29.08.2017

Nowy blog

Czasami zmiany są potrzebne... Czuję, że zaczyna mi brakować wirtualnej przestrzeni. Chcę pisać o czymś więcej niż tylko o książkach. Chcę dać sobie tę możliwość - i właśnie dlatego zdecydowałam na się nowego bloga - W codzienność. Znajdziecie tam oczywiście książki. Będą i seriale, filmy, będzie kultura, ale będą też moje luźne przemyślenia i po prostu codzienność.

Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Początki zawsze są najtrudniejsze, ale mam nadzieję, że zostaniecie ze mną. Zapraszam:)

W codzienność...

Tutaj ciągle jeszcze zostaję, bo mam zobowiązania ze współprac i sporo nieopublikowanych recenzji, ale nie wykluczam, że już niedługo znaleźć mnie będzie można tylko tam.

24.08.2017

Tomasz Marzec, Joanna Kryńska - Onkolodzy. Walka na śmierć i życie



Tytuł: "Onkolodzy. Walka na śmierć i życie"
Autor: Tomasz Marzec, Joanna Kryńska
Ilość stron: 250
Wydawnictwo: The Facto

Rak. To słowo brzmi już jak wyrok. A prognozy są dramatyczne i przygnębiające, bo chorych będzie tylko przybywać. To nieuniknione. Rak to cholernie trudny i nieprzewidywalny przeciwnik, a walka z nim, to walka nierówna. Ale są Oni, Onkolodzy, których wiedza i zaangażowanie może wiele. I to właśnie im poświęcona jest ta książka. Ona oddaje im głos.

Całkiem niedawno trafiłam na diagnostykę z podejrzeniem nowotworu. Na szczęście na podejrzeniach się skończyło, ale strach, który mnie wtedy ogarnął, wszystkie czarne wizje, były okropne. Dlatego nawet nie chcę sobie wyobrażać, co musi czuć osoba, która słyszy swój "wyrok" - rak. Nie chcę też sobie wyobrażać, co musi czuć najbliższa rodzina...

Lektura ta była dla mnie cholernie ciężka i przygnębiająca, bo boleśnie uświadamia, że nowotwory stają się plagą, że przechodzą do porządku dziennego i są przeciwnikiem coraz większej ilości ludzi. A warunki leczenia, mała ilość specjalistów to kolejne problemy, z którymi chory musi się mierzyć. Miejscami czytałam tę książkę ze złami w oczach, ogarniał mnie smutek, a gdy zaczęłam myśleć o tych wszystkich chorych, o dzieciaczkach, które cierpią już od najmłodszych lat... No nie, nie mogłam podejść bezemocjonalnie.

Z drugiej jednak strony, ta książka daje też jakąś nadzieję. Mnie pozwoliła uwierzyć, że są lekarze, onkolodzy, którzy mimo naszego trudnego i niesprzyjającego chorym systemu, są zdeterminowani i chcą walczyć o zdrowie swoich pacjentów. Lekarze, z którymi przeprowadzone zostały wywiady, pokazują się jako ludzie życzliwi i mimo wszystko - optymistyczni. A co najważniejsze - chcą pomóc. To ludzie tacy, jak my. Oni też chorują na raka, oni też się boją, czasami unikają badań profilaktycznych, nie chcą usłyszeć bolesnej diagnozy. Codziennie spotykają się z trudnościami, czy dylematami moralnymi. Szybko uczą się pokory. Jedno jest jednak pewne - ogromny szacunek się im należy.

19.08.2017

Paulina Mikuła - Mówiąc inaczej


Tytuł: "Mówiąc inaczej"
Autor: Paulina Mikuła
Ilość stron: 320
Wydawnictwo: Flow Books








Czy jest tu ktoś, kto jeszcze nie zna Pauliny? Podejrzewam, że nie, ale nie zaszkodzi napisać, że jest to bardzo pogodna osoba, która w sposób lekki i przyjemny uczy Polaków języka polskiego. Jak się okazuje, jest czego uczyć, bo polski język to trudny język, a błędy nie są rzadkością.

Paulinę znam z tej kanału na Youtube, ale gdy tylko dowiedziałam się, że pisze książkę, to wiedziałam, że na pewno ją przeczytam. I nie żałuję!

Z jednej strony ta książka to powtórzenie treści, które już znam z filmików Pauliny. Zaś z drugiej, świetne dopełnienie jej kanału. Nie żałuję lektury, mimo że o większości zagadnień i błędów już słyszałam właśnie na Youtube. Nie zaszkodziło sobie jednak tego wszystkiego przypomnieć i utrwalić - zwłaszcza, że jestem typowym wzrokowcem.

Książka była świetnym pomysłem, bo wszystko jest tutaj zebrane w jednym miejscu, z podziałem na rozdziały. Nie ma więc konieczności przeszukiwania kanału na Youtube w poszukiwaniu danego zagadnienia. Po książkę zawsze łatwiej sięgnąć i szybko coś znaleźć.

Tym, którzy obawiają się, że książka o poprawnym posługiwaniu się językiem polskim może być nudna i przytłaczająca, chcę tylko powiedzieć, że na pewno tak nie jest. "Mówiąc inaczej" napisane jest niezwykle lekko i można ją przeczytać od deski do deski nawet w jeden dzień. Ja jednak rekomenduję umiar i dawkowanie sobie lektury oraz robienie notatek, koniecznie!

W ogóle przyznaję, że podczas czytania wyobrażałam sobie głos Pauliny, która z ogromnym zaangażowaniem i wyluzowaniem o tych błędach mówi. To jedyna taka przebojowa "nauczycielka" w Polsce.

10.08.2017

Jørn Lier Horst - Felicja zaginęła|Recenzja przedpremierowa


Tytuł: "Felicja zaginęła"
Autor: Jørn Lier Horst 
Ilość stron: 340
Wydawnictwo: Smak Słowa
Tom: II
Cykl: Komisarz William Wisting
Premiera: 16.08.2017

Podczas prac budowlanych pod jedną z dróg znaleziona zostaje szafa ze zwłokami kobiety. Komisarz William Wisting zdaje sobie sprawę, że rozwiązanie tej sprawy nie będzie łatwe. Wszystko wskazuje na to, że zabójstwo miało miejsce 25 lat temu, wtedy gdy powstawała droga. Na domiar tego, policjantom przyjdzie też się zmierzyć z zaginięciem młodej kobiety, która po kłótni ze swoim partnerem nie wróciła do domu.

"Felicja zaginęła" to drugi tom cyklu z komisarzem Wistingiem. Czytelnikom Horsta dobrze wiadomo, że seria jest u nas wydawana niechronologicznie, ale wszystko jest na dobrej drodze do tego, by wszystkie książki się w Polsce ukazały. Brakuje jeszcze tomu 3 i 4. Ten brak chronologii nie przeszkadza oczywiście w czytaniu nie po kolei, bo nie ma spoilerów do poprzednich części. Natomiast dziwnym uczuciem jest poznawanie prywatnych losów głównego bohatera w zasadzie od tyłu i takie skakanie. Jeśli więc macie możliwość, polecam czytanie od początku do końca. Tyle wstępu, pora przejść dalej.

Ostatnio został wydany pierwszy tom ("Kluczowy świadek") i nie do końca byłam zachwycona lekturą. Z tego też powodu, z rezerwą podeszłam do "Felicja zaginęła", obawiając się, że autor nie zdążył się jeszcze rozkręcić - bo wiadomo, że początki pisarzy nie zawsze są idealne. Ale, ale! Pozytywnie się zaskoczyłam i przyznać muszę, że "Felicja zaginęła" to na chwilę obecną mój ulubiony tom.

W książkach Horsta często jest tak, że na rozwój akcji trzeba trochę poczekać. Autor skupia się na szczegółach, co też często wpływa na szybkość akcji, porusza także różne kwestie społeczne. "Felicja zaginęła" to tytuł, który różni się od pozostałych. Wciągnęłam się od pierwszych stron i niczym nałogowa kryminałoholiczka po prostu go pochłonęłam. Zagadka jest naprawdę bardzo interesująca, nie udało mi się jej samodzielnie rozwiązać. Książka trzymała mnie stale w napięciu, ciągle jakieś nowe wątki wychodziły na jaw, więc o żadnej nudzie nie ma tutaj mowy.

Bardzo lubię tę serię również za głównego bohatera, czyli komisarza Wistinga. Wielokrotnie już wspominałam, że jest to taki normalny facet, nie irytuje swoim zachowaniem, różni się po prostu od tych wszystkich książkowych policjantów, którzy nie radzą sobie z własnymi emocjami. Często w recenzjach wspominam o córce Williama - Line, ale w tej części nie ogrywa ona większej roli, do czego nie jestem przyzwyczajona po przeczytaniu późniejszych tomów. Zamiast tego więcej przeczytać możemy o relacji Wistinga z Ingrid, ich codzienności. Aczkolwiek wątek obyczajowy w żadnym razie nie przytłacza, nie dominuje nad tym kryminalnym i jest po prostu miłym dodatkiem. To u Horsta lubię!

Podsumowując. "Felicja zaginęła" to bardzo udany kryminał, w którym autor świetnie pokazuje swój pisarski talent i umiejętność zainteresowania czytelnika. Gdybym nie wiedziała, że to drugi tom, to nigdy bym nie podejrzewała, że jest taki przeskok pomiędzy nim a pierwszą częścią. Serdecznie polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Smak Słowa oraz Business&Culture.

07.08.2017

Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz) - Prom



Tytuł: "Prom"
Autor: Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Tom: III
Cykl: Vestmanna
Recenzje poprzednich tomów: "Enklawa", "Połów"





Katrine Ellegaard, po złożeniu wymówienia z pracy w duńskiej policji, podjęła decyzję o przeprowadzce na stałe na Wyspy Owcze do Vestmanny, by tam rozpocząć życie ze swoim ukochanym - Hallbjørnem Olsenem.
Razem z całym swoim dobytkiem, Katrine znajduje się na promie Morgenrøde. Podróż przebiega bez przeszkód, ale do czasu. Nagle prom zatrzymuje się i chociaż nic nie wskazuje na awarię, zostaje włączony system awaryjny. Wkrótce okazuje się, że jest to zaplanowany atak terrorystyczny, a pasażerom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Początkowo "Promem" byłam zachwycona; bardzo spodobał mi się pomysł autora i oryginalność. Z zaciekawieniem i obawami śledziłam poczynania zamachowców. Później jednak już niekoniecznie spodobało mi się to, w jaką stronę ta historia zaczęła się rozwijać. Było zbyt chaotycznie. Mam wrażenie, że autor na siłę chciał to wszystko udziwnić, żeby zamieszać czytelnikowi w głowie. Udać mu się to, oczywiście, udało, ale niekoniecznie tego oczekiwałam... Oprócz wszechobecnego chaosu brakowało mi w niektórych momentach logiki. Zaś jeden wątek, bardzo intrygujący, został po prostu urwany i niewyjaśniony. Generalnie wszystko jest tutaj jakieś takie płytkie, łącznie z postaciami zamachowców. Ja do teraz nie wiem, o co im konkretnie chodziło i jak rozumieć ich motywy. Mam wrażenie, jakbym czytała jakąś niekompletną książkę lub taką, którą ktoś chciał na siłę szybko skończyć i do widzenia. Rozczarowałam się tym razem, oj rozczarowałam... Niby czytało mi się bardzo szybko i naprawdę się wciągnęłam, ale ciągle gdzieś tak podczas czytania raziło mnie to, o czym napisałam.

"Prom" zupełnie nie przypomina tych Wysp Owczych, które miałam okazje poznać przy okazji czytania dwóch poprzednich tomów. Panuje tu całkiem inny klimat, nie ma tej specyficznej atmosfery spokojnego miasteczka. Autor jak dla mnie po prostu przekombinował. Miało być chyba sensacyjnie, a wyszło jak wyszło.

"Prom" to ostatni tom trylogii z Wyspami Owczymi w tle. Ostatni, ale może to i dobrze. Może tyle faktycznie wystarczy...

01.08.2017

Podsumowanie lipca 2017

Wyposażona w hektolitry wody z cytryną i chłodzonej herbaty zabieram się za podsumowanie lipca, a trochę do pisania dziś mam. Zapraszam:)

Lipiec upłynął mi pod znakiem książek. Przeczytałam dużo, bo aż 14 tytułów, w tym kilka naprawdę sporych objętościowo. A były to:

1. Marc Elsberg - "Blackout"
2. Marc Elsberg - "Zero"
3. Paweł Reszka - "Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy"
4. Sarah Waters - "Muskając aksamit"
5. Patrick Doughtie, John Perry - "Listy do Boga"
6. Raphaelle Giordano - "Twoje drugie życie zaczyna się, kiedy zrozumiesz, że życie jest tylko jedno"
7. Simon Beckett - "Niespokojni zmarli"
8. Nicola Yoon - "Ponad wszystko"
9. Charlotte Bronte "Jane Eyre"
10. Victoria Aveyard - "Czerwona Królowa"
11. Justyna Kopińska - "Polska odwraca oczy"
12. "Małe eksperymenty ze szczęściem. Sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4"
13. Dariusz Zaborek - "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską"
14. Anna Maja - "Serce pasowało. Opowieść o polskiej transplantologii"

Razem 5566 stron.

Jak widać, było różnorodnie. Przeczytałam thrillery, fantastykę, młodzieżówkę, ale znalazło się i miejsce na klasykę, czy reportaże. Mnóstwo świetnych tytułów, więc czytałam bez wytchnienia i bez wyrzutów sumienia, bo w końcu wakacje to idealny czas na całodniowe leniuchowanie z książkami.

Żeby nie było, że całe dni leniuchuję, bo postanowiłam wakacje poświęcić też na naukę do matury z chemii, tak żeby na wszystko w roku szkolnym starczyło mi czasu. Póki co trzymam się planu i dobrze mi idzie. Zdecydowałam się także na pisanie rozszerzenia z angielskiego, więc jeszcze intensywniej działam w realizowaniu moich językowych celów.

Jak już jestem przy nauce angielskiego to w lipcu przeczytałam nr 65 English Matters i trochę "Bad Romeo", ale jakoś mnie ten tytuł nie porywa i chyba nie będę na siłę go kończyła. Oprócz tego kontynuuję oglądanie serialu "How I Met Your Mother".  W połowie lipca rozpoczęłam 5 sezon, a dzisiaj zacznę kolejny.  Poza tym uczę się nowych słówek, szczególnie fraz, których nauka zdecydowanie się opłaca. Muszę jeszcze zabrać się za tą nieszczęsną gramatykę i mam nadzieję, że w sierpniu mi się to uda. Bo nie kryję, że nie jest to coś, do nauki czego się palę.

W lipcu udało mi się odwiedzić Wrocław! Miałam okazję być tam po raz drugi i uważam, że to naprawdę piękne miasto, w którym mam nadzieję zamieszkać już w przyszłym roku i rozpocząć tam studia. Spędziłam tam dwa dni, moje nogi wołały o odpoczynek i były zmasakrowane, a pogoda niekoniecznie dopisywała, ale było warto! Nie wszystko zdążyłam zobaczyć, ale za rok zdecydowanie nadrobię zaległości.

Zdjęcie zrobione w przerwie pomiędzy jednymi opadami deszczu a kolejnymi. Widok z Wieży Matematycznej

W lipcu mój blog obchodził swoje 5 urodziny, co napawa mnie dumą i dostarcza motywacji do dalszego pisania. Za wszystkie życzenia raz jeszcze dziękuję!

Kurcze, ale tasiemiec z tego dzisiejszego podsumowania! Mam nadzieję, że ktoś dotarł do końca.:)

A jak Wasz lipiec? Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami i przeczytanymi tytułami!
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka