08.05.2017

Jodi Picoult - Małe wielkie rzeczy



Tytuł: "Małe wielkie rzeczy"
Autor: Jodi Picoult
Ilość stron: 609
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Jodi Picolut to jedna z moich ulubionych autorek. Cenię sobie jej twórczość za dojrzałość i tematykę, która zawsze zmusza mnie do refleksji i wywołuje szereg emocji. Jej książki zdecydowanie zapadają w pamięć.

Ruth Jefferson od dwudziestu lat pracuje w szpitalu jako położna. Kobieta uwielbia swoją pracę i wykonuje ją z największą starannością i zaangażowaniem. Jest lubiana przez swoje współpracownice, cieszy się ich szacunkiem, a pacjentki ją uwielbiają. Pewnego dnia wszystko się zmienia. Rodzi się Davis, a jego rodzice, Turk i Brit, nie życzą sobie, by Ruth zbliżała się do ich syna, bo kobieta jest czarnoskóra. Ich życzenie zostaje spełnione, co mocno uderza w Ruth, która czuje, że jest dyskryminowana.

Gdy Davis przechodzi rutynową operację, zostaje, przez braki w personelu, pod opieką Ruth. Nagle dziecko staje się sine i pomimo lekarskiej pomocy umiera. Zrozpaczeni rodzice oskarżają o śmierć ich syna Ruth.

"Małe wielkie rzeczy" to książka, której nie czytało mi się łatwo. Z jednej strony ciekawa byłam rozwoju sytuacji, ale z drugiej czułam jakąś blokadę, zbyt dużo myśli kumulowało się w mojej głowie i domagały się uwagi, dogłębnego przemyślenia. Autorka porusza tutaj temat rasizmu, który, niestety, jest nadal w XXI wieku aktualny. Chociaż świat idzie do przodu, rozwija się technika to niestety niekoniecznie idzie to z rozwojem człowieka, który często nadal ogarnięty jest różnymi uprzedzeniami. Wyznajemy, że wszyscy jesteśmy równi, że jesteśmy tolerancyjni, a kolor skóry to tylko kolor skóry, ale czy na pewno?

To nie jest książka, którą można sobie czytać tak po prostu, bez emocji. To nie jest książka, po którą warto sięgać w autobusie czy miejscu publicznym. Ona zasługuje na spokojną degustację w domowym zaciszu, bez zbędnych przerywaczy. U mnie wywołała szereg emocji i zmusiła do refleksji. Obudziła coś we mnie, pozwoliła mi inaczej spojrzeć zarówno na siebie, jak i na otaczający mnie świat. Dodam też, że kilka razy prawie się rozkleiłam, zwłaszcza podczas czytania scen ze szpitala. Książka ta pokazała, jakim cudem jest nowe życie i jak ważna jest praca położnej. Coś pięknego.

Jednak "Małe wielkie rzeczy" to nie tylko temat dyskryminacji rasowej i rasizmu. To także historia o najpiękniejszej miłości - matczynej, która przezwycięży wszystko, pomimo bólu i cierpienia. Pokazuje, jak wiele jest w stanie zrobić matka dla swojego dziecka, by zapewnić mu godne życie i bezpieczeństwo.

Przeczytałam praktycznie wszystkie książki Jodi Picoult i co łatwo zauważyć, są one w pewien sposób schematyczne. Autorka zabiera czytelników na salę sądową, często też do szpitali. Tak jest i w tym przypadku. Ja, jako fanka zagadnień sądowych i amerykańskich rozpraw, nie mam nic przeciwko. I chociaż ta schematyczność może dla niektórych być wadą, to dla mnie jest pewną gwarancją, bo wiem, czego oczekiwać i wiem, że raczej się nie zawiodę. Dla tych, którzy jeszcze z twórczością Jodi Picoult nie mieli do czynienia, napiszę, że sprawa sądowa gra tutaj, można powiedzieć, pierwsze skrzypce. Są przesłuchania świadków, jest wybór ławników, jest i prawnicze spojrzenie na proces oraz sztuczki sądowe.

W posłowiu sama Jodi Picoult przyznaje, że pisanie tej książki nie było dla niej łatwe, wahała się, czy powinna to robić. Ja jednak cieszę się, że tytuł ten wyszedł spod jej pióra, bo przyznać muszę, że to jedna z lepszych jej książek w moim osobistym rankingu. Widać, że autorka porządnie do jej pisania przygotowała, że korzystała z pomocy wielu osób, co czyni ten tytuł jeszcze bardziej profesjonalnym i rzetelnym. Jestem przekonana, że "Małe wielkie rzeczy" będzie jedną z najważniejszych książek 2017 roku.

8 komentarzy :

  1. Też mam na koncie wiele książek Picoult, i lubię w nich właśnie to, że poruszone są zawsze trudne tematy z dużym wyczuciem. Ten tytuł jeszcze przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie sięgnij i po "Małe wielkie rzeczy":)

      Usuń
  2. Ja również czytałam wszystkie książki autorki, oprócz tej najnowszej, którą opisujesz. Nad każdą z nich trzeba się jakoś pochylić i za to ją cenię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również. Ma w swoim dorobku też troszeczkę lżejsze tytuły, ale zawsze zmuszają do refleksji:)

      Usuń
  3. A ja jeszcze nie miałam okazji poznać prozy tej autorki. Nie wiem, czy ten tytuł jest odpowiedni - wydaje mi się trudny ze względu na podejmowany temat rasizmu. Możesz mi polecić jakiś lżejszy tytuł z jej dorobku, po który warto sięgnąć w pierwszej kolejności? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm, Jodi Picoult słynie z podejmowania trudnych tematów. Dla mnie osobiście numerem jeden jest jej "Bez mojej zgody", ale to również bardzo ciężka książka. Może spróbuj "Już czas", ale ostrzegam, że to Picoult w innym wydaniu niż zazwyczaj. Albo "W naszym domu" (to historia o chłopaku z zespołem Aspagera ):)

      Usuń
  4. Uwielbiam twórczość Picoult. Ta powieść pokazuje, że autorka nie odpuszcza i nadal jest mistrzynią w swoim fachu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę na swojej półce, ale jeszcze jej nie czytałam. Trzeba więc szybko do niej zajrzeć.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka