28.07.2016

Jojo Moyes - Kiedy odszedłeś

Tytuł: "Kiedy odszedłeś"
Autor: Jojo Moyes
Ilość stron: 491
Wydawnictwo: Między Słowami
Tom: II

Zanim się pojawiłeś|Kiedy odszedłeś





Uwaga, uwaga! Recenzja zawiera spoilery do części pierwszej! Czytasz na własną odpowiedzialność. Recenzję pierwszego tomu znajdziesz TUTAJ.

Po genialnej części pierwszej od razu sięgnęłam po kontynuację. Byłam ciekawa, co autorka wymyśli dalej po tym, jak uśmierciła głównego bohatera. Pełna nadziei zaczęłam czytać. I się mocno rozczarowałam, bo "Kiedy odszedłeś" to książka na którą nie warto marnować czasu. Ale po kolei.

Lou jest załamana po śmierci Willa. Próbuje jakoś ułożyć sobie życie i pogodzić się ze stratą ukochanego. Lou ma swoje mieszkanie, ale czuje się w nim samotna, pracuje na lotnisku w irlandzkim barze i zmuszona przez ojca chodzi na spotkania grupy wsparcia dla osób w żałobie. Jej życie wydaje się bezcelowe. Aż pewnego dnia zjawia się u niej Lily - nastolatka, która twierdzi, że jest córką Willa.

Z przykrością muszę to napisać, ale uważam, że ta kontynuacja w ogóle nie powinna powstać. Pierwsza część była przepiękna, wzruszająca i niezwykle wciągająca. A ta? Dla mnie okazała się jednym wielkim nieporozumieniem i naprawdę nie wiem, co autorka chciała mi przekazać. Podczas czytania miałam wrażenie, że pani Moyes chyba sama nie miała pomysłu na dalsze losy Lou bez Willa, a kontynuację napisała dla pieniędzy. Ja nie potrafiłam się w ogóle wciągnąć i spoglądałam tylko, ile stron zostało mi do końca. W pewnym momencie byłam bliska jej porzucenia, ale mimo wszystko moja sympatia do Lou zwyciężyła i męczyłam się do samego końca.

Z bohaterów również nie jestem zadowolona. Lou bardzo polubiłam w pierwszej części, a po obejrzeniu filmu to już w ogóle. Tutaj jednak to już nie jest ta sama bohaterka. Rozumiem jej przygnębienie i pustkę po stracie ukochanego, ale niektóre zachowania były kompletnie do niej niepodobne, a ja odniosłam wrażenie, że autorka chce ją zmienić na siłę, żeby pasowała do jej nowej historii. No i wielokrotnie miałam ochotę kopnąć ją w tyłek, żeby w końcu się ogarnęła i wzięła w garść. Bo ile można czytać użalania się nad sobą?
Jest jeszcze Lily, córka Willa. Nawet sobie nie wyobrażacie, jak ta dziewczyna mnie denerwowała. Nie mogło być inaczej; rozkapryszona, sprawiająca kłopoty wychowawcze nastolatka, zagubiona w wielkim świecie i aż prosząca się o kłopoty. Nie zaakceptowałam jej do samego końca.
Podobał mi się za to wątek rodziców Lou, bo można było się pośmiać z nowej, feministycznej odsłony jej matki. Ale z drugiej strony to niewiele on do lektury wnosi.

O "Kiedy odszedłeś" z pewnością szybko zapomnę, ale może to i dobrze. Ta książka to zlepki różnych wątków, które niekoniecznie udało się autorce połączyć w jedną całość.  Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to jedna z najgorszych, jak nie najgorsza, kontynuacji jakie kiedykolwiek czytałam.

23.07.2016

To już 4 lata!

Przyznaję się ze wstydem, że zapomniałam o 4 urodzinach bloga, a te miały miejsce 19 lipca. Wiedziałam, że w lipcu zaczęłam swoją przygodę z blogowaniem, ale byłam przekonana, że było to troszeczkę później. Ale już się poprawiam i zapraszam dzisiaj na wpis urodzinowy.



Teoretycznie wpis ten powinien być pełen optymizmu, ale tym razem nie do końca tak będzie. Cztery lata to kawał czasu. Zaczynałam blogowanie jako czternastolatka, a teraz jestem już dorosła. Zmieniło się wiele; zmieniłam się ja sama, inaczej też patrzę na książki, innych lektur i wartości poszukuję, na inne rzeczy zwracam uwagę.

Nie będę kryć, że zawsze było idealnie, że nie miałam ochoty dać sobie spokój i usunąć bloga. Bo miałam. Takich kryzysów było kilka, teraz na szczęście czuję, że jestem na dobrej drodze, ale nie publikuję tak często jak kiedyś, nie wszystkie książki recenzuję, bo czasami po prostu mi się nie chce. A pisanie na siłę jest totalnie bezcelowe i zniechęcające, a to nie o to w tym wszystkim chodzi. Tę moją ostatnią niechęć do blogowania i robienia w zasadzie czegokolwiek akurat mogę usprawiedliwić, bo stan mojego zdrowia pozostawia wiele do życzenia i jestem po prostu wyssana z sił i zmęczona własnym zmęczeniem, nad którym ciągle jeszcze nie panuję. Muszę dać sobie trochę czasu.

Dziękuję Wam za to, że mnie odwiedzacie i czytacie moje wypociny. Dziękuję, że robicie to nawet wtedy, gdy moja aktywność na waszych blogach jest zerowa, bo wtedy wiem, że nie jest to zwykły komentarz za komentarz, wdzięczność za wdzięczność, czy jakkolwiek można to nazwać. Dziękuję za wszystkie miłe słowa, polecenia książek i fajną atmosferę!

Może i nie mam wielu czytelników jak na tyle lat blogowania. Może to temu, że słabo piszę i nie mam talentu do recenzji. Może temu, że nie organizuję rozdań i nie jestem zbyt aktywna na innych blogach. Może zanudzam, a starocie, które często czytam, nikogo już nie interesują w przepychu tych wszystkich nowości. A najprawdopodobniej chodzi o to wszystko, co wypisałam. Ale wiecie co? Sztuczna publika mi nie potrzebna i chyba jestem już za stara, by o to na siłę zabiegać. Wolę mieć 5 czytelników, którzy naprawdę czytają to, co napiszę, niż 300, czy 500, którzy komentują bez przeczytania nawet jednego zdania.

Wpis co prawda mało optymistyczny, ale obiecuję, że się pozbieram, a 5 urodziny bloga będę hucznie obchodzić. I mam nadzieję, że i Wy za rok dalej będziecie mi towarzyszyć, bo chociaż początkowo bloga zakładałam tylko dla siebie, tak teraz wiem, że czytelnicy są bardzo ważni i niezbędni, by wytrwać tak długo. DZIĘKUJĘ!

21.07.2016

Jojo Moyes - Zanim się pojawiłeś

Tytuł: "Zanim się pojawiłaś"
Autor: Jojo Moyes
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Świat Książki
Tom: I








Długo przechodziłam obok tej książki obojętnie, nawet nie czytałam recenzji na jej temat, bo jakoś z góry założyłam, że będzie to zwykły romans, a takich to ja raczej nie czytuję. Nawet nie wiecie, w jak dużym błędzie byłam!


Po kilku latach pracy w kawiarni dwudziestosześcioletnia Lou Clark nagle zostaje bezrobotna. Sprawy nie ułatwia fakt, że mieszka w małym miasteczku i właściwie za niedługo może zostać jedyną żywicielką rodziny. Lou ima się różnych prac, ale w żadnej nie zostaje na długo. Aż nagle pojawia się oferta pracy opiekunki dla niepełnosprawnego mężczyzny. Mimo braku doświadczenia, Lou idzie na rozmowę kwalifikacyjną i dostaje tę posadę. Okazuje się, że będzie zajmowała się trzydziestopięcioletnim Willem, który w wyniku wypadku cierpi na porażenie czterokończynowe i jest skazany na życie w wózku inwalidzkim oraz ciągłą pomoc innych osób.

Ta historia jest przepiękna! Mocna, wzruszająca, chwytająca za serce i przede wszystkim dojrzała! Momentami prawie płakałam i strasznie przeżywałam losy bohaterów. Owszem, czułam w jakim kierunku może zmierzać znajomość Willa i Lou, ale nie obyło się bez zaskoczeń. Nie da się ukryć, że jest to romans, ale taki prawdziwy, a nie żadne tanie i bezwartościowe romansidło, jakich na rynku nie brakuje. Tutaj wszystko jest niezwykle subtelne, wątek miłosny nie dominuje, ale  został zręcznie wpleciony w całość. Naprawdę pięknie napisana książka! Wspomnieć też muszę o zakończeniu, które naprawdę wbiło mnie w fotel i chociaż spodziewałam się takiego scenariusza to jednak miałam nadzieję na coś innego.

Wszyscy bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Każdy się czymś wyróżnia i jest na swój sposób wyjątkowy. Lou uwielbia oryginalne stroje, które często budzą zdziwienie u innych, czasami zdarza jej się też powiedzieć zbyt dużo. W przeciwieństwie do Willa, kobieta pochodzi z niezbyt zamożnej rodziny. On zaś tonie w luksusach, ale jest nieszczęśliwy ze względu na swoje kalectwo. Źle się czuje sam ze sobą, nie lubi swojego nowego życia.

"Zanim się pojawiłeś" to także bardzo refleksyjna książka. Do teraz się zastanawiam, czy gdybym była na miejscu Willa, to czy chciałabym tak żyć, czy może wpadłabym w depresję i próbowała ze sobą skończyć. Takie tematy nigdy nie były i nie będą proste, ale czasami warto nad nimi pomyśleć. Wszak nigdy nie wiadomo, co nas w życiu spotka. Ta książka pozwoliła mi też trochę inaczej spojrzeć na osoby niepełnosprawne, na ich relacje ze zdrowymi osobami i w szczególności z opiekunami. Bo faktycznie często można zaobserwować, że osoby zdrowe wręcz czują się w obowiązku, by decydować o życiu chorych, czasami chcą na siłę urozmaicać ich życie, nie pytając o zdanie. Smutne, ale prawdziwe. Mimo tej poważnej tematyki w książce nie brakuje humoru; są śmieszne dialogi i wydarzenia, przy których nie da się nie uśmiechnąć. Dzięki temu lektura nie przytłacza.

Druga część czeka już na półce, więc czym prędzej zabieram się za lekturę. Jestem ogromnie ciekawa kontynuacji.

17.07.2016

Remigiusz Mróz - W cieniu prawa


Tytuł: "W cieniu prawa"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 536
Wydawnictwo: Czwarta Strona








Rok 1909, Galicja. W austriackim dworku ktoś brutalnie morduje dziedzica posiadłości Raisental, a podejrzenia od razu padają na nowo przyjętego do pracy czyścibuta, Erika Landeckiego, który w dodatku jest Polakiem. Mężczyzna zostaje skazany na śmierć, a jego obrony podejmuje się jedynie narzeczona brata zmarłego dziedzica, jej znajomy prawnik oraz służąca Annika.

Chociaż książki Mroza uwielbiam, to tym razem piać z zachwytu nie będę. Nie zrozumcie mnie źle, bo nie ma aż takiej tragedii, ale spodziewałam się czegoś innego. Zaczyna się niezwykle klimatycznie, ale potem się już psuje. Początkowo mi się bardzo podobało, byłam przygotowana na kryminał retro z dobrze zarysowanym historycznym tłem, z zaciekawieniem śledziłam losy polskiego czyścibuta i kibicowałam mu. Jednak wydaje mi się, że autor sam nie do końca wiedział, w jakim stylu chce tę książkę utrzymać. Zrobił się tutaj taki miszmasz i dla mnie było nierówno. Gdy akcja już się zaczęła rozkręcać, wydarzenia były coraz bardziej nieprawdopodobne i, co niestety muszę zauważyć, podobne do tych z innych książek autora.

Bohaterzy. I tutaj też muszę sobie ponarzekać. Początkowo moją sympatię zdobyli, a z czasem coraz bardziej ją tracili. Zauważyłam, że Remigiusz Mróz lubi kreować wręcz herosów i tak też było i tym razem. Zaczyna robić się trochę schematycznie, a to już mi się nie podoba. Niestety, ale momentami Erik kojarzył mi się z komisarzem Forstem, nie potrafiłam odebrać go jako zupełnie nową postać, dla mnie był on mieszanką tego, co już u Mroza było. Uważam też, że postać Erika nie została do końca przemyślana, bo trochę jakiś taki był zbyt inteligentny jak na zwykłego czyścibuta, zwłaszcza biorąc pod uwagę czasy, w jakich żył.
I tyle w temacie.

"W cieniu prawa" to zdecydowanie nie jest najlepszy tytuł Remigiusza Mroza, co z bólem serca muszę przyznać, bo jego książki bardzo lubię. Mam nadzieję, że kolejny tytuł oczaruje mnie już bardziej. Generalnie "W cieniu prawa" przeczytać można i nie będę tak całkowicie odradzać, zwłaszcza jeśli jesteście fanami autora, bo wtedy warto samemu się przekonać. Natomiast na pierwsze spotkanie z Remigiuszem Mrozem - nie polecam.

11.07.2016

Cecelia Ahern - Pamiętnik z przyszłości

Tytuł: "Pamiętnik z przyszłości"
Autor: Cecelia Ahern
Ilość stron: 430
Wydawnictwo: Muza









Po samobójczej śmierci ojca szesnastoletniej Tamary Goodwin, kończy się jej dostatnie życie. Razem z mamą muszą się wyprowadzić na wieś, do skromnego domku ich krewnych - Roosalen i Arthura. Tamara czuje się tam samotna, ciągle kontrolowana przez swoją ciotkę i nie ma się czym zająć. Gdy pewnego dnia w wiosce pojawia się biblioteka objazdowa, dziewczyna odnajduje tam tajemniczą, oprawioną w skórę księgę...

Wydawać by się mogło, że "Pamiętnik z przyszłości" to książka bardziej dla młodszych, nastoletnich czytelniczek. Sama tak początkowo myślałam, ale po przeczytaniu całości spokojnie mogę tę powieść polecić też dorosłym czytelniczkom. W specyficzny, nieco bajkowy klimat, wpleciona została rodzinna historia, która stopniowo jest czytelnikowi ujawniana. Napięcie towarzyszyło mi ciągle, czułam tę tajemniczość i nie mogłam się oderwać. Co prawda trzeba dać tej książce trochę czasu, by wszystko się rozkręciło, ale później jest tylko lepiej, a na końcu akcja pędzi już jak szalona. Historia przedstawiona przez autorkę jest nierealna, ale czytało mi się ją naprawdę świetnie. Wątek obyczajowy łączy się z fantastycznym, a całościowo wychodzi z tego dobre połączenie. Wspomnieć też muszę o świetnych opisach okolicy, które pozwalają sobie wyobrazić otoczenie Tamary.

Główna bohaterka to rozkapryszona nastolatka, która przed śmiercią ojca miała wszystko, co chciała. Żyła w luksusach, o jakich większość może tylko pomarzyć. A tu nagle jej życie wywraca się do góry nogami i zła na cały świat Tamara nie potrafi sobie poradzić ze swoimi emocjami. Tak, tak, wiem jak okropnie to brzmi, ale uwierzcie, że mnie udało się ją polubić. Chociaż nie od razu, to z czasem naprawdę poczułam do Tamary sympatię. Autorka świetnie wykreowała też jej ciotkę Roosalen, bo stworzyła postać niezwykle tajemniczą. Ja przez całą książkę próbowałam ją rozgryźć i odgadnąć, co kryje się za jej dziwnymi zachowaniami.

Jeśli szukacie jakieś lekkiej książki, która będzie idealna na lato, to ja proponuję właśnie "Pamiętnik z przyszłości". Czyta się naprawdę dobrze!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business&Culture.

06.07.2016

Katie McGarry - Przekroczyć granice

Dzisiaj historyczny moment w historii ostatnich miesięcy mojego blogowania. Otóż przeczytałam właśnie młodzieżówkę, która - i teraz uwaga, uwaga - szalenie mi się spodobała. Ba! Nawet uważam ją za oryginalną. Ale o tym poniżej. Zapraszam:)






Tytuł: "Przekroczyć granice"
Autor: Katie McGarry
Ilość stron: 495
Wydawnictwo: Muza






Ona, Echo Emerson, kiedyś była popularną dziewczyną. Jednak nagle zniknęła, a po powrocie nie przypomina już dawnej siebie. Po strasznym wydarzeniu, które wyparła z pamięci i którego nie potrafi sobie przypomnieć, pozostały jej szpecące blizny. Echo pragnie jedynie powrotu do normalności i uwolnienia się od prześladujących koszmarów. Niczego nie ułatwia jednak ojciec i jego nowa, młodsza żona.

On, Noah Hutchins, cieszący się złą sławą samotnik, którego życie nie rozpieszcza. Chce odzyskać swoich ukochanych braci i znowu mieć prawdziwą rodzinę. On także pragnie normalności i spokoju.

Chociaż z pozoru nic ich nie łączy, a ich znajomość nie rozpoczyna się najlepiej to w pewnym sensie zostają za siebie skazani i zaczynają coraz więcej czasu spędzać razem.

Przyznaję, że miałam obawy przed sięgnięciem po tę książkę. Naprawdę długo się zastanawiałam, czy dawać kolejną szansę młodzieżówce skoro aż tyle w ostatnim czasie mnie rozczarowało. Sprawy nie ułatwiała mi też okładka, która sugerowała raczej na jakiś tani romans, a nie wartościową i chwytającą za serce historię. Zaufałam jednak pozytywnym recenzjom i postanowiłam zmierzyć się z tym tytułem. I była to świetna decyzja.

Młodzieżówki w większości, bo nie chcę uogólniać, są pisane schematycznie i na jedno kopyto. Po przeczytaniu kilkunastu takich tytułów, ja miałam po prostu dość. Do tego jeszcze dodajmy infantylnych bohaterów i miłość, która z miłością nic wspólnego nie ma. Ale do rzeczy...

"Przekroczyć granice" to książka, która od samego początku wprowadziła mnie w nastrój tajemniczości. Cała ta historia Echo niezwykle mnie zainteresowała, a zwłaszcza jej wyparcie złych wspomnień. Kiedyś chyba coś o tym słyszałam, ale teraz zobaczyłam, jak to wygląda. Zaczęłam też bardziej zagłębiać się w ten temat. Także ten wątek jak najbardziej przypadł mi do gustu i był dla mnie oryginalny. Bo chociaż bohaterowie z problemami są na porządku dziennym w takiej literaturze, to autorka zrobiła jednak coś nowego, a to sobie cenię.

Życie Noaha również wypełnione było bólem i cierpieniem; najpierw śmierć rodziców, potem rodzina zastępcza i największy cios jakim było rozdzielenie z ukochanymi braćmi i ograniczenie kontaktu z nimi. I tutaj autorka ma ode mnie plusa za poruszenie tematu rodzin zastępczych i rozdzielania rodzeństwa. Historia Noaha jest mi w pewien sposób bliska, bo znam osobę, która zmagała się z podobnymi problemami, a ja dopiero po przeczytaniu tej książki uświadomiłam sobie pewne sprawy.

Uczucie, jakie połączyło tych dwoje, było po prostu piękne. Skomplikowane, ale piękne i dojrzałe. W żadnym razie irytujące, więc aż przyjemnie się czytało. I chociaż nie trudno było się domyślić, w jakim kierunku to wszystko będzie zmierzało, to ja jestem usatysfakcjonowana.

Co prawda nie przeżywałam jakoś mocno tej książki, nie trafiła ona do mnie tak mocno, jak do innych czytelników, nie wylewałam przy niej łez (to generalnie zdarza się rzadko, o młodzieżówkach nawet nie wspominając), ale polecać ją zdecydowanie będę. Jest to tytuł, który się wyróżnia i w pewnym stopniu oddziałuje na uczucia. Mnie ponadto zmusił też do refleksji, zastanowienia się nad pojęciem rodziny oraz pokazał, że zawsze warto walczyć do samego końca.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Muza raz Business&Culture.

03.07.2016

Podsumowanie czerwca

Dzisiaj zaczynam od niezwykle pozytywnej, wakacyjnej piosenki, bo zaczęła się moja dwumiesięczna przerwa od nauki. Coś pięknego!



Co prawda lipiec nie rozpoczął się dla mnie najlepiej, bo przez chorobę i antybiotyk zmuszona jestem do siedzenia w domu, ale mam nadzieję, że szybko będę mogła nadrobić stracony czas i wykorzystać ładną pogodę do aktywnego wypoczynku.

A co w czerwcu? Przez nadchodzące zakończenie roku szkolnego miałam dosyć dużo czasu dla siebie, a po wystawieniu ocen mogłam już spać spokojnie. Drugą klasę szkoły średniej udało mi się zakończyć z wyróżnieniem, z czego jestem bardzo szczęśliwa.

W czerwcu byłam też na koncercie Wilków i było naprawdę świetnie. Dawno tak dobrze się nie bawiłam; świetna atmosfera, dobra muzyka, piękna pogoda i miejsce blisko sceny. Takie koncerty to ja rozumiem!

Udało mi się także dosyć sporo przeczytać, bo aż osiem książek, a kilka z nich to grubasy, więc wynik w pełni mnie satysfakcjonuje.

W czerwcu przeczytałam:
1. Katarzyna Puzyńska - "Więcej czerwieni"
2. Remigiusz Mróz - "Trawers"
3. Sebastian Fitzek - "Pasażer 23"
4. Anthony Doerr - "Światło, którego nie widać"
5. Andreas Pfluger - "Raz na zawsze"
6. Katie McGarry - "Przekroczyć granice"
7. Alek Rogoziński - "Jak Cię zabić, kochanie?"
8. Cecelia Ahern - "Pamiętnik z przyszłości"

Razem 3910 stron.

A co w lipcu? Chciałabym powrócić do częstszego pisania postów z serii językowo i mam nadzieję, że mi się to uda, bo w wersjach roboczych mam już kilka szkiców. A oprócz tego planuję trochę się polenić, odpocząć, ale i też pouczyć, bo egzaminy zawodowe w szkole coraz bliżej, a są zagadnienia, z którymi mam jeszcze problemy.

A jak Wasz czerwiec? Jesteście zadowoleni ze swoich wyników? 

01.07.2016

Andreas Pflüger - Raz na zawsze|Przedpremierowo

Tytuł: "Raz na zawsze"
Autor: Andreas Pflüger
Ilość stron: 500
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 6 lipca 2016r.










Jenny Aaron to młoda i utalentowana policjantka, której kariera w policyjnej jednostce specjalnej zapowiadała się niezwykle owocnie. Jednak do czasu. Podczas jednej z akcji w Barcelonie dochodzi do tragicznego wydarzenia, w wyniku którego Aaron traci wzrok. Mimo to kobieta stara się uporządkować swój świat i pozostaje w zawodzie, polegając na pozostałych zmysłach.

Od wypadku mija pięć lat, a przeszłość zaczyna upominać się o Aaron. Seryjny morderca, którego kiedyś aresztowała, atakuje i chce rozmawiać tylko i wyłącznie z nią. Aaron rozpoczyna dochodzenie.

Sporo tej książce zarzucam, ale nie da się ukryć, że pomysł na stworzenie niewidomej policjantki był strzałem w dziesiątkę i spotkałam się z nim pierwszy raz w literaturze. Autor na przykładzie Aaron ukazuje działanie echolokacji, która pozwala ludziom niewidomym orientować się w otaczającym świecie. Przyznaję, że zainteresowała mnie ta metoda i cieszę się, że przy pomocy tej książki mogłam się o niej dowiedzieć. Jenny Aaron straciła wzrok podczas jednej z akcji. Mimo to nie poddała się i została w swoim zawodzie i to radząc sobie całkiem dobrze. Aaron zdobyła moją sympatię, kibicowałam jej i podziwiałam za świetne radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Mam wrażenie, że ta kobieta ma lepszą orientację w terenie niż ja. Nie da się ukryć, że to właśnie ona "robi" całą tą książkę, bo fabuła sama w sobie szczególnie mnie nie zachwyciła.

Niestety nie czytało mi się tej książki dobrze. Styl autora kompletnie do mnie nie trafił i nie udało mi się w ogóle wciągnąć; często się gubiłam i nie wiedziałam, o czym w danym momencie autor pisze, bo w samym środku akcji nagle przywoływane są wspomnienia bohaterów. Oj, irytowało mnie to bardzo. W zasadzie czytałam tę książkę bez większych emocji, zerkając, ile stron pozostało mi do końca. Dużo tu opisów, często niepotrzebnych i ogólnie bałaganu oraz chaosu, którego nie potrafiłam w swojej głowie uporządkować.
Co tu dużo pisać; ja się zawiodłam, bo spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. I chociaż pomysł z niewidomą bohaterką szalenie mi się spodobał, to to jednak za mało, by uratować ten tytuł w moich oczach.

Chociaż to nie koniec przygód głównej bohaterki to ja nie wiem, czy chcę sięgać po kolejne książki tego autora, jeżeli oczywiście zostaną wydane w Polsce. Nie mówię nie, bo może dla Aaron zrobię wyjątek, ale na chwilę obecną ten koszmarny styl skutecznie mnie zniechęca.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Otwartemu. 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka