31.10.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - dołączam i ja!

Właśnie dowiedziałam się o niezwykle ciekawej akcji, która rozpoczęła się w dniu dzisiejszym, a mowa o językowym Wyzwaniu Poliglotki, które będzie trwało przez miesiąc. Ja bez wahania podejmuję wyzwanie i jestem pełna nadziei, że uda mi się w ten sposób jeszcze bardziej zmobilizować do nauki angielskiego (bo ten język sobie wybrałam). Myślę też, że ta akcja pomoże mi wyjść poza językową rutynę, w którą wpadłam i że odkryję mnóstwo nowych sposobów na naukę.



Ale po kolei. O co w ogóle chodzi?

Wyzwanie rozpoczęło się dzisiaj - 31 października i polega na codziennej, intensywnej nauce wybranego przez nas języka ( u mnie angielski) poprzez realizowanie wymyślonych przez autorkę zadań. Zadań jest 28, ale nie trzeba wypełniać ich wszystkich; można na przykład wybrać kilka i powtórzyć je kilkakrotnie. Wybór należy do Was. Ważne jest jednak to, by codziennie coś zrobić. Bez wymówek. Bez usprawiedliwień.


Więcej na temat akcji na blogu Poliglotki - KLIK

Zmobilizować ma nas też kalendarz specjalnie przygotowany przez autorkę . Ja swojego jeszcze nie wydrukowałam, nie mam też na chwilę obecną konkretnych planów na każdy dzień, bo o akcji dowiedziałam się przed momentem, ale jutro ruszam pełną parą. Na blogu planuję też wpisy związane z wyzwaniem i koniecznie podsumowanie po całym miesiącu. Jestem strasznie ciekawa rezultatów!

Podejmujecie wyzwanie?

29.10.2016

Językowo: English Matters - New York - The city that never sleeps (Wydanie specjalne)

Na blogu regularnie pojawiają się recenzje magazynu English Matters. Jest to dwumiesięcznik, ale co jakiś czas ukazują się tematyczne wydania specjalne. "New York - The City That Never Sleeps" poświęcone zostało w całości, tak jak sugeruje już sam tytuł, Nowemu Jorkowi.  I cieszy mnie to bardzo, bo miasto to zawsze mnie fascynowało swoim ogromem.


Wydania specjalne nie różnią się zbytnio od zwykłych wydań, jeśli chodzi o kategorie:

W This and That zobaczymy, jakie są symbole Nowego Jorku, poznamy też kilka ciekawostek oraz przeczytamy o specjalnej karcie, która umożliwia korzystanie z wielu atrakcji, często z uniknięciem kolejek.

W dziale People and Lifestyle spotkamy się ze znanym serialem "Seks w wielkim mieście" oraz dowiemy się czegoś więcej o Carrie Bradshaw - jednej z głównych bohaterek. Następnie trochę o faktach i mitach dotyczących Nowego Jorku oraz  kilka króciutkich życiorysów znanych nowojorczyków (m.in. Calvin Klein, Woody Allen, czy Derek Jeter). A na koniec w tym dziale wywiad z z Ewą Buono, która mieszka w Nowym Jorku od ponad 15 lat. (To zdecydowane mój ulubiony artykuł z tego numeru!)


Następnie trochę historii, ale to już w dziale Culture. Na początek trochę o mężczyznach, którzy przyczynili się do powstania Nowego Jorku, a potem poważniejszy artykuł, bo o atakach terrorystycznych na World Trade Center, które miały miejsce w 2001 roku.

Z kolei w Conversation Matters czeka na nas mnóstwo przydatnych zwrotów, które warto znać, będąc chociażby na wycieczce w Nowym Jorku.


Dział Travel należy do moich ulubionych, więc ucieszyły mnie aż dwa artykuły w tym numerze. W pierwszym z nich możemy przeczytać o atrakcjach turystycznych, które po prostu trzeba zobaczyć, będąc w Nowym Jorku. Drugi zaś pokazuje, że NY to nie tylko ogromne, zatłoczone miasto, ale też miejsce, w którym można odpocząć, patrząc na cuda natury.


Nowy Jork to miejsce, które kojarzy mi się z imprezami. Warto więc wiedzieć, gdzie można się udać, by trochę się rozerwać. O tym w dziale Leisure.

A na koniec muzycznie, bo czeka na nas analiza utworu "New York City" Lenny'ego Kravitza. Posłuchajcie;)


  Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

A może są tu osoby, które uczą się niemieckiego? Dla nich wydawnictwo również przygotowało wydanie specjalne, ale poświęcone praktycznej stronie języka biznesowego:

Więcej informacji tutaj: KLIK

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK


24.10.2016

Sarah Waters - Złodziejka


Tytuł: "Złodziejka"
Autor: Sarah Waters
Ilość stron: 728
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka









Wiktoriańska Anglia, 1862 rok. Poznajemy dwie dziewczyny.

 Susan Trinder jest córką nieżyjącej już złodziejki i morderczyni, a obecnie przebywa pod opieką oszustów i paserów, dzięki którym sama dobrze poznała nieuczciwe sztuczki, dzięki którym można zarobić.

Maud Lilly jest sierotą, wychowywaną przez wujka o dość specyficznych zainteresowaniach. Dziewczyna jest wykształcona jak na te czasy, mieszka w ogromnym domu ze służbą. Jest jednak strasznie samotna.

Zdawać by się mogło, że dziewczyny nie mają ze sobą nic wspólnego. Wkrótce jednak ich losy się połączą...


"Złodziejka" to moje pierwsze, ale na pewno nie ostatnie, spotkanie z twórczością Waters. Chociaż początkowo trochę przeraziła mnie objętość tej książki, to teraz wiem, że nie było się czego obawiać, a te 700 stron pochłonęłam sama nawet nie wiem kiedy.


"Złodziejka" to książka, która nie pozwoliła mi się od siebie oderwać. Nie brakuje tu nagłych zwrotów akcji - i to jakich! Książka podzielona jest na trzy części, a po pierwszej nie mogłam wyjść ze zdumienia, bo byłam tak mocno zaskoczona tym, co autorka przygotowała. W ogóle uważam pierwszą część za najbardziej emocjonującą, ale kolejne są równie dobre i książka trzyma poziom do samego końca, a to przy takiej cegle jest naprawdę dużym pisarskim osiągnięciem. Brawa dla autorki! Intryga goni tu intrygę, nie brakuje nagłych zwrotów akcji, a i serce czasami mocnej mi zabiło. W "Złodziejce" nie ma miejsca na chwilę wytchnienia, a pojęcie nudy tutaj nie istnieje.

Na uwagę zasługują także świetne opisy XIX-wiecznej Anglii, które tworzą duszny, lekko mroczny klimat. Opisy są wyraziste i pozwalają na dokładne wyobrażenie sobie tamtych czasów - z całym tym brudem, zaduchem i ogólnym skażeniem i przyrody, i ludzkich dusz. Dla fanów wiktoriańskiej Anglii będzie to lektura obowiązkowa!

22.10.2016

Dan Brown - Zaginiony symbol


Tytuł: "Zaginiony symbol"
Autor: Dan Brown
Ilość stron: 623
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: III
Cykl: Robert Langdon







Po przeczytaniu "Kodu Leonarda da Vinci" od razu zapragnęłam przeczytać też inne książki autora. Byłam pełna podziwu dla jego wyobraźni i wiedzy w dziedzinie sztuki. "Zaginiony symbol" to kolejny tom z Robertem Langdonem. I  nie jest to już tak kontrowersyjny tytuł jak jego poprzednik, stąd też książka nie jest aż tak popularna, ale zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Na prośbę swojego przyjaciela i mentora, Petera Solomona, Robert Langdon ma wygłosić wykład na Kapitolu.  Po przyjeździe do Waszyngtonu okazuje się jednak, że żadnej prelekcji nie zaplanowano. Zamiast tego znajduje odciętą dłoń swojego przyjaciela i sam wpada w poważne kłopoty.

Jeśli miałabym porównywać "Zaginiony symbol" z "Kodem Leonarda da Vinci" to przyznać muszę, że podobało mi się trochę mniej. Ale tylko odrobinkę. Autor znowu przygotował dla czytelnika mnóstwo tajemnic i zagadek, na których rozwiązanie przenigdy bym nie wpadła. Jestem pod wrażeniem jego wyobraźni i umiejętności połączenia tego wszystkiego w jedną całość tak, aby czytelnik nie pogubił się w trakcie czytania. Widać, że książka jest dopracowana, autor serwuje nam sporo ciekawostek.

Przyznaję jednak, że w pewnym momencie trochę ta historia zaczęła mnie męczyć. Tu wszystko dzieje się tak szybko, ciągłe tajemnice robią mętlik w głowie i nadmiar informacji zaczął mnie przytłaczać. Jest też trochę za bardzo filozoficznie. Zauważyłam też, że autor pisze według pewnego schematu. Nie zmienia to jednak faktu, że w dalszym ciągu na książki pana Browna mam ogromny apetyt i kolejna już czeka na przeczytanie.


16.10.2016

Magda Omilianowicz - Bestia. Studium zła

Tytuł: "Bestia. Studium zła"
Autor: Magda Omilianowicz
Ilość stron: 280
Wydawnictwo: Od deski do deski
Seria: Na F/Aktach








Bestia. Wampir z Bytowa. Popełnił przynajmniej 67 morderstw, głównie kobiet, jednak ostatecznie skazany został za jedno. Sprawca? Leszek Pękalski. Wyrok? 25 lat więzienia i wyjście na wolność w 2019 roku...

Tematyka zbrodni zawsze mnie fascynowała, stąd też moje zainteresowanie wszelkimi thrillerami psychologicznymi. Tylko, że inaczej czyta się powieść fikcyjną, a inaczej reportaż o prawdziwym zwyrodnialcu i szaleńcu, który już wkrótce może znów być na wolności, no chyba, że tzw. "ustawa o bestiach" pozwoli zatrzymać go dalej w zamknięciu.

Leszek Pękalski. Z pozoru niewinna sierota, biedak, zaniedbany brudas, który zamiast strachu wzbudza raczej współczucie. Mężczyzna od zawsze pragnął ciepła i miłości, a tego nigdy nie zaznał, był popychadłem od najmłodszych lat. Pragnął kobiet, pragnął seksu. I ten seks najpierw kulturalnie kobietom proponował, naiwnie myśląc swoim chorym umysłem, że tak się to robi i że każda będzie chętna. Ale nie były i musiały ponieść karę. W rzeczywistości Pękalski to świetny manipulant i bestia, której postępowania nie da się zrozumieć i zaakceptować. Nie oczekujmy od niego też skruchy i wyrzutów sumienia. A teraz wyobraźcie sobie, że w 2019 roku może być na wolności. I to nie żart. Bo Pękalski to nie postać fikcyjna, to nie wymysł autorki. Wyjdzie i co dalej? Specjaliści są zdania, że będzie zabijał dalej i nic go nie powstrzyma.

Tak naprawdę to tutaj powinnam skończyć i tak też zrobię. Zachęcę Was jedynie do przeczytania tego przerażającego reportażu, po którym długo się nie otrząśniecie. Warto przeczytać tę książkę także dla przestrogi, by się przekonać, że czasami groźni ludzie wcale na takich nie wyglądają i zachowują pozory normalności i spokoju.

11.10.2016

Przemysław Piotrowski - Droga do piekła


Tytuł: "Droga do piekła"
Autor: Przemysła Piotrowski
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Videograf SA









Pewnego dnia, gdy były amerykański żołnierz, John Pilar, wraca do domu, znajduje zwłoki swojej żony i dzieci. Zostaje niesłusznie oskarżony o ich zamordowanie i skazany na śmierć. Wkrótce wyrok zostaje wykonany.

Lukas, młodszy brat Johna, jest byłym policjantem, a obecnie detektywem z problemem alkoholowym. Mężczyzna nie wierzy w winę swojego brata i przy organizowaniu jego pogrzebu zauważa, że coś jest nie tak. Ciało Johna zostało skremowane, a ten przed śmiercią życzył sobie tradycyjnego pogrzebu w mundurze i z polską flagą położoną na sercu. Lukas postanawia wyjaśnić tę sprawę i razem z młodą i uzdolnioną dziennikarką, Rose Parker, rozpoczynają prywatne śledztwo, które doprowadzi ich do śmiertelnego niebezpieczeństwa. Co odkryją?

"Droga do piekła" to mocna książka, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że męska. Autor bez skrupułów serwuje swoim czytelnikom straszne i brutalne opisy, które niejednego mogą przyprawić o dreszcze. Takie książki to ja lubię, ale wrażliwców przestrzegam, bo momentami jest naprawdę wulgarnie, przemocy też nie brakuje. Także czytacie na własną odpowiedzialność.:)

"Droga do piekła" to dobrze napisany thriller z elementami horroru, który ma wszystko to, czego książce z tego gatunku potrzeba; jest świetnie odczuwalny nastrój grozy, pędząca akcja i dosyć oryginalny pomysł, co tym bardziej zasługuje na pochwałę. Wizja piekła Piotrowskiego jest przerażająca, a samo to miejsce świetnie zostało opisane. Aż człowiek zaczyna martwić się o swoje życie w zaświatach, naprawdę.

Tę książkę czyta się błyskawicznie. Nie ma tu miejsca na nudę, a wszystkie te brutalne opisy, mimo że przerażają, to nie pozwalają na przerwanie lektury. Autor ciągle mącił mi w głowie z tym piekłem, w pewnym momencie już sama nie wiedziałam do czego zmierza ta historia. Jednak traktuję to moje zdezorientowanie jako plus.Co do finału to bardzo mnie zaskoczył; przyznaję, że nigdy bym tego nie przewidziała, nie ma najmniejszych szans. Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie jesteście przekonani do tej książki, a kręci Was ten gatunek, to może ten nieprzewidywalny i przerażający finał was zachęci. Bo ja osobiście jestem nim zachwycona.

Było to moje pierwsze spotkanie z panem Piotrowskim i przyznać muszę, że to świetnie zapowiadający się polski autor, po którego następne książki również mam ochotę sięgnąć.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Videograf.

04.10.2016

Tom Hillenbrand - Diabelski owoc. Kryminał kulinarny


Tytuł: "Diabelski owoc"
Autor: Tom Hillenbrand
Ilość stron: 304
Wydawnictwo:Smak Słowa
Tom:I






Jedzenie jest częścią naszego życia. Każdy z nas ma swoje ulubione potrawy, gotujemy sami lub korzystamy z różnych restauracji, dostając na talerzu gotową potrawę. Ale czy wiemy, co tak naprawdę siedzi w naszym przepysznym deserze, zupie, czy mięsie?

Xavier Kieffer jest właścicielem małej, przytulnej restauracji w Luksemburgu. Pomimo swojego wielkiego talentu i dobrych rekomendacji nie jest zainteresowany wielkim światem i zdobywaniem gwiazdek w rankingach. Woli serwować proste i smaczne regionalne potrawy, dbając o ich jakość.

Pewnego dnia, ku zdziwieniu wszystkich pracowników, w jego restauracji pojawia się ważny i ceniony francuski krytyk kulinarny. Xavier stara się jak najlepiej przyjąć gościa i serwuje mu swoje najlepsze potrawy. Jednak cel jego wizyty pozostaje niewyjaśniony, bo mężczyzna nagle umiera w jego lokalu...

"Zabójczy owoc" to pierwszy tom z Xavierem Kiefferem, otwierający cykl kulinarnych kryminałów. Przyznaję, że skusił mnie ten tytuł, bo jest to coś nowego na rynku wydawniczym, więc byłam zaintrygowana. Koperta, w której ukryta była książka, głosiła, że nie jest to kolejny krwawy kryminał i to faktycznie prawda. Ja co prawda jestem zwolenniczką mocnych scen, nagłych zwrotów akcji, krwi, trupów itd., ale "Diabelski owoc" nawet mnie usatysfakcjonował. A z tego względu, że jest to kryminał łagodny i pozbawiony strasznych opisów, nada się dla większości czytelników.

Co szczególnie mnie ucieszyło to poruszenie przez autora tematu produkcji żywności na wysoką skalę. Oczywiście wszyscy wiemy, że w jedzeniu jest całe mnóstwo chemii i często na własne życzenie powoli się zabijamy. Każdy z nas słyszał też pewnie o słynnym glutaminianie sodu, który jest dla koncernów spożywczych objawieniem i potrafi uczynić niejadalną potrawę jadalną i uzależniającą smakiem. To wszystko to jeden wielki biznes, bitwa o klienta i jego podniebienie. Tak samo jest z restauracjami. W "Diabelskim owocu" autor pokazuje, że w świecie wielkiej kuchni nie ma miejsca na uprzejmości.

Czytając tę książkę można zrobić się głodnym. Sporo tutaj o jedzeniu, wymieniane są różnorakie dania, więc ślinianki zaczynają pracować. Denerwować może to, że często w tekst wplatane są nazwy obcojęzyczne, co trochę dezorientuje. Z tyłu jednak umieszczono specjalny słowniczek, który ułatwia sprawę, chociaż według mnie przypisy byłyby dla czytelnika wygodniejsze. Szkoda, że nie ma tutaj wtrąconego żadnego przepisu, bo pasowałoby to do określenia "kryminał kulinarny".

Kuleje niestety kreacja bohaterów. Są oni jacyś tacy papierowi, zepchnięci na dalszy plan. Nie zżyłam się z nikim, nawet główny bohater był mi obojętny, ciężko mi go nawet opisać. Być może w kolejnych tomach autor się poprawi i zadba przynajmniej o lepsze poznanie Xaviera.

"Diabelski owoc" to kryminał poprawny. Czyta się go szybko i lekko, wyróżnia się tematyką, ale nie jest to żadne dzieło sztuki. Są pewne niedociągnięcia, nie jest idealnie, momentami akcja trochę się dłuży, nie ma też większych zwrotów akcji. Smakosze kryminałów mogą więc poczuć się zawiedzeni. Dla mnie to taka kryminalna przystawka.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

03.10.2016

Za co lubię jesień?

Jesieni nie lubię. Zawsze patrzyłam na tę porę roku z niechęcią, bo to taki przedsionek nadchodzącej zimy, której z całego serca nienawidzę i zawsze staram się jakoś ją przeżyć i nie wpaść w depresyjne nastroje, ani nie zamarznąć w drodze do domu.

Powodów do narzekań na jesień mam wiele; a bo za szaro, coraz zimniej, deszczowo, depresyjnie itd. Trzeba jednak cieszyć się życiem i we wszystkim szukać pozytywów, więc za co jesień lubię?



Wolniej płynący czas
A raczej złudzenie wolniej płynącego czasu. Niby szybciej robi się ciemno i pogoda przygnębia, ale zawsze jakoś tak jesień mnie rozleniwia, przystopowuję, nie śpieszę się, a raczej delektuję chwilę. A na leniwe spędzenie wolnego czasu najlepsza jest...

...dobra książka + ciepły koc + rozgrzewająca herbata
O tak! Jesień to idealna pora dla moli książkowych. A niech sobie pada za oknem, niech krople deszczu uderzają o szybę, ja mam swój koc, swoją herbatę i dobrą lekturę, z którymi to żadne jesienne obrazy mi nie straszne.



Klimat
Jesień to pora niezwykle różnorodna. Gdy mieni się na złocisto, a słońce przyjemnie grzeje to aż miło. Sprawa komplikuje się, gdy zaczyna lać, robi się szaro, a wiatr zdaje się dostawać każdą szczeliną. Ale i taki klimat można zamienić na coś pozytywnego, a wielbiciele mrocznych thrillerów i horrorów chyba już wiedzą o co mi chodzi? Wiatr dobijający się oknami, grube krople walące w szybę i książkowy nastrój grozy tworzą klimat, jakiego nie da się uświadczyć w innej porze roku.

Źródło inspiracji
Jesień to czas, w którym zawsze mam ochotę na coś nowego. Latem zazwyczaj się rozleniwiam, a upały przegrzewają mój mózg. Za to jesienią staję się bardziej kreatywna, nachodzi mnie więcej refleksyjnych myśli itd. Mam nadzieję, że w tym roku przełoży się to także na blogowanie.

Jabłka
Uwielbiam owoce i mogłabym zjadać je tonami. Jesień to czas dla jabłek, a jako że mam w ogródku dwie spore jabłonie, to mogę zajadać się do woli i cieszyć ich smakiem i świadomością, że są pozbawione sklepowej chemii. Pieczone jabłka z cynamonem? Mus jabłkowy użyty do robienia muffinek, czy jako dodatek do wszelkiego rodzaju naleśników, placuszków, serniczków, a nawet makaronów? Mmmm, pycha! Uwielbiam!



Chodzenie po kałużach
Odkąd zakupiłam swoje nowe kalosze, żadna kałuża mi nie straszna. Ba! Celowo w nie wchodzę, przypominając sobie czasy dzieciństwa.

Kolorowe liście




A za to Ty lubisz jesień, nawet jeśli twierdzisz, że jej nie lubisz?

02.10.2016

Podsumowanie września 2016

źródło


Pierwszy miesiąc nowego roku szkolnego za mną. Bałam się tego września, bo powrót po dwumiesięcznym leniuchowaniu nigdy nie jest łatwy. Jednak okazało się, że nie taki diabeł straszny, a zeszły miesiąc był dla mnie łaskawy.

Ku mojemu zaskoczeniu, we wrześniu przeczytałam więcej stron niż w sierpniu, mimo że doszło mi sporo nowych obowiązków i miałam wrażenie, że na lekturę nie zawsze starcza mi czasu. Najwyraźniej jesień sprzyja czytaniu, bo czy jest coś bardziej odprężającego od pysznej, owocowej herbatki pitej w towarzystwie smakowitej książki i ciepłego kocyka? No właśnie.

We wrześniu udało mi się przeczytać 10 książek:
1. Sarah Waters - "Złodziejka" (recenzja zagubiła się gdzieś w wersjach roboczych)
2. Thomas Hardly - "Tessa d'Urberville. Historia kobiety czystej"
3. Fiodor Dostojewski - "Zbrodnia i kara"
4. Ian McEwan - "W imię dziecka"
5. Dan Brown - "Kod Leonarda da Vinci"
6. Michaił Bułhakow - "Mistrz i Małgorzata"
7. Bogdan Bartnikowski - "Dzieciństwo w pasiakach"
8. Jorn Lier Horst - "Szumowiny"
9. Stephen King - "Znalezione nie kradzione"
10. Tom Hillenbrand - "Diabelski owoc" (recenzja wkrótce)

Razem 4171 stron 

Książkowy wynik bardzo mnie zadowala, ale niestety trafiło mi się we wrześniu sporo słabych tytułów. Najwyraźniej klasyka nie dla mnie albo akurat nie wpasowaył się w mój jesienny, lekko depresyjny nastrój. Lektury na październik muszę sobie lepiej dobierać.

Książkowo było super, językowo trochę gorzej, bo gdzieś zaczęły gubić się wypracowane przeze mnie nawyki i samodyscyplina w regularnej nauce. Hmm, może to znak, że pora wdrożyć jakiś nowy plan albo w ogóle taki plan sobie ułożyć. W każdym razie magazyn English Matters motywuje mnie zawsze - klik i pozwala zachować kontakt z językiem.

Jak minął Wasz wrzesień? Macie jakieś październikowe plany?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka