16.10.2017

Natasza Socha - Apteka marzeń



Tytuł: "Apteka marzeń"
Autor: Natasza Socha
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Pascal


"Apteka marzeń" to historia oparta na faktach. 5 maj 2004 roku to dzień wyroku dla Magdaleny i Aleksandra Gref, którzy dowiadują się, że ich dwuletnia córka Ola ma raka - neuroblastomię,  IV stadium choroby. Szanse na przeżycie są niewielkie, a rak staje się wrogiem całej rodziny. Wrogiem, z którym trzeba za wszelką cenę wygrać.

Poznajemy także postać fikcyjną - czternastoletnią Karolinę Majewską, która właśnie dowiaduje się, że jej organizm został zaatakowany przez chłoniaka.

Losy obu dziewczynek splatają się na oddziale onkologicznym. Chociaż dzieli je wiek, odnajdują wspólny język i zaprzyjaźniają się ze sobą. Dodatkowo maleńka Ola staje się dla starszej koleżanki inspiracją do pomagania innym.

"Apteka marzeń" to książka absolutnie genialna. Piękna, wzruszająca i pokazująca, czym są prawdziwe problemy.  Po takiej lekturze człowiek od razu zaczyna doceniać swoje życie i nagle wszystkie nasze problemy są niczym drobnostka, w porównaniu do uczuć matki, której dziecko jest ciężko chore, w porównaniu do dzieci i nastolatków, którzy w najlepszym okresie swojego życia słyszą taki wyrok.

"Apteka marzeń" to książka, w której występują prawdziwi bohaterowie. Ola i jej rodzice naprawdę istnieją, a cały ich koszmar został do tej książki przeniesiony. Karolina za to jest postacią fikcyjną, ale utożsamiana jest z wszystkimi dobrymi ludźmi, którzy angażują się w pomoc osobom chorym.

Książka Nataszy Sochy wywołuje szereg emocji. W przeważającej części jest to jednak lektura przygnębiająca, bo ogrom smutku i cierpienia oraz niesprawiedliwości po prostu przytłacza. Nie ukrywam, że na końcu się popłakałam, bo emocje się we mnie kumulowały od samego początku. Jednak jest to też książka, podczas czytania której można się uśmiechnąć, można cieszyć się z radości bohaterów, czasami trochę się pośmiać. "Apteka marzeń" daje nadzieję, pokazuje, że marzyć zawsze warto oraz, że walczyć trzeba do samego końca.

Co tu dużo pisać. To po prostu piękna i wartościowa książka, której lekturę polecam absolutnie każdemu. Uczy pokory, uczy radości z małych rzeczy, motywuje do zmian, wdzięczności oraz do pomagania innym, czy to przez dołączenie do bazy dawców szpiku, czy po prostu poprzez dobre słowo, życzliwość i swoją obecność. Polecam!

09.10.2017

Guillaume Musso - Dziewczyna z Brooklynu




Tytuł: "Dziewczyna z Brooklynu"
Autor: Guillaume Musso
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Albatros







Raphaël Barthélémy wiedzie szczęśliwe życie; jest poczytnym pisarzem kryminałów, a za niedługo ma wziąć ślub ze swoją narzeczoną Anną. Jest jednak coś, co go niepokoi, a mianowicie przeszłość jego ukochanej. Pewnego dnia, po kolejnych naciskach, w Annie coś pęka i pokazuje mu na swoim telefonie straszne zdjęcie, mówiąc mu, że to ona jest za to odpowiedzialna.

Anna znika a Raphaël stara się za wszelką cenę znaleźć swoją ukochaną i odkryć prawdę. Kim tak naprawdę jest ta kobieta?

W przypadku tej książki tak naprawdę niewiele można napisać, by nie zdradzić za dużo. Najlepiej samemu po kolei odkrywać prawdę. Ja jestem zaskoczona, bo po przeczytaniu początkowych stron nie oczekiwałam na wiele, myślałam, że ta historia potoczy się inaczej. Autor zaskoczył mnie, porwał (i to chyba najwłaściwsze określenie) i nie mogłam się oderwać. Gdybym czytała ją wieczorem, to z pewnością spędziłabym z nią całą noc. Musso wymyślił taką historię, że ją po prostu trzeba koniecznie poznać. Z każdą kolejną stroną sprawy się komplikują, a na jaw wychodzą coraz bardziej szokujące fakty. Jest napięcie i zwroty akcji. I tak do samego końca. Ciężko przewidzieć, co tak naprawdę się wydarzyło, jest nieprzewidywalnie, a samo zaskoczenie szokuje. Niby gdzieś mi przez myśl podczas czytania przeszło, że coś takiego może być na rzeczy, ale moja czujność i tak została uśpiona.

Czytając, odnosiłam wrażenie, że ze strony na stronę  historia bardziej się komplikuje, wszystko jest coraz bardziej poplątane. Autor łączy jednak umiejętnie wszystkie wątki w jedną, spójną i logiczną całość. Z czasem pojawia się coraz więcej postaci, a każda z nich ma jakiś swój udział w całej sprawie, więc należy zachować czujność, by się nie pogubić w tym gąszczu nazwisk.

Chyba muszę przyjrzeć się bliżej twórczości tego autora, bo "Dziewczyna z Brooklynu" bardzo przypadła mi do gustu u mam ochotę na więcej! Nie wiem czemu, ale zawsze jego książki kojarzyłam jako typowe romanse, a tu taka niespodzianka i opowieść całkowicie w moim stylu.

04.10.2017

Podsumowanie września 2017

Dzisiaj pora na podsumowanie września, który zleciał mi bardzo szybko i już ze sporą ilości nauki. Aczkolwiek jestem z siebie zadowolona, bo udało mi się bardzo dużo przeczytać, bo aż 10 książek. A były to:

1. Marek Zaremba - "Jaglany detoks"
2. Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz"
3. Anna Kańtoch - "Wiara"
4. Jill Santopolo - "Światło, które utraciliśmy"
5. Hanna Greń - "Jak kamień w wodę"
7. Tarryn Fisher - "Margo"
8. Ken Kesey - "Lot nad kukułczym gniazdem"
9. Nicola Yoon - "Słońce też jest gwiazdą"
10. Katarzyna Misiołek - "Nie podchodź bliżej"

Razem 3576 stron

We wrześniu zaczęłam oglądać The Simpsons, w ramach nauki angielskiego. Serial jest o tyle fajny, że każdy odcinek to odrębna historia, więc jest idealny dla osób zabieganych, bo nie jest aż tak zobowiązujący. Język jest w miarę prosty, więc super nadaje się do nauki.

Zostając w temacie nauki angielskiego, wspomnę o dwóch postach, które opublikowałam we wrześniu. Jeden o moich planach nauki do matury rozszerzonej z angielskiego, kolejny o najnowszym numerze magazynu English Matters.

We wrześniu dopadło mnie choróbsko i sporo czasu spędziłam w domu, więc udało mi się obejrzeć i kilka filmów. Były to: "To" (2017), "Spotlight", "Lot nad kukułczym gniazdem" oraz "500 dni miłości". 
"To" trochę mnie zawiodło, bo spodziewałam się czegoś innego, oczekiwałam bardziej na horror, ale film sam w sobie jest całkiem niezły i klimatyczny.  Jeżeli oglądaliście to koniecznie podzielcie się swoją opinią.

A jak minął Wasz wrzesień?

27.09.2017

English Matters nr 66 oraz jedzeniowe wydanie specialne

Dziś pora na kolejny przegląd językowych magazynów wydawnictwa Colorful Media. Zapraszam:)

Co kryje w sobie najnowszy, 66, numer magazynu English Matters?



Artykuły, które w szczególności mnie zainteresowały w tym numerze to:
  • tekst o znanej japońskiej artystce, Yayoi Kusamie, której sztuka jest bardzo specyficzna i oryginalna. Dotychczas nie wiedziałam o jej istnieniu, ale już nadrobiłam zaległości i zapoznałam się z jej twórczością i przyznać muszę, że robi wrażenie.

  • artykuł o nagości wszelkiej maści w reklamach i filmach, w przeszłości i w chwili obecnej, a do tego kilka określeń, którymi można nagość określać.
  • wirtualna wycieczka po mającym 300 lat słynnym Pałacu Buckingam, który nazywany jest domem królowej. Zawsze ciekawiło mnie, jak wyglądają takie miejsca od środka  i gdy będę miała okazję, to na pewno je odwiedzę.
  • artykuł, zdecydowanie zbyt krótki, o Brownies, czyli mitologicznych brytyjskich pomocach domowych. Tu także wspominany zostaje potterowski Zgredek.

  • tekst o amerykańskiej opiece zdrowotnej, która z perspektywy Polaka zdecydowanie poraża kosztami i zdaje się być przeznaczona tylko dla wybrańców. Jak już o pieniądzach mowa to w tym numerze znajdziemy kilka dialogów, a w nich mnóstwo przydatnych zwrotów związanych właśnie z kasą. 
  • podróż wgłąb Winchesteru, położonego 99 km od Londynu. To tu znajduje się znana w całej Europie katedra, która jest też miejsce spoczynku Jane Austen. 

To oczywiście tylko część artykułów, bo znaleźć można ich sporo więcej.


Teraz pora na najnowszy dodatek pt. "Food". Ten numer jest w stu procentach w moim stylu i pochłonęłam go w dwa dni. Jest on w całości poświęcony tematom, które związane są z jedzeniem, ze zdrowym stylem życia. Jestem bardzo zaskoczona, bo informacje tu zawarte są aktualne i zgodne z różnymi najnowszymi wytycznymi, co bardzo mnie ucieszyło.


W tym numerze przeczytamy m.in o

  • tzw. superfood, czyli bardzo odżywczych produktach, którym przepisuje się cudowne dla zdrowia właściwości
  • najbardziej znanych szefach kuchni, których zobaczyć możemy w telewizji
  • rozsądnych zakupach, które pozwolą zaoszczędzić pieniądze 
  • oznaczeniach na etykietach, w tym różnych dodatkach do żywności
  • tym, jak przez żołądek można trafić do serca ukochanej osoby
  • brytyjskim jedzeniu
  • jedzeniu w świecie bohaterów Jane Austen

  • substancjach alergizujących oraz o tym, jak mówić o swoich nietolerancjach znajomym, czy lekarzowi (kilka pomocnych dialogów)
  • śniadaniach, jakie jadają ludzie na całym świecie. Czy wiecie, co serwuje się w Japonii, Meksyku, czy Australii?

  • fotografowaniu jedzenia na Instagrama, w tym garść przydatnych porad, jak robić lepsze zdjęcia
  • pomysłach na koktajle
  • przystawkach, które można wykonać samemu w domu (wraz z przepisami!)
A wśród tych tematów zawarte został jeszcze różne zasady gramatyczne, na koniec jest też krótki test, który sprawdza naszą wiedzę po przeczytaniu całego magazynu.


"Food" to najlepsze wydanie English Matters, które dotychczas czytałam. Polecam serdecznie wszystkim miłośnikom zdrowego stylu życia, osobom zainteresowanym gotowaniem czy kulturą jedzenia na świecie.

Za magazyny dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

23.09.2017

Katarzyna Berenika Miszczuk - Obsesja|Recenzja przedpremierowa


Tytuł: "Obsesja"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Ilość stron:  416
Wydawnictwo: W.A.B
Premiera: 27.09.2017


Joanna Skoczek to młoda rezydentka na oddziale psychiatrycznym w jednym z warszawskich szpitali. Nie dość, że pani doktor musi poradzić sobie z życiowymi zawirowaniami, to jeszcze zaczyna dostawać w pracy coraz bardziej niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela, którym może być w zasadzie każdy. Na dodatek w szpitalu zostają znalezione zwłoki zamordowanej kobiety. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a Aśka coraz bardziej przestraszona. Czy i jej coś zagraża?

Do sięgnięcia po "Obsesję" w pierwszej kolejności zachęciło mnie miejsce akcji, a mianowicie polski szpital psychiatryczny i generalnie cała ta medyczna otoczka. Zawsze mnie ciekawiło, jak to wszystko wygląda, a kto mógłby lepiej o tym napisać, jak nie autorka, która jest także lekarzem? Właśnie dlatego "Obsesja" to idealna książka dla osób, które są zainteresowane zawodem lekarza albo chcą poznać go od kuchni. Autorka wplata w akcję książki pewne wady tej profesji, ukazuje czarne strony medycyny. Ja osobiście bardzo zwracałam uwagę na te fragmenty. Autorka wie o czym pisze, więc książka jest po prostu wiarygodna i odpowiada polskim realiom. Mam nadzieję na kolejne tytuły w tym stylu!

Jednak spokojnie. "Obsesja" to nie tylko książka o zawodzie lekarza. Co to, to nie! Dla mnie jest to mieszanka powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym i oczywiście romantycznym, a perypetie Joanny to całkiem niezła komedia. Bo wiedzieć musicie, że bohaterowie to ważny punkt tej książki. Są to postaci barwne i różnorodne, obdarzone dużym poczuciem humoru. "Obsesja" to książka, przy czytaniu której świetnie się bawiłam i nie chciałam się z nią zbyt szybko rozstawać. To dobra rozrywka na nadchodzące jesienne i deszczowe wieczory.

Rozwiązanie zagadki, które przyszykowała autorka, jest zaskakujące. Nie udało mi się odgadnąć, kto jest sprawcą tego wszystkiego i byłam w lekkim szoku, kiedy się dowiedziałam. Miałam swoje podejrzenia, które oczywiście okazały się niesłuszne, a autorce udało się mnie wywieść w pole. Przyczepić się jedynie mogę do zbyt małej ilości napięcia, jak na thriller, ale pozostałe zalety są w stanie mi to wynagrodzić.

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal. 

19.09.2017

Jak zdać maturę rozszerzoną z angielskiego? -Mój plan nauki

Matura coraz bliżej, a wraz z nią dylematy, co na niej zdawać. Ja zdecydowałam się na chemię oraz język angielski. Na dobrym zdaniu matury z chemii zależy mi najbardziej i jest to mój priorytet, zaś do angielskiego podchodzę bardziej na luzie, chcę się sprawdzić i zobaczyć, jak efektywna jest moja nauka w domu, bo jeśli chodzi o rozszerzenie to na szkołę nie mam co liczyć.

Jaki jest mój plan nauki do matury?

Matura rozszerzona sprawdza umiejętności pisania, słuchania,czytania ze zrozumieniem oraz znajomość gramatyki. Czyli w zasadzie trzeba umieć wszystko. 

Słuchanie


Z rozumieniem ze słuchu do niedawna miałam spore problemy, ale trening czyni mistrza i jest mi coraz łatwiej. Wszystko dzięki uważnym słuchaniu podcastów (biernym także np. podczas gotowania, prasowania, jazdy samochodem) i oglądaniu po angielsku serialów (u mnie bez jakichkolwiek napisów). I tego też chcę się dalej trzymać i codziennie czegoś posłuchać. Do tego oczywiście dochodzą wszelkie filmiki na youtube, żeby osłuchać się z różnymi akcentami.



Dołączę także testy z różnych egzaminów językowych i jeśli znajdę to także z zeszłorocznych matur. Tak, żeby do słuchanego tekstu były też zadania, bo te często zawierają podchwytliwe odpowiedzi i najlepiej weryfikują nasze zrozumienie. Bo czymś innym jest zrozumienie ogólne tekstu, a czym innym zwracanie uwagi na każdy szczegół, czego akurat matura wymaga.

Czytanie ze zrozumieniem 


Regularnie czytam magazyn językowy English Matters oraz książki czy blogi po angielsku, ale jeśli chodzi o typowe zadania to będę po prostu robiła stare arkusze maturalne, bo to według mnie podstawa, jeśli chodzi o pisanie jakiejkolwiek matury. Planuję też posiłkować się materiałami z innych egzaminów językowych.


Pisanie


Tutaj jedyną możliwością jest pisanie, ale konieczna jest druga osoba, która nam nasze teksty sprawdzi. Osoba, która angielski zna na tyle dobrze, by wszystkie nasze błędy wykryć i poprawić. Najlepiej jeśli będzie to nauczyciel czy korepetytor albo native speaker.


Co do pisania to ja uczę się jeszcze typowych i uniwersalnych zwrotów, które można wykorzystać w każdym wypracowaniu. Warto takie wyrażenia znać, żeby nie stresować się jak zacząć, skończyć, czy rozwinąć swoją wypowiedź.

Gramatyka


Gramatyka... Oj, nie lubię gramatyki, przy dużej ilości czasów zaczyna mi się wszystko mieszać. Ale pewne rzeczy trzeba ogarnąć i dużo ćwiczyć. Ja posiłkuję się różnymi materiałami znalezionymi w internecie (np. na stronie ang.pl, gdzie nie brakuje testów wraz z odpowiedziami), mam też różne książki np. 
  • Maciej Matasek - "Ćwiczenia i testy leksykalno-gramatyczne"
  • Agnieszka Zębala - "Matura Companion. Struktury leksykalno-gramatyczne"
  • Janusz Siuda - "Gramatyka angielska do testów i egzaminów"
  • A. Prejbisz - "Gramatyka angielska w ćwiczeniach"
I tu też warto przerobić zadania z ubiegłorocznych matur.


Słówka


Nie wolno też zapominać o poznawaniu nowego słownictwa. Poziom rozszerzony wymaga jednak znajomości bardziej wyszukanych słów. Ja notuję nowe słówka, które napotykam w różnych książkach czy filmach, a następnie się ich uczę. Oprócz tego bazuję na bankach słów z repetytoriów językowych do matury rozszerzonej. 

A do efektywnej nauki słówek w dalszym ciągu polecam Memrise.

Tyle. Taki jest mój plan. Czy skuteczny - dowiem się w lipcu, po wynikach matur.

11.09.2017

Remigiusz Mróz - Czarna Madonna


Tytuł: "Czarna Madonna"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 460
Wydawnictwo: Czwarta Strona









Były ksiądz, Filip Szumski, ma wkrótce wziąć ślub ze swoją ukochaną - Anetą. Jednak podczas lotu do Jerozolimy, samolot z jego narzeczoną znika w tajemniczych okolicznościach. Nie wiadomo, co się stało i kto jest za to wszystko odpowiedzialny. Filip próbuje badać sprawę na własną rękę. Wkrótce jednak zaczyna dziać się z nim coś dziwnego...

Dzisiaj krótko, bo niewiele mogę napisać. Chociaż najlepiej pasuje mi tu stwierdzenie, że "Czarna Madonna" to moje największe (póki co) rozczarowanie tego roku. Tyle czekałam, by przeczytać tę książkę, byłam tak pozytywnie nastawiona, a po skończeniu odetchnęłam, że dałam w ogóle radę ją wymęczyć, bo naprawdę chciałam sobie darować jej czytanie. Jestem strasznie zawiedziona.

"Czarna Madonna" to horror, a raczej to coś, co horrorem być powinno. A czy było? Zapewne to sprawa indywidualna. Mnie jednak nijak ten tytuł wystraszył, moje serce nie biło szybciej, ciarek też nie miałam. Czytałam, czytałam, niedyskretnie patrzyłam na numery przewracanych stron i nudziłam się okrutnie! Niby momentami książka miała jakieś przebłyski świetności, ale nie na długo. Autor sili się na opisy, próbuje wywołać uczucie grozy, ale kompletnie mu to wychodzi. A przynajmniej mnie już takie sceny nie ruszają. Niestety opis z tyłu okładki jest bardzo mylący i sugeruje na inną treść...

Z jednej strony cieszę się, że autor jest takim płodnym pisarzem, ale jeżeli ma iść na ilość kosztem jakości, to coś jest nie w porządku. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa potyczka.

03.09.2017

Podsumowanie sierpnia 2017


I stało się. Wrzesień się rozpoczął, a wraz z nim klasa maturalna. Czuję już na swoim karku oddech matury i mam świadomość, jak szybko ten czas zleci. Z pewnością nadchodzące miesiące nie będą łatwe i przyjemne, podejrzewam też, że na nadmiar wolnego czasu narzekać nie będę... Mam też wrażenie, że to będzie bardziej stresujące niż egzamin na prawo jazdy.

Tak więc jeszcze w te wakacje książkami się nacieszyłam i czytałam do woli. W sierpniu udało mi się przeczytać aż 15 książek:

1. Jonathan Safran Foer - "Strasznie głośno, niesamowicie blisko"
2. Joanna Kryńska, Tomasz Marzec - "Onkolodzy. Walka na śmierć i życie"
3. Marilyn Manson, Neil Strauss - "Trudna droga z piekła"
4. Remigiusz Mróz - "Czarna Madonna"
5. Michael Thomas Fad -  "Notatki samobójcy"
6. Jorn Lier Horst - "Felicja zaginęła"
7. Jeffrey Eugenides - "Middlesex"
8. Jeffrey Eugenides - "Przekleństwa niewinności"
9. Paulina Świst - "Prokurator"
10. Rosie Swak Pope - "Mała wielka podróż"
11. Jo Nesbo - "Więcej krwi"
12. Guillaume Musso - "Dziewczyna z Brooklynu"
13. Solomon Northup "Zniewolony"
14. Martin Pistorius - "Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o prawdziwym powrocie do życia"
15. Margaret Aktwood - "Opowieść podręcznej"

W sierpniu, a konkretnie w jedno sobotnie popołudnie obejrzałam nowy serial produkcji Netlix - "Atypowego". Recenzja pojawiła się na moim nowym blogu - KLIK.

Plany na wrzesień?
Przestawić się na tryb:praca, szybko ogarnąć i zaplanować swoje dni, by znaleźć czas na drobne przyjemności.

A jak Wam minął sierpień? 

29.08.2017

Nowy blog

Czasami zmiany są potrzebne... Czuję, że zaczyna mi brakować wirtualnej przestrzeni. Chcę pisać o czymś więcej niż tylko o książkach. Chcę dać sobie tę możliwość - i właśnie dlatego zdecydowałam na się nowego bloga - W codzienność. Znajdziecie tam oczywiście książki. Będą i seriale, filmy, będzie kultura, ale będą też moje luźne przemyślenia i po prostu codzienność.

Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Początki zawsze są najtrudniejsze, ale mam nadzieję, że zostaniecie ze mną. Zapraszam:)

W codzienność...

Tutaj ciągle jeszcze zostaję, bo mam zobowiązania ze współprac i sporo nieopublikowanych recenzji, ale nie wykluczam, że już niedługo znaleźć mnie będzie można tylko tam.

24.08.2017

Tomasz Marzec, Joanna Kryńska - Onkolodzy. Walka na śmierć i życie



Tytuł: "Onkolodzy. Walka na śmierć i życie"
Autor: Tomasz Marzec, Joanna Kryńska
Ilość stron: 250
Wydawnictwo: The Facto

Rak. To słowo brzmi już jak wyrok. A prognozy są dramatyczne i przygnębiające, bo chorych będzie tylko przybywać. To nieuniknione. Rak to cholernie trudny i nieprzewidywalny przeciwnik, a walka z nim, to walka nierówna. Ale są Oni, Onkolodzy, których wiedza i zaangażowanie może wiele. I to właśnie im poświęcona jest ta książka. Ona oddaje im głos.

Całkiem niedawno trafiłam na diagnostykę z podejrzeniem nowotworu. Na szczęście na podejrzeniach się skończyło, ale strach, który mnie wtedy ogarnął, wszystkie czarne wizje, były okropne. Dlatego nawet nie chcę sobie wyobrażać, co musi czuć osoba, która słyszy swój "wyrok" - rak. Nie chcę też sobie wyobrażać, co musi czuć najbliższa rodzina...

Lektura ta była dla mnie cholernie ciężka i przygnębiająca, bo boleśnie uświadamia, że nowotwory stają się plagą, że przechodzą do porządku dziennego i są przeciwnikiem coraz większej ilości ludzi. A warunki leczenia, mała ilość specjalistów to kolejne problemy, z którymi chory musi się mierzyć. Miejscami czytałam tę książkę ze złami w oczach, ogarniał mnie smutek, a gdy zaczęłam myśleć o tych wszystkich chorych, o dzieciaczkach, które cierpią już od najmłodszych lat... No nie, nie mogłam podejść bezemocjonalnie.

Z drugiej jednak strony, ta książka daje też jakąś nadzieję. Mnie pozwoliła uwierzyć, że są lekarze, onkolodzy, którzy mimo naszego trudnego i niesprzyjającego chorym systemu, są zdeterminowani i chcą walczyć o zdrowie swoich pacjentów. Lekarze, z którymi przeprowadzone zostały wywiady, pokazują się jako ludzie życzliwi i mimo wszystko - optymistyczni. A co najważniejsze - chcą pomóc. To ludzie tacy, jak my. Oni też chorują na raka, oni też się boją, czasami unikają badań profilaktycznych, nie chcą usłyszeć bolesnej diagnozy. Codziennie spotykają się z trudnościami, czy dylematami moralnymi. Szybko uczą się pokory. Jedno jest jednak pewne - ogromny szacunek się im należy.

19.08.2017

Paulina Mikuła - Mówiąc inaczej


Tytuł: "Mówiąc inaczej"
Autor: Paulina Mikuła
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Flow Books








Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie zna Pauliny? Podejrzewam, że nie, ale nie zaszkodzi napisać, że jest to bardzo pogodna osoba, która w sposób lekki i przyjemny uczy Polaków języka polskiego. Jak się okazuje, jest czego uczyć, bo polski język to trudny język, a błędy nie są rzadkością.

Paulinę znam z tej kanału na Youtube, ale gdy tylko dowiedziałam się, że pisze książkę, to wiedziałam, że na pewno ją przeczytam. I nie żałuję!

Z jednej strony ta książka to powtórzenie treści, które już znam z filmików Pauliny. Zaś z drugiej, świetne dopełnienie jej kanału. Nie żałuję lektury, mimo że o większości zagadnień i błędów już słyszałam właśnie na Youtube. Nie zaszkodziło sobie jednak tego wszystkiego przypomnieć i utrwalić - zwłaszcza, że jestem typowym wzrokowcem.

Książka była świetnym pomysłem, bo wszystko jest tutaj zebrane w jednym miejscu, z podziałem na rozdziały. Nie ma więc konieczności przeszukiwania kanału na Youtube w poszukiwaniu danego zagadnienia. Po książkę zawsze łatwiej sięgnąć i szybko coś znaleźć.

Tym, którzy obawiają się, że książka o poprawnym posługiwaniu się językiem polskim może być nudna i przytłaczająca, chcę tylko powiedzieć, że na pewno tak nie jest. "Mówiąc inaczej" napisane jest niezwykle lekko i można ją przeczytać od deski do deski nawet w jeden dzień. Ja jednak rekomenduję umiar i dawkowanie sobie lektury oraz robienie notatek, koniecznie!

W ogóle przyznaję, że podczas czytania wyobrażałam sobie głos Pauliny, która z ogromnym zaangażowaniem i wyluzowaniem o tych błędach mówi. To jedyna taka przebojowa "nauczycielka" w Polsce.

10.08.2017

Jørn Lier Horst - Felicja zaginęła|Recenzja przedpremierowa


Tytuł: "Felicja zaginęła"
Autor: Jørn Lier Horst 
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: II
Cykl: Komisarz William Wisting
Premiera: 16.08.2017

Podczas prac budowlanych pod jedną z dróg znaleziona zostaje szafa ze zwłokami kobiety. Komisarz William Wisting zdaje sobie sprawę, że rozwiązanie tej sprawy nie będzie łatwe. Wszystko wskazuje na to, że zabójstwo miało miejsce 25 lat temu, wtedy gdy powstawała droga. Na domiar tego, policjantom przyjdzie też się zmierzyć z zaginięciem młodej kobiety, która po kłótni ze swoim partnerem nie wróciła do domu.

"Felicja zaginęła" to drugi tom cyklu z komisarzem Wistingiem. Czytelnikom Horsta dobrze wiadomo, że seria jest u nas wydawana niechronologicznie, ale wszystko jest na dobrej drodze do tego, by wszystkie książki się w Polsce ukazały. Brakuje jeszcze tomu 3 i 4. Ten brak chronologii nie przeszkadza oczywiście w czytaniu nie po kolei, bo nie ma spoilerów do poprzednich części. Natomiast dziwnym uczuciem jest poznawanie prywatnych losów głównego bohatera w zasadzie od tyłu i takie skakanie. Jeśli więc macie możliwość, polecam czytanie od początku do końca. Tyle wstępu, pora przejść dalej.

Ostatnio został wydany pierwszy tom ("Kluczowy świadek") i nie do końca byłam zachwycona lekturą. Z tego też powodu, z rezerwą podeszłam do "Felicja zaginęła", obawiając się, że autor nie zdążył się jeszcze rozkręcić - bo wiadomo, że początki pisarzy nie zawsze są idealne. Ale, ale! Pozytywnie się zaskoczyłam i przyznać muszę, że "Felicja zaginęła" to na chwilę obecną mój ulubiony tom.

W książkach Horsta często jest tak, że na rozwój akcji trzeba trochę poczekać. Autor skupia się na szczegółach, co też często wpływa na szybkość akcji, porusza także różne kwestie społeczne. "Felicja zaginęła" to tytuł, który różni się od pozostałych. Wciągnęłam się od pierwszych stron i niczym nałogowa kryminałoholiczka po prostu go pochłonęłam. Zagadka jest naprawdę bardzo interesująca, nie udało mi się jej samodzielnie rozwiązać. Książka trzymała mnie stale w napięciu, ciągle jakieś nowe wątki wychodziły na jaw, więc o żadnej nudzie nie ma tutaj mowy.

Bardzo lubię tę serię również za głównego bohatera, czyli komisarza Wistinga. Wielokrotnie już wspominałam, że jest to taki normalny facet, nie irytuje swoim zachowaniem, różni się po prostu od tych wszystkich książkowych policjantów, którzy nie radzą sobie z własnymi emocjami. Często w recenzjach wspominam o córce Williama - Line, ale w tej części nie ogrywa ona większej roli, do czego nie jestem przyzwyczajona po przeczytaniu późniejszych tomów. Zamiast tego więcej przeczytać możemy o relacji Wistinga z Ingrid, ich codzienności. Aczkolwiek wątek obyczajowy w żadnym razie nie przytłacza, nie dominuje nad tym kryminalnym i jest po prostu miłym dodatkiem. To u Horsta lubię!

Podsumowując. "Felicja zaginęła" to bardzo udany kryminał, w którym autor świetnie pokazuje swój pisarski talent i umiejętność zainteresowania czytelnika. Gdybym nie wiedziała, że to drugi tom, to nigdy bym nie podejrzewała, że jest taki przeskok pomiędzy nim a pierwszą częścią. Serdecznie polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

07.08.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Prom



Tytuł: "Prom"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: III
Cykl: Vestmanna
Recenzje poprzednich tomów: "Enklawa", "Połów"





Katrine Ellegaard, po złożeniu wymówienia z pracy w duńskiej policji, podjęła decyzję o przeprowadzce na stałe na Wyspy Owcze do Vestmanny, by tam rozpocząć życie ze swoim ukochanym - Hallbjørnem Olsenem.
Razem z całym swoim dobytkiem, Katrine znajduje się na promie Morgenrøde. Podróż przebiega bez przeszkód, ale do czasu. Nagle prom zatrzymuje się i chociaż nic nie wskazuje na awarię, zostaje włączony system awaryjny. Wkrótce okazuje się, że jest to zaplanowany atak terrorystyczny, a pasażerom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Początkowo "Promem" byłam zachwycona; bardzo spodobał mi się pomysł autora i oryginalność. Z zaciekawieniem i obawami śledziłam poczynania zamachowców. Później jednak już niekoniecznie spodobało mi się to, w jaką stronę ta historia zaczęła się rozwijać. Było zbyt chaotycznie. Mam wrażenie, że autor na siłę chciał to wszystko udziwnić, żeby zamieszać czytelnikowi w głowie. Udać mu się to, oczywiście, udało, ale niekoniecznie tego oczekiwałam... Oprócz wszechobecnego chaosu brakowało mi w niektórych momentach logiki. Zaś jeden wątek, bardzo intrygujący, został po prostu urwany i niewyjaśniony. Generalnie wszystko jest tutaj jakieś takie płytkie, łącznie z postaciami zamachowców. Ja do teraz nie wiem, o co im konkretnie chodziło i jak rozumieć ich motywy. Mam wrażenie, jakbym czytała jakąś niekompletną książkę lub taką, którą ktoś chciał na siłę szybko skończyć i do widzenia. Rozczarowałam się tym razem, oj rozczarowałam... Niby czytało mi się bardzo szybko i naprawdę się wciągnęłam, ale ciągle gdzieś tak podczas czytania raziło mnie to, o czym napisałam.

"Prom" zupełnie nie przypomina tych Wysp Owczych, które miałam okazje poznać przy okazji czytania dwóch poprzednich tomów. Panuje tu całkiem inny klimat, nie ma tej specyficznej atmosfery spokojnego miasteczka. Autor jak dla mnie po prostu przekombinował. Miało być chyba sensacyjnie, a wyszło jak wyszło.

"Prom" to ostatni tom trylogii z Wyspami Owczymi w tle. Ostatni, ale może to i dobrze. Może tyle faktycznie wystarczy...

01.08.2017

Podsumowanie lipca 2017

Wyposażona w hektolitry wody z cytryną i chłodzonej herbaty zabieram się za podsumowanie lipca, a trochę do pisania dziś mam. Zapraszam:)

Lipiec upłynął mi pod znakiem książek. Przeczytałam dużo, bo aż 14 tytułów, w tym kilka naprawdę sporych objętościowo. A były to:

1. Marc Elsberg - "Blackout"
2. Marc Elsberg - "Zero"
3. Paweł Reszka - "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
4. Sarah Waters - "Muskając aksamit"
5. Patrick Doughtie, John Perry - "Listy do Boga"
6. Raphaelle Giordano - "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno"
7. Simon Beckett - "Niespokojni zmarli"
8. Nicola Yoon - "Ponad wszystko"
9. Charlotte Bronte "Jane Eyre"
10. Victoria Aveyard - "Czerwona Królowa"
11. Justyna Kopińska - "Polska odwraca oczy"
12. "Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4"
13. Dariusz Zaborek - "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską"
14. Anna Maja - "Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii"

Razem 5566 stron.

Jak widać, było różnorodnie. Przeczytałam thrillery, fantastykę, młodzieżówkę, ale znalazło się i miejsce na klasykę, czy reportaże. Mnóstwo świetnych tytułów, więc czytałam bez wytchnienia i bez wyrzutów sumienia, bo w końcu wakacje to idealny czas na całodniowe leniuchowanie z książkami.

Żeby nie było, że całe dni leniuchuję, bo postanowiłam wakacje poświęcić też na naukę do matury z chemii, tak żeby na wszystko w roku szkolnym starczyło mi czasu. Póki co trzymam się planu i dobrze mi idzie. Zdecydowałam się także na pisanie rozszerzenia z angielskiego, więc jeszcze intensywniej działam w realizowaniu moich językowych celów.

Jak już jestem przy nauce angielskiego to w lipcu przeczytałam nr 65 English Matters i trochę "Bad Romeo", ale jakoś mnie ten tytuł nie porywa i chyba nie będę na siłę go kończyła. Oprócz tego kontynuuję oglądanie serialu "How I Met Your Mother".  W połowie lipca rozpoczęłam 5 sezon, a dzisiaj zacznę kolejny.  Poza tym uczę się nowych słówek, szczególnie fraz, których nauka zdecydowanie się opłaca. Muszę jeszcze zabrać się za tą nieszczęsną gramatykę i mam nadzieję, że w sierpniu mi się to uda. Bo nie kryję, że nie jest to coś, do nauki czego się palę.

W lipcu udało mi się odwiedzić Wrocław! Miałam okazję być tam po raz drugi i uważam, że to naprawdę piękne miasto, w którym mam nadzieję zamieszkać już w przyszłym roku i rozpocząć tam studia. Spędziłam tam dwa dni, moje nogi wołały o odpoczynek i były zmasakrowane, a pogoda niekoniecznie dopisywała, ale było warto! Nie wszystko zdążyłam zobaczyć, ale za rok zdecydowanie nadrobię zaległości.

Zdjęcie zrobione w przerwie pomiędzy jednymi opadami deszczu a kolejnymi. Widok z Wieży Matematycznej

W lipcu mój blog obchodził swoje 5 urodziny, co napawa mnie dumą i dostarcza motywacji do dalszego pisania. Za wszystkie życzenia raz jeszcze dziękuję!

Kurcze, ale tasiemiec z tego dzisiejszego podsumowania! Mam nadzieję, że ktoś dotarł do końca.:)

A jak Wasz lipiec? Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami i przeczytanymi tytułami!

31.07.2017

Językowo: English Matters nr 65

Dzisiaj pora na kolejny - 65, wakacyjny numer magazynu językowego English Matters na miesiąc lipiec-sierpień. Idealny do nauki podczas letniego wypoczynku. O czym przeczytamy tym razem?


Gdy tylko zobaczyłam artykuł dotyczący kuchni brytyjskiej, to od razu od niego rozpoczęłam czytanie. Gotowanie to takie moje małe hobby. English Matters udowadnia, że brytyjskie jedzenie wcale nie jest nudne ani monotonne. Gdy tylko zdobędę wodorosty to na pewno spróbuję odtworzyć Laverbread.


Kolejny artykuł, który mnie zainteresował, poświęcony został córce Donalda Trumpa - Ivance Trump. Nawet nie wiedziałam, że nowy prezydent USA ma dziecko i to, jak się okazuje, dobrze znane w świecie.


Kolejnym ciekawym tekstem jest ten z okładki, dotyczący liczebników. Była to dla mnie świetna powtórka, ale też dawka nowej wiedzy, bo zawsze miałam problemy z liczbami dziesiętnymi po angielsku, czy ułamkami. Zaś na kolejnej stronie znaleźć możemy krótki artykuł, który powinien rozwiać nasze wątpliwości odnośnie stosowania "do" i "make".


Jest też i coś dla fanów krwiopijców, a mianowicie serial "True Blood" ("Czysta krew") Gdy tylko będzie mi doskwierać za dużo wolnego czasu to na pewno skuszę się na jego obejrzenie, bo przyznać muszę, że opis brzmi zachęcająco.

Oczywiście to nie wszystko! Oprócz tego czeka na nas jeszcze kilka innych tekstów, jak na przykład analiza nowej piosenki Bruno Marsa, opis idealnego miejsca na wakacyjne zabawy i dialogi, z którymi możemy się spotkać podczas urlopu oraz o tym, jak połączyć pracę z wypoczynkiem. Jest co czytać!

Jak zawsze, do każdego tekstu dołączone są słowniczki z trudniejszymi słówkami, a niektóre teksty możemy sobie odsłuchać (wystarczy zeskanować telefonem kod QR). Ze strony internetowej magazynu można też pobrać listę słówek z tego numeru oraz karty pracy. Dostępny jest także darmowy dodatek - On Vacation, który, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy wakacji i wszystkiego, co z tym związane. Znajdziemy w nim mnóstwo przydatnych zwrotów, dialogów, czy idiomów.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

27.07.2017

Colleen Hoover - Confess

Tytuł: "Confess"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Otwarte

Owen i Auburn. Przypadek sprawia, że się poznają. On jest młodym i utalentowanym malarzem, którego inspiracją są anonimowe i często wstydliwe wyznania, pozostawiane mu przez obcych ludzi.
Ona znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, jest rozbita i rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Do czego doprowadzi ich spotkanie?

Do romansów nastawiona jestem zawsze sceptycznie. Rzadko znajduję w nich coś dla siebie, mam wrażenie, że są pisane na jedno kopyto i ciężko doszukiwać się w nich oryginalności. Jednak książki pani Hoover mają w sobie to "coś", co je wyróżnia i pozwala przeżyć chwile wzruszenia i zadumy.

"Confess" zaczyna się zwyczajnie i nic nie zwiastuje na to, co będzie czekało na nas na końcowych stronach. Jest to piękna i przede wszystkim dojrzała historia. Historia dwojga młodych ludzi, których życie zdążyło już doświadczyć i odcisnąć na nich swoje piętno. To opowieść pełna tajemnic, które odkrywane są stopniowo, a z każdą kolejną czuć coraz większy ból i smutek. Cieszy mnie dojrzałość tej lektury i fakt, że nie jest to zwyczajna, ckliwa historyjka miłosna, pozbawiona refleksji. "Confess" to historia życiowa, pokazująca wartość rodziny i siłę miłości. Autorka zaskakuje i trzyma czytelnika w napięciu. Tu nic nie jest pewne i przewidywalne.

Muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o pięknych obrazach, które zostały umieszczone w książce. Z chęcią zobaczyłabym je w swoim domu. Podoba mi się to, że autorka dba o lepsze wyobrażenie sobie treści oraz dopracowanie powieści. Niby mała rzecz, ale taki dodatek bardzo ucieszył moje oczy. Nadaje to tej historii większego realizmu.
...tego właśnie chcę. Bezinteresowności. To ona powinna stanowić podstawę każdego związku. Jeśli ktoś naprawdę o Ciebie dba, będzie czerpał większą przyjemność z tego, jak Ty czujesz się dzięki niemu, niż jak on czuje się dzięki Tobie.

23.07.2017

Raphaëlle Giordano- Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno


Tytuł: "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno"
Autor: Raphaëlle Giordano
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Muza

Wydawać by się mogło, że trzydziestoośmioletnia Camille ma wszystko, czego można pragnąć; rodzinę, dobrze płatną pracę i ustabilizowane życie. To jednak tylko pozory, bo w głębi jest nieszczęśliwa, czuje, że jej życie nie jest na właściwych torach, zaczyna popadać w depresję i coraz większą frustrację.

Aż pewnego dnia na jej drodze staje rutynolog Claude, który oferuje jej swoją pomoc w uporządkowaniu życia i osiągnięcia celów, z czego kobieta chętnie skorzysta. Do czego doprowadzi ją to spotkanie? Czy uda jej się zmienić swoje życie?

"Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno" niewątpliwie wyróżnia się spośród typowych poradników i może dzięki temu trafi do większej ilości odbiorców - wszak niektórzy, na samą myśl o sięgnięciu po książkę z tego gatunku, są zniechęceni. A tutaj mamy historię zwyczajnej kobiety, z pozoru szczęśliwej i spełnionej, ale w rzeczywistości zmęczonej życiem i z poczuciem beznadziei. Być może dla wielu z nas brzmi to znajomo i utożsamimy się z główną bohaterką.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, to muszę przyczepić się do formy tej książki. Pomysł był naprawdę świetny, ale zastanawiam się, czy jednak nie lepiej byłoby zostać przy tradycyjnym poradniku. Widać, że autorka ma odpowiednie doświadczenie i zna się na rzeczy, ale z książką fabularną nie do końca jej wyszło; miejscami jest niedopracowana , wypadałoby też popracować nad akcją i stworzyć jednak coś bardziej angażującego dla czytelnika. Ja odnoszę wrażenie, jakby to poradnik został trochę nieudolnie przerobiony na powieść fabularną.

Podsumowując. Nie jestem na nie, bo książkę mimo wszystko czytało mi się całkiem przyjemnie, kilka pomysłów w niej zawartych bardzo mi się spodobało i poczułam się zainspirowana do działania. Pomimo że jest to lekka obyczajówka to jednak ma przesłanie i można coś z niej wynieść i być może wprowadzić jakieś zmiany w swoim życiu.

Za egzemplarz dziękuję Business&Culture oraz wydawnictwu Muza. 

19.07.2017

5 urodziny bloga!

Dzisiaj ważny dla mnie dzień, bo blog Kinga Czyta obchodzi swoje 5 urodziny! Z tej okazji zapraszam na krótkie podsumowanie.


5 lat... Kawał czasu. Zaczynałam jako 14 latka, teraz jestem już dorosłą (a przynajmniej tak mówi mój dowód osobisty) dziewiętnastolatką. Blog rośnie razem ze mną, doskonale widzę, jak wiele się w moim czytelniczym guście od tego czasu zmieniło, jak bardzo wybredna i wymagająca się stałam, haha.

5 lat... Dalej ciężko mi w to uwierzyć, bo wiele blogów na swoim koncie miałam i żaden tak długo nie przetrwał. Jestem po prostu szczęśliwa i mam nadzieję, że jeszcze trochę tutaj pobędę. Chociaż nie do końca podoba mi się kierunek, w którym zmierza czytelnicza blogosfera, to ja pragnę pozostać po prostu sobą i robić to, co robiłam dotychczas. Bez brania na siebie zobowiązań za tysiące współprac, bez pędu i obowiązków. Chcę by to miejsce było "moje", "dla mnie", by był to swego rodzaju książkowy dziennik. I tego póki co się trzymam.

Wiele było w ciągu tych pięciu lat momentów zwątpienia, chęci do usunięcia bloga, ale cieszę się, że przetrwałam te gorsze chwile. Teraz już wiem, że dłuższe przerwy w pisaniu wcale nie są takie złe, że świat się nie zawali. Blog jest dla mnie, nie ja dla bloga.

Daruję sobie statystyki, bo rok temu też ich nie robiłam. Mimo że blog funkcjonuje już tyle lat, to statystyki nie są powalające, nie angażuję się zbytnio w jego promowanie, bo wolę ten czas wykorzystać na czytanie i inne pasje. Ale...

...mam swoich stałych czytelników, którzy zaglądają do mnie regularnie, są osoby, które pojawiają się rzadziej, czy jednorazowo, ale wszystkim Wam dzisiaj serdecznie dziękuję za wasze komentarze, miłe słowa, za dzielenie się swoimi odczuciami na temat książek, za wszelkie polecenia i motywację, którą mi stale dostarczacie. DZIĘKUJĘ!

Wydawnictwom, z którymi przez te lata miałam okazję współpracować lub współpracuję dalej, dziękuję za zaufanie i możliwość poznania wielu fantastycznych tytułów!


18.07.2017

Nicola Yoon - Ponad wszystko


Tytuł: "Ponad wszystko"
Autor: Nicola Yoon
Ilość stron: 327
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Zawsze przepadałam za książkami, poruszającymi temat chorób, więc sięgnięcie po "Ponad wszystko" było tylko kwestią czasu. Podchodziłam do tego tytułu z dużą ostrożnością, bo sporo książek młodzieżowych mnie już zawiodło, ale ta, na szczęście, nie dołączy do tego pechowego grona.

Maddy jest ciężko chora. W ogóle nie może wychodzić z domu, bo skończy się to dla niej śmiercią. Maddy jest uczulona dosłownie na cały świat. Jedyne osoby, które z nią przebywają to jej mama i pielęgniarka, inne nie mają nawet wstępu do jej domu. Dziewczyna jest sama jak palec, nie ma znajomych, uczy się przez internet. Zamknięta w czterech ścianach, wyizolowana, nienauczona prawdziwego życia, próbuje jakoś je sobie zorganizować.

Maddy jest przyzwyczajona do swojego losu, ale do czasu. Bo pewnego dnia zjawia się On - Olly i nagle życie nie jest już takie samo. Nastolatka zakochuje się i coraz bardziej odczuwa swoją beznadziejną sytuację...

"Ponad wszystko" to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam. Styl autorki jest lekki i sprawia, że tę książkę po prostu pochłonęłam, ciekawa, co zastanę na kolejnych stronach. A z każdą kolejną kartką czekało na mnie coraz więcej emocji. Zaangażowałam się w tę historię, polubiłam bohaterów, kibicowałam im, współczułam, analizowałam ich zachowania. Myślę też, że "Ponad wszystko" może być swego rodzaju motywacją do zmiany swojego życia, bo pokazuje, jak z pozoru banalne rzeczy typu spacer, mogą być dla niektórych nieosiągalne, a dla nas są często niedoceniane. Warto korzystać z życia, po prostu!

Myślałam, że nie zaskoczy mnie ta historia. A jednak! Zakończenie było dla mnie faktycznie niespodzianką i wtedy też książka bardziej zyskała w moich oczach, zmusiła mnie do przemyśleń. Pewne podejrzenia, co prawda, miałam, ale okazały się one nietrafione. Spodziewałam się płytkiej i banalnej historii, a dostałam opowieść pełną emocji. Serdecznie polecam!

12.07.2017

Paweł Reszka - Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy


Tytuł: "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
Autor: Paweł Reszka
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne








Już jako pięcioletnia dziewczynka marzyłam o zostaniu lekarzem. Właściwie to ta myśl towarzyszyła mi przez wiele, wiele lat, ale zawsze też studia medyczne wydawały mi się nieosiągalne. Teraz kończę szkołę średnią i jeszcze do niedawna ta medycyna mi się marzyła, miałam wysokie ambicje. Ale przeczytałam tę książkę....


Różne są pobudki ludzi, którzy chcą zostać lekarzami. Jedni chcą wykonywać ten zawód tylko dla pieniędzy, inni mają powołanie, a jeszcze inni idą na studia medyczne, by podtrzymać rodzinną tradycję. Niezależnie od motywów, warto wiedzieć, jak to naprawdę wygląda od kuchni. A wygląda to, niestety, bardzo źle.

Autor skrupulatnie przygotował się do napisania tej książki. Zatrudnił się nawet jako sanitariusz, by zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje. Najważniejsze są tu jednak słowa lekarzy, którzy anonimowo, ale za to szczerze, zdradzają, jak naprawdę wygląda ich praca, płaca i kontakt z pacjentami.

Niskie płace to jedno, ale wspomnieć o tym koniecznie trzeba, bo wiele osób chce studiować medycynę tylko i wyłącznie dla pieniędzy, licząc na opływanie w luksusie. A to tak wcale nie wygląda. Haruje się (zwłaszcza na początku) za marne grosze, biorąc pod uwagę lekarskie poświęcenie, odpowiedzialność i wieloletnią naukę. Dyżur za dyżurem, potem przychodnie i prywatne praktyki, bo inaczej nie starcza na opłacenie rachunków. A gdzie czas dla siebie, dla rodziny, gdzie czas na sen? A potem pacjent trafia na lekarza po 36 godzinach ciągłej pracy. Czy można się dziwić, że taki lekarz jest opryskliwy, że popełnia błędy?

To jednak nie tylko książka dla studentów medycyny, czy przyszłych kandydatów. Warto po nią sięgnąć nawet gdy jesteśmy tylko pacjentami, bo pozwala pewne rzeczy lepiej zrozumieć i zdecydowanie otwiera oczy. Ja od teraz na pewno inaczej będę patrzeć na lekarzy, z większą wyrozumiałością.

Niewiele jest książek, które coś w moim życiu zmieniły, ale ta do nich należy. To ona pozwoliła mi podjąć decyzję o mojej przyszłości, a konkretnie o tym, że medycyna nie jest dla mnie. Że pomimo mojego zainteresowania ludzkim organizmem i człowiekiem, nie dałabym rady w takiej pracy. Pokonałyby mnie nie niskie płace, ale system i organizacja pracy, która zaczyna przypominać jakiś obóz. Po prostu moje życiowe wartości nigdy nie dopasują się do ciągłej harówki i przepracowania.
Ale wiecie, to tylko moje przemyślenia. Warto przeczytać i stworzyć własny obraz. Do tego Was zachęcam!

07.07.2017

Polecanki #1

Sporo czasu spędzam w sieci i często trafiam na materiały, z którymi chciałabym się podzielić. Stąd właśnie pomysł na nowy cykl: Polecanki. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie.

  • Uzależniłam się ostatnio od kanału Living Big In a Tiny House. Jeśli chcecie zobaczyć, jak pięknie można urządzić swój dom w autobusie albo przyczepie kempingowej, to zerknijcie koniecznie. Albo, jak żyje się w mieszkaniu, mającym 8m2. Niesamowite, jak ogromna jest ludzka pomysłowość! 


  • Bardzo ciekawy wykład na temat samotności - KLIK.
  • Nie da się ukryć, że polski to nie jest łatwy język, zwłaszcza dla obcokrajowców. Poznajcie jednak  Tony'ego, który radzi sobie z nim znakomicie! A przy okazji można posłuchać, jak postrzega on Polaków. 
  • Pozostając w temacie obcokrajowców mieszkających w Polsce to serdecznie polecam bloga Polonization. Leah jest Amerykanką i dzieli się ze swoimi czytelnikami swoimi odczuciami na temat naszego państwa. 
  • Smakowicie prowadzony profil na Instagramie, czyli o tym, co warto zjeść we Wrocławiu. KLIK
Tyle poleceń na dziś. Kolejne już wkrótce.:) A co Wam wpadło ostatnio w oko?

03.07.2017

Remigiusz Mróz - Deniwelacja


Tytuł: "Deniwelacja"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Filia
Tom: IV
Cykl: Komisarz Forst

Opis z okładki:
"Gdzie jest Wiktor Forst? To pytanie zadają sobie zakopiańscy śledczy, gdy topniejący w Tatrach śnieg odsłania makabryczny widok na zboczach Giewontu. Odnalezione zostają zwłoki grupy kobiet, których za życia nic ze sobą nie łączyło.
Żadna wycieczka nie zaginęła zimą na szlakach, a wszystkie ofiary wypadków w górach zostały odnalezione. W dodatku na ciałach nie ma żadnych śladów świadczących o tym, by doszło do zabójstw. Kiedy w Zakopanem znikają jednak kolejne kobiety, nie ma wątpliwości, że na Podhalu pojawił się seryjny zabójca. Policja odkrywa ślad prowadzący do Wiktora Forsta. Problem polega na tym, że nikt nie wie, gdzie od roku przebywa były komisarz…?"

"Deniwelacja" znacząco różni się od poprzednich tomów tego cyklu. Brakuje tu tej specyficznej, pędzącej łeb na szyję akcji i braku wytchnienia. Jest dużo spokojniej, ale dalej intrygująco i ciekawie, co sprawiło, że przeczytałam tę książkę błyskawicznie. Aczkolwiek to już nie jest to, co wcześniej. Brakowało mi tego specyficznego klimatu.

Seria z komisarzem Forstem ma to do siebie, że jest zupełnie odrealniona, a ilość nieprawdopodobnych zdarzeń nawet mnie w którymś tomie zmęczyła i przerosła. Tutaj jest już bardziej realnie, autor zwolnił, skupił się na rozpoczętych wątkach, ale też tradycyjnie namieszał w mojej głowie. Było sporo niewiadomych, które z czasem zaczęły składać się w logiczną całość.

Nie sposób przy pisaniu o książkach Mroza nie wspomnieć o zakończeniu, bo autor zawsze ma dla czytelników jakąś "bombę". Tak też jest i tym razem. Co prawda nie mam poczucia, że muszę "już, teraz, zaraz"  sięgnąć po kolejną część, ale nie kryję też, że czuję się zaintrygowana.

Z moją sympatią do komisarza Forsta było różne, ale ostatecznie go polubiłam. Mam wrażenie, że autor traktuje go jak worek treningowy. Tym razem Forst nie gra pierwszych skrzypiec, pojawia się za to na kartach powieści sporadycznie, a jego działania są zagadką. Na pierwszy plan wysuwa się zaś prokurator Dominika Wadryś-Hansen, na której mogłam się teraz lepiej skupić.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się, że będzie kolejna część przygód Forsta. A jednak! Mróz zaskakuje. Jestem ciekawa, co wymyśli dalej, bo ta część to w sumie dla mnie taka niewiadoma. Coś jakby wstęp do czegoś większego. I taką mam nadzieję, bo inaczej ciągnięcie tej serii będzie zupełnie bezsensowne. A tasiemców nie lubię, więc pewnie będę podchodziła z pewną dozą niepewności do kolejnej lub kolejnych części.

01.07.2017

Podsumowanie czerwca 2017

Połowa roku za nami. Niezwykle szybko minęły mi te miesiące, zbyt szybko...



Czerwiec zawsze był dla mnie miesiącem bardzo luźnym, w zasadzie już wolnym od nauki. Tym razem było jednak inaczej, bo czekały mnie dwa ważne egzaminy, które przysporzyły mi sporo stresu i wypompowywały ze mnie większość energii. Na szczęście wszystko mam już za sobą i z ulgą zaczynam zasłużone wakacje. Być może moje ostatnie, takie prawdziwe i leniwe wakacje, bo w maju czekają mnie matury, a od razu po nich planuję przeprowadzkę, szybkie szukanie pracy w nowym mieście itd.

Książki

W czerwcu, mimo wszystkich niedogodności, przeczytałam sporo. Bo ja już tak mam, że nawet, gdy nie mam czasu i mam świadomość, że wiele muszę danego dnia zrobić, to zawsze znajdę chwilę na zerknięcie do książki. I tak oto udało mi się ich przeczytać aż 11!

Pierwsze 3 to książki dotyczące zdrowego odżywiania, bo dietetyka stała się rok temu moją wielką pasją i chcę stale pogłębiać swoją wiedzę:
1. Peter Green, Rory Jones - "Gluten na widelcu"
2. "Sekretne życie jelit. 21 sposobów na zdrowe odżywianie"
3. Julita Bator - "Zamień chemię na jedzenie" cz.1 i 2

A pozostałe tytuły to:
4. Donato Carrisi - "Hipoteza zła"
5. Paulina Mikuła - "Mówiąc inaczej"
6. John Boyne - "Chłopiec na szczycie góry"
7. Patrick Ness - "Siedem minut po północy"
8. J. A Redmerski - "Na krawędzi nigdy"
9. Janusz Świtaj - "12 oddechów na minutę"
10. Capole Truman - "Śniadanie u Tiffany'ego"

Razem 3237 stron.

Serial

W czerwcu obejrzałam serial "Trzynaście powodów", który tak wiele osób chwaliło. Co prawda książki nie doczytałam, bo jakoś mnie zanudziła, ale serial pochłonęłam. Oglądałam odcinek za odcinkiem, ciekawa finału. A teraz czekam na drugi sezon!

Pierwszy sezon to 13, trzymających w napięciu odcinków. Jest to serial pełen dramatów, zmuszający do refleksji. Jestem ciekawa, co będzie dalej.

Język angielski

Jestem z siebie dumna, bo odważyłam się zacząć mówić po angielsku i to z zupełnie obcą osobą. O tym jednak pisałam TUTAJ.

Zaczęłam też czytać po angielsku książkę pt. "Bad Romeo" (w Polce wydana jako "Zły Romeo") - co prawda jakoś mnie szczególnie nie zachwyca, ale doczytam ją, bo język jest dla mnie na tyle łatwy, by czytać bez przeszkód i konieczności zaglądania do słownika.

Plany na lipiec

Za kilka dni odwiedzę razem z przyjaciółką Wrocław, więc szykują nam się 2 dni intensywnego chodzenia, bo chcemy w tym czasie zobaczyć jak najwięcej.
A poza tym nauka do matury, bo chcę mieć świadomość, że robię wszystko, by dostać się na upragnione studia.
No i książki oczywiście! Jak się uda to chcę sięgnąć jeszcze po jakiś anglojęzyczny tytuł, żeby ciągle szlifować angielski.

Jak Wasz czerwiec? Co planujecie robić w Lipcu?

29.06.2017

Czy można ufać opiniom na portalach książkowych? Uwaga, OSZUŚCI!

Dzisiaj natknęłam się na poważne oszustwo na jednym z portali książkowych. Co tu dużo tłumaczyć, zerknijcie sami:


Opinie pod książką pt. "Sekretne życie jelit. 21 sposobów na zdrowe odżywianie" ( tutaj tylko 3, ale takich "fałszywek" jest dużo więcej, zresztą zobaczcie sami - wychodzi kilkanaście nieprawdziwych w moim odczuciu kont)


 A tu screeny profili tych "użytkowników"



Przypadek? Nie sądzę...  Sprawę już głosiłam do Lubimy Czytać, ale niesmak do wydawnictwa pozostanie już na zawsze...

18.06.2017

Językowo: Mówienie, czyli gdy nagle brakuje Ci słów

Uczę się angielskiego już naprawdę długo, bo od 4 klasy szkoły podstawowej. I naprawdę bardzo ubolewam nad tym, że tak mały nacisk kładzie się na mówienie. Daje się za to uczniom listy słówek, robi testy gramatyczne, czasami zadaje wypracowanie. A mówienie ogranicza się do przeczytania kilku zdań z podręcznika. Nic więc dziwnego, że umiejętność ta przysparza tyle problemów i jest źródłem stresu.


Rozumiem naprawdę dużo jeśli chodzi o słuchanie i czytanie po angielsku (czytuję nawet powieści w oryginale). Ale mówienie... Mówienie wpędza mnie w ogromy stres, zaczynam się jąkać, zapominam najprostszych słów, przerasta mnie moja blokada językowa, boję się, że zostanę niezrozumiana...



Ale, ale! Wreszcie dojrzałam do tego, by zacząć mówić, by zrobić coś z tą moją językową słabością. Dotychczas myślałam, że wystarczy na początek mówić do siebie w myślach. Sposób niby dobry, ale w moim przypadku totalnie się nie sprawdził. Bo wiecie, w swojej głowie potrafię tworzyć genialne wypowiedzi, wszystko jest takie płynne. Ale już powiedzenie tego na głos przed kimś innym takie proste i perfekcyjne zdecydowanie nie jest.

Wreszcie, po ponad roku zabierania się do tego, zrobiłam krok naprzód i założyłam konto na portalach wymiany językowej. Jest tego naprawdę sporo i jestem przekonana, że zawsze znajdziecie kogoś, kto będzie chciał z Wami porozmawiać (porozmawiać, a nie tylko czatować!). Ja znalazłam swojego partnera do rozmów na polyglotclub.com jeszcze tego samego dnia. Działa to na zasadzie wymiany językowej; ja uczę kogoś polskiego (jeśli chce, oczywiście), a w zamian ktoś uczy mnie angielskiego.

Co prawda, jestem dopiero po dwóch rozmowach (za to całkiem długich), ale chciałam Was zachęcić do spróbowania i rozmawiania! I mówi to osoba szalenie nieśmiała, przerażona kamerkami internetowymi, z zerową pewnością siebie, nieprzyzwyczajona do mówienia po angielsku i brzmienia swojego głosu. Uwierzcie, najgorsza jest pierwsza minuta rozmowy, potem jest już z górki.

Te dwie rozmowy niewiele jeszcze zmieniły jeśli chodzi o moje umiejętności mówienia, ale uświadomiły mi z czym mam problem i, co najważniejsze, pokazały, że nie ma się czego bać i wstydzić. Ok, zdarza się, że nieudolnie sformułuję pytanie (a z tym mam czasem problemy), ale ostatecznie i tak zawsze się z moim partnerem dogadam. Podbudowujące jest też to, że pomimo błędów można mnie zrozumieć, więc nie jest ze mną tak źle. Czuję się już trochę pewniej, mówię głośniej i śmielej. Żałować mogę jedynie, że zdecydowałam się tak późno.

Przyznaję, że bałam się rozmawiać z zupełnie obcą osobą (tutaj włącza się moja nieśmiałość i introwertyzm). Mój partner mieszka w Indiach i nie jest native speakerem, ale angielski zna na poziomie komunikatywnym, jest na wyższym poziomie ode mnie (a to dla mnie było najważniejsze). Jest starszy, ale póki co nie brakuje nam tematów do rozmów. Cieszę się, że tak dobrze trafiłam i to za pierwszym razem, bo nie zniechęciłam się już na samym początku. Wiadomo; na takich stronkach z pewnością nie brakuje zboczeńców i osób, które mają złe zamiary, ale są też osoby, które naprawdę chcą się czegoś nauczyć, pomóc innym, poznać inne kultury. Także warto próbować, tym bardziej, że jest to darmowe i nic nie tracimy. Możemy tylko zyskać,


Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to odważcie się! Pamiętajcie, że mówienia można nauczyć się TYLKO poprzez mówienie. Innej drogi nie ma.

15.06.2017

Wojciech Kuczok - Czarna


Tytuł: "Czarna"
Autor: Wojciech Kuczok
Ilość stron: 260
Wydawnictwo: Od deski do deski

Jeremi jest lokalnym przedsiębiorcą. Dobrze mu się powodzi, ma swoją firmę, żonę i trójkę dzieci oraz szacunek społeczeństwa, bo w końcu zatrudnia u siebie mnóstwo mieszkańców Czarnej. Brakuje mu jednak prawdziwej miłości, bo jego uczucie do żony Beaty w przeciągu kilkunastu lat małżeństwa gdzieś wyparowało. Właściwie to stała się ona dla niego przestarzałym sprzętem, który jest już bezużyteczny, ale jednak szkoda go wyrzucić.

I nagle zjawia się Ona. Maria. Jest młodsza, bo 30-letnia, piękna, pracuje jako nauczycielka w szkole jego syna. Uczucie rozwija się szybko, nie brakuje namiętności i seksu. Jeremi prowadzi podwójne życie i czuje się z tym dobrze. Ale do czasu. Bo Maria chce czegoś więcej niż tylko seksu. Chce swojego ukochanego na wyłączność. Pragnie mieć z nim dziecko, razem zamieszkać. Chce być tą jedyną, a nie kochanką, którą trzeba ukrywać. Ale w życiu Jeremiego na pierwszym miejscu jest jego syn Pawełek...

"Czarna" to historia fikcyjna, ale zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Nie jest tajemnicą, że oczekiwać należy na kartach tej powieści jakieś tragedii. Ta, owszem, jest, trzeba tylko na nią poczekać. I chociaż książka nie obfituje w nagłe zwroty akcji, czy sceny rodem z horroru, to jest świetna pod względem portretów psychologicznych. Mamy tu obraz szaleńczo zakochanej kobiety, która tak mocno angażuje się w związek, że nie radzi sobie z odrzuceniem. Kochanek jest dla niej wszystkim, a z niezależnej kobiety staje się niewolnicą własnych uczuć.

Wychowałam się i na chwilę obecną nadal mieszkam w malutkiej miejscowości, więc historia przedstawiona w "Czarnej" jest dobrze dla mnie zrozumiała. Takie małe mieściny mają to do siebie, że nie pozwalają człowiekowi na prywatność. Gdy wszyscy się znają, nie ma miejsca na anonimowość i robienie tego, co nam się podoba, bez ingerencji i komentarzy innych osób. Życie w takim miejscu łatwe nie jest i bohaterowie sami się o tym przekonali. W Czarnej ciężko doszukiwać się jakiś pozytywów. Czuć za to przytłaczający klimat, wieczny pesymizm i krążące w powietrzu plotki. W Czarnej jesteś ciągle na celowniku, pod czujnym okiem wścibskiej sąsiadki. Żyjesz pod dyktando innych, ograniczasz się...
Może trochę zboczyłam z tematu, ale według mnie miejsce zamieszkania bohaterów mogło w znaczny sposób wpłynąć na rozwój tej historii, na tragiczny finał.

"Czarna" to kolejna książka z serii Na F/Aktach, którą serdecznie mogę polecić. To historia, którą warto poznać!

01.06.2017

Podsumowanie maja

Kolejny miesiąc przed nami, a wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Dziś Dzień Dziecka, dlatego życzę Wam wszystkiego najlepszego, bo przecież każdy z nas, niezależnie od wieku, ma w sobie coś z dziecka.


Maj to mój ulubiony miesiąc; czuję większą radość, bo pogoda zwiastuje już nadchodzące lato. W maju też się urodziłam, więc to pewnie temu mój ulubiony czas w roku.

Wracając jednak do książek. Przeczytałam aż 11 pozycji i w większości okazały się naprawdę bardzo dobre:
1. Jodi Picoult - "Małe wielkie rzeczy"
2. Gilly Macmillan - "Dziewięć dni"
3. Dorota Terakowska - "Tam, gdzie spadają anioły"
4. Przemysław Piotrowski - "Radykalni. Terror"
5. Donna Tartt - "Szczygieł"
6. Ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka - "Dasz radę"
7. Remigiusz Mróz - "Deniwelacja"
8. Joy Fielding - "Nie ma jej"
9. Collen Hoover - "Confess"
10. Nadia Hashim - "Dom bez okien"
11. Wojciech Kuczok - "Czarna"

Razem 4233 strony.

Czytam sporo, gorzej z regularnym pisaniem o przeczytanych książkach. Ja jednak tak już mam, że jeżeli do recenzji nie zabiorę się od razu po przeczytaniu książki albo jeszcze w tym samym dniu, to najprawdopodobniej już jej nie napiszę. Zauważyłam też, że najchętniej piszę o książkach naprawdę dobrych, bo na te przeciętne chyba już szkoda mi czasu.

W maju zaczęłam też oglądać świetny serial psychologiczny - "Magię kłamstwa". Pokazuje on, jak dużo można oczytać z mowy ciała. Serial jest naprawdę warty obejrzenia i na pewno nie będzie on stratą czasu, ale okazją do nauki. Osobiście nie potrafiłabym pochłonąć go w tydzień, bo uważam, że lepiej go sobie dawkować, więc jeśli macie mniej czasu wolnego i nie chcecie przykleić się do monitora na długie godziny to tym bardziej zachęcam.


Rozpoczęłam też 4 sezon serialu "How I met your mother?". Jest on oczywiście dostępny w języku polskim, ja jednak uczę się z nim angielskiego i oglądam w oryginale. Serial jest śmieszny, odcinki krótkie, fajny do nauki języka. To coś w stylu "Friends".


Jak minął Wam maj? 

28.05.2017

Simon Beckett - Zimne ognie



Tytuł: "Zimne ognie"
Autor: Simon Beckett
Ilość stron: 353
Wydawnictwo: Czarna Owca

Kate Powell jest singielką, odnosi sukcesy zawodowe i lubi sama o sobie decydować. Jednak w pewnym momencie swojego życia odkrywa, że czegoś jej jednak brakuje. Pragnie dziecka, ale po nieudanym związku nie chce pakować się w kolejny. Decyduje się zatem na inseminację. ale chce zrobić to na własnych zasadach i sama znaleźć dawcę, by wiedzieć, kto będzie ojcem dziecka. Na jej ogłoszenie szybko odpowiada Alex Turner - psycholog kliniczny, który zdaje się być kandydatem idealnym.

Znając genialną "Chemię śmierci" tego autora i kolejne książki z tej serii, czuję się bardzo "Zimnymi ogniami" zawiedziona. Nigdy bym nie powiedziała, że tak "łagodna" i tak pozbawiona emocji powieść może wyjść z rąk pana Becketta. Aż ciężko w to uwierzyć.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, ale tylko temu, żeby jak najszybciej sięgnąć po coś innego. Niestety, ale więcej w niej wad niż zalet. Przede wszystkim "Zimne ognie" to książka przewidywalna od początku do końca, zupełnie pozbawiona elementów zaskoczenia, do których jestem u pana Becketta przyzwyczajona. Po drugie, naiwność głównej bohaterki okropnie mnie raziła i zastanawiałam się, gdzie ta niby ostrożna kobieta ma w ogóle mózg, bo jej zachowanie i przemyślenia sobie zaprzeczały. Po trzecie, wieje nudą. Nie dość, że książka długo próbuje się rozkręcać to ostatecznie ciężko powiedzieć, że w ogóle to robi. Autor wszystko przeciąga, robiąc z "Zimnych ogni" bardzo średnią powieść obyczajową, a nie thriller.

Żeby nie było tak negatywnie to wspomnę o zaletach, na które zwróciłam uwagę. Cieszy mnie bowiem fakt, że autor zwrócił uwagę na potężną moc portali społecznościowych, pokazał, jak w łatwy sposób mogą zniszczyć życie i jak szybko rozprzestrzeniają się informacje. Hmmm, i to chyba tyle z zalet.

Jeśli chodzi o Becketta to z czystym sumieniem polecić mogę serię z Dr Davidem Hunterem - na pewno się nie zawiedziecie. Zaś "Zimne ognie" lepiej sobie odpuścić.

20.05.2017

Przemysław Piotrowski - Radykalni. Terror

Po raz pierwszy z twórczością Przemysława Piotrowskiego spotkałam się przy okazji czytania "Drogi do piekła". Książka była mocna, zdecydowanie męska i nie ukrywam, że bardzo mi się spodobała. Nie wahałam się więc ani chwili, gdy zobaczyłam "Radykalnych. Terror". Już sam opis jest zapewnieniem, że książka jest brutalna i nic dziwnego, że jeszcze przed jej wydaniem zaczęła budzić kontrowersje...


Tytuł: "Radykalni. Terror"
Autor: Przemysław Piotrowski
Ilość stron: 410
Wydawnictwo: Videograf
Tom: I
Cykl: Radykalni

Jest rok 2023. Układ z Schengen jest już przeszłością, a Europa pogrąża się w coraz większym kryzysie. Radykalni Muzułmanie stopniowo przejmują świat, wprowadzają strefy szariatu. Na ulicach robi się niebezpiecznie.

Hiszpania. Kuba jest polskim studentem i przebywa tu na studenckiej wymianie. Zakochuje się w pięknej Arabce - Nawal - z którą spodziewa się dziecka. Niestety ich szczęście nie trwa długo, bo kobieta zostaje brutalnie zabita przez własną rodzinę, a Kuba oraz jego przyjaciel Michał ledwo uchodzą z życiem. To jednak nie koniec koszmaru, bo porwana zostaje Monika - partnerka Michała.

Choć ta historia jest tylko fikcją literacką, to nie da się ukryć, że może ona za jakiś czas stać się prawdziwa, a  podobny obraz zobaczymy na ulicach naszych miast. Czytając tę książkę wielokrotnie byłam w szoku. Zaczęłam z jeszcze większym niepokojem patrzeć w przyszłość. Uderzyło mnie, jak mimo tej całej fikcji, ta historia jest prawdziwa, jak trafne są spostrzeżenia autora. Ta książka to prawdziwy horror, w którym największym potworem jest człowiek. Nie, przepraszam. To jeszcze gorsze niż horror.

Byłam przygotowana na mocną lekturę i się nie zawiodłam. Brutalność wręcz wylewa się z kart powieści. Nie brakuje krwawych i przerażających scen, które poruszą chyba każdego, bo nie można ze spokojem czytać o takim okrucieństwie, gdzie człowiek jest człowiekowi największym wrogiem. Książka jest mroczna i ponura, a opisy dosadne i zdecydowanie dla osób o mocnych nerwach!

Nienawiść to słowo klucz tej powieści. A gdzie jest nienawiść tam w końcu jest i wojna. Autor w perfekcyjny sposób pokazał, jak rodzi się nienawiść, jak szybko się rozwija oraz do czego zdolny jest ogarnięty nią człowiek.

Dodam jeszcze, że autor przekazuje sporo wiedzy na temat islamu. Przyznać muszę, że dowiedziałam się wiele nowego zarówno o wyznawcach tej religii , jak i jej samej. Autor na koniec też wspomina, że miał w swoim życiu styczność z radykalnymi islamistami, więc zdecydowanie można mu zaufać i potraktować tę książkę jako sprawdzone źródło wiedzy.

Jestem przekonana, że o tej książce będzie głośno oraz że ta seria (bo "Radykalni. Terror" to na razie tylko pierwszy tom) odniesie wydawniczy sukces. To jest tytuł, który nie tylko warto, ale który TRZEBA, koniecznie TRZEBA przeczytać!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Videograf!

14.05.2017

Chris Carter - Rzeźbiarz śmierci



Tytuł: "Rzeźbiarz śmierci"
Autor: Chris Carter
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: IV
Cykl: Robert Hunter






Ktoś w brutalny sposób morduje prokuratora Dereka Nicholsona, ćwiartkując jego ciało, a z odciętych części tworząc dziwną rzeźbę. Sprawa od razu staje się priorytetowa i pełna niewiadomych, bo Nichalson i tak był umierający na raka i nie pozostało mu już wiele czasu, więc po co to morderstwo? Robert Hunter wie, że trzeba szybko ująć sprawcę, bo może zaatakować ponownie.

"Rzeźbiarz śmierci" to czwarta część z serii z Robertem Hunderem i zarazem czwarta książka tego autora, którą poznałam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Generalnie od początku byłam zachwycona piórem pana Cartera i jego tytuł czytało mi się rewelacyjnie, wprost nie mogłam się oderwać. Tak też było i tym razem, ale nie bez "ale"...

"Ale", ponieważ mam wrażenie, że powoli chyba się przejadłam jego twórczością. To, co początkowo zachwycało, teraz stało się normalne, a ja zaczęłam zauważać coraz więcej podobieństw do poprzednich tytułów i pewną schematyczność. Owszem, przedstawiona w "Rzeźbiarzu śmierci" zbrodnia jest wymyślna i brutalna, do czego autor już mnie przyzwyczaił, ale w sposobie jej rozwiązania jest już ta powtarzalność. Bo wiecie, Robert Hunter to policyjny geniusz, mistrz psychologii, znawca ludzkich zachowań itd. Wcześniej, czy później, rozwiąże każdą zagadkę. Ale mnie już chyba zaczyna powoli nudzić to jego "wszechwiedzenie". Cóż, może błąd jest po mojej stronie, bo powinnam sobie dawkować jego książki, a nie czytać je właściwie jedna za drugą, bo wtedy ewentualne mankamenty są bardziej odczuwalne. Dodam tu jeszcze, że trochę denerwujące jest powtarzanie, jak to partner z pracy Roberta poznał swoją żonę. Dla nowych czytelników, którzy nie czytają po kolei może to i dobrze, ale dla osoby, która jest świeżo po przeczytaniu poprzednich tomów, powoduje to tylko znużenie.

Mimo tego uczucia, że "to już było" nie mogę nie napisać, że i ta mi się podobało, a książkę pochłonęłam. Swoje oczywiście robią króciutkie rozdziały i na przeczytaniu jednego się na pewno nie kończy. Jest trochę leniwiej niż w poprzednich tomach, zbrodnie nie są aż tak brutalne, a już na pewno nie są aż tak brutalnie opisane, jak to było poprzednio.

Jako że jest to seria o Robercie Hunterze normalnym jest, że jego życie prywatne ma znaczenie. Tutaj jednak kompletnie jest to zaniedbane, właściwie nie dzieje się u niego nic ciekawego. Tak, jakby autor przestał mieć pomysł na tą postać i skupiał się tylko na jego geniuszu w pracy.

Po kolejną część również zamierzam sięgnąć, ale to za jakiś czas. Teraz muszę od tej serii odpocząć.

08.05.2017

Jodi Picoult - Małe wielkie rzeczy



Tytuł: "Małe wielkie rzeczy"
Autor: Jodi Picoult
Ilość stron: 609
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Jodi Picolut to jedna z moich ulubionych autorek. Cenię sobie jej twórczość za dojrzałość i tematykę, która zawsze zmusza mnie do refleksji i wywołuje szereg emocji. Jej książki zdecydowanie zapadają w pamięć.

Ruth Jefferson od dwudziestu lat pracuje w szpitalu jako położna. Kobieta uwielbia swoją pracę i wykonuje ją z największą starannością i zaangażowaniem. Jest lubiana przez swoje współpracownice, cieszy się ich szacunkiem, a pacjentki ją uwielbiają. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Rodzi się Davis, a jego rodzice, Turk i Brit, nie życzą sobie, by Ruth zbliżała się do ich syna, bo kobieta jest czarnoskóra. Ich życzenie zostaje spełnione, co mocno uderza w Ruth, która czuje, że jest dyskryminowana.

Gdy Davis przechodzi rutynową operację, zostaje, przez braki w personelu, pod opieką Ruth. Nagle dziecko staje się sine i pomimo lekarskiej pomocy umiera. Zrozpaczeni rodzice oskarżają o śmierć ich syna Ruth.

"Małe wielkie rzeczy" to książka, której nie czytało mi się łatwo. Z jednej strony ciekawa byłam rozwoju sytuacji, ale z drugiej czułam jakąś blokadę, zbyt dużo myśli kumulowało się w mojej głowie i domagały się uwagi, dogłębnego przemyślenia. Autorka porusza tutaj temat rasizmu, który, niestety, jest nadal w XXI wieku aktualny. Chociaż świat idzie do przodu, rozwija się technika to niestety niekoniecznie idzie to z rozwojem człowieka, który często nadal ogarnięty jest różnymi uprzedzeniami. Wyznajemy, że wszyscy jesteśmy równi, że jesteśmy tolerancyjni, a kolor skóry to tylko kolor skóry, ale czy na pewno?

To nie jest książka, którą można sobie czytać tak po prostu, bez emocji. To nie jest książka, po którą warto sięgać w autobusie czy miejscu publicznym. Ona zasługuje na spokojną degustację w domowym zaciszu, bez zbędnych przerywaczy. U mnie wywołała szereg emocji i zmusiła do refleksji. Obudziła coś we mnie, pozwoliła mi inaczej spojrzeć zarówno na siebie, jak i na otaczający mnie świat. Dodam też, że kilka razy prawie się rozkleiłam, zwłaszcza podczas czytania scen ze szpitala. Książka ta pokazała, jakim cudem jest nowe życie i jak ważna jest praca położnej. Coś pięknego.

Jednak "Małe wielkie rzeczy" to nie tylko temat dyskryminacji rasowej i rasizmu. To także historia o najpiękniejszej miłości - matczynej, która przezwycięży wszystko, pomimo bólu i cierpienia. Pokazuje, jak wiele jest w stanie zrobić matka dla swojego dziecka, by zapewnić mu godne życie i bezpieczeństwo.

Przeczytałam praktycznie wszystkie książki Jodi Picoult i co łatwo zauważyć, są one w pewien sposób schematyczne. Autorka zabiera czytelników na salę sądową, często też do szpitali. Tak jest i w tym przypadku. Ja, jako fanka zagadnień sądowych i amerykańskich rozpraw, nie mam nic przeciwko. I chociaż ta schematyczność może dla niektórych być wadą, to dla mnie jest pewną gwarancją, bo wiem, czego oczekiwać i wiem, że raczej się nie zawiodę. Dla tych, którzy jeszcze z twórczością Jodi Picoult nie mieli do czynienia, napiszę, że sprawa sądowa gra tutaj, można powiedzieć, pierwsze skrzypce. Są przesłuchania świadków, jest wybór ławników, jest i prawnicze spojrzenie na proces oraz sztuczki sądowe.

W posłowiu sama Jodi Picoult przyznaje, że pisanie tej książki nie było dla niej łatwe, wahała się, czy powinna to robić. Ja jednak cieszę się, że tytuł ten wyszedł spod jej pióra, bo przyznać muszę, że to jedna z lepszych jej książek w moim osobistym rankingu. Widać, że autorka porządnie do jej pisania przygotowała, że korzystała z pomocy wielu osób, co czyni ten tytuł jeszcze bardziej profesjonalnym i rzetelnym. Jestem przekonana, że "Małe wielkie rzeczy" będzie jedną z najważniejszych książek 2017 roku.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka