30.03.2016

Olga Rudnicka - Były sobie świnki trzy

Tytuł: "Były sobie świnki trzy"
Autor: Olga Rudnicka
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka










Jolka Markiewicz, Marta Skałka i Kamelia Padecka. Trzy przyjaciółki i jeden problem - mężowie, z którymi nie da się już wytrzymać. Rozwód? Przeszkodą jest tylko podpisana intercyza, która w takim przypadku pozostawi kobiety z niczym. Jedyny sposób na uwolnienie się od problemu i zapewnienie sobie życia w dostatku to pozostanie wdową. Co jednak zrobić, gdy mężowie są jeszcze młodzi i pełni sił i ani myślą odchodzić z tego świata? Ano trzeba im pomóc i jakoś się ich pozbyć. I najlepiej zrobić to szybko, bo lata uciekają, a urody nie przybywa.

Jolka, Martusia i Kama to główne bohaterki najnowszej powieści Olgi Rudnickiej. Są to kobiety dojrzałe, mające za sobą całkiem konkretny staż małżeński. Każdej z nich w zasadzie dobrze się wiedzie, bo życie u boku bogatych i szanowanych mężów jest po prostu wygodne. Ale każdemu coś więcej od życia się należy, więc pomysł na zostanie bogatą wdową bardzo się trzem przyjaciółkom podoba. Tylko jak to wszystko zorganizować, żeby nikt się nie dowiedział i by zostać na wolności?

Bohaterki bardzo polubiłam. Co prawda, biorąc pod uwagę ich wiek, nie zawsze zachowywały się adekwatnie i rozsądnie, ale za to właśnie kocham postaci tworzone przez panią Olgę. 
Kamelia Padecka, zwana też Kamą ma 36 lat i jest żoną stołecznego komornika - Macieja Padeckiego.
Jolanta Markiewicz ma 38 lat, dwójkę dzieci, które za niedługo wejdą w dorosłość i jest żoną radcy prawnego - Tadeusza, zwanego tez przez nią Tadzikiem. 
Z kolei Martusia Skałka to wrażliwa kobieta, która bardzo pragnie dzieci, ale jej mąż, Tobiasz Skałka, nie jest chętny do spłodzenia ani jednej pociechy.
Razem kobiety tworzą całkiem niezłą mieszankę wybuchową, a ich pomysły niejednokrotnie zaskakują i wprawiają w osłupienie. 

Jednak na tych trzech paniach się nie kończy, bo bohaterów jest dużo więcej i co najważniejsze - są oni równie dobrze wykreowani i wzbudzają emocje. Bardzo polubiłam młodą prawniczkę Sandrę, która z wielkim zaangażowaniem walczy o swoje, by osiągnąć wymarzony sukces w swojej pracy. A do czego zdolna jest kobieta, która bardzo czegoś pragnie, chyba wszyscy wiemy.

"Były sobie świnki trzy" to lektura idealna do czytania o każdej porze. Jest to książka lekka, przyjemna, z dużą dawką humoru i ironii, którą się wręcz pochłania. Fabuła jest oryginalna, dużo się dzieje, akcja pędzi, a napięcie jest sprawnie budowane. Ach, jak ja uwielbiam styl pani Rudnickiej; tę lekkość i naturalność z jaką tworzy swoje historie. Nie czuć tutaj jakiegoś wymuszenia, humor nie jest wplatany na siłę i czyta się tę książkę po prostu genialnie. Dla mnie to idealny poprawiacz humoru. Co jakiś czas wybuchałam śmiechem i z zaciekawieniem śledziłam poczynania głównych bohaterek. Nie obyło się także bez niespodzianek i nagłych zwrotów akcji. Czy może być piękniej?

Kiedyś sądziłam, że dobry kryminał to krwawy i przerażający kryminał. Zdanie jednak zmieniłam, gdy zaczęłam czytać książki pani Rudnickiej. Udowadnia ona, że można napisać powieść na wysokim poziomie, która będzie i bawiła, i trzymała w napięciu. "Były sobie świnki trzy" to kolejny udany jej tytuł, który serdecznie polecam, a zwłaszcza kobietom, bo to taki iście babski kryminał. Wiecie, kobieta kobietę zawsze zrozumie, a zwłaszcza gdy mowa o problemach z facetami.  A jeżeli jeszcze nie znacie książek pani Rudnickiej to wiedzcie, że tracicie naprawdę sporo.

Za możliwość przeczytania dziękuję księgarni internetowej niePrzeczytane.pl. Książkę w  dobrej cenie możecie znaleźć tutaj.

29.03.2016

Ingar Johnsrud - Naśladowcy

Tytuł: "Naśladowcy"
Autor: Ingar Johnsrud
Ilość storn: 528
Wydawnictwo: Otwarte











Norweskie kryminały są bardzo popularne i chętnie czytane przez polskich czytelników, a prym wiedzie u nas chyba Jo Nesbø (którego, tak swoją drogą, książki mam w planach od kilku lat, a jeszcze po nie nie sięgnęłam). Sama nie mam z norweskimi powieściami zbyt dużego doświadczenia, ale stwierdziłam, że muszę się w końcu przekonać, jak to z nimi jest. Czy faktycznie jest się czym zachwycać. I takim oto sposobem w moje ręce wpadła debiutancka książka, której autorem jest Ingar Johnsrud.

Komisarz Fredrik Beier pracuje w norweskiej policji. Pewnego dnia po pomoc zgłasza się do niego znana działaczka polityczna, prosząc o odnalezienie jej córki i wnuczka. Ta z pozoru łatwa sprawa szybko okazuje się być skomplikowana, a to, co mężczyzna wraz ze swoją partnerkę Kafą Iqbal zastaje na miejscu siedziby religijnej organizacji Boskie Światło, zmienia ich pogląd na sprawę. Na miejscu odnajdują kilku brutalnie zamordowanych jej członków, a reszta nagle rozpłynęła się w powietrzu. To jednak dopiero początek rozgrywającej się masakry i tajemnic, które wkrótce zostaną odkryte.

Coś czuję, że autor może wkrótce zrobić furorę na polskim ryku wydawniczym. "Naśladowcy" to książka, która obfituje w mocne, często krwawe opisy i dzieje się tu naprawdę bardzo, bardzo dużo. Autor sprawnie łączy ze sobą wszystkie wątki i serwuje swoim czytelnikom naprawdę mocny tytuł. Przyczepić się jednak muszę do trochę nudnego początku, który mnie lekko zniechęcił. Później jednak akcja rozkręca się i pędzi aż do samego końca, nie dając czasu na chwilę wytchnienia. Trochę też nie podobały mi się zbyt krótkie rozdziały, które, zwłaszcza na początku, rozpraszały mnie i sprawiały, że nie mogłam się wgryźć. Początkowo też ciężko było mi się połapać, kto w tej historii jest kim, bo mnogość wątków i bohaterów powodowały u mnie lekką dezorientację. Z czasem jednak autor sprawnie ułożył wszystko w jedną, logiczną całość. Uważam też, że popracować należy nad budowaniem napięcia i odpowiednim klimatem grozy, bo chociaż dzieje się tu tak szalenie dużo, to nie koniecznie idzie to w parze z odczuwanymi emocjami. No chyba, że to ja już jestem taka wymagająca w tej kwestii, a cała moja wrażliwość już po przeczytaniu tylu tytułów gdzieś się ulotniła.

Oprócz wydarzeń teraźniejszych są jeszcze rozdziały, które przenoszą nas do czasów drugiej wojny światowej, kiedy to miejsce miały okrutne eksperymenty medyczne, mające na celu walkę o czystą rasę. Przyznaję, że ten wątek był strzałem w dziesiątkę - jest naprawdę makabryczny i zrobił na mnie duże wrażenie.

"Naśladowcy" to debiut i początek serii z komisarzem Fredrikiem Beierem. Przyznać muszę, że jak na pierwszą książkę to jest dobrze. Owszem, pewne elementy są jeszcze do poprawki, ale myślę, że z każdym kolejnym tomem będzie tylko lepiej.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Otwartemu.

26.03.2016

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą |Wesołych Świąt



Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
...
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
ks. Jan Twardowski

Kto z nas nie zna powyższych słów? Dlaczego te mądre wersy są takie logiczne, ale tak trudne do zrealizowania w dzisiejszym zabieganym świecie? Dlaczego tak często okazuje się, że na spotkanie, naprawienie swoich błędów, pokochanie, czy też wyrażenie naszej miłości jest już za późno? Dlaczego to Śmierć ciągle nas wyprzedza i pokazuje, że to ona rządzi?

Tak sobie myślę, że ludzie teraz nie potrafią już żyć, bo żyjemy głównie dla siebie. Chociaż pragniemy towarzystwa drugiej osoby, przyjaźni, znajomych, to przeraża nas potrzebny wysiłek. Wolimy wybrać samotność, wolimy się w niej dusić i zaniedbywać najbliższych, bo wiecznie nie mamy czasu, gonimy za sukcesami i najchętniej kupilibyśmy tabletki, gdyby tylko takie istniały, które zrobią wszystko za nas, dodają nam czasu. Przyjaźń i miłość kosztuje i wymaga; rzucają Ci wyzwanie, coraz wyżej stawiają poprzeczkę. Żeby brać, musisz dać. A żeby dać musisz poświęcić swój jakże cenny czas. Czas, którego tak często nie masz. Czas. Czas. Czas. Czas to pieniądz. Szkoda czasu. Strata czasu. Nie mam czasu. Tak, tak, wszystko sprowadza się do czasu. 

A Śmierć się cieszy. Cieszy się, że dopięła swego, zabrała kogoś bliskiego nim tym zdążyłeś się pożegnać, a potem jeszcze bezczelnie śmieje Ci się w twarz i z rozkoszą patrzy na Twoje wyrzuty sumienia, cieszy się z Twojego smutku i nie daje zapomnieć. Ale w tym wszystkim i uczy. Uczy, by kochać, póki jest na to czas, uczy, by nie zaniedbywać naszych najbliższych i osób, na których nam zależy. Pokazuje, że są w życiu rzeczy ważniejsze niż Twoje kolejne zobowiązania w pracy i chore ambicje. Uczy pokory, każe chociaż trochę przystopować i wyłuskać trochę czasu dla innych - zanim będzie za późno. 


...

A przy okazji chciałam wszystkim moim czytelnikom życzyć wesołych, zdrowych Świąt Wielkanocnych, spędzonych z ludźmi, których kochacie i na których Wam zależy.  Zatrzymajcie się chociaż na chwilę, odpocznijcie i przeżyjcie te chwile najlepiej jak potraficie.

24.03.2016

Emily Jane Brontë- Wichrowe Wzgórza

Tytuł: "Wichrowe Wzgórza"
Autor: Emily Jane Brontë
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Świat Książki











Zastanawiałam się, czy w ogóle podejmować się oceny "Wichrowych wzgórz", bo jest to powieść, która zdecydowanie wzbudziła we mnie emocje i zachwyciła mnie, ale ciężko mi ładnie to wszystko ująć w słowa. W ogóle przyznaję, że początkowo myślałam, że będzie to zwykła, lekka miłosna historia i gdy już zaczęłam czytać to się zaskoczyłam.

Historia rozpoczyna się, gdy do Drozdowego Gniazda przybywa jego nowy zarządca - Loockwood, który chce dowiedzieć się od służącej Ellen czegoś więcej o oddalonych o kilka mil Wichrowych Wzgórzach. Kobieta rozpoczyna swoją opowieść, a my przenosimy się do przełomu XVIII i XIX wieku, kiedy to do Wichrowych Wzgórz powrócił właściciel - pan Earnshaw. Wraz z nim przybył bezdomny, cygański chłopak, którego przygarnął i nazwał Heathcliffem. Natomiast dwójce swoich dzieci; Cathy i  Hindley'owi, nakazuje traktować go jako własnego brata. Cathy bardzo szybko zaprzyjaźnia się z nowym domownikiem, stają się wręcz nierozłączni, a wkrótce zaczyna rodzić się między nimi miłość. Natomiast Hindley robi wszystko, by go poniżyć i upokorzyć. Chociaż Cathy ze wzajemnością kocha swojego przybranego brata, to duma nie pozwala jej z nim być. Zraniony Heathcliff nie zamierza się jednak poddać.

Początkowo obawiałam się, że będzie mi się ciężko tę powieść czytało, bo napisana została w dziewiętnastym wieku. Miło się jednak zaskoczyłam. Owszem, jest to lektura trudna, wymagająca skupienia i refleksji, a język jest starodawny, ale kompletnie nie utrudniało mi to odbioru. Wręcz zachwycałam się pięknymi, plastycznymi i klimatycznymi opisami, tą dostojnością i obyczajami. Tej książki nie da się, a już na pewno nie powinno się, czytać szybko. Jej trzeba poświęcić dużo czasu, przemyśleć ją, postarać się zrozumieć. Ja mam nadzieję, że mi się to udało, ale nie ukrywać, że bardzo długo sama nie wiedziałam, co o niej myśleć. Coś mnie w niej hipnotyzowało, przyciągało, ale nie do końca potrafię to zdefiniować.

Cóż, bohaterowie są, delikatnie mówiąc, denerwujący i w większości szaleni (przynajmniej to słowo dobrze mi tutaj pasuje). Szaleni z miłości, samotności, smutku. Każda z przedstawionych przez autorkę postaci coś wnosi. Wszyscy są świetnie wykreowani, ale przeważają wśród nich raczej negatywne cechy charakteru. Katarzyna denerwowała mnie swoimi zmiennymi humorkami i próżnością, nie potrafiłam jej polubić. Heathcliff początkowo zdobył moją sympatię i współczucie, ale później, gdy stał się tyranem, zaczął mnie przerażać. Próbowałam odkryć, co tak naprawdę w nim siedzi, zrozumieć go, ale nie było to łatwe. Bił od niego ogromy smutek, rozpacz, ale mimo swojego szaleństwa jakoś mnie hipnotyzował. Myślę, że można go różnie odbierać, ja przede wszystkim starałam się go zrozumieć. Dla mnie był on ofiarą własnego charakteru, starałam się go mimo wszystko usprawiedliwiać. Bohaterowie są nie tyle negatywni, co skrzywdzeni. Mają złe cechy, irytują, ale czy można ich za to winić?

Jeżeli jeszcze nie czytaliście "Wichrowych Wzgórz" to koniecznie nadróbcie zaległości. Ze swojej strony gwarantuję, że teraz już takiej książki nie spotkacie. Ja zostałam oczarowana. Weźcie też pod uwagę, że piszę to jako osoba, która za klasyką nie przepada i czyta ją bardzo rzadko.

21.03.2016

Sylvain Reynard - Raven

Tytuł: "Raven"
Autor: Sylvain Reynard
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Akurat










Gdy już zaczęło mi się wydawać, że wampiry w literaturze to przeżytek, w moje ręce wpadła właśnie ta książka. Początkowo trochę się wahałam, ale dobre recenzje zdziałały cuda i zdecydowałam się mimo wszystko ten tytuł poznać. Paranormalny romans na wiosenne rozbudzenie? Czemu by nie?

Niepełnosprawna Raven Wood pracuje we florenckiej galerii Uffizi, gdzie zajmuje się renowacją obrazów. Gdy pewnego dnia wraca do domu jest świadkiem napadu na znanego jej bezdomnego. Mimo swojej słabości nie waha się ani chwili i decyduje się pomóc. Skupia jednak na sobie uwagę napastników i szybko sama staje się ich celem. Niespodziewanie jednak z mroku wyłania się tajemniczy mężczyzna, który staje w jej obronie i z łatwością radzi sobie z jej oprawcami. Gdy wybawca Raven pochyla się nad nią i szepcze jakieś niezrozumiałe słowa, kobieta traci przytomność. Co dziwne, po przebudzeniu niewiele pamięta i okazuje się, że wygląda całkiem inaczej; nie jest już niepełnosprawna, chodzenie nie sprawia jej bólu, figura się wyszczupliła i stała się piękna. Jakby tego wszystkiego było mało, gdy Raven wraca do pracy, zostaje oskarżona o kradzież bezcennych ilustracji Boticellego. By się uniewinnić wkracza w mroczne zaułki Florencji.

Mocną stroną książki są jej bohaterowie. Szalenie polubiłam Raven, która różni się od innych znanych mi bohaterek. Jest to młoda kobieta, która wielokrotnie została zraniona. Nie należy do piękności, ma bujne kształty, komplementy ze strony mężczyzn są jej obce, a w dodatku jest niepełnosprawna i skazana na poruszanie się przy pomocy laski. Nareszcie bohaterka z krwi i kości, postać wiarygodna, z wadami, zaletami i pasją, którą podczas czytania naprawdę się odczuwa. Raven kocha sztukę, spełnia się w swojej pracy i mimo kompleksów jest szczęśliwa i niezwykle życzliwa. Dawno nie czytałam książki tego typu, gdzie tak mocno polubiłabym główną bohaterkę, naprawdę.
Co do Williama to nie wiem, co napisać. Jego postać wzbudza emocje. Chociaż początkowo nie byłam do niego przekonana, bo jakoś szczególnie się nie wyróżniał na tle innych znanych mi wampirów, tak potem zaczął mnie coraz bardziej intrygować. Po przeczytaniu całości mogę stwierdzić, że coś w sobie ma; ta jego tajemniczość przyciągnęła nawet mnie, a tu już jakiś sukces. Haha, wychodzi na to, że wdziękom wampira nie tak łatwo się oprzeć. William to taka chodząca bomba, pełna seksapilu i uczuć. Dziki i delikatny zarazem. Brutalny, ale niepozbawiony uczuć.  No, takie romanse paranormalne to ja rozumiem.

Kolejny plus to świetny klimat. Autor (bądź autorka, bo płeć Reynard nie jest znana) wspaniale opisał Florencję, ukazał jej piękno, ale też i te bardziej mroczne zaułki. Oprócz tego nie brakuje fantastycznych opisów obrazów. Fanką co prawda nie jestem, znawczynią sztuki tym bardziej, ale bardzo przyjemnie mi się czytało i nie było mowy o nudzie. Pasja i zaangażowanie z jakim Raven poświęcała się swojej pracy było odczuwalne i za to duży plus.

"Raven" to romans paranormalny. Chociaż na co dzień raczej od tego gatunku trzymam się z daleka, to tym razem ciekawość zwyciężyła. I nie żałuję lektury. Nie będę kryć, że były momenty przewidywalne, ale tak to już jest z takimi książkami i w tym przypadku nie traktowałam tego jako wadę. Umówmy się, romans to romans, pewne elementy będą pojawiać się zawsze i akcja zmierza do tego samego. Jednak jest to tytuł, który się wyróżnia, tak jak już wyżej wspomniałam, dzięki zapadającym w pamięć bohaterom i klimatowi. Niby nic nowego, a jednak napisane w nowy sposób. "Raven" to historia pełna namiętności i pożądania. Jestem przekonana, że wszyscy fani romansów zostaną usatysfakcjonowani, ale nie tylko, bo i mnie się podobało. Książkę czyta się szybko, jest wciągająca i potrafi trzymać w napięciu. Ja z chęcią przeczytam kolejny tom!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

19.03.2016

Sue Monk Kidd - Sekretne życie pszczół

Tytuł: "Sekretne życie pszczół"
Autor: Sue Monk Kidd
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Literackie










Karolina Południowa, 1964 rok. Życie czternastoletniej Lily Owens nie jest łatwe; wychowywana jest przez oschłego, często agresywnego ojca, którego nazywa T.Ray, bo na miano prawdziwego taty jej zdaniem nie zasługuje. Matka dziewczyny nie żyje i jakby tego było mało, ojciec oskarża ją o jej śmierć. W tym pozbawionym miłości domu może liczyć jedynie na życzliwość jej czarnoskórej służącej Rosaleen. Pewnego dnia, gdy sytuacja w domu staje się nie do zniesienia, Lily podejmuje decyzję o ucieczce. Razem z Rosaleen udają się do Tiburon, by tam dowiedzieć się czegoś więcej o matce dziewczynki i podążyć jej śladami. Dokąd zaprowadzi je ta podróż?

"Sekretne życie pszczół" to książka poruszająca problem segregacji rasowej, która ma się w latach 60-tych XX wieku bardzo dobrze i jest mocno odczuwalna. Co prawda coś się powoli zaczyna zmieniać, osoby czarnoskóre zaczynają mieć prawo do głosowania, co oczywiście spotyka się z jawnym sprzeciwem białych, którzy nie wahają się przed upokorzeniem kolorowych i okazywaniu im swojej pogardy.

"Sekretne życie pszczół" to także książka o wyjątkowej w tych czasach przyjaźni pomiędzy białą dziewczyną a jej czarnoskórą służącą i opiekunką zarazem. Przyjaźni prawdziwej i wzorowej, w której liczy się wnętrze człowieka, a nie kolor jego skóry, uczynki a nie stereotypy i chore uprzedzenia.

Szczerze powiedziawszy nie dopuszczałam do siebie myśli, że ta książka może być słaba. Nie przypominam sobie nawet, żebym czytała jakąś negatywną recenzję. Ja niestety nie dołączę do grona jej zwolenników. Z przykrością muszę przyznać, że porządnie mnie ta książka wynudziła. Właściwie zastanawiałam się, czy w ogóle czytać ją do końca, ciągle sprawdzałam, ile stron jeszcze mi pozostało.

 Historia niestety nie wzbudziła we mnie żadnych emocji i nie potrafiła mnie zainteresować. Początek zapowiadał się jeszcze dobrze, byłam ciekawa tej książki i losów bohaterki, ale bardzo szybko to uczucie gdzieś się ulotniło, bo z czasem zaczyna robić się coraz bardziej absurdalnie i niewiarygodnie. Nie da się ukryć, że religia odgrywa tutaj istotną rolę, obecny jest kult Marii, do którego w pierwszym momencie nic nie miałam, ale te wszystkie obrzędy, które odprawiały bohaterki, dziwiły mnie coraz  bardziej i z czasem ten wątek stał się bardzo męczący. W pewnym momencie miałam też wrażenie, że wyobraźnia autorki zaszła za daleko. A, i nawiązując do tytułu, to mogłabym napisać, że miejscami za dużo tu miodu i słodyczy.

Nie skreślam jeszcze autorki, w planach mam jej "Czarne skrzydła" i mam nadzieję, że będzie to spotkanie dużo bardziej udane. "Sekretnemu życiu pszczół" niestety muszę powiedzieć "nie".

17.03.2016

Neil Gaiman - Nigdziebądź

Tytuł: "Nigdziebądź"
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Mag










"Nigdziebądź" to książka fantastyczna. Ten gatunek nie należy do moich ulubionych i raczej rzadko po niego sięgam, bo przeważnie mam problem z wczuciem się w wykreowany przez autora świat. Jeżeli chodzi o Neila Gaimana to dotychczas miałam styczność tylko z jedną jego książką i odebrałam ja dobrze, ale była to historia dla dzieci. Dzisiaj natomiast coś dla starszych.

Richard wiedzie spokojne i dosyć nudne życie w Londynie. Pewnego dnia, wraz ze swoją narzeczoną Jessicą, udaje się na ważną dla niej kolację, od której wiele zależy. Jednak w drodze do restauracji mężczyzna zauważa ranną dziewczynę. Nie zważając na protesty ukochanej, odruchowo bierze nieznajomą na ręce i zanosi do swojego mieszkania, by jej pomóc. Dowiaduje się, że kobieta nazywa się Drzwi, a wkrótce okazuje się też, że znajomość ta zmieni życie Richarda na zawsze i nie tak łatwo będzie się z tego wyplątać. Richard trafia do Londynu Pod, czyli miejsca niewidocznego dla mieszkańców Londynu Nad. Miejsca, gdzie zdarzyć może się wszystko.

Podczas czytania nie mogłam wyjść z podziwu dla wyobraźni autora; już sam pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał i z zaciekawieniem przewracałam kolejne strony. Długo zastanawiałam się, do czego ta cała historia zmierza i chociaż spodziewałam się czegoś innego to i tak jestem usatysfakcjonowana. Dla mnie "Nigdziebądź" to taka zwariowana książka pełna magii, gdzie wszystko może się zdarzyć. Strasznie spodobał się pomysł na Londyn Pod, bo autor świetnie opisał to miejsce, potrafił sprawić, by ożyło ono w mojej głowie.

Bohaterowie, jak dla mnie, są świetni, wyraziści i oryginalni. Już imię samej głównej bohaterki - Drzwi - o tym świadczy. Najbardziej jednak rozpływałam się nad kreacją duetu Croup i Vandemar. Chociaż były to postaci niezwykle okrutne to ten ich specyficzny sposób wypowiadania się bardzo mi się spodobał. To jedna z tych książek, w których lubi się nawet te złe charaktery. Mimo wszystko - uwielbiam ten duet!

Myślę, że dla fanów fantastyki będzie to lektura idealna. Ja jednak przyznaję, że nie do końca potrafiłam się wczuć i wsiąknąć do wykreowanego przez autora świata (ale tak jak już wyżej wspomniałam, mam z tym problemy jeżeli o fantastykę chodzi), raczej śledziłam wszystko z boku. Momentami moja wyobraźnia nie nadążała i gubiłam się w natłoku tych wszystkich osobliwych postaci i wydarzeń. Na brak akcji i jej tempo zdecydowanie narzekać nie można. Dla mnie mogłoby być nawet trochę wolniej, żeby stopniowo przyswajać wszystkie informacje. Autor pędzi za to jak burza, momentami zaskakuje i przez całą książkę trzyma równy poziom.


15.03.2016

Językowo: Niemiecki nie gryzie Wyd.Edgard



Zawsze uważałam, że niemiecki albo się kocha, albo nienawidzi. Ja zawsze byłam w tej drugiej grupie, ale o wszystkim pisałam TUTAJ. Postanowiłam spróbować raz jeszcze z tym językiem, na spokojnie i z własnej woli, bo w szkole wybrałam sobie francuski i kontakt z niemieckim straciłam już w czwartej klasie podstawówki. Ale do rzeczy.

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać podręcznik właśnie do nauki języka niemieckiego wydawnictwa Edgard. Jest to publikacja z serii "Nie gryzie", która  przeznaczona jest głównie dla samouków, którzy dopiero swoją przygodę z danym językiem zaczynają. Podręcznik pozwala opanować podstawy od poziomu A0 do A1.

Plusy:

  • Podręcznik jest bardzo czytelny, przejrzysty i ma ładną szatę graficzną.  Na początku każdego rozdziału znaleźć możemy obrazki z fajnymi, często humorystycznymi, opisami.
  • Całość podzielona jest na 13 tematycznych rozdziałów, a zagadnienia w nich zawarte dotyczą tematów z życia codziennego i jest to materiał po prostu podstawowy, idealny dla laików. Podział jest idealny, a wiedza uporządkowana.
  • W każdym rozdziale spodziewać możemy się krótkich dialogów wraz z tłumaczeniami, wyjaśnienia gramatyki, zagadnień leksykalnych oraz słówek i konstrukcji w formie słowniczka. Ponadto na marginesach znajdziemy minisłowniczki z trudniejszymi słówkami. 

  • Dalej, w każdym rozdziale, czeka na nas sporo ćwiczeń, które pozwolą przyswoić poznany materiał. Na końcu książki znaleźć można oczywiście odpowiedzi:) Pod koniec każdego rozdziału są jeszcze ćwiczenia  z serii "sprawdź się".

  • Ćwiczenia są różnorodne; czasami trzeba coś dopasować, połączyć, a innym razem wpisać, wysłuchać i uzupełnić. 
  • Od czasu do czasu na marginesie można znaleźć różne ciekawe informacje dotyczące języka niemieckiego ("Czy wiesz, że?")


Minusy:

  • Przyczepię się do nagrań. Według mnie są one zbyt szybkie jak dla osoby naprawdę początkującej, brakuje mi przerw, które pozwoliłyby na uzupełnienie luk przy jednoczesnym wykonywaniu  zadań w podręczniku.



Ja niestety niemieckiego nie polubiłam, nie podoba mi się jego brzmienie i nauka nie sprawiała mi przyjemności, więc sobie odpuszczam - nie warto się katować i uczyć na siłę, w momencie gdy jest tyle innych języków, których przyswajanie może stać się pasją i przyjemnością.

Aczkolwiek, wracając do podręcznika, osobom początkującym, nawet na zerowym poziomie, mogę go polecić. Jeżeli tylko macie ochotę poznać niemiecki i szukacie jakieś książki do nauki, to warto przyjrzeć się bliżej tej publikacji.

Za możliwość nauki dziękuję wydawnictwu Edgard.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

14.03.2016

Gayle Forman - Wróć, jeśli pamiętasz

Tytuł: "Wróć, jeśli pamiętasz"
Autor: Gayle Forman
Ilość stron: 289
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tom: II (Cykl: Jeśli zostanę)








Pierwsza część, czyli "Zostań, jeśli kochasz", jakoś szczególnie mnie nie zachwyciła. Czytało się ją dobrze i szybko, ale była też przewidywalna. A jak się sprawa ma z kontynuacją?

Od wydarzeń przedstawionych w pierwszej części mijają trzy lata. Drogi Mii i Adama rozeszły się. On jest znanym rockmenem, ona robi karierą jako uzdolniona wiolonczelistka. Adam jest jednak załamany, tęskni za swoją ukochaną, nie rozumie, czemu ich kontakt się urwał; coraz bardziej zatraca się w sobie, zaniedbuje zespół.

Początek naprawdę mnie zaskoczył, bo po skończeniu pierwszej części myślałam sobie, że Mia i Adam będą sobie żyli szczęśliwie, szykowałam się też na jakąś przesłodzoną miłosną historyjkę. Autorka postanowiła mnie jednak zaskoczyć; zmienił się sposób narracji, bo tym razem Adam opowiada nam całą historię, to jemu poświęcono zdecydowanie większą uwagę. I bardzo się z tego cieszę, bo Mia miała już swoje pięć minut, a Adam i jego muzyczne życie mnie zainteresowały. Ponadto od samego początku nie wiadomo, co się między tym dwojga wydarzyło i co tak naprawdę dzieje się z Mią.

Co do bohaterów to Adama bardzo w tej części polubiłam i kibicowałam mu z całych sił. Podobało mi się to, że autorka pokazała, jak ciężka może być sława i jak trudne jest życie celebryty. Bardzo fajnie zostały też ukazane jego uczucia, wspomnienia, momentami aż czuć było jego cierpienie. Mia natomiast bardzo mnie irytowała, ale wiecie, że ja mam alergię na niezdecydowane bohaterki. Naprawdę długo nie wiedziałam, o co tej dziewczynie chodzi i chociaż jest współczułam, to bardzo w moich oczach straciła. Uff, dobrze, że to Adam grał tutaj pierwsze skrzypce.

Ta część jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Według mnie jest bardziej emocjonalna, lepiej się ją czyta, Adam dobrze sprawdza się w roli narratora. Chociaż w dalszym ciągu daleka jestem od uznania tego tytułu za zachwycający, to w ogólnym rozrachunku stwierdzam, że to młodzieżówka na naprawdę fajnym poziomie.


09.03.2016

Gayle Forman - Zostań, jeśli kochasz

Tytuł: "Zostań, jeśli kochasz"
Autor: Gayle Forman
Ilość stron: 248
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Tom: I (Cykl: Jeśli zostanę)










"Zostań, jeśli kochasz" to taka książka legenda z krążącymi wokół niej pozytywnymi recenzjami, a nawet ekranizacją. Gdy tylko zobaczyłam, że jest dostępna w mojej bibliotece, to nie wahałam się ani chwili.

Jedna chwila potrafi rozsypać życie człowieka. O tym przekonała się Mia Hall, która w wypadku samochodowym straciła swoich rodziców i brata. Przeżyła tylko ona i została sama. Żyje, ale jest w śpiączce, balansuje pomiędzy życiem a śmiercią. Musi zdecydować, czy chce jeszcze żyć, czy raczej dołączyć do reszty swojej rodziny.

Szczerze powiedziawszy jakoś szczególnie nie zachwyciła mnie ta książka, bo spodziewałam się czegoś lepszego po przeczytaniu tych wszystkich pozytywnych recenzji, ale jak na młodzieżówkę to jest naprawdę dobrze; nie znajdziemy tu znienawidzonego przeze mnie miłosnego trójkąta, bohaterowie nie irytują, mają swoje pasje i traktują je poważnie. Historia przedstawiona przez autorkę jest taka zwyczajna i spokojna, podobnie jak jej bohaterowie. Po prostu dobrze i przyjemnie mi się ją czytało.

Jednakże brakowało mi emocji. Nie wiem, czy jestem jedyna, bo inni raczej twierdzą, że wzrusza i gra na emocjach, a ja tego jakoś nie odczuwałam. Momentami zatrzymywałam się na chwilę, zastanawiałam, co na bym zrobiła na miejscu Mii, czy chciałabym dalej żyć. Jednak nie poczułam się dogłębnie wzruszona, książka nie zagrała na moich emocjach. Niestety było też schematycznie, nie trudno było mi się domyślić zakończenia. Przeszkadzała mi też ciągła idealność, brak skaz w rodzinie Mii. To wszystko sprawiało, że odbierałam tę książkę jako mało realną.

Bohaterowie są dosyć zwyczajni, nie wyróżniają się niczym szczególnym, uważam, że można było ich lepiej wykreować. Szczerze powiedziawszy niewiele o nich wiem. Może to przez sposób narracji, który przypominał mi raczej czytanie pamiętnika, urywków z życia Mii. Mimo to spodobała mi się więź pomiędzy Mią a Adamem, było bardzo dojrzale i subtelnie.

Po drugą część z czystej ciekawości sięgnę, bo i tak mam ją już na półce. Jestem bardzo ciekawa, co autorka dalej wymyśli. Mam szczerą nadzieję, że będzie mniej schematycznie i zostanę czymś zaskoczona.

06.03.2016

Maxime Chattam - Upiorny zegar

Tytuł: "Upiorny zegar"
Autor: Maxime Chattam
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Sonia Draga









Maxime Chattam to jeden z moich ulubionych autorów thrillerów. Zdecydowanie potrafi mnie zachwycić, a jego książki dotychczas czytało mi się rewelacyjnie. W ciemno sięgnęłam więc po "Upiorne zegary" i niestety, ale mocno się zawiodłam. Do książki miałam dwa podejścia. Pierwszy raz przeczytałam jakieś pięć rozdziałów i sama nie wiem dlaczego, ale lekturę przerwałam. Tym razem ją skończyłam, ale nieźle mnie wymęczyła.

Rok 1900, Paryż. Młody, początkujący pisarz Guy ucieka od swojej żony i córeczki i zaszywa się w burdelu. Pewnego dnia jedna ze znanych mu prostytutek - Milaine-  zostaje w brutalny sposób zamordowana. Mężczyzna postanawia pomścić jej śmierć i razem z kurtyzaną Faustine i inspektorem Martialem Perottim rozpoczynają prywatne śledztwo, bowiem na policję tym razem liczyć nie można.

U tego autora brutalnie jest zawsze. I tym razem morderstwo jest wyszukane i opisane dosyć obrazowo. Początek zapowiadał się świetnie; straszne zabójstwo, nieznany sprawca i bohaterowie prowadzący śledztwo na własną rękę. Oczekiwałam na książkę mocną, pełną wrażeń, akcji i napięcia, a dostałam historię, która w większości mnie po prostu nudziła. Czekałam i czekałam aż coś się zacznie dziać i ewentualnie mogę się zgodzić, że w końcówce się to stało, chociaż i tutaj szaleństw się nie spodziewajmy. Zakończenie z pewnością jest makabryczne i przerażające, ale jakoś nie wywołało u mnie większych emocji; myślę po prostu, że byłabym już tak wynudzona, że chciałam tylko ją zamknąć i niewiele mnie już obchodziło. Oczywiście były też wątki ciekawsze, ale szkoda, że autor nie wykorzystał ich potencjału i w większości urwał je bez dokładnych wyjaśnień, zupełnie tak, jakby zabrakło mu pomysłów. Wiele razy zmuszałam się do czytania, sprawdzałam, ile stron pozostało mi do końca. Nie takiego Chattama oczekiwałam, ale mam za swoje, bo powinnam wcześniej przeczytać opinie innych czytelników.

Nawet miejsce i czas akcji niewiele podnoszą poziom tej powieści. Niby jest rok 1900, ale kompletnie tego podczas czytania nie odczuwałam. Szkoda, bo przynajmniej tło mogłoby być interesujące.

Bohaterowie również mnie nie zachwycili, bo byli niedopracowani. Guy zachowywał się jak nieodpowiedzialny nastolatek, ukrywając się przed własną żoną, był wręcz wszechwiedzący, uzdolniony w wielu dziedzinach, co do mnie niestety nie przemówiło. Morderca także był bez wyrazu, jego postać nie wzbudziła we mnie większych emocji, a w tym przypadku chyba powinna. Jednak Faustine nawet polubiłam. W końcu nie codziennie spotyka się w literaturze z kurtyzaną bawiącą się za detektywa.

Klimat? Bohaterowie? Akcja? Napięcie i groza? Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Temu panu tym razem podziękuję. Do zobaczenia kiedyś, w mam nadzieję, lepszej książce.

03.03.2016

Kinga Facton - Samulka

Tytuł: "Samulka"
Autor: Kinga Facton
Ilość stron: 360
Wydawnictwo: Otwarte











Samulki to małe, spokojne miasteczko, idealne do prowadzenia udanego, harmonijnego życia. Właśnie tutaj trzy lata wcześniej przeprowadziła się trzydziestoletnia Ewa. Kobieta jest sama, nie ma znajomych, ucieka od ludzi i stara się jakoś uporządkować swoje życie; pocieszenia szuka w dogoterapii, floroterapii, ciastkoterapii i kawoterapii, rozmawia też z bohaterami książek, które czyta. Jej dni wyglądają jednak identycznie, a wszystkie poranki są tak samo trudne, bo trzeba wstać, wyjść do ludzi i zacząć żyć. Wydawać by się mogło, że nie pasuje do tego sielskiego nastroju małego miasteczka, gdzie wszyscy dobrze się znają, ufają sobie i obdarzają się wzajemną życzliwością, ale może to właśnie takie miejsce jest idealne, by na nowo odnaleźć siebie?

"Samulka" to taka bardzo podnosząca na duchu historia. Jest w niej trochę smutku, bo ciężko o inne odczucia, gdy główna bohaterka, która jest zarazem narratorką, cierpi na depresję i ciężko jest jej zdobyć siły do codziennych, prostych czynności. Żyje jak w próżni, nie zawsze jest pewna, co jest prawdą, a co tylko wytworem jej wyobraźni, co widać, gdy prowadzi rozmowy ze swoimi ulubionymi bohaterami literackimi.  Jednak  i w tym smutku znajdzie się miejsce na radość i walkę o siebie. Ewę polubiłam, ale miejscami bywała naprawdę humorzasta, irytująca i lekko potrzepana. Cieszy mnie również fakt wprowadzenia psiego bohatera, bo Kajtek nadał  tej historii pewnej lekkości, a ja jako fanka psów byłam po prostu uszczęśliwiona. Po raz kolejny pokazano jak duży wpływ na nas może mieć posiadanie zwierzaka.

Nie ukrywam, że treść książki trochę mnie zaskoczyła. Takiej prostej, podnoszącej na duchu historii się spodziewałam, ale nie przewidziałam jej religijnego akcentu, który z czasem zaczyna przybierać na sile. Piszę o tym, bo z pewnością grono odbiorców tej książki w tym momencie się zawęzi. Ludzie, którzy otaczają Ewę są wierzący, często można spotkać ich w kościele, czy też w przykościelnej restauracji. Bóg odgrywa tutaj pewną rolę, jest wychwalany, więc tak jak już wspomniałam - nie będzie to książka dla wszystkich. Autorka pokazała, jak duży wpływ w życiu niektórych osób może mieć wiara, jaką może dawać nadzieję.

"Samulka" to dobrze napisana książka, którą czyta się błyskawicznie; nie brakuje w niej sarkazmu, autoironii, a momentami jest nawet śmiesznie. Historia całkiem banalna i przewidywalna do bólu, ale bardzo polubiłam główną bohaterkę, mocno jej kibicowałam i z przyjemnością obserwowałam jej stopniowe dojrzewanie do życia, jej przemianę. Myślę też, że sięgnęłam po ten tytuł w odpowiednim momencie swojego życia, gdy właśnie takiej podnoszącej na duchu lektury oczekiwałam.

Czy polecam? "Samulka" to książka specyficzna, która na pewno nie każdemu do gustu przypadnie, być może stanie się kontrowersyjna. Mnie się podobała, ale też daleka jestem od polecania jej nie znając Waszych czytelniczych gustów.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Otwartemu.



02.03.2016

Podsumowanie lutego 2016

źródło

Wraz z końcem lutego moje ferie również dobiegły końca i jest mi smutno z tego powodu, bo kto z nas nie lubi mieć wolnego? Ale tak to już jest, że wszystko to, co dobre, szybko się kończy. W każdym razie trochę poczytałam - szału nie ma, ale trafiłam akurat na kilka książek, które nie zachwyciły mnie, więc też jakoś szczególnie szybko mi się ich nie czytało (przynajmniej moje oczy mogły sobie odpocząć, haha). No i jeszcze ten mój książkowy kac, spowodowany książką Remigiusza Mroza, też zrobił swoje, bo długo się nie mogłam za czytanie zabrać.

Ogólnie mam spore zaległości w recenzowaniu, ale spokojnie - wszystko wkrótce nadrobię, a przynajmniej taką mam nadzieję.

W lutym przeczytałam 8 książek:
1. Giulia Endders - "Historia wewnętrzna. Jelita - najbardziej fascynujący organ naszego ciała"
2. Erich Segal - "Doktorzy"
3. Emily Bronte - "Wichrowe wzgórza"
4. Kinga Facon - "Samulka"
5. Maxime Chattam - "Upiorny zegar"
6. Remigiusz Mróz - "Wieża milczenia"
7. Gayle Forman - "Zostań, jeśli kochasz"
8. Gayle Forman - "Wróć, jeśli pamiętasz"

Razem 3148 stron.

Ponadto obejrzałam wspaniały mini-serial na podstawie książki Agathy Christie pt. "I nie było już nikogo", o którym pisałam TUTAJ. Polecam go serdecznie.

Z serii językowo pojawiła się recenzja 56 numeru English Matters - klik.
Napisałam też o dwóch poradnikach wydawnictwa Samo Sedno - o nieśmiałości i koncentracji uwagi - klik

Bardzo się ciesze, że już marzec. Liczę, że wkrótce za oknem zobaczę piękną wiosenną pogodę, która doda mi sił i obudzi do życia. Mam nadzieję także na same satysfakcjonujące i zachwycające lektury. Oj, marzy mi się coś mega oryginalnego i wystrzałowego.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka