13.12.2017

Mia Clase, Lina Nertby - Food Pharmacy



Tytuł: "Food Pharmacy"
Autorki: Mia Clase, Lina Nertby
Ilość stron: 184
Wydawnictwo: Otwarte

Uwielbiam książki dotyczące zdrowego odżywiania, bo sama na sobie przekonałam się, jak ważne jest to, co spożywamy i że odpowiednie jedzenie naprawdę potrafi człowieka wyleczyć z wielu przypadłości. Dlatego też z ciekawością sięgam po kolejne tytuły, które właśnie takową tematykę podejmują. Tym razem mój wybór padł na "Food Pharmacy" - książkę napisaną przez dwie blogerki, prowadzące też blog o tym samym tytule.

O tym, że książka już samą okładką przyciąga wzrok, chyba mówić nie muszę. Jest naprawdę pięknie wydana, bardzo estetycznie i minimalistycznie, po prostu ze smakiem! Ale nie to jest przecież najważniejsze, więc przejdźmy dalej.


"Food Pharmacy" to książka, która napisana jest niezwykle lekko, bez skomplikowanego słownictwa. Nada się więc idealnie dla każdego, nawet największego laika. Nie brakuje w niej też humoru. Uważam, że jest to idealna pozycja dla osób, które dopiero stawiają pierwsze kroki w walce o swoje zdrowie i chcą zacząć zdrowo się odżywiać. Wtedy jak najbardziej "Food Pharmacy" polecić mogę.
Jednak ja nie dowiedziałam się z tej książki niczego, czego bym już wcześniej nie wiedziała, ale tak jak już wspominałam - wiele już publikacji na podobne tematy czytałam i słuchałam wielu wykładów. W książce tej zawarta jest wiedza podstawowa, a nawet bardzo podstawowa.

Dla mnie fajnym dodatkiem było te kilka przepisów podanych przez autorki. Chyba będę musiała kilka z nich wypróbować!



10.12.2017

Yael Adler - Skóra. Fascynująca historia


Tytuł: "Skóra. Fascynująca historia"
Autor: Yael Adler
Ilość stron: 382
Wydawnictwo: Feeria

Skóra to zewnętrzna powłoka naszego organizmu. Pełni szereg funkcji; chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, osłania narządy, reguluje temperaturę ciała itd. Jest także naszą wizytówką i wpływa na nasz wygląd. Wymieniać można by jeszcze długo. Jedno zaś jest pewne - warto o naszej skórze dowiedzieć się czegoś więcej.

Jakiś czas temu czytałam inną książkę wydawnictwa Feeria, która w całości poświęcona została jelitom (recenzja TUTAJ). Zachwycona lekkością pióra jej autorki od razu zapragnęłam przeczytać i "Skórę", chociaż została napisana już przez kogoś innego. Nie zmienia to jednak faktu, że Dr Yael Adler, lekarz dermatolog i dietetyk, zna się na swojej pracy i potrafi w prosty i humorystyczny sposób przekazać wiedzę nawet największym laikom. Dzięki temu nie można mówić o nudzie, czy nadmiarze zbędnych informacji. Książka ta nie przypomina żadnego podręcznika dla studentów medycyny, więc spokojnie każdy się w niej odnajdzie.

Sięgając po tę książkę miałam pewne domysły, co w niej zastanę. Myślałam, że głównie będzie poruszany temat twarzy, trądziku itd. Jakie było moje zdziwienie (pozytywne oczywiście), gdy autorka zwróciła także uwagę na rolę skóry w relacjach międzyludzkich, czy podczas seksu oraz napisała o wpływie odżywiania na jej kondycję.

O czym przeczytamy w tej książce? O tym, jak zbudowana jest skóra i jakie funkcje pełni, jak zmienia się wraz z wiekiem i jaka pielęgnacja jest kluczem do jej zdrowego wyglądu. Jest też o tym, dlaczego tatuaże to nienajlepszy pomysł i czy warto decydować się na botoks. Omówione został też najpopularniejsze choroby skóry. Autorka często też podaje przykłady ze swojego życia zawodowego. Polecam serdecznie!

07.12.2017

Alice Feeney - Czasami kłamię


Tytuł: "Czasami kłamię"
Autor: Alice Feeney
Ilość stron: 350
Wydawnictwo: WAB

Amber Reynolds po wypadku samochodowym leży w szpitalu w śpiączce. Jest świadoma, słyszy wszystko, co się wokół niej dzieje, ale nie potrafi się obudzić i dać znaku życia. Zdana jest na swoich bliskich i personel medyczny. Kobieta nie pamięta, co się stało, kto spowodował wypadek. Czy to mąż chciał ją zabić? Ze strzępków rozmów przy jej łóżku, Amber wracają wspomnienia. Ale które z nich są prawdziwe? I co wydarzyło się na prawdę?

Gotowi na prawdziwą jazdę bez trzymanki? Na książkę niebanalną i pozbawioną schematyczności? W takim razie "Czasami kłamię" zdecydowanie przypadnie Wam do gustu. Tutaj nic nie jest oczywiste, kłamstwa mnożą się i ze strony na stronę robi się coraz bardziej tajemniczo. Przyznaję, że początek książki wydał mi się zwyczajny, w głowie miałam kilka scenariuszy, co się stało z główną bohaterką. Żaden jednak nawet nie stał obok rozwiązania przygotowanego przez autorkę. Dzieje się tu, oj dzieje! To niczym jazda bez trzymanki, podczas której brak czasu na wzięcie oddechu. Akcja toczy się szybko, nie brakuje zwrotów akcji, a odróżnienie prawdy od kłamstwa nie jest łatwym zadaniem. Ta książka jest jak labirynt - gdy już wejdziesz, to tak szybko nie wyjdziesz. "Czasami kłamię" niesamowicie wciąga i robi w głowie porządny mętlik, a na twarzy pozostawia nieustanny wyraz zdziwienia i zaskoczenia.

Opowieść prowadzona jest przez główną bohaterkę na trzech płaszczyznach czasowych, które wzajemnie się przeplatają. Wyrażenia teraźniejsze poznajemy z perspektywy osoby w śpiączce, która uwięziona jest we własnym ciele i chociaż wszystko słyszy i jest świadoma, to nie może nic z tym zrobić, jest niczym marionetka. Zaś wydarzenia z przeszłości ukazują życie bohaterki sprzed wypadku. Są także rozdziały w formie pamiętnika, odnoszące się do dzieciństwa dziesięcioletniej Amber. Dzieciństwa trudnego, nieszczęśliwego i pozostawiającego trwały ślad na psychice.

Wróżę tej książce ogromny sukces, zresztą już chyba go odniosła. "Czasami kłamię" to genialny i niebanalny thriller psychologiczny, który koniecznie trzeba przeczytać. Dajcie się porwać w przygotowaną przez autorkę grę i odkryjcie prawdę, podążając krętymi drogami pełnymi ślepych tropów i zwrotów akcji. Dobra zabawa gwarantowana!

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

05.12.2017

Podsumowanie listopada 2017


Nadszedł grudzień; święta coraz bliżej, matura także, a doba ciągle za krótka. Poranki jednak zawsze staram się poświęcić na czytanie, bo wiem, że popołudniami zawsze brakuje mi na to czasu.
Listopad chociaż był zabiegany, to zakończony z bardzo dobrym wynikiem - udało mi się przeczytać 12 książek!

Były to:
1. Michalina Wisłocka - "Sztuka kochania"
2. Ireneusz Wawrzaszek - "Romeo i Julia z KL Auschwitz"
3. W. Bruce Cameron - "Psiego najlepszego"
4. Anna Sundbeg - "Żona terrorysty"
5. Sarah Pinborough - "Co kryją jej oczy"
6. Tess Gerritsen - "Sekret, którego nie zdradzę"
7. Any Gentry - "Stracona"
8. Danielle L.Jensen - "Porwana pieśniarka"
9. Mariusz Sepidło - "Himalaistki. O kobietach, które pokonały każdy szczyt"
10. Alice Feency - "Czasami kłamię"
11. Mia Clase, Aurell Lina Nertby - "Food Pharmacy"
12. Henry Marsch - "Po pierwsze nie szkodzić"

Zaś z serii "Językowo" na blogu pojawił się wpis na temat magazynu English Matters - KLIK

Plany na grudzień?
Odpocząć i cieszyć się świętami. Książek na przeczytanie czeka też sporo, więc mam nadzieję, że i dla nich znajdzie się w grudniu czas.

Jak minął Wasz listopad? Jakie macie plany na grudzień?

01.12.2017

Tess Gerritsen - Sekret, którego nie zdradzę


Tytuł: "Sekret, którego nie zdradzę"
Autor: Tess Gerritsen
Ilość stron: 384
Wydawnictwo: Albatros
Seria: Rizzoli&Isles
Tom: 12

Detektyw Jane Rizzoli zostaje wezwana do jednego z domów, w którym znalezione zostają zwłoki młodej kobiety, twórczyni horrorów. Jej gałki oczne wyciągnięto i umieszczono na dłoni.
Kilka dni później znaleziony zostaje młody mężczyzna, któremu ktoś po śmierci wbił w serce strzały.
Co gorsza, Maura Isles nie potrafi powiedzieć, co tak naprawdę było przyczyną ich śmierci. A to dopiero początek koszmaru...

Jakby tego było mało, życie prywatne doktor Isles komplikuje się, gdy znowu zmuszona jest do spotkań ze swoją biologiczną matką - bezwzględną morderczynią.

Nazwisko autorki jest dla mnie równoznaczne z jakością. Bardzo długo przyszło mi czekać na tę część, bo ponad 2 lata i naprawdę ogromnie się stęskniłam za moim ulubionym duetem Rizzoli&Isles. Ale w końcu się doczekałam i po raz kolejny się nie zawiodłam!

Jako wielka fanka twórczości Tess Gerritsen, a w szczególności jej serii Rizolli&Isles, nie mogłam nie przeczytać najnowszej części. "Sekret, którego nie zdradzę" to już 12 tom. Jeżeli zastanawiacie się, czy można czytać nie po kolei to odpowiem, że tak, ale według mnie warto poznać całą serię od początku do końca, bo inaczej możemy mieć problemy z odnalezieniem się w życiu głównych bohaterek.

Jestem pełna podziwu dla autorki za to, że utrzymuje wysoki poziom z części na część i nie brakuje jej nowych pomysłów. Chociaż te początkowe części są rasowymi thrillerami medycznymi, a tutaj mniej już takich zagadnień, to nie zmienia to faktu, że i tę książkę Gerritsen pochłonęłam i nie mogłam się oderwać. Nie brakuje tu wartkiej akcji, zwrotów akcji, elementów zaskoczenia i typowego dla tej serii klimatu. "Sekret, którego nie zdradzę" to thriller na wysokim poziomie!

Ja oczywiście czekam z niecierpliwością na kolejny tom!

26.11.2017

English Matters nr 67 + wydanie specjalne USA

Zima tuż tuż, więc pora na zaprezentowanie zimowego numeru English Matters dedykowanego na listopad i grudzień oraz najnowszego wydania specjalnego dotyczącego USA.


W wydaniu 67 przeczytamy:
  • o pisarskich pseudonimach oraz o tym, kto się za nimi kryje. O ile pseudonim J.K Rowling mnie nie zaskoczył, tak Anne Rice, czy Agathy Christie już tak
  • o Normanie Daviesowi, który jest historykiem i autorem książki "The Isles".  W Polsce natomiast znany jest ze swoich książek na temat historii Polski. Duży szacunek dla tego Pana za promowanie Polski na arenie międzynarodowej 
  • o muzyku bluesowym, Michaelu Grimmie - uczestniku jednego z amerykańskich show muzycznych, o którym dzięki English Matters słyszę po raz pierwszy, ale już nadrabiam zaległości! 
(analizę też piosenki także znajdziemy w tym numerze)
  • wywiad z autorem książki "House of Cards i filozofia. Demokracja jest przereklamowana" - Edwardem Hackettem
  • o absurdalnych momentach w historii. Mimo że fanką historii nie jestem, wywiad przeczytałam z dużym zainteresowaniem
  • o pomocnych wyrażeniach związanych z robieniem zakupów
  • zimie w Nowym Jorku i o tym, co warto tam zobaczyć o tej porze roku + kilka filmów, które przedstawiają NY zimą
Ale to nie koniec, bo znajdziemy też inne artykuły. Jestem pewna, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, więc zostaje tylko czytać!

Teraz kilka słów na temat najnowszego wydania specjalnego, który w całości został poświęcony USA. Muszę przyznać, że czytało mi się go bardzo dobrze i zainteresował mnie każdy artykuł. Numer będzie idealny dla osób zainteresowanych USA, czy też planujących podróż do tego kraju.


Przeczytać możemy między innymi o:
  • życiu Polonii w Chicago w wywiadzie z Janem Pachlowskim. O tym, czy Chicago to faktycznie takie "American dream" jak się wydaje, o wadach, zaletach, o postrzeganiu Polaków
  • miłości po amerykańsku - sporo tutaj statystyk, porównania różnych stanów odnośnie zawierania związków małżeńskich itd.
  • bez skandali świat by nie istniał, więc i o skandalach, bardziej i mniej głośnych,  możemy przeczytać - ja przyznaję, że o większości nigdy nie słyszałam, zwłaszcza tych starszych
  • jak powszechnie wiadomo, USA podzielone jest na 50 stanów. Obowiązkowo więc znalazł się i artykuł na ten temat. W "State Patriotism" umieszczone zostały zdjęcia flag wszystkich stanów i podstawowe informacje na temat każdego z nich. Bardzo ciekawe zestawienie!
  • wyrażeniach pomocnych podczas podróżowania po Ameryce. Znajdziemy tu dialogi przepełnione slangiem, różne skróty itd. A ponadto na temat amerykańskiego żargonu poświęcono osobny artykuł - "American lingo"
  • tradycyjnie w dziale "Travel" możemy przeczytać o jakimś pięknym miejscu. Tym razem jest to Alaska. Chociaż klimat zupełnie "nie mój" to zafascynował mnie ten stan i życie jego mieszkańców. Następnie odbędziemy podróż po Las Vegas, znanym też jako Sin City, czy miasto grzechu, w którym każdy znajdzie coś dla siebie
  • zaś jeśli chodzi o analizę utworu to tym razem na tapet wzięto Metallicę, z czego ogromnie się ucieszyłam, bo uwielbiam ten zespół
Ale to nie wszystko, bo w środku czeka na nas dużo więcej artykułów. Numer jest naprawdę obszerny i warty przeczytania. Niektóre teksy są łatwiejsze, inne wydały mi się trudniejsze, ale dołączone słowniczki rozwiązują problem.



Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

21.11.2017

Ireneusz Wawrzaszek - Romeo i Julia z KL Auschwitz



Tytuł: "Romeo i Julia z KL Auschwitz"
Autor: Ireneusz Wawrzaczek 
Wydawnictwo: Pamięć i duma

Wojna, obozy koncentracyjne, Auschwitz - to słowa, które zdecydowanie nie kojarzą się z miłością. Kojarzą się za to z rozdzieleniem, cierpieniem i walką o przetrwanie w nieludzkich warunkach z wizją wyroku śmierci.

Chyba każdy z nas zna historię Romea i Julii, których miłość skończyła się tragicznie i niepozbawiona była trudności. Podobnie było z Mally Zimetbaum i Edkiem Galińskim, którzy poznali się przypadkowo w Auschwitz i od razu w sobie zakochali.

"Romeo i Julia z KL Auschwitz" Ireneusza Wawrzaszka to fabularyzowana historia miłości Mally i Edka, która oparta jest na faktach. Jest to książka niezwykle poruszająca, przepełniona obozowym cierpieniem i okrucieństwem, z którym nie można się pogodzić, którego nie można zaakceptować. Jednak w takiej właśnie scenerii przyszło się tym dwojgu spotkać i zakochać. Oboje byli młodzi, a obóz oznaczał tylko jedno - wyrok.

Historia idealnie pokazuje, że miłości i prawdziwemu, mocnemu uczuciu nie potrzebna jest wcale piękna sceneria i sprzyjające okoliczności. Miłość może przyjść w każdym momencie, nie zważając na wszelkie przeciwności losu. Daje za to nadzieję i potężnego kopniaka, który nastraja do życia pozytywnie, pozwalając choć trochę zapomnieć o problemach.

Jeżeli macie ochotę na przeczytanie prawdziwej i wzruszającej historii o miłości w Austchitz to serdecznie polecam! Momentami książka wyciska łzy, powoduje wewnętrzny bunt i złość, ale też daje nadzieję i zwraca uwagę na to, co istotne.

13.11.2017

W. Bruce Cameron - Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta


Tytuł: "Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta"
Autor: W. Bruce Cameron
Ilość stron: 296
Wydawnictwo: Kobiece

"Psiego najlepszego" to kolejne moje spotkanie z twórczością W.Bruce Camerona. Pierwsze było niezwykle udane, więc bez zastanowienia sięgnęłam i po tę książkę, licząc na piękną i ciepłą historię, która wprowadzi mnie w powoli zbliżającą się świąteczną atmosferę. I nie zawiodłam się.

Josh Michaels jest wrażliwym samotnikiem, który nie potrafi pozbierać się po porzuceniu przez swoją dziewczynę Amandę. Pewnego dnia sąsiad podrzuca mu pod opiekę ciężarną suczkę Lucy, prosząc go o kilkudniową opiekę. Josh nie ma pojęcia o zajmowaniu się psami, a tym bardziej ciężarnymi. Początkowo przerażony i niechętny, szybko jednak zmienia swoje myślenie i robi wszystko, by być jak najlepszym opiekunem.

Książki o psach uwielbiam od zawsze i z przykrością muszę stwierdzić, że jest ich zdecydowanie zbyt mało. A przecież nie od dziś wiadomo, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka, który ma ogromną moc i siłę w zmienianiu ludzkich serc na lepsze i wrażliwsze. Książka ta idealnie pokazuje, jak wiele dobrego do naszego życia mogą wnieść czworonogi, jak potrafią ogrzać nawet oziębłe serca i umysły.

"Psiego najlepszego" to historia, która mnie rozbawiła, a ostatecznie i wzruszyła. Książkę czyta się bardzo szybko, pochłonięcie jej w jeden wieczór nie jest problemem. Chociaż wydaje się przewidywalna to wcale taka nie jest, bo wielokrotnie podczas czytania się zaskoczyłam.

Autor zwraca w tej książce uwagę na problem porzucania zwierząt i kupowania ich jako prezenty gwiazdkowe. Niestety, ale jest to ciągle powszechne i przerażające, jak nieodpowiedzialnie zachowują się ludzie, którzy sprawiają innym takie prezenty. Prezenty, które często są niechciane i nietrafione. I co wtedy dzieje się ze sprezentowanym czworonogiem? Bardzo szybko trafia do przepełnionego schroniska, w którym ciężko o tak potrzebną mu miłość i troskę. Warto przemyśleć sprawę zanim kupimy komuś żywy prezent. Bo zwierzak to nie zabawka.

"Psiego najlepszego" to książka utrzymana w świątecznym klimacie, więc zbliżające się dni są najlepszą porą, by się z nią zapoznać. Sprawia, że na sercu robi się ciepło. Ja chętnie zobaczyłabym ekranizację!

Za egzemplarz dzięukuję Business&Culture oraz wydawnictwu Kobiecemu.

09.11.2017

Ewa Zdunek - Wróżka mimo woli


Tytuł: "Wróżka mimo woli"
Autor: Ewa Zdunek
Ilość stron: 240
Wydawnictwo: W.A.B

Emilia to wypalona zawodowo wróżka. Aktualnie pracuje u swojego ojca w firmie, która jest połączeniem pralni i zakładu pogrzebowego, szukając jednocześnie pomysłu na siebie i próbując rozkręcić własny biznes. Bycie wróżką nie do końca daje kobiecie satysfakcję, więc postanawia stać się drużką, czyli połączeniem wróżki i druhny, pomagającą innym znaleźć szczęście.

"Wróżka mimo woli" to książka idealna na jeden wieczór. Jest króciutka, niewymagająca, więc szybko się ją czyta, idealna na odstresowanie po ciężkim dniu. Autorka posługuje się prostym językiem, a humoru tej książce odmówić nie można. Wielokrotnie wybuchałam śmiechem i po prostu dobrze się przy jej czytaniu bawiłam. Chociaż fabuła i toczące się śledztwo, które z czasem staje się coraz bardziej zagmatwane, nie zachwyciły mnie, to "Wróżka mimo woli" nadrabia swoim czarnym humorem. Już samo połączenie pralni i zakładu pogrzebowego mnie ujęto, a to dopiero początek tej zwariowanej historii, która obfituje w absurdy i śmieszne zdarzenia. Znikające i pojawiające się znikąd zwłoki? Tajemniczy pies z jednym butem? Proszę bardzo! A to dopiero początek całej zabawy i absurdów.

"Wróżka mimo woli" to trzeci tom z serii przygód o Emilii. Jednak spokojnie można zacząć swoją przygodę z twórczością autorki właśnie od tej książki. Chociaż przeszkadzać może trochę to, że pewnych rzeczy trzeba się domyślić, a postaci poboczne są słabo nakreślone - co być może rekompensują poprzednie tomy. Tutaj jednak wypowiadać się nie będę, bo nie miałam okazji ich czytać. Bohaterów jest bardzo dużo, ciągle pojawia się ktoś nowy, więc trzeba uważać, by się nie pogubić w natłoku imion.

Na koniec dodam, że książka ta skojarzyła mi się trochę ze stylem Olgi Rudnickiej, więc jeśli lubicie jej książki, to i "Wróżka mimo woli" powinna przypaść Wam do gustu.

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal.

06.11.2017

Podsumowanie października 2017

Z prawie tygodniowym opóźnieniem, ale jest - październikowe podsumowanie. Niestety, ale klasa maturalna swoje robi i niewiele czasu w ciągu dnia zostaje mi na blogowanie, czy w ogóle włączenie komputera. Na szczęście na książki znajduję go jeszcze całkiem sporo, głównie wczesnym rankiem, więc nie jest tak źle.



W październiku przeczytałam 12 książek:
1. Zofia Nałkowska - "Granica"
2. Natasza Socha - "Apteka marzeń"
3. Remigiusz Mróz "Oskarżenie"
4. Tillie Cole - "Tysiąc pocałunków"
5. Hanna Krall - "Zdążyć przed Panem Bogiem"
6. Szczepan Twardoch - "Morfina"
7. Bill Bass - "Trupia Farma"
8. Paweł Huelle - "Weiser Dawidek"
9. Jakub Małecki - "Rdza"
10. Frank Kafka - "Proces"
11. Victor E. Frankl - "Człowiek w poszukiwaniu sensu"
12. Ewa Zdunek - "Wróżka mimo woli"

Razem 3780 stron

Bloga niestety w dalszym ciągu zaniedbuję, ale szczerze powiedziawszy wolę poświęcić wolny czas na czytanie. Obiecuję jednak poprawę!

Prócz tego mój październik był bardzo monotonny - czas upływam mi głównie na nauce, na przyjemności czasu zostawało niewiele. Jednak, w ramach nauki angielskiego, zaczęłam oglądać serial "Friends" i żałuję, że zrobiłam to tak późno, bo jest absolutnie genialny! Jeśli jeszcze jakimś cudem go nie widzieliście, to serdecznie polecam!

A jak minął Wasz październik?

24.10.2017

Marc Elsberg - Blackout



Tytuł: "Blackout"
Autor: Marc Elsberg
Ilość stron: 784
Wydawnictwo: W.A.B

Z czym kojarzy ci się prąd? Zapewne z gniazdkiem i z sprzętami elektrycznymi, do których jest on niezbędny. Czasami musimy obejść się bez prądu przez kilka godzin i dopiero wtedy boleśnie odczuwamy jego brak. A teraz, drogi czytelniku, wyobraź sobie następujący scenariusz...

... W jednym momencie cała Europa zostaje pozbawiona prądu i pogrąża się w ciemności. Gasną wszystkie światła, zaczynają się wypadki drogowe. W domu nie działa żaden sprzęt i robi się strasznie zimno, kontakt z najbliższymi jest utrudniony. Początkowo wydaje się, że to tylko chwilowa awaria, że kilka godzin wystarczy, by przywrócić normalność. Szybko jednak okazuje się, że specjaliści są bezsilni i nie mają pojęcia, co się stało i, co najgorsze, jak to wszystko naprawić. Z pomocą przychodzi były haker, Włoch, Piero Manzano, który przypadkowo odkrywa, że nie jest to przypadek, a celowe działanie. Tylko kto jest za to odpowiedzialny?

Nie będę kryć, że miejscami mnie ta książka po prostu przerastała. Jest to w końcu thriller naukowy, więc nie brakuje w nim specjalistycznego i technicznego słownictwa. Gubiłam się, nie wiedziałam o czym czytam, ale jednocześnie byłam zafascynowana i przerażona, nie mogłam się oderwać i pochłaniałam kolejne strony. Być może osoby zainteresowane informatyką się bardziej tu odnajdą. Ja zaś, jako zwyczajna kobieta, mogłam tylko próbować sobie wyobrazić, co w danym momencie robią bohaterowie. Niektóre kwestie ciągle są dla mnie tajemnicą.

Wizja przedstawiona w "Blackout" po prostu przeraża. Sami zresztą wiemy, jak wielkim utrudnieniem jest brak prądu przez krótki czas, a co dopiero przez kilka dni. Ja jednak nigdy nie przypuszczałam, do jak ogromnej ruiny może zostać doprowadzony świat, gdy nie ma prądu przez dosłownie parę dni. Bardzo szybko zaczyna brakować wszystkiego. Jest problem z dostępem do wody, zapasy żywności i leków się kończą. Nie ma benzyny, szpitale, sklepy są zamykane. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

W obliczu tragedii w ludziach zawsze budzą się mroczne instynkty. Panuje chaos, stopniowo zaczyna brakować życzliwości. Każdy patrzy tylko na siebie, na swoją rodzinę. Człowiek staje się zdolny do wszystkiego. Ten psychologiczny aspekt podobał mi się w książce najbardziej, szkoda tylko, że autor bardziej go nie rozwinął. Widzę tutaj niewykorzystany potencjał.

"Blackout" nazwany został thrillerem naukowym. Naukowym - owszem, zgadza się w stu procentach. Co zaś się tylko słowa "thriller" to mogłabym się czepiać. Brakuje tu bowiem akcji, autor skupił się głównie na kwestiach naukowych. To, owszem, może z czasem znudzić. Nie ukrywam, że miejscami musiałam sobie robić przerwy, bo mój mózg był jakiś taki przeciążony tym nadmiarem informacji, momentami czułam znużenie, ale generalnie książka bardzo mi się podobała. Idealnie byłoby, gdyby było więcej akcji i napięcia, a mniej wiedzy technicznej, ale z drugiej strony, wiedziałam, na co się porywam, więc czy mogę narzekać? "Blackout" to tytuł specyficzny i wyróżniający się. Na pewno nie przypadnie do gustu każdemu, ale warto dać mu szansę.


16.10.2017

Natasza Socha - Apteka marzeń



Tytuł: "Apteka marzeń"
Autor: Natasza Socha
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Pascal


"Apteka marzeń" to historia oparta na faktach. 5 maj 2004 roku to dzień wyroku dla Magdaleny i Aleksandra Gref, którzy dowiadują się, że ich dwuletnia córka Ola ma raka - neuroblastomię,  IV stadium choroby. Szanse na przeżycie są niewielkie, a rak staje się wrogiem całej rodziny. Wrogiem, z którym trzeba za wszelką cenę wygrać.

Poznajemy także postać fikcyjną - czternastoletnią Karolinę Majewską, która właśnie dowiaduje się, że jej organizm został zaatakowany przez chłoniaka.

Losy obu dziewczynek splatają się na oddziale onkologicznym. Chociaż dzieli je wiek, odnajdują wspólny język i zaprzyjaźniają się ze sobą. Dodatkowo maleńka Ola staje się dla starszej koleżanki inspiracją do pomagania innym.

"Apteka marzeń" to książka absolutnie genialna. Piękna, wzruszająca i pokazująca, czym są prawdziwe problemy.  Po takiej lekturze człowiek od razu zaczyna doceniać swoje życie i nagle wszystkie nasze problemy są niczym drobnostka, w porównaniu do uczuć matki, której dziecko jest ciężko chore, w porównaniu do dzieci i nastolatków, którzy w najlepszym okresie swojego życia słyszą taki wyrok.

"Apteka marzeń" to książka, w której występują prawdziwi bohaterowie. Ola i jej rodzice naprawdę istnieją, a cały ich koszmar został do tej książki przeniesiony. Karolina za to jest postacią fikcyjną, ale utożsamiana jest z wszystkimi dobrymi ludźmi, którzy angażują się w pomoc osobom chorym.

Książka Nataszy Sochy wywołuje szereg emocji. W przeważającej części jest to jednak lektura przygnębiająca, bo ogrom smutku i cierpienia oraz niesprawiedliwości po prostu przytłacza. Nie ukrywam, że na końcu się popłakałam, bo emocje się we mnie kumulowały od samego początku. Jednak jest to też książka, podczas czytania której można się uśmiechnąć, można cieszyć się z radości bohaterów, czasami trochę się pośmiać. "Apteka marzeń" daje nadzieję, pokazuje, że marzyć zawsze warto oraz, że walczyć trzeba do samego końca.

Co tu dużo pisać. To po prostu piękna i wartościowa książka, której lekturę polecam absolutnie każdemu. Uczy pokory, uczy radości z małych rzeczy, motywuje do zmian, wdzięczności oraz do pomagania innym, czy to przez dołączenie do bazy dawców szpiku, czy po prostu poprzez dobre słowo, życzliwość i swoją obecność. Polecam!

09.10.2017

Guillaume Musso - Dziewczyna z Brooklynu




Tytuł: "Dziewczyna z Brooklynu"
Autor: Guillaume Musso
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Albatros







Raphaël Barthélémy wiedzie szczęśliwe życie; jest poczytnym pisarzem kryminałów, a za niedługo ma wziąć ślub ze swoją narzeczoną Anną. Jest jednak coś, co go niepokoi, a mianowicie przeszłość jego ukochanej. Pewnego dnia, po kolejnych naciskach, w Annie coś pęka i pokazuje mu na swoim telefonie straszne zdjęcie, mówiąc mu, że to ona jest za to odpowiedzialna.

Anna znika a Raphaël stara się za wszelką cenę znaleźć swoją ukochaną i odkryć prawdę. Kim tak naprawdę jest ta kobieta?

W przypadku tej książki tak naprawdę niewiele można napisać, by nie zdradzić za dużo. Najlepiej samemu po kolei odkrywać prawdę. Ja jestem zaskoczona, bo po przeczytaniu początkowych stron nie oczekiwałam na wiele, myślałam, że ta historia potoczy się inaczej. Autor zaskoczył mnie, porwał (i to chyba najwłaściwsze określenie) i nie mogłam się oderwać. Gdybym czytała ją wieczorem, to z pewnością spędziłabym z nią całą noc. Musso wymyślił taką historię, że ją po prostu trzeba koniecznie poznać. Z każdą kolejną stroną sprawy się komplikują, a na jaw wychodzą coraz bardziej szokujące fakty. Jest napięcie i zwroty akcji. I tak do samego końca. Ciężko przewidzieć, co tak naprawdę się wydarzyło, jest nieprzewidywalnie, a samo zaskoczenie szokuje. Niby gdzieś mi przez myśl podczas czytania przeszło, że coś takiego może być na rzeczy, ale moja czujność i tak została uśpiona.

Czytając, odnosiłam wrażenie, że ze strony na stronę  historia bardziej się komplikuje, wszystko jest coraz bardziej poplątane. Autor łączy jednak umiejętnie wszystkie wątki w jedną, spójną i logiczną całość. Z czasem pojawia się coraz więcej postaci, a każda z nich ma jakiś swój udział w całej sprawie, więc należy zachować czujność, by się nie pogubić w tym gąszczu nazwisk.

Chyba muszę przyjrzeć się bliżej twórczości tego autora, bo "Dziewczyna z Brooklynu" bardzo przypadła mi do gustu u mam ochotę na więcej! Nie wiem czemu, ale zawsze jego książki kojarzyłam jako typowe romanse, a tu taka niespodzianka i opowieść całkowicie w moim stylu.

04.10.2017

Podsumowanie września 2017

Dzisiaj pora na podsumowanie września, który zleciał mi bardzo szybko i już ze sporą ilości nauki. Aczkolwiek jestem z siebie zadowolona, bo udało mi się bardzo dużo przeczytać, bo aż 10 książek. A były to:

1. Marek Zaremba - "Jaglany detoks"
2. Harlan Coben - "Już mnie nie oszukasz"
3. Anna Kańtoch - "Wiara"
4. Jill Santopolo - "Światło, które utraciliśmy"
5. Hanna Greń - "Jak kamień w wodę"
7. Tarryn Fisher - "Margo"
8. Ken Kesey - "Lot nad kukułczym gniazdem"
9. Nicola Yoon - "Słońce też jest gwiazdą"
10. Katarzyna Misiołek - "Nie podchodź bliżej"

Razem 3576 stron

We wrześniu zaczęłam oglądać The Simpsons, w ramach nauki angielskiego. Serial jest o tyle fajny, że każdy odcinek to odrębna historia, więc jest idealny dla osób zabieganych, bo nie jest aż tak zobowiązujący. Język jest w miarę prosty, więc super nadaje się do nauki.

Zostając w temacie nauki angielskiego, wspomnę o dwóch postach, które opublikowałam we wrześniu. Jeden o moich planach nauki do matury rozszerzonej z angielskiego, kolejny o najnowszym numerze magazynu English Matters.

We wrześniu dopadło mnie choróbsko i sporo czasu spędziłam w domu, więc udało mi się obejrzeć i kilka filmów. Były to: "To" (2017), "Spotlight", "Lot nad kukułczym gniazdem" oraz "500 dni miłości". 
"To" trochę mnie zawiodło, bo spodziewałam się czegoś innego, oczekiwałam bardziej na horror, ale film sam w sobie jest całkiem niezły i klimatyczny.  Jeżeli oglądaliście to koniecznie podzielcie się swoją opinią.

A jak minął Wasz wrzesień?

27.09.2017

English Matters nr 66 oraz jedzeniowe wydanie specialne

Dziś pora na kolejny przegląd językowych magazynów wydawnictwa Colorful Media. Zapraszam:)

Co kryje w sobie najnowszy, 66, numer magazynu English Matters?



Artykuły, które w szczególności mnie zainteresowały w tym numerze to:
  • tekst o znanej japońskiej artystce, Yayoi Kusamie, której sztuka jest bardzo specyficzna i oryginalna. Dotychczas nie wiedziałam o jej istnieniu, ale już nadrobiłam zaległości i zapoznałam się z jej twórczością i przyznać muszę, że robi wrażenie.

  • artykuł o nagości wszelkiej maści w reklamach i filmach, w przeszłości i w chwili obecnej, a do tego kilka określeń, którymi można nagość określać.
  • wirtualna wycieczka po mającym 300 lat słynnym Pałacu Buckingam, który nazywany jest domem królowej. Zawsze ciekawiło mnie, jak wyglądają takie miejsca od środka  i gdy będę miała okazję, to na pewno je odwiedzę.
  • artykuł, zdecydowanie zbyt krótki, o Brownies, czyli mitologicznych brytyjskich pomocach domowych. Tu także wspominany zostaje potterowski Zgredek.

  • tekst o amerykańskiej opiece zdrowotnej, która z perspektywy Polaka zdecydowanie poraża kosztami i zdaje się być przeznaczona tylko dla wybrańców. Jak już o pieniądzach mowa to w tym numerze znajdziemy kilka dialogów, a w nich mnóstwo przydatnych zwrotów związanych właśnie z kasą. 
  • podróż wgłąb Winchesteru, położonego 99 km od Londynu. To tu znajduje się znana w całej Europie katedra, która jest też miejsce spoczynku Jane Austen. 

To oczywiście tylko część artykułów, bo znaleźć można ich sporo więcej.


Teraz pora na najnowszy dodatek pt. "Food". Ten numer jest w stu procentach w moim stylu i pochłonęłam go w dwa dni. Jest on w całości poświęcony tematom, które związane są z jedzeniem, ze zdrowym stylem życia. Jestem bardzo zaskoczona, bo informacje tu zawarte są aktualne i zgodne z różnymi najnowszymi wytycznymi, co bardzo mnie ucieszyło.


W tym numerze przeczytamy m.in o

  • tzw. superfood, czyli bardzo odżywczych produktach, którym przepisuje się cudowne dla zdrowia właściwości
  • najbardziej znanych szefach kuchni, których zobaczyć możemy w telewizji
  • rozsądnych zakupach, które pozwolą zaoszczędzić pieniądze 
  • oznaczeniach na etykietach, w tym różnych dodatkach do żywności
  • tym, jak przez żołądek można trafić do serca ukochanej osoby
  • brytyjskim jedzeniu
  • jedzeniu w świecie bohaterów Jane Austen

  • substancjach alergizujących oraz o tym, jak mówić o swoich nietolerancjach znajomym, czy lekarzowi (kilka pomocnych dialogów)
  • śniadaniach, jakie jadają ludzie na całym świecie. Czy wiecie, co serwuje się w Japonii, Meksyku, czy Australii?

  • fotografowaniu jedzenia na Instagrama, w tym garść przydatnych porad, jak robić lepsze zdjęcia
  • pomysłach na koktajle
  • przystawkach, które można wykonać samemu w domu (wraz z przepisami!)
A wśród tych tematów zawarte został jeszcze różne zasady gramatyczne, na koniec jest też krótki test, który sprawdza naszą wiedzę po przeczytaniu całego magazynu.


"Food" to najlepsze wydanie English Matters, które dotychczas czytałam. Polecam serdecznie wszystkim miłośnikom zdrowego stylu życia, osobom zainteresowanym gotowaniem czy kulturą jedzenia na świecie.

Za magazyny dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

23.09.2017

Katarzyna Berenika Miszczuk - Obsesja|Recenzja przedpremierowa


Tytuł: "Obsesja"
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Ilość stron:  416
Wydawnictwo: W.A.B
Premiera: 27.09.2017


Joanna Skoczek to młoda rezydentka na oddziale psychiatrycznym w jednym z warszawskich szpitali. Nie dość, że pani doktor musi poradzić sobie z życiowymi zawirowaniami, to jeszcze zaczyna dostawać w pracy coraz bardziej niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela, którym może być w zasadzie każdy. Na dodatek w szpitalu zostają znalezione zwłoki zamordowanej kobiety. Sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a Aśka coraz bardziej przestraszona. Czy i jej coś zagraża?

Do sięgnięcia po "Obsesję" w pierwszej kolejności zachęciło mnie miejsce akcji, a mianowicie polski szpital psychiatryczny i generalnie cała ta medyczna otoczka. Zawsze mnie ciekawiło, jak to wszystko wygląda, a kto mógłby lepiej o tym napisać, jak nie autorka, która jest także lekarzem? Właśnie dlatego "Obsesja" to idealna książka dla osób, które są zainteresowane zawodem lekarza albo chcą poznać go od kuchni. Autorka wplata w akcję książki pewne wady tej profesji, ukazuje czarne strony medycyny. Ja osobiście bardzo zwracałam uwagę na te fragmenty. Autorka wie o czym pisze, więc książka jest po prostu wiarygodna i odpowiada polskim realiom. Mam nadzieję na kolejne tytuły w tym stylu!

Jednak spokojnie. "Obsesja" to nie tylko książka o zawodzie lekarza. Co to, to nie! Dla mnie jest to mieszanka powieści obyczajowej z wątkiem kryminalnym i oczywiście romantycznym, a perypetie Joanny to całkiem niezła komedia. Bo wiedzieć musicie, że bohaterowie to ważny punkt tej książki. Są to postaci barwne i różnorodne, obdarzone dużym poczuciem humoru. "Obsesja" to książka, przy czytaniu której świetnie się bawiłam i nie chciałam się z nią zbyt szybko rozstawać. To dobra rozrywka na nadchodzące jesienne i deszczowe wieczory.

Rozwiązanie zagadki, które przyszykowała autorka, jest zaskakujące. Nie udało mi się odgadnąć, kto jest sprawcą tego wszystkiego i byłam w lekkim szoku, kiedy się dowiedziałam. Miałam swoje podejrzenia, które oczywiście okazały się niesłuszne, a autorce udało się mnie wywieść w pole. Przyczepić się jedynie mogę do zbyt małej ilości napięcia, jak na thriller, ale pozostałe zalety są w stanie mi to wynagrodzić.

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal. 

19.09.2017

Jak zdać maturę rozszerzoną z angielskiego? -Mój plan nauki

Matura coraz bliżej, a wraz z nią dylematy, co na niej zdawać. Ja zdecydowałam się na chemię oraz język angielski. Na dobrym zdaniu matury z chemii zależy mi najbardziej i jest to mój priorytet, zaś do angielskiego podchodzę bardziej na luzie, chcę się sprawdzić i zobaczyć, jak efektywna jest moja nauka w domu, bo jeśli chodzi o rozszerzenie to na szkołę nie mam co liczyć.

Jaki jest mój plan nauki do matury?

Matura rozszerzona sprawdza umiejętności pisania, słuchania,czytania ze zrozumieniem oraz znajomość gramatyki. Czyli w zasadzie trzeba umieć wszystko. 

Słuchanie


Z rozumieniem ze słuchu do niedawna miałam spore problemy, ale trening czyni mistrza i jest mi coraz łatwiej. Wszystko dzięki uważnym słuchaniu podcastów (biernym także np. podczas gotowania, prasowania, jazdy samochodem) i oglądaniu po angielsku serialów (u mnie bez jakichkolwiek napisów). I tego też chcę się dalej trzymać i codziennie czegoś posłuchać. Do tego oczywiście dochodzą wszelkie filmiki na youtube, żeby osłuchać się z różnymi akcentami.



Dołączę także testy z różnych egzaminów językowych i jeśli znajdę to także z zeszłorocznych matur. Tak, żeby do słuchanego tekstu były też zadania, bo te często zawierają podchwytliwe odpowiedzi i najlepiej weryfikują nasze zrozumienie. Bo czymś innym jest zrozumienie ogólne tekstu, a czym innym zwracanie uwagi na każdy szczegół, czego akurat matura wymaga.

Czytanie ze zrozumieniem 


Regularnie czytam magazyn językowy English Matters oraz książki czy blogi po angielsku, ale jeśli chodzi o typowe zadania to będę po prostu robiła stare arkusze maturalne, bo to według mnie podstawa, jeśli chodzi o pisanie jakiejkolwiek matury. Planuję też posiłkować się materiałami z innych egzaminów językowych.


Pisanie


Tutaj jedyną możliwością jest pisanie, ale konieczna jest druga osoba, która nam nasze teksty sprawdzi. Osoba, która angielski zna na tyle dobrze, by wszystkie nasze błędy wykryć i poprawić. Najlepiej jeśli będzie to nauczyciel czy korepetytor albo native speaker.


Co do pisania to ja uczę się jeszcze typowych i uniwersalnych zwrotów, które można wykorzystać w każdym wypracowaniu. Warto takie wyrażenia znać, żeby nie stresować się jak zacząć, skończyć, czy rozwinąć swoją wypowiedź.

Gramatyka


Gramatyka... Oj, nie lubię gramatyki, przy dużej ilości czasów zaczyna mi się wszystko mieszać. Ale pewne rzeczy trzeba ogarnąć i dużo ćwiczyć. Ja posiłkuję się różnymi materiałami znalezionymi w internecie (np. na stronie ang.pl, gdzie nie brakuje testów wraz z odpowiedziami), mam też różne książki np. 
  • Maciej Matasek - "Ćwiczenia i testy leksykalno-gramatyczne"
  • Agnieszka Zębala - "Matura Companion. Struktury leksykalno-gramatyczne"
  • Janusz Siuda - "Gramatyka angielska do testów i egzaminów"
  • A. Prejbisz - "Gramatyka angielska w ćwiczeniach"
I tu też warto przerobić zadania z ubiegłorocznych matur.


Słówka


Nie wolno też zapominać o poznawaniu nowego słownictwa. Poziom rozszerzony wymaga jednak znajomości bardziej wyszukanych słów. Ja notuję nowe słówka, które napotykam w różnych książkach czy filmach, a następnie się ich uczę. Oprócz tego bazuję na bankach słów z repetytoriów językowych do matury rozszerzonej. 

A do efektywnej nauki słówek w dalszym ciągu polecam Memrise.

Tyle. Taki jest mój plan. Czy skuteczny - dowiem się w lipcu, po wynikach matur.

11.09.2017

Remigiusz Mróz - Czarna Madonna


Tytuł: "Czarna Madonna"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 460
Wydawnictwo: Czwarta Strona









Były ksiądz, Filip Szumski, ma wkrótce wziąć ślub ze swoją ukochaną - Anetą. Jednak podczas lotu do Jerozolimy, samolot z jego narzeczoną znika w tajemniczych okolicznościach. Nie wiadomo, co się stało i kto jest za to wszystko odpowiedzialny. Filip próbuje badać sprawę na własną rękę. Wkrótce jednak zaczyna dziać się z nim coś dziwnego...

Dzisiaj krótko, bo niewiele mogę napisać. Chociaż najlepiej pasuje mi tu stwierdzenie, że "Czarna Madonna" to moje największe (póki co) rozczarowanie tego roku. Tyle czekałam, by przeczytać tę książkę, byłam tak pozytywnie nastawiona, a po skończeniu odetchnęłam, że dałam w ogóle radę ją wymęczyć, bo naprawdę chciałam sobie darować jej czytanie. Jestem strasznie zawiedziona.

"Czarna Madonna" to horror, a raczej to coś, co horrorem być powinno. A czy było? Zapewne to sprawa indywidualna. Mnie jednak nijak ten tytuł wystraszył, moje serce nie biło szybciej, ciarek też nie miałam. Czytałam, czytałam, niedyskretnie patrzyłam na numery przewracanych stron i nudziłam się okrutnie! Niby momentami książka miała jakieś przebłyski świetności, ale nie na długo. Autor sili się na opisy, próbuje wywołać uczucie grozy, ale kompletnie mu to wychodzi. A przynajmniej mnie już takie sceny nie ruszają. Niestety opis z tyłu okładki jest bardzo mylący i sugeruje na inną treść...

Z jednej strony cieszę się, że autor jest takim płodnym pisarzem, ale jeżeli ma iść na ilość kosztem jakości, to coś jest nie w porządku. Mam nadzieję, że to tylko chwilowa potyczka.

03.09.2017

Podsumowanie sierpnia 2017


I stało się. Wrzesień się rozpoczął, a wraz z nim klasa maturalna. Czuję już na swoim karku oddech matury i mam świadomość, jak szybko ten czas zleci. Z pewnością nadchodzące miesiące nie będą łatwe i przyjemne, podejrzewam też, że na nadmiar wolnego czasu narzekać nie będę... Mam też wrażenie, że to będzie bardziej stresujące niż egzamin na prawo jazdy.

Tak więc jeszcze w te wakacje książkami się nacieszyłam i czytałam do woli. W sierpniu udało mi się przeczytać aż 15 książek:

1. Jonathan Safran Foer - "Strasznie głośno, niesamowicie blisko"
2. Joanna Kryńska, Tomasz Marzec - "Onkolodzy. Walka na śmierć i życie"
3. Marilyn Manson, Neil Strauss - "Trudna droga z piekła"
4. Remigiusz Mróz - "Czarna Madonna"
5. Michael Thomas Fad -  "Notatki samobójcy"
6. Jorn Lier Horst - "Felicja zaginęła"
7. Jeffrey Eugenides - "Middlesex"
8. Jeffrey Eugenides - "Przekleństwa niewinności"
9. Paulina Świst - "Prokurator"
10. Rosie Swak Pope - "Mała wielka podróż"
11. Jo Nesbo - "Więcej krwi"
12. Guillaume Musso - "Dziewczyna z Brooklynu"
13. Solomon Northup "Zniewolony"
14. Martin Pistorius - "Chłopiec-duch. Prawdziwa opowieść o prawdziwym powrocie do życia"
15. Margaret Aktwood - "Opowieść podręcznej"

W sierpniu, a konkretnie w jedno sobotnie popołudnie obejrzałam nowy serial produkcji Netlix - "Atypowego". Recenzja pojawiła się na moim nowym blogu - KLIK.

Plany na wrzesień?
Przestawić się na tryb:praca, szybko ogarnąć i zaplanować swoje dni, by znaleźć czas na drobne przyjemności.

A jak Wam minął sierpień? 

29.08.2017

Nowy blog

Czasami zmiany są potrzebne... Czuję, że zaczyna mi brakować wirtualnej przestrzeni. Chcę pisać o czymś więcej niż tylko o książkach. Chcę dać sobie tę możliwość - i właśnie dlatego zdecydowałam na się nowego bloga - W codzienność. Znajdziecie tam oczywiście książki. Będą i seriale, filmy, będzie kultura, ale będą też moje luźne przemyślenia i po prostu codzienność.

Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Początki zawsze są najtrudniejsze, ale mam nadzieję, że zostaniecie ze mną. Zapraszam:)

W codzienność...

Tutaj ciągle jeszcze zostaję, bo mam zobowiązania ze współprac i sporo nieopublikowanych recenzji, ale nie wykluczam, że już niedługo znaleźć mnie będzie można tylko tam.

24.08.2017

Tomasz Marzec, Joanna Kryńska - Onkolodzy. Walka na śmierć i życie



Tytuł: "Onkolodzy. Walka na śmierć i życie"
Autor: Tomasz Marzec, Joanna Kryńska
Ilość stron: 250
Wydawnictwo: The Facto

Rak. To słowo brzmi już jak wyrok. A prognozy są dramatyczne i przygnębiające, bo chorych będzie tylko przybywać. To nieuniknione. Rak to cholernie trudny i nieprzewidywalny przeciwnik, a walka z nim, to walka nierówna. Ale są Oni, Onkolodzy, których wiedza i zaangażowanie może wiele. I to właśnie im poświęcona jest ta książka. Ona oddaje im głos.

Całkiem niedawno trafiłam na diagnostykę z podejrzeniem nowotworu. Na szczęście na podejrzeniach się skończyło, ale strach, który mnie wtedy ogarnął, wszystkie czarne wizje, były okropne. Dlatego nawet nie chcę sobie wyobrażać, co musi czuć osoba, która słyszy swój "wyrok" - rak. Nie chcę też sobie wyobrażać, co musi czuć najbliższa rodzina...

Lektura ta była dla mnie cholernie ciężka i przygnębiająca, bo boleśnie uświadamia, że nowotwory stają się plagą, że przechodzą do porządku dziennego i są przeciwnikiem coraz większej ilości ludzi. A warunki leczenia, mała ilość specjalistów to kolejne problemy, z którymi chory musi się mierzyć. Miejscami czytałam tę książkę ze złami w oczach, ogarniał mnie smutek, a gdy zaczęłam myśleć o tych wszystkich chorych, o dzieciaczkach, które cierpią już od najmłodszych lat... No nie, nie mogłam podejść bezemocjonalnie.

Z drugiej jednak strony, ta książka daje też jakąś nadzieję. Mnie pozwoliła uwierzyć, że są lekarze, onkolodzy, którzy mimo naszego trudnego i niesprzyjającego chorym systemu, są zdeterminowani i chcą walczyć o zdrowie swoich pacjentów. Lekarze, z którymi przeprowadzone zostały wywiady, pokazują się jako ludzie życzliwi i mimo wszystko - optymistyczni. A co najważniejsze - chcą pomóc. To ludzie tacy, jak my. Oni też chorują na raka, oni też się boją, czasami unikają badań profilaktycznych, nie chcą usłyszeć bolesnej diagnozy. Codziennie spotykają się z trudnościami, czy dylematami moralnymi. Szybko uczą się pokory. Jedno jest jednak pewne - ogromny szacunek się im należy.

19.08.2017

Paulina Mikuła - Mówiąc inaczej


Tytuł: "Mówiąc inaczej"
Autor: Paulina Mikuła
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Flow Books








Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie zna Pauliny? Podejrzewam, że nie, ale nie zaszkodzi napisać, że jest to bardzo pogodna osoba, która w sposób lekki i przyjemny uczy Polaków języka polskiego. Jak się okazuje, jest czego uczyć, bo polski język to trudny język, a błędy nie są rzadkością.

Paulinę znam z tej kanału na Youtube, ale gdy tylko dowiedziałam się, że pisze książkę, to wiedziałam, że na pewno ją przeczytam. I nie żałuję!

Z jednej strony ta książka to powtórzenie treści, które już znam z filmików Pauliny. Zaś z drugiej, świetne dopełnienie jej kanału. Nie żałuję lektury, mimo że o większości zagadnień i błędów już słyszałam właśnie na Youtube. Nie zaszkodziło sobie jednak tego wszystkiego przypomnieć i utrwalić - zwłaszcza, że jestem typowym wzrokowcem.

Książka była świetnym pomysłem, bo wszystko jest tutaj zebrane w jednym miejscu, z podziałem na rozdziały. Nie ma więc konieczności przeszukiwania kanału na Youtube w poszukiwaniu danego zagadnienia. Po książkę zawsze łatwiej sięgnąć i szybko coś znaleźć.

Tym, którzy obawiają się, że książka o poprawnym posługiwaniu się językiem polskim może być nudna i przytłaczająca, chcę tylko powiedzieć, że na pewno tak nie jest. "Mówiąc inaczej" napisane jest niezwykle lekko i można ją przeczytać od deski do deski nawet w jeden dzień. Ja jednak rekomenduję umiar i dawkowanie sobie lektury oraz robienie notatek, koniecznie!

W ogóle przyznaję, że podczas czytania wyobrażałam sobie głos Pauliny, która z ogromnym zaangażowaniem i wyluzowaniem o tych błędach mówi. To jedyna taka przebojowa "nauczycielka" w Polsce.

10.08.2017

Jørn Lier Horst - Felicja zaginęła|Recenzja przedpremierowa


Tytuł: "Felicja zaginęła"
Autor: Jørn Lier Horst 
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: II
Cykl: Komisarz William Wisting
Premiera: 16.08.2017

Podczas prac budowlanych pod jedną z dróg znaleziona zostaje szafa ze zwłokami kobiety. Komisarz William Wisting zdaje sobie sprawę, że rozwiązanie tej sprawy nie będzie łatwe. Wszystko wskazuje na to, że zabójstwo miało miejsce 25 lat temu, wtedy gdy powstawała droga. Na domiar tego, policjantom przyjdzie też się zmierzyć z zaginięciem młodej kobiety, która po kłótni ze swoim partnerem nie wróciła do domu.

"Felicja zaginęła" to drugi tom cyklu z komisarzem Wistingiem. Czytelnikom Horsta dobrze wiadomo, że seria jest u nas wydawana niechronologicznie, ale wszystko jest na dobrej drodze do tego, by wszystkie książki się w Polsce ukazały. Brakuje jeszcze tomu 3 i 4. Ten brak chronologii nie przeszkadza oczywiście w czytaniu nie po kolei, bo nie ma spoilerów do poprzednich części. Natomiast dziwnym uczuciem jest poznawanie prywatnych losów głównego bohatera w zasadzie od tyłu i takie skakanie. Jeśli więc macie możliwość, polecam czytanie od początku do końca. Tyle wstępu, pora przejść dalej.

Ostatnio został wydany pierwszy tom ("Kluczowy świadek") i nie do końca byłam zachwycona lekturą. Z tego też powodu, z rezerwą podeszłam do "Felicja zaginęła", obawiając się, że autor nie zdążył się jeszcze rozkręcić - bo wiadomo, że początki pisarzy nie zawsze są idealne. Ale, ale! Pozytywnie się zaskoczyłam i przyznać muszę, że "Felicja zaginęła" to na chwilę obecną mój ulubiony tom.

W książkach Horsta często jest tak, że na rozwój akcji trzeba trochę poczekać. Autor skupia się na szczegółach, co też często wpływa na szybkość akcji, porusza także różne kwestie społeczne. "Felicja zaginęła" to tytuł, który różni się od pozostałych. Wciągnęłam się od pierwszych stron i niczym nałogowa kryminałoholiczka po prostu go pochłonęłam. Zagadka jest naprawdę bardzo interesująca, nie udało mi się jej samodzielnie rozwiązać. Książka trzymała mnie stale w napięciu, ciągle jakieś nowe wątki wychodziły na jaw, więc o żadnej nudzie nie ma tutaj mowy.

Bardzo lubię tę serię również za głównego bohatera, czyli komisarza Wistinga. Wielokrotnie już wspominałam, że jest to taki normalny facet, nie irytuje swoim zachowaniem, różni się po prostu od tych wszystkich książkowych policjantów, którzy nie radzą sobie z własnymi emocjami. Często w recenzjach wspominam o córce Williama - Line, ale w tej części nie ogrywa ona większej roli, do czego nie jestem przyzwyczajona po przeczytaniu późniejszych tomów. Zamiast tego więcej przeczytać możemy o relacji Wistinga z Ingrid, ich codzienności. Aczkolwiek wątek obyczajowy w żadnym razie nie przytłacza, nie dominuje nad tym kryminalnym i jest po prostu miłym dodatkiem. To u Horsta lubię!

Podsumowując. "Felicja zaginęła" to bardzo udany kryminał, w którym autor świetnie pokazuje swój pisarski talent i umiejętność zainteresowania czytelnika. Gdybym nie wiedziała, że to drugi tom, to nigdy bym nie podejrzewała, że jest taki przeskok pomiędzy nim a pierwszą częścią. Serdecznie polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

07.08.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Prom



Tytuł: "Prom"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: III
Cykl: Vestmanna
Recenzje poprzednich tomów: "Enklawa", "Połów"





Katrine Ellegaard, po złożeniu wymówienia z pracy w duńskiej policji, podjęła decyzję o przeprowadzce na stałe na Wyspy Owcze do Vestmanny, by tam rozpocząć życie ze swoim ukochanym - Hallbjørnem Olsenem.
Razem z całym swoim dobytkiem, Katrine znajduje się na promie Morgenrøde. Podróż przebiega bez przeszkód, ale do czasu. Nagle prom zatrzymuje się i chociaż nic nie wskazuje na awarię, zostaje włączony system awaryjny. Wkrótce okazuje się, że jest to zaplanowany atak terrorystyczny, a pasażerom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Początkowo "Promem" byłam zachwycona; bardzo spodobał mi się pomysł autora i oryginalność. Z zaciekawieniem i obawami śledziłam poczynania zamachowców. Później jednak już niekoniecznie spodobało mi się to, w jaką stronę ta historia zaczęła się rozwijać. Było zbyt chaotycznie. Mam wrażenie, że autor na siłę chciał to wszystko udziwnić, żeby zamieszać czytelnikowi w głowie. Udać mu się to, oczywiście, udało, ale niekoniecznie tego oczekiwałam... Oprócz wszechobecnego chaosu brakowało mi w niektórych momentach logiki. Zaś jeden wątek, bardzo intrygujący, został po prostu urwany i niewyjaśniony. Generalnie wszystko jest tutaj jakieś takie płytkie, łącznie z postaciami zamachowców. Ja do teraz nie wiem, o co im konkretnie chodziło i jak rozumieć ich motywy. Mam wrażenie, jakbym czytała jakąś niekompletną książkę lub taką, którą ktoś chciał na siłę szybko skończyć i do widzenia. Rozczarowałam się tym razem, oj rozczarowałam... Niby czytało mi się bardzo szybko i naprawdę się wciągnęłam, ale ciągle gdzieś tak podczas czytania raziło mnie to, o czym napisałam.

"Prom" zupełnie nie przypomina tych Wysp Owczych, które miałam okazje poznać przy okazji czytania dwóch poprzednich tomów. Panuje tu całkiem inny klimat, nie ma tej specyficznej atmosfery spokojnego miasteczka. Autor jak dla mnie po prostu przekombinował. Miało być chyba sensacyjnie, a wyszło jak wyszło.

"Prom" to ostatni tom trylogii z Wyspami Owczymi w tle. Ostatni, ale może to i dobrze. Może tyle faktycznie wystarczy...

01.08.2017

Podsumowanie lipca 2017

Wyposażona w hektolitry wody z cytryną i chłodzonej herbaty zabieram się za podsumowanie lipca, a trochę do pisania dziś mam. Zapraszam:)

Lipiec upłynął mi pod znakiem książek. Przeczytałam dużo, bo aż 14 tytułów, w tym kilka naprawdę sporych objętościowo. A były to:

1. Marc Elsberg - "Blackout"
2. Marc Elsberg - "Zero"
3. Paweł Reszka - "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
4. Sarah Waters - "Muskając aksamit"
5. Patrick Doughtie, John Perry - "Listy do Boga"
6. Raphaelle Giordano - "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno"
7. Simon Beckett - "Niespokojni zmarli"
8. Nicola Yoon - "Ponad wszystko"
9. Charlotte Bronte "Jane Eyre"
10. Victoria Aveyard - "Czerwona Królowa"
11. Justyna Kopińska - "Polska odwraca oczy"
12. "Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4"
13. Dariusz Zaborek - "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską"
14. Anna Maja - "Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii"

Razem 5566 stron.

Jak widać, było różnorodnie. Przeczytałam thrillery, fantastykę, młodzieżówkę, ale znalazło się i miejsce na klasykę, czy reportaże. Mnóstwo świetnych tytułów, więc czytałam bez wytchnienia i bez wyrzutów sumienia, bo w końcu wakacje to idealny czas na całodniowe leniuchowanie z książkami.

Żeby nie było, że całe dni leniuchuję, bo postanowiłam wakacje poświęcić też na naukę do matury z chemii, tak żeby na wszystko w roku szkolnym starczyło mi czasu. Póki co trzymam się planu i dobrze mi idzie. Zdecydowałam się także na pisanie rozszerzenia z angielskiego, więc jeszcze intensywniej działam w realizowaniu moich językowych celów.

Jak już jestem przy nauce angielskiego to w lipcu przeczytałam nr 65 English Matters i trochę "Bad Romeo", ale jakoś mnie ten tytuł nie porywa i chyba nie będę na siłę go kończyła. Oprócz tego kontynuuję oglądanie serialu "How I Met Your Mother".  W połowie lipca rozpoczęłam 5 sezon, a dzisiaj zacznę kolejny.  Poza tym uczę się nowych słówek, szczególnie fraz, których nauka zdecydowanie się opłaca. Muszę jeszcze zabrać się za tą nieszczęsną gramatykę i mam nadzieję, że w sierpniu mi się to uda. Bo nie kryję, że nie jest to coś, do nauki czego się palę.

W lipcu udało mi się odwiedzić Wrocław! Miałam okazję być tam po raz drugi i uważam, że to naprawdę piękne miasto, w którym mam nadzieję zamieszkać już w przyszłym roku i rozpocząć tam studia. Spędziłam tam dwa dni, moje nogi wołały o odpoczynek i były zmasakrowane, a pogoda niekoniecznie dopisywała, ale było warto! Nie wszystko zdążyłam zobaczyć, ale za rok zdecydowanie nadrobię zaległości.

Zdjęcie zrobione w przerwie pomiędzy jednymi opadami deszczu a kolejnymi. Widok z Wieży Matematycznej

W lipcu mój blog obchodził swoje 5 urodziny, co napawa mnie dumą i dostarcza motywacji do dalszego pisania. Za wszystkie życzenia raz jeszcze dziękuję!

Kurcze, ale tasiemiec z tego dzisiejszego podsumowania! Mam nadzieję, że ktoś dotarł do końca.:)

A jak Wasz lipiec? Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami i przeczytanymi tytułami!

31.07.2017

Językowo: English Matters nr 65

Dzisiaj pora na kolejny - 65, wakacyjny numer magazynu językowego English Matters na miesiąc lipiec-sierpień. Idealny do nauki podczas letniego wypoczynku. O czym przeczytamy tym razem?


Gdy tylko zobaczyłam artykuł dotyczący kuchni brytyjskiej, to od razu od niego rozpoczęłam czytanie. Gotowanie to takie moje małe hobby. English Matters udowadnia, że brytyjskie jedzenie wcale nie jest nudne ani monotonne. Gdy tylko zdobędę wodorosty to na pewno spróbuję odtworzyć Laverbread.


Kolejny artykuł, który mnie zainteresował, poświęcony został córce Donalda Trumpa - Ivance Trump. Nawet nie wiedziałam, że nowy prezydent USA ma dziecko i to, jak się okazuje, dobrze znane w świecie.


Kolejnym ciekawym tekstem jest ten z okładki, dotyczący liczebników. Była to dla mnie świetna powtórka, ale też dawka nowej wiedzy, bo zawsze miałam problemy z liczbami dziesiętnymi po angielsku, czy ułamkami. Zaś na kolejnej stronie znaleźć możemy krótki artykuł, który powinien rozwiać nasze wątpliwości odnośnie stosowania "do" i "make".


Jest też i coś dla fanów krwiopijców, a mianowicie serial "True Blood" ("Czysta krew") Gdy tylko będzie mi doskwierać za dużo wolnego czasu to na pewno skuszę się na jego obejrzenie, bo przyznać muszę, że opis brzmi zachęcająco.

Oczywiście to nie wszystko! Oprócz tego czeka na nas jeszcze kilka innych tekstów, jak na przykład analiza nowej piosenki Bruno Marsa, opis idealnego miejsca na wakacyjne zabawy i dialogi, z którymi możemy się spotkać podczas urlopu oraz o tym, jak połączyć pracę z wypoczynkiem. Jest co czytać!

Jak zawsze, do każdego tekstu dołączone są słowniczki z trudniejszymi słówkami, a niektóre teksty możemy sobie odsłuchać (wystarczy zeskanować telefonem kod QR). Ze strony internetowej magazynu można też pobrać listę słówek z tego numeru oraz karty pracy. Dostępny jest także darmowy dodatek - On Vacation, który, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy wakacji i wszystkiego, co z tym związane. Znajdziemy w nim mnóstwo przydatnych zwrotów, dialogów, czy idiomów.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

27.07.2017

Colleen Hoover - Confess

Tytuł: "Confess"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Otwarte

Owen i Auburn. Przypadek sprawia, że się poznają. On jest młodym i utalentowanym malarzem, którego inspiracją są anonimowe i często wstydliwe wyznania, pozostawiane mu przez obcych ludzi.
Ona znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, jest rozbita i rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Do czego doprowadzi ich spotkanie?

Do romansów nastawiona jestem zawsze sceptycznie. Rzadko znajduję w nich coś dla siebie, mam wrażenie, że są pisane na jedno kopyto i ciężko doszukiwać się w nich oryginalności. Jednak książki pani Hoover mają w sobie to "coś", co je wyróżnia i pozwala przeżyć chwile wzruszenia i zadumy.

"Confess" zaczyna się zwyczajnie i nic nie zwiastuje na to, co będzie czekało na nas na końcowych stronach. Jest to piękna i przede wszystkim dojrzała historia. Historia dwojga młodych ludzi, których życie zdążyło już doświadczyć i odcisnąć na nich swoje piętno. To opowieść pełna tajemnic, które odkrywane są stopniowo, a z każdą kolejną czuć coraz większy ból i smutek. Cieszy mnie dojrzałość tej lektury i fakt, że nie jest to zwyczajna, ckliwa historyjka miłosna, pozbawiona refleksji. "Confess" to historia życiowa, pokazująca wartość rodziny i siłę miłości. Autorka zaskakuje i trzyma czytelnika w napięciu. Tu nic nie jest pewne i przewidywalne.

Muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o pięknych obrazach, które zostały umieszczone w książce. Z chęcią zobaczyłabym je w swoim domu. Podoba mi się to, że autorka dba o lepsze wyobrażenie sobie treści oraz dopracowanie powieści. Niby mała rzecz, ale taki dodatek bardzo ucieszył moje oczy. Nadaje to tej historii większego realizmu.
...tego właśnie chcę. Bezinteresowności. To ona powinna stanowić podstawę każdego związku. Jeśli ktoś naprawdę o Ciebie dba, będzie czerpał większą przyjemność z tego, jak Ty czujesz się dzięki niemu, niż jak on czuje się dzięki Tobie.

23.07.2017

Raphaëlle Giordano- Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno


Tytuł: "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno"
Autor: Raphaëlle Giordano
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Muza

Wydawać by się mogło, że trzydziestoośmioletnia Camille ma wszystko, czego można pragnąć; rodzinę, dobrze płatną pracę i ustabilizowane życie. To jednak tylko pozory, bo w głębi jest nieszczęśliwa, czuje, że jej życie nie jest na właściwych torach, zaczyna popadać w depresję i coraz większą frustrację.

Aż pewnego dnia na jej drodze staje rutynolog Claude, który oferuje jej swoją pomoc w uporządkowaniu życia i osiągnięcia celów, z czego kobieta chętnie skorzysta. Do czego doprowadzi ją to spotkanie? Czy uda jej się zmienić swoje życie?

"Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno" niewątpliwie wyróżnia się spośród typowych poradników i może dzięki temu trafi do większej ilości odbiorców - wszak niektórzy, na samą myśl o sięgnięciu po książkę z tego gatunku, są zniechęceni. A tutaj mamy historię zwyczajnej kobiety, z pozoru szczęśliwej i spełnionej, ale w rzeczywistości zmęczonej życiem i z poczuciem beznadziei. Być może dla wielu z nas brzmi to znajomo i utożsamimy się z główną bohaterką.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, to muszę przyczepić się do formy tej książki. Pomysł był naprawdę świetny, ale zastanawiam się, czy jednak nie lepiej byłoby zostać przy tradycyjnym poradniku. Widać, że autorka ma odpowiednie doświadczenie i zna się na rzeczy, ale z książką fabularną nie do końca jej wyszło; miejscami jest niedopracowana , wypadałoby też popracować nad akcją i stworzyć jednak coś bardziej angażującego dla czytelnika. Ja odnoszę wrażenie, jakby to poradnik został trochę nieudolnie przerobiony na powieść fabularną.

Podsumowując. Nie jestem na nie, bo książkę mimo wszystko czytało mi się całkiem przyjemnie, kilka pomysłów w niej zawartych bardzo mi się spodobało i poczułam się zainspirowana do działania. Pomimo że jest to lekka obyczajówka to jednak ma przesłanie i można coś z niej wynieść i być może wprowadzić jakieś zmiany w swoim życiu.

Za egzemplarz dziękuję Business&Culture oraz wydawnictwu Muza. 

19.07.2017

5 urodziny bloga!

Dzisiaj ważny dla mnie dzień, bo blog Kinga Czyta obchodzi swoje 5 urodziny! Z tej okazji zapraszam na krótkie podsumowanie.


5 lat... Kawał czasu. Zaczynałam jako 14 latka, teraz jestem już dorosłą (a przynajmniej tak mówi mój dowód osobisty) dziewiętnastolatką. Blog rośnie razem ze mną, doskonale widzę, jak wiele się w moim czytelniczym guście od tego czasu zmieniło, jak bardzo wybredna i wymagająca się stałam, haha.

5 lat... Dalej ciężko mi w to uwierzyć, bo wiele blogów na swoim koncie miałam i żaden tak długo nie przetrwał. Jestem po prostu szczęśliwa i mam nadzieję, że jeszcze trochę tutaj pobędę. Chociaż nie do końca podoba mi się kierunek, w którym zmierza czytelnicza blogosfera, to ja pragnę pozostać po prostu sobą i robić to, co robiłam dotychczas. Bez brania na siebie zobowiązań za tysiące współprac, bez pędu i obowiązków. Chcę by to miejsce było "moje", "dla mnie", by był to swego rodzaju książkowy dziennik. I tego póki co się trzymam.

Wiele było w ciągu tych pięciu lat momentów zwątpienia, chęci do usunięcia bloga, ale cieszę się, że przetrwałam te gorsze chwile. Teraz już wiem, że dłuższe przerwy w pisaniu wcale nie są takie złe, że świat się nie zawali. Blog jest dla mnie, nie ja dla bloga.

Daruję sobie statystyki, bo rok temu też ich nie robiłam. Mimo że blog funkcjonuje już tyle lat, to statystyki nie są powalające, nie angażuję się zbytnio w jego promowanie, bo wolę ten czas wykorzystać na czytanie i inne pasje. Ale...

...mam swoich stałych czytelników, którzy zaglądają do mnie regularnie, są osoby, które pojawiają się rzadziej, czy jednorazowo, ale wszystkim Wam dzisiaj serdecznie dziękuję za wasze komentarze, miłe słowa, za dzielenie się swoimi odczuciami na temat książek, za wszelkie polecenia i motywację, którą mi stale dostarczacie. DZIĘKUJĘ!

Wydawnictwom, z którymi przez te lata miałam okazję współpracować lub współpracuję dalej, dziękuję za zaufanie i możliwość poznania wielu fantastycznych tytułów!


18.07.2017

Nicola Yoon - Ponad wszystko


Tytuł: "Ponad wszystko"
Autor: Nicola Yoon
Ilość stron: 327
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Zawsze przepadałam za książkami, poruszającymi temat chorób, więc sięgnięcie po "Ponad wszystko" było tylko kwestią czasu. Podchodziłam do tego tytułu z dużą ostrożnością, bo sporo książek młodzieżowych mnie już zawiodło, ale ta, na szczęście, nie dołączy do tego pechowego grona.

Maddy jest ciężko chora. W ogóle nie może wychodzić z domu, bo skończy się to dla niej śmiercią. Maddy jest uczulona dosłownie na cały świat. Jedyne osoby, które z nią przebywają to jej mama i pielęgniarka, inne nie mają nawet wstępu do jej domu. Dziewczyna jest sama jak palec, nie ma znajomych, uczy się przez internet. Zamknięta w czterech ścianach, wyizolowana, nienauczona prawdziwego życia, próbuje jakoś je sobie zorganizować.

Maddy jest przyzwyczajona do swojego losu, ale do czasu. Bo pewnego dnia zjawia się On - Olly i nagle życie nie jest już takie samo. Nastolatka zakochuje się i coraz bardziej odczuwa swoją beznadziejną sytuację...

"Ponad wszystko" to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam. Styl autorki jest lekki i sprawia, że tę książkę po prostu pochłonęłam, ciekawa, co zastanę na kolejnych stronach. A z każdą kolejną kartką czekało na mnie coraz więcej emocji. Zaangażowałam się w tę historię, polubiłam bohaterów, kibicowałam im, współczułam, analizowałam ich zachowania. Myślę też, że "Ponad wszystko" może być swego rodzaju motywacją do zmiany swojego życia, bo pokazuje, jak z pozoru banalne rzeczy typu spacer, mogą być dla niektórych nieosiągalne, a dla nas są często niedoceniane. Warto korzystać z życia, po prostu!

Myślałam, że nie zaskoczy mnie ta historia. A jednak! Zakończenie było dla mnie faktycznie niespodzianką i wtedy też książka bardziej zyskała w moich oczach, zmusiła mnie do przemyśleń. Pewne podejrzenia, co prawda, miałam, ale okazały się one nietrafione. Spodziewałam się płytkiej i banalnej historii, a dostałam opowieść pełną emocji. Serdecznie polecam!

12.07.2017

Paweł Reszka - Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy


Tytuł: "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
Autor: Paweł Reszka
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne








Już jako pięcioletnia dziewczynka marzyłam o zostaniu lekarzem. Właściwie to ta myśl towarzyszyła mi przez wiele, wiele lat, ale zawsze też studia medyczne wydawały mi się nieosiągalne. Teraz kończę szkołę średnią i jeszcze do niedawna ta medycyna mi się marzyła, miałam wysokie ambicje. Ale przeczytałam tę książkę....


Różne są pobudki ludzi, którzy chcą zostać lekarzami. Jedni chcą wykonywać ten zawód tylko dla pieniędzy, inni mają powołanie, a jeszcze inni idą na studia medyczne, by podtrzymać rodzinną tradycję. Niezależnie od motywów, warto wiedzieć, jak to naprawdę wygląda od kuchni. A wygląda to, niestety, bardzo źle.

Autor skrupulatnie przygotował się do napisania tej książki. Zatrudnił się nawet jako sanitariusz, by zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje. Najważniejsze są tu jednak słowa lekarzy, którzy anonimowo, ale za to szczerze, zdradzają, jak naprawdę wygląda ich praca, płaca i kontakt z pacjentami.

Niskie płace to jedno, ale wspomnieć o tym koniecznie trzeba, bo wiele osób chce studiować medycynę tylko i wyłącznie dla pieniędzy, licząc na opływanie w luksusie. A to tak wcale nie wygląda. Haruje się (zwłaszcza na początku) za marne grosze, biorąc pod uwagę lekarskie poświęcenie, odpowiedzialność i wieloletnią naukę. Dyżur za dyżurem, potem przychodnie i prywatne praktyki, bo inaczej nie starcza na opłacenie rachunków. A gdzie czas dla siebie, dla rodziny, gdzie czas na sen? A potem pacjent trafia na lekarza po 36 godzinach ciągłej pracy. Czy można się dziwić, że taki lekarz jest opryskliwy, że popełnia błędy?

To jednak nie tylko książka dla studentów medycyny, czy przyszłych kandydatów. Warto po nią sięgnąć nawet gdy jesteśmy tylko pacjentami, bo pozwala pewne rzeczy lepiej zrozumieć i zdecydowanie otwiera oczy. Ja od teraz na pewno inaczej będę patrzeć na lekarzy, z większą wyrozumiałością.

Niewiele jest książek, które coś w moim życiu zmieniły, ale ta do nich należy. To ona pozwoliła mi podjąć decyzję o mojej przyszłości, a konkretnie o tym, że medycyna nie jest dla mnie. Że pomimo mojego zainteresowania ludzkim organizmem i człowiekiem, nie dałabym rady w takiej pracy. Pokonałyby mnie nie niskie płace, ale system i organizacja pracy, która zaczyna przypominać jakiś obóz. Po prostu moje życiowe wartości nigdy nie dopasują się do ciągłej harówki i przepracowania.
Ale wiecie, to tylko moje przemyślenia. Warto przeczytać i stworzyć własny obraz. Do tego Was zachęcam!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka