moje ręce trafi kolejny tom. Zresztą po takim zakończeniu nie mogło być inaczej, bo autor tradycyjnie zaskakuje do ostatnich stron i wręcz zmusza czytelnika do poznania dalszych przygód Forsta.

Fanom autora "Ekspozycję" mimo wszystko polecam. Natomiast jeżeli nie mieliście jeszcze okazji czytać żadnej jego książki to proponuję zacząć od serii z Joanną Chyłką, czyli od "Kasacji".


18.01.2016

Filmowe notatki #2 - Marsjanin (2015)

Po przeczytaniu "Marsjanina" wiedziałam, że film będę musiała zobaczyć obowiązkowo. Recenzując tę książkę trochę narzekałam, że lektura mnie momentami przerastała, że była zbyt skomplikowana, bo ciężko mi to wszystko było sobie wyobrazić. Pokochałam natomiast głównego bohatera, dla którego przeczytałam tę książkę w całości, a nawet znalazła się wśród innych wyróżnionych przeze mnie tytułów, które przeczytałam w ubiegłym roku. Moją recenzję znajdziecie TUTAJ. A co sądzę o filmie?

Tytuł: Marsjanin [The Martian]
Reżyseria: Ridley Scott
                                                             Rok produkcji: 2015
Czas trwania: 2 godz. 21 min.

Podczas wyprawy na Marsa sześciu astronautów zaskakuje burza piaskowa. W trakcie ewakuacji jeden z nich, Mark Watney (Matt Damon), zostaje ranny. Reszta załogi jest przekonana, że ten nie żyje, więc samotnie wracają na Ziemię. Wkrótce jednak okazuje się, że Mark przeżył i został na Marsie zupełnie sam.

Film uważam za dobry. Najbardziej byłam ciekawa, jak spodoba mi się gra aktorska Matta Damona, który wcielił się w rolę uwielbianego przeze mnie książkowego Marka. Według mnie poradził sobie świetnie. Przypomnę, że Marka pokochałam za jego poczucie humoru; można powiedzieć, że mnie hipnotyzował. Mam wrażenie, że w filmie nie jest aż tak wyrazisty, ale mimo to jego humor bił z ekranu.
Po czytaniu książki narzekałam na skomplikowane słownictwo; cała ta nowoczesna technologia mnie przerastała, więc pomyślałam sobie, że po obejrzeniu filmu wszystko stanie się jasne. I tak, i nie. Owszem, lepiej sobie potrafiłam to wszystko, o czym czytałam rok temu, wyobrazić, ale zauważyłam, że w filmie pozbyto się większości technicznych szczegółów, nie wnikano, jak Mark sobie w danej sytuacji poradził, tylko wszystko szło jak z płatka. I to mnie trochę zawiodło, bo nie było już tych emocji i gdybym nie czytała książki, to nie wiem, czy zrozumiałabym, po co i w jakim celu mężczyzna właśnie daną rzecz robi i w jaki sposób. Trochę twórcy poszli na łatwiznę i wszystko spłycili. Oglądało mi się dobrze, nawet bardzo, ale uważam, że książka mimo wszystko jest lepsza. Aczkolwiek film jest fajnym dopełnieniem.

 Tak jak myślałam, skupiono się tutaj bardziej niż w książce na wydarzeniach, które maja miejsce na Ziemi, czyli na ratowaniu Marka i z tego tez powodu mam wrażenie, że on sam poszedł trochę w odstawkę. Ale tego można było się spodziewać.

Film wzbudzał we mnie emocje. Z zaciekawieniem śledziłam kolejne dni Marka na Marsie, a końcówka zaczęła wyciskać ze mnie łzy wzruszenia. To historia ukazująca walkę o przetrwanie, walkę tym bardziej trudną, bo samotną, z dala od innych, z ograniczoną ilością jedzenia, w trudnych warunkach.

14.01.2016

Luz Gabas - Czarownice z Pirenejów| Recenzja przedpremierowa

Tytuł: "Czarownice z Pirenejów"
Autor: Luz Gabas
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Muza
Premiera: 17 luty 2016!










Brianda jest młodą, zdolną panią inżynier, ma kochającego męża i wiedzie szczęśliwe życie. Jednak od pewnego czasu zaczyna dziać się z nią coś dziwnego; coraz częściej traci świadomość, ciężko jej złapać oddech, a nocą nawiedzają ją senne koszmary. Jej stan sprawia, że zostaje wysłana na przymusowy urlop, a czas ten zamierza spędzić w swoich rodzinnych stronach. Na miejscu spotyka tajemniczego mężczyznę, który działa na nią hipnotyzująco, a w Briandzie budzą się jakieś dziwne wspomnienia i uczucia, które ciężko jej wyjaśnić. Wkrótce okazuje się, że historia sięga szesnastego wieku.

Na początku dobra rada; nie czytajcie opisu z tyłu okładki, bo zdecydowanie zdradza zbyt dużo! W ogóle ciężko mi o tej książce pisać, bo nie chciałabym przez przypadek spoilerować, a w tym przypadku o to nie trudno.

Chociaż za romansami nie przepadam to przyznać muszę, że ten mi się spodobał. Szczerze powiedziawszy oczekiwałam na trochę inną historię i gdy zaczęłam się domyślać, że dużo tu będzie miłości, to trochę się bałam, że się nie odnajdę w tej powieści. Miło się jednak zaskoczyłam, bo opowieść o pięknym i mocnym szesnastowiecznym uczuciu szybko mnie porwała. Narracyjne przeskoki o kilka wieków okazały się strzałem w dziesiątkę i podobały mi się zarówno wydarzenia toczące się w teraźniejszości, jak i te w odległych czasach - chociaż te znacznie bardziej, bo czuć było tutaj taki specyficzny klimat, inne zwyczaje i prawa rządzące światem. Z kolei wydarzenia teraźniejsze zdecydowanie obfitowały w tajemniczość. Niby nie działo się zbyt dużo, ale czuć było, że wkrótce coś się wydarzy. Jednak początek jest dosyć nudny, trzeba trochę poczekać na rozwój akcji i na najważniejsze wydarzenia. Jest to zdecydowanie minus, bo spokojnie można by było trochę ten długi wstęp skrócić. Ubolewam też nad tym, że tak mało tutaj o czarownicach, bo wątek ten bardzo mnie zainteresował, myślałam, że dowiem się czegoś więcej, ale niestety się zawiodłam. 

Byłam bardzo ciekawa, jak autorka połączy ze sobą te dwa światy, jak to wszystko zostanie wyjaśnione, bo sama historia bardzo mnie zaintrygowała. Niestety jednak dostałam zakończenie otwarte, a rozwiązanie muszę wymyślić sobie sama bądź przyjąć wizję jednej z bohaterek. Na początku bardzo mi się to nie spodobało, ale z drugiej strony sporo o tej książce myślałam po jej skończeniu i do końca pozostała ta nuta tajemniczości.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business&Culture. 

11.01.2016

Remigiusz Mróz - Zaginięcie

Tytuł: "Zaginięcie"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Joanna Chyłka (tom 2)








Po "Kasacji" od razu zabrałam się za czytanie "Zaginięcia". Wręcz nie mogłam się doczekać lektury i tego, co tym razem autor mi zaserwuje. Nie ukrywam, że po tak udanym pierwszym tomie moje oczekiwania były naprawdę wysokie, a autor sam sobie wysoko ustawił poprzeczkę. Czy udało mu się ją przeskoczyć?

Środek nocy. Joanna Chyłka odbiera telefon od swojej starej i niezbyt lubianej znajomej, która prosi ją o pomoc; trzyletnia córeczka Angeliki Szlezyngier znika z domu, w którym włączony był alarm. Dodatkowo brak śladów włamania wskazuje na winę rodziców Nikoli. Ci jednak twierdzą, że są niewinni. Sprawa wydaje się być z góry przegrana, ale Joanna Chyłka wraz z Kordianem Oryńskim postanawiają podjąć wyzwanie i stanąć w obronie małżeństwa.

Drugi tom, nowa sprawa, ale Joanna Chyłka wciąż ta sama; nieustępliwa, chamska, przebojowa i kontrowersyjna. Kordian Oryński za to staje się coraz bardziej pewny siebie i zdecydowanie coraz lepiej pracuje mu się ze swoją patronką. W dalszym ciągu podtrzymuję to, co napisałam o "Kasacji"; ten duet zdecydowanie autorowi się udał, jest wyrazisty i stanowi mocną część serii, bo potrafi dostarczyć rozrywki i sprawia, że poboczny wątek jest równie ciekawy, co główny. Zdradzę też, że między nimi zaczyna coraz bardziej iskrzyć, ale co będzie dalej, to się dopiero okaże.

Sprawa zaginięcia trzyletniej dziewczynki z domu zamkniętego na cztery spusty jest bardzo intrygująca. Od samego początku nie wiedziałam, co o niej myśleć, darowałam sobie wymyślanie własnych scenariuszy, bo i tak niczego mądrego bym pewnie nie wymyśliła. Cała sprawa z czasem staje się coraz bardziej zawiła, żeby na końcu całkowicie zaskoczyć. Gdy już myślałam, że dostałam rozwiązanie, wszystko wywróciło się o 180 stopni. Zakończenie, tak jak i w "Kasacji", jest trochę przekombinowane, ale jako że czuję sympatię do pana Mroza, to przymykam oko. Za to jestem strasznie ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów. A tak swoją drogą, kończenie w takim momencie jest zwyczajnym znęcaniem się nad czytelnikiem. Muszę jeszcze wspomnieć o jednym wydarzeniu, które sprawiło, że na dłużej wstrzymałam oddech i przeżyłam chwile grozy. Kto czytał, ten z pewnością wie, o czym piszę.

Wypadałoby porównać tę część do poprzedniego tomu. Mnie trochę bardziej podobała się "Kasacja", ale "Zaginięcie" zdecydowanie utrzymuje poziom. Mniej tutaj prawniczego żargonu, mniej tłumaczenia sądowych zasad, ale w "Kasacji" bardziej zaintrygował mnie oskarżony, który był bardzo tajemniczy i specyficzny. Chociaż i tutaj autor nie poszedł na łatwiznę, bo jak zwykle sprawa okazała się być bardzo skomplikowana i ciężka do wygrania.  Teraz z niecierpliwością wyczekuję trzeciego tomu, a później kolejnych. Was tymczasem zachęcam do lektury najpierw "Kasacji", a później "Zaginięcia". Można oczywiście zacząć i od tego tomu, ale ze względu na bohaterów sugeruję zrobić to chronologicznie.

Seria: Joanna Chyłka:
Kasacja|Zaginięcie|Rewizja

08.01.2016

Remigiusz Mróz - Kasacja

Tytuł: "Kasacja"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Cykl: Joanna Chyłka - Tom I










O Remigiuszu Mrozie wiele w ostatnim czasie słyszałam i czytałam. Na wielu blogach i vlogach natykałam się na kolejne jego książki i same pozytywne recenzje. A gdy jeszcze zaczęły się pojawiać w rocznych rankingach najlepszych książek to aż zrobiło mi się głupio, że ja, wielbicielka thrillerów, jeszcze nie miałam okazji poznać jego twórczości. Postanowiłam, że w nowym roku to zmienię i słowa dotrzymałam. Teraz mogę jedynie żałować, że zrobiłam to tak późno. Chyba pora bardziej zaufać polskim autorom.

Syn biznesmena, Piotr Langer, zostaje oskarżony o zamordowanie dwóch osób ze szczególnym okrucieństwem. Wszystko wskazuje na niego, tym bardziej, że siedział zamknięty przez dziesięć dni w swoim mieszkaniu wraz z ciałami. Ojciec wynajmuje dla niego najlepszych prawników z renomowanej kancelarii  Żelazny & McVay, ten jednak nie wydaje się chętny do współpracy; ani nie przyznaje się do winy, ani zaprzecza, za to świetnie milczy i sprawia wrażenie obojętnego. Jego obrony podejmie się przebojowa i niedająca sobie w kaszę dmuchać Joanna Chyłka i jej nowy, jeszcze niedoświadczony, aplikant Kordian Oryński. Chociaż sprawa wydaje się przegrana to prawniczy duet podejmuje wyzwanie. Dokąd zaprowadzi ich ta sprawa?

Ciężko jest teraz w każdym gatunku napisać coś oryginalnego, wybić się poza utarte schematy. U mnie z thrillerami jest tak, że bardzo lubię je czytać, ale szybko o nich zapominam lub mieszają mi się ze sobą. Jestem jednak przekonana, że "Kasacji" tak szybko nie zapomnę.

Autor nie każe czytelnikowi czekać na ukazanie swojego pisarskiego talentu. Mnie porwał już od pierwszych stron, a to głównie za sprawą bohaterów. Joanna Chyłka i Kordian Oryński. Ona jest odważną, pewną siebie prawniczką, o niewyparzonym języku. Nie szczędzi sobie złośliwości, a naginanie prawa, zwłaszcza drogowego, nie jest jej obce. On, zwany też przez Chyłkę "Zordanem" to jej młody, jeszcze niedoświadczony i lekko ciapowaty aplikant, który dopiero szuka sobie miejsca w tym prawniczym świecie. Razem tworzą bardzo udany duet, który zdecydowanie potrafi rozbawić czytelnika i jest mocną stroną tej książki. Oboje pokochałam i na pewno szybko o nich nie zapomnę, bo są to tak wyraziste i oryginalne postaci, że ciężko było się z nimi rozstawać. A Chyłka oficjalnie zostaje moją ulubioną kobiecą bohaterką.

Z prawniczymi thrillerami aż tak dużego doświadczenia nie mam, chociaż miałam już okazje takie czytać. Nigdy jednak nie była to książka polskiego autora, więc tym bardziej się cieszę, że po "Kasację" sięgnęłam. Wiadomo bowiem, że polskie realia wymiaru sprawiedliwości różnią się od tych amerykańskich. Autor, jak sam przyznaje, trochę nagiął rzeczywistość, ale w sprawie kasacji pozostał wierny ustawom. Dodać jeszcze trzeba, że Remigiusz Mróz odpowiednie wykształcenie ma, więc można jego wiedzy zaufać i przy okazji jeszcze czegoś nowego się nauczyć. Przyznaję, że na początku trochę się bałam, że "Kasacja" zniechęci mnie jakiś prawniczym żargonem, że może się w tej książce pogubię albo zanudzę na śmierć. Moje obawy były jednak bezpodstawne, bo autor pisze w sposób i lekki, i przystępny, więc nawet laicy śmiało mogą po nią sięgać. Humoru także nie brakuje, a ja z coraz to większym zaciekawieniem przewracałam kolejne strony.

Zachwycający bohaterowie to jednak nie wszystko. Akcja wciąga już od pierwszej strony i nie pozwala tak łatwo od czytania się oderwać, a zakończenie wbiło mnie w fotel i zdecydowanie zaskoczyło. Wymyślałam sobie różne scenariusze, ale na nic się one zdały wobec tego, co przygotował dla nas autor. Może i jest to trochę przekombinowane, ale z dobrym efektem. Chociaż niektóre wydarzenia wydały mi się mało realne, to przymykam na to oko i w dalszym ciągu pozostaję w zachwycie. Oczywiście od razu zabieram się też za pozostałe książki pana Mroza. Pora nadrobić zaległości.

Seria: Joanna Chyłka:
Kasacja|Zaginięcie|Rewizja

06.01.2016

Filmowe notatki#1 Jestem na tak/Yes Man (2008)

Filmy oglądam naprawdę rzadko, co powtarzałam już setki razy.  Ostatnio jednak coraz częściej mam ochotę na taką formę relaksu i w przerwie pomiędzy jedną książką a drugą lubię sobie coś obejrzeć. Filmy staram się starannie dobierać, żeby oprócz rozrywki niosły także jakąś wartość. A czym bardziej motywujące - tym lepiej.

Dlaczego "filmowe notki"? Bo nie czuję się dobrze w recenzowaniu filmów, nie znam się na tym, zbyt mało ich widziałam, żeby się wymądrzać, większości znanym aktorów nawet nie znam, więc wszelkie porównania sobie daruję. Także u mnie o filmach będzie krótko, ale konkretnie.


Tytuł: Jestem na tak/Yes Man
Reżyseria: Peyton Reed
Rok produkcji: 2008

Carl Allen (Jim Carrey) po odejściu żony prowadzi nudne życie, unika kontaktów z innymi ludźmi, a na większość propozycji odpowiada przecząco. Pewnego dnia spotyka swojego kolegę, który namawia go do wzięcia udziału w spotkaniu stowarzyszenia "Jestem na tak". Tam Carl zostaje wręcz zmuszony do złożenia przysięgi i od tego momentu musi zgadzać się na wszystko, a słowo "nie" usunąć ze swojego słownika.

"Jestem na tak" to film, który nawet nie trafił na moją listę do obejrzenia w przyszłości, ale od razu po przeczytaniu opisu go włączyłam. Szukałam czegoś motywującego ( nowy rok zobowiązuje mnie zawsze do działania) i wiedziałam, że ten właśnie taki będzie. Nie zawiodłam się.

"Jestem na tak" to przede wszystkim komedia (z elementem romantycznym), na której można się trochę pośmiać. Może i jest to trochę przesłodzony, przesadzony i przewidywalny film, ale mnie przede wszystkim naładował pozytywną energią i dał do myślenia. Niestety mogę o sobie powiedzieć, że tak jak i Carl często jestem na "nie". Odmawianie jest w sumie proste, z czasem można dość do wprawy. Tylko że z każdym kolejnym słowem "nie" odsuwamy się od prawdziwego życia, z góry zakładamy, że coś nie ma sensu, że nie warto, że się nie chce. Za każdym kolejnym "nie" może stać jakaś zmarnowana okazja i szczęście. Pora wreszcie nauczyć się mówić "TAK"!

"Jestem na tak" to film, który Wam serdecznie polecam. Zwłaszcza w najbliższym czasie, gdy rozpoczynający się nowy rok powoduje, że mamy chęci do zmian. Ja zamierzam taki projekt w swoje życie wprowadzić - oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i po prostu otworzyć się na nowości.

05.01.2016

Moje Must Read w 2016

W tym roku postanowiłam zrobić sobie spis książek, które koniecznie chcę przeczytać. Oczywiście lista mogłaby być dużo dłuższa, ale te tytuły są przeze mnie najbardziej pożądane. Wiadomo, że do tego dojdzie pewnie sporo nowości, o których istnieniu jeszcze nie wiem. Książki, które wybrałam, są wielu osobom dobrze znane, bo ostatnio było o nich dosyć głośno, tak więc myślę, że się nie zawiodę!



Z założenia miało być tak, że po kliknięciu na okładkę przeniesiecie się na stronę Lubimy Czytać, by móc zobaczyć opis każdej z książek, ale blogger niestety ze mną nie współpracuje, a ja jeszcze nie wpadłam na pomysł, jak temu zaradzić. A szkoda, bo sporo czasu na to poświęciłam. No trudno.

Na mojej liście przeważają książki raczej wymagające, o trudniejszej tematyce, zmuszające do refleksji, ale znalazło się i miejsce na coś lekkiego i odprężającego; w planach mam na przykład najnowszą książkę Olgi Rudnickiej oraz twórczość Remigiusza Mroza. Tutaj wymieniłam tylko "Kasację", ale właśnie ją czytam i już wiem, że na tym jednym tytule się nie skończy.

A co Wy planujecie przeczytać w tym roku? Jeżeli czytaliście którąś książkę z mojej listy to chętnie poznam Waszą opinię.

04.01.2016

Joe Hill - NOS4A2

Tytuł: "NOS4A2"
Autor: Joe Hill
Ilość stron: 752
Wydawnictwo: Albatros











Victoria McQueen odkrywa, że za pomocą swojego roweru jest w stanie przemieszczać się do dowolnego miejsca w przestrzeni i odnajdywać rzeczy, których aktualnie szuka. Po prostu znikąd pojawia się stary most, który prowadzi dziewczynkę do różnych zakątków. Gdy pewnego dnia, siedemnastoletnia już Vic, po kłótni z rodzicami wsiada na rower postanawia znaleźć kłopoty. I istotnie tak się dzieje. Trafia do domu Charlesa Talenta Manxa, który okazuje się być psychopatą porywającym i wywożącym dzieci swoim diabelskim wozem o numerach NOS4A2 do Gwiazdkowej Krainy, która jednak taka jest tylko z nazwy. Ze spotkania z tym okrutnym mężczyzną Vic wychodzi ledwie żywa, ale to do dopiero początek jej koszmaru. Po kilkunastu latach przyjdzie jej ponownie stanąć z nim twarzą w twarz.

Po skończeniu lektury dowiedziałam się, że autor jest synem Stephena Kinga. I faktycznie podczas czytania czułam, że ja to już skądś znam, od razu miałam skojarzenia z książkami mistrza grozy, a te niestety nigdy mnie do końca nie zachwycały. Z "NOS4A2" jest trochę inaczej i chociaż książka ta mi się spodobała to do kilku rzeczy muszę się przyczepić. Przede wszystkim uważam, że jest przegadana i spokojnie można by było kilka długich fragmentów z niej wyciąć, nic nie tracąc. Przez takie przeciąganie nie od razu potrafiłam się wciągnąć i były momenty, w których się niestety nudziłam i czułam wymęczona. Na początku jeszcze też trochę się gubiłam w tym wykreowanym przez autora świecie, potrzebowałam czasu by w niego wsiąknąć. Także ten wstęp nie do końca mnie zachwycił, ale potem było już tylko ciekawiej, a ostatnie strony pochłonęły mnie już całkowicie. No i zakończenie jest naprawdę dobre, więc pomimo wad nie żałuję tych wszystkich godzin, które poświęciłam na przeczytanie tej książki.

"NOS4A2" to tytuł określany jako horror. Czy jest to książka straszna? Hmmm, było kilka momentów, w których moje serce zabiło szybciej, ale biorąc pod uwagę jaka to cegła, to były to momenty nieliczne. Także nad klimatem grozy trzeba jeszcze popracować. Jednak spodobała mi się ta historia, widać, że autor ma dobrą wyobraźnię i potrafi ją wykorzystać, pisząc w bardzo realistyczny sposób. Ja bardzo chętnie zobaczyłabym ekranizację. Myślę nawet, że mogłaby mnie bardziej zachwycić.

03.01.2016

Podsumowanie 2015 roku

Nie mogę uwierzyć, że 2015 rok już się kończył. Zdecydowanie zbyt szybko upływa mi czas. W 2015 roku nie zawsze było dobrze. Nie zawsze wszystko szło po mojej myśli, ale przecież i porażki są potrzebne, bo to one kształtują charakter, uczą i zmieniają człowieka. Za nie też trzeba umieć podziękować. Czasami chciałabym cofnąć czas, inaczej postąpić w niektórych sytuacjach, ale teraz już za późno. Teraz trzeba iść do przodu z podniesioną głową i tego sobie właśnie w 2016 życzę. Życzę sobie tej odwagi, która pozwoli śmiało kroczyć przez życie bez zważania na opinię innych. I życzę sobie zdrowia, bo to najważniejsze i wielokrotnie mogłam się już o tym przekonać. Życzę sobie, by ten nowy rok był po prostu dobry. By był dla mnie pełen wykorzystanych okazji i otwartą furtką do zmian.

2015 był dla mnie rokiem dobrym. Nie łatwym, ale mimo wszystko dobrym. Mam za co dziękować, mam co wspominać.
źródło

 A co w 2016?

W tym roku moim jednym postanowieniem jest zdanie prawa jazdy. Mam zamiar nie przejmować się ewentualnymi porażkami i uzyskać upragnione dokumenty. Niczego więcej nie planuję, bo nie chcę na siłę wymyślać sobie postanowień, których i tak nie zrealizuję. Jedynie w dalszym ciągu zamierzam uczyć się angielskiego i aktywnie spędzać czas, ale to akurat już żadne wyzwanie, bo obie te czynności bardzo polubiłam. I tyle. A co przyniesie los to się dopiero okaże. Zresztą na zmiany zawsze jest odpowiedni moment.

To w życiu, a jak wyglądał ubiegły rok książkowo?

Narzekać zdecydowanie nie mogę. Chociaż przeczytałam mniej książek niż w 2014 to nie uważam tego za porażkę. Mój stosunek do czytania się zmienił. Z racji ciągłego braku czasu zaczęłam patrzeć na książki w inny sposób, staranniej wybierać tytuły i nie patrzeć na ilość, a na jakość, na emocje, na wartościowość danych książek. Życzę wiec sobie samych bardzo dobrych tytułów. To teraz jest dla mnie najważniejsze, bo najzwyczajniej szkoda mi czasu tylko na pozycje przeciętne.Ale to chyba zrozumiałe.

W 2015 roku przeczytałam 96 książek. Nie o wszystkich jednak na blogu napisałam. Były tytuły i słabe, i przeciętne (tych, mam wrażenie, że było aż za dużo), i takie, których nachwalić się nie mogłam. Były różne gatunki, nowości i starocie. Zauważyłam jednak, że niewiele thrillerów przeczytałam, za to częściej sięgałam po tzw. młodzieżówki (a te niestety często mnie rozczarowywały, więc w tym roku planuję wrócić już do mojego ulubionego gatunku).

W 2016 roku chcę przeczytać przynajmniej 52 książki. Myślę, że nie powinno być problemów, ale z czasem może być różnie, więc warto jakiś cel sobie postawić.

Blogowo to także był rok udany; pojawiły się nowe współprace, kącik językowy bardziej się rozwija, byłam też w miarę regularna w pisaniu, zmieniłam wygląd bloga, założyłam profil na Google+. Próbowałam też swoich sił z Disqusem, ale przez problemy techniczne z przykrością musiałam z niego zrezygnować. Szkoda, bo naprawdę bardzo mi się taka opcja podoba.

Ale długie już to moje podsumowanie! Kończę, żeby nie zanudzać. Zerknijcie jeszcze na książki, które przeczytałam w 2015 i chciałabym wyróżnić. Klikając na okładkę przeniesiecie się do moich recenzji (lub ewentualnie na stronę lubimy czytać, jeżeli takowa się na moim blogu nie pojawiła).

http://easel.ly/infographic/df6ytj
Listę najgorszych książek sobie daruję, bo dosyć sporo ich było (zdecydowanie za dużo!), a nie warto już do tego wracać.

Na sam koniec jeszcze krótkie statystyki bloga, żebym mogła sobie ewentualnie za rok je porównać.
Liczba obserwatorów: 238 i 60 (Google+)
Liczba fanów na Facebooku: 151
Wyświetlenia bloga: 283102

02.01.2016

Podsumowanie grudnia

Na blogach królują teraz podsumowania całego roku, ja jednak zapraszam jeszcze na krótki powrót do grudnia.



W grudniu miałam nadzieję na nadrobienie książkowych zaległości i miłe lenistwo. Koniec pierwszego semestru dał mi jednak mocno w kość, a zamiast łóżka pełnego książek miałam łóżko pełne zeszytów i podręczników. Ale było warto. Tak upływała mi pierwsza połowa miesiąca. W święta udało się poczytać trochę więcej, zobaczyłam też kilka filmów i nareszcie odpoczęłam. Akumulatory naładowane i jakoś do ferii energii musi mi wystarczyć. A grudzień zakończyła świetna zabawa sylwestrowa - najlepsza w całym moim dotychczasowym życiu.

W grudniu przeczytałam 7 książek:
1. Michael Crichton - "Park jurajski"
2. Ivey Eowyn - "Dziecko śniegu"
3. Maureen Johanson,John Green, Lauren Myracle - "W śnieżną noc"
4. Joe Hill - "NOS4A2"
5. John Grisham - "Darujmy sobie te święta"
6. R.J Palacio - "Cud chłopak"

A ostatni dzień grudnia zakończyłam czytaniem fantastycznej książki, którą już pewnie doskonale znacie:
7. Zusak Markus - "Złodziejka książek"

Razem przeczytałam 3179 stron.

Obejrzane filmy:
"Za wszelką cenę" (2004)
"Jestem na tak" (2008)
"Święta Last Minute" (2004)
"Ekspres Polarny" (2004)
"Listy do M." (2011)

Ponadto na blogu pojawiły się dwa świąteczne tagi: Świąteczny berek książkowy  oraz Xmas Book Tag.

Z serii językowo opublikowałam dwa wpisy: o świetnym serialu do nauki angielskiego - klik  oraz o mobilnej aplikacji na telefon - klik

Pojawił się także jeden refleksyjny wpis - klik 

Tym oto wpisem żegnam grudzień. A jak wyglądał Wasz ostatni miesiąc w roku?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka