29.04.2016

Filmowe notatki #4 Za wszelką cenę (2004)


Tytuł: Za wszelką cenę [Million Dollar Baby]
Reżyseria: Clint Eastwood
Rok produkcji: 2004

Trzydziestoletnia Maggie Fitzgerald (Hilary Swank) marzy o tym, by odnieść sukces w kobiecym boksie zawodowym. Pomocy szuka u znakomitego trenera Frankie Dunna (Clint Eastwood), ten jednak stanowczo jej odmawia. Kobieta natomiast się nie poddaje i uparcie przychodzi trenować na siłownię, walcząc o swoje marzenia.

Chociaż za boksem nie przepadam i na ogół nie kuszą mnie filmy traktujące o tym sporcie to mimo wszystko postanowiłam "Za wszelką cenę" obejrzeć. Czułam, że to będzie film motywujący i z przesłaniem - czyli tak, jak lubię. I nie zawiodłam się.

Początek jest trochę nudnawy. Wszystko się tak ciągnie i łatwo przewidzieć, co stanie się dalej. Później jednak oglądałam bez odrywania oczu od monitora, by na koniec się zaskoczyć i to mocno. Mało brakowało, a poleciałby łzy. Nie tego się spodziewałam. Zakończenie naprawdę szokuje i jest mocna strona filmu.

Początkowo myślałam, że będzie to film o boksie i walce o marzenia. Szybko jednak się przekonałam, że w tej historii chodzi o coś więcej. Owszem, walkę o sukces oraz nieustępliwość Maggie doskonale tutaj widać i jest godna pogratulowania, ale dostrzec można tu znacznie więcej. "Za wszelką cenę" to także film o przyjaźni; świetnie ukazano tutaj relacje pomiędzy bohaterami, ich lojalność, poświęcenie. Dla mnie jest to niezwykle motywująca historia, która pokazuje, że na realizowanie marzeń nigdy nie jest za późno oraz, że wytrwałość popłaca. Pokazuje też, że życie nie zawsze jest łaskawe, ale dla mnie to takie przesłanie, że pora zacząć działać już teraz i nie czekać na lepsze czasy.


25.04.2016

Jenny Martin - Wyścig

Tytuł: "Wyścig"
Autor: Jenny Martin
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Muza
Tom: I









Na planecie Castra, rządzonej przez korporacje, mieszka siedemnastoletnia Phoebe Van Zant, która jest doskonałym i niezwykle utalentowanym kierowcą. Talent odziedziczyła po ojcu, ten jednak zniknął, gdy dziewczyna była dzieckiem. Ona postanawia jednak dalej brać udział w wyścigach, bo kocha tę adrenalinę. Pewnego dnia, razem ze swoim przyjacielem, wpadają w zasadzkę i Phoebe staje przed wyborem; więzienie i bestialskie warunki albo sprzedanie się w ręce wpływowego Benroyal'a, który tylko czeka aż dziewczyna dołączy do jego drużyny i będzie się dla niego ścigać.Wybór staje się oczywisty.

Z przykrością muszę stwierdzić, że wynudziła mnie ta książka okropnie, właściwie z trudem dotarłam do ostatniej strony i z niecierpliwością spoglądałam, ile jeszcze zostało mi do końca. Brakowało mi tutaj jakiejkolwiek akcji. Ok,  może pod koniec coś ruszyło i w końcu zaczęło się coś dziać, ale to o wiele za późno.

Bohaterowie kompletnie nie przypadli mi do gustu; byli papierowi i do samego końca pozostali mi obojętni. Postaci jest tu dosyć dużo i przez długi czas mi się mylili, brakowało mi w nich czegoś specyficznego, co pozwoliłoby ich lepiej zapamiętać. Główni bohaterowie również mnie zawiedli i  przez większość czasu tylko irytowali. Szczerze powiedziawszy to nawet nie wiem, jak miałabym ich opisać. Niby autorka próbowała stworzyć postaci z charakterem, ale ich styl bycia do mnie kompletnie nie trafił.

Wiedziałam, że mam się spodziewać miłosnego trójkąta i chociaż mam ich już od dawna serdecznie dość, to mimo to postanowiłam zaryzykować i po książkę sięgnąć. Na szczęście wątek romantyczny nie dominuje. Na szczęście, bo nie spodobał mi się i strasznie mnie męczyło czytanie wynurzeń Phoebe, która ewidentnie sama sobie stwarzała problemy i nie potrafiła się zdecydować. Tragedia.

Książka zapowiadała się dosyć oryginalnie; wyścigi samochodowe, wielkie korporacje na planecie. Dla mnie było to coś zupełnie nowego, ale niestety na dobrym pomyśle się skończyło, bo wykonanie totalnie do mnie nie przemówiło. Historia naprawdę miała potencjał, ale został on niewykorzystany, a całość raz że nudzi, dwa, że jest do tego jeszcze schematyczna i miejscami naciągana. Czuć ją po prostu niezbyt udanym debiutem. Wiem, że książka zdobyła wielu fanów, ja tym razem do nich nie dołączę.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

20.04.2016

Neil Gaiman - Księga cmentarna

Tytuł: "Księga cmentarna"
Autor: Neil Gaiman
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Mag










Pewnej nocy do domu czteroosobowej rodziny włamuje się tajemniczy mężczyzna, który chce wymordować wszystkich jej członków. Cało wychodzi tylko malutki, dwuletni chłopczyk, któremu nieświadomie udało się wymknąć z domu.  Trafia on na cmentarz, gdzie opiekę nad nim przejmują duchy. Te nadają mu imię Nikt Owens.

Szczerze powiedziawszy nie rozumiem zachwytu nad tym tytułem. Początek faktycznie mnie oczarował; pomyślałam sobie, że to będzie świetna historia. Zaczęło się niezwykle oryginalnie i intrygująco, nie potrafiłam się wręcz oderwać. Jednak dalej emocje zaczęły opadać i ciągle zastanawiałam się, do czego autor dąży, jaki jest cel tej historii. I wtedy właśnie zaczęłam się trochę nudzić.

Przyznać muszę, że pomysł autora bardzo mi się spodobał. Pierwszy raz czytałam taką książkę, której akcja praktycznie w całości działa się na cmentarzu wśród nieboszczyków, więc to akurat na plus. Jednak wykonanie już nie do końca do mnie trafiło, momentami było przewidywalnie, a tego bardzo nie lubię. Brakowało też dynamizmu, a pewne wydarzenia wydały mi się bezsensowne i niedopowiedziane. No i gdzie ta tajemnica i groza? Gdzie wykorzystany potencjał? Gdzie rozbudowanie tych wszystkich wątków?

Dla mnie "Księga cmentarna" to taka bajka, idealna dla  młodszych czytelników. Jestem przekonana, że kilka lat temu inaczej odebrałabym ten tytuł i pewnie wtedy uznałabym go nawet za horror - wiecie, cmentarz, umarli i te sprawy, więc moja wyobraźnia by szalała. Teraz już chyba jestem za stara i nie potrafię tego poczuć. Być może miałam też za duże oczekiwania po wszystkich przeczytanych pozytywnych recenzjach. Historia napisana jest naprawdę prostym językiem, niekiedy, jak dla mnie, zbyt dziecinnym. Ale co ja mogę wiedzieć? Chyba faktycznie się zestarzałam. Kurcze, bo ja szukałam w niej tego czegoś, jakiegoś przesłania, ale go nie znalazłam.

 W każdym razie uważam, że to książka idealna dla młodszych osób, bo traktuje o dorastaniu. Nikt nie jest zwyczajnym chłopcem, ale ciężko o to, by takim był, bo wychowywany jest przez umarłych i żyje na cmentarzu. Nie wolno mu wielu rzeczy, wielokrotnie musi walczyć ze swoją ciekawością świata, nie zawsze postępuje właściwie. Stopniowo dorasta, tak jak inne dzieciaki w jego wieku, pakuje się w kłopoty, pragnie się rozwijać, rozpiera go ciekawość.

11.04.2016

Jørn Lier Horst - Ślepy trop|Recenzja przedpremierowa

Tytuł: "Ślepy trop"
Autor: Jørn Lier Horst
Ilość stron: 414
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: X
Cykl: William Wisting
Premiera: 13 kwiecień 2016








Dawna koleżanka Line - Sofie Lund, wprowadza się wraz ze swoją małą córeczką do domu odziedziczonego po zmarłym dziadku. Za życia ich relacje nie były najlepsze, a mężczyzna miał swoje na sumieniu i angażował się w działalności przestępcze. W domu kobieta znajduje sejf, a jego zawartość zburzy jej spokojne życie. Za to komisarz William Wisting trafi dzięki temu na nowy ślad, który pozwoli obudzić niewyjaśnioną dotąd sprawę zaginionego taksówkarza.

Tymczasem Line, córka Wistinga, wprowadza się do nowego domu, który mieliśmy okazję poznać w poprzednim tomie. Kobieta, ze względu na swoją ciążę, nie angażuje się w pracę dziennikarską, a raczej stara się odpoczywać i przygotować do nowej roli.

"Ślepy trop" to dziesiąty tom z komisarzem Wistingiem. Dotychczas w Polsce wydane zostały tomy: 7,8 i 9, czyli kolejno: "Poza sezonem", "Psy gończe" i "Jaskiniowiec". Generalnie nie ma jednak potrzeby czytania po kolei, więc brak odpowiedniej chronologii przy wydawaniu tych książek nie jest jakąś wielką przeszkodą. Ja sama najpierw poznałam tom 9, później 8, 7, a teraz 10.

Po przeczytaniu czwartego tomu z tej serii mogę z całą pewnością stwierdzić, że bardzo lubię głównych bohaterów, czyli komisarza Wistinga i jego córkę Line. Razem tworzą zgrany i skuteczny duet, wzajemnie sobie pomagają, pomimo że stoją po różnej stronie barykady, bo kobieta jest przecież dziennikarką. Postać Wistinga bardzo mi się podoba, bo wydaje się być takim zwyczajnym policjantem, nie zadręcza czytelnika problemami natury osobistej, nie tonie w nałogach, nie irytuje. Naprawdę go polubiłam. Dzięki nim wątki obyczajowe są naprawdę miłym dodatkiem do toczących się spraw kryminalnych.

"Ślepy trop" to książka, której trzeba dać troszeczkę czasu na rozkręcenie, żeby ostatecznie mogła porwać i zachwycić. Początkowo mnie trochę nudziła, czekałam na rozwinięcie, ale później już bardzo mi się podobało. Autor przygotował dla czytelnika zagadkę, nad którą trzeba trochę pogłówkować, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania. Spodobało mi się też to, że pokazano tutaj policjantów jako osoby omylne. Przecież często się zdarza, że przez zły trop albo wygodę sług prawa niewinne osoby trafiają do aresztu. Intryga jest tutaj doskonale skonstruowana, wszystko jest dopracowane i napisane z dbałością o najmniejsze szczegóły. To prawdziwa uczta dla fanów tego gatunku i skandynawskich kryminałów.

Za książkę dziękuję Pani Małgorzacie z Business&Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.

10.04.2016

Tag: Moje czytelnicze nawyki

Witam Was w tę niezbyt piękną niedzielę. U mnie od samego rana pada i pogoda nie nastraja mnie ani trochę pozytywnie.
Dzisiaj przygotowałam TAG - Moje czytelnicze nawyki, który pewnie dobrze znacie, bo dość długo krąży on już po blogosferze. Zostałam nominowana przez Weronikę, której serdecznie dziękuję.



1.Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
Tak, jest to moje łóżko. W domu czytam właściwie tylko w nim w pozycji leżącej (bądź we wszystkich możliwych xD). Nie lubię za to czytać na siedząco, bo jakoś mnie to męczy i ciężko mi się skupić na lekturze. 

2.Czy w czasie czytania używasz zakładek czy przypadkowych rzeczy?
W większości przypadków są to zakładki, ale zdarza się, że akurat nie mam żadnej pod ręką, a muszę nagle przerwać czytanie i wtedy używam czegokolwiek; opakowania chusteczek higienicznych, zeszytu szkolnego, telefonu. 

3. Czy możesz po prostu skończyć czytać książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?
Nie cierpię przerywać czytania w połowie rozdziału. Gdy czytam w autobusie i mam jeszcze trochę czasu do mojego przystanku, który mogłabym spokojnie wykorzystać na przeczytanie jeszcze kilku stron, to nie czytam dalej w przypadku, gdy kolejny rozdział jest zbyt długi, bym mogła go skończyć.
W przypadku, gdy książka nie jest podzielona na rozdziały, czytam zazwyczaj do takiego miejsca, które zakończy daną scenę.


4. Czy pijesz albo jesz podczas czytania książki?
Przyznaję bez bicia, że tak. Piję bardzo często i najczęściej są to różnego rodzaju herbatki, a latem koktajle albo zwykła woda. Jeść też jem, ale bardzo powoli i uważnie, by nie ubrudzić książki. 

5. Czy jesteś wielozadaniowy? Potrafisz słuchać muzyki lub oglądać film podczas czytania?
To zależy. Jeżeli czytam w domu - potrzebuję ciszy, dekoncentruje mnie wtedy nawet muzyka, o oglądaniu filmu nie ma w ogóle mowy. Całkiem inaczej jest, gdy czytam w miejscach publicznych. Wtedy słuchawki i muzyka są obowiązkowe, bo wygłuszają ludzkie rozmowy, które w czasie czytania bardzo mi przeszkadzają. 

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Czytam jedną książkę, bo przy większej ilości pogubiłabym się. Czasami jednak zdarza mi się czytać na przykład lekturę szkolną i normalną książkę jednocześnie, bo czas goni, ale nie lubię tego robić. 

7. Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
Najlepiej czyta mi się w domu, ale lubię też mieć ze sobą książę w autobusie albo w kolejce u lekarza. W taki sposób można naprawdę dziennie przeczytać sporo stron.

8. Czy czytasz na głos, czy w myślach?
Tylko i wyłącznie w myślach. Czytając na głos niewiele bym z danej książki pewnie wiedziała. 

9. Czy czytasz naprzód, poznajesz zakończenie? Pomijasz fragmenty książki?
Naprzód nie czytam nigdy, ale nie ukrywam, że czasami zdarza mi się pewne fragmenty pomijać; są książki tak przeraźliwie nudne i męczące, że w pewnych sytuacjach to jedyne wyjście z sytuacji. 

10. Czy zginasz grzbiety książek?
Zdarza mi się, ale robię to delikatnie i tylko w przypadku swoich książek. Dla jednych będzie to pewnie zbrodnia, dla mnie często wygoda w czytaniu, bo nie lubię, gdy podczas czytania książka sama mi się zamyka. 

Wszystkich chętnych do zrobienia tego TAGu zachęcam do zabawy. Jestem bardzo ciekawa, jak Wy odpowiedzielibyście na powyższe pytania.

06.04.2016

Rafał Kosik - Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi

Tytuł: "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi "
Autor: Rafał Kosik
Ilość stron: 376
Wydawnictwo: Powergraph
Tom: I 









Sięgnęłam po tę książkę nie bez obaw. Bałam się, że już wyrosłam z czytania takich tytułów, w których bohaterowie są uczniami gimnazjum. Okazało się jednak, że niektóre książki idealne są nie tylko dla dzieci.

Felix, Net i Nika mają trzynaście lat i właśnie rozpoczynają naukę w gimnazjum. Zaczynają spędzać ze sobą dużo czasu i bardzo szybko zaprzyjaźniają się. Wkrótce okazuje się, że ich szkoła wcale nie jest taka zwyczajna, jakby mogło się wydawać. Ale trójka młodych, zdolnych nastolatków na pewno poradzi sobie ze wszystkimi zagadkami, które czekają na rozwiązanie. Dziwna szkoła to jednak nie wszystko, bo bohaterowie będą musieli poradzić także z depczącymi im po piętach przestępcami.

Pierwsze wrażenie? Pozytywne. Pomyślałam, że to będzie bardzo sympatyczna opowieść z fajnymi, całkiem ogarniętymi młodymi bohaterami. Miałam jednak wątpliwości, czy uda mi się wczuć w ich przygody, bo jednak gimnazjum mam już dawno za sobą. W każdym razie moje obawy były bezpodstawne, bo bardzo szybko polubiłam bohaterów i zostałam nawet zaskoczona przez autora. Początkowo myślałam, że to będzie zwykła opowieść o rozrabiających gimnazjalistach, którzy mają bogatą wyobraźnię. Szybko jednak okazało się, że tutaj ciężko o zwyczajność, bo pojawiają się nawet elementy magiczne.

W książce naprawdę dużo się dzieje i chociaż jest to tytuł przeznaczony dla dzieci i młodzieży to jestem przekonana, że i dorośli znajdą tu coś dla siebie. Myślę, że nazwanie tej serii polskim Harrym Potterem nie będzie o wiele mijało się z prawdą. Są pewne elementy wspólne, które szybko mi się z twórczości pani Rowling skojarzyły. Ale spokojnie - to nie żadna kopia, a książka na poziomie, bardzo dobry poziomie. Kurcze, dlaczego nie trafiłam na tę serię kilka lat temu? Byłabym wtedy w idealnym wieku na jej czytanie.

Bohaterowie są niezwykle sympatyczni i spodobali mi się od samego początku. Felix, Net i Nika stanowią trio idealne i zgrane, a o ich przygodach czyta się z przyjemnością. Jak na gimnazjalistów są dosyć rozgarnięci, a w ich głowach nie brakuje pomysłów. Felix uwielbia roboty, Net jest informatycznym geniuszem, a Nika, hmmm, Nika ma po prostu damskie przeczucie.

Książką czytało mi się rewelacyjnie. Początkowe, zwyczajne wydarzenia szybko zaczynają przyspieszać, a autor zabiera nas do świata, w którym jest magia, nie brakuje fantastycznych wynalazków i niesamowitych zdarzeń, ale też i niebezpieczeństw, z którymi zmierzyć będzie się musiała nasza trójka przyjaciół.

Po kolejną część, jak tylko będę miała okazję, sięgnę z przyjemnością. Mogę jedynie żałować, że kilka lat temu o tej serii nie słyszałam.

04.04.2016

Kathrin Lange- Serce w kawałkach

Tytuł: "Serce w kawałkach"
Autor: Kathrin Lange
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Muza
Tom: II
Tom I - "Serce ze szkła" - KLIK 








"Serce w kawałkach" to drugi tom trylogii zainspirowanej gotycką powieścią "Rebeka" Daphne de Naurier. Poprzednia część, pomimo nudniejszego początku, spodobała mi się i byłam bardzo ciekawa, co autorka dalej wymyśli.

Wydawać by się mogło, że życie Juli i Davida wróciło w końcu do normy. Oboje mieszkają w Bostonie i starają się zapomnieć o wydarzeniach sprzed kilku miesięcy, które rozegrały się na wyspie. David czuje jednak, że musi tam raz jeszcze pojechać, by uporać się z przeszłością. Juli podąża za nim, a cały koszmar rozpoczyna się na nowo. Czy ich miłość przetrwa trudności? I co tak naprawdę wydarzyło się na wyspie? Czy tajemnica w końcu wyjdzie na jaw?

Niestety się zawiodłam. O ile w poprzedniej części czuć było grozę i ten cały obłęd, a zagadka tak mnie wciągnęła, że w pewnym momencie nie wiedziałam już w co wierzyć, tak tutaj tego nie było. Mam wrażenie, że autorka wszystko przeciągała; ten początek po raz kolejny był nudniejszy od reszty. Potem wszystko stopniowo zaczęło się rozkręcać, ale brakowało mi tej grozy, co ostatnio. Było jakoś tak mało klimatycznie. Kurcze, odniosłam nawet wrażenie, że przez większą część czytam o tym samym, co w poprzednim tomie, a akcja nie posuwa się w ogóle do przodu. Kilku fragmentów spokojnie można by było się pozbyć. Tak naprawdę nowe wątki, które wniosły coś nowego, zaczęły pojawiać się w drugiej połowie książki, jak nie później.

Bohaterowie też mnie jakoś zaczęli denerwować, a zwłaszcza David. W poprzednim tomie jeszcze starałam się go usprawiedliwiać, bo był zrozpaczony i bardzo cierpiał, ale teraz nie potrafiłam go zrozumieć. Czasami aż żal mi było Juli, która musiała znosić jego humory i dziwne zachowania. Jednak ona sama też momentami lepsza nie była. Jej niezdecydowanie grało mi na nerwach i miałam ochotę obojgiem potrząsnąć.

Kolejna sprawa to liczne retrospekcje. Ja zawsze powtarzam, że ma to swoje wady i zalety. Autorka często przypominała wydarzenia z poprzedniego tomu. Dla mnie nie był to jakiś wielki minus, bo "Serce ze szkła" czytałam kilka miesięcy temu i pewne sceny zostały przeze mnie zapomniane, więc fajnie było je sobie przypomnieć. Jednak gdybym czytała jedną część za drugą, to pewnie byłoby to trochę męczące i stanowiło niepotrzebne, spowalniające akcję wstawki.

Mimo że ten tytuł nie robił na mnie wrażenia przez większą część, to czekam na trzeci tom, bo zakończenie się autorce udało i mnie zaskoczyło. Jestem ciekawa, jakie rozwiązanie dla nas przygotuje w finalnym tomie. Ciągle też mam nadzieję, że będzie lepiej i zostanę zachwycona od pierwszej do ostatniej strony. "Serce w kawałkach" oceniam niestety niżej niż poprzedni tom i czuję się po prostu zawiedziona. Nie tego się spodziewałam.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business&Culture.


01.04.2016

Podsumowanie marca 2016



Marzec dobiegł końca, więc tradycyjnie pora na podsumowanie miesiąca. Miesiąc ten był dla mnie pracowity i zabiegany ze względu na kurs prawa jazdy, ale mimo to udało mi się przeczytać naprawdę sporo książek i w większości były to całkiem niezłe tytuły. Trochę pomogła mi w tym przerwa świąteczna, bo miałam wtedy więcej czasu na nadrobienie zaległości i relaks z książkami.

W marcu przeczytałam 9 książek:
1. Neil Gaiman - "Nigdziebądź"
2. Sue Monk Kidd - "Sekretne życie pszczół"
3. Max Brooks - "World War Z"
4. Rafał Kosik - "Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi"
5. Ingar Johnsrud - "Naśladowcy"
6. Sylvain Reynard - "Raven"
7. Jandy Nelson - "Oddam Ci słońce"
8. Olga Rudnicka - "Były sobie świnki trzy"
9. Sarah Jio - "Marcowe fiołki"

Razem 3711 stron.
Recenzje niektórych tytułów mam jeszcze w wersjach roboczych, więc stopniowo będą się na blogu pojawiały.

Z serii językowo pojawił się tylko jeden post, ale tym razem dotyczący języka niemieckiego, a konkretnie podręcznika dla początkujących wydawnictwa Edgard - KLIK.
Mimo ciszy na blogu, angielskiego uczę się nadal, teraz postawiłam głównie na słuchanie. Planuję na ten temat posta, bo chciałabym się z Wami podzielić bardzo fajnymi podcastami, które polecam do nauki.

A co dalej?
Kwiecień będzie dla mnie bardzo stresującym miesiącem i już proszę Was o trzymanie kciuków, bo będę miała egzamin na prawo jazdy. Na samą myśl robi mi się słabo i zżera mnie stres, ale jestem mimo wszystko dobrej myśli. Życzcie mi powodzenia, przyda się na pewno.


A jak Wam minął marzec?

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka