30.09.2016

Stephen King - Znalezione nie kradzione


Tytuł: "Znalezione nie kradzione"
Autor: Stephen King
Ilość stron: 480
Wydawnictwo: Albatros
Cykl: Bill Hodges
Tom: II
Pan Mercedes|Znalezione nie kradzione|Koniec warty






Był "Pan Mercedes" i był mój pierwszy, szczery zachwyt twórczością Kinga. Bez wahania postanowiłam sięgnąć po kolejny tom z serii detektywistycznej, licząc że utrzyma poziom. Ale "Znalezione nie kradzione" to trochę inna bajka.

Panie King, cóż ja mam z Panem począć. Ledwo się zaczęłam zachwycać i przekonywać do Pańskiej twórczości, a znowu czuję się rozczarowana.

John Rohnstein to znany i poczytny pisarz, którego trylogia o Jimmym Goldzie cieszy się dużą popularnością i ma rzesze fanów, a wśród nich znajduje się Morris Bellamy. Mężczyzna jednak nie potrafi darować autorowi tego, co uczynił z jego ukochanym bohaterem w ostatnim tomie. Jego nienawiść popycha go do zabójstwa, po którym oprócz pieniędzy kradnie także wszystkie rękopisy Rohnsteina. Niestety na ich przeczytanie będzie musiał sporo sobie poczekać, bo popełniając inne przestępstwo, trafia do więzienia. Ale czy zakopany przez Morrisa skarb jest bezpieczny?

Mija wiele lat. Peter Saubers jest synem poszkodowanego  w wypadku na targach pracy w City Center, za który odpowiedzialny był poznany przez nas w pierwszym tomie Pan Mercedes. Kaleki ojciec nie jest w stanie zapewnić rodzinie utrzymania, więc ciągle brakuje pieniędzy. Jednak pewnego dnia Peter znajduje tajemniczy kufer, a w nim mnóstwo gotówki i jakieś stare notesy...

Już sam fakt, że na spotkanie z poznanym w "Panu Mercedesie" emerytowanym detektywem Billem Hodgesem i jego współpracownikami tym razem trochę trzeba poczekać, mnie zawiódł. Co więcej ,odniosłam wrażenie, że rola tychże bohaterów została sprowadzona w tym tytule do minimum, nie wnieśli nic do tej historii i stali się nijacy. Czułam się raczej, jakbym czytała coś nowego, a nie kontynuację. W ogóle powiązanie z "Panem Mercedesem" jest niewielkie i równie dobrze mogłaby być to oddzielna historia. Takie to wszystko wydaje mi się naciągane.

Serce mnie boli, ale muszę to przyznać; ta książka  mnie wynudziła. Na początku był oczywiście duży entuzjazm i wielkie oczekiwanie na coś świetnego. Później zaś przyszło rozczarowanie; 50 stron, 100, 200, a tu w sumie nic takiego się nie dzieje, brakuje znanych bohaterów, kryminałem też jakoś szczególnie tego nazwać nie można. Dalej troszkę lepiej, coś się zaczyna dziać, mozolnie, bo mozolnie, ale jednak. Tylko że to nie tak sobie tę historię wyobrażałam. Brakowało mi tu emocji, klimatu i akcji. Myślę, że nijakość i przewidywalność aż za dobrze opisują tę książkę jako powieść detektywistyczną. Brakuje tu pazura, intryg, zwrotów akcji i jakiegokolwiek zaskoczenia. Obok kryminał ten tytuł nawet nie stoi, to raczej obyczajówka.

Nie byłabym w porządku, gdybym całkiem zjechała tę książkę, bo i dobrnęłam do końca i zrobiłam to dosyć szybko, a to za sprawą dobrze wykreowanego bohatera. Generalnie uważam, że Stephen King wpadł na świetny pomysł poruszając tutaj kwestię szaleńczej miłości do książek, która kończy się tragicznie.  Morris Bellamy to bardzo szalony miłośnik literatury, który zrobi dla książek swojego ukochanego autora wszystko, jest w stanie nawet zabić. Dla moli książkowych to dobry kąsek, a dla autorów książek być może nawet horror i ostrzeżenie przed psychofanami.

Mam dylemat, czy sięgać po trzeci tom. Z jednej strony jestem rozczarowana i zniechęcona po "Znalezione nie kradzione", ale ciekawi mnie też, czy autor podniósł poziom.

25.09.2016

Jørn Lier Horst - Szumowiny


Tytuł: "Szumowiny"
Autor: Jørn Lier Horst
Ilość stron: 327
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: VI
Cykl: William Wisting







Gdy tylko zobaczyłam "Szumowiny" we wrześniowych zapowiedziach to od razu dodałam ten tytuł do swojej listy. Zresztą nie mogło być inaczej, bo pozostałe tomy bardzo mi się podobały. Na początek krótko jednak wyjaśnię, że jest to tom szósty z cyklu o komisarzu Wistingu, a pozostałe zostały u nas wydane od końca i tak też już chyba pozostanie. Ta odwrócona kolejność w śledzeniu zagadek kryminalnych nie przeszkadza, bo każdy tom to odrębna historia. Natomiast trochę dziwnie czyta się o losach bohaterów od tyłu, o czym już zresztą wspominałam. Autor sporo czasu poświęca życiu prywatnemu Wistinga i jego córki Line, więc ten brak chronologii trochę może przeszkadzać, ale dla mnie i tak najważniejsza jest sprawa kryminalna. No i zawsze można poczekać aż wszystkie tomy zostaną wydane i dopiero wtedy zacząć lekturę, ale ja jednak polecam szybko zapoznać się z twórczością Horsta, bo facet zna się na rzeczy!

Tym razem na komisarza Wistinga czeka bardzo trudna sprawa. W Stavern fale wyrzucają na brzeg cztery odcięte lewe stopy, brakuje jednak ciał ofiar. Tropy prowadzą do osób, które zaginęły z jednego z domu starców, ale dlaczego? Tutaj nic już nie jest jasne.

Tradycyjnie akcja biegnie dwutorowo; jest śledztwo prowadzone przez Wistinga oraz punkt widzenia Line, która jest dziennikarką. I tutaj tym razem muszę się przyczepić, w sumie przy innych tomach także, bo zaważyłam, że autor jest mocno schematyczny. Ja nie ukrywam, że lubię Line i wątki z nią związane, ale za każdym razem wiem, czego się spodziewać; kobieta pracuje nad jakąś swoją sprawą, która później łączy się ze śledztwem jej ojca. A, no i często wpada w kłopoty. "Szumowiny" to moja 5 książka tego autora, więc taka schematyczność zwraca już mocno na siebie uwagę. Ale to jest Horst i najwyraźniej trzeba to po prostu zaakceptować. Taki ma facet styl pisania.

Książki Horsta cenię sobie mocno za tematykę społeczną. Tym razem autor poruszył problem resocjalizacji dla więźniów i wielokrotnie stawia pytanie, zmuszając czytelnika do refleksji, jak pobyt w więzieniu wpływa na człowieka. Czy takie całkowite odizolowanie gwarantuje "naprawę" więźnia? Myślę, że jest to sprawa godna przemyślenia i spojrzenia właśnie w taki sposób na ukaranych.

"Szumowiny" to nie jest kryminał pędzący jak rozpędzona górska kolejka. Tutaj tempo jest miarowe, a na rozwiązanie zagadki trzeba trochę poczekać, układając w tym czasie setki małych puzzli, które stopniowo dają jeden obraz. Akcja chociaż powolna, to nie nudzi, a wszystkie zagadki przygotowane przez autora potrafią zainteresować. W pewnym momencie zastanawiałam się, jak Horst ma zamiar wybrnąć ze swojego labiryntu różnych tropów i jak to połączy w jedną całość, ale udało mu się to. Styl autora również na plus; jest lekko, przyjemnie, czyta się szybko, a rozdziały są króciutkie.

Za książkę dziękuję Pani Karolinie z Business&Culture oraz wydawnictwu Smak Słowa.

20.09.2016

Dan Brown - Kod Leonarda da Vinci


Tytuł: "Kod Leonarda da Vinci"
Autor: Dan Brown
Ilość stron: 568
Wydawnictwo: Sonia Draga









W Luwrze dochodzi do morderstwa. Ofiarą jest Jacques Sauniere, kustosz muzeum, który przed swoim ostatnim oddechem pozostawił szereg zagadek, które mogą pomóc w ujęciu sprawcy oraz odkryciu silnie strzeżonej tajemnicy, sięgającej początków chrześcijaństwa. Na miejsce zbrodni zostaje wezwany Robert Langdon - znawca symboliki religijnej i wykładowca Harvardu. Szybko okazuje się, że staje się on głównym podejrzanym policji i razem z kryptolog, Sophie Neveu, próbują rozwiązać zagadkę oraz oczyścić imię Roberta. Czasu jest jednak niewiele.

Ta książka to coś wspaniałego, doskonałego i dopracowanego w stu procentach! Miano światowego bestsellera jest naprawdę słuszne i nie dziwię się, że tytuł ten jest tak znany i wychwalany. Ja przyznaję, że bardzo długo wzbraniałam się przed tą książką, bałam się trochę tej jej kontrowersyjności i odniesień do sztuki, która nigdy w kręgu moich zainteresowań nie była. Teraz jednak postanowiłam zmierzyć się z "Kodem Leonarda da Vinci" i żałować jedynie mogę, że zrobiłam to tak późno, bo ta książka jest genialna!

Wciągnęłam się już od samego początku i tak pozostało aż ostatnich stron. Z każdym rozdziałem byłam coraz bardziej zachwycona pomysłowością autora, jego zagadkami i ich rozwiązaniami. Początkowo bałam się, że pogubię się w tym wszystkim, bo w pewnym momencie ilość nowych informacji i spisków może trochę przytłaczać, ale Brown świetnie to wszystko ze sobą połączył, tworząc spójną i ogromnie wciągającą historię, której nie można od tak po prostu sobie przerwać i wrócić do innych zajęć. Co to, to nie! Mnie najbardziej oczarowały w tej książce wszystkie te sekrety i inteligentne zagadki, których samodzielnie oczywiście nie udało mi się rozwiązać, ale za to z całej siły kibicowałam bohaterom w ich staraniach.

Zagadki zagadkami, ale żebyście czasami nie pomyśleli sobie, że przez to nic się tu nie dzieje, a bohaterowie tylko dumają. Oj nie. Ta książka jest niczym rozpędzona kolejka górska, która się nigdy nie zatrzymuje. Tu nie ma miejsca na chwilę wytchnienia, bohaterowie stale się przemieszczają i wszystko dzieje się tak szybko, że trzeba być uważnym, by się nie pogubić.

Kreacja bohaterów pozostawia co prawdę sporo do życzenia, ale pozostałe plusy tej książki wynagradzają ten fakt. Nie zżyłam się jakoś szczególnie z postaciami i niestety niewiele mogę o nich powiedzieć.

Nie dziwię się, że książka uchodzi za kontrowersyjną i że kościół katolicki zdecydowanie jej nie rekomenduje. Przygotujcie się na lekturę, w której kościół przedstawiony jest od ciemnej strony, a wszelkie brudy zostają wywleczone na wierzch. Teorie podane przez Browna można albo przyjąć, albo odrzucić, albo po prostu olać. Każdy czytelnik zrobi to, co uważa za stosowne. Ja po prostu potraktowałam tę książkę jako dobrą rozrywkę.

16.09.2016

Językowo: English Matters nr 60

Numer 60 magazynu językowego English Matters dedykowany jest na wrzesień i październik i według mnie jest to idealny moment na szlifowanie swoich językowych umiejętności.


Tym razem czeka na nas 12 zróżnicowanych tematycznie tekstów.

Na rozgrzewkę tradycyjnie dział This&That, a w nim coś, co bardzo mnie ucieszyło, a mianowicie wzmianka o świetnej i inspirującej stronie z wykładami - ted.com. Kto jeszcze nie zna, temu serdecznie polecam, a zwłaszcza osobom uczącym się angielskiego.
Jest też o tym, co kupić osobie, która ma już właściwie wszystko.

Dalej pora na dział People and Lifestyle. Na początek trochę o człowieku związanym z polityką - Justinie Trudea, który jest kanadyjskim premierem, a potem przeczytamy o bardzo niebezpiecznym w skutkach uzależnieniu, jakim jest zakupoholizm.Tym razem znalazło się i miejsce na kontrowersyjny temat, bo poruszono kwestię aborcji. A na koniec w tym dziale znajdziemy wywiad z trenerem rozwoju osobistego i także blogerem Darrenem Poke, który przybliża nam trochę swój zawód i przy okazji udziela kilku porad.

Pora na dział Culture. Tutaj znajdziemy zdecydowanie zbyt krótki artykuł o różnych amerykańskich świętach - i tych mniej znanych, i tych popularnych. To zdecydowanie mój ulubiony artykuł z tego numeru. Szkoda tylko, że taki krótki, bo można było go bardziej rozwinąć.


Dalej w tym dziale przenosimy się do Londynu, który często kojarzy nam się tylko z pięknymi zabytkami i miejscem idealnym na podróż, ale miasto to ma też swoje czarne zakamarki i drugie, bardziej mroczne oblicze.

Dalej trochę o praktycznym użyciu języka angielskiego. Tym razem w Conversation Matters kilka przydatnych zwrotów i dialogów dotyczących imprezowania. Wszak rok studencki coraz bliżej.

W dziale Science czeka na nas bardzo ciekawy i przestawiony w przystępny sposób artykuł o ludzkim dążeniu do nieśmiertelności za pomocą nowoczesnych technologii. Wizja z jednej strony fascynująca, ale z drugiej przerażająca. Tekst godny refleksji.

Z kolei w dziale Travel odbędziemy podróż do Australii, na której punkcie bardzo kiedyś szalałam i marzyłam, by tam zamieszkać albo przynajmniej odwiedzić ten kontynent. Po przeczytaniu artykułu w EM mam ochotę od razu wsiąść w samolot i polecieć do tego malowniczego miejsca.

A już na sam koniec w dziale Leisure o ludziach znanych z historii i cieszących się złą sławą oraz w Language krótko o literze E.

Ponadto obecne są słowniczki z trudniejszymi słówkami przy każdym artykule, a niektóre teksty możemy sobie odsłuchać. Ze strony internetowej magazynu można też pobrać listę słówek z tego numeru oraz karty pracy. Dostępny jest także darmowy dodatek - Office English.


 Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.


Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

09.09.2016

Dorit Rabinyan - Żywopłot

Tytuł: "Żywopłot"
Autor: Dorit Rabinyan
Ilość stron: 333
Wydawnictwo: Smak Słowa










Liat Biniamini ma 29 lat i jest Izraelką. Obecnie mieszka w Nowym Jorku ze względu na stypendium oraz zajmuje się tłumaczeniem żydowskich tekstów. Pewnego dnia  przypadek sprawia, że poznaje młodszego od niej o dwa lata Pakistańczyka Hilmiego Nasira, który jest utalentowanym artystą. Ich zwykła, krótka rozmowa szybko przeradza się w coś poważnego, a tych dwoje zaczyna łączyć uczucie.

Tylko czy ich związek ma szansę przetrwać? Przecież ona jest Izraelką a on Palestyńczykiem...

W swoim kraju byliby pewnie dla siebie wrogami, patrzyliby na siebie z  nienawiścią i nie wymieniliby ani jednego zdania. Jednak Nowy Jork to miejsce idealne, by załagodzić wszelkie spory i poczuć wolność, nie przejmować się zdaniem innych. Nowy Jork to dla naszych bohaterów miejsce, w którym mogą się pokochać. Jednak nic nie trwa wiecznie i boleśnie przypomina o tym termin kończącej się wizy Liat. Kobieta jest świadoma, że będzie musiała zrezygnować ze swojego ukochanego, bo w jej kraju ich związek nie ma racji bytu. Ich miłość zyskuje datę przydatności, po której będzie już tylko wspomnieniem.

Smutne jest to, że w XXI wieku, gdzie tyle mówi się o tolerancji i wolności, są jeszcze takie sytuacje, jak te przedstawione na katach "Żywopłotu". Miłość, która jest najsilniejszym uczuciem, nie powinna umierać z powodów kulturowych. Wcale mnie nie dziwi, że książka wzbudziła wiele kontrowersji i że stała się bestsellerem, bo jest to lektura zdecydowanie wartościowa i wymagająca refleksji. Bo czy naprawdę na nasze życie musi być podyktowane wojną, sytuacją polityczną, czy uprzedzeniami innych, często naszych najbliższych osób?


Za książkę dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

04.09.2016

Gene Brewer - K-PAX


Tytuł: "K-PAX"
Autor: Gene Brewer
Ilość stron: 248
Wydawnictwo: Znak
Tom: I







Instytut Psychiatrii, Nowy Jork. Psychiatra Gene Brewer podejmuje się leczenia mężczyzny, który uznaje, że nazywa się prot i pochodzi z planety K-PAX. Szybko okazuje się, że pacjent ten będzie dla lekarzy prawdziwym wyzwaniem.

Ciężko mi napisać wiele o tej książce, bo zrobiła na mnie duże wrażenie, ale trudno mi ująć to jakoś w słowa, by nie zdradzić za dużo, a o to tu łatwo, bo książka jest króciutka. Lubię powieści psychologiczne, lubię analizować skomplikowane i chore umysły, więc ten tytuł zdecydowanie do mnie trafił, a postać prota mnie zafascynowała.

Prot to naprawdę świetnie wykreowana postać. Mężczyzna jest tajemniczy i cholernie przekonywujący w swoich opowieściach. W pewnym momencie sama już nie wiedziałam, czy ma urojenia, czy faktycznie pochodzi z innej planety. Jego historia mnie zafascynowała i w swojej głowie już miałam obraz planety K-PAX.

Ciekawa sprawa jest też z autorem, bo po skończeniu lektury myślałam, że jest prawdziwym psychiatrą - tak bardzo realistycznie to wszystko zostało opisane. Okazuje się jednak, że Gene Brewer zrobił z siebie jednego z bohaterów, by tę historię właśnie uwiarygodnić. I przyznać muszę, że mu się to udało.

Okazuje się także, że to nie koniec prota, bo autor stworzył trylogię. Ja na pewno sięgnę po kolejne tomy, chcę też obejrzeć film na podstawie pierwszej części - "K-PAX"



02.09.2016

Podsumowanie sierpnia

Skończył się sierpień, a wraz z nim  moje wakacje i mnóstwo wolnego czasu, którego teraz będzie mi pewnie ciągle brakować. Te dwa miesiące laby głównie przechorowałam, więc wakacji do udanych zdecydowanie zaliczyć nie mogę, ale przynajmniej odpoczęłam tak bardzo, że teraz z większym optymizmem mogę zacząć działać i aż chce mi się wracać do obowiązków!



W sierpniu przeczytałam 11 książek:
1. Albert Camus - "Dżuma"
2. Stephen King - "Pan Mercedes"
3. John Katzenbach - "Piąty student"
4. Richard Paul Evans - "Papierowe marzenia"
5. Magda Omilianowicz - "Bestia. Studium zła"
6. Ela Sidi - "Czcij ojca swego"
7. Gene Brewer - "K-PAX"
8. Alicja Pruś - "Lalki"
9. Gene Brewer - "Na promieniu światła"
10. Dorit Rabinyat - "Żywopłot"
11. Jan McEwan - "Pokuta"

Razem 3597 stron.

Przeczytałam mniej niż w lipcu, ale za to wciągnęłam się w oglądanie "Dextera", o którym pisałam TUTAJ, zaczęłam także oglądać "Grę o tron" - to co prawda raczej nie moje klimaty, ale sezon pierwszy na pewno skończę, a potem zobaczę, co dalej.

Obejrzałam też kilka odcinków "Partnerek", bo serię Tess Gerritsen z Rizzoli i Isles uwielbiam, ale po kilku odcinkach sobie odpuściłam. Książki są zdecydowanie lepsze, a serial ma według mnie z nimi niewiele wspólnego.

Z serii językowo pojawił się jeden wpis dotyczący podcastów - KLIK

Plany na wrzesień? 
Znaleźć codziennie trochę czasu na czytanie i oglądnięcie raz na jakiś czas jakiegoś serialu. Chciałabym też nowy rok szkolny rozpocząć z jak najlepszymi ocenami , żeby potem mieć więcej luzu dla siebie.

Jak minął Wasz sierpień? Możecie polecić mi jakieś fajne seriale? 



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka