29.12.2016

Katarzyna Berenika Miszczuk - Szeptucha


Tytuł: "Szeptucha"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: W.A.B
Tom: I
Cykl: Kwiat Paproci






Gosława Brzózka to absolwentka uniwersytetu medycznego. Jednak od wymarzonej pracy dzieli ją jeszcze konieczność odbycia rocznego stażu u wiejskiej szeptuchy. Dziewczyna nie jest z tego powodu szczęśliwa, bo nie wierzy w te wszystkie ziółka, zabobony i bóstwa. Co więcej, jest przerażona koniecznością zamieszkania na wsi i chodzenia po lasach, bo szalenie boi się kleszczy oraz wszelkich innych chorób. Gdy Gosia przybywa na miejsce, poznaje tajemniczego Mieszka, który oferuje jej swoją pomoc, szeptucha też nie jest taka zła, więc może nie będzie aż tak tragicznie?

Teoretycznie ta książka nie jest dla mnie; nie jestem fanką fantastyki, a legendy i mitologie są mi w zasadzie obce. Nigdy nie lubiłam ich czytać. A jednak coś sprawiło, że po "Szeptuchę" sięgnęłam. Czy żałuję?

Nie. Nie żałuję, bo książka mi się spodobała. Przede wszystkim moje serce zdobyła Gosława, która jest trochę nieporadna, często wplątuje się w różne śmieszne sytuacje, z których potem próbuje wybrnąć. Jednak najbardziej rozbawiały mnie jej fobie i hipochondria. Gosia to naprawdę bardzo sympatyczna postać, której kibicowałam i razem z nią próbowałam odnaleźć się w tym szalonym świecie pełnym magii. Bardzo fajną postacią jest też szeptucha, zwana przez Gosię Babą Jagą. W niczym nie przypomina ona typowej wiejskiej baby, ale całkiem niezła z niej biznes woman, która wie, jak zarobić na ludzkiej naiwności i głupocie.
Rozczarowała mnie jednak postać Mieszka, bo był jakiś taki odległy, niedostępny, nie wywołał u mnie większych emocji. Dam jednak autorce czas i poczekam na drugi tom.

Głównie ze względu na główną bohaterkę, nie da się tej książce odmówić humoru. Autorka pisze lekko, potrafi rozbawić czytelnika i z łatwością wprowadzić go w wykreowany świat, Lubię takie lekkie książki, które potrafią wciągnąć i trzymają w napięciu, a "Szeptucha" właśnie się do nich zalicza. Od samego początku wsiąknęłam w ten magiczny świat i z zapałem śledziłam losy naszych bohaterów.

Bardzo spodobał mi się pomysł autorki na fabułę. Chociaż nie czytam zbyt wiele fantastyki to wydaje mi się, że pomysł jest oryginalny. Akcja dzieje się w Polsce, jest XXI wiek, a w tym wszystkim znalazło się miejsce na magię i mitologię słowiańską. Dla mnie było to coś nowego i odkrywczego, więc za to duży plus. Autorka stworzyła bardzo fajny klimat, podała też sporo ciekawostek o ziołolecznictwie i różnych zabobonach. Teraz pora na poznanie drugiego tomu!

27.12.2016

Cormac McCarthy- Dziecię Boże


Tytuł: "Dziecię Boże"
Autor: Cormac McCarthy
Ilość stron: 224
Wydawnictwo: Literackie








Pierwszy raz spotkałam się z autorem w "To nie jest kraj dla starych ludzi". Nie było to jednak spotkanie udane, bo książki nie doczytałam, a z tego, co pamiętam, to odłożyłam ją po kilku rozdziałach, bo nie potrafiłam przyzwyczaić się do stylu autora. Strasznie się wtedy zniechęciłam, ale postanowiłam dać mu kolejną szansę. "Dziecię Boże" również nie czytało mi się łatwo. Ciężko mi ubrać w słowa styl autora, bo jest dosyć specyficzny; na pewno minimalistyczny i surowy, rozdziały są krótkie i często pourywane, po czym autor opisuje inną sytuację, a dialogi nie są oznaczone. Jedno jest pewne; to nie jest książka, którą można wyciągnąć w każdym momencie i czytać gdziekolwiek. Potrzeba za to skupienia i wyciszenia.

Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, ale książka nie wzbudziła we mnie większych emocji, a wydaje mi się, że powinna, bo mnóstwo w niej brutalności. Mam jednak wrażenie, że "Dziecię Boże" jest jakoś tak sucho napisane, zbyt oszczędnie, by wywołać u mnie mocne uczucia, takie jak przerażenie czy strach. Nie potrafię niestety docenić jej fenomenu ani geniuszu autora.

Lester Ballad to postać, nad którą można długo rozmyślać, a zagłębianie się w jego psychikę może być naprawdę ciężkie dla wielu czytelników. Mężczyzna żyje w odosobnieniu, unika ludzi, zachowuje się prymitywnie, jest opóźniony i szalenie niebezpieczny. Morduje, gwałci, jest nekrofilem. Zachowuje się jak zwierzę, rządzą nim instynkty i żądze, których nie potrafi pohamować. Nie ma domu, błąka się, żyje jak jaskiniowiec. Co spowodowało taki stan? Co wydarzyło się w życiu tego człowieka, że taki się stał? Tego nie wie nikt, a autor nie daje nam żadnych wskazówek, wielu rzeczy trzeba się też domyślać, bo nie wszystko, co robi Ballad jet powiedziane wprost.

Być może jestem jeszcze za młoda, by docenić styl autora. Być może powinnam dać sobie czas i sięgnąć po inne jego książki za kilka lat. Może wtedy podejdę do nich inaczej. Jednak na chwilę obecną wolę bardziej przystępne napisane lektury.


24.12.2016

Wesołych Świąt! Oraz lektura idealna na święta


Kochani, tradycyjnie, jak co roku, chciałabym Wam życzyć w ten magiczny czas wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt, spędzonych w gronie rodzinnym oraz w fantastycznej atmosferze, wielu książkowych prezentów pod choinką, smacznych dań i spełnienia marzeń!

Oprócz życzeń chciałabym jeszcze napisać dosłownie kilka słów o książce, którą dopiero co przeczytałam (a raczej pochłonęłam). Jeśli znajdziecie trochę czasu w tej świątecznej gorączce to serdecznie zachęcam do sięgnięcia po nią. Jest to lektura idealna na świąteczny czas! Zapalcie świeczki, siądźcie przy choince z kubkiem herbaty, otulcie się kocem i przeczytajcie.


"Biuro przesyłek niedoręczonych"
Natasza Socha
304 strony
Wydawnictwo Pascal

Po przeprowadzce do nowego miasta, Zuzanna zatrudnia się w Biurze przesyłek niedoręczonych. Jest to miejsce, do którego trafiają wszelakie listy i przesyłki, które z jakiegoś powodu nie trafiły do adresata. Pewnego dnia odkrywa listy, których nadawcy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać, a oboje bardzo tego pragną. Zuzanna postanawia pomóc nieznajomym i bierze sprawy w swoje ręce.

Nie ukrywam, że byłam nastawiona bardzo sceptycznie do tej książki, bo ja na ogół nie sięgam po obyczajówki, to totalnie nie moja bajka. Ale jakoś tak potrzebowałam czegoś lekkiego i idealnego na święta. I nie zawiodłam się. Co więcej, pokochałam tę historię od pierwszych stron.

Uważam, że książka pani Nataszy jest idealna właśnie na ten świąteczny czas albo na chwile zwątpienia w życiu, kiedy czujemy, że wszystko straciło sens i że przydałby się nam jakiś cud. "Biuro przesyłek niedoręczonych" to ciepła, pełna nadziei i miłości historia, z fantastycznym klimatem. Akcja dzieje się w okolicach świąt, dzięki czemu autorce udało się mnie wprowadzić w odpowiedni nastrój i poczuć tę dawno już zapomnianą przeze mnie atmosferę świąt.

Może i historia jest momentami przewidywalna, może i za dużo w niej zbiegów okoliczności i słodyczy, ale to nic. Takie książki też są potrzebne, bo nadrabiają swoim klimatem i mądrością."Biuro przesyłek niedoręczonych" pokazuje, że na miłość nigdy nie jest za późno, że zawsze warto czekać i walczyć,  nie tracić nadziei do samego końca. A! I cuda się zdarzają, a życzliwi ludzie są wśród nas, naprawdę!

22.12.2016

Alicja Pruś - Lalki

Tytuł:"Lalki"
Autor: Alicja Pruś
Ilość stron: 258
Wydawnictwo: Siedmioróg

Baronowa Krzeszowska umiera, a jej mąż, baron Krzeszowski, nie wierzy, że upadek z okna był samobójstwem. By wyjaśnić okoliczności zdarzenia zwraca się po pomoc do niezwykle wpływowej Stefanii Meliton, która od razu zabiera się do pracy i uruchamia swoje kontakty, angażując w śledztwo trzech studentów, mieszkających w kamienicy barona Krzeszowskiego.

"Lalki" zapowiadały się świetnie. Początek wręcz mnie zauroczył i stwierdziłam, że autorka miała bardzo dobry pomysł, by napisać kryminał zainspirowany "Lalką" Bolesława Prusa. Mój zachwyt szybko jednak zaczął wygasać. Początkowy, zresztą świetnie zapowiadający się wątek kryminalny, w trakcie jakoś się schował i średnio odczuwałam, że czytam kryminał. Dostałam za to potężną dawkę nudy, która ciągnęła się ze mną do samego końca. A co na końcu? Szybkie wyjaśnienie zagadki, mało dopracowane, pisane chyba na siłę i żeby to wszystko miało jakieś ręce i nogi. Oj, szkoda, szkoda, bo zmarnowanie tak dobrego pomysłu na książkę jest niewybaczalne.

Bohaterowie, których możemy spotkać na kartach  "Lalek" nie będą obcy czytelnikom "Lalki" Bolesława Prusa. Mamy tu słynną swatkę, czyli Stefanię Meliton, są studenci, którzy uwielbiali stroić sobie żarty z baronowej Krzeszowskiej, ale wspominany jest też Wokulski, czy Szlangbaum. Ja najbardziej polubiłam studentów, dzięki którym książka nabrała trochę humoru.

Krótko podsumowując. Pomysł był świetny, z realizacją dużo gorzej. Chociaż może fanom "Lalki" by się spodobało.

17.12.2016

Colleen Hoover - November 9

Tytuł: "November 9"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte









Nie jestem fanką YA i w większości przypadków moje spotkania z książkami tego gatunku kończą się krytyką. Nie lubię ckliwych historyjek, głupiutkich bohaterek i dziecinnej miłości, która z miłością tak naprawdę nie ma nic wspólnego. Tę książkę zauważyłam w bibliotece i z racji tego, że nie miałam pomysłu, co dalej czytać, stwierdziłam, że zabiorę ją do domu. I muszę powiedzieć, że nie żałuję.

Dziewiąty listopada. Dla wielu z nas to dzień jak co dzień, kolejna nic nie znacząca data. Ale nie dla Fallon. To właśnie tego dnia jej życie runęło; uległa poważnemu wypadkowi w pożarze i ledwo co przeżyła. Teraz jej ciało pokrywają blizny, których nie sposób w całości ukryć. I chociaż Fallon była dobrze zapowiadającą się aktorką, to przez wypadek jej kariera momentalnie zakończyła się, a ona zaczęła wpadać w kompleksy i straciła całą pewność siebie. 
Dwa lata po tym wypadku Fallon spotyka się ze swoim ojcem, informując go o jej przeprowadzce do Nowego Jorku, by tam spróbować swoich sił w teatrze. Jednak jej "ukochany" tata próbuje wybić jej ten pomysł z głowy, wprost przypominając o jej wyglądzie i nikłych szansach na sukces. Nagle, podczas ich rozmowy, do stolika podchodzi zupełnie obcy chłopak - Ben, który podaje się za sympatię Fallon. Zdezorientowana dziewczyna nie wie początkowo, jak zareagować, ale szybko korzysta z jego pomocy, by dokopać ojcu. Po tym wszystkim spędza z Benem wieczór, którego oboje nigdy nie zapomną. Postanawiają sobie bowiem, że będą spotykali się tylko raz w roku, każdego 9 listopada, przez kolejne 5 lat. Co z tego wyniknie?

Lubię, gdy bohaterowie wywołują emocje, nawet te negatywne. A mistrzem w tychże jest ojciec Fallon, którego podłe zachowanie strasznie mnie wkurzyło. Nie wiem, jak można być takim egoistą i niszczyć marzenia własnego dziecka. To jeden z gorszych, książkowych rodziców.
Co zaś się tyczy głównych bohaterów, to przyznaję, że trochę się obawiałam, że mnie zawiodą. Jednak, o dziwo, bardzo ich polubiłam i zżyłam się z nimi. Szczególnie bliska stała mi się Fallon, w pewnych sprawach mogłam się z nią utożsamić.
Ben także zdobył moją sympatię. Intrygował mnie od samego początku swoim zachowaniem, byłam ciekawa, co nim kieruje, co ukrywa. Polubiłam jego teksty, a w późniejszym etapie bardzo mu współczułam. Myślę, że to taki chłopak, o którym marzy większość dziewczyn. 

Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę jeśli chodzi o młodzieżówki, ale ta książka naprawdę mnie wzruszyła. Podczas czytania nagle zorientowałam się, że na mojej twarzy pojawiły się łzy. Ogólnie ten tytuł to trochę taki wyciskacz łez. Co mnie jeszcze zaskoczyło to to, że "November 9" to całkiem nieprzewidywalna książka. Pewne wydarzenia można oczywiście odgadnąć, ale autorce wielokrotnie udało się mnie zaskoczyć, a zwłaszcza pod koniec. Podobał mi się też pomysł autorki na fabułę. Według mnie był oryginalny i z zaciekawieniem śledziłam kolejne rozdziały, by dowiedzieć się, jak ten dosyć szalony pomysł bohaterów ze spotykaniem się tylko raz w roku na nich wpłynie. Jak dla mnie to najlepsza młodzieżówka, jaką miałam okazję w tym roku przeczytać. 


11.12.2016

Językowo: Angielski z kryminałem - Danger in High Places

Chcesz zacząć czytać po angielsku, ale przerażają się Cię duże objętościowo książki? Boisz się, że przyjemność z czytania zostanie zastąpiona ślęczeniem nad słownikiem? W takim razie mam coś dla Ciebie!

Angielskie kryminały wydawnictwa Edgard miałam już okazję czytać, zarówno w wersji papierowej, jak i mobilnej. Dzisiaj prezentuję kolejny tytuł, ale tym razem w nowej odsłonie, bo zmieniona została szata graficzna.



Inspektor Robert Nowak zostaje wezwany na plac budowy centrum handlowego, gdyż znalezione zostają tam zwłoki aktywisty, zacięcie walczącego z deweloperami. Jak się okazuje, nie jest to pierwszy trup znaleziony w tym miejscu...

"Danger in High Places" to raczej takie opowiadanie kryminalne. Książka ma ponad 100 stron, ale oprócz tekstu zawiera także mnóstwo ćwiczeń i słowniczek, więc sama historia nie jest jakaś długa. Dlatego też będzie to idealna opcja dla osób, które chciałaby czytać po angielsku, ale nie są gotowe jeszcze na sięgnięcie po bardziej rozbudowane powieści. 

Ja co prawda przeczytałam już kilka książek w oryginale, ale nie odważyłam się jeszcze na żaden kryminał. Powód jest prosty. Kryminały wymagają dokładnego zrozumienia treści, bo łatwo można się pogubić. A ja nie lubię ślęczeć nad słownikiem, kiedy czytam, więc na chwilę obecną wybieram tytuły z łatwiejszym słownictwem.

Dlatego dla mnie te angielskie kryminały wydawnictwa Edgard są świetnym rozwiązaniem i traktuję je jako rozgrzewkę przed sięgnięciem po pełnowymiarowy kryminał. Ok, wiadomo, że jest to książka edukacyjna. Nie da się ukryć, że różni się od pochłanianych przeze mnie kryminałów. Nie ma tu szalonych zwrotów akcji, a tempo jest raczej wolne. Jednak mimo to nie nudziłam się i z zaciekawieniem przewracałam kolejne kartki. I przy okazji się uczyłam.

Akurat ten tytuł jest dedykowany osobom na poziomie B1-B2, czyli takim, na jakim jestem ja. I przyznać muszę, że jej czytanie nie było bułką z masłem, tak jak to sobie wyobrażałam. Słownictwo nie należy do najłatwiejszych i często korzystałam z dołączonych na marginesach słowniczków, które są bardzo pomocne. Według mnie jest to właśnie lektura dla osób na poziomie B1-B2, raczej nie polecałabym jej dla niższych, bo będzie zbyt trudna. Tym bardziej, że oferta wydawnictwa jest bogata i każdy znajdzie coś dopasowanego na swój poziom. Listę dostępnych tytułów znajdziecie tutaj - KLIK.

Trudniejsze słówka, które znaleźć można na pomarańczowych marginesach, są w tekście pogrubione, co umożliwia szybkie tłumaczenie. 


Dodatkowo po każdym rozdziale czeka na nas kilka ćwiczeń, które sprawdzają naszą wiedzę, oceniają zrozumienie przeczytanego tekstu. Zadania są różnorodne i wcale nie takie łatwe. Po ich wykonaniu można z tyłu sprawdzić poprawność swoich odpowiedzi. Znajdziemy tu np. wykreślanki, krzyżówki, pytania abc, tłumaczenia zdań, transformacje językowe, uzupełnianki, itd. 




Oprócz słówek na marginesie, z tyłu znajdziemy ogólny słownik, ale z zachowaną kolejnością alfabetyczną. Jest to fajny pomysł, bo zawsze można wrócić do poznanych już słówek i sobie je przypomnieć, bez konieczności szukania ich po rozdziałach.


Podsumowując. Uważam, że zdecydowanie warto sięgnąć po książki ze słowniczkiem, zwłaszcza jeśli nie czujemy się jeszcze na siłach, by przeczytać normalną powieść lub gdy chcemy sięgnąć po coś krótszego. Kolejną zaletą jest łatwa dostępność i przystępna cena (każdy tytuł to ok. 15-20zł). Według mnie to świetny sposób na urozmaicenie swojej nauki. Warto pamiętać, że nie wystarczy się tylko uczyć samych słówek. Trzeba za to poznawać je w kontekście, zobaczyć je w zdaniu. A to właśnie najlepiej zrobić przez czytanie. Ze swojej strony - polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuje wydawnictwu Edgard.

Więcej postów dotyczących nauki języków znajdziecie w kąciku językowym - KLIK

07.12.2016

Cecelia Ahern - Skaza


Tytuł: "Skaza"
Autor: Cecelia Ahern
Ilość stron: 448
Wydawnictwo: Akurat
Tom: I

Idealność. Mało kto jej nie poszukuje. Chcemy być najlepsi, dążymy do perfekcyjności, ale w tych działaniach wielokrotnie się potykamy, popełniamy multum błędów, spadamy, a potem się podnosimy i próbujemy ponownie.

A teraz wyobraźcie sobie świat,w którym obsesyjnie dąży się do idealności, a wszystkie błędy są surowo karane. Osoba, która dopuści się jakiegoś przewinienia, zostaje naznaczona; na jej ciele wypada się literę "S", wykluczając ją tym samym ze społeczeństwa. Naznaczony jest traktowany jak trędowaty. Ludzie ich unikają, patrzą pogardliwie, a nawet brzydzą się nimi. Każdy też, kto chciałby w jakiś sposób pomóc Naznaczonemu, będzie surowo ukarany.
W takim właśnie świecie żyje Celestine razem z rodzicami i swoją siostrą. Dziewczyna nie ma skazy na charakterze, wiedzie idealne życie, ma kochającego chłopaka i plany na przyszłość. Nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Jednak pewnego dnia, w autobusie, dzieje się coś, co na zawsze zmieni życie jej i jej najbliższych. Celestine popełnia błąd. Ogromny błąd. Decyduje się pomóc Naznaczonemu, przed kilkunastoma świadkami...

Według mnie trochę jest ta historia przegadana. Być może w przypadku powieści obyczajowych i romansów, z których znamy autorkę, nie jest to wadą, ale tutaj przydałoby się jednak więcej dynamizmu. Biorąc pod uwagę treść opisu z tyłu okładki, a miejsce tych wydarzeń w książce, to można powiedzieć, że autorka nieźle wszystko rozwlekała. Generalnie na chwilę obecną jestem jeszcze w stanie jej to wybaczyć, bo to dopiero pierwszy tom i szczerze liczę na to, że w kolejnym będzie już coś więcej się działo. Tym bardziej, że potencjał jest, a zakończenie powieści też wygląda obiecująco, więc myślę, że autorka popchnie akcję do przodu i czymś mnie zaskoczy.

Ciężko jest napisać coś nowego, świeżego. Ciężko uniknąć powielania pewnych schematów, znanych z innych dystopii, I autorce też się to nie udało. Są elementy, które znam z innych książek, są wydarzenia, które łatwo przewidzieć. Być może autorka inspirowała się pewnymi, znanymi nam wszystkim tytułami. Bo z tą dystopią to tak średnio tutaj. Są zdecydowanie dużo lepsze książki w tym gatunku, a "Skaza" się nie wyróżnia. Tutaj przyczepić mogę się jeszcze do słabo wykreowanego świata, który sobie po prostu jest, jest, ale gdzieś tam w tle, nie wywoływał we mnie tak wielkich emocji, jakich bym sobie życzyła. Ciężko w niego wsiąknąć, wyobrazić go sobie, mając tylko kilka informacji. Gdzie jakieś szczegóły?

Z tą dystopią jestem bardziej na nie niż na tak, ale docenić muszę pomysł autorki z wpleceniem w tę historię problemu idealności. Problemu, bo przecież w dzisiejszym świecie często aż zanadto dążymy do bycia bez skazy. Boimy się popełniać błędy, chcemy być zawsze najlepsi. przygotowani, podziwiani.  Często boimy się coś zrobić, nie chcemy być oceniani przez innych. "Skaza" idealnie pokazuje, że świat nie jest tylko biały ani tylko czarny, a ideałów nie ma i nigdy nie będzie. Bo każdemu z nas zdarza się popełniać błędy.

Ogólnie książkę czytało mi się dobrze i pomimo spokojnego tempa akcji, całkiem szybko. Byłam zaciekawiona dalszymi wydarzeniami, ale czasami już trochę się niecierpliwiłam i chciałam konkretnej akcji. Myślę, że sięgnę po kontynuację, licząc na wyższy poziom. "Skazę" mogłabym podsumować następująco - "Skaza" to książka nie bez skazy. Dobra, ale nic ponadto.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Akurat oraz Business&Culture.

05.12.2016

Podsumowanie listopada 2016


Aż ciężko uwierzyć, jak ten czas szybko płynie. Czuję się tak, jakby listopada w ogóle nie było. Przespałam nawet jego podsumowanie, ale dzisiaj nadrabiam zaległości.

Listopad upłynął mi głównie na nauce angielskiego, a to za sprawą Wyzwania Poliglotki, w którym brałam udział. Z tego powodu na książki miałam mniej czasu, ale i tak udało mi się przeczytać sporo, w tym nawet tytuł po angielsku, z czego jestem najbardziej dumna.

W listopadzie przeczytałam:
1. Kathrin Lange - "Serce z popiołu"
2. Aneta Jadowska - "Złodziej dusz"
3. Remigiusz Mróz - "Behawiorysta"
4. Katarzyna Berenika Miszczuk - "Szeptucha"
5. Kevin Lewis - "The Kid" ("Dzieciak")
6. Remigiusz Mróz - "Świt, który nie nadejdzie"
7. Tomasz Kowalski - "Mędrzec kaźni"
8. Cormac McCathy - "Dziecię Boże"
9. Cecelia Ahern - "Skaza"

Razem 3285 stron.

Co więcej, wciągnęłam się w oglądanie po angielsku serialu "Jane the Virgin", więc wieczory zamiast z książką, spędzam teraz głównie z serialem. Jeśli macie ochotę na coś lekkiego to jak najbardziej polecam. Do nauki języka także.

Pod koniec miesiąca udało mi się jeszcze obejrzeć jeden film - "Legalną blondynkę". Aż wstyd, że dopiero teraz go zobaczyłam, bo to świetna komedia. Niby naiwna historyjka, ale mój poziom motywacji jakoś nagle wzrósł, zwłaszcza, że przeżywam teraz jakiś mały kryzys i nie potrafię skupić się na nauce.

Jak wspomniałam wyżej, w listopadzie brałam udział w językowym wyzwaniu. Jak to wszystko wyglądało, możecie zobaczyć w tych wpisach:
Wyzwanie Poliglotki - start
Wyzwanie Poliglotki - I tydzień
Wyzwanie Poliglotki - II tydzień
Wyzwanie Poliglotki - III tydzień
Wyzwanie Poliglotki - IV tydzień + podsumowanie

Plany na grudzień?
Chciałabym wprowadzić się w świąteczną atmosferę, bo na razie kompletnie nie czuję nadchodzących świąt, żyję w ciągłym pośpiechu, nie mając ochoty zupełnie na nic. Ah, tęsknię za tą dziecięcą magią świąt. Ale do rzeczy. W grudniu planuję intensywną naukę z eTutorem, chciałabym też obejrzeć trochę filmów i tradycyjnie przeczytać jak najwięcej dobrych książek, które miło zakończą ten rok.

Jak Wasz listopad? Jakie plany na grudzień? Jesteście przygotowani na nadchodzące święta?


03.12.2016

Językowo: nowości#1

Moja językowa biblioteczka coraz bardziej się rozrasta. Ostatnio trafiły do niej kolejne tytuły, które mają uprzyjemnić mi naukę angielskiego. O czym wkrótce będziecie mogli przeczytać w ramach kącika językowego?

Jakoś w połowie listopada zamówiłam sobie nowe książki do czytania po angielsku. Książki kosztowały naprawdę grosze, bo każda około 5 zł, a chyba nawet mniej, także tylko brać i korzystać. Co prawda nie są one nowe i widać wyraźne ślady użytkowania, ale za taką cenę nie narzekam. Tym bardziej, że zazwyczaj tytuły w oryginale są bardzo, bardzo drogie.


Zdecydowałam się na następujące tytuły:
Tim Rushby-Smith - "Looking up" i tutaj liczę na motywującą, życiową historię. Z tego co się orientuję, to w Polsce nie została ona wydana.
Alice Sebold - "The Lovely Bones", czyli "Nostalgia anioła".
Jill Mansell - "Rumour Has It" - liczę tutaj na lekką historię i łatwe słownictwo. W Polsce wydana pod tytułem "To tylko plotki".

Na zdjęciu widzicie też Angielski Kryminał z ćwiczeniami od wydawnictwa Edgard. Ja już kiedyś o tych książkach pisałam (KLIK, KLIK), a teraz trafił do mnie kolejny tytuł - "Danger in High Places" autorstwa Kevina Hadley'a. Jednak na jej temat pojawi się wkrótce osobny wpis.

A teraz podręczniki:


"Angielski obłędnie" od wydawnictwa Edgard. Książka zawiera ponad 100 ćwiczeń i omówiono w niej najczęstsze błędy językowe, które popełniamy. Co ciekawe, jest przeznaczona dla osób na każdym etapie nauki. Więcej o niej wkrótce.

"Angielski w tłumaczeniach 3" wydawnictwa Preston Publishing. Długo ta książka za mną chodziła, więc w końcu ją sobie kupiłam. Dostępnych jest 6 części, ja zdecydowałam się na 3, bo najbardziej odpowiada mojemu poziomowi. Zastanawiałam się jeszcze nad 4, ale na chwilę obecną byłby to chyba dla mnie zbyt trudny podręcznik. Pierwsze strony już przerobione i póki co jestem zachwycona.

Tyle z książek, ale to jeszcze nie koniec, bo od wczoraj, w ramach współpracy z portalem eTutor.pl, uzyskałam roczny dostęp do nauki w tej właśnie internetowej szkole.


Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Już wczoraj spędziłam tam blisko dwie godziny na nauce. Więcej napiszę za około miesiąc, jak już lepiej się zaznajomię z tą platformą i poznam wszystkie jej możliwości.

Tyle z nowości. Jak widać, kącik językowy w najbliższym czasie odżyje, a ja liczę na to, że z tyloma świetnymi materiałami, będę miała nieustanną motywację do nauki.

Dajcie znać, czy znacie którąś z tych książek, a może korzystaliście już z eTutora? Jak wrażenia?


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka