19.01.2017

Martyna Raduchowska - Czarne Światła: Łzy Mai

Tytuł: "Czarne Światła: Łzy Mai"
Autor: Martyna Raduchowska
Ilość stron: 460
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Tom: I









Rok 2037. Mijają trzy lata od wybuchu rebelii, w której Jared Quinn przeżył jako jedyny spośród swoich kolegów policjantów. Przeżył, ale nie obyło się bez poważnych komplikacji; jego ciało musiało zostać ulepszone poprzez implanty, których Jared tak bardzo nienawidzi i przez które nie potrafi siebie teraz zaakceptować.

Po trzech latach śpiączki, mężczyzna wraca do pracy w wydziale zabójstw. Sporo się jednak zmieniło i teraz nad bezpieczeństwem obywateli czuwa cybernetyczny stróż prawa, który odwala za śledczych całą robotę, bez problemu odnajdując zabójców. Wkrótce jednak nietypowe morderstwa zmuszają policjantów do wzięcia sprawy w swoje ręce, bo wszelkie maszyny stają się w tych sprawach bezużyteczne, a potrzebne są raczej tradycyjne metody działania.

Jared Quinn, główny bohater książki, to trzydziestoletni mężczyzna, który w odróżnieniu od większości społeczeństwa jest przeciwny wszystkim implantom, ulepszających ciało i nowoczesnej technologii, zastępującej człowieka w każdej dziedzinie. Bardzo mnie ucieszyło, że bohaterem jest dojrzały mężczyzna, bo jest to miła odmiana po tych wszystkich młodzieżówkach z naiwnymi i niezdecydowanymi bohaterkami. Ale do rzeczy. Jared walczy sam ze sobą, próbuje zaakceptować swoje nowe wcielenie i fakt, że został wbrew własnej woli ulepszony. Nie jest to dla niego łatwe, krąży w nim żądza zemsty do całej tej nowoczesnej technologii, czuje się źle z tym, że nawet w pracy został po części zastąpiony robotami. Jared to bardzo dobrze wykreowana postać, którą bardzo polubiłam. Sprawia wrażenie bardzo realistycznego człowieka z krwi i kości.

Miejscami było mi trochę ciężko przebrnąć przez tę książkę. Nie dlatego, że była nudna, czy coś, ale były takie momenty, w których się gubiłam, przytłoczona mnogością nazw i opisów. Wystarczyła chwila wyłączenia, a już nie wiedziałam, o czym czytam. Aczkolwiek winić mogę tu jedynie swoje nierozgarnięcie, a autorkę muszę zaś pochwalić, bo genialnie opisała ten nowy świat. Zdecydowanie widać, że dobrze przygotowała się do pisania, bo wplatane są tutaj zagadnienia z różnych dziedzin, miejscami robi się trochę naukowo i skomplikowanie. Raduchowska po prostu w genialny sposób odmalowała swoją wizję w mojej głowie, to wszystko było dla mnie takie realne, jakby mogło się wydarzyć na prawdę.

Kosztem tych wszystkich opisów, które jednak bardzo cenię, trochę cierpi szybkość akcji. Zwłaszcza początkowo wszystko się ciągnie, by potem stopniowo zacząć przyspieszać. Mimo to nie ma tu miejsca na nudę, a ewentualne braki są świetnie maskowane przez wprowadzanie do futurystycznego świata i opisem przeżyć głównego bohatera i  jego (trafnych) przemyśleń na temat nowoczesnych technologii. Jestem zaś przekonana, że w kolejnych tomach autorka mocniej skupi się na akcji i będzie już w ogóle świetnie. Bo na chwilę obecną już zrobiła kawał dobrej roboty, ale tak, jak już wspomniałam, jest trochę nierówno.

Według mnie to zdecydowanie książka z przekazem. Świat przedstawiony przez autorkę faktycznie może w przyszłości zaistnieć. Nie da się ukryć, że technologia stale idzie do przodu; ciągle coś zostaje ulepszane, jesteśmy coraz bardziej uzależnieni chociażby od swoich smartfonów, bez których, jak bez ręki. Zobaczmy, do czego może to prowadzić. Wizja ta co prawda jest na wyrost, ale i tak dale do myślenia i zmusza do refleksji.

Chociaż fanką science-fiction nie jestem to powieść ta niezwykle mi się spodobała i zdecydowanie mogę ją polecić. Co prawda okładka szczególnie nie zachęca, ale treść robi wrażenie. A ja koniecznie muszę przyjrzeć się innym książkom autorki, czkając na kolejny tom z tej serii. Czyżby kolejne polskie odkrycie, hmm?

5 komentarzy :

  1. Martynę uwielbiam za "Szamankę od umarlaków" ale "Łez Mai" jeszcze nie czytałam;) muszę nadrobić
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za "Szamankę od umarlaków" muszę się koniecznie zabrać. Czytałam mnóstwo pozytywnych recenzji:)

      Usuń
  2. Przyznam, że mam ją w planach od dawna, tylko ostatnio jak coś nie jest "do recenzji' to naprawdę ciężko się za to zabrać ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście nie jestem przytłoczona żadnymi tytułami "do recenzji", więc mogę sobie pozwolić na czytanie starszych tytułów:)

      Usuń
  3. Tak, tak, kolejne odkrycie :):) Zachęcam do "Szamanki od umarlaków" - idzie bardziej w stronę fantasy niż s-f, ale tez jest wątek kryminalny. Poza tym powieść aż ocieka humorem. Jest mi równiez smutno z powodu tej okładki - przypomina "Terminatora".

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka