19.08.2017

Paulina Mikuła - Mówiąc inaczej


Tytuł: "Mówiąc inaczej"
Autor: Paulina Mikuła
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Flow Books








Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie zna Pauliny? Podejrzewam, że nie, ale nie zaszkodzi napisać, że jest to bardzo pogodna osoba, która w sposób lekki i przyjemny uczy Polaków języka polskiego. Jak się okazuje, jest czego uczyć, bo polski język to trudny język, a błędy nie są rzadkością.

Paulinę znam z tej kanału na Youtube, ale gdy tylko dowiedziałam się, że pisze książkę, to wiedziałam, że na pewno ją przeczytam. I nie żałuję!

Z jednej strony ta książka to powtórzenie treści, które już znam z filmików Pauliny. Zaś z drugiej, świetne dopełnienie jej kanału. Nie żałuję lektury, mimo że o większości zagadnień i błędów już słyszałam właśnie na Youtube. Nie zaszkodziło sobie jednak tego wszystkiego przypomnieć i utrwalić - zwłaszcza, że jestem typowym wzrokowcem.

Książka była świetnym pomysłem, bo wszystko jest tutaj zebrane w jednym miejscu, z podziałem na rozdziały. Nie ma więc konieczności przeszukiwania kanału na Youtube w poszukiwaniu danego zagadnienia. Po książkę zawsze łatwiej sięgnąć i szybko coś znaleźć.

Tym, którzy obawiają się, że książka o poprawnym posługiwaniu się językiem polskim może być nudna i przytłaczająca, chcę tylko powiedzieć, że na pewno tak nie jest. "Mówiąc inaczej" napisane jest niezwykle lekko i można ją przeczytać od deski do deski nawet w jeden dzień. Ja jednak rekomenduję umiar i dawkowanie sobie lektury oraz robienie notatek, koniecznie!

W ogóle przyznaję, że podczas czytania wyobrażałam sobie głos Pauliny, która z ogromnym zaangażowaniem i wyluzowaniem o tych błędach mówi. To jedyna taka przebojowa "nauczycielka" w Polsce.

10.08.2017

Jørn Lier Horst - Felicja zaginęła|Recenzja przedpremierowa


Tytuł: "Felicja zaginęła"
Autor: Jørn Lier Horst 
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: II
Cykl: Komisarz William Wisting
Premiera: 16.08.2017

Podczas prac budowlanych pod jedną z dróg znaleziona zostaje szafa ze zwłokami kobiety. Komisarz William Wisting zdaje sobie sprawę, że rozwiązanie tej sprawy nie będzie łatwe. Wszystko wskazuje na to, że zabójstwo miało miejsce 25 lat temu, wtedy gdy powstawała droga. Na domiar tego, policjantom przyjdzie też się zmierzyć z zaginięciem młodej kobiety, która po kłótni ze swoim partnerem nie wróciła do domu.

"Felicja zaginęła" to drugi tom cyklu z komisarzem Wistingiem. Czytelnikom Horsta dobrze wiadomo, że seria jest u nas wydawana niechronologicznie, ale wszystko jest na dobrej drodze do tego, by wszystkie książki się w Polsce ukazały. Brakuje jeszcze tomu 3 i 4. Ten brak chronologii nie przeszkadza oczywiście w czytaniu nie po kolei, bo nie ma spoilerów do poprzednich części. Natomiast dziwnym uczuciem jest poznawanie prywatnych losów głównego bohatera w zasadzie od tyłu i takie skakanie. Jeśli więc macie możliwość, polecam czytanie od początku do końca. Tyle wstępu, pora przejść dalej.

Ostatnio został wydany pierwszy tom ("Kluczowy świadek") i nie do końca byłam zachwycona lekturą. Z tego też powodu, z rezerwą podeszłam do "Felicja zaginęła", obawiając się, że autor nie zdążył się jeszcze rozkręcić - bo wiadomo, że początki pisarzy nie zawsze są idealne. Ale, ale! Pozytywnie się zaskoczyłam i przyznać muszę, że "Felicja zaginęła" to na chwilę obecną mój ulubiony tom.

W książkach Horsta często jest tak, że na rozwój akcji trzeba trochę poczekać. Autor skupia się na szczegółach, co też często wpływa na szybkość akcji, porusza także różne kwestie społeczne. "Felicja zaginęła" to tytuł, który różni się od pozostałych. Wciągnęłam się od pierwszych stron i niczym nałogowa kryminałoholiczka po prostu go pochłonęłam. Zagadka jest naprawdę bardzo interesująca, nie udało mi się jej samodzielnie rozwiązać. Książka trzymała mnie stale w napięciu, ciągle jakieś nowe wątki wychodziły na jaw, więc o żadnej nudzie nie ma tutaj mowy.

Bardzo lubię tę serię również za głównego bohatera, czyli komisarza Wistinga. Wielokrotnie już wspominałam, że jest to taki normalny facet, nie irytuje swoim zachowaniem, różni się po prostu od tych wszystkich książkowych policjantów, którzy nie radzą sobie z własnymi emocjami. Często w recenzjach wspominam o córce Williama - Line, ale w tej części nie ogrywa ona większej roli, do czego nie jestem przyzwyczajona po przeczytaniu późniejszych tomów. Zamiast tego więcej przeczytać możemy o relacji Wistinga z Ingrid, ich codzienności. Aczkolwiek wątek obyczajowy w żadnym razie nie przytłacza, nie dominuje nad tym kryminalnym i jest po prostu miłym dodatkiem. To u Horsta lubię!

Podsumowując. "Felicja zaginęła" to bardzo udany kryminał, w którym autor świetnie pokazuje swój pisarski talent i umiejętność zainteresowania czytelnika. Gdybym nie wiedziała, że to drugi tom, to nigdy bym nie podejrzewała, że jest taki przeskok pomiędzy nim a pierwszą częścią. Serdecznie polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

07.08.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Prom



Tytuł: "Prom"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: III
Cykl: Vestmanna
Recenzje poprzednich tomów: "Enklawa", "Połów"





Katrine Ellegaard, po złożeniu wymówienia z pracy w duńskiej policji, podjęła decyzję o przeprowadzce na stałe na Wyspy Owcze do Vestmanny, by tam rozpocząć życie ze swoim ukochanym - Hallbjørnem Olsenem.
Razem z całym swoim dobytkiem, Katrine znajduje się na promie Morgenrøde. Podróż przebiega bez przeszkód, ale do czasu. Nagle prom zatrzymuje się i chociaż nic nie wskazuje na awarię, zostaje włączony system awaryjny. Wkrótce okazuje się, że jest to zaplanowany atak terrorystyczny, a pasażerom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Początkowo "Promem" byłam zachwycona; bardzo spodobał mi się pomysł autora i oryginalność. Z zaciekawieniem i obawami śledziłam poczynania zamachowców. Później jednak już niekoniecznie spodobało mi się to, w jaką stronę ta historia zaczęła się rozwijać. Było zbyt chaotycznie. Mam wrażenie, że autor na siłę chciał to wszystko udziwnić, żeby zamieszać czytelnikowi w głowie. Udać mu się to, oczywiście, udało, ale niekoniecznie tego oczekiwałam... Oprócz wszechobecnego chaosu brakowało mi w niektórych momentach logiki. Zaś jeden wątek, bardzo intrygujący, został po prostu urwany i niewyjaśniony. Generalnie wszystko jest tutaj jakieś takie płytkie, łącznie z postaciami zamachowców. Ja do teraz nie wiem, o co im konkretnie chodziło i jak rozumieć ich motywy. Mam wrażenie, jakbym czytała jakąś niekompletną książkę lub taką, którą ktoś chciał na siłę szybko skończyć i do widzenia. Rozczarowałam się tym razem, oj rozczarowałam... Niby czytało mi się bardzo szybko i naprawdę się wciągnęłam, ale ciągle gdzieś tak podczas czytania raziło mnie to, o czym napisałam.

"Prom" zupełnie nie przypomina tych Wysp Owczych, które miałam okazje poznać przy okazji czytania dwóch poprzednich tomów. Panuje tu całkiem inny klimat, nie ma tej specyficznej atmosfery spokojnego miasteczka. Autor jak dla mnie po prostu przekombinował. Miało być chyba sensacyjnie, a wyszło jak wyszło.

"Prom" to ostatni tom trylogii z Wyspami Owczymi w tle. Ostatni, ale może to i dobrze. Może tyle faktycznie wystarczy...

01.08.2017

Podsumowanie lipca 2017

Wyposażona w hektolitry wody z cytryną i chłodzonej herbaty zabieram się za podsumowanie lipca, a trochę do pisania dziś mam. Zapraszam:)

Lipiec upłynął mi pod znakiem książek. Przeczytałam dużo, bo aż 14 tytułów, w tym kilka naprawdę sporych objętościowo. A były to:

1. Marc Elsberg - "Blackout"
2. Marc Elsberg - "Zero"
3. Paweł Reszka - "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
4. Sarah Waters - "Muskając aksamit"
5. Patrick Doughtie, John Perry - "Listy do Boga"
6. Raphaelle Giordano - "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno"
7. Simon Beckett - "Niespokojni zmarli"
8. Nicola Yoon - "Ponad wszystko"
9. Charlotte Bronte "Jane Eyre"
10. Victoria Aveyard - "Czerwona Królowa"
11. Justyna Kopińska - "Polska odwraca oczy"
12. "Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4"
13. Dariusz Zaborek - "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską"
14. Anna Maja - "Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii"

Razem 5566 stron.

Jak widać, było różnorodnie. Przeczytałam thrillery, fantastykę, młodzieżówkę, ale znalazło się i miejsce na klasykę, czy reportaże. Mnóstwo świetnych tytułów, więc czytałam bez wytchnienia i bez wyrzutów sumienia, bo w końcu wakacje to idealny czas na całodniowe leniuchowanie z książkami.

Żeby nie było, że całe dni leniuchuję, bo postanowiłam wakacje poświęcić też na naukę do matury z chemii, tak żeby na wszystko w roku szkolnym starczyło mi czasu. Póki co trzymam się planu i dobrze mi idzie. Zdecydowałam się także na pisanie rozszerzenia z angielskiego, więc jeszcze intensywniej działam w realizowaniu moich językowych celów.

Jak już jestem przy nauce angielskiego to w lipcu przeczytałam nr 65 English Matters i trochę "Bad Romeo", ale jakoś mnie ten tytuł nie porywa i chyba nie będę na siłę go kończyła. Oprócz tego kontynuuję oglądanie serialu "How I Met Your Mother".  W połowie lipca rozpoczęłam 5 sezon, a dzisiaj zacznę kolejny.  Poza tym uczę się nowych słówek, szczególnie fraz, których nauka zdecydowanie się opłaca. Muszę jeszcze zabrać się za tą nieszczęsną gramatykę i mam nadzieję, że w sierpniu mi się to uda. Bo nie kryję, że nie jest to coś, do nauki czego się palę.

W lipcu udało mi się odwiedzić Wrocław! Miałam okazję być tam po raz drugi i uważam, że to naprawdę piękne miasto, w którym mam nadzieję zamieszkać już w przyszłym roku i rozpocząć tam studia. Spędziłam tam dwa dni, moje nogi wołały o odpoczynek i były zmasakrowane, a pogoda niekoniecznie dopisywała, ale było warto! Nie wszystko zdążyłam zobaczyć, ale za rok zdecydowanie nadrobię zaległości.

Zdjęcie zrobione w przerwie pomiędzy jednymi opadami deszczu a kolejnymi. Widok z Wieży Matematycznej

W lipcu mój blog obchodził swoje 5 urodziny, co napawa mnie dumą i dostarcza motywacji do dalszego pisania. Za wszystkie życzenia raz jeszcze dziękuję!

Kurcze, ale tasiemiec z tego dzisiejszego podsumowania! Mam nadzieję, że ktoś dotarł do końca.:)

A jak Wasz lipiec? Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami i przeczytanymi tytułami!

31.07.2017

Językowo: English Matters nr 65

Dzisiaj pora na kolejny - 65, wakacyjny numer magazynu językowego English Matters na miesiąc lipiec-sierpień. Idealny do nauki podczas letniego wypoczynku. O czym przeczytamy tym razem?


Gdy tylko zobaczyłam artykuł dotyczący kuchni brytyjskiej, to od razu od niego rozpoczęłam czytanie. Gotowanie to takie moje małe hobby. English Matters udowadnia, że brytyjskie jedzenie wcale nie jest nudne ani monotonne. Gdy tylko zdobędę wodorosty to na pewno spróbuję odtworzyć Laverbread.


Kolejny artykuł, który mnie zainteresował, poświęcony został córce Donalda Trumpa - Ivance Trump. Nawet nie wiedziałam, że nowy prezydent USA ma dziecko i to, jak się okazuje, dobrze znane w świecie.


Kolejnym ciekawym tekstem jest ten z okładki, dotyczący liczebników. Była to dla mnie świetna powtórka, ale też dawka nowej wiedzy, bo zawsze miałam problemy z liczbami dziesiętnymi po angielsku, czy ułamkami. Zaś na kolejnej stronie znaleźć możemy krótki artykuł, który powinien rozwiać nasze wątpliwości odnośnie stosowania "do" i "make".


Jest też i coś dla fanów krwiopijców, a mianowicie serial "True Blood" ("Czysta krew") Gdy tylko będzie mi doskwierać za dużo wolnego czasu to na pewno skuszę się na jego obejrzenie, bo przyznać muszę, że opis brzmi zachęcająco.

Oczywiście to nie wszystko! Oprócz tego czeka na nas jeszcze kilka innych tekstów, jak na przykład analiza nowej piosenki Bruno Marsa, opis idealnego miejsca na wakacyjne zabawy i dialogi, z którymi możemy się spotkać podczas urlopu oraz o tym, jak połączyć pracę z wypoczynkiem. Jest co czytać!

Jak zawsze, do każdego tekstu dołączone są słowniczki z trudniejszymi słówkami, a niektóre teksty możemy sobie odsłuchać (wystarczy zeskanować telefonem kod QR). Ze strony internetowej magazynu można też pobrać listę słówek z tego numeru oraz karty pracy. Dostępny jest także darmowy dodatek - On Vacation, który, jak sama nazwa wskazuje, dotyczy wakacji i wszystkiego, co z tym związane. Znajdziemy w nim mnóstwo przydatnych zwrotów, dialogów, czy idiomów.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Colorful Media.

27.07.2017

Colleen Hoover - Confess

Tytuł: "Confess"
Autor: Colleen Hoover
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Otwarte

Owen i Auburn. Przypadek sprawia, że się poznają. On jest młodym i utalentowanym malarzem, którego inspiracją są anonimowe i często wstydliwe wyznania, pozostawiane mu przez obcych ludzi.
Ona znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, jest rozbita i rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy. Do czego doprowadzi ich spotkanie?

Do romansów nastawiona jestem zawsze sceptycznie. Rzadko znajduję w nich coś dla siebie, mam wrażenie, że są pisane na jedno kopyto i ciężko doszukiwać się w nich oryginalności. Jednak książki pani Hoover mają w sobie to "coś", co je wyróżnia i pozwala przeżyć chwile wzruszenia i zadumy.

"Confess" zaczyna się zwyczajnie i nic nie zwiastuje na to, co będzie czekało na nas na końcowych stronach. Jest to piękna i przede wszystkim dojrzała historia. Historia dwojga młodych ludzi, których życie zdążyło już doświadczyć i odcisnąć na nich swoje piętno. To opowieść pełna tajemnic, które odkrywane są stopniowo, a z każdą kolejną czuć coraz większy ból i smutek. Cieszy mnie dojrzałość tej lektury i fakt, że nie jest to zwyczajna, ckliwa historyjka miłosna, pozbawiona refleksji. "Confess" to historia życiowa, pokazująca wartość rodziny i siłę miłości. Autorka zaskakuje i trzyma czytelnika w napięciu. Tu nic nie jest pewne i przewidywalne.

Muszę jeszcze koniecznie wspomnieć o pięknych obrazach, które zostały umieszczone w książce. Z chęcią zobaczyłabym je w swoim domu. Podoba mi się to, że autorka dba o lepsze wyobrażenie sobie treści oraz dopracowanie powieści. Niby mała rzecz, ale taki dodatek bardzo ucieszył moje oczy. Nadaje to tej historii większego realizmu.
...tego właśnie chcę. Bezinteresowności. To ona powinna stanowić podstawę każdego związku. Jeśli ktoś naprawdę o Ciebie dba, będzie czerpał większą przyjemność z tego, jak Ty czujesz się dzięki niemu, niż jak on czuje się dzięki Tobie.

23.07.2017

Raphaëlle Giordano- Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno


Tytuł: "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno"
Autor: Raphaëlle Giordano
Ilość stron: 272
Wydawnictwo: Muza

Wydawać by się mogło, że trzydziestoośmioletnia Camille ma wszystko, czego można pragnąć; rodzinę, dobrze płatną pracę i ustabilizowane życie. To jednak tylko pozory, bo w głębi jest nieszczęśliwa, czuje, że jej życie nie jest na właściwych torach, zaczyna popadać w depresję i coraz większą frustrację.

Aż pewnego dnia na jej drodze staje rutynolog Claude, który oferuje jej swoją pomoc w uporządkowaniu życia i osiągnięcia celów, z czego kobieta chętnie skorzysta. Do czego doprowadzi ją to spotkanie? Czy uda jej się zmienić swoje życie?

"Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie masz tylko jedno" niewątpliwie wyróżnia się spośród typowych poradników i może dzięki temu trafi do większej ilości odbiorców - wszak niektórzy, na samą myśl o sięgnięciu po książkę z tego gatunku, są zniechęceni. A tutaj mamy historię zwyczajnej kobiety, z pozoru szczęśliwej i spełnionej, ale w rzeczywistości zmęczonej życiem i z poczuciem beznadziei. Być może dla wielu z nas brzmi to znajomo i utożsamimy się z główną bohaterką.

Żeby jednak nie było tak kolorowo, to muszę przyczepić się do formy tej książki. Pomysł był naprawdę świetny, ale zastanawiam się, czy jednak nie lepiej byłoby zostać przy tradycyjnym poradniku. Widać, że autorka ma odpowiednie doświadczenie i zna się na rzeczy, ale z książką fabularną nie do końca jej wyszło; miejscami jest niedopracowana , wypadałoby też popracować nad akcją i stworzyć jednak coś bardziej angażującego dla czytelnika. Ja odnoszę wrażenie, jakby to poradnik został trochę nieudolnie przerobiony na powieść fabularną.

Podsumowując. Nie jestem na nie, bo książkę mimo wszystko czytało mi się całkiem przyjemnie, kilka pomysłów w niej zawartych bardzo mi się spodobało i poczułam się zainspirowana do działania. Pomimo że jest to lekka obyczajówka to jednak ma przesłanie i można coś z niej wynieść i być może wprowadzić jakieś zmiany w swoim życiu.

Za egzemplarz dziękuję Business&Culture oraz wydawnictwu Muza. 

19.07.2017

5 urodziny bloga!

Dzisiaj ważny dla mnie dzień, bo blog Kinga Czyta obchodzi swoje 5 urodziny! Z tej okazji zapraszam na krótkie podsumowanie.


5 lat... Kawał czasu. Zaczynałam jako 14 latka, teraz jestem już dorosłą (a przynajmniej tak mówi mój dowód osobisty) dziewiętnastolatką. Blog rośnie razem ze mną, doskonale widzę, jak wiele się w moim czytelniczym guście od tego czasu zmieniło, jak bardzo wybredna i wymagająca się stałam, haha.

5 lat... Dalej ciężko mi w to uwierzyć, bo wiele blogów na swoim koncie miałam i żaden tak długo nie przetrwał. Jestem po prostu szczęśliwa i mam nadzieję, że jeszcze trochę tutaj pobędę. Chociaż nie do końca podoba mi się kierunek, w którym zmierza czytelnicza blogosfera, to ja pragnę pozostać po prostu sobą i robić to, co robiłam dotychczas. Bez brania na siebie zobowiązań za tysiące współprac, bez pędu i obowiązków. Chcę by to miejsce było "moje", "dla mnie", by był to swego rodzaju książkowy dziennik. I tego póki co się trzymam.

Wiele było w ciągu tych pięciu lat momentów zwątpienia, chęci do usunięcia bloga, ale cieszę się, że przetrwałam te gorsze chwile. Teraz już wiem, że dłuższe przerwy w pisaniu wcale nie są takie złe, że świat się nie zawali. Blog jest dla mnie, nie ja dla bloga.

Daruję sobie statystyki, bo rok temu też ich nie robiłam. Mimo że blog funkcjonuje już tyle lat, to statystyki nie są powalające, nie angażuję się zbytnio w jego promowanie, bo wolę ten czas wykorzystać na czytanie i inne pasje. Ale...

...mam swoich stałych czytelników, którzy zaglądają do mnie regularnie, są osoby, które pojawiają się rzadziej, czy jednorazowo, ale wszystkim Wam dzisiaj serdecznie dziękuję za wasze komentarze, miłe słowa, za dzielenie się swoimi odczuciami na temat książek, za wszelkie polecenia i motywację, którą mi stale dostarczacie. DZIĘKUJĘ!

Wydawnictwom, z którymi przez te lata miałam okazję współpracować lub współpracuję dalej, dziękuję za zaufanie i możliwość poznania wielu fantastycznych tytułów!


18.07.2017

Nicola Yoon - Ponad wszystko


Tytuł: "Ponad wszystko"
Autor: Nicola Yoon
Ilość stron: 327
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Zawsze przepadałam za książkami, poruszającymi temat chorób, więc sięgnięcie po "Ponad wszystko" było tylko kwestią czasu. Podchodziłam do tego tytułu z dużą ostrożnością, bo sporo książek młodzieżowych mnie już zawiodło, ale ta, na szczęście, nie dołączy do tego pechowego grona.

Maddy jest ciężko chora. W ogóle nie może wychodzić z domu, bo skończy się to dla niej śmiercią. Maddy jest uczulona dosłownie na cały świat. Jedyne osoby, które z nią przebywają to jej mama i pielęgniarka, inne nie mają nawet wstępu do jej domu. Dziewczyna jest sama jak palec, nie ma znajomych, uczy się przez internet. Zamknięta w czterech ścianach, wyizolowana, nienauczona prawdziwego życia, próbuje jakoś je sobie zorganizować.

Maddy jest przyzwyczajona do swojego losu, ale do czasu. Bo pewnego dnia zjawia się On - Olly i nagle życie nie jest już takie samo. Nastolatka zakochuje się i coraz bardziej odczuwa swoją beznadziejną sytuację...

"Ponad wszystko" to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam. Styl autorki jest lekki i sprawia, że tę książkę po prostu pochłonęłam, ciekawa, co zastanę na kolejnych stronach. A z każdą kolejną kartką czekało na mnie coraz więcej emocji. Zaangażowałam się w tę historię, polubiłam bohaterów, kibicowałam im, współczułam, analizowałam ich zachowania. Myślę też, że "Ponad wszystko" może być swego rodzaju motywacją do zmiany swojego życia, bo pokazuje, jak z pozoru banalne rzeczy typu spacer, mogą być dla niektórych nieosiągalne, a dla nas są często niedoceniane. Warto korzystać z życia, po prostu!

Myślałam, że nie zaskoczy mnie ta historia. A jednak! Zakończenie było dla mnie faktycznie niespodzianką i wtedy też książka bardziej zyskała w moich oczach, zmusiła mnie do przemyśleń. Pewne podejrzenia, co prawda, miałam, ale okazały się one nietrafione. Spodziewałam się płytkiej i banalnej historii, a dostałam opowieść pełną emocji. Serdecznie polecam!

12.07.2017

Paweł Reszka - Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy


Tytuł: "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
Autor: Paweł Reszka
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne








Już jako pięcioletnia dziewczynka marzyłam o zostaniu lekarzem. Właściwie to ta myśl towarzyszyła mi przez wiele, wiele lat, ale zawsze też studia medyczne wydawały mi się nieosiągalne. Teraz kończę szkołę średnią i jeszcze do niedawna ta medycyna mi się marzyła, miałam wysokie ambicje. Ale przeczytałam tę książkę....


Różne są pobudki ludzi, którzy chcą zostać lekarzami. Jedni chcą wykonywać ten zawód tylko dla pieniędzy, inni mają powołanie, a jeszcze inni idą na studia medyczne, by podtrzymać rodzinną tradycję. Niezależnie od motywów, warto wiedzieć, jak to naprawdę wygląda od kuchni. A wygląda to, niestety, bardzo źle.

Autor skrupulatnie przygotował się do napisania tej książki. Zatrudnił się nawet jako sanitariusz, by zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje. Najważniejsze są tu jednak słowa lekarzy, którzy anonimowo, ale za to szczerze, zdradzają, jak naprawdę wygląda ich praca, płaca i kontakt z pacjentami.

Niskie płace to jedno, ale wspomnieć o tym koniecznie trzeba, bo wiele osób chce studiować medycynę tylko i wyłącznie dla pieniędzy, licząc na opływanie w luksusie. A to tak wcale nie wygląda. Haruje się (zwłaszcza na początku) za marne grosze, biorąc pod uwagę lekarskie poświęcenie, odpowiedzialność i wieloletnią naukę. Dyżur za dyżurem, potem przychodnie i prywatne praktyki, bo inaczej nie starcza na opłacenie rachunków. A gdzie czas dla siebie, dla rodziny, gdzie czas na sen? A potem pacjent trafia na lekarza po 36 godzinach ciągłej pracy. Czy można się dziwić, że taki lekarz jest opryskliwy, że popełnia błędy?

To jednak nie tylko książka dla studentów medycyny, czy przyszłych kandydatów. Warto po nią sięgnąć nawet gdy jesteśmy tylko pacjentami, bo pozwala pewne rzeczy lepiej zrozumieć i zdecydowanie otwiera oczy. Ja od teraz na pewno inaczej będę patrzeć na lekarzy, z większą wyrozumiałością.

Niewiele jest książek, które coś w moim życiu zmieniły, ale ta do nich należy. To ona pozwoliła mi podjąć decyzję o mojej przyszłości, a konkretnie o tym, że medycyna nie jest dla mnie. Że pomimo mojego zainteresowania ludzkim organizmem i człowiekiem, nie dałabym rady w takiej pracy. Pokonałyby mnie nie niskie płace, ale system i organizacja pracy, która zaczyna przypominać jakiś obóz. Po prostu moje życiowe wartości nigdy nie dopasują się do ciągłej harówki i przepracowania.
Ale wiecie, to tylko moje przemyślenia. Warto przeczytać i stworzyć własny obraz. Do tego Was zachęcam!

07.07.2017

Polecanki #1

Sporo czasu spędzam w sieci i często trafiam na materiały, z którymi chciałabym się podzielić. Stąd właśnie pomysł na nowy cykl: Polecanki. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie.

  • Uzależniłam się ostatnio od kanału Living Big In a Tiny House. Jeśli chcecie zobaczyć, jak pięknie można urządzić swój dom w autobusie albo przyczepie kempingowej, to zerknijcie koniecznie. Albo, jak żyje się w mieszkaniu, mającym 8m2. Niesamowite, jak ogromna jest ludzka pomysłowość! 


  • Bardzo ciekawy wykład na temat samotności - KLIK.
  • Nie da się ukryć, że polski to nie jest łatwy język, zwłaszcza dla obcokrajowców. Poznajcie jednak  Tony'ego, który radzi sobie z nim znakomicie! A przy okazji można posłuchać, jak postrzega on Polaków. 
  • Pozostając w temacie obcokrajowców mieszkających w Polsce to serdecznie polecam bloga Polonization. Leah jest Amerykanką i dzieli się ze swoimi czytelnikami swoimi odczuciami na temat naszego państwa. 
  • Smakowicie prowadzony profil na Instagramie, czyli o tym, co warto zjeść we Wrocławiu. KLIK
Tyle poleceń na dziś. Kolejne już wkrótce.:) A co Wam wpadło ostatnio w oko?

03.07.2017

Remigiusz Mróz - Deniwelacja


Tytuł: "Deniwelacja"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 496
Wydawnictwo: Filia
Tom: IV
Cykl: Komisarz Forst

Opis z okładki:
"Gdzie jest Wiktor Forst? To pytanie zadają sobie zakopiańscy śledczy, gdy topniejący w Tatrach śnieg odsłania makabryczny widok na zboczach Giewontu. Odnalezione zostają zwłoki grupy kobiet, których za życia nic ze sobą nie łączyło.
Żadna wycieczka nie zaginęła zimą na szlakach, a wszystkie ofiary wypadków w górach zostały odnalezione. W dodatku na ciałach nie ma żadnych śladów świadczących o tym, by doszło do zabójstw. Kiedy w Zakopanem znikają jednak kolejne kobiety, nie ma wątpliwości, że na Podhalu pojawił się seryjny zabójca. Policja odkrywa ślad prowadzący do Wiktora Forsta. Problem polega na tym, że nikt nie wie, gdzie od roku przebywa były komisarz…?"

"Deniwelacja" znacząco różni się od poprzednich tomów tego cyklu. Brakuje tu tej specyficznej, pędzącej łeb na szyję akcji i braku wytchnienia. Jest dużo spokojniej, ale dalej intrygująco i ciekawie, co sprawiło, że przeczytałam tę książkę błyskawicznie. Aczkolwiek to już nie jest to, co wcześniej. Brakowało mi tego specyficznego klimatu.

Seria z komisarzem Forstem ma to do siebie, że jest zupełnie odrealniona, a ilość nieprawdopodobnych zdarzeń nawet mnie w którymś tomie zmęczyła i przerosła. Tutaj jest już bardziej realnie, autor zwolnił, skupił się na rozpoczętych wątkach, ale też tradycyjnie namieszał w mojej głowie. Było sporo niewiadomych, które z czasem zaczęły składać się w logiczną całość.

Nie sposób przy pisaniu o książkach Mroza nie wspomnieć o zakończeniu, bo autor zawsze ma dla czytelników jakąś "bombę". Tak też jest i tym razem. Co prawda nie mam poczucia, że muszę "już, teraz, zaraz"  sięgnąć po kolejną część, ale nie kryję też, że czuję się zaintrygowana.

Z moją sympatią do komisarza Forsta było różne, ale ostatecznie go polubiłam. Mam wrażenie, że autor traktuje go jak worek treningowy. Tym razem Forst nie gra pierwszych skrzypiec, pojawia się za to na kartach powieści sporadycznie, a jego działania są zagadką. Na pierwszy plan wysuwa się zaś prokurator Dominika Wadryś-Hansen, na której mogłam się teraz lepiej skupić.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się, że będzie kolejna część przygód Forsta. A jednak! Mróz zaskakuje. Jestem ciekawa, co wymyśli dalej, bo ta część to w sumie dla mnie taka niewiadoma. Coś jakby wstęp do czegoś większego. I taką mam nadzieję, bo inaczej ciągnięcie tej serii będzie zupełnie bezsensowne. A tasiemców nie lubię, więc pewnie będę podchodziła z pewną dozą niepewności do kolejnej lub kolejnych części.

01.07.2017

Podsumowanie czerwca 2017

Połowa roku za nami. Niezwykle szybko minęły mi te miesiące, zbyt szybko...



Czerwiec zawsze był dla mnie miesiącem bardzo luźnym, w zasadzie już wolnym od nauki. Tym razem było jednak inaczej, bo czekały mnie dwa ważne egzaminy, które przysporzyły mi sporo stresu i wypompowywały ze mnie większość energii. Na szczęście wszystko mam już za sobą i z ulgą zaczynam zasłużone wakacje. Być może moje ostatnie, takie prawdziwe i leniwe wakacje, bo w maju czekają mnie matury, a od razu po nich planuję przeprowadzkę, szybkie szukanie pracy w nowym mieście itd.

Książki

W czerwcu, mimo wszystkich niedogodności, przeczytałam sporo. Bo ja już tak mam, że nawet, gdy nie mam czasu i mam świadomość, że wiele muszę danego dnia zrobić, to zawsze znajdę chwilę na zerknięcie do książki. I tak oto udało mi się ich przeczytać aż 11!

Pierwsze 3 to książki dotyczące zdrowego odżywiania, bo dietetyka stała się rok temu moją wielką pasją i chcę stale pogłębiać swoją wiedzę:
1. Peter Green, Rory Jones - "Gluten na widelcu"
2. "Sekretne życie jelit. 21 sposobów na zdrowe odżywianie"
3. Julita Bator - "Zamień chemię na jedzenie" cz.1 i 2

A pozostałe tytuły to:
4. Donato Carrisi - "Hipoteza zła"
5. Paulina Mikuła - "Mówiąc inaczej"
6. John Boyne - "Chłopiec na szczycie góry"
7. Patrick Ness - "Siedem minut po północy"
8. J. A Redmerski - "Na krawędzi nigdy"
9. Janusz Świtaj - "12 oddechów na minutę"
10. Capole Truman - "Śniadanie u Tiffany'ego"

Razem 3237 stron.

Serial

W czerwcu obejrzałam serial "Trzynaście powodów", który tak wiele osób chwaliło. Co prawda książki nie doczytałam, bo jakoś mnie zanudziła, ale serial pochłonęłam. Oglądałam odcinek za odcinkiem, ciekawa finału. A teraz czekam na drugi sezon!

Pierwszy sezon to 13, trzymających w napięciu odcinków. Jest to serial pełen dramatów, zmuszający do refleksji. Jestem ciekawa, co będzie dalej.

Język angielski

Jestem z siebie dumna, bo odważyłam się zacząć mówić po angielsku i to z zupełnie obcą osobą. O tym jednak pisałam TUTAJ.

Zaczęłam też czytać po angielsku książkę pt. "Bad Romeo" (w Polce wydana jako "Zły Romeo") - co prawda jakoś mnie szczególnie nie zachwyca, ale doczytam ją, bo język jest dla mnie na tyle łatwy, by czytać bez przeszkód i konieczności zaglądania do słownika.

Plany na lipiec

Za kilka dni odwiedzę razem z przyjaciółką Wrocław, więc szykują nam się 2 dni intensywnego chodzenia, bo chcemy w tym czasie zobaczyć jak najwięcej.
A poza tym nauka do matury, bo chcę mieć świadomość, że robię wszystko, by dostać się na upragnione studia.
No i książki oczywiście! Jak się uda to chcę sięgnąć jeszcze po jakiś anglojęzyczny tytuł, żeby ciągle szlifować angielski.

Jak Wasz czerwiec? Co planujecie robić w Lipcu?

29.06.2017

Czy można ufać opiniom na portalach książkowych? Uwaga, OSZUŚCI!

Dzisiaj natknęłam się na poważne oszustwo na jednym z portali książkowych. Co tu dużo tłumaczyć, zerknijcie sami:


Opinie pod książką pt. "Sekretne życie jelit. 21 sposobów na zdrowe odżywianie" ( tutaj tylko 3, ale takich "fałszywek" jest dużo więcej, zresztą zobaczcie sami - wychodzi kilkanaście nieprawdziwych w moim odczuciu kont)


 A tu screeny profili tych "użytkowników"



Przypadek? Nie sądzę...  Sprawę już głosiłam do Lubimy Czytać, ale niesmak do wydawnictwa pozostanie już na zawsze...

18.06.2017

Językowo: Mówienie, czyli gdy nagle brakuje Ci słów

Uczę się angielskiego już naprawdę długo, bo od 4 klasy szkoły podstawowej. I naprawdę bardzo ubolewam nad tym, że tak mały nacisk kładzie się na mówienie. Daje się za to uczniom listy słówek, robi testy gramatyczne, czasami zadaje wypracowanie. A mówienie ogranicza się do przeczytania kilku zdań z podręcznika. Nic więc dziwnego, że umiejętność ta przysparza tyle problemów i jest źródłem stresu.


Rozumiem naprawdę dużo jeśli chodzi o słuchanie i czytanie po angielsku (czytuję nawet powieści w oryginale). Ale mówienie... Mówienie wpędza mnie w ogromy stres, zaczynam się jąkać, zapominam najprostszych słów, przerasta mnie moja blokada językowa, boję się, że zostanę niezrozumiana...



Ale, ale! Wreszcie dojrzałam do tego, by zacząć mówić, by zrobić coś z tą moją językową słabością. Dotychczas myślałam, że wystarczy na początek mówić do siebie w myślach. Sposób niby dobry, ale w moim przypadku totalnie się nie sprawdził. Bo wiecie, w swojej głowie potrafię tworzyć genialne wypowiedzi, wszystko jest takie płynne. Ale już powiedzenie tego na głos przed kimś innym takie proste i perfekcyjne zdecydowanie nie jest.

Wreszcie, po ponad roku zabierania się do tego, zrobiłam krok naprzód i założyłam konto na portalach wymiany językowej. Jest tego naprawdę sporo i jestem przekonana, że zawsze znajdziecie kogoś, kto będzie chciał z Wami porozmawiać (porozmawiać, a nie tylko czatować!). Ja znalazłam swojego partnera do rozmów na polyglotclub.com jeszcze tego samego dnia. Działa to na zasadzie wymiany językowej; ja uczę kogoś polskiego (jeśli chce, oczywiście), a w zamian ktoś uczy mnie angielskiego.

Co prawda, jestem dopiero po dwóch rozmowach (za to całkiem długich), ale chciałam Was zachęcić do spróbowania i rozmawiania! I mówi to osoba szalenie nieśmiała, przerażona kamerkami internetowymi, z zerową pewnością siebie, nieprzyzwyczajona do mówienia po angielsku i brzmienia swojego głosu. Uwierzcie, najgorsza jest pierwsza minuta rozmowy, potem jest już z górki.

Te dwie rozmowy niewiele jeszcze zmieniły jeśli chodzi o moje umiejętności mówienia, ale uświadomiły mi z czym mam problem i, co najważniejsze, pokazały, że nie ma się czego bać i wstydzić. Ok, zdarza się, że nieudolnie sformułuję pytanie (a z tym mam czasem problemy), ale ostatecznie i tak zawsze się z moim partnerem dogadam. Podbudowujące jest też to, że pomimo błędów można mnie zrozumieć, więc nie jest ze mną tak źle. Czuję się już trochę pewniej, mówię głośniej i śmielej. Żałować mogę jedynie, że zdecydowałam się tak późno.

Przyznaję, że bałam się rozmawiać z zupełnie obcą osobą (tutaj włącza się moja nieśmiałość i introwertyzm). Mój partner mieszka w Indiach i nie jest native speakerem, ale angielski zna na poziomie komunikatywnym, jest na wyższym poziomie ode mnie (a to dla mnie było najważniejsze). Jest starszy, ale póki co nie brakuje nam tematów do rozmów. Cieszę się, że tak dobrze trafiłam i to za pierwszym razem, bo nie zniechęciłam się już na samym początku. Wiadomo; na takich stronkach z pewnością nie brakuje zboczeńców i osób, które mają złe zamiary, ale są też osoby, które naprawdę chcą się czegoś nauczyć, pomóc innym, poznać inne kultury. Także warto próbować, tym bardziej, że jest to darmowe i nic nie tracimy. Możemy tylko zyskać,


Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, to odważcie się! Pamiętajcie, że mówienia można nauczyć się TYLKO poprzez mówienie. Innej drogi nie ma.

15.06.2017

Wojciech Kuczok - Czarna


Tytuł: "Czarna"
Autor: Wojciech Kuczok
Ilość stron: 260
Wydawnictwo: Od deski do deski

Jeremi jest lokalnym przedsiębiorcą. Dobrze mu się powodzi, ma swoją firmę, żonę i trójkę dzieci oraz szacunek społeczeństwa, bo w końcu zatrudnia u siebie mnóstwo mieszkańców Czarnej. Brakuje mu jednak prawdziwej miłości, bo jego uczucie do żony Beaty w przeciągu kilkunastu lat małżeństwa gdzieś wyparowało. Właściwie to stała się ona dla niego przestarzałym sprzętem, który jest już bezużyteczny, ale jednak szkoda go wyrzucić.

I nagle zjawia się Ona. Maria. Jest młodsza, bo 30-letnia, piękna, pracuje jako nauczycielka w szkole jego syna. Uczucie rozwija się szybko, nie brakuje namiętności i seksu. Jeremi prowadzi podwójne życie i czuje się z tym dobrze. Ale do czasu. Bo Maria chce czegoś więcej niż tylko seksu. Chce swojego ukochanego na wyłączność. Pragnie mieć z nim dziecko, razem zamieszkać. Chce być tą jedyną, a nie kochanką, którą trzeba ukrywać. Ale w życiu Jeremiego na pierwszym miejscu jest jego syn Pawełek...

"Czarna" to historia fikcyjna, ale zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Nie jest tajemnicą, że oczekiwać należy na kartach tej powieści jakieś tragedii. Ta, owszem, jest, trzeba tylko na nią poczekać. I chociaż książka nie obfituje w nagłe zwroty akcji, czy sceny rodem z horroru, to jest świetna pod względem portretów psychologicznych. Mamy tu obraz szaleńczo zakochanej kobiety, która tak mocno angażuje się w związek, że nie radzi sobie z odrzuceniem. Kochanek jest dla niej wszystkim, a z niezależnej kobiety staje się niewolnicą własnych uczuć.

Wychowałam się i na chwilę obecną nadal mieszkam w malutkiej miejscowości, więc historia przedstawiona w "Czarnej" jest dobrze dla mnie zrozumiała. Takie małe mieściny mają to do siebie, że nie pozwalają człowiekowi na prywatność. Gdy wszyscy się znają, nie ma miejsca na anonimowość i robienie tego, co nam się podoba, bez ingerencji i komentarzy innych osób. Życie w takim miejscu łatwe nie jest i bohaterowie sami się o tym przekonali. W Czarnej ciężko doszukiwać się jakiś pozytywów. Czuć za to przytłaczający klimat, wieczny pesymizm i krążące w powietrzu plotki. W Czarnej jesteś ciągle na celowniku, pod czujnym okiem wścibskiej sąsiadki. Żyjesz pod dyktando innych, ograniczasz się...
Może trochę zboczyłam z tematu, ale według mnie miejsce zamieszkania bohaterów mogło w znaczny sposób wpłynąć na rozwój tej historii, na tragiczny finał.

"Czarna" to kolejna książka z serii Na F/Aktach, którą serdecznie mogę polecić. To historia, którą warto poznać!

01.06.2017

Podsumowanie maja

Kolejny miesiąc przed nami, a wakacje zbliżają się wielkimi krokami. Dziś Dzień Dziecka, dlatego życzę Wam wszystkiego najlepszego, bo przecież każdy z nas, niezależnie od wieku, ma w sobie coś z dziecka.


Maj to mój ulubiony miesiąc; czuję większą radość, bo pogoda zwiastuje już nadchodzące lato. W maju też się urodziłam, więc to pewnie temu mój ulubiony czas w roku.

Wracając jednak do książek. Przeczytałam aż 11 pozycji i w większości okazały się naprawdę bardzo dobre:
1. Jodi Picoult - "Małe wielkie rzeczy"
2. Gilly Macmillan - "Dziewięć dni"
3. Dorota Terakowska - "Tam, gdzie spadają anioły"
4. Przemysław Piotrowski - "Radykalni. Terror"
5. Donna Tartt - "Szczygieł"
6. Ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka - "Dasz radę"
7. Remigiusz Mróz - "Deniwelacja"
8. Joy Fielding - "Nie ma jej"
9. Collen Hoover - "Confess"
10. Nadia Hashim - "Dom bez okien"
11. Wojciech Kuczok - "Czarna"

Razem 4233 strony.

Czytam sporo, gorzej z regularnym pisaniem o przeczytanych książkach. Ja jednak tak już mam, że jeżeli do recenzji nie zabiorę się od razu po przeczytaniu książki albo jeszcze w tym samym dniu, to najprawdopodobniej już jej nie napiszę. Zauważyłam też, że najchętniej piszę o książkach naprawdę dobrych, bo na te przeciętne chyba już szkoda mi czasu.

W maju zaczęłam też oglądać świetny serial psychologiczny - "Magię kłamstwa". Pokazuje on, jak dużo można oczytać z mowy ciała. Serial jest naprawdę warty obejrzenia i na pewno nie będzie on stratą czasu, ale okazją do nauki. Osobiście nie potrafiłabym pochłonąć go w tydzień, bo uważam, że lepiej go sobie dawkować, więc jeśli macie mniej czasu wolnego i nie chcecie przykleić się do monitora na długie godziny to tym bardziej zachęcam.


Rozpoczęłam też 4 sezon serialu "How I met your mother?". Jest on oczywiście dostępny w języku polskim, ja jednak uczę się z nim angielskiego i oglądam w oryginale. Serial jest śmieszny, odcinki krótkie, fajny do nauki języka. To coś w stylu "Friends".


Jak minął Wam maj? 

28.05.2017

Simon Beckett - Zimne ognie



Tytuł: "Zimne ognie"
Autor: Simon Beckett
Ilość stron: 353
Wydawnictwo: Czarna Owca

Kate Powell jest singielką, odnosi sukcesy zawodowe i lubi sama o sobie decydować. Jednak w pewnym momencie swojego życia odkrywa, że czegoś jej jednak brakuje. Pragnie dziecka, ale po nieudanym związku nie chce pakować się w kolejny. Decyduje się zatem na inseminację. ale chce zrobić to na własnych zasadach i sama znaleźć dawcę, by wiedzieć, kto będzie ojcem dziecka. Na jej ogłoszenie szybko odpowiada Alex Turner - psycholog kliniczny, który zdaje się być kandydatem idealnym.

Znając genialną "Chemię śmierci" tego autora i kolejne książki z tej serii, czuję się bardzo "Zimnymi ogniami" zawiedziona. Nigdy bym nie powiedziała, że tak "łagodna" i tak pozbawiona emocji powieść może wyjść z rąk pana Becketta. Aż ciężko w to uwierzyć.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, ale tylko temu, żeby jak najszybciej sięgnąć po coś innego. Niestety, ale więcej w niej wad niż zalet. Przede wszystkim "Zimne ognie" to książka przewidywalna od początku do końca, zupełnie pozbawiona elementów zaskoczenia, do których jestem u pana Becketta przyzwyczajona. Po drugie, naiwność głównej bohaterki okropnie mnie raziła i zastanawiałam się, gdzie ta niby ostrożna kobieta ma w ogóle mózg, bo jej zachowanie i przemyślenia sobie zaprzeczały. Po trzecie, wieje nudą. Nie dość, że książka długo próbuje się rozkręcać to ostatecznie ciężko powiedzieć, że w ogóle to robi. Autor wszystko przeciąga, robiąc z "Zimnych ogni" bardzo średnią powieść obyczajową, a nie thriller.

Żeby nie było tak negatywnie to wspomnę o zaletach, na które zwróciłam uwagę. Cieszy mnie bowiem fakt, że autor zwrócił uwagę na potężną moc portali społecznościowych, pokazał, jak w łatwy sposób mogą zniszczyć życie i jak szybko rozprzestrzeniają się informacje. Hmmm, i to chyba tyle z zalet.

Jeśli chodzi o Becketta to z czystym sumieniem polecić mogę serię z Dr Davidem Hunterem - na pewno się nie zawiedziecie. Zaś "Zimne ognie" lepiej sobie odpuścić.

20.05.2017

Przemysław Piotrowski - Radykalni. Terror

Po raz pierwszy z twórczością Przemysława Piotrowskiego spotkałam się przy okazji czytania "Drogi do piekła". Książka była mocna, zdecydowanie męska i nie ukrywam, że bardzo mi się spodobała. Nie wahałam się więc ani chwili, gdy zobaczyłam "Radykalnych. Terror". Już sam opis jest zapewnieniem, że książka jest brutalna i nic dziwnego, że jeszcze przed jej wydaniem zaczęła budzić kontrowersje...


Tytuł: "Radykalni. Terror"
Autor: Przemysław Piotrowski
Ilość stron: 410
Wydawnictwo: Videograf
Tom: I
Cykl: Radykalni

Jest rok 2023. Układ z Schengen jest już przeszłością, a Europa pogrąża się w coraz większym kryzysie. Radykalni Muzułmanie stopniowo przejmują świat, wprowadzają strefy szariatu. Na ulicach robi się niebezpiecznie.

Hiszpania. Kuba jest polskim studentem i przebywa tu na studenckiej wymianie. Zakochuje się w pięknej Arabce - Nawal - z którą spodziewa się dziecka. Niestety ich szczęście nie trwa długo, bo kobieta zostaje brutalnie zabita przez własną rodzinę, a Kuba oraz jego przyjaciel Michał ledwo uchodzą z życiem. To jednak nie koniec koszmaru, bo porwana zostaje Monika - partnerka Michała.

Choć ta historia jest tylko fikcją literacką, to nie da się ukryć, że może ona za jakiś czas stać się prawdziwa, a  podobny obraz zobaczymy na ulicach naszych miast. Czytając tę książkę wielokrotnie byłam w szoku. Zaczęłam z jeszcze większym niepokojem patrzeć w przyszłość. Uderzyło mnie, jak mimo tej całej fikcji, ta historia jest prawdziwa, jak trafne są spostrzeżenia autora. Ta książka to prawdziwy horror, w którym największym potworem jest człowiek. Nie, przepraszam. To jeszcze gorsze niż horror.

Byłam przygotowana na mocną lekturę i się nie zawiodłam. Brutalność wręcz wylewa się z kart powieści. Nie brakuje krwawych i przerażających scen, które poruszą chyba każdego, bo nie można ze spokojem czytać o takim okrucieństwie, gdzie człowiek jest człowiekowi największym wrogiem. Książka jest mroczna i ponura, a opisy dosadne i zdecydowanie dla osób o mocnych nerwach!

Nienawiść to słowo klucz tej powieści. A gdzie jest nienawiść tam w końcu jest i wojna. Autor w perfekcyjny sposób pokazał, jak rodzi się nienawiść, jak szybko się rozwija oraz do czego zdolny jest ogarnięty nią człowiek.

Dodam jeszcze, że autor przekazuje sporo wiedzy na temat islamu. Przyznać muszę, że dowiedziałam się wiele nowego zarówno o wyznawcach tej religii , jak i jej samej. Autor na koniec też wspomina, że miał w swoim życiu styczność z radykalnymi islamistami, więc zdecydowanie można mu zaufać i potraktować tę książkę jako sprawdzone źródło wiedzy.

Jestem przekonana, że o tej książce będzie głośno oraz że ta seria (bo "Radykalni. Terror" to na razie tylko pierwszy tom) odniesie wydawniczy sukces. To jest tytuł, który nie tylko warto, ale który TRZEBA, koniecznie TRZEBA przeczytać!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Videograf!

14.05.2017

Chris Carter - Rzeźbiarz śmierci



Tytuł: "Rzeźbiarz śmierci"
Autor: Chris Carter
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: IV
Cykl: Robert Hunter






Ktoś w brutalny sposób morduje prokuratora Dereka Nicholsona, ćwiartkując jego ciało, a z odciętych części tworząc dziwną rzeźbę. Sprawa od razu staje się priorytetowa i pełna niewiadomych, bo Nichalson i tak był umierający na raka i nie pozostało mu już wiele czasu, więc po co to morderstwo? Robert Hunter wie, że trzeba szybko ująć sprawcę, bo może zaatakować ponownie.

"Rzeźbiarz śmierci" to czwarta część z serii z Robertem Hunderem i zarazem czwarta książka tego autora, którą poznałam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Generalnie od początku byłam zachwycona piórem pana Cartera i jego tytuł czytało mi się rewelacyjnie, wprost nie mogłam się oderwać. Tak też było i tym razem, ale nie bez "ale"...

"Ale", ponieważ mam wrażenie, że powoli chyba się przejadłam jego twórczością. To, co początkowo zachwycało, teraz stało się normalne, a ja zaczęłam zauważać coraz więcej podobieństw do poprzednich tytułów i pewną schematyczność. Owszem, przedstawiona w "Rzeźbiarzu śmierci" zbrodnia jest wymyślna i brutalna, do czego autor już mnie przyzwyczaił, ale w sposobie jej rozwiązania jest już ta powtarzalność. Bo wiecie, Robert Hunter to policyjny geniusz, mistrz psychologii, znawca ludzkich zachowań itd. Wcześniej, czy później, rozwiąże każdą zagadkę. Ale mnie już chyba zaczyna powoli nudzić to jego "wszechwiedzenie". Cóż, może błąd jest po mojej stronie, bo powinnam sobie dawkować jego książki, a nie czytać je właściwie jedna za drugą, bo wtedy ewentualne mankamenty są bardziej odczuwalne. Dodam tu jeszcze, że trochę denerwujące jest powtarzanie, jak to partner z pracy Roberta poznał swoją żonę. Dla nowych czytelników, którzy nie czytają po kolei może to i dobrze, ale dla osoby, która jest świeżo po przeczytaniu poprzednich tomów, powoduje to tylko znużenie.

Mimo tego uczucia, że "to już było" nie mogę nie napisać, że i ta mi się podobało, a książkę pochłonęłam. Swoje oczywiście robią króciutkie rozdziały i na przeczytaniu jednego się na pewno nie kończy. Jest trochę leniwiej niż w poprzednich tomach, zbrodnie nie są aż tak brutalne, a już na pewno nie są aż tak brutalnie opisane, jak to było poprzednio.

Jako że jest to seria o Robercie Hunterze normalnym jest, że jego życie prywatne ma znaczenie. Tutaj jednak kompletnie jest to zaniedbane, właściwie nie dzieje się u niego nic ciekawego. Tak, jakby autor przestał mieć pomysł na tą postać i skupiał się tylko na jego geniuszu w pracy.

Po kolejną część również zamierzam sięgnąć, ale to za jakiś czas. Teraz muszę od tej serii odpocząć.

08.05.2017

Jodi Picoult - Małe wielkie rzeczy



Tytuł: "Małe wielkie rzeczy"
Autor: Jodi Picoult
Ilość stron: 609
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Jodi Picolut to jedna z moich ulubionych autorek. Cenię sobie jej twórczość za dojrzałość i tematykę, która zawsze zmusza mnie do refleksji i wywołuje szereg emocji. Jej książki zdecydowanie zapadają w pamięć.

Ruth Jefferson od dwudziestu lat pracuje w szpitalu jako położna. Kobieta uwielbia swoją pracę i wykonuje ją z największą starannością i zaangażowaniem. Jest lubiana przez swoje współpracownice, cieszy się ich szacunkiem, a pacjentki ją uwielbiają. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Rodzi się Davis, a jego rodzice, Turk i Brit, nie życzą sobie, by Ruth zbliżała się do ich syna, bo kobieta jest czarnoskóra. Ich życzenie zostaje spełnione, co mocno uderza w Ruth, która czuje, że jest dyskryminowana.

Gdy Davis przechodzi rutynową operację, zostaje, przez braki w personelu, pod opieką Ruth. Nagle dziecko staje się sine i pomimo lekarskiej pomocy umiera. Zrozpaczeni rodzice oskarżają o śmierć ich syna Ruth.

"Małe wielkie rzeczy" to książka, której nie czytało mi się łatwo. Z jednej strony ciekawa byłam rozwoju sytuacji, ale z drugiej czułam jakąś blokadę, zbyt dużo myśli kumulowało się w mojej głowie i domagały się uwagi, dogłębnego przemyślenia. Autorka porusza tutaj temat rasizmu, który, niestety, jest nadal w XXI wieku aktualny. Chociaż świat idzie do przodu, rozwija się technika to niestety niekoniecznie idzie to z rozwojem człowieka, który często nadal ogarnięty jest różnymi uprzedzeniami. Wyznajemy, że wszyscy jesteśmy równi, że jesteśmy tolerancyjni, a kolor skóry to tylko kolor skóry, ale czy na pewno?

To nie jest książka, którą można sobie czytać tak po prostu, bez emocji. To nie jest książka, po którą warto sięgać w autobusie czy miejscu publicznym. Ona zasługuje na spokojną degustację w domowym zaciszu, bez zbędnych przerywaczy. U mnie wywołała szereg emocji i zmusiła do refleksji. Obudziła coś we mnie, pozwoliła mi inaczej spojrzeć zarówno na siebie, jak i na otaczający mnie świat. Dodam też, że kilka razy prawie się rozkleiłam, zwłaszcza podczas czytania scen ze szpitala. Książka ta pokazała, jakim cudem jest nowe życie i jak ważna jest praca położnej. Coś pięknego.

Jednak "Małe wielkie rzeczy" to nie tylko temat dyskryminacji rasowej i rasizmu. To także historia o najpiękniejszej miłości - matczynej, która przezwycięży wszystko, pomimo bólu i cierpienia. Pokazuje, jak wiele jest w stanie zrobić matka dla swojego dziecka, by zapewnić mu godne życie i bezpieczeństwo.

Przeczytałam praktycznie wszystkie książki Jodi Picoult i co łatwo zauważyć, są one w pewien sposób schematyczne. Autorka zabiera czytelników na salę sądową, często też do szpitali. Tak jest i w tym przypadku. Ja, jako fanka zagadnień sądowych i amerykańskich rozpraw, nie mam nic przeciwko. I chociaż ta schematyczność może dla niektórych być wadą, to dla mnie jest pewną gwarancją, bo wiem, czego oczekiwać i wiem, że raczej się nie zawiodę. Dla tych, którzy jeszcze z twórczością Jodi Picoult nie mieli do czynienia, napiszę, że sprawa sądowa gra tutaj, można powiedzieć, pierwsze skrzypce. Są przesłuchania świadków, jest wybór ławników, jest i prawnicze spojrzenie na proces oraz sztuczki sądowe.

W posłowiu sama Jodi Picoult przyznaje, że pisanie tej książki nie było dla niej łatwe, wahała się, czy powinna to robić. Ja jednak cieszę się, że tytuł ten wyszedł spod jej pióra, bo przyznać muszę, że to jedna z lepszych jej książek w moim osobistym rankingu. Widać, że autorka porządnie do jej pisania przygotowała, że korzystała z pomocy wielu osób, co czyni ten tytuł jeszcze bardziej profesjonalnym i rzetelnym. Jestem przekonana, że "Małe wielkie rzeczy" będzie jedną z najważniejszych książek 2017 roku.

05.05.2017

Remigiusz Mróz - Inwigilacja


Tytuł:"Inwigilacja"
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 592
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Tom: V
Cykl: Joanna Chyłka

Kilkanaście lat temu adoptowany przez bezdzietne małżeństwo Lipińskich chłopak ginie na ich wakacyjnym wyjeździe w Egipcie. Rodzice jednak nie potrafią pogodzić się ze swoją stratą i ciągle wierzą, że jeszcze żyje.

Po latach chłopak znajduje się i to w Warszawie. Rodzice są pewni, że to ich ukochany syn. Ten jednak przedstawia się jako Fahad Al-Jassam i wypiera się, że jest ich dzieckiem. Co gorsze, przyjechał do Polski z jakiegoś islamskiego kraju, jest islamistą i ciąży na nim poważny zarzut - jest oskarżony o chęć przeprowadzenia ataku terrorystycznego.

Obrony w tak skomplikowanej i z góry przegranej sprawie podjąć może się tylko jedna osoba - Joanna Chyłka, która wyzwań się nie boi. Węszy w niej nawet okazję do odbudowania swojej reputacji, a i rozgłos jest gwarantowany, więc tym lepiej dla niej.

Remigiusza Mroza cenię sobie za to, że w swojej twórczości jest zawsze na bieżąco i wplata takie wątki, które są teraz "na czasie". Dla mnie to sygnał, że jest świetnym i wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, a to bardzo mi się podoba. Tym razem poruszony został temat terroryzmu i ustawy inwigilacyjnej. Ten drugi ucieszył mnie szczególnie, ponieważ zostałam uświadomiona, z czym to się wiąże i nie ukrywam, że trochę mnie to wszystko przeraża. Jestem ciekawa, na ile korzysta się z tych uprawnień...

Temat terroryzmu jest tematem trudnym. Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach, w których strach o nasze codzienne życie jest całkiem uzasadniony. Nic więc dziwnego, że z niepokojem patrzymy na imigrantów i muzułmanów. Ale czy każdy muzułmanin musi być od razu terrorystą, nawet jeśli są dowody, które na to wskazują?

Zawsze przy czytaniu książek z tej serii zastanawiam się, czy potrafiłabym być obrończynią. Czy potrafiłabym bez zastanawiania się podjąć obrony osoby oskarżonej o przygotowanie ataku terrorystycznego. Tym razem i Joanna Chyłka ma wątpliwości, ale nie ma się co dziwić.

Rozwiązanie całej sprawy bardzo mocno mnie zaskoczyło, ale jasnym jest, że Mróz nie uznaje banalnych zakończeń, więc ja już przestałam się bawić w detektywa i próbować na własną rękę rozwiązać zagadkę. Chyba nigdy nie wygram z wyobraźnią autora.

Joanna Chyłka i Kordian Oryński to zdecydowanie mój ulubiony duet literacki. I niezależnie od tego, co autor mi zaserwuje jako główny wątek, to dla nich przeczytam każdy kolejny tom. Uwielbiam Chyłkę za jej cięty język i specyficzne poczucie humoru. Za jej wyszukane porównania i epitety, zwłaszcza w kierunku Zordona. Są niczym woda i ogień. Wzajemnie się uzupełniają i tworzą po prostu mistrzowski duet w pracy. A w życiu? To się dopiero okaże. Wspomnę jeszcze, że ciężarna Chyłka niejednokrotnie mnie zaskoczyła swoimi poglądami. Pewnych rzeczy się po niej po prostu nie spodziewałam.

Z jednej strony nie potrafiłam doczekać się lektury "Inwigilacji", a z drugiej żałuję, że nie zaczekałam aż dostępny będzie kolejny tom, bo najgorsze jest czekanie w niepewności, na to, co będzie dalej. Autor tradycyjnie rzuca na sam koniec taką bombę, że nie ma możliwości zapomnienia o Chyłce i Zordonie, a sięgnięcie po kontynuację jest czystą formalnością. Na szczęście Remigiusz Mróz jest w formie, więc trzymam go za słowo, że już wkrótce po raz kolejny spotkam się z moimi ulubionymi bohaterami literackimi.

28.04.2017

Jørn Lier Horst - Kluczowy świadek

Tytuł: "Kluczowy świadek"
Autor: Jørn Lier Horst
Ilość stron: 348
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: I
Cykl: William Wisting

Zapewne wszystkie osoby zaznajomione z twórczością tego autora wiedzą, w jak nietypowy sposób są wydawane jego książki w Polsce - bo zaczęło się od tomu 9. Teraz w końcu można zapoznać się z debiutem i zobaczyć, jak wyglądały początki pana Horsta.

W jednym z domów znalezione zostają nagie i brutalnie okaleczone zwłoki starszego mężczyzny - Prabena Pramma. Dom został wywrócony do góry nogami, więc policja podejrzewa początkowo motyw rabunkowy. Okazuje się jednak, że kosztowności zostały. Sprawy nie ułatwia fakt, że Praben był samotnikiem i nie kontaktował się z nikim. Nie miał krewnych, przyjaciół i rodziny, ale najwyraźniej skrywał jakiś sekret. Coś, za co musiał stracić życie.
Przed komisarzem Wistingiem bardzo trudne zadanie i zmiana wakacyjnych planów, bo praca nie wybiera.

Przyznać trzeba, że autor rozpoczął z rozmachem, bo "Kluczowy świadek" to powieść zbudowana na autentycznej historii, z którą Horst miał styczność podczas swojej pracy w policji. Sprawa miała miejsce w 1955 roku i dotyczyła zabójstwa 71-letniego mężczyzny - Ronalda Ramma. Do dnia dzisiejszego pozostała nierozwiązana. Wato dodać, że "O tym zabójstwie mówi się jak o jednym z najbrutalniejszych i najdziwniejszych w norweskiej historii kryminalnej". "Kluczowy świadek" to książka zainspirowana właśnie tą sprawą, ale w przeważającej części jest to oczywiście czysta fikcja literacka. Oczywiście, do pewnego momentu jest wiele podobieństw, a to nadaje tej powieści specyficznego klimatu i  przyciąga do czytania.

Chociaż w Polsce "Kluczowy świadek" został wydany dopiero teraz, to warto mieć na uwadze, że to debiut autora, a wspominam o tym po raz kolejny, bo trochę jednak debiut można tu wyczuć. Zagadka kryminalna jest interesująca, ale nie wciągnęłam się na tyle, by nie móc się oderwać. Brakowało mi tu tego "czegoś", a  konkretnie tego, co każdy dobry kryminał posiadać powinien. Tutaj wszystko wydaje mi się takie maksymalnie uproszczone. Jednak najbardziej brakowało mi bardziej dynamicznej akcji i elementów zaskoczenia. Nie wciągnęłam się tak, jak tego oczekiwałam. Z drugiej jednak strony nie żałuję lektury, bo fajnie było zobaczyć, jak autor zaczynał i jak się rozwinął."Kluczowy świadek" to tytuł dla tych bardziej wytrwałych. Dla tych, dla których powolna akcja nie jest przeszkodą.

Myślę, że "Kluczowy świadek" to ważna część dla wszystkich czytelników Horsta, bo pozwala poznać  komisarza Wistinga z innej strony, w młodszej wersji. W końcu trochę chronologii, której tak bardzo mi brakowało w sposobie wydawania całego tego cyklu.

22.04.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Połów


Tytuł: "Połów"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: II

Uwaga! Recenzja zawiera odniesienia do poprzedniego tomu, tj. "Enklawy". Czytasz na własną odpowiedzialność!

Wyspy Owcze, Vestmanna. Do niedawna było to miejsce spokojne, a życie tam oznaczało ciągłą rutynę i lenistwo. Jednak po wydarzeniach z "Enklawy" spokój mieszkańców został przerwany. Co prawda ludzie zaczęli znowu żyć normalnie, bo w końcu oskarżony o morderstwo Hallibjorn Olsen siedzi w więzieniu, ale ledwo skończyła się jednak tragedia, a już zaczęła następna...

Podczas odbywającego się co roku połowu grindwali, mieszkańcy przy patroszeniu jednego z tych zwierząt znajdują fragment czaszki. Jak się okazuje - ludzkiej i to sprzed kilkudziesięciu lat. Zagadka wydaje się nie do rozwiązania, więc sprawę po raz kolejny przejmuje duńska policja.

Po przeczytaniu pierwszej części, czyli "Enklawy" narzekałam trochę na  Hallbjørna Olsena, a konkretnie denerwowało mnie jego rozpijanie się. Kompletnie wtedy nie przypadł mi do gustu. Tym razem, mój stosunek do niego nieco się ocieplił i jestem ciekawa, jak dalej potoczą się jego losy, jeśli chodzi o sprawę z pierwszego tomu; czy to już jest koniec, czy autor jeszcze do tego wróci.

Jeśli chodzi o duńską komisarz Katrine Ellegaard to jak łatwo można się domyślić - pojawia się i w tym tomie. Jednak tym razem ta twarda i dążąca po trupach do celu kobieta musi zmierzyć się z poważną chorobą oraz uporządkować swoje relacje z Olsenem. I tutaj chciałabym zaznaczyć, że bardzo cenię sobie Remigiusza Mroza (Ove Løgmansbø) za to, że w swoich książkach porusza tak ważny temat jak profilaktyka nowotworu. Niby to tylko lekkie dotknięcie tego tematu, ale zdecydowanie zwróci to uwagę kobiet.

"Połów" uważam za lepszy tom niż poprzedni. Bardzo wciągnęłam się w zagadkę sprzed lat i z zaangażowaniem śledziłam rozwój sytuacji. A autor nieźle potrafił mi w głowie zamieszać. Próbowałam też nie pogubić się w tych wszystkich postaciach, bo choć wiele ich nie było, to zawsze mam problem z tymi skandynawskimi nazwiskami.

Po przeczytaniu drugiego tomu mam takie wrażenie, że zamiarem autora nie było napisanie tylko kryminału. Wydaje mi się za to, nie wiem, czy słusznie, że bardzo ważne było też dla niego ukazanie społeczności Wysp Owczych, zwyczajów ludzi tam mieszkających i ich solidarności. Zdradzę tylko, że mam tutaj na myśli zwłaszcza zakończenie, które wyróżnia ten tytuł na tle innych, a przynajmniej takie jest moje zdanie na chwilę obecną, jeszcze przed poznaniem kolejnego tomu. Kto czytał, ten zapewne domyśla się, co mam na myśli. Generalnie dużo tu niewiadomych, dużo nierozwiązanych spraw i pytań. Ciekawą drogę sobie wybrał autor, nie powiem.

18.04.2017

Sophie Hannah - Promień rażenia


Tytuł: "Promień rażenia"
Autor: Sophie Hannah
Ilość stron: 464
Wydawnictwo: Literackie 

Naomi Jenkins to kobieta sukcesu; jest samodzielna, zaradna, prowadzi własny biznes. Nic nie wskazuje na to, że w przeszłości przeżyła coś traumatycznego. A jednak. Wydarzenie sprzed trzech lat na zawsze odcisnęło na niej swe piętno.
Teraz Naomi skrywa kolejny sekret, a jest nim Robert Haworth. Ona jest jego kochanką. On przysięga jej swoją miłość i zapewnia, że z żoną mu się nie układa. Spotykają się zawsze w tym samym dniu, o tej samej porze, w tym samym hotelu. Aż do dnia, gdy Robert znika i nie zostawia żadnej wiadomości. Zaniepokojona Naomi od razu prosi o pomoc policję, ale ci sprawę ignorują, tym bardziej, że żona Roberta twierdzi, że wcale nie zniknął...

Zdesperowana Naomi, by zaangażować policję do pracy wymyśla historyjkę, że została przez Roberta zgwałcona...

Nie dajcie się zwieść, bo choć zaczyna się nudnawo, lekko i przewidywanie to potem czeka coś naprawdę świetnego.
Ta książka zdecydowanie potrafi porazić. Czytając ją miałam kompletny mętlik w głowie, byłam zdezorientowana, ale w ten pozytywny sposób. Po przeczytaniu samego opisu tej książki nigdy nie podejrzewałabym, że na jej kartach zastanę coś takiego. To, co dla czytelników przygotowała autorka, spotkało mnie po raz pierwszy. Duże brawa za oryginalność! "Promień rażenia" jest co prawda udziwniony, ale dobrze się to czyta. Ciężko odgadnąć, do czego ta historia zmierza i co jest prawdą, a co kolejnym kłamstwem. Sophie Hannah zgrabnie manipuluje czytelnikiem, wprowadza błędne tropy i miesza w głowie. Nie brakuje nagłych zwrotów akcji i dreszczyku emocji. Jest mnóstwo pytań i zero odpowiedzi, a zagadka staje się coraz bardziej rozbudowana i skomplikowana. Czym więcej informacji uzyskujemy, tym mniej już wiemy.

Oprócz zagadki jeszcze większe wrażenie robi sama główna bohaterka, czyli Naomi. Nie potrafiłam jej w ogóle rozgryźć i do teraz nie wiem, co o niej myśleć. Podobnie jest z innymi postaciami. Autorka wykreowała postaci niebanalne i skomplikowane. Ciężko powiedzieć, kto jest dobry, a kto zły. Ciężko odgadnąć intencje bohaterów i ich motywy. Każdy zdaje się skrywać jakieś sekrety.


"Promień rażenia" to na chwilę obecną najbardziej zaskakująca książka jaką przeczytałam w tym roku. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych thrillerów psychologicznych i jestem pewna, że zapamiętam ją na długo. Kończąc, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić wam jej przeczytanie.

08.04.2017

Chris Carter - Nocny prześladowca



Tytuł: "Nocny prześladowca"
Autor: Chris Carter
Ilość stron: 376
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: III
Cykl: Robert Hunter






Na zapleczu sklepu mięsnego policja odnajduje zwłoki młodej kobiety, której zaszyto usta i kocze, w którym dodatkowo coś ukryto. Niewiele jednak można dowiedzieć się o denatce, bo sekcja zwłok kończy się tragicznie. Niewykluczone, że będą też kolejne ofiary...

"Nocny prześladowca" to trzeci tom z cyklu z detektywem Robertem Hunterem. Zaznaczam jednak, że czytanie można rozpocząć i od tego tomu, bo autor oszczędza czytelnikowi istotnych spoilerów.

W poprzednim tomie, czyli w "Egzekutorze" autor trochę zaszalał, przez co było mało realnie. Tym razem wraca już na dobre tory i poziomu, który poznałam przy okazji czytania jego "Krucyfiksu". "Nocny prześladowca" to thriller na wysokim poziomie, który po prostu wciąga. Już sam pomysł na zbrodnie jest wyszukany i powoduje nieprzyjemne uczucia. Powieść jest dynamiczna, rozdziały są krótkie i rozdzielone pomiędzy różnych bohaterów. Ostatnio narzekałam, że autor urywa w najciekawszych momentach i wraca do nich później. Tak też jest i tutaj, ale tym razem jakoś nie wzbudziło to mojej irytacji, a tylko podsycało ciekawość i powodowało, że z "jeszcze tylko jeden rozdział" robiło się sto stron.

Utrzymywanie wysokiego poziomu z tomu na tom nie jest zadaniem łatwym. Póki co autor radzi sobie doskonale. Owszem, są podobieństwa pomiędzy książkami, ale tego nie da się uniknąć. Ja chętnie sięgnę po kolejne części!

05.04.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Enklawa


Tytuł: "Enklawa"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) 
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: I

Gdy książka ta trafiła na moją półkę w lipcu ubiegłego roku, to już na niej pozostała. Wiedziałam o jej istnieniu, ale jakoś mnie do niej nie ciągnęło. Generalnie nie szaleję na punkcie skandynawskich kryminałów, więc to zapewne dlatego. Jednak gdy dowiedziałam się, kim tak naprawdę jest jej autor, a jest nim Remigiusz Mróz (tak! Właśnie tak! Mój ulubiony polski autor) to sięgnęłam po nią od razu i bez wahania. Ale za to z wyrzutami sumienia, że nie dałam jej szybciej szansy. Zaległości jednak nadrobione, a drugi tom zaraz zacznę czytać, więc już można się domyślić, że moja recenzja będzie pozytywna, ale nie bez czepiania się.

Wyspy Owcze to jedno z najbezpieczniejszych miejsc na świetnie. Można powiedzieć, że morderstwa nie mają tutaj miejsca, a ludzie żyją sobie spokojnie, wzajemnie sobie ufając. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia, a spokój mieszkańców Vestmanny zostaje brutalnie przerwany, gdy znika nastolatka. Od razu zostaje zorganizowana akcja poszukiwawcza, ale okazuje się ona bezskuteczna. Policja jest bezradna i zupełnie nieprzygotowana na prowadzenie takich spraw. Z pomocą przychodzi duńska policja, przysyłając doświadczoną komisarz Katrine Ellegaard. Tej jednak nie jest łatwo pracować, bo mieszkańcy nie mają do niej zaufania przez wzgląd na sprawy polityczne. Kobieta zwraca się o pomoc do byłego żołnierza Hallbjørna Olsena.

Idealnie nie było. Przede wszystkim bardzo mocno denerwowała mnie postać Hallbjørna Olsena. Nie da się ukryć, że mężczyzna ma problem z alkoholem i sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę; ma dziwne zaniki pamięci, ale pije dalej. Generalnie nie polubiłam go. Za dużo już w literaturze jest tych pijaków.

Jednak najgorszy był wątek romantyczny, który dla mnie jest totalnym nieporozumieniem i chyba zostawię to bez większego komentarza. Było to sztuczne i jakby pisane na siłę - ot, żeby wcisnąć jakiś dodatkowy wątek.

W każdym razie książka jest wciągająca, nie brakuje zwrotów akcji, czyta się ją bardzo dobrze. Ja pochłaniałam jeden rozdział za drugim. Co mi się jeszcze spodobało, to miejsce akcji. Dotychczas Wyspy Owcze były dla mnie zupełnie obce, teraz już wiem o nich znacznie więcej.

Mróz po prostu nie byłby sobą, gdyby nie nagły zwrot akcji na końcowych stronach. Przyznaję się, że na to czekałam i wiedziałam, że sprawa nie jest jeszcze zakończona, że będzie jakie "bum". I faktycznie było. Co prawda nie do końca jestem do niego przekonana i czuję, że to jeszcze nie koniec tej historii, a szczerze powiedziawszy wolałabym chyba, by zamknęła się w jednym tomie. Ale zobaczę, jaka będzie moja opinia po przeczytaniu "Połowu".

Gdy jeszcze nie wiadomo było, że autor to tak naprawdę Remigiusz Mróz, książka uznawana była za debiut. Teraz wiadomo, że debiutem nie jest, więc traktuję ją bardziej surowo. Tym bardziej, że znam możliwości Mroza. Generalnie jest bardzo dobra, nie licząc tych kilku denerwujących szczegółów. Ja z chęcią sięgnę po kolejny tom, czekając na dalszy rozwój sytuacji.

03.04.2017

Chris Carter - Egzekutor


Tytuł: "Egzekutor"
Autor: Chris Carter
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: II
Cykl: Robert Hunter






Każdy z nas się czegoś boi; jedni boją się pająków, inni wody, czy ciemności. Są fobie, które towarzyszą nam już od najmłodszych lat, bo w dzieciństwie spowodował je jakiś uraz. A teraz wyobraź sobie, że umierasz i przed ostatnim oddechem musisz zmierzyć się ze swoimi największymi lękami...
Tak właśnie działa Egzekutor. Zna największe lęki swoich ofiar i w wyrafinowany sposób morduje. Kim jest? Dlaczego to robi?

"Egzekutor" to moje drugie spotkanie z panem Carterem. Pierwsze było bardzo udane, to również. Chris Carter nie głaszcze czytelnika po główce; książka przepełniona jest brutalnością, a przedstawione morderstwa są wyszukane i napawają obrzydzeniem. "Egzekutor" trzyma poziom od początku do końca; jest napięcie, powoduje szybsze bicie serca i potrafi zaangażować czytelnika. Trzeba mieć naprawdę wybujałą wyobraźnię, żeby wymyślić takie sceny.

Muszę jednak wspomnieć o pewnym zabiegu autora, który z czasem zaczął mnie irytować. Otóż rozdziały są bardzo krótkie i notorycznie urywane w najważniejszych momentach. Z jednej strony potęgowało to uczucie napięcia i sprawiało, że ciężko było się od książki oderwać, bo po prostu trzeba było poznać ciąg dalszy. Z drugiej jednak autor chyba przedobrzył i aż nazbyt wykorzystywał tę metodę.

Jeśli miałabym porównać ten tytuł do "Krucyfiksa", czyli do pierwszego tomu, to powiedziałabym, że jest inny. Tym razem autor pokusił się tutaj o wątek z medium, który, no cóż, średnio do mnie przemówił i sprawił, że cała ta historia stała się dużo mniej realna.

W pewnym momencie nawet się trochę zawiodłam, bo byłam przekonana, że dobrze wytypowałam mordercę i że to było takie proste. Nic jednak z tych rzeczy, bo chwilę potem autor znowu mnie zaskoczył i podał rozwiązanie, jakiego się nie spodziewałam, Trochę jednak tu przedobrzył i wydawało mi się to wszystko naciągane, ale niech będzie.

W pierwszym tomie sporo było wątku obyczajowego, dzięki któremu poznanie głównych bohaterów było możliwe. Tym razem skupiamy się głównie na śledztwie, a życie osobiste Roberta poszło w odstawkę. Ale to akurat plus.

01.04.2017

Podsumowanie marca 2017


Doczekałam się w końcu wiosny! Cieszy mnie niezmiernie dzisiejsza i wczorajsza piękna pogoda, która wczoraj wyciągnęła mnie na długi, bo około 9 km spacer. Ah, tego mi było trzeba. Co prawda wraz z nadejściem wiosny dopadło mnie chyba wiosenne przesilenie, bo niewyobrażalnie dużą ilość czasu spędzam na drzemkach, ale mam nadzieję, że wkrótce to minie.


Marzec skończyłam z wynikiem 12 książek. Nie ukrywam, że miałam naprawdę mnóstwo wolnego czasu, więc to z pewnością sprawę ułatwiło.

Przeczytałam:
1. Marta Abramowicz - "Zakonnice odchodzą po cichu"
2. Stephen King - "Cmętarz Zwieżąt"
3. Alek Rogoziński - "Do trzech razy śmierć"
4. Martyna Raduchowska - "Szamanka od umarlaków"
5. Philip L. Dick - "Black Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?"
6. Ewa Nowak - "Drzazga"
7. Jeff Vandermeer - "Unicestwienie"
8. Lauren Miller - "Aplikacja"
9. B.A. Paris - "Za zamkniętymi drzwiami"
10. Jodi Picoult - "Przemiana"
11. Ove Logmansbo - "Enklawa"
12. Ove Logmansbo - "Połów"

Razem 4405 stron.


A jak Wam minął marzec? Jakie książki Was zachwyciły, a jakie zawiodły?

28.03.2017

Stephen King - Cmętarz zwieżąt






Tytuł: "Cmętarz zwieżąt"
Autor: Stephen King
Ilość stron: 424
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka






Historia opowiada życie zwyczajnej rodziny Creedów; Luis wraz z żoną i dwójką dzieci przeprowadza się do małego, spokojnego miasteczka Ludlow. Niedaleko ich domu znajduje się cmentarz. Jednak nie jest to miejsce zwyczajne, bo jest to cmentarz dla zwierząt. Dalej jednak, w głębi lasu, kryje się coś przerażającego; miejsce pełne legend i tajemnic...

"Cmętarz Zwieżąt" to książka, która naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, a piszę to od razu na samym początku, bo ja i Pan King to temat trudny i wiele jego powieści po prostu mnie nie zachwycało i nudziło.

"Cmętarz Zwieżąt" to powieść niezwykle klimatyczna i udało jej się spowodować u mnie uczucie niepokoju, a nawet lekki strach. Nie do końca jestem jednak pewna, czy można w stu procentach ten tytuł zaliczyć jako horror, bo do tego to jednak sporo brakowało. Przez większą część książki było raczej leniwie, wręcz spokojnie, zwłaszcza przez pierwszą połowę, która tak naprawdę była tylko wstępem i niewiele się działo. Odczuwalny był tylko ten niepokój, czuło się, że coś się wkrótce wydarzy, pozostawało tylko pytanie co i kiedy. Pokuszę się też o stwierdzenie, że jak to u Kinga bywa - wszystko zostało przegadane. Jednak tym razem, o dziwo, nie narzekałam, a dałam się porwać wyobraźni autora i całkowicie wsiąknęłam.

"Cmętarz Zwieżąt" nazwałabym dobrą powieścią psychologiczną traktującą o śmierci. Nie jest to temat łatwy, ale dotyczy każdego z nas. To normalna kolej rzeczy, że ludzie od nas odchodzą i często ciężko nam to zaakceptować. A najbardziej boli śmierć naszych ukochanych. Śmierć dziecka jest już w ogóle ciosem. W książce tej autor ukazuje, jak śmierć i niemożność pogodzenia się ze swoją stratą prowadzi do szaleństwa. Jak bardzo człowiek jest zdesperowany i jak wiele jest w stanie zrobić, by cofnąć czas.

Zakończenie okazało się przewidywane, ale i tak na bardzo dobry poziomie. Było strasznie i dynamicznie, nie mogłam się wręcz oderwać i gdy musiałam przerwać czytanie na kilka godzin to w ciągu dnia wracałam myślami do tej książki, a to naprawdę dobrze o "Cmętarzu Zwieżąt" świadczy. Od razu też mam większą ochotę na inne książki autora, mimo że wielokrotnie sobie mówiłam, że jego twórczość do mnie nie przemawia.

23.03.2017

B.A Paris - Za zamkniętymi drzwiami


Tytuł: "Za zamkniętymi drzwiami"
Autor: B.A Paris
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Albatros









Bo nigdy nie wiesz, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.

Grace i Jack. Z punktu widzenia innych osób to małżeństwo idealne. Jego wręcz można pozazdrościć, bo jest taki oddany swojej żonie, taki dla niej dobry. W ogóle wydają się taką idealną, nierozłączną parą. Ale to tylko pozory, bo gdy tylko po przyjacielskim spotkaniu drzwi się zamykają, rozpoczyna się dla Grace prawdziwy koszmar...

Dawno nie czytałam tak świetnego thrillera psychologicznego. Thrillera, który mocno zadziałał na moją wyobraźnię i sprawił, że poczułam niepokój i strach przed zawieraniem związków. To straszne, jak bardzo pozory mogą mylić i jak z pozoru miły, szarmancki i wręcz wymarzony mężczyzna może okazać się tyranem i psychopatą. To straszne, jak dwa różne oblicza może mieć jedna osoba i jak skutecznie może się kryć przed innymi. Bo chociaż przed małżeństwem było idealnie i nic nie zwiastowało katastrofy, to od razu po rozpoczął się największy koszmar w życiu Grace; mały pokój, zamknięty na cztery spusty, kraty w oknach i zerowe szanse za uwolnienie się. Bo Jack nie popełnia błędów, zawsze jest o krok naprzód .

To nie jest książka, w której leje się krew i mamy do czynienia z przemocą fizyczną. "Za zamkniętymi drzwiami" pokazuje, że można zniszczyć drugą osobę bez podnoszenia na nią ręki. Można tak manipulować, tak zastraszać, że ofiara staje się bezbronna, jest marionetką w rękach oprawcy.

Książka podzielona jest na rozdziały, w których przeszłość przeplata się z teraźniejszością aż do ich połączenia. Taki sposób przedstawienia tej historii bardzo mi się spodobał, bo budowało to napięcie, a przerwanie lektury było naprawdę ciężkie. Ja tę książkę po prostu pochłonęłam!

Drogie kobiety. Apeluję do Was, zachęcając do sięgnięcia po ten tytuł. Myślę, że dla nas kobiet to pozycja obowiązkowa. Dodam jeszcze, że jest to debiut autorki, więc tym bardziej jestem zadowolona i z niecierpliwością czekam na kolejne jej książki.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka