22.04.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Połów


Tytuł: "Połów"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: II

Uwaga! Recenzja zawiera odniesienia do poprzedniego tomu, tj. "Enklawy". Czytasz na własną odpowiedzialność!

Wyspy Owcze, Vestmanna. Do niedawna było to miejsce spokojne, a życie tam oznaczało ciągłą rutynę i lenistwo. Jednak po wydarzeniach z "Enklawy" spokój mieszkańców został przerwany. Co prawda ludzie zaczęli znowu żyć normalnie, bo w końcu oskarżony o morderstwo Hallibjorn Olsen siedzi w więzieniu, ale ledwo skończyła się jednak tragedia, a już zaczęła następna...

Podczas odbywającego się co roku połowu grindwali, mieszkańcy przy patroszeniu jednego z tych zwierząt znajdują fragment czaszki. Jak się okazuje - ludzkiej i to sprzed kilkudziesięciu lat. Zagadka wydaje się nie do rozwiązania, więc sprawę po raz kolejny przejmuje duńska policja.

Po przeczytaniu pierwszej części, czyli "Enklawy" narzekałam trochę na  Hallbjørna Olsena, a konkretnie denerwowało mnie jego rozpijanie się. Kompletnie wtedy nie przypadł mi do gustu. Tym razem, mój stosunek do niego nieco się ocieplił i jestem ciekawa, jak dalej potoczą się jego losy, jeśli chodzi o sprawę z pierwszego tomu; czy to już jest koniec, czy autor jeszcze do tego wróci.

Jeśli chodzi o duńską komisarz Katrine Ellegaard to jak łatwo można się domyślić - pojawia się i w tym tomie. Jednak tym razem ta twarda i dążąca po trupach do celu kobieta musi zmierzyć się z poważną chorobą oraz uporządkować swoje relacje z Olsenem. I tutaj chciałabym zaznaczyć, że bardzo cenię sobie Remigiusza Mroza (Ove Løgmansbø) za to, że w swoich książkach porusza tak ważny temat jak profilaktyka nowotworu. Niby to tylko lekkie dotknięcie tego tematu, ale zdecydowanie zwróci to uwagę kobiet.

"Połów" uważam za lepszy tom niż poprzedni. Bardzo wciągnęłam się w zagadkę sprzed lat i z zaangażowaniem śledziłam rozwój sytuacji. A autor nieźle potrafił mi w głowie zamieszać. Próbowałam też nie pogubić się w tych wszystkich postaciach, bo choć wiele ich nie było, to zawsze mam problem z tymi skandynawskimi nazwiskami.

Po przeczytaniu drugiego tomu mam takie wrażenie, że zamiarem autora nie było napisanie tylko kryminału. Wydaje mi się za to, nie wiem, czy słusznie, że bardzo ważne było też dla niego ukazanie społeczności Wysp Owczych, zwyczajów ludzi tam mieszkających i ich solidarności. Zdradzę tylko, że mam tutaj na myśli zwłaszcza zakończenie, które wyróżnia ten tytuł na tle innych, a przynajmniej takie jest moje zdanie na chwilę obecną, jeszcze przed poznaniem kolejnego tomu. Kto czytał, ten zapewne domyśla się, co mam na myśli. Generalnie dużo tu niewiadomych, dużo nierozwiązanych spraw i pytań. Ciekawą drogę sobie wybrał autor, nie powiem.

2 komentarze :

  1. Całe to zamieszanie z tożsamością autora trochę mnie zniechęciło do sięgnięcia po ten cykl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się wydaje, że jako Ove Løgmansbø miał słabszą sprzedaż, więc stąd to ujawnienie się... Faktycznie to trochę zniechęcające, ale może warto się przekonać?

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka