27.01.2017

Jennifer McMahon - Zimowe dzieci



Tytuł: "Zimowe dzieci"
Autor: Jennifer McMahon
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Media Rodzina








Rok 1908. Sara Harrison Shea traci swoją ukochaną córeczkę Gerrtie. Nie potrafi jednak pogodzić się z jej śmiercią i postanawia przywrócić ją do życia w postaci śniącego, zgodnie z instrukcją jej cioteczki.
Czasy współczesne. Ruthie jest zbuntowaną nastolatką, która często kłóci się z matką, pragnąc wolności i swobody. Wszystko się zmienia, gdy jej matka nagle znika, a ona zostaje sama ze swoją sześcioletnią siostrą. Poszukiwania doprowadzą je do tajemnicy sprzed lat..

"Zimowe dzieci" to książka zaklasyfikowana jako horror. Ja niestety tego zupełnie nie odczułam i nie doczekałam się żadnych przerażających i mrożących krew w żyłach momentów. Jednak nie da się zaprzeczyć, że jest to niezwykle klimatyczna powieść, która porywa, o czym świadczy między innymi fakt, że przeczytałam ją w jeden dzień. Być może ci bardziej wrażliwi czytelnicy poczują podczas czytania strach, zwłaszcza jeśli boją się duchów, ale ja, tak jak już wspomniałam, nie uznałabym tego tytułu za horror. Nawet bym powiedziała, że to idealna lektura dla kobiet. Dlaczego?

Pod przykrywką tych wszystkich dziwnych wydarzeń, rozgrywających się na kartach "Zimowych dzieci" doszukuję się głębszego przesłania. Jest tutaj miejsce i na refleksję, bo autorka w znakomity sposób ukazuje różne oblicza macierzyńskiej miłości. Sporo tu śmierci, łez i cierpienia. Matki nie potrafią pogodzić się ze śmiercią swoich pociech, zrobiłyby wszystko, by pobyć z nimi jeszcze przez parę dni, by porozmawiać, raz jeszcze się przytulić i pożegnać z czułością. Za wszelką cenę, nie zważając na konsekwencje.

Autorka w genialny sposób wykreowała postać Sary. Kobieta po śmierci swojego pierwszego dziecka, synka, była aż nazbyt troskliwa o córeczkę. Spędzała z nią każdą wolną chwilę, bała się wypuszczać z domu. Po tragedii, jaka się wydarzyła, Sara wpadła w obłęd. Była zdeterminowana, by przywrócić do żywych swoją córkę, nie zważała na konsekwencje, liczyło się tylko to, by raz jeszcze ją zobaczyć, by móc coś dla niej ugotować, usiąść obok niej. Wspaniale nakreślona postać, ze świetnym portretem psychologicznym.


6 komentarzy :

  1. Miłość matki jest niezbadana i niezmierzona... A odpowiednie ukazanie jej w książce wcale do łatwych nie należy. Szkoda że ta powieść nie jest horrorem, ale chętnie się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam, że gdy czytałem tę książkę chyba rok temu (na pewno było to dawno), szczególne wrażenie zrobił na mnie właśnie klimat powieści. To on powoli zaczął działać na moją wyobraźnię i przyznam, że popadłem w chwilowy obłęd, bo czytając, ciągle spoglądałem na szafę, doszukując się... sama wiesz czego. To były mocne wrażenia, przez co książka ta zapadła mi w pamięć i do dziś wspominam ją z pewnym sentymentem. Dawno nie bałem się tak, jak w trakcie czytania tej lektury. Szkoda, że nie poczułaś tego równie silnie, ale cieszę się, że nie odmawiasz autorce świetnego warsztatu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jeszcze kilka lat temu też z niepokojem spoglądałabym na swoją szafę:)

      Usuń
  3. Interesujące, wcześniej nie słyszałam chyba o tej powieści. Ale podejrzewam, że horror w takim wydaniu wcale by mnie nie przeraził

    OdpowiedzUsuń
  4. Horror niekoniecznie musi być przerażający, wystarczy odrobina nadprzyrodzonych zjawisk typu duchy i już spokojnie można książkę zakwalifikować do tego gatunku. Lubię takie klimatyczne historie, więc może i ta mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka