30.11.2016

Językowo: Przeczytane w oryginale - The Kid - Kevin Lewis

Dzisiaj kilka słów o kolejnej książce, którą udało mi się przeczytać w oryginale - "The Kid" Kevina Lewisa.

Tytuł: "The Kid"
Autor: Kevin Lewis
Ilość stron: 242
Wydawnictwo: Penguin

Książka została także wydana w Polsce pod tytułem "Dzieciak".

"The Kid" to prawdziwa historia, próba poradzenia sobie Kevina Lewisa z traumatycznymi wydarzeniami z dzieciństwa. Kevin wycierpiał wiele. Wychowywał się, a raczej próbował przetrwać w patologicznej rodzinie, gdzie nie było odpowiednich warunków do życia. Los, jaki zagotowali mu biologiczni rodzice był straszny i aż trudny do wyobrażenia. A brak jakiejkolwiek pomocy ze strony opieki społecznej chyba jeszcze gorszy.

"The Kid" to lektura ciężka do czytania pod względem psychicznym. Nie łatwo bowiem być świadkiem tych wszystkich okropności, mając świadomość, że to wydarzyło się naprawdę, że są tacy ludzie, jak biologiczni rodzice Kevina, którzy pozostają bezkarni. Ludzie, którzy bez skrupułów znęcają się nad własnymi dziećmi, czyniąc ich życie piekłem.

I chociaż takich historii jest wiele, to każda równie mocno chwyta mnie za serce.

Jako że przeczytałam tę książkę w oryginale, to chciałabym podzielić się z Wami moimi odczuciami na temat jej poziomu trudności. Powiem tak; pierwsze podejście do tej książki miałam jakiś rok temu, ale darowałam sobie jej czytanie po kilku stronach, bo czułam, że będzie dla mnie za ciężka. Teraz przeczytałam ją już w całości i nawet nie musiałam korzystać zbyt często ze słownika, by zrozumieć treść. Na pewno nie jest to odpowiednia książka dla osób bardzo początkujących, ale myślę, że dla poziomu B1 i wyżej oczywiście, będzie ok. Jest to historia prawdziwa, którą napisało życie, więc i takie "życiowe", codzienne słówka tutaj znajdziemy. Napisana jest dość prosto, bez poetyzmów, jak zresztą wiele książek tego typu, dlatego dobrze się je czyta jeśli chodzi o naukę języka.

Jeżeli będziecie mieli okazję przeczytać w oryginale to oczywiście polecam. Jeśli nie, a lubicie takie życiowe historie, to oczywiście w języku polskim także jest dostępna.

Więcej o czytaniu w oryginale pisałam tutaj - KLIK
Zobacz też: książki, które przeczytałam w oryginale:
"Girl, Missing" Sophie McKenzie 
"Ugly" Constance Briscoe 
J.K.Rowling - "Harry Potter and the Philosopher's Stone" 
"Cold Little Hand"

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

28.11.2016

Wyzwanie Poliglotki - Tydzień IV i podsumowanie!

Wyzwanie Poliglotki dobiegło końca. Cztery tygodnie intensywnej nauki angielskiego za mną, więc pora na podsumowanie.  Na początku chciałam jednak podziękować Sandrze, czyli pomysłodawczyni wyzwania, za całą tę akcję oraz za jej filmiki na Youtube, które w ewentualnych chwilach słabości przypominały mi o konieczności działania. Liczę na kolejne takie wyzwania w przyszłości!



Podsumowanie IV tygodnia

Na początek krótko o czwartym tygodniu nauki, który upłynął mi pod znakiem słuchania ze zrozumieniem. Wciągnęłam się w serial "Janet the Virgin", który jest niezwykle lekki, przyjemnie się go ogląda i wciąga - zdecydowanie wciąga! Co więcej, wydaje mi się być fajny do nauki, bo słownictwo nie jest jakieś wyszukane i naprawdę sporo rozumiem, a oglądam bez pomocy napisów.


Dodatkowo poznałam 10 angielskich przysłów, zrobiłam sobie arkusz maturalny z podstawy z angielskiego,a dzisiaj oprócz kolejnego odcinka "Janet the Virgin" planuję jeszcze poćwiczyć gramatykę.
+ każdego dnia powtórka słówek na Memrise, ale to jest moją codzienną rutyną chyba już od roku.

Podsumowanie całego wyzwania

Może na początek krótko o tym, dlaczego postanowiłam wziąć udział w tym wyzwaniu, skoro zanim je rozpoczęłam uczyłam się angielskiego systematycznie. Powód jest prosty - chciałam zrobić jeszcze więcej. Długi czas uczenia się pozwolił mi na wyrobienie sobie systematyczności, ale też sprawił, że popadłam w językową rutynę. Generalnie moja nauka była bardzo monotonna, skupiłam się na najbardziej wygodnych dla siebie tematach i metodach. I chyba trochę utknęłam. Uczyłam się, ale tak naprawdę stałam w miejscu.

Wyzwanie to pozwoliło mi na odkrycie nowych metod nauki. Zobaczyłam na przykład, że nauka słówek to nie tylko mój ukochany Memrise, gdzie są już gotowe listy, ale też można oglądać wszelkiego rodzaju filmy i to z nich wyłapywać przydatne zdania i od razu uczyć się ich w odpowiednim kontekście. A to, jak już teraz sama się przekonałam,  jest bardziej wartościowy sposób nauki.
Co więcej, dzięki temu wyzwaniu zmotywowałam się w końcu do przeczytania kolejnej książki w oryginale. Odważyłam się także na oglądanie filmów, czy serialu bez pomocy napisów i zobaczyłam, że naprawdę dużo rozumiem i jeszcze kilka miesięcy intensywnej nauki i powinno tylko lepiej. Nawet nie wiecie, jak bardzo jestem teraz zmotywowana do dalszego działania, bo w końcu czuję, że coś ruszyło, a moje językowe cele mają szansę się spełnić. 

Wyzwanie się skończyło, ale dla mnie tym samym rozpoczął się kolejny językowy etap. Czuję, że zrobiłam potężny krok naprzód i jestem z siebie naprawdę zadowolona!

A teraz kilka słów do osób, które uczą się języków: bierzcie udział w takich wyzwaniach, bo one naprawdę potrafią zmotywować, są pomocne w nauce i pozwalają na poznanie swoich słabych i mocnych stron językowych. 


26.11.2016

Remigiusz Mróz - Świt, który nie nadejdzie


Tytuł: "Świt, który nie nadejdzie"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 528
Wydawnictwo: Czwarta Strona









XX-lecie międzywojenne. Były pięściarz, Ernest Wilmański, po straceniu wszystkiego i wraz z chęcią rozpoczęcia nowego życia, udaje się do Warszawy, licząc, że w stolicy pożegna się ze swoją przeszłością. Szybko jednak wpada w poważne tarapaty, gdy chcąc ratować nieznajomą dziewczynę popada w konflikt z Bannikami, którzy są najgroźniejszą grupą przestępczą, a ze swoimi przeciwnikami rozprawiają się bez skrupułów.

Może ciężko w to uwierzyć, ale przed przeczytaniem tej książki nie wiedziałam, o czym będzie. Nie popatrzyłam nawet na tył okładki, nie czytałam recenzji. Może gdybym to zrobiła, to bym po nią nie sięgnęła. Ale nie, pewnie i tak by do mnie trafiła, bo Mróz to Mróz. Czytam wszystko, co napisze. I to być może jest błąd. Autor pisze różnorodnie, obraca się w różnych gatunkach. Tym razem jest tu trochę historii, bo akcja toczy się w przedwojennej Warszawie oraz gangi. Generalnie to nie moja bajka. Nie potrafiłam się w tej książce odnaleźć. Męczyłam ją i męczyłam, czytałam ze względu na sympatię do autora, licząc chyba na to, że moje odczucia się jeszcze zmienią. Przyznaję to z wielkim bólem, ale wynudziłam się okropnie. Brakowało mi zwrotów akcji, elementów zaskoczenia, bo było niestety przewidywalnie.

Najbardziej jednak rozczarowali mnie bohaterowie. Remigiusz Mróz przyzwyczaił mnie do wyrazistych postaci, które zapadają w pamięć. Tutaj ich nie ma i jestem pewna, że za kilka dni całkowicie już o nich zapomnę. Nikt się tutaj jakoś specjalnie nie wyróżnia, rzekłabym, że postaci są papierowe.

Mimo swojej nieprzychylnej opinii przyznaję, że pomysł na książkę jest naprawdę fajny i oryginalny, bo chyba niezbyt wiele podobnych tytułów można przeczytać. Być może osobom, które lubią takie klimaty przypadnie do gustu, ale ja tym razem pasuję.

A na koniec pewien paradoks. Mimo że przez większą część nie czułam zainteresowania tą książką, a bohaterowie byli mi już całkowicie obojętni, to zakończenie mnie zawiodło i mam żal do autora, że urwał w takim momencie, pozostawiając niezamknięte wątki i zmuszając czytelnika do dopowiedzenia sobie dalszego ciągu.

23.11.2016

Aneta Jadowska - Złodziej dusz

Tytuł: "Złodziej dusz"
Autor: Aneta Jadowska
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Dora Wilk
Tom: 1








Dora, a właściwie Teodora Wilk, to kobieta o dwóch twarzach. Policjantka i wiedźma, mieszkająca w Toruniu. Po rodzicach odziedziczyła geny wiedźmy płodności oraz Pani Północy. Chociaż powinna mieszkać w Thonie, czyli alternatywnym świecie, razem z innymi magicznymi postaciami, to wybrała mieszkanie w Toruniu i ludzką pracę.

Na początku byłam oczarowana. Wiele dobrego słyszałam o książkach pani Jadowskiej i z wielkim entuzjazmem sięgnęłam po ten cykl. I faktycznie, pierwsze rozdziały bardzo mi się spodobały, od razu polubiłam główną bohaterkę i czytałam zafascynowana. Pozytywne emocje szybko jednak gdzieś się zgubiły, a ja stopniowo zaczęłam tracić zainteresowanie. Nie ukrywam, że inaczej wyobrażałam sobie tę historię, początkowo traktowałam tę książkę jako taki fantastyczny kryminał, ale to jednak nie było to.

Główna bohaterka bardzo przypadła mi do gustu, czego niestety nie mogę powiedzieć o pozostałych bohaterach, którzy byli mi obojętni i pozbawieni charakteru. Jedynie jako tako moje zainteresowanie wzbudzili koledzy z pracy Dory, ale wszystkie te diabełki, wilkołaki i aniołki to niewykorzystany potencjał. Wracając jeszcze do głównej bohaterki to czasami irytowało mnie jej poczucie o własnej doskonałości, ale poza tym wydała mi się sympatyczna, pomimo całej swojej złośliwości.

"Złodziej dusz" to raczej takie kobiece fantasy, bo sporą rolę odgrywa tutaj wątek miłosny, który mnie osobiście nie zachwycił, ale też na szczęście nie denerwował. Tutaj niestety było przewidywalnie, a więc i nudno.

Świat wykreowany przez autorkę również mnie nie zachwycił, nie potrafiłam się w nim odnaleźć, wyobrazić go sobie. Brakowało konkretów, bardziej plastycznych opisów. Powiedziałabym, że "Złodziej dusz to lektura dla mało wymagających czytelników. Ja oczekiwałam czegoś lepszego.

Jestem na nie, ale niewykluczone, że autorka dostanie ode mnie kolejną szansę, ale to już w innej serii, bo z Dorą Wilk po raz kolejny nie zamierzam się spotykać.

21.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień III

Językowe Wyzwanie Poliglotki, w którym biorę udział, powoli dobiega końca. Przede mną jeszcze jeden intensywny tydzień nauki, a potem pora na podsumowanie i wyciągnięcie wniosków.


Co robiłam przez cały tydzień?

15.11 - SŁOWNICTWO BRANŻOWE już po raz kolejny, a do tego UWAŻNOŚĆ, czyli słuchanie ze zrozumieniem.

16.11 - UWAŻNOŚĆ

17.11 - DUOLINGO - ostatnio robiłam na Duolingo powtórki z racji tego, że dawno mnie tam nie było, a tym razem ruszyłam z materiałem dalej. Chociaż początkowo uważałam tę stronkę za zbyt łatwą na mój poziom, to przyznać muszę, że i tak pozwala mi się w pewien sposób rozwijać.

18.11 - FILM DOKUMENTALNY - już po raz trzeci. Tym razem obejrzałam "Murderball". Jest to historia niepełnosprawnych zawodników rugby. I chociaż nie jestem fanką tego sportu, to film bardzo mi się spodobał, dał mi motywacyjnego kopa, ale też wzruszył. Wielki szacunek dla chłopaków!

\
19.11 - GRY - co prawda nie mam możliwości zagrania w realu w Scrable po angielsku, ale od czego jest internet? Coś na kształt Scrabli znaleźć można na tej stronie - KLIK. Do wyboru mamy grę albo z komputerem, albo z realnym przeciwnikiem.

Przyznaję, że początkowo obawiałam się, że nie dam rady, bo czas na myślenie jest ograniczony itd, ale udało mi się nawet kilka razy pokonać przeciwników. Nie wygrana jest jednak najważniejsza, ale fakt, że poprzez taką zabawę można się sporo nauczyć. Zauważyłam też, że mój mózg wyłączał myślenie w języku polskim. Także grom słownym w języku angielskim mówię zdecydowane TAK. Spróbujcie sami:)

20.11 - KSIĄŻKA oraz UWAŻNOŚĆ - książka w dalszym ciągu ta sama, czyli "The Kid" Kevina Levisa, ale tym razem już ją skończyłam czytać i planuję kolejny tytuł po angielsku. Zakupiłam nawet trzy nowe książki, więc nie ma wymówek:)

21.11 - AUDIOBOOK - Oj, ciężki to był dzień, ciężki. Postanowiłam, że skoro jest taka piękna, jesienna pogoda to żal słuchać audiobooka w domu, skoro można połączyć to ze spacerem. Tak też zrobiłam, ale wiał tak silny wiatr, że z godzinnego audiobooka nie zrozumiałam praktycznie nic. Z pogodą się nie wygra, niestety. Audiobooka jednak wysłuchałam do końca w domu już ze znacznie lepszym rezultatem, chociaż chyba za wysoko postawiłam sobie poprzeczkę, decydując się na "Przygody Sherlocka Holmesa" a konkretnie pierwsze opowiadanie pt. "A Scandal in Bohemia".  Słownictwo było dla mnie momentami za trudne, nie rozumiałam niektórych scen i musiałam posiłkować się streszczeniem.

Trzymajcie za mnie kciuki jeszcze przez kolejny tydzień!


18.11.2016

Remigiusz Mróz - Behawiorysta


Tytuł: "Behawiorysta"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 550
Wydawnictwo: Filia








Dotychczas sądziłam, że seria o Chyłce i Zordonie, która od razu zdobyła moje serce, to najlepsze książki Remigiusza Mroza. Ale teraz to "Behawiorysta" zajmuje pierwsze miejsce na podium. Ja wiem, że są zwolennicy i przeciwnicy autora, ale tę książkę po prostu trzeba przeczytać!

Jakiś szaleniec zajmuje przedszkole, grożąc śmiercią dzieci i wychowawców i transmituje swoje poczytania przez internet. Rozpoczyna się Koncert Krwi, a oprawca zaczyna grę ze swoimi widzami, pozwalając im zadecydować o życiu jego zakładników. Publika ma wybrać, kogo ocalić, a kogo zabić.

Służby, w akcie desperacji, proszą o pomoc byłego, dyscyplinarnie zwolnionego prokuratora, Gerarda Edlinga. Jest on bowiem specjalistą od ludzkich zachowań i komunikacji niewerbalnej. Można by powiedzieć, że to specjalista od spraw beznadziejnych, ale czy da radę i w tej sprawie?

Autor przyzwyczaił mnie już do tego, że bohaterowie jego książek są wyraziści i często specyficzni. Tak też było i tym razem. Gerard Edling zdecydowanie się wyróżnia. Mężczyzna jest profesjonalny, dba o wszystkie szczegóły, ma obsesję na punkcie prawidłowego wysławiania się i jest pewny siebie, często aż za bardzo, Myślę, że to jest postać, którą się albo pokocha, albo znienawidzi. Mnie czasami Gerard irytował tą swoją zbytnią pewnością siebie. Trochę też naciągane wydało mi się to, że z najmniejszego gestu potrafił przewidzieć, co wydarzy się dalej.

Co zaś się tyczy Kompozytora to jest to brutalna bestia, pozbawiona skrupułów, ale też cholernie inteligentna. Autor stopniowo odkrywa przed czytelnikiem jego naturę, zagłębia się w jego zranioną psychikę.

"Behawiorysta" to powieść, która angażuje czytelników. Gdy Kompozytor rozpoczynał swoje koncerty i grę z publicznością, czułam się tak, jakbym i ja miała zdecydować, komu ocalić życie. Straszne uczucie!

Przeczytałam w swoim życiu naprawdę wiele thrillerów i mało co mnie już rusza, jeśli chodzi o krwawe i brutalne sceny. Remigiusz Mróz sprawił jednak, że "Behawiorystę" czytałam czasami z przerażeniem i niedowierzaniem. Nie będę kryć, że to lektura nie dla każdego, bo poziom brutalności jest tutaj ogromny i domyślam się, że to właśnie te fragmenty autor pisał "wbrew sobie", jak wspomina w posłowiu. Uwierzcie, że to naprawdę mocny tytuł, zdecydowanie nienadający się dla wrażliwych. Ja czuję, że jeszcze przez długi czas będę miała wszystkie te straszne sceny w głowie.

"Behawiorysta" mnie zaskoczył. Nie kryję, że bałam się trochę jej poziomu, bo autor pisze z prędkością światła, ale po raz kolejny zostałam usatysfakcjonowana. Jakby się uprzeć to można oczywiście szukać podobieństw to innych powieści Mroza i z pewnością je znaleźć (tutaj mam na myśli serię z komisarzem Forstem), ale nie będę tego robiła, bo nie było to dla mnie rażące.
"Behawiorysta" to książka, która trzymała mnie w napięciu do samego końca. Nawet te brutalne sceny nie pozwalały mi na przerwanie lektury, ale zmuszały do patrzenia na to wszystko.

Przeczytajcie, warto!

14.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień II

Dzisiaj minął drugi tydzień językowego wyzwania Poliglotki, w którym biorę udział. Więcej na ten temat pisałam tutaj - KLIK, a podsumowanie I tygodnia można znaleźć tutaj - KLIK.

Tak obecnie wygląda mój językowy kalendarz:


Jestem z siebie dumna, bo dotychczas każde okienko zostało zapełnione, mimo że czasami dopadało mnie straszne lenistwo. Jak widać, wyzwanie motywuje, a publiczna deklaracja tym bardziej.

8.11 - GRAMATYKA - na warsztat wzięłam bezokoliczniki i formy gerund.

9.11 - FILM DOKUMENTALNY - drugi raz podczas tego wyzwania. Tym razem obejrzałam "Fat, sick and nearly dead". Jest to historia Joe'go, który postanowił na 60 dni zamienić fast foody na soki owocowe. O tym, że zmiana diety ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie sama miałam okazję się już przekonać, więc takie dokumenty zawsze oglądam z chęcią.

10.11 - SŁOWNICTWO BRANŻOWE - nauczyłam się kilku słówek związanych z chemią.

11.11 - LITEROWANIE - z przeliterowaniem po angielsku swojego imienia i nazwiska nie mam najmniejszych problemów, ale dużą trudność sprawia mi pisanie tego, co ktoś literuje. Przekazywane w ten sposób informacje jeszcze napawają mnie strachem, ale internet pełen jest nagrań i  testów, dzięki którym można poćwiczyć tę umiejętność. Zdecydowanie muszę częściej dołączać ten punkt do swojej językowej rutyny.

12.11 - FILM - zdecydowałam się na "Keeping Mum". Jest to brytyjska komedia z Rowanem Atkinsonem w roli głównej, która opowiada o rodzinie pastora, w której zaczyna źle się dziać. Żona zauroczona jest swoim instruktorem golfa, syn pada ofiarą szkolnych łobuzów,  a córka zmienia chłopaków jak rękawiczki. Gdy w ich domu pojawia się nowa gospodyni, wszystkie problemy nagle zaczynają znikać, a jej metody? No cóż, są dosyć brutalne.

13.11 -KSIĄŻKA + UWAŻNOŚĆ - w dalszym ciągu czytam "The Kid", a co do uważności to był to kolejny live na Youtube.

14.11 - PRZEPIS - jako że brakowało mi pomysłu na kolację to postanowiłam zainspirować się jakimś przepisem z internetu i przy okazji połączyć to z tym wyzwaniem. Mój wybór padł na makaron z bazyliowym pesto. Najprawdopodobniej dzisiaj poćwiczę jeszcze rozumienie ze słuchu, jak starczy mi czasu.



+ każdego dnia nauka na Memrise, powtórka starych słówek i nowe wyrażenia.

Kolejne podsumowanie za tydzień. Trzymajcie za mnie kciuki!

13.11.2016

Kathrin Lange- Serce z popiołu


Tytuł: "Serce z popiołu"
Autor: Kathrin Lange
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Muza
Tom: III

Przez długi czas byłam przekonana, że nie przeczytam tej części, bo zniechęciłam się okropnie drugim tomem. Przeczytałam jednak kilka recenzji i stwierdziłam, że może jednak warto dać autorce jeszcze jedną szansę. Nie ukrywam, że byłam też ciekawa finału tej historii. Czy "Serce z popiołu" spełniło moje oczekiwania?

Charlie żyje. Ta wiadomość zaszokowała wszystkich. I chociaż wydawać by się mogło, że teraz życie Juli i Dawida może wrócić na dobre tory, bo chłopak nie musi się już obwiniać o jej śmierć, to wcale tak nie jest. Charlie nie odpuszcza i postanawia odzyskać byłego narzeczonego, nie zważając na nic. Duch Madeleine Bower także nie daje spokoju Juli, wpędzając ją w coraz większy obłęd...
Czy ta historia może skończyć się szczęśliwie?

Pierwszy tom podobał mi się bardzo, drugi za to okazał się kompletnym rozczarowaniem, bo było nudno i autorka się powtarzała. Nic więc dziwnego, że niekoniecznie ciągnęło mnie do finału tej historii. Niestety nie mogę powiedzieć, że "Serce z popiołu" mnie oczarowało. Liczyłam na to, że spotkam się tutaj z klimatem, który zastałam w pierwszym tomie. Ale się przeliczyłam. Generalnie nie jest źle, ale w dalszym ciągu odnoszę wrażenie, że autorka momentami za bardzo wszystko przeciągała i korzystała z tego, co już było. W pewnym momencie ten obłęd Juli zaczął mnie męczyć, bo ileż można czytać o tym samym. No właśnie. Nie wiem, czy autorce zabrakło pomysłów, czy co się stało, ale w porównaniu z pierwszym tomem, to jest przeciętnie. Pomysł był świetny, ale z wykonaniem niestety jest już gorzej. Gdzieś autorka się chyba po drodze pogubiła. Ja niestety i tym razem jestem na nie.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza oraz Business&Culture.


09.11.2016

Charlotte Link - Gra cieni




Tytuł: "Gra cieni"
Autor: Charlotte Link
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Sonia Draga

David Bellino, pozbawiony skrupułów bogacz, pławiący się we własnym luksusie, otrzymuje pogróżki. Tajemnicze wiadomości stają się pretekstem do konfrontacji z przeszłością. Mężczyzna postanawia znaleźć sprawcę i zaprasza w tym celu do swojego domu czwórkę dawnych przyjaciół. Jest przekonany, że wśród nich znajduje się osoba, która pragnie jego śmierci.

Każdy z czterech przyjaciół Davida tak naprawdę miał powód, by się go pozbyć, by odpłacić mu za wyrządzone zło. Pomimo upływu lat niechęć do niego pozostała niezmienna, zadane rany ciągle były świeże. David popełnił wiele błędów; skomplikował życie każdego ze swoich przyjaciół i być może wpłynął na cały ich los. Był człowiekiem pozbawionym skrupułów, który szybciej robił, a dopiero potem myślał. Jednak warto się zastanowić, czy te wszystkie nieszczęścia to wina tylko i wyłącznie Davida, czy może szukanie kozła ofiarnego, którego można obwinić za zło całego świata?

Opis z tyłu okładki sugerował mi, że "Gra cieni" to kryminał. Od razu jakoś tak skojarzyła mi się książka "Dziesięć małych żołnierzyków" Agathy Christie. Byłam jednak w błędzie, bo chociaż jest trup, jest morderstwo i są podejrzani, to autorka nie skupia się w ogóle na żadnym śledztwie, ale za to tworzy złożoną powieść psychologiczną, przepełnioną ludzkimi tragediami i trudnościami, które mają wpływ na życie człowieka. Zajmuje się bardziej portretem psychologicznym przyjaciół Davida, a zagadka rozwiązuje się sama.

Uważam, że książka jest dobra, ale do doskonałości sporo jej brakuje, Przydałoby się tu chociaż trochę dynamizmu, żeby więcej się działo. Autorka też odrobinę zaszalała z tym ogromem ludzkich tragedii, co wyszło lekko naciągane, tym bardziej, że wszystkiemu w życiu bohaterów miał być winny David.

07.11.2016

Językowo: Wyzwanie Poliglotki - Tydzień I

Tydzień językowego wyzwania Poliglotki za mną. Pora na pierwsze podsumowanie.



31.10 - Pierwszy dzień wyzwania. Co prawda dowiedziałam się o nim wieczorem i nie miałam czasu, żeby mocniej się pouczyć, ale w ciągu dnia uważnie słuchałam przez godzinę, więc podciągam to pod UWAŻNOŚĆ.

1.11 - dzień, który średnio sprzyjał nauce, bo większość czasu spędziłam poza domem, ale dla chcącego nic trudnego. We wtorek był PORZĄDEK - czyli w końcu posegregowałam swoje notatki, uporządkowałam linki do różnych pomocnych stron na Evernote, żeby zobaczyć, jakie materiały mam do nauki i ułatwić sobie korzystanie z nich. Ponadto poćwiczyłam GRAMATYKĘ - tutaj przerobiłam materiał potrzebny na sprawdzian w szkole, czyli przypomniałam sobie podstawowe czasy.

2.11 - KSIĄŻKA - rozpoczęłam czytanie "The Kid" Kevina Lewisa. Tę książkę kupiłam za grosze już ponad rok temu, ale ciągle nie mogłam się za nią zabrać. Wyzwanie jednak mnie zmobilizowało i przeczytałam ponad 30 stron.



3.11 -  KSIĄŻKA - w dalszym ciągu lektura "The Kid", przeczytałam około 100 stron oraz GRAMATYKA.

4.11 - W piątek przyszedł czas na FILM DOKUMENTALNY. Zdecydowałam się na "No impact man". Jest to historia Colina i jego rodziny, który zdecydował się sprawdzić, czy życie bez elektryczności i wytwarzania śmieci jest w XXI możliwe. Warto obejrzeć!


5.11 - Ponownie trening UWAŻNOŚCI - tym razem obejrzałam dwugodzinny live na Youtube oraz po długiej przerwie zawitałam ponownie na DUOLINGO i odświeżyłam swoją wiedzę.

6.11 - RADIO - wybrałam pierwszą lepszą stację radiową z Wielkiej Brytanii i słuchałam przez ponad godzinę. Nie ukrywam, że ciężko było mi wszystko zrozumieć, bo tempo mówienia było bardzo szybkie, ale myślę, że będzie tylko lepiej i jeszcze kilka razy powtórzę ten punkt.

7.11 - KSIĄŻKA ("The Kid") + ARTYKUŁ. Artykuł miał być z obcej dziedziny, żeby wzbogacić słownictwo, z którym na co dzień nie ma się styczności, ale ja zdecydowałam się zmodyfikować trochę ten punkt i przeczytałam kilka tekstów dotyczących tego, co mnie interesuje, bo nie ukrywam, że w tematach medycznych i zdrowotnych mam wiele braków i chcę najpierw tutaj nadrobić zaległości. No i czerpię też większą przyjemność z czytania o czymś, co lubię.



+ codzienna nauka na Memrise

Pierwszy tydzień za mną, zakończony sukcesem, bo codziennie coś zrobiłam. Trzymajcie kciuki, by i dalej szło tak dobrze!

05.11.2016

Remigiusz Mróz - Immunitet

Tytuł: "Immunitet"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 648
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Tom: IV
Cykl: Joanna Chyłka








Sebastian Sendal, najmłodszy w historii sędzia Trybunału Konstytucyjnego, zostaje oskarżony o morderstwo sprzed kilku lat. Tak się szczęśliwie składa, że zna jeszcze z czasów studenckich Joannę Chyłkę i zwraca się do niej o pomoc. Chociaż nic nie wskazuje na winę sędziego, to prokuratura dąży do uchylenia immunitetu. Sprawa nie jest łatwa, a do tego bardzo głośna, ale Chyłka podejmuje się zadania. Po cichu liczy też na powrót do dobrej, prawniczej formy.

W poprzednim tomie zachowanie Chyłki zaczęło mnie już trochę irytować. Bo ileż można czytać o jej pijackich wyczynach i spadaniu na samo dno. Serce mnie bolało, bo to nie taką Chyłkę pokochałam. W ""Immunitecie" na szczęście zaczyna się wszystko zmieniać. Nie da się ukryć, że dalej ma problem z alkoholem, ale odżywa i wraca na dawne tory, co bardzo mnie cieszy. Nie brakuje jej ostrego języka i nie zawsze legalnych metod działania.
Zordon zaś w dalszym ciągu pnie się na wyżyny i nie przypomina już tego zagubionego, niepewnego siebie chłopaka z pierwszego tomu. Zaczyna się liczyć, staje się samodzielny i skuteczny w tym, co robi. Ale co się dziwić, przecież miał dobrego nauczyciela, a raczej nauczycielkę.
Wiem, że już to pisałam, ale jeszcze się powtórzę. Chyłka i Zordon to naprawdę bardzo charyzmatyczna para, która czyni całą tę serię wyjątkową. Bo to właśnie ich perypetie najbardziej mnie przyciągają, uwielbiam ich dialogi i słowne przepychanki. Uwielbiam tę skomplikowaną relację pomiędzy nimi, ten brak banałów i przewidywalności. Oby tak dalej!

W poprzednim tomie, mimo że trzymał poziom, trochę wszystko zwolniło. Z kolei w "Immunitecie" autor znowu funduje nam szybką akcję i zawiłą sprawę, w której nic nie jest jednoznaczne. Tę książkę się po prostu pochłania pomimo jej sporej objętości.

Jeśli chodzi o zakończenie to spodziewałam się zaskoczenia i byłam świadoma, że z niecierpliwością będę wyczekiwać na kolejne spotkanie z Chyłką i Zordonem. Jednak nie spodziewałam się takiej bomby, jaką autor przygotował. Szczęka opada. Tego się po prostu nie spodziewałam. Jestem ciekawa, jak rozwiąże się cała sprawa. Panie Remigiuszu, poproszę szybciutko o kolejny tom, który skróci męki związane z oczekiwaniem!

02.11.2016

Podsumowanie października 2016

Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta... Aż ciężko uwierzyć, że jest już listopad. Dla mnie to taki czas zadumy i rozmyślań, ale też niestety i spadku energii, bo szybko robi się ciemno i pogoda także nie zachwyca. Ale szybko zleci i będę mogła cieszyć się nadchodzącymi świętami.


Październik nie był dla mnie najlepszym miesiącem; spędziłam trochę czasu w szpitalu, żyłam w ciągłym stresie i generalnie moje samopoczucie pozostawiało wiele do życzenia. Ale to wszystko już za mną i powoli wracam na dobre tory.

W październiku udało mi się sporo przeczytać, bo 10 książek, obejrzałam nawet kilka filmów (pobyt w szpitalu na pewno mi w tym pomógł).

1. Dan Brown - "Zaginiony symbol"
2. Richard Paul Evans - "Na rozstaju dróg"
3. Przemysław Piotrkowski - "Droga do piekła"
4. Dan Brown - "Inferno"
5. Remigiusz Mróz - "Parabellum. Prędkość ucieczki"
6. Charlotte Link - "Gra cieni"
7. Remigiusz Mróz - "Immunitet"
8. Dariusz Kortko, Judyta Watoła - "Religa. Biografia najsłynniejszego polskiego kardiochirurga"
9. Sylvia Plath - "Szklany klosz"
10. Anna Janyska - "To nie jest opowieść dla młodych ludzi"

Razem 4413 stron.

Z serii językowo pojawiła się recenzja numeru specjalnego English Matters - KLIK 

Obejrzałam też kilka komedii, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa:
Żandarm z St. Tropez
Żandarm się żeni
Żandarm w Nowym Jorku
Żandarm i kosmici 

oraz:
Chłopaki nie płaczą
Wołyń

A co w listopadzie?
Listopad będzie u mnie miesiącem bardzo językowym, bo podjęłam się Wyzwania Poliglotki, o którym pisałam tutaj - KLIK . Mam nadzieję, że uda mi się wypełnić wszystkie cele i zobaczę efekty.

Jak Wam minął październik? 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka